Goniec

Register Login

Andrzej Kumor

Andrzej Kumor

Widziane od końca.

URL strony: http://www.goniec.net/

Listy z nr. 30/2013

piątek, 26 lipiec 2013 21:56 Opublikowano w Poczta Gońca

Czy istnieje megalomania gdańska?

Od dłuższego czasu to pytanie nurtuje mnie, a odwołany mecz piłkarski Lechii Gdańsk z FC Barceloną zmobilizował do napisania listu na ten temat.
W latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku uczestniczyłem w naradzie z udziałem przedstawicieli Ministerstwa Chemii i Zjednoczenia Przemysłu Chemicznego, na której omawiano plan budowy instalacji do produkcji kwasu fosforowego i superfosfatu potrójnego w Gdańsku. Mając kilkuletnie doświadczenie z produkcją nawozów fosforowych w Gryfowie Śląskim i Tarnobrzegu (skąd przyjechałem), sprzeciwiałem się takiemu pomysłowi, a przede wszystkim zatapianiu fosfogipsów w Zatoce Gdańskiej. Znałem dużą szkodliwość fosfogipsów, zawierających szkodliwe związki fluoru i fosforu.

Po jakimś czasie zrezygnowano z zatapiania fosfogipsów w Zatoce Gdańskiej, tworząc składowisko w Wiślince (nad Martwą Wisłą), z którym teraz nie wiadomo co zrobić i co odpowiedzieć ekologom fińskim o zatruwaniu Bałtyku.

Na wspomnianej naradzie mówiłem: Jeżeli musimy produkować superfosfat potrójny, to taka produkcja powinna powstać w Tarnobrzegu (KiZPS), a fosfogipsy składować w dole pokopalnianym siarki w Piasecznie. Wiadomo było, że kopalnia Piaseczno będzie wkrótce zlikwidowana, a jej dół ma już szkodliwe związki siarki i jest dość daleko od Wisły. Cóż, Gdańsk był ważniejszy od Tarnobrzega.

Będąc koordynatorem budowy Rafinerii Gdańsk, często spotykałem się z pytaniem: Po co tu rafineria? Tu wybrzeże i mamy stocznie. Pamiętam, co mówił Jerzy Borowczak, odchodząc ze spółdzielni "Świetlik" na miejsce Lecha Wałęsy do Stoczni Gdańsk. "Musimy budować osiedle hotelowców na Połężu (dzielnica gdańska), bo będziemy największą firmą w Polsce". Dzisiaj sytuacja jest taka, że po hotelowcach kupionych w NRD są nędzne wspomnienia, a wielka Stocznia Gdańsk rozpaczliwie poszukuje 200 mln złotych, aby przetrwać najbliższy czas, a lekceważona Rafineria Gdańsk po utworzeniu "Grupy Lotos" planuje w najbliższych trzech latach zainwestować 6-8 miliardów złotych w przemysł wydobywczy i petrochemiczny.

Dotychczasowa działalność Lotosu podpowiada, że będzie to udana inwestycja.

Nie jestem pewien, czy główni dysponenci Stadionu Narodowego, wywodzący się z Gdańska, nie wpadli na szatański pomysł zorganizowania w dniu wybuchu Powstania Warszawskiego (pierwszy sierpnia) występu amerykańskiej skandalistki Madonny na stadionie warszawskim.

Nie rozwodząc się nad obszernym tematem, można powiedzieć, że życie potrafi być piękne i okrutne szczególnie dla megalomanów.

Z poważaniem
Wawrzyniec Łęcki

Gdańsk 23.07.2013 r.

Listy z nr. 29/2013

sobota, 20 lipiec 2013 23:27 Opublikowano w Poczta Gońca

Szanowny Panie Redaktorze,

Kilka dni temu na jednym blogu można było przeczytać wiadomość:
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/korwin_mikke_sklada_hold_jaruzelskiemu_i_kiszczakowi_275593.html
że Janusz Korwin-Mikke zapytany, czy poszedłby na uroczystość 90. rocznicy urodzin Jaruzelskiego, odpowiedział: Tak, gdybym został zaproszony.

Zaskoczony odpowiedzią pytający zadał następne pytanie: No dobrze, a gdyby został pan zaproszony na urodziny Adolfa Hitlera, to czy też by pan poszedł? – Janusz Korwin Mikke odpowiedział: Tak.

W związku z powyższymi odpowiedziami JKM mam do Panów redaktorów Kumora i Michalkiewicza następujące pytanie: Co Panowie sądzą o ww. wypowiedziach JKM i co sądzą o JKM tak w ogóle?

Z poważaniem
Jurek K

Od redakcji: Po co zajmować się sprawami marginalnymi? JKM to folklor.


 

Popowodziowa tragedia w Toronto

Przesyłam dwa zdjęcia oddające wygląd mojej ulicy sześć dni po powodzi. Ludzie czekają na agentów ubezpieczeniowych. Podawane są kolejne terminy ich przybycia i ciągle nikogo nie widać! Nie można tego ruszyć, bo, według doświadczeń tych, którzy mieli do czynienia z firmami ubezpieczeniowymi uprzednio po powodziach, i telefonicznych pouczeń ze strony biur firm ubezpieczeniowych, wszystkie te "góry" zniszczonego mienia trzeba zachować aż do przybycia i oceny przez agentów ubezpieczeniowych.

Ludzie mieszkający w zadbanej przez nich dzielnicy żyją obecnie jak w slamsie. Unosi się smród gnijących rzeczy.

Firmy ubezpieczeniowe kilku znanym mi osobom w ogóle odmówiły odszkodowań, innym wyznaczyły niski limit odszkodowań. Wydaje się, że w tych przypadkach w finale ludzie będą zwracali się o odszkodowania do administracji miasta, bo to system odprowadzania ścieków całkowicie zawiódł. Woda z ulic, zamiast spływać rurami kanalizacyjnymi do zbiorników i oczyszczalni, wpływała do piwnic okolicznych domów. Ludzie mieszkający w tej dzielnicy od ponad 40 lat nie przeżyli wcześniej takiej katastrofy.

Nawet jeśli kataklizmowi nie można było zapobiec, bo takiej ilości wody rury kanalizacyjne nie mogły szybko odprowadzić, to jednak musi być zapewniona pomoc ludziom, którzy utracili mienie wartości kilkudziesięciu tysięcy dolarów. Na ten cel ludzie płacą składki ubezpieczeniowe i podatki dla miasta.

Na razie te służby działają w ślimaczym tempie. Wzywani o pomoc strażacy przyjechali tylko z dobrym słowem i radą, aby zadzwonić do firmy ubezpieczeniowej. Oświadczyli oni, że mają w całym Etobicoke tylko jeden wóz z pompą i jest gdzieś tam zajęty pompowaniem. Po kilku godzinach fekalia odpłynęły z basementów, pozostawiając śmierdzące kałuże, które trzeba było we własnym zakresie odpompowywać i wywalać zanieczyszczone miejskim fekaliami meble, ubrania, książki, zabawki dla dzieci, komputery, dywany, płyty pod nimi, ścianki działowe nasiąknięte śmierdzącym i pełnym bakterii płynem.

Jan, Toronto