Goniec

Register Login

Goniec Poleca

czwartek, 02 listopad 2017 22:15

Koncert Remembering Polish Independence

Napisane przez

        Kontynuując tradycję uroczystych obchodów Święta Niepodległości, orkiestra Toronto Sinfonietta i chór Novi Singers Toronto organizują kolejny koncert Remembering Independence 11 listopada 2017 roku w kościele św. Marka w miasteczku Niagara-on-the-Lake. Koncert zorganizowany jest pod patronatem Konsulatu Generalnego Rzeczypospolitej Polskiej w Toronto. 

        Toronto Sinfonietta działa od wielu lat w Toronto w polonijnym i kanadyjskim środowisku muzycznym, organizując między innymi koncerty z Chórem Uniwersytetu Ryerson. Chór Novi Singers ma na swym koncie udane koncerty listopadowe, koncerty muzyki klasycznej i religijnej w polskich kościołach oraz udział w koncertach organizowanych przez inne chóry, a także przez Toronto Concert Orchestra.

        W rocznicę wyboru Papieża Polaka na Stolicę Piotrową przedstawiamy Państwu przeprowadzoną w 2015 roku rozmowę dziennikarza SalveTV  Mateusza Dzieduszyckiego ze strażnikiem myśli św. Jana Pawła II na temat rodziny i miłości – profesorem Stanisławem Grygielem.

        SalveTV: Witam z Watykanu, gościem SalveTV jest profesor Stanisław Grygiel, przewodniczący Papieskiego Instytutu Studiów nad Małżeństwem im. Jana Pawła II. 

        Prof. Grygiel: Nie pierwszy przewodniczący, bo pierwszym przewodniczącym był obecny kardynał Carlo Caffarra, ja byłem przez parę lat potem, a w tej chwili jestem już emerytowanym profesorem Papieskiego Instytutu, ale pozostaję nadal jako wykładowca tych samych materii – filozofii człowieka. Oprócz tego jestem dyrektorem katedry imieniem Karola Wojtyły, która jest fundacją prywatną, a ufundował ją właściciel Carrefour, Defforey, Francuz. 

        – Jaką rolę instytut spełniał przy synodzie o rodzinie?

         – W zeszłym roku żadnej, ale myśmy pracowali od zewnątrz poprzez publikacje, poprzez konferencje, natomiast nikt z naszych profesorów nie brał udziału w synodzie, co wywołało konsternację wśród wielu ojców synodalnych. Ale to było opatrznościowe, bo to pominięcie nas zrobiło nam nieprawdopodobną reklamę na całym świecie. 

        W tym roku wicedyrektor instytutu rzymskiego, kampusu rzymskiego jest ekspertem na synodzie i członkiem Sekretariatu Synodu, więc już jest pewien postęp w myśleniu o dziedzictwie, o tym, co pozostawił po sobie święty Jan Paweł II. 

        – Jak pan profesor zareagował, kiedy w dokumencie synodalnym ukazał się, można powiedzieć cytat z Jana Pawła II, ale chyba połowiczny z „Familiaris consortio”, jak pan profesor to ocenia?

        – Myślę, że spuścizna Jana Pawła II, jego nauczanie, nie jest znane jeszcze w Kościele. Więcej, myślę, ludzie świeccy się tym przejmują, co święty Jan Paweł II mówił, zwłaszcza na temat małżeństwa, jak wiązał doświadczenia piękna ludzkiego ciała z wcieleniem Chrystusa. Bo to się wiąże. 

        – No właśnie, tutaj mamy książkę „Od początku, na zawsze, miłujmy prawdę małżeństwa”. Już sama ta okładka pokazuje nawiązywanie do aktu stworzenia przez akt małżeństwa. 

        – W tej książce próbuję pokazać, jak małżonkowie swoją miłością uczestniczą w akcie stwarzania, nie stworzenia, tylko stwarzania, ustawicznego stwarzania człowieka, mężczyzną i kobietą. A zatem, małżeństwo jest to taki pierwotny sakrament, ośmielę się powiedzieć, w jakimś sensie przedewangeliczny, niemniej jednak Chrystusowy, dlatego że akcja stwarzania dokonuje się w Synu, w Chrystusie, w słowie, to proroctwo świętego Jana tutaj się kłania. 

        W słowie, w tym Chrystusie, i tam się zawiera małżeństwo; wtedy w tym słowie, kiedy zawiera się go przed ołtarzem w obliczu Eucharystii i w Eucharystii. Otóż, te dwa sakramenty, Eucharystia i Małżeństwo, są nierozłączne. 

        Myślę, że tej więzi nie za bardzo rozumieją niektórzy ojcowie synodu i dlatego tak łatwo się im mówi osobno, Eucharystia to jest to, a małżeństwo to jest to. 

        Rozerwanie tych dwóch sakramentów powoduje zniekształcenie widzenia zarówno Eucharystii, obecności Chrystusa w Eucharystii, jak i małżeństwa. 

        Pochylam głowę przed biskupami z Polski i nie tylko, również przed biskupami polskojęzycznymi, także tymi ze Wschodu, bo oni nie wstydzili się mówić, że Chrystus jest dla nich wszystkim; że jest dla nich alfą i omegą. Nie wstydzili się tego mówić jasno każdemu, kto był obecny na tym synodzie, tam w auli. 

        – Pośrednio, z tego co pan profesor mówi, można by wysnuć taką myśl, że w takim układzie są i tacy biskupi, którzy boją się mówić o Chrystusie, którzy boją się jasno stawiać jego naukę, czy to jest trafny wniosek?

        – Tak, to co mnie bardzo niepokoiło, to był lęk wielu monsignorów i biskupów przed mediami; co o mnie powiedzą? Czy mnie skrytykują, jak ja będę wtedy funkcjonował w społeczeństwie, i jak będzie mój obraz funkcjonował w społeczeństwie? Jest to taki strach, powiedziałbym infantylny, bo człowiek dojrzały nie pyta się, jak ty mnie widzisz? On się pyta, kim ja jestem? To chce pokazać. Otóż, ja nie jestem moim obrazem,  ja jestem mną, sobą jestem. I to musi być obecne, a nie mój obraz. Obraz się zmienia. 

        Otóż myślę, że ten strach przed mediami paraliżuje wielu. 

        Druga rzecz, jest też dużo karierowiczostwa. Otóż jeżeli ktoś tam czuje, że wiatr wieje trochę tak, to żagle stawia pod ten wiatr. Mnie się wydaje, że kto jak kto, ale ksiądz, każdy ksiądz, powinien nastawiać żagle pod jeden wiatr, jakim jest Chrystus. 

        – Skąd teraz wieje wiatr w Watykanie, wiatry w sprawach rodziny? 

        – Niewątpliwie rozsypują się małżeństwa, sakramentalne małżeństwa. To powinno napawać lękiem, ale lękiem Chrystusowym, to znaczy – jak ja mam im pomóc? Tymczasem myślę, że te wiatry są tak przyjmowane, że my musimy teraz trochę się zmienić, bo sytuacja rodzin i małżeństw jest nie taka, jak była, to my musimy się zmienić. 

        To nie jest tak, miłosierdzie Boże nie polega na tym, że Bóg dostosowuje się do świata; miłosierdzie Boże polega na tym, żeby iść z miłością do tych ludzi zranionych, opatrzyć rany. Miłosierdzie Boże polega na tym, żeby umożliwić, pomóc drugiemu zobaczyć siebie w prawdzie, jaką jest Chrystus. A jak ja teraz zobaczyłem siebie w prawdzie, jaką jest Chrystus, to ja od niego usłyszałem, ja cię uzdrawiam, przebaczam ci, ale odtąd nie grzesz więcej; wiem, to cudzołóstwo, zapomnij, ale wyjdź z niego, nie trwaj w tym cudzołóstwie, bo wtedy moje przebaczenie nie ma żadnego sensu i żadnej wartości... Cudzołóstwo zawsze pozostanie cudzołóstwem, a wiatry socjologiczne są takie, a może cudzołóstwo jest jakąś wartością, doszukajmy się jakiejś wartości w tym, tak jak, na przykład, doszukajmy się wartości we współżyciu osób homoseksualnych, bo może uda się z tego zrobić małżeństwo? Może uda się coś zrobić. To są, powiedziałbym, wiatry antychrystusowe. Poddają się im ci, którzy boją się mediów i świata. Chrystus się nie bał świata. Bo cóż ten świat może mi zrobić? Może mnie najwyżej zabić. No i co z tego? Ale mnie nie złamie, dlatego  przypominam, droga miłosierdzia, czyli droga do Eucharystii, prowadzi poprzez konfesjonał. Pierwszym krokiem biskupów i księży powinno być przywrócenie w tym roku miłosierdzia konfesjonałów w kościołach. Nie wiem, co z nimi zrobili, spalili, sprzedali, to trzeba iść do stolarza i zamówić nowe. To będzie duszpasterstwo miłosierdzia. Bo takie gadanie, no wiecie, dobrze, żyjcie sobie, nic złego nie robicie, no to idźcie do Komunii Świętej... To ja się pytam, czy wy, pasterze nasi, wierzycie jeszcze w obecność Chrystusa w Eucharystii? 

