Goniec

Register Login

Andrzej Kumor

Andrzej Kumor

Widziane od końca.

URL strony: http://www.goniec.net/

Przy stoliku w Helsinkach

niedziela, 15 lipiec 2018 23:40 Opublikowano w Andrzej Kumor

Już za moment prezydent Stanów Zjednoczonych spotka się z prezydentem Rosji.
Stawka jest duża, więc poukładajmy sobie karty na stole.
1. Głównym problemem Ameryki nie jest konkurencja z Rosją lecz walka o hegemonię z Chinami.
2. Aby móc marzyć o tym by z Chinami wygrać trzeba mieć Rosję po swojej stronie.

To jest główne tło.

Ale na nim jest kilka mniejszych rozgrywek, przede wszystkim ta bliskowschodnia.
Stany Zjednoczone usiłowały wyrwać Rosji Ukrainę (co połowicznie się udało) w następstwie rosyjskiego oporu wobec zmiany władzy w Syrii -jednego z głównych elementów konstruowania strefy bezpieczeństwa wokół Izraela i tak zwanego Wielkiego Izraela.
Zablokowanie przez Rosję usunięcia Asada zaowocowało sfinansowaniem przez Waszyngton operacji zastąpienia na Ukrainie oligarchów prorosyjskich przez tych proamerykańskich w większości Żydów.
Rosyjską odpowiedzią była wojna niesymetryczna na wschodzie Ukrainy oraz aneksja Krymu idramatyczne zwiększenie pomocy dla Syrii, likwidacja tzw Państwa Islamskiego i wyparcie Amerykanów oraz Żydów z dużych połaci. To zmusiło Żydów do negocjacji z Rosją. Dla Żydów sprawą zasadniczą jest nie tyle Damaszek i zablokowanie irańskich w Syrii oraz Libanie, co zmiana władzy w samym Teheranie. Amerykanie i Żydzi nie są tego w stanie tego przedsięwziąć bez zgody Kremla. Sytuację dodatkowo komplikuje wpływ Chin w Iranie. Widząc możliwość takiego obrotu spraw Persowie zaczynają grać na Pekin. W ten sposób Chińczycy mogliby pozyskać atuty w żywotnie ich interesujących rozgrywkach na Pacyfiku.

Co więc może leżeć na stole w Helsinkach?
Uznanie przez USA nowej wschodniej granicy Ukrainy i aneksji Krymu, a w zamian za to zgoda na zmianę władzy w Teheranie.
Mogłaby być to też oferta zgody na zwiększenie wpływów Rosji na Ukrainie oraz Europie Środka łącznie z Polską. Realizatorami takiej oferty na tym terenie byliby Żydzi, którzy są postrzegani jako ludzie zdolni uzyskać tam wszystko, co jest potrzebne.
Oczywiście jest to zarys oparty na domysłach, na ile zgodnych z rzeczywistością? Gdybym wiedział, z pewnością nie mógłbym pisać...

Opcja polityki realnej

piątek, 13 lipiec 2018 14:24 Opublikowano w Wywiady

orientacja-na-prawoZ Józefem Białkiem, właścicielem kwartalnika „Opcja na Prawo”, z okazji 150. jubileuszowego wydania rozmawia Wojciech Trojanowski.

Wojciech Trojanowski: Jesteś, trzeba to przyznać, dość nietypowym typem przedsiębiorcy. Zamiast spijać przysłowiową piankę i przeznaczać zarobione przez siebie środki na zwiększanie komfortu własnego życia, od wielu lat inwestujesz w to dość niedochodowe przedsięwzięcie, którym jest wymagające, niszowe pismo o profilu polityczno-społecznym. Skąd się to wzięło?

        Józef Białek: Cała przygoda z polityką, wydawnictwami itd. zaczęła się dawno, dawno temu w podziemiu. Około roku 1984 uruchomiliśmy „Wyrostka”, pismo przeznaczone dla młodzieży szkół średnich, który już wtedy profilowane było w kierunku konserwatywno-liberalnym. Potem powstało pismo „Dziś” ,a następnie przejęliśmy miesięcznik „CDN – Koliber”. W redakcji „Dziś” uczestniczyli: Aleksander Popiel, Tomek Gabiś, Krzysiek Bąkowski, Waldek Czachowski, w zasadzie w tym składzie tworzyliśmy oba te pisma.
Pochłaniały was idee wolnościowe...

