Goniec

Switch to desktop Register Login

Andrzej Kumor

Andrzej Kumor

Widziane od końca.

URL strony: http://www.goniec.net/

Od szczęścia nie ma ucieczki

piątek, 23 czerwiec 2017 15:08 Opublikowano w Andrzej Kumor

kumorszary        No i zrobiło się wielkie aj-waj – w naszym świecie tysiąca ócz wszystko, jak wiadomo, jest nagrywane, nagrał więc ktoś w Mississaudze matkę chłopca w przychodni, gdy domagała się „białego lekarza”, który „nie ma żółtych zębów”. 

        Z tymi zębami to tak po prawdzie nie wiem, o co chodzi, sam mam żółte i od lat tłumaczę mojej Pani Dentystce, którą do wybielania ręka swędzi, że to jest w moim przypadku normalne, bo przecież to Murzyni mają zęby białe... Czemu mam więc poprawiać po Panu Bogu? 

        Filmik, jak to w dzisiejszym świecie bywa, zaczął żyć własnym youtubowym (i nie tylko) życiem, „rozsławiając” Mississaugę po całym świecie. Pani zresztą wizerunkowo pasuje jak ulał do stereotypowego obrazu „rasistki” – deczko roztyta blondyna obdarzona głosem o wysokich częstotliwościach, holująca za sobą latorośle w sportowym dżerseju i bejsbolówce. Po prostu, nie da się lepiej.

Listy z nr. 25/2017

piątek, 23 czerwiec 2017 14:53 Opublikowano w Poczta Gońca

Panie Andrzeju, 

        Po tych rewelacjach na temat tych agentów tu, w Polonii, zastanawiam się, czy nie byłoby słuszne zakończyć współpracę pana pisma z panem Aleksandrem Pruszyńskim. Jeżeli jakieś creditibility „Goniec” ma zachować wobec Polonii, wydaje mi się, że to jest chyba jedyne wyjście w takiej sytuacji, chyba że pan coś napisze i uzasadni kontynuację tej współpracy. Ja sobie jednak nie wyobrażam tej sytuacji.

        Do widzenia, przez szacunek dla pana to mówię.

nagrane z automatycznej sekretarki

        Odpowiedź redakcji: Szanowny Panie, przykro mi, że nie czyta Pan „Gońca”, ponieważ o sprawie tej poinformowaliśmy po raz pierwszy w 2013 roku, a następnie kilka razy do niej się ustosunkowywałem – ostatni raz  w numerze z ub. tygodnia. Andrzej Kumor

***

        Proszę pana,

        Wy go tak wychwalacie w „Gońcu”, a tutaj w „Głosie” jest napisane, że w Urzędzie Bezpieczeństwa, pracował z Urzędem Bezpieczeństwa Publicznego w Polsce. I proszę tę gazetę sobie kupić – „Głos”, i tam jest jego nazwisko, Aleksander Pruszyński.

        Tak samo i ta z „Gazety”, Bonikowska. Jak to się wydaje wszystko, a tak zachwalacie.

        Dziękuję.

nagrane z automatycznej sekretarki

        Odpowiedź redakcji: Patrz wyżej.

***

        Po publikacji oświadczenia naukowców w sprawie działalności Jana Grabowskiego pojawiło się kilka ciekawych komentarzy. Naszą uwagę zwróciła odpowiedź Centrum Badań nad Zagładą Żydów oraz komentarz Rafała Zakrzewskiego w „Gazecie Wyborczej”. O stanowisku napisała też prasa zagraniczna, m.in. „Times Of Israel”.

        W związku z powyższymi tekstami przygotowaliśmy odpowiedź, którą przesłaliśmy do „Gazety Wyborczej” oraz Centrum Badań nad Zagładą Żydów.

        Wersję angielską wyślemy do mediów, które opublikowały oświadczenie Centrum Badań nad Zagładą Żydów.