        To jest mydlenie ludziom oczu i może być tak, że za jakiś czas, jeżeli jakiś ksiądz pozwoli komuś, kto żyje w drugim, trzecim związku, przystąpić do Komunii Świętej, to może być tak, że po latach, może przed śmiercią, taki człowiek, któremu pozwolono tak przystępować do Komunii Świętej, zwróci się do naszych pasterzy czy Arcypasterzy i powie, oszukaliście nas, bo nie taka jest rzeczywistość Boża. Okłamaliście, albo byliście ignorantami. 

        – Czy moglibyśmy tę rozmowę zakończyć jakimś optymistycznym akcentem? 

        – Optymistyczny akcent… Że jednak mimo tego, że otworzyła się furtka w tym dokumencie, która w jakimś sensie decentralizuje Kościół, powiedzmy, że proboszcz może, rozmawiając z rozwodnikiem, dojść do wniosku, że idź do komunii, w ogóle nie było małżeństwa, jesteś w porządku i tak dalej, że to można w ciągu pół godziny załatwić; jeżeli to się już zostawia w rękach Konferencji Episkopatu, czy biskupów, czy proboszczów, to boję się, że w niedługim czasie już będzie trudno mówić o Fides Católica, będziemy mogli mówić o Fides Teutonica, Fides Anglicana – to przecież też było z okazji rozwodu –  Fides Galiciana, nie wiem; wtedy będzie bardzo źle. 

        Ale ja wierzę, że mimo że wielu znajdzie się przed Kościołem w samotności z wielką walizką rozpaczy; myślę, że może wtedy na dnie prawie że rozpaczy coś w ludziach rozbłyśnie, a musi rozbłysnąć, bo Chrystus jest Bogiem; rozbłyśnie jakieś wielkie światło i zrozumiemy, jak to ma być; zrozumiemy, kim my jesteśmy, a zatem kim mamy być, co Pan Bóg o nas myśli, kiedy nas stwarza, co Chrystus o nas myśli, kiedy nas zbawia, i wtedy zapłaczemy i uśmiechniemy się jednocześnie, radośnie. 

        – To jest optymizm sięgający daleko w przyszłość, ale optymizm, za który bardzo dziękuję.   

czwartek, 19 październik 2017 22:59

Ekran Toronto Polish Film Festival 2017

Napisane przez

TORONTO, ON – Organizatorzy Ekran Toronto Polish Film Festival zapraszają do Revue Cinema w Roncesvalles Village od 6 do 12 listopada 2017. Podczas dziewiątego festiwalu przedstawione zostaną filmy o różnorodnej tematyce. Będą to polskie filmy fabularne, dokumentalne, animowane i krótkometrażowe. Wszystkie materiały, które zostaną zaprezentowane, skupiają się na pracy utalentowanych reżyserów, producentów i aktorów polskiego pochodzenia.

        Kilka atrakcji, których można się spodziewać na festiwalu, obejmuje interaktywne spotkanie z aktorem Robertem Więckiewiczem po projekcji „Konwój” (Convoy) oraz „Król życia” (The King of Life). Ekran będzie również gościł takie osobistości, jak nagradzani reżyserowie Ryszard Bugajski i Jan Kidawa-Błoński. Tegoroczne projekcje obejmą wiele gatunków filmowych, między innymi nominowany do Oscara pełnometrażowy film „Twój Vincent” (Loving Vincent), animowany w całości techniką malarską. Wśród reprezentantów innych gatunków filmowych pojawi się dramat kryminalny Agnieszki Holland „Pokot” (Spoor), wybrany na polskiego kandydata do Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego podczas dziewięćdziesiątej gali rozdania nagród Akademii Filmowej. Wraz z wyżej wymienionymi hitami kinowymi, w trakcie festiwalowego tygodnia będzie można obejrzeć bogaty wybór filmów dokumentalnych i krótkometrażowych.

         Głównym tematem obecnej konferencji wałdajskiej była „Twórcza destrukcja, czy z obecnych konfliktów wyłoni się nowy porządek świata?”. 

        Międzynarodowy klub dyskusyjny „Wałdaj” – to coroczne spotkanie znanych ekspertów, specjalizujących się w studiach nad polityką wewnętrzną i zagraniczną Rosji.

        Klub powstał we wrześniu 2004 z inicjatywy agencji „RIA Nowosti”, Rady Polityki Zagranicznej i Obronnej Rosji, gazety „The Moscow Times” oraz periodyków „Rosja w polityce globalnej” i „Russia Profile”.

        Przedstawiamy tłumaczenie własne podsumowania sesji pierwszej, jaka odbyła się we wtorek, 17 października, na temat konfliktu koncepcji geopolitycznych. 

        Mówcy zaprezentowali swoje poglądy na temat współczesnego porządku światowego i sugerowali, jaki rodzaj porządku mógłby obecny ład zastąpić. 

        Wszyscy paneliści byli zgodni, że obecny system globalnego porządku jest niestabilny, ale ich poglądy na temat zagrożeń wydatnie się różniły. 

sobota, 14 październik 2017 18:41

Nowa Książka Pana Nikt

Napisał


„Popioły”

 


https://www.3dom.pro/Pan-Nikt-Popioly-p169


to nowy zbiór szkiców i analiz Pana Nikt na tematy, o których wszystko chcielibyście wiedzieć, ale boicie się o nie zapytać.

To książka, której autor - starając się dotrzeć do sedna rzeczy - pokazuje obłudę i fałsz, którymi naznaczony jest sposób opisywania rzeczywistości.


Po książce „Aion. Szkice u końca czasów”, która odniosła duży sukces wydawniczy (siła trzeciego obiegu!),

cieszącej się nadal dużym zainteresowaniem czytelników - dla wielu stała się ona książką kultową.


Wydawnictwo 3DOM

„Popiołami”otwiera nową serię co dwumiesięcznych broszur analitycznych autorstwa Pana Nikt o nazwie:

„Arcana intellego” – „Rozumiem rzeczy zakryte”.


Jeszcze w tym roku długo oczekiwana książka Pana Nikt p.t. „Smoleńsk”.


patronat1

        Sama Republika Węgierska liczy ok. 10 milionów mieszkańców, czyli tyle na ile szacuje się polską diasporę w USA. Diaspora węgierska w USA liczy ok 1,6 miliona Amerykanów pochodzenia węgierskiego. Jej historia sięga roku 1849, jednak największa fala emigrantów przybyła do USA po pamiętnym 1956 roku.  Przełom w relacjach z USA, tak samo jak w naszym polskim przypadku, następuje w 1989, a po wstąpieniu Węgier do NATO rozpoczyna się poważna współpraca. Węgrzy wysyłają też swój  kontyngent wojskowy  na misję do Afganistanu.