        Jeszcze jako dwudziestokilkuletni gówniarze określaliśmy na łamach naszej prasy, czym musi być owa wolnościowość. Także dzisiaj, mimo ewolucji poglądów, mógłbym się pod tamtymi definicjami podpisać dwoma rękami. Wolność była dla nas związana z odpowiedzialnością i zakreśleniem jej pewnych ram. Takie postawienie sprawy przez niedoświadczonych jeszcze małoletnich działaczy podziemia było, można powiedzieć, bardzo dojrzałe, choć, jak to widzę, nie w pełni jeszcze rozumieliśmy zastaną polityczną rzeczywistość. Było to już wtedy nieco inne podejście do tematu niż w przypadku współcześnie egzystujących partii libertariańskich. Może to były po prostu inne czasy. Te pisma zostały zamknięte przez ówczesne służby bezpieczeństwa. Miałem liczne rewizje. Zarekwirowano mi łącznie dwa worki książek i nielegalnej prasy. Tomek Gabiś odsiedział swoje pół roku za „CDN-Koliber”, podobnie jak Krzysiek Bąkowski.

        W środowisku podziemnym prezentowane przez was idee były powszechne?

        Jako redaktorzy wymienionej gazetki „Dziś” przeprowadziliśmy w środowiskach podziemia pewną dającą do myślenia ankietę, którą wypuściliśmy w tysiącu egzemplarzy. Jej wyniki były dla nas wielce zaskakujące. Wychodziło z nich, że idealne ustroje według działaczy podziemia panowały wtedy w socjalistycznych krajach, konkretnie w Jugosławii i na Węgrzech – wskazało je około 90 proc. ankietowanych! Wtedy zorientowaliśmy się, że mamy do czynienia z zupełnie lewicową orientacją wśród naszych podziemnych kompanów.

        Potem były dalsze doświadczenia z prasą prowadzące prostą drogą do „Opcji na Prawo”.

        Tak, Po przygodzie z „Dziś” i „CDN-Koliber” zacząłem współtworzyć pismo podziemne Solidarności Walczącej „Replika” z Pawłem Falickim, Teresą Witkiewicz, Wojtkiem Jankowskim. Ta gazeta należała również do tych bardziej niepokornych, ponieważ prezentowane na jej łamach poglądy nie całkiem przystawały do reszty podziemia.

        Gdy w 1989 roku nastąpiła w Polsce tzw. transformacja, doszedłem do wniosku, że jest czas na to, byśmy dalej krzewili idee wolnorynkowe. Z częścią ludzi z „Repliki”, m.in. z Wojtkiem Jankowskim, Tomkiem Gabisiem, założyliśmy „Opcję na Prawo”. Z początku ukazywała się ona jako miesięcznik. Trwało to jakieś dwa – trzy lata, potem wziąłem się jednak za interesy i pismo na jakiś czas zostało zawieszone. Po wielu latach, obserwując nieco z boku politykę i gospodarkę naszego kraju, doszedłem do wniosku, że nadal brakuje zdrowego, trzeźwego myślenia zarówno u rządzących, jak i opozycyjnych polityków. Przyszedł więc czas na reaktywację mojej gazety.

        Muszę tu już wtrącić, że powoli zacząłem się wtedy leczyć z ideologicznego zafiksowania na punkcie wolnego rynku. W mniej więcej równym tempie ewoluowało pismo.

        Czym to było spowodowane?

        Punktem widzenia, który miał na rzeczywistość polski przedsiębiorca. Bądź co bądź, byłem nim w całej pełni. Na moich oczach odbywała się tzw. prywatyzacja, czyli rozprzedaż polskiego majątku, otwarcie na zachodnie koncerny w imię liberalizmu, a w efekcie postępująca monopolizacja i coraz trudniejsza dla raczkującego polskiego biznesu konkurencja z wielkimi zachodnimi molochami. Im większy był gospodarczy liberalizm, tym mniejsze szanse po naszej stronie. Słowem, wolny rynek w tym wydaniu był narzędziem podboju gospodarczego naszego słabego państwa.

        Idea wolnego rynku wygląda dzisiaj inaczej niż przed nastaniem lat 80., gdy na Zachodzie tworzyły się hiperkorporacje, którym idee liberalne otwierały na oścież dowolne drzwi, tak wśród krajów Trzeciego Świata, jak i dowolnie wybranego miejsca na ziemi.

        Zresztą sama idea takiego podboju jest znacznie starsza. Wystarczy przytoczyć przykład Kompanii Wschodnioindyjskiej, prywatnej firmy, która kolonizowała Indie, siejąc poważne spustoszenie w tym zakątku ziemi.

        No dobrze, przedstawiasz wolnorynkowość w pejoratywnym świetle, co to oznacza w praktyce? Czy przedsiębiorca Józef Białek jest dzisiaj za zniesieniem praw i przywilejów przedsiębiorców?

        O nie! Są różne wyobrażenia wolnorynkowości. Większość liberałów chce w ramach swojej ideologii jak największego ograniczenia roli państwa i to właśnie najczęściej sprzyja podbojowi słabszych rynków przez korporacje. Na straży prawdziwie wolnorynkowej polityki musi stać państwo strażnik, które jest gwarantem praw słabszych rodzimych biznesów, którym jednocześnie stwarza maksymalne szansę rozwoju, minimalizując swoją opresyjność właśnie w tym przedziale. Oczywiście to w ramach obowiązującego prawa i zdrowego rozsądku i nie tak by zamknąć przed przedsiębiorcami rynki zagraniczne. To jednak trochę inna rola państwa niż ta tradycyjnie definiowana przez środowiska leseferystów, wg której państwo miało być zaledwie nocnym stróżem, strzegącym jedynie fundamentalnych zasad uczciwości.