        W obronie polskich naukowców

Celem listu nie była debata na temat badań Jana Grabowskiego. W odróżnieniu od Jana Tomasza Grossa czy Barbary Engelking wykładowca Uniwersytetu w Ottawie jest historykiem, dysponującym stosownym warsztatem i bogatym dorobkiem naukowym. Nie było zamiarem autorów listu naukowców podważanie ani jego badań, ani dorobku. Intencją listu był apel w sprawie tego, co Jan Grabowski w swojej działalności publicystycznej, nie naukowej, z tymi wynikami badań robi. Oto na łamach gazet i pism, takich jak „El Pais”, „The Washington Post”, „Haaretz”, „Times of Israel”, zaprzęga swój autorytet badacza, aby wspierać narrację nie tylko nieprzyjazną Polsce, ale przede wszystkim głęboko krzywdzącą i niesprawiedliwą.

        Głównym jej filarem, tak intensywnie eksponowanym w liberalno-lewicowych mediach, jest ukazanie Polaków jako osobników kierujących się instynktami, prymitywów, dyszących nienawiścią do swoich żydowskich sąsiadów. I tylko ten prymitywizm, zdziczenie był ograniczeniem przed popełnieniem zbrodni większych od tych, jakich dokonali dobrze zorganizowani, poukładani „Naziści”, po prostu zainfekowani wirusem obłąkańczej ideologii.

        Reduta Dobrego Imienia na podstawie prowadzonych działań dokumentacyjnych posiada szeroką egzemplifikację tak prowadzonej narracji na temat Holokaustu.

Forsuje ten mit nie tylko J.T. Gross, którego wiarygodność jako badacza została podważona przez historyków polskich i zagranicznych, ale także sygnatariuszka listu w obronie J. Grabowskiego, prof. Barbara Engelking, która swój stosunek wobec Polaków wyraziła w rasistowskiej wypowiedzi:

        śmierć (…) dla Polaków to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna – śmierć jak śmierć, a dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z najwyższym, czy nie wiem, w jaki sposób oni przeżywali tę śmierć.

        Ta narracja, której osią jest oczywisty antypolonizm, jest obecnie niepisanym, obowiązującym kanonem, modnym salonowym „abc” dyskusji o Holokauście. Z trudem przebija się odmienna, nudna, znana i udokumentowana, mniej spektakularna wizja historii. Przykłady? Słabe „Pokłosie” jest szeroko znane, tymczasem nie gorszy film „Azyl”, z gwiazdorską obsadą, niekoniecznie. Dowodem jest choćby blokada emisji filmu „Azyl” we Francji i Niemczech – jego przesłanie nie pasuje do obrazu zezwierzęconego Polaka, który czyha na życie i majątek swego żydowskiego sąsiada.

        Rozwinięciem tej interpretacji jest forsowanie wizerunku dzisiejszych patriotów jako prymitywów, ksenofobów i antysemitów, którzy niczym swego czasu na Żydów, dziś czyhają na „uchodźców”.

        List naukowców, przedstawicieli nauk humanistycznych i ścisłych, filozofów, etyków, fizyków i medyków, nie miał na celu podważania metodologii badań nad Holokaustem. Mało tego, dobrze się stało, że wśród nich nie znaleźli się badacze Holokaustu – nie było celem antagonizowanie środowiska „badaczy zagłady Żydów”, wchodzenie w meandry warsztatowe, gdyż w ten sposób ucieklibyśmy od głównego problemu, jakim jest działalność J. Grabowskiego, działalność pozanaukowa, która polega na angażowaniu autorytetu polskiego naukowca do publicystycznych krucjat, których celem jest zepchnięcie Polaków do narożnika, postawienie na równi z kolaborantami i sprawcami z Francji, Włoch, Niemiec, obarczenie ich winą za Holokaust.

        Dochowanie standardów popularyzacji wyników badań i odpowiedzialność za ich interpretację obowiązują każdego naukowca niezależnie od dziedziny, jaką reprezentuje; jest to część etosu zawodowego, której podstawą jest dążenie do prawdy motywowane względami przekraczającymi bieżącą koniunkturę, osobiste kalkulacje, społeczne nastroje i naciski.

        W liście przytoczono parę historycznych faktów, o których nie dowie się raczej czytelnik „El Pais”, „The Washington Post”, „Haaretz” czy „Times of Israel”. Możemy powiedzieć śmiało – uważamy, że polski profesor fizyki jądrowej ma większą orientację w polskiej historii niż makler w Ottawie, czytający podczas lunchu wynurzenia Grabowskiego. I jako przedstawiciel elity, ma moralny obowiązek zareagować, kiedy atakowana jest wspólnota, której jest członkiem i której elitę intelektualną reprezentuje.