        Hungarian Initiatives Foundation powstała w 2016 roku w Waszyngtonie, a jej dyrektorem została węgierska dyplomatka Anna Smith Lacey. Misją Fundacji jest polepszenie zrozumienia i kooperacji pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Węgrami. Członkami Rady Fundacji są przedstawiciele amerykańskiej i węgierskiej dyplomacji z takimi nazwiskami, jak: April Foley czy George Pataki. Fundacja koncentruje się na promowaniu węgiersko-amerykańskich organizacji, starając je ożywić i zintegrować. Fundacja koncentruje się na szkoleniu młodego pokolenia liderów amerykańskich Węgrów poprzez Meridian International Center oraz pragnie wykorzystać istniejącą w Waszyngtonie infrastrukturę amerykańskich think tanków, fundacji i innych instytucji. Kolejną sferą działań jest program digitalizacji diaspory. Przede wszystkim zwiększenie aktywności diaspory w Internecie, poprzez pomoc w uzyskaniu grantów na założenie stron internetowych, digitalizację archiwaliów oraz stworzenie systemu archiwum on line ludzi, którzy opuścili Węgry po II wojnie światowej. Fundacja w jasny sposób wyjaśnia zasady udzielania grantów w aspekcie prawa amerykańskiego. Najlepiej działalność tę scharakteryzują liczby. Tylko w samym 2016 roku udzielono 94 grantów, przyznano 23 stypendia, wsparto 42 organizacje. Na całość działań wydano: 608.320 dol. Sporządzono aktualną bazę danych wszystkich organizacji węgierskich w USA. Na 31 uroczystości w całych Stanach Zjednoczonych wydano: 262.120 dol. W system praktyk w Fundacji i innych organizacjach zaangażowano: 10 osób, których wynagrodzenie wyniosło 99.200 dol. Na stypendia na naukę w USA dla 13 osób wydano: 101.000 dol. Przy aktualnym stanie finansów Fundacji w kwocie 15.767.793 dol. łączne wydatki wyniosły: 782.912 dol. Przez ostatnie cztery miesiące funkcjonowania strony internetowej Fundacji liczba subskrybentów elektronicznej wersji wiadomości Fundacji wzrosła o 400 procent, a liczba polubień strony Facebook w grudniu 2016 wynosiła 4222. Śledząc działalność diaspory węgierskiej, udało się nam także dotrzeć do węgierskich mediów anglojęzycznych. Ich liczba jak na 10-milionowe państwo jest imponująca. Oto najważniejsze z nich: Budapest Times, Budapest Panorama, Diplomat Magazine, Funzine, Trade Magazine, Best of Budapest, Budapest Business Journal, Hungary Around the Clock, Hungary News, Portfolio. 

Przedstawiamy poniżej tłumaczenie na język polski ekskluzywnego wywiadu, jaki wiceprzewodnicząca partii Alternative für Deutschland (AfD) Beatrix von Storch udzieliła THOMASowi D. WILLIAMSowi, z Breitbart News poruszając tematy imigracji, islamu i Ameryki. Najmłodsza niemiecka partia AfD odniosła olbrzymi sukces w minionych wyborach federalnych uzyskując po raz pierwszy miejsca w Bundestagu i to od razu 94 mandaty. Rosnące rozczarowanie polityką kanclerz Angeli Merkel, tym, w jaki sposób reaguje na kryzys imigracyjny, jak również rozczarowanie Liberalnymi socjaldemokratami z SPD pomogły wypełnić żagle AfD,
Beatrix von Storch w 2014 roku została europosłanką z ramienia właśnie AfD i obecnie jest jedną z publicznych twarzy tej partii. Po odejściu z European Conservatives and Reformists przyłączyła się do Europe of Freedom and Direct Democracy której przewodzi Nigel Farage były lider UKIP.


- Mainstreamowe media określają AfD jako partię skrajnej prawicy, czy to jest właściwe?

Beatrix von Storch: To zakrawa na ironię, ale wiele programów politycznych i stanowisk, oraz wartości, jakie dzisiaj zajmuje czy głosi AfD, były popierane przez chrześcijańskich demokratów z CDU/CSU Angeli Merkel.
W rzeczywistości to nie AfD jest na "skrajnej prawicy", ale raczej Merkel przesunęła CDU/CSU na lewo. Wcześniej, przed Merkel, CDU/CSU nie uważały tradycyjnych wartości rodzinnych czy patriotyzmu za grzech; w tamtym czasie występowały przeciwko masowej migracji, małżeństwom homoseksualnym czy posiadaniem podwójnego obywatelstwa.
To Merkel przyjęła program lewicy, jak transformację sektora energetycznego czy otwarcie naszych granic. Merkel odtrąciła konserwatystów, chrześcijan, libertarian z CDU/CSU i sprawiła, że Nie mogli znaleźć dla siebie miejsca. Starali się przyłączyć 2009. roku do FDP, ale FDP również ich zawiodła. AfD wypełniła tę lukę i dała konserwatystom, chrześcijanom i libertarianom alternatywny, polityczny dach nad głową.
Pod tym względem jesteśmy podobni do Partii Republikańskiej w Stanach Zjednoczonych, to AfD skupia pod jednym dachem kilka grup właśnie konserwatystów, chrześcijan czy libertarian.

-Gdy spogląda Pani na Amerykę, co Pani widzi?


Von Storch: W czasach młodości miałam okazję pracować jako intern w biurze demokratycznego kongresmena w Waszyngtonie. To doświadczenie wiele mnie nauczyło o systemie politycznym Stanów Zjednoczonych. Byłam szczególnie pod wrażeniem tamtejszego oddolnego ruchu konserwatywnego, co później miało duże znaczenie gdy zakładałam oddolny ruch konserwatywny typu grassroot w Niemczech. Ten ruch jest za wartościami chrześcijańskimi; opowiada się za reformą systemu podatkowego, zrównoważonym budżetem oraz zwiększeniem roli bezpośredniej demokracji, jak również jest przeciwko euro.
Warto przy okazji zauważyć że AfD była jedyną partią w Niemczech, która z zadowoleniem przyjęła wyborczy sukces prezydenta Trumpa.

Jakie są wartości i przekonania kształtują Pani własne polityczne aspiracje?

Von Storch: Moje przekonania moralne wpływają z wiary chrześcijańskiej, jestem również głęboką zwolenniczką zasady rządów prawa (rule of law), która zapewnia społeczeństwom instytucjonalne ramy, w których może działać wolny rynek. Wielcy myśliciele, jak ekonomista Friedrich Hayek i prezydent Ronald Reagan są dla mnie inspiracją. Ich spuścizna wciąż ma znaczenie. "Droga do zniewolenia" Hayeka ostrzegała przed niebezpieczeństwem tyranii, która w sposób nieuchronny wynika z kontrolowania przez rząd ekonomicznych procesów decyzyjnych w ramach centralnego planowania i przepowiednia ta okazała się całkowicie słuszna.

Wierzę również w wartość demokracji bezpośredniej. Szwajcaria wprowadziła bezpośrednią demokrację, aby umożliwić swoim obywatelom decydowanie w ważnych sprawach co daje im rzeczywiste poczucie samorządu. My też tak powinniśmy uczynić.
Gdy chodzi o Unię Europejską jestem całkowicie za wolnym handlem czy to przypływem towarów i usług, pracy czy kapitału, ale to nie wymaga istnienia europejskiego super-państwa, a jedynie pokojowej gospodarczej kooperacji niepodległych, suwerennych narodów.

Jakie jest stanowisko AfD odnośnie islamu? Czy zarzuty o islamofobię mają sens?

Von Storch: Relacja człowieka z Bogiem jest sprawą prywatną i we współczesnym świeckim, demokratycznym państwie narodowym powinna taką pozostać. Muzułmanie, którzy akceptują nasze liberalne, świeckie społeczeństwo nie stanowią problemu. To, z czym mamy kłopot to polityczny islam; muzułmanie, którzy chcą narzucić swoją religię, prawa i wartości Niemcom. Nie chcemy prawa szariatu czy oddzielnych muzułmańskich instytucji politycznych w naszym kraju.
Niemieckie organizacje islamskie odmówiły zdystansowania się od szariatu, mieliśmy islamskie zamachy terrorystyczne w Würzburgu, Ansbach, Berlinie, Hamburgu a jedynie kilkuset muzułmanów wzięło udział w demonstracjach antyterrorystycznych w Kolonii. Badania przeprowadzone w Niemczech pokazują że prawie 40% populacji muzułmanów w zachodniej Europie podziela ekstremistyczne poglądy, w licznych meczetach można usłyszeć kazania promujące dżihad i prymat szariatu. Te przekonania godzą w naszą konstytucję, która jest nadrzędnym prawem w Niemczech.
To jest nie fair, i to jest kłamstwo, nazywać realistyczne podejście polityczne do islamu mianem "islamofobii". Lewica uwielbia zastępować racjonalną argumentację rzucaniem oszczerstw i przyklejaniem etykietek, ale w przypadku podejścia do islamu potrzebujemy właśnie racjonalnej, uczciwej debaty, a nie tanich sloganów.

Była i jest Pani bardzo krytyczna wobec niemieckiej polityki otwartych drzwi, co tutaj jest nie tak, jakie są jej konsekwencje?