        Przykłady propaństwowych gospodarek funkcjonują w dzisiejszym świecie i mają cechy dobrze się rozwijających. Przykład Azji, czy ściślej Chin. Tysiące sklepów działających według wszelkich zasad wolnorynkowości, a silne państwo nie dopuszcza do monopolizacji przez hipermarkety i korporacje. Trzeba tu wtrącić, że wpuszczenie na szeroką skalę obcych hipermarketów jest bardzo groźne. Jest to przejęcie i zagospodarowanie wewnątrz danego podbijanego kraju praktycznie całego handlu. W dalszej perspektywie załamanie handlu powoduje upadek i przejęcie drobnych przedsiębiorstw i kółko się zamyka. Nie dostrzegają tego kompletnie tzw. wolnorynkowe, czy szerzej – liberalne – elity. Żeby dzisiaj zapanował wolny rynek, który przyniesie nam wszystkim korzyści, musi istnieć silne państwo, ustanawiające silne prawo i ochronę przed monopolami na rzecz wolnej przedsiębiorczości. Jakie ma szanse dzisiaj powiedzmy młody przedsiębiorca, który posiada na inwestycje dajmy na to sto tysięcy dolarów, z korporacją, która posiada miliard dolarów, której naturalnym celem będzie pozbycie się wszelkiego planktonu na swojej drodze rozwoju? Tak więc przeciwstawiamy nasze idee silnego państwa chroniącego wolny rynek, panującemu obecnie modelowi silnego państwa stojącego na straży korporacji, którego to modelu okazuje się być obrońcą również nowy rząd Mateusza Morawieckiego, który wedle ostatnich doniesień zdecydował się na dofinansowanie w Polsce jednego z największych i najbogatszych molochów finansowych, jakim jest JP Morgan.

        Podałeś jako przykład Chiny. Powszechnie znany jest jednak fakt, że kraj ten wypracował swój status przodującej światowej gospodarki, stawiając właśnie na inwestycje zagraniczne. Jak to skomentujesz?

        To, co jest ważne w tym wszystkim, to trzeba zauważyć mądrość, która towarzyszyła Chińczykom. Chiny miały jasno zdefiniowany cel, którym był rozwój ich państwa, i dostosowywały do osiągnięcia tego celu środki na kolejnych etapach rozwoju. Ich instytuty określiły jasno gałęzie przemysłu, w których mogą się rozwijać, i instrumenty, które mogą temu rozwojowi pomóc. Tam gdzie potrzebne były nowe technologie, a także kapitał, otworzyły swoje rynki, na pewien czas, w sposób kontrolowany. W tym czasie ich specjaliści uczyli się od Zachodu jego technologii. Państwo wspomagało cały czas rozwój rodzimych inicjatyw. Chiny rzeczywiście wiedziały, że bez Zachodu sobie nie poradzą, więc stworzyły tzw. strefy ekonomiczne. Sprzedaż z tych stref była obwarowana. 60 proc. towarów w tych strefach musiało być wyprodukowane w Chinach. Towarów produkowanych w strefach nie można było sprzedawać wewnątrz państwa. Jeśli chodzi o amerykańskie korporacje, to warto zwrócić uwagę, że nie wpuszczono za bardzo do Chin banków i korporacji finansowych. Niektóre przedsiębiorstwa jednak wpuszczono. Wszedł np. Siemens, niektóre fabryki samochodów, widziałem nawet w Chinach market IKEA. W siedemnastomilionowym mieście jest jedna IKEA, która tak naprawdę sprzedaje chińskie meble. Jak widzimy, w tym wszystkim był jasno zarysowany propaństwowy plan.

        Dla odmiany, w Polsce mamy tylko chaos idei i brak zainteresowania wytyczeniem konkretnej strategii gospodarczej. Zamiast tego kazano nam zachłysnąć się mądrościami, które przywieźli nam w teczkach zagraniczni specjaliści od prywatyzacji. Nawet dzisiaj widać gołym okiem ten chaos i niezdecydowanie, ale i też brak kompetencji. Tu przekopywanie mierzei, tam stawianie portów lotniczych, projekty elektrycznych aut, to wszystko przypomina miotanie się. Efektem tego miotania i braku własnej strategii jest utrata całych gałęzi gospodarki na rzecz obcych podmiotów.