        „Gazeta Wyborcza”, która wzięła w obronę Jana Grabowskiego, należy do nurtu, który chętnie przeciwstawia „prymitywnych, łysych narodowców”, „mentalne podkarpacie”, i „słuchaczy toruńskiej rozgłośni” subtelnym myślicielom, światłym naukowcom, wrażliwym artystom i medialnym światowcom. List RDI pokazał, że rzeczywistość nie jest tak czarno-biała, jak chciałby tego dziennik z Czerskiej.

        Redaktorowi Zakrzewskiemu list naukowców przypomina akcje organizowane przez PZPR. W okresie PRL trzeba było mieć odwagę przeciwstawić się dominującej władzy, dziś trzeba mieć nie mniejszą odwagę przeciwstawić się dominującej narracji, wspieranej przez wielkie ośrodki medialne i finansowe. Naukowcy, którzy podpisali się pod listem RDI, taką odwagą się wykazali.

        Tezy o własnej winie, nieoczywistej prawdzie, dobrze się sprzedają. W epoce tzw. postprawdy są modne i pożądane. Ich dystrybutorzy w publicystyce, kulturze, a nawet nauce, z łatwością znajdują wsparcie patronów z krajów mających na sumieniu rzeczywistą (nie metafizyczną) winę za Holokaust, pragnących rozmyć odpowiedzialność, zatrzeć różnicę między katem i ofiarą, zamydlić obraz przeszłości. Niezgoda na takie postawienie sprawy nie jest w żadnym wypadku niezgodą na rozliczenie się ze swoją przeszłością czy wypieraniem swoich win. Okazuje się, że w kontrze do działalności J. Grabowskiego, podkreślmy: działalności, wypowiedzieli się przedstawiciele polskiej elity, ludzie którym po prostu bliskie są ideały nie tylko patriotyczne, ale i kanony zawodowej i ludzkiej przyzwoitości.

Reduta Dobrego Imienia – Polska Liga przeciw Zniesławieniom

        Jan Krzyszkowski jest wychowanym w polskiej rodzinie w Kanadzie oszczepnikiem, w środę wraz  działaczami sportu polonijnego Piotrem Lachem i Jerzym Dąbrową odwiedził naszą redakcję w przededniu wyjazdu na Olimpiadę Polonijną do Torunia

Goniec: Zacznijmy dla porządku od igrzysk, panowie są w pięknych polskich koszulkach na te igrzyska, jak to wygląda w tym roku, jest lepsza organizacja, bo słyszałem, że jacyś ludzie nie mogli się zarejestrować? Jak wygląda wyjazd polskiej ekipy tutaj z Kanady? Chyba zawsze na Igrzyskach Polonijnych byliśmy jedną z najliczniejszych grup. 

Piotr Lach: Bardzo często jesteśmy najliczniejszą grupą, jeśli weźmiemy pod uwagę te kraje zachodnie. Dlaczego wyróżniam kraje zachodnie – dlatego że my wszyscy płacimy za siebie. Przez te ostatnie kilka igrzysk, 2 lata temu, 4 i 6 lat temu, jako Polonia kanadyjska byliśmy najliczniejszą grupą. Przewyższają nas reprezentanci Polonii białoruskiej, czy ukraińskiej, czy litewskiej, ale to wynika z faktu, że mają to na weekend, no  i mają bliziutko, a po drugie, rząd Polski finansuje im pobyt. Według nas to jest tak troszeczkę niesprawiedliwe. 

Jerzy Dąbrowa: Do tego, że to jest „niesprawiedliwe”, nabrałem trochę dystansu. Moje myślenie początkowo było takie, jak właściwie wszystkich ludzi z Polonii zachodnich, ze Stanów, z Niemiec, z Francji, ze Szwecji. To może nie zazdrość, ale złość, że rząd Polski finansuje sportowców polonijnych ze Wschodu, a my musimy dojechać na swój koszt. Dlaczego nabrałem tego dystansu? Po pierwsze, proszę zobaczyć, jaka jest działalność w Polonii zachodniej, bo jeśli Stany Zjednoczone na kilkanaście milionów Polonii wysyłają 25 osób...