Von Storch: Angela Merkel otworzyła granice wprowadzając do Niemiec ponad milion nielegalnych imigrantów. Nie tylko złamała nasze prawo i konstytucję, ale również naraziła na ryzyko ludność innych państw europejskich. Jest to jedna wielka katastrofa. 90% nielegalnych imigrantów jacy przybyli do Niemiec stanowią młodzi mężczyźni, muzułmanie, którzy nie okazują żadnego zainteresowania integrowaniem się w niemieckim społeczeństwie. Mamy eksplozję przestępczości przestępstw seksualnych, jak te w 2015 roku wobec kobiet na ulicach Kolonii. To przyjmuje rozmiary epidemii. Ponadto koszty są astronomiczne i niemiecki podatnik jest obecnie obciążony rachunkiem na kwotę około 115 mld euro.

I znów, uczciwe spojrzenie na ludzką i finansową cenę tej polityki jest tutaj najistotniejsze i o wiele ważniejsze od nazywania oponentów "ksenofobami". Przywódcy polityczni mają odpowiedzialność troszczyć się przede wszystkim o dobro własnych obywateli zanim przyjdzie im do głowy angażować się w eksperymenty społeczne o katastrofalnych skutkach.

A co z oskarżeniami AfD o antysemityzm? Co Pani na to powie?

Von Storch: We współczesnym niemieckim społeczeństwie antysemityzm można realnie znaleźć w dwóch miejscach: wśród skrajnej lewicy i w środowisku niemieckich muzułmanów. Judeo-chrześcijańskie fundamenty cywilizacji Zachodu, dały początek wolnemu rynkowi demokracji i rządom prawa. Właśnie dlatego jesteśmy przekonani, by bronić naszych instytucji kultury, wartości i tradycji. Te instytucje i wartości są odrzucane tak przez radykalny islam, jak i skrajną lewicę.
Całkowicie i bezwarunkowo popieramy prawo narodu Izraela do bezpiecznych granic i zachowania kulturowej tożsamości. Izrael jest zarówno inspiracją jak też modelem dla Niemiec, jako wolne i demokratyczne społeczeństwo, które również wierzy w potrzebę zachowania i ochrony swej unikatowej kultury oraz tradycji. Opowiadam się za ścisłą polityczną, gospodarczą i kulturalną współpracą z Izraelem.

 

Tłum. Goniec za Breitbart News

wtorek, 26 wrzesień 2017 00:39

Jednak potrafimy się zmobilizować!

Napisał

(wpolityce.pl, inf wł)  

Polski pilot wygrał plebiscyt RAF! Franciszek Kornicki zdobył 325 tys. głosów - szesnaście razy więcej niż wszyscy pozostali rywale łącznie - wyprzedzając Sir Douglasa Badera (6,3. tys.) i Jackie Moggridge (2,6 tys. głosów). Dzięki zwycięstwu w plebiscycie podobizna Kornickiego zostanie umieszczona na zaplanowanej na przyszły rok wystawie z okazji 100-lecia RAF - tuż obok Spitfire’a VB BL614, słynnego samolotu myśliwskiego, który był używany przez RAF w trakcie II wojny światowej, m.in. przez pilotów Polskich Sił Powietrznych w Wielkiej Brytanii. W biografii Polaka podkreślono, że dostał się do Wielkiej Brytanii przez Rumunię i Francję, a w 1943 roku - w wieku zaledwie 26 lat - został najmłodszym dowódcą w polskim lotnictwie, obejmując dywizjon 308. Po wojnie pozostał w Wielkiej Brytanii, nie uznając komunistycznego rządu w Polsce i nadal służył w RAF.

Akcja głosowania w plebiscycie została szeroko rozpropagowana przez polskie środowiska w mediach społecznościowych. Sam Kornicki stwierdził, że jest zaskoczony i nie może dojść do siebie.

piątek, 29 wrzesień 2017 08:00

Ksiądz Profesor Guz w Mississaudze

Napisał

 

  Przy pełnej sali odbywały się w miniony weekend spotkania z ks. prof. Tadeuszem Guzem, filozofem znanym z Radia Maryja i „Naszego Dziennika” wykładowcą KUL. 

        W sali parafialnej kościoła św. Maksymiliana Kolbego odbyły się dwa wykłady, jeden na temat Miłosierdzia Bożego w myśli błogosławionego ks. Michała Sopoćki, drugi zaś o tym, dokąd zmierza naród polski po przemianach 1989 roku i tragedii smoleńskiej. Prelegenta powitał i przedstawił proboszcz Janusz Błażejak. Po godzinnym wykładzie obecni na sali mogli zadawać pytania.

        W swym sobotnim drugim wystąpieniu ks. prof. Guz przedstawił wizję teologii narodu, dowodząc, że narody pochodzą od Pana Boga; Bóg nie stwarza nas byle jakimi i nijakimi, lecz w narodzie i rodzinie, przez które uczestniczymy w Boskim planie Stworzenia.

        Przedstawiamy Państwu garść wypowiedzi Szanownego Prelegenta.

  – Żeby zrozumieć ten przedział historii, który nam został przez Boga darowany od 1989 roku, zawsze warto powrócić do tych najpierwotniejszych rzeczy, gdzie jest ostateczna kolebka narodu polskiego;  każdego narodu ziemi. Otóż, każdy naród jest wieczną myślą boskiego intelektu Stwórcy, czyli myśl o każdym narodzie, także polskim, nie ma początku i kresu.

        – Naród polski nie znajduje się przypadkowo we wszechświecie wśród wszystkich stworzeń, które stanowią kosmos, lecz jest dokładnie i precyzyjnie wpisany w wieczny, doskonały plan stworzenia. 

        Ksiądz profesor mówił między innymi o różnicach między koncepcją narodu w socjalizmie nazistowskim i koncepcją narodu w ideologii komunistycznej, wykazał, czym różnią się one od chrześcijańskiej koncepcji, a to po to, aby wskazać, że ataki prowadzone na  narody sprowadzają naród do tych zideologizowanych koncepcji.

        – Bóg, stwarzając każdego do życia, powoływał we wspólnocie narodu, dlatego ta kategoria należy do porządku stworzenia, jest fundamentalną kategorią stworzenia. 

        Ksiądz profesor Guz wskazał również na ideologię, z którą jesteśmy w sposób największy konfrontowani dzisiaj, jest to ideologia neomarksizmu liberalnego, czyli Nowej Lewicy.

         O co chodzi w ideologii Nowej Lewicy? Horkheimerowi, Adorno, braciom Marcuse chodzi o to, że oni poddali krytyce nazizm hitlerowski, który dąży do zachowania, wprawdzie w ideologiczny sposób, pojęcia narodu. Również Marks z Engelsem potrzebowali w ewolucyjnym rozwoju Kosmosu w kierunku społeczeństwa komunistycznego jako najdoskonalszej postaci materii, jeszcze kategorii narodów. I to był ich grzech pierworodny liberalizmu i kapitalizmu, według Nowej Lewicy, dla której nie może być nawet śladowych obecności narodów. Dlaczego? Dlatego, że nawet śladowa obecność pojęcia narodów wskazuje na ich ostatecznego metafizycznego architekta, czyli na Boga.

        Tak więc najlepiej się uczyć wielkich praw, studiując ich negację w najtragiczniejszych systemach ideologicznych.

        Ksiądz Guz podkreślił również, że to idea narodowa pozwala obdarzać szacunkiem wszystkie inne narody i je rozumieć; mówił, że jest to doświadczenie jego dzieciństwa wychowania w prostej roztoczańskiej rodzinie... 

        – Dlatego rozumiemy, że upomnienie się o własny naród, że bijemy się za „wolność naszą i waszą”, dlatego że wpojono nam iż nasz naród i wszystkie narody ziemi to są dzieła stwórcze Boskiego Kreatora.

        Dlatego jeżeli mówimy o Polsce po 89 roku, to zmaga się ona do chwili obecnej z tymi wyzwaniami. Musimy dzisiaj z całą świadomością ocalić pozycję narodu polskiego i innych narodów, żeby ocalić poprzez to także obecność Boga Kreatora we wszechświecie. 

        I w tym upatrywał także w Polsce po 89 roku najważniejszych misji; żebyśmy „zanieśli wszystkie narody ziemi do Boga”. Dlatego  rozmawiając z każdym sąsiadem i sąsiadką, głoście tę prawdą i brońcie tej prawdy przed bardzo silnymi trendami ideologicznymi, które pragną dokonać na nią zamachu.

(...)

        – My, Polacy, powinniśmy bardzo dostojnie, ale i zdecydowanie trwać w obronie kategorii swojego narodu i wszystkich narodów ziemi. 