        Wracając do kwartalnika. Sam tytuł „Opcja na Prawo” sugeruje, że jest to kwartalnik o jasno zarysowanym prawicowym profilu, a pojawiają się w nim artykuły również osób o czasami skrajnie innych zapatrywaniach. Jak to skomentujesz?

        To właśnie kolejna, ciekawa do omówienia sprawa. Myślę, że w obecnych czasach muszą ulec zredefiniowaniu pojęcia prawicy i lewicy, których definicje są mocno przestarzałe, bo ukute jeszcze w XVIII-XIX wieku. Przez te dwieście lat świat jednak bardzo się zmienił. Sam przepływ informacji, towarów – wszystko poszło do przodu, a my nadal tkwimy w XIX-wiecznych teoriach, które niewiele mają wspólnego z rzeczywistością. W minionych wiekach nie istniało praktycznie zjawisko wielkich korporacji o takim zasięgu jak dzisiaj. Obecnie trzy grupy finansowe posiadają łącznie 12 bilionów dolarów i praktycznie rządzą tym naszym światem. Czy przeciwstawianie się im należy dzisiaj do lewicy – tradycyjnie wrażliwej na ucisk mas, czy może do prawicy, która tradycyjnie powinna odrzucać je, jako hybrydy postępu niszczące zastany porządek? Bywa, że ludzie przypisywani kręgom lewicowym mają lepsze pojęcie o tym, co dzieje się w gospodarce czy geopolityce, niż tzw. prawica. Przykładem mogą być niektóre wypowiedzi Leszka Milera.

        Z drugiej strony, wiele kręgów zarówno lewicowych w ramach aliansu z liberalizmem kulturowym, czyli tzw. postmarksizmu, jak i prawicowych, w ramach błędnego poparcia udzielanego liberalizmowi ekonomicznemu, ręka w rękę przykłada się do budowania tego nowego światowego porządku. Czym więc dzisiaj jest owa lewica i prawica? Te podziały są dziś zamazywane również na wysokich szczeblach władzy. Jeśli obecnie np. CDU tworzy koalicję z SPD, to o czym my mówimy. Czas zredefiniować cele, pojęcia i dążenia. Dla konserwatysty, ale chyba tym bardziej dla części pseudopostępowej lewicy te różnice ideologiczne postawione są na pewno na gruncie moralnym, coraz mniej na geopolitycznym czy gospodarczym. Tutaj podziały przebiegają w poprzek. Prędzej czy później ideologii globalizacji czy korporacjonizmu musi się przeciwstawić idea państwa, która może być przypisana zarówno części lewicy czy tzw. prawicy. „Opcja na Prawo” na pewno wychodzi z pozycji konserwatywnych i prawicowych w kwestiach kulturowych i moralnych. Chcemy cały czas stać na straży obyczajów, tradycji, wiary. Te idee stanowią fundament, od którego zależy być albo nie być naszej cywilizacji.

        Nasza prawica tego, o czym tu powiedzieliśmy, wydaje się nie zauważać. Zamiast tych współczesnych bolączek, mamy wciąż w przestrzeni tematy historyczne, rozrachunki krzywd, skrajny antykomunizm (czyli nienawiść do systemu, który przestał istnieć), żołnierzy wyklętych, tematy: „kto kogo bardziej w przeszłości skrzywdził”, organizację marszów i pikiet podejmowanych w tych dziedzinach, nikt jednak nie przejmuje się tym, co obecnie dosłownie wisi nam nad głowami.

        No właśnie, w dzisiejszej „Opcji” mało jest tematów stricte historycznych.

        Kiedyś, w miesięczniku pod redakcją Romka Lazarowicza, było trochę inaczej. Ja zgadzam się z linią, jaką przyjąłeś jako redaktor naczelny, że obecnie ten aspekt jest zupełnie poboczny, choć nie da się całkiem od niego odejść. Owszem, przeszłości należy się pamięć i szacunek, ale gdy zajmuje ona miejsce spraw decydujących o naszej egzystencji, czy nawet o przetrwaniu, kiedy wypiera z przestrzeni publicznej rzeczy pierwszej wagi, jak polityka moralna, gospodarcza, geopolityka, to coś jest nie tak. Mimo że elektorat PiS czy niektórych partii narodowych jest z tego zadowolony, odnosi się wrażenie, że są to specjalnie dla niego konstruowane tematy zastępcze, które mają odwrócić uwagę od tego, jak się np. w tej chwili w Polsce monopolizuje całe życie gospodarcze. Za chwilę będziemy trzydziestomilionowym krajem niewolników, pracujących w zachodnich korporacjach i na kasach w marketach, ale nikt na to nie zwraca uwagi. Oczywiście elektorat Platformy miał mniejsze wymagania i wystarczyła mu, jako temat zastępczy, „matka małej Madzi”, ale czy to ma mnie pocieszyć? Treść tematu zastępczego jest nieistotna, gdy efekt pozostaje ten sam: obudzimy się jako ludzie zależni finansowo, bez prawa głosu. O tej nowej formie kolonizacji jakoś wszędzie głucho. Mamy za to w tej chwili wręcz przesyt historyzmu w przestrzeni publicznej, ale w „Opcji” chcemy, jak wiesz, przywracać właściwą równowagę.

