Maciek Czapliński wspomina Roberta Szelążka

Jak wspominać człowieka?

Jak w kilku zdaniach zawrzeć esencję jego życia? To niezwykle trudne zadanie jak oddać cześć komuś kogo znało się praktycznie od początków naszego pobytu w Kanadzie. Wszak wspominając Roberta, musimy też wspominać o nas samych, bo nasze życia przeplatały się przez lata na bardzo wielu płaszczyznach. Byliśmy na pewno przyjaciółmi, ale również ludźmi prowadzącymi własne biznesy, tworzącymi coś co było ważne dla nas personalnie ale również coś co było niezwykle ważne dla całej Polonii.

Wraz z Robertem należeliśmy od lat do ogromnej grupy przyjaciół, którzy są przyjaciółmi w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Nie są i nie były to przyjaźnie “Facebookowe”, gdzie słowo FRIEND często nie ma głębokiego znaczenia. Nasze przyjaźnie były i są autentyczne i przetrwały wiele sztormów ale również wiele dni słonecznych. Wspominając kogoś, kto odszedł powinniśmy zachować w pamięci te dni pełne słońca, a burze i sztormy pominąć milczeniem

Pisząc o Robercie piszę w gruncie rzeczy o nas wszystkich. Bo Robert był częścią naszej wspólnej historii, którą wszyscy tworzyliśmy tutaj w naszej nowej Kanadyjskiej ojczyźnie. To co wyróżniało Roberta spośród innych jest fakt, że wraz z bardzo aktywną grupą artystów, aktorów, promotorów zauważył jak ważne jest zachowanie naszej tożsamości jako Polaków. Owszem, żyjemy w kraju wielokulturowym, ale właśnie dlatego mamy możliwość pielęgnacji naszych korzeni i możemy być dumni z naszego pochodzenia. Nasza imigracja z czasów Solidarności i po Solidarności – była niezwykle dynamiczna i głodna sukcesu w nowym kraju. Powstawały liczne biznesy, teatry, zespoły muzyczne, kwitło życie towarzyskie. Czuliśmy się sobie bliscy i potrzebni i nagle pojawiło się dwóch przyjaciół z doskonałym pomysłem. Robert I Wojtek (Szelazek i Śniegowski), którzy wpadli na pomysł by stworzyć największe święto Polonii w Kanadzie pod nazwą “Polish day at Ontario Place”. Fenomenalny pomyśl! Ale nawet najlepszy pomysł nic nie znaczy dopóki nie zostanie wprowadzony w życie! A Robert I Wojtek, dzięki ogromowi pracy, entuzjazmowi wielu innych ludzi i sponsorom, byli wstanie ten pomysł zrealizować. Było to doroczne święto wszystkich Polaków i ja wraz z Agnieszką, mieliśmy szczęście być jednymi z głównych sponsorów tego wydarzenia od pierwszej do ostatniej 9-tej edycji. Dzięki ich pomysłowi, my jako Polonia mieliśmy szansę poznać osobiście wiele największych gwiazd polskiej estrady z bliska i personalnie.

Robert wpadł też na inny znakomity pomysł który do dziś łączy Polonię. Był on pomysłodawcą i współzałożycielem całotygodniowego polskiego radia. Radio to dziś znane jako Radio 7 Toronto (lub w skrócie Radio 7), przez ponad 20 lat bawi i edukuje całą Polonię. Jest ono promotorem największych i najdrobniejszych polskich wydarzeń. Jest niezwykle potrzebną tubą, bez której moim osobistym zdaniem nasze wspólne działania ucichłyby już dawno.

Robert był inicjatorem wielu innych wydarzeń, ale tylko te dwa już są wystarcząco ważne dla nas wszystkich by pochylić czoła przed jego zasługami. Dla wielu, Robert mógł być prawie nie znany bo nie wypychał się do przodu “po ordery”, ale tylko dzięki jego wytrwałości Radio 7 przetrwało czasami bardzo trudne okresy.

Kiedy Robert poprosił mnie bym został jego partnerem w prowadzeniu Radia 7 poczułem się wyróżniony. Z perspektywy czasu podejrzewam, że już wówczas Robert czuł pierwsze oznaki choroby. Zaskoczyła ona nas wszystkich. Kiedy Robert poprosił o kilka tygodni “urlopu” po którym spotkał się z całą załogą radia za pomocą “zoom conferencing”. Byliśmy w szoku. Rozpoczęła się akcja pomocy, która miała na celu zebranie środków na jago leczenie poza granicami Kanady. Duża grupa polaków włączyła się ogromnie w naszą kampanię pomocy na https://www.gofundme.com/f/robert-szelazek-fight-with-cancer Udało się zebrać sporą sumę, która została wykorzystana na pomoc dla Roberta. Niestety nieprzewidziane komplikacje wynikające z COVID-19 spowodowały, ze plany leczenia zostały nagięte do realiów i dokonana została bardzo poważna operacja tutaj w Kanadzie. Operacja była udana, ale okazało się, że skutki uboczne były bardzo drastyczne. Powiedzenie, że “ktoś ginie w oczach” nabrało dla mnie prawdziwego znaczenia. Każde spotkanie z Robertem, było jak spotkanie z połową tego co widziałem poprzednim razem. Ogromne cierpienie, ale jednocześnie nieprawdopodobny spokój. Uśmiech jaki zawsze miał jak z kimś rozmawiał i te błyszczące oczy! To są te dwa atrybuty, które zawsze będę pamiętał, bo chcę go pamiętać dobrze.

Ta choroba miała i ma ogromny wpływ na jego rodzinę. Podziwiam ich za miłość jaką otaczali Roberta. Świadomość, że choroba się pogłębia i praktycznie z dnia na dzień znika nadzieja. Fakt, że trzeba z tym żyć obserwują cierpienie bliskiej osoby 24/7 są czymś czego się nie zapomina. Wiem, że wielu z nas jest wstrząśnietych tym faktem, bo choroba Roberta odbywała się na naszych oczach. Wielu z nas chciałoby pomóc, pocieszyć najbliższych, wysłać kwiaty. Ale wiem, że w chwili obecnej im jest potrzebny czas i spokój. Każda rozmowa budzi ból i ma odwrotne skutki, dlatego pozwólmy im na trochę prywatności. Nadejdzie czas, kiedy się spotkamy i wzniesiemy toast za pamięć naszego przyjaciela.

Ci wszyscy, którzy czyją potrzebę wsparcia czy podzielenia się wspomnieniem o Robercie mogą to zrobić na naszym radiowym Facebook . Radio 7 Toronto.