        Trzeba te bytowości obronić, a kiedy będziemy mieć bardzo silną pozycję jako naród Polski? 

        Kiedy będziemy bardzo silni Bogiem Kreatorem. 

        Tutaj trzeba powiedzieć, że Polska dzisiaj, Polska naszych dni, staje przed gigantyczną misją i szansą dla całej ludzkości. Jeżeli nam się uda, jeżeli ktoś nam nie przeszkodzi, żeby Polska wraz z Polonią, zbudowały wspaniałą cywilizację stworzenia, narodów ziemi jako stworzenia Bożego, to moglibyśmy stanowić państwo i naród i społeczeństwo wzorcowe. 

        Bo proszę mi wierzyć, nie jest problemem, że usiłuje się w pewne części świata wprowadzić różne narodowości, problemem są mechanizmy manipulacyjne stojące u podnóża tych procesów,  że chce się przy pomocy pewnych ideologicznych zabiegów, które można bardzo łatwo przeanalizować i odkryć, jak działają, że usiłuje się doprowadzić najpierw do spotkania kultur, żeby je zderzyć ze sobą, żeby doprowadzić do konfliktu, który z natury rzeczy nie ma miejsca, bo my możemy się z narodami arabskimi różnić religią, ale to jest różnica drugorzędna. 

        Dlaczego? 

        Dlatego że na płaszczyźnie natury możemy się ze światem arabskim spotkać. Są tego różnorodne przykłady. Także jedna z moich kuzynek, która już pochowała swojego męża Araba z Algierii, jest tego świetnym przykładem, że mogła przeżyć swoje życie małżeńskie i rodzinne we wzorowym pokoju, żyjąc w Polsce ze swoim arabskim mężem, i żyjąc z nim w Europie, i żyjąc w Algierii w samym arabskim świecie. Nigdy od swojego męża Araba nie doznała krzywdy. 

        Co to proszę państwa oznacza? Że można z pomocą naszej kultury katolickiego chrześcijaństwa doprowadzić do spotkania narodów katolickich i chrześcijańskich z niekatolickimi, respektując podstawowe zasady współżycia międzyludzkiego. 

        Ale wiemy, że z tym jest problem, że dzisiaj instrumentalizuje się świat arabski, po to żeby osłabić wciąż mocną kulturę chrześcijańską, opartą na narodach Europy, chce się w tych zabiegach wprowadzania niezidentyfikowanych przedstawicieli świata arabskiego w Unii Europejskiej doprowadzić do zderzenia narodów, do konfliktu narodów. Ten konflikt jest zaprogramowany. I dlatego chylę czoła przed mądrością naszego polskiego rządu w tej materii.  Bo wiecie, że Kościoły i episkopaty w krajach arabskich błagają o pomoc, ale tam na miejscu. Dlatego uważam, że powinniśmy nasz polski rząd w tej sprawie bardzo wspierać, żeby nie ulec żadnym procesom manipulacyjnym, które mają w dalszym ciągu relatywizować pojęcie Boga Kreatora i pojęcie Narodu jako nietykalnej kategorii. (...)

        Naród ma wielką przyszłość, kiedy jest narodem Ducha, kiedy jest narodem pielęgnującym wielką postać rozumu. Tylko naród uduchowiony, który jest wyedukowany, a prawdziwa edukacja dotyczy wprowadzenia narodu jako istoty rozumowej, żeby myśleć według zasady tożsamości. 

        W tej duchowości narodu naród powinien operować zasadami. A co to znaczy zasada? 

        Zasada to jest taka norma, która dotyczy wszystkiego, czyli jeżeli powiem, że myślimy według zasady tożsamości, to znaczy, że zawsze i wszędzie pytanie o tożsamość powinno być wyartykułowane, gdy sam człowiek siebie pyta, kim jestem? Dlatego proszę zobaczyć, jak się systemowo niszczy dzisiaj duchowość ludzką, nie mówiąc o duchowości narodu.

        Dzisiaj te wspomniane systemy ideologiczne i jeszcze inne uszczegółowione, bo genderyzm to jest tylko uszczegółowiony neomarksizm, czy ekologizm, czy inne kwestie, to one są tylko uszczegółowieniami tego głównego nurtu ideologicznego, którym jest Nowa Lewica, czyli neokomunistów, który ma ambicje totalne i chce wszystkie kontynenty podporządkować swoim ideologicznym kategoriom.

        Dlatego Polska będzie wielka i każdy naród będzie wielki, jeśli ocali w swoim rozumie zasadę tożsamości; że jestem tym właśnie człowiekiem i żadnym innym; że jestem człowiekiem, a nie zwierzęciem. 

        Tylko wtedy ocalimy nasz naród, kiedy ocalimy prawy rozum. A wiemy, że mnóstwo narodów wymarło, bo pozwoliły sobie zabrać prawy rozum. Naród, który w swoim rozumie będzie mocny Bogiem, przynależy do światłości narodów globu, dlatego bądźmy narodem w dosłownym tego słowa znaczeniu, rozumowym, narodem Bożym. 

        I proszę zauważyć, że o wolności i niepodległości narodów i państw można dopiero wtedy mówić, gdy ocali się duchowe rozumienie narodu jako wspólnoty osób wolnych. (...)

        – Bo wolność jest warunkiem miłości,  dlatego proszę zauważyć, że myśmy zawierali umowy z innymi narodami, na przykład z Litwą, które były umowami rodzinnymi, bo myśmy jako rodzina polska zawierali umowę z rodziną litewską.

        Bo my rozumiemy, że Polska jest narodem o duchowości wolnej, ukierunkowanej na miłość Boga i człowieka.

Notował A.K.

„Są czasy, kiedy wzniosłość duszy jest prawdziwym kalectwem; nikt jej nie rozumie; uchodzi za rodzaj ograniczenia umysłowego, za przesąd, za niemądry nawyk wychowania, za kaprys, dziwactwo przeszkadzające w ocenach; głupota czcigodna może, ale i bezsensowna niewola. Co może być dobrego w ślepocie, w oddaleniu się od stulecia, od ruchu idei, przemiany obyczajów, postępu  społecznego? Czy nie jest żałosną pomyłką przydawanie wydarzeniom znaczeń, których one nie maja? Zamknięty w swoich ciasnych zasadach, mając umysł równie ograniczony jak sąd, jesteś niczym człowiek, który ze swojej oficyny widzi tylko podwórko i nic nie wie o tym, co się dzieje na ulicy i co tam słychać. Oto do czego doprowadza odrobina niezależności, w przeciętnych ludziach budząca litość ; co do ludzi wybitnych, o dużym sercu i wyniosłym spojrzeniu, oculos sublimes, ich miłosierna wzgarda przebacza ci, ponieważ widzą, że nie możesz zrozumieć…”

Chateaubriand: „Pamiętniki zza grobu.”

Władza warszawska wraz ze wszystkim tzw. elitami, niezależnie od korzeni politycznych, stosuje wokół tematu roszczeń żydowskich wysuwanych wobec Polin albo zmowę milczenia, albo jakąś formę politrukowej doktryny rodem z amerykańskiej armii p.t.  „Don’t ask, don’t  tell”. Nie pytajcie lepiej,  a  to nie będzie nas zmuszało do zajęcia stanowiska, jasnego określenia się. Rządzący nami albo rżną głupa – na zasadzie: „udajemy, że my nie wiemy, że wy wiecie, że my wiemy”- zostawmy to zatem –myślą rządzący -  w takiej wygodnej dla nas wszystkich niedopowiedzianej formie, która temat roszczeń poniekąd unieważnia, siłą rzeczy spychając go w obszar chorych wydumanych teorii spiskowych. My – rządzący -  czynimy tak z racji strachu przed wami i z racji strachu przed tymi, którzy są silniejsi od nas i od których nasz los zależy, zatem będziemy dla waszego dobra – po co was straszyć niepotrzebnie wiszącymi nad narodem niebezpieczeństwami – utrzymywali całość w stanie śpiączki medialnej i rugowali temat roszczeń z przestrzeni publicznej dla przyzwoitych ludzi, zostawiając to marginesowemu bydłu, szurii (szurniętym, nawiedzonym, złym antysemitnikom), co ułatwia sprawę naszym sumieniom (jeśli je któryś z nas jeszcze posiada), gdyż a priori możemy wszelkie pytania traktować z góry i z pełną pogardą, a pomocne tu będą „autorytety moralne” i „liderzy opinii”, którzy już wiedzą, co mają mówić i jak się określać.