        „Opcja” poświęca wiele miejsca polityce zagranicznej i, jak się wydaje, również nie wpisuje się tutaj w najbardziej popularny nurt światopoglądowy.

        W epoce globalizacji i tak ogromnych wzajemnych zależności temat prowadzenia dobrej strategii geopolitycznej jest fundamentalny, jak nigdy dotąd. Tak jak mówiłem, świat się szybko zmienia, i żeby być dobrym komentatorem, żeby mówiąc kolokwialnie: wiedzieć, o co chodzi, trzeba się mocno i uczciwie, bez nadmiernego zacięcia ideologicznego temu przyglądać. Mówiąc o odmiennym nurcie światopoglądowym „Opcji”, masz zapewne na myśli to, że nie boimy się, w kontekście polskiego interesu narodowego, pisać obiektywnie na temat Rosji i Chin. Choć, jak wiesz, publikują u nas różni autorzy o różnych zapatrywaniach na tę sprawę. Poważne i rzeczowe argumenty same się obronią, a cenzury w „Opcji” nie ma. (...)

        Dlaczego nie powinniśmy kierować się sentymentami?

        Sentymentami w polityce możemy się kierować w bardzo nieznacznym stopniu. Pan Bóg dał człowiekowi rozum i nieużywanie go prowadzi do tragedii. Przykład Ukrainy. Byliśmy trzecim eksporterem towaru do tego państwa. Poparliśmy Majdan, który spowodował, że jesteśmy dzisiaj co najwyżej dziesiątym, a nasze miejsce zajęli Niemcy, Holendrzy, Amerykanie itd. Wiele polskich firm poniosło niepowetowane straty. Ta polityka jest dobrym przykładem kierowania się sentymentami. Polskie poparcie dla Majdanu miało chyba na celu tylko tyle, że zrobimy Rosji na złość. Wiadomo było, że zbliżenie Ukrainy do Europy to otwarcie drzwi w tym państwie na wymieniony wyżej wolny rynek i tym samym na zachodnie korporacje. W ślad za tym musiało pójść wyrugowanie z Ukrainy nie tylko części rosyjskiego biznesu, ale także polskiego, choć my, w przeciwieństwie do Rosji, jesteśmy przecież sojusznikami państw zachodnich.

        Wielokrotnie już mówiłem o tym, że zupełnie niezrozumiała jest w kontekście polskiego interesu gospodarczego nasza polityka wobec Rosji, która jest głównym importerem surowców do Polski. Zamiast wykorzystywać – zwłaszcza teraz, tę sprzyjającą negocjacjom, sytuację osaczania Rosji i rozmawiać o cenach gazu, ropy, wolimy kupować te surowce w Katarze, w Stanach Zjednoczonych, płacąc może i ze 40 proc. więcej za gaz.

        Czyli co – mamy postawić na Rosję i zrezygnować z rynków zachodnich?

        Z niczego nie mamy rezygnować. Polityka jest grą interesów. Mówiąc językiem biznesowym: jeśli mamy interes do/z Niemcami, to robimy deal z Niemcami. Jeśli wychodzi, że są dla nas za mało atrakcyjni powiedzmy w porównaniu z Czechami, negocjujemy, stawiamy warunki, wybieramy lepszą, biorąc pod uwagę wszystkie czynniki – atrakcyjność finansową, jakość, jak również długofalowość inwestycji. Stawiamy się wtedy w pozycji gracza, który ma swoje karty przetargowe, i nie prowadzimy polityki klientystycznej, a z drugiej strony, nie wszczynamy niepotrzebnych awantur. To tylko biznes. Brzmi to dość cynicznie, ale to właśnie powodzenie tak pojętego naszego polskiego biznesu zagwarantuje przyszłym pokoleniom nie tylko lepszy byt, ale i niepodległość.

        Jest taki znany dowcip, w którym Rosjanin podróżuje pociągiem do Paryża, a Francuz w przeciwnym kierunku, do Moskwy. Obaj wysiadają na dworcu w Warszawie i myślą, że są na miejscu. Jesteśmy krajem tranzytowym między Wschodem i Zachodem i powinniśmy to umieć wykorzystać. Zamiast tego trąbimy o tym, jak bardzo złe jest nasze położenie pomiędzy wrogimi państwami. Zła jest jedynie nasza strategia polityczna, wrogiego nastawienia wobec sąsiadów i szukania przyjaciół za morzem. Dzisiaj potęgi nie zdobywa się militarnie. Musimy się bogacić. Wygrywać wojnę o gospodarkę. Inna prezentowana przez nas postawa to serwilizm. Ta postawa powoduje, że bezkrytycznie przyjmujemy wszystkie wytyczne zagraniczne. (...)