My tu bowiem, owszem, musimy zawierać jakieś dile pokątne, obiecywać coś naszym żydowskim przyjaciołom, artykułować wiążące deklaracje, ale niekoniecznie należy od razu o tym głośno mówić. Tych zaś, którzy z racji swojego jaskiniowego antysemityzmu, odważają się o cokolwiek pytać lub czegoś głośno się domyślać, zbywać będziemy potępiającym wzruszeniem ramion i  będziemy piętnować  łatą szowinistów, prymitywów  i wrogów Żydów, co nie będzie trudne, ponieważ w Polin co do tego  panuje ponadpartyjna i ponadśrodowiskowa sztama, gdzie zacierają się wszelkie różnice (lipne przecież) i ujawniają się wspólne interesy i powiązania…

Ta pogarda dla ludzi (namiestnicy warszawscy, zwłaszcza nacialnik,  wiedzą lepiej jak się załatwia tego typu „trudne sprawy”) jest wielce symptomatyczna dla wszystkich rządów. Oczekując  tej jesieni na kolejne polsko-żydowskie - już czwarte z kolei – konsultacje międzyrządowe (poprzednie miały miejsce w 2011 i 2013 za rządów bydlaków, złodziei i zdrajców, trzecia tura miała miejsce w Jerozolimie w 2016r. za rządów „dobrej zmiany”), tradycyjnie nie spodziewamy się żadnej przejrzystości, komunikatów, czego tak naprawdę dotyczą rozmowy, jakie deklaracje są tam składane przez stronę polską oraz jakie oczekiwania wobec nas ma strona żydowska. Nie robił tego Tusk, nie robi i Kaczyński. Podobny mechanizm ma miejsce przy angielsko-polskich konsultacjach międzyrządowych, których druga odsłona ma  odbyć się także niedługo, co wywołuje podwójny niepokój. Osobiście naprawdę chciałbym wiedzieć, co Warszawie każe robić Londyn i Tel Awiw, czego od nas żąda, bo przecież nikt rozsądny nie zakłada, że jest odwrotnie i  że z  jakimikolwiek oczekiwaniami, żądaniami i roszczeniami występuje wobec strony przeciwnej Warszawa…

Kaczyński z Macierewiczem – ludzie wyjątkowo  - jak i cała ta żenująco płytka mentalnie „polska elita rządząca i opozycyjna”  - mało wyrobieni politycznie, nie ogarniający dynamiki i wielopoziomowowści zdarzeń – swoimi działaniami, wypowiedziami dotyczącymi Stanów Zjednoczonych i Izraela potwierdzają,  że nie są w stanie wstać  z kolan, zrezygnować z postawy służebnej wobec nich. Ich cała polityka wobec Żydów i Amerykanów sprowadza się do jednego słowa: PROSKYNEZA.

Nazywam tę obecną władzę bandą głupców, ale ich głupota nie immunizuje ich przed tym, aby nie  nazywać ich także zdrajcami. Tak. To, co oni robią, jest zwyczajną zdradą wobec Narodu. Nigdy nie miałem do nich jakichkolwiek złudzeń i ich działalność jest tylko smutnym potwierdzeniem moich przypuszczeń, ale warto, abyśmy pamiętali z kim mamy do czynienia.  Są tu głupcy i zdrajcy.

Przyjrzyjmy się taktyce obranej przez „sprytnego” Kaczyńskiego wobec problemu roszczeń naszych żydowskich przyjaciół wysuwanych wobec Polin. Jest ona stosunkowo prosta i mało wyrafinowana. Nie rokuje według mnie żadnych szans na neutralizację oczekiwań strony przeciwnej. We wszystkich swoich posunięciach namiestnicy warszawscy nie wychodzą z postawy służebnej, dopominającej się szacunku z ust obcych, zewnętrznych autorytetów, co osłabia ich przekaz i od razu pozycjonuje nas (ach, to przyzwyczajenie wasalne, ta pamięć mięśniowa naszej klasy politycznej i elitek) w roli gorszych, aspirujących do pełnej, „prawdziwej” akceptacji, na którą należy z obcej poręki otrzymać koncesję…

Zapominają oni jednocześnie, ze nigdy tej akceptacji nie otrzymają, a całość jest tak pomyślana, aby Polska trwała ciągle  w procesie „dochodzenia” do prawdziwego szacunku, a co nigdy nie zostanie sfinalizowane, ponieważ nie to jest celem Żydów i innych graczy. Ale celem jest ciągłe utrzymywanie Warszawy i Polaków w tym upadlającym nas stanie, ponieważ jest to niesamowicie użyteczne narzędzie do osłabiania i kraju, i Narodu i służy wyciąganiu korzyści ekonomicznych i politycznych od Polin. Nie zmienią tego nowe „polskie” drzewka „sprawiedliwych wśród narodów świata,” choćby i  -  jak postulował naiwnie premier Morawiecki - cale Polin zostało nim nagrodzone..

Otóż nasi żoliborscy mędrcy uknuli w swoich głowach, ze dobrą ucieczką do przodu przed żądaniami żydowskimi będą:

1. Eksponowanie zbawiennej roli Polaków w ratowaniu Żydów w czasie okupacji, zatem od Radia Maryja po wszystkie media „patriotyczne” w rodzaju „W sieci” mamy od miesięcy szczególnie intensywnie  ogrywane i nagłaśniane historie polskich wybawicieli Żydów w czasie holokaustu, co jest – przyznam -  wyjątkowo słabe i poza rynkiem wewnętrznym zupełnie na zewnątrz niewidoczne. Nikt nie kwestionuje potrzeby głośnego mówienia o tym, ale trzeba być głęboko naiwnym, sądząc, że to nas w jakiś sposób immunizuje na zabiegi żydowskie wokół zwrotu przez Polskę ich „mienia”, że  kogoś na Zachodzie i w Izraelu interesują tego typu historie (oni mają to głęboko w poważaniu) i że ktoś w Tel Awiwie uzna Polaków przez to za równorzędnych przyjaciół, wobec których można grać przyzwoicie. Nasi partnerzy żydowscy mają to naprawdę gdzieś,  gorzej nawet: podejrzliwym okiem patrzą na tego typu działania, jako na takie, które kuchennymi drzwiami mają na celu wprowadzić Polaków do grona prawdziwych ofiar II wojny światowej, a którego skład jest zarezerwowany tylko dla naszych przyjaciół żydowskich. Polacy muszą zrozumieć, że taki układ stworzony po wojnie i ogrywany od dawna, jaki jest, tzn. „Polacy to są mordercy Żydów i antysemici, złodzieje mienia żydowskiego, które muszą zwrócić”, ma charakter trwały i Warszawa nie ma sił,  pomysłów, ani środków, ani prawdziwej woli politycznej, aby to zmienić, ponieważ kryszę nad tą „narracją” sprawują zgodnie mocniejsi gracze od nas: Tel Awiw, Berlin, Londyn, Moskwa i  Waszyngton. I nie zmieni tego ślepe wasalne poparcie wszelkiej polityki Izraela,  posłanie polskich wojsk na Bliski Wschód, nie zmienią tego zakupy żydowskiego uzbrojenia, nie zmieni poszerzanie żydowskich wpływów w Polsce pod przykrywką innowacji i rynku start-upów, zrównoważonego rozwoju i innego bełkotu http://www.msz.gov.pl/pl/aktualnosci/wiadomosci/debata_o_promocji_innowacyjnosci_i_przedsiebiorczosci_w_relacjach_polsko_izraelskich;jsessionid=5BF68ABF65C9535C0A4C2CD7111DEB8B.cmsap1p ,  nie zmieni tego przyzwalanie na zagruzowanie polskiej świadomości, przestrzeni publicznej, kultury, biznesu narracją Żydów, jako współgospodarzy tej ziemie, naszych braci, którzy mają równoprawną pozycje to bycia tutaj, nie zmieni tego ukryty zwrot „mienia żydowskiego” pod przykrywka procesu reprywatyzacji. Nie. Niczego to nie zmieni,  ponieważ Polacy muszą zapłacić i zapłacą. Kasa, panowie, musi się zgadzać.

2. Czujna i pilna wielokrotnie deklarowana przez rząd i prezydenta  walka z przejawami antysemityzmu w Polsce, zwłaszcza tego kwestionującego zasadność bytu państwa Izrael, co zawsze obiecywane było w rozmowach z naszymi żydowskimi partnerami (Duda ze amerykańskimi środowiskami żydowskimi w Nowym Jorku w 2016r.; białostocka mowa hańby Kaczyńskiego oraz skandaliczne przemówienia Szydło i Dudy w Kielcach zeszłego roku, speech nacialnika w warszawskim ZOO 18 września br., o czym szerzej poniżej).

3.  Zielone światło dla naszych żydowskich przyjaciół na  infiltrację wojskową, biznesową, kulturową i  wywiadowczą w Obszarze Wisły. Transparentność -  myślę, że na olbrzymią skalę, większą niż wobec CIA/DIA lub SBU – polskiego wywiadu i kontrwywiadu wobec naszych żydowskich partnerów, zapowiedzi zakupów żydowskiego uzbrojenia, czuwający żydowski dron unoszący się nad Stadionem Narodowym podczas Szczytu NATO w  2015 roku lub Robert Grey jako wiceminister spraw zagranicznych, dominacja żydowska w polskiej branży deweloperskiej i na rynku nieruchomości  -  to tylko kilka przykładów. http://wceo.com.pl/index.php/sample-sites-2/wydarzenia/1622-spotkanie-zolnierzy-polskich-i-izraelskich-w-ramach-programu-witnesses-in-uniform Uważnie się przyglądajmy, kto będzie inwestował, budował i czerpał zyski z Centralnego Portu Komunikacyjnego w Stanisławowie  i kto będzie prawdziwym beneficjentem tzw. reprywatyzacji nieruchomości w Polsce, ale najważniejsze są szeroko wykorzystywane przez Żydów narzędzia z zakresu soft power.  Zupełnie przerażające rzeczy dzieją się w polskich miastach (ktoś to w polskich służbach kontroluje? Ktoś to obserwuje?), festiwale, fundacje, konferencje, odczyty (Kraków, Wrocław, Warszawa z Muzeum Polin, ale  Lublin, Toruń i wiele, wiele innych miast) i polskich instytucjach kulturalnych,  w których na masową skalę przeprowadzana jest akcja podmieniająca tożsamość tubylców i narzucająca obce interesy narodowe, a na co, zgodnie z ideą wyrażaną często przez Dudę – Rzeczpospolitej Przyjaciół -  daje przyzwolenie władza warszawska i to wspiera.

Wielkie miasta  w Polsce działają jak sieć obcych podmiotów, których linia polityczno-społeczno-kulturalna  zagraża naszym interesom oraz oddala je coraz bardziej od centrum. To nie jest dziwne, ponieważ wiemy,  że akcja uwalniająca wielkie miasta od zależności z władzą centralną ma na celu osłabienie w ogóle państw narodowych (Inter Urban States)  i kanalie w rodzaju Majchrowskiego, Dudkiewicza, Adamowskiego, Gronkiewicz-Waltz powinni już teraz odpowiedzieć za tę zdradę przed sądem. A możliwość prowadzenia takiej dywersji  w Obszarze Wisły nie tyle świadczy o słabości władzy pisowskiej, ile o naturalnym jej przyzwoleniu na nią…:

http://www.jewishfestival.pl/pl/ 

http://www.4kultury.pl/     

http://www.israelstudies.eu/events/2017-conference/

 https://www.rpo.gov.pl/pl/content/projekt-ksiega-dobrych-praktyk-dzia%C5%82an-na-rzecz-mniejszosci-narodowych-i-etnicznych

https://www.facebook.com/1638755249738786/photos/a.1649671401980504.1073741828.1638755249738786/1956380727976235/?type=3&;theater

https://www.facebook.com/kehilalodz/photos/a.336133050054836.1073741828.332047197130088/519365831731556/?type=3&;theater

http://krakow.pl/aktualnosci/213065,33,komunikat,zapraszamy_na_bajit_chadasz__czyli_spotkania_z_kultura_zydowska.html

https://www.facebook.com/1638755249738786/photos/a.1649671401980504.1073741828.1638755249738786/1954520401495601/?type=3&;theater

https://www.facebook.com/1638755249738786/photos/a.1649671401980504.1073741828.1638755249738786/1953274518286856/?type=3&;theater

https://www.facebook.com/1638755249738786/photos/a.1649671401980504.1073741828.1638755249738786/1952053251742316/?type=3&;theater

https://www.facebook.com/1638755249738786/photos/a.1649671401980504.1073741828.1638755249738786/1952550681692573/?type=3&;theater

https://www.facebook.com/1638755249738786/photos/a.1649671401980504.1073741828.1638755249738786/1953267141620927/?type=3&;theater

to tylko garstka przykładów…

4. Ślepe żyrowanie przez naszego żoliborskiego socjalistę i Macierewicza Antoniego polityki żydowskiej. Warszawa, ze szczególnym natężeniem w okresie „dobrej zmiany,” stała się bezwarunkowym rzecznikiem Izraela i jego interesów. To dziecinne  prowadzenie polityki wynikające z biografii obu panów, ich ograniczeń, wyobrażeń o państwie żydowskim sprowadza na nas poważne zagrożenie choćby  w postaci głębszego zaangażowania militarnego na Bliskim Wschodzie (polecam w tym kontekście przesłuchanie bardzo istotnego „Posłania do narodu” Trumpa z 24 sierpnia br., w którym de facto zapowiada pełne wejście militarne do Afganistanu (łamie obietnice wyborczą), pośrednio dekonstrukcję Pakistanu oraz rzuca poważne groźby względem Teheranu: https://www.whitehouse.gov/featured-videos/video/2017/08/21/president-trump-gives-presidential-address-nation  oraz jego wystąpienie na forum Zgromadzenia Ogólnego z 19 września br: https://www.whitehouse.gov/featured-videos/video/2017/09/19/president-trump-gives-address-72nd-session-united-nations-general  

Zapewne Kaczyński z Macierewiczem zakładają, że zgodnie realizując postulaty żydowskie, popierając Izrael na wszystkich forach międzynarodowych, zyskają ten moment, w którym nasi żydowscy przyjaciele odstąpią od swoich żądań finansowo-politycznych wobec Polin oraz nadadzą Polaczkom certyfikat koszerności za swoją postawę proizraelską, dzięki czemu, ani w Tel Awiwie, ani w Waszyngtonie, ani nikomu innemu na cennym Zachodzie nie przyjdzie do głowy naznaczenie obecnego obozu władzy piętnem antysemityzmu. Liczą także na to, że Waszyngton, widząc, jak Warszawa głęboko, wiernie i rzetelnie spełnia geopolityczne oczekiwania Izraela, stanie się jeszcze milsza sercu panów znad Potomaku. Obecna władza nie pojmuje jednak, jak mocno ośmiesza siebie i nas w oczach innych oraz jak bardzo uprzedmiotawia siebie i Naród. To osłabia nas na innych odcinkach: wobec świata muzułmańskiego, na odcinku wschodnim również,  ale nie tylko. Taka postawa zasadniczo obniża naszą wartość w stosunkach ze wszystkimi innymi podmiotami, ponieważ warszawska polityka wobec Izraela ma charakter nas upokarzający i niszczy w oczach innych resztki  naszego wizerunku „państwa samodzielnie prowadzącego swoją politykę”...

5. Nasz premier-nacialnik wykoncypował sobie,  że pomocne w tych układankach będzie zapewnienie sobie kryszy jednej z mafii żydowskich w Polin. Zatem w wielce zabawny sposób (on to robi z miną znawcy i rzekomo naprawdę inteligentnego gracza) bierze przykład z Borata-Trumpa, który za wszelką cenę próbuje utrzymać legitymizację swojej władzy, opierając się na certyfikacie koszerności danemu mu przez konserwatywnych Żydów z Ameryki i z Izraela, co ma go chronić przed atakami lewackiego żydostwa i lewicy amerykańsko-europejskiej. Tak więc nacialnik wszędzie, gdzie może eksponuje swoją wierność i oddanie państwu Izrael, a kiedy widać, że to nie wystarczy, to wypuszcza przecieki do prasy o spotkaniu,  jak to z sierpnia tego roku,  ze „swoimi” - niesamowicie zresztą groźnymi - Żydami  - przede wszystkim z  panem Arturem Hoffmanem („rządowym Żydem” – jak go określił „Żyd opozycyjny”, tj. pan Sergiusz Kowalski z loży B’nai B’rith), ze sprytnym panem Danielsem, o którym więcej  w dalszej części tekstu, czy  z cynglami z antypolskiej i antychrześcijańskiej, lucyferiańskiej sekty Chabad-Lubawicz. To miała być w zamiarze nacialnika taka odpowiedź na groźne ostrzeżenie, które wyartykułowali  w sierpniu polscy Żydzi listem z 4 sierpnia do Kaczyńskiego, a w którym to obawiają się wzrostu antysemityzmu w Polsce.