        Wróćmy jeszcze do doboru treści. Również na łamy kwartalnika redakcja stara się zapraszać tych, którzy mają coś mądrego do powiedzenia, ale nie zasklepiają się w utartych schematach...

        ...ale nie jest w naszym kraju dziś o to łatwo. W Polsce trudno o ludzi naprawdę znających się, powiedzmy, na geopolityce, ekonomii, których fachowość koresponduje z percepcją, pragmatyzmem, odwagą i obiektywizmem opisania rzeczywistości taką, jaka ona jest. Nasz świat, co już jest utartym sloganem, bardzo dynamicznie się zmienia, a większość polskich publicystów zachowuje się tak, jakby utknęła w swoim oglądzie na etapie lat 80.-90., co wskazuje na to, że zostali zakładnikami jakiejś ideologii, nieważne czy ta ideologia definiuje się jako lewicowa, czy nawet ultraprawicowa. Wielu nie wyrasta ze swoich małych środowisk, bo najwyraźniej się po prostu boi napiętnowania. Kluczem jest więc też odwaga. Polska scena polityczna działa jak swojego rodzaju sekta. Wyjście poza granice grozi emblematem agenta (nieważne czy ruskiego, czy żydowsko-amerykańskiego), zamiast merytorycznej odpowiedzi. To w oczywisty sposób szkodzi percepcji politycznej i odważnemu stawianiu diagnoz. Szkodzi dyskusji i wykuwaniu w jej ogniu nowych, adekwatnych do czasu i miejsca poglądów. Zachowujemy się też często jak mieszkańcy małej wioski, którym się wydaje, że jest ona pępkiem świata, a żyjemy w świecie globalnych zależności.

        My jednak możemy się poszczycić wieloma stałymi lub doraźnymi publicystami, których artykuły różnią się znacznie poziomem i obiektywizmem od konkurencji. Trzeba tu podziękować wielu zaangażowanym w nasze wydania redaktorom, których współpraca z „Opcją” okazała się dla kwartalnika bardzo cenna. Wolałbym nie zamieszczać w tym wywiadzie ich listy, w lęku, że kogoś istotnego pominę, a przewinęło się ich naprawdę wielu.

        Dokładnie. Ja jednak właśnie chciałby wymienić kilku bardzo ważnych dla „Opcji” ludzi z nazwiska, żeby złożyć swoje osobiste podziękowania: pierwszemu redaktorowi naczelnemu Ludwikowi Kluźniakowi, Romkowi Lazarowiczowi, który wiele lat wytrwale stał na czele redakcji miesięcznika, redaktorom, którzy towarzyszą lub towarzyszyli naszemu pismu przez wiele lat, a także tym, którzy są krócej, ale nadawali i nadają „Opcji” jej niepowtarzalny, merytoryczny charakter, Romkowi Konikowi, Damianowi Leszczyńskiemu, którzy wkładali wiele starań w podwyższanie poziomu naszego pisma; redaktorom Stanisławowi Michalkiewiczowi, Tomaszowi Gabisiowi, Pawłowi Falickiemu, Tomaszowi, Michałowi Krupie, Tomaszowi Cukiernikowi, Andrzejowi Szczęśniakowi, profesorowi Witoldowi Modzelewskiemu, profesorowi Stanisławowi Bieleniowi, Wojciechowi Grzelakowi, profesorowi Jerzemu Robertowi Nowakowi i wielu innym. Na koniec chciałbym wyrazić to, co myślę o dziesięcioletniej współpracy z małżeństwem Trojanowskich. Odkąd weszliśmy we współpracę i zajęliście się moim wydawnictwem, podnieśliście poziom zarówno wydawnictwa, jak kwartalnika, za co wam dziękuję. Wydaliśmy razem już blisko sto książek, a teraz mamy 150. numer kwartalnika... Mało osób zdaje sobie sprawę, że odpowiadasz nie tylko za redakcję, ale od lat osobiście nadajesz „Opcji” i książkom charakter graficzny.

        No, jeśli chodzi o podziękowania, na największe zasługuje chyba właściciel „Opcji” i wydawnictwa, który zainwestował w jej 150 wydań – tym bardziej, biorąc pod uwagę fakt, że wydawanie kwartalnika nie należy do najbardziej dochodowych biznesów, prawda?

        No tak, ale trzeba podkreślić, że taka opcja „Opcji” gwarantuje mojemu pismu dużą niezależność. Nie korzystamy z dotacji, dopłat. Wolni jesteśmy od zależności, które mogłyby ograniczyć lub wpłynąć w jakikolwiek sposób na linię programową pisma. Nie finansują nas organizacje pożytku, ani Soros, ani Putin.

        No i co najważniejsze, Ty sam bardzo powstrzymujesz się od wpływania na ograniczanie treści w „Opcji”. Przecież pojawiają się w niej artykuły, z którymi Józef Białek się nie zgadza, można powiedzieć, z lekkim przymrużeniem oka, że niektóre wywołują u niego wręcz oburzenie.

        Starałem się, aby nigdy nie zostać cenzorem. Redakcja żyje swoim życiem, choć i ja jestem jej częścią. Jeśli ktoś ma jakieś przeciwne poglądy, może je u nas wyrazić, pod warunkiem że nie ucierpi na tym zbytnio sam poziom argumentów i elementarna przyzwoitość. Jeśli tekst jest merytorycznie dobry, to nie mam nic przeciwko, żeby był u nas opublikowany, myślę też, że mamy wymagającego i myślącego czytelnika, który sam potrafi wyciągać wnioski i formułować swoje zdanie, opierając się na argumentach obu stron. Oczywiście nie chciałbym też sprawiać wrażenia liberała, którego głównym celem jest stworzenie swoistego Hyde Parku. Nie, „Opcja”, choć to się zmieniało, ma jednak jasno określoną wizję i raczej szukamy autorów, którzy w różnych aspektach patrzą podobnie i potrafią ten kierunek rozszerzyć i ubogacić. Inaczej to wszystko byłoby po nic.

        Dziękuję za rozmowę.

Wywiad pochodzi z jubileuszowego 150. wydania „Opcji na Prawo”.

Listy z nr. 28/2018

piątek, 13 lipiec 2018 14:18 Opublikowano w Poczta Gońca

Franek’s War Journal 1939-1945

Dear Friends,

        I write in the hope that your organisation might be interested in taking a copy, or multiple copies, of this book.  Please let me know if there could be an opportunity to meet at your convenience, and I could bring a copy for your inspection.  It has been produced mainly as a “family history” project, but it could be very interesting to a range of different audiences & readerships.

        Franek’s War Journal 1939-1945

ISBN 978-1-5272-2145-1 in English (100pp) & in Polish (42pp) July 2018

        This is the first-hand record of a young Polish cavalry officer’s 4½ years in Oflag II C - Woldenberg prison camp, from 1940 to January 1945.

        It recounts the first days of the invasion of Poland, describes POW existence and maps the long forced trek on foot westwards from Dobiegniew through winter snow & mud for 4 months in 1945, as the German forces retreated from the advancing Bolshevik Red Army, until arriving at Sandbostel Stalag X B and and Lubeck Oflag X C at Bad Schwartau, before liberation in April 1945.

        Written by hand in pencil, in four ‘Kriegsgefangenerhilfe’ - YMCA, exercise books in 1945, the originals were recently rediscovered in the back of desk in Oxford, England.

        This was probably the only post-trauma therapy exercise for Lieutenant Podporucznik Franciszek Stefan Neuman no 1084 of squadron 146/39.

        If you know of libraries or schools or groups that aim to preserve this history, or if your organisation has any surviving members or senior affiliates who would like to share memories of this awful episode or comparable events, please request a copy. For anyone with an interest in remembrance, in peace studies, or for reminiscence groups, it’s a touching inspiration & starting point resource.

        For younger generations who do not know what their forebearers endured, this is an absolutely authentic resource, telling the story without any embellishment, exaggeration or sentimentality.

        And he survived!

        Contributions are requested to defray the costs incurred for translation, design, printing and mailing - approx $40-50 per copy.
       

Contact: Mark Neuman
Email: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.  
T: +44 (0) 208 693 9544
        With thanks

***

Nie wajagruj! Jeszcze o podkręcaniu licznika.

        Proszę pana redaktora. Przeczytałem ten tekst o podkręcaniu licznika w samochodach. I ponieważ byłem na pogrzebie znajomego mojego kolegi, a dobrze pamiętam ten pogrzeb, bo znajomy mojego kolegi był ciężki. No i po evencie, kiedy już byliśmy sam na sam, pytam się mojego kolegi – jeszcze niedawno widziałem go u ciebie całego i zdrowego, jak piliście piwo. A pamiętam dobrze, jakie piwo pił, bo ja LECHA nie lubię, a on to piwo właśnie pił.

        A czemu nie lubię tego piwa? Puszka taka zielona jest. No a kolor zielony to mi się źle kojarzy z ekoterrorystami, co w środku Puszczy Noteckiej budują olbrzymi zamek. A na przykład w Puszczy Białowieskiej ci sami ekoterroryści spędzają wolny czas, przywiązując się do drzewostanu. A to chodzenie po drzewach źle mi się kojarzy od czasu, jak nasi policjanci tu, w Toronto, zaczęli chodzić po drzewach po zarekwirowaniu jakiejś marihuany czy dopalaczy jakichś. No ale policjantów można wytłumaczyć.

        Na przykład w Europie jest taka komisja od pani Merkel i tego Timmermansa, tego co wszystko tłumaczy ochroną kornika. Więc ci policjanci, oni chodzili po drzewach i w celu ochrony komornika. Takie będzie oficjalne stanowisko policji w Toronto: Chronili komorników i drukarzy. Mówię to panu! Ktoś kasę i podatki musi zbierać.

        Ale mało tego, tu, w Ontario, wybrano jednego gościa z tej Green Party na posła! I wszystko w takt dobrej muzyki. Z tą muzyką to jest tak, jak to było w peerelu z tą wdową i komendantem milicji. Jest zebranie komendy milicji i komendant mówi: Towarzysze, w ogóle nie macie savoir-vivre’u! Jak chowaliśmy naszego zasłużonego kolegę i jak orkiestra zagrała, to nikt nie poprosił wdowy do tańca, tylko ja! Ale wdowa też się znalazła, nie można robić orkiestrze przykrości, i zatańczyła z komendantem.

        Ale niech mi pan nie przerywa, bo widzi pan, właśnie mówimy o uroczystości, ludzie się poubierali w czarne garnitury, kobiety niektóre też z długimi rękawami, dobrze, bo przynajmniej tatuaże niestosowne niektóre pozasłaniały, bo widziałem na ręce u jednej taki napis: Kocham Leszka! No rozumiem, trzeba reklamować piwo, ale przy takiej uroczystości? Solenizanta to akurat, jak mówiłem, Żubr żeśmy przezywali, bo ciężki taki. Więc nie trafiła kobieta na tę uroczystość z tym napisem. Ale jest przyjemnie i wszyscy mówią dobrze o Żubrzyku. Nawet, proszę pana, ten ksiądz co przyszedł, to próbuje też jeszcze tego wajagranta resocjalizować. Mówi dobrze, ale czy nie za późno? Św. Piotr raczy wiedzieć? Mądry Polak po szkodzie.

        Ale niech mi pan nie przerywa, bo chcę dokończyć, więc wracając do mojego kolegi, mój kolega mówi do mnie, że on podkręcał sobie licznik, no i tak się skończyło. Nie rozumiem, mówię. Sprzedał komuś samochód, jakimś cyganom może, ci go pobili i umarł? Nie o to chodzi, on swój licznik podkręcał. Licznik podkręcać? W swoim samochodzie? Po co? Nie w swoim samochodzie, tylko siebie podkręcał! I to jeszcze w upały! I na dodatek popijał to piwem z puszki.

        O co chodzi? No, przyszedł z roboty na budowie, gorąco było, wypił kilka puszek, wziął Viagrę, no i... do baby. No i skończyło się wylewem do mózgu. A skąd wiesz, się pytam? Bo mi mówił wcześniej, że licznik podkręca. Można by powiedzieć, w miejsce 6., a może nawet i 9. przykazania, „Nie wajagruj”! Zaraz, ale czy dwa przykazania to nie za dużo, żeby zapamiętać? Aaa, pan już ocenzuruje najlepiej. Pan zna swoich czytelników i wie, czy mają podzielność uwagi na dwa przykazania.

        Właśnie, jako czytelnik, to tu czytam w różnych naszych pismach polonijnych o zdrowym odżywianiu, nawet zachęciło mnie to i przeczytałem Stary Testament cały, który moim zdaniem jest o zdrowym fizycznym życiu, ale nikt o tym tam nie pisze. Czemu? Co oni nie wiedzą, na co teraz chłopy umierają? Ci wszyscy lekarze, specjaliści od zdrowego odżywiania, co jednego dnia piszą o smacznym gotowaniu, a następnego dnia o odchudzaniu, nie wiedzą?

        To już był drugi pogrzeb mojego znajomego, który też dostał wylewu w czasie dużych upałów. Z tym że u tamtego wcześniejszego podkręcanie licznika skończyło się wylewem, jakoś tak przekuśtykał na jednej nodze i jednej ręce jesień, zimę i wiosnę i zmarło mu się też przy bardzo dobrej pogodzie. W lecie już następnego roku.

        A tu niedawno sobie na YouTube oglądałem wywiady z Albinem Siwakiem. Bardzo ciekawe. Wszystkim polecam. Książek Albina Siwaka nie czytałem, ale podobno też dobre. Autentyczne takie. I tak więc Albin Siwak nie ma jednego oka, nie ma trzech palców, nie ma nerki, nie ma połowy pęcherza, ma cukrzycę i bajpasy, i żyje, i bardzo ciekawie mówi. Więc ja się zapytałem mojej znajomej dentystki, jak to może być? I ona mi powiedziała, że Albin Siwak się higienicznie prowadzi. Nie wiem, co to dokładnie znaczy, ale coś w tym musi być.

        I co pan na to?

Wasz czytelnik
       

        Od redakcji: Wachlarz poruszanej przez Pana tematyki przekracza nasze możliwości poznawcze.