 Spotkanie ze „swoimi” Żydami spotkało się natychmiast z odporem i pryncypialną krytyką lokalnego żydostwa opozycyjnego wobec „dobrej zmiany” i wystosowaniem  listu 13 organizacji żydowskich oburzonych tym, ze ktoś z ich mafii nie uzgadniał wspólnego stanowiska i wybiegł przed szereg z poparciem dla „polskiego” rządu, zdradzając wspólną sprawę, bo przecież umówione było, że walić trzeba tę władzę oskarżycielskim młotkiem nacjonalizmu, populizmu, antysemityzmu,  czego wyrazem jest przezabawny wywiad  http://natemat.pl/215461,z-kim-sie-spotkal-kaczynski-to-byli-zydzi-dworscy-przedstawiciele-organizacji-tolerowanych-przez-wladze

 z Sergiuszem Kowalskim szefem polskiego oddziału masońskiej loży dla Żydów B’nai B’irth oraz podpis pod listem  pani Goudy Tencer szefowej  Teatru Żydowskiego, co wg mnie jest podwójną „niewdzięcznością”, ponieważ  masonerię żydowską spod znaku BB  introdukował, jak wiadomo, w Polsce i sympatyzował z nią prezydent profesor Lech Kaczyński, a Teatr Żydowski od zamknięcia uratował osobiście jesienią zeszłego roku Macierewicz Antoni, podarowując mu scenę garnizonu warszawskiego, dzięki czemu można tam oglądać takie antypolskie sztuki, jak ta uszyta na podstawie Polakożerczej powieści p.t. „Malowany ptak” Kosińskiego.

Bądźmy przy tym szczerzy: obie grupy „ich” oraz „naszych”, „dworskich”  Żydów odgrywają rolę dobrego i złego policjanta. Goje zaledwie mają podniecać się tą ustawką i myśleć, że mają jakieś szanse w tym zwarciu. Że mogą sobie rozgrywać Żydów zgodnie z własnym interesem. Wolne żarty. Ciekawe jakich koncesji udzielił Kaczyński „swoim” Żydom za tę tymczasową kryszę dla jego władzy. Ile to nas wszystkich kosztowało…? Co było ceną? Bo przecież nie chodziło o wspólne opowiadanie kawałów i klepanie się po kolanach... Ten biedaczek myśli, że jest cwany, a zapomina, ze obie grupy  mają jeden cel. Wspólny. Niezmienny: wyszlamować ile się da dla organizacji żydowskich w Polsce od polskiego rządu  z polskiego budżetu (tak jak robią to wszystkie fundacje, organizacje i inne lipne podmioty, nieważne o jakiej proweniencji, tu panuje pełen etatyzm i podwieszenie do państwowego żłobu. To taka brudna wspólnota.)  i narzekania Kowalskiego w wywiadzie dotyczą tylko tego, ze ktoś z żydowskiej  mafii podłączył się z większym szlauchem do zbiornika państwowego i sam spija cydr, a jak wiadomo, nie o takie drobiazgi chodzi, tylko cel większy i szerszy cel strategiczny, tj. cierpliwe, mozolne, ale jednak posuwające się do przodu finalizowanie żydowskiego projektu zdobycia władztwa ekonomiczno-politycznego nad Polin. I tu lokalni Żydzi mogą liczyć na zestrachanych brakiem stabilnych podstaw przedstawicieli  władzy warszawskiej w rodzaju nacialnika lub Macierewicza Antoniego, którzy wiedzą, że muszą kucać w rytm i  elegancko szybko, ponieważ środowiska  Żydów amerykańskich oraz największy nasz przyjaciel – Izrael, czujne mają baczenie na wszystko, co dzieje się nad Wisłą i nawet przez myśl nie może Polaczkom przejść coś, co może zagrozić ich interesom. Na nasze bowiem nieszczęście tym rządzącym nami panom wydaje się, że w ten sposób zabezpieczają interes Polin, według samych siebie są oni bowiem skrajnymi realistami wedle zasady „krawiec kraje jak mu materii staje”,  że niby to jest horyzont naszych możliwości,  że tak nam nakazuje przyzwoitość, moralność i dług historyczny wobec naszych „braci”, a poza tym według nich jesteśmy w gorszej pozycji i naprawdę zmyć piętno Żydobójcow możemy tylko poprzez nadskakiwanie Żydom, spełnianie ich oczekiwań i bycie ich najlepszym wasalem. Ta prożydowska polityka appeasementu  będzie tak samo nieskuteczna, jak ta brytyjska wobec nazistów w 1938, czy w 1939 roku…

Oni zdaje się nie biorą w swoich kalkulacjach, że – w przeciwieństwie do obietnic składanych  swoim wyborcom i współrodakom – jakiekolwiek deklaracje i obietnice oraz dile oferowane naszym żydowskim przyjaciołom, muszą byś  wypełniane i doprowadzane do końca. To są poważni gracze i tu nikt się nie ukryje za półsłówkami lub niedomówieniami i nikt nie będzie się nabierał na jakieś „przeczekanie” i najgorsze jest to, ze warszawska władza niemal na pewno nie mówi nam wszystkiego i nie informuje nas o faktycznym stanie rzeczy. Po spotkaniach z nimi dowiadujemy się więcej z enuncjacji naszych żydowskich przyjaciół, niż od własnego rządu. Tak było m.in. po spotkaniu Dudy z amerykańskimi Żydami w polskim konsulacie w Nowym Jorku jesienią 2016 r. Tak też było w 1939 r. kiedy to o powadze sytuacji polska opinia publiczna  dowiedziała  się dopiero 29 kwietnia z przemówienia kanclerza Niemiec, w którym ujawnił on poszczególne oczekiwania z poufnych rozmów polsko-niemieckich wobec Polski, a co było przez Becka i rząd od października 1938 r.  trzymane w głębokiej  tajemnicy. Cóż za powtarzalność, że więcej nam mówią obcy niż „swoi”… Co samo w sobie jest i symptomatyczne, i ma także charakter nacisku strony przeciwnej i tym bardziej źle rokuje, ponieważ Kaczyński wie, że od niczego się nie wywinie, bo w razie ostateczności, wszelkie ustalenia zostaną przez naszych partnerów żydowskich ujawnione, dyskredytując tym nacialnika…

Przejawem tego typu prożydowskiej strategii  APPEASEMENTU nacialnika był niedawny, z 18 września,  wielce ciekawy „iwent” w warszawskim ZOO, podczas którego PRowo ogrywano – chyba tak to trzeba nazwać – historię rodziny Żabińskich, którzy w czasie okupacji uratowali od śmierci wielu Żydów

https://wpolityce.pl/polityka/358296-odwaga-sprawiedliwych-wreczono-nagrody-im-zabinskich-polakom-ratujacych-zydow

Po pierwsze wielce niepokojące jest to, że całość organizowana była przez dwa obce podmioty, zgodnie ze zwasalizowanym myśleniem pisowskiego rządu i jego elektoratu, że tylko z obcego nadania cenniejszy jest certyfikat szacunku, certyfikat koszerności, ponieważ „obcym silom” w chwili próby można go przedstawić nie jako zwykle chwalenie się Polaczków swoimi „osiągnięciami”, ale, no, popatrzcie sami: taki certyfikat wystawiają nam obcy, zagraniczniacy, panie. Więc to propagitkowe wydarzenie zostało zorganizowane (za rządowe pieniądze?) przez sprytnego Jonny’ego Dannielsa, londyńskiego Żyda,  co do którego bez żadnych wątpliwość  zawsze zadaję sobie pytanie na ile równo porozkładał swoją lojalność między AMAN i MI 6, którymi to śmierdzi ten pan na odległość (po tymczasowej aliyah z Anglii do Palestyny wstąpił do Sił Obronnych Izraela. Po trzech latach zakończył służbę w stopniu sierżanta sztabowego. Po ukończeniu studiów na kierunku nauk politycznych na Uniwersytecie Bar-Ilan został doradcą ds. wizerunku Zastępcy Przewodniczącego Knessetu. W kolejnych latach był doradcą Wiceministra Obrony Narodowej Izraela Dannego Danona oraz innych polityków w Izraelu, Stanach Zjednoczonych oraz w krajach Europy).

I tak samo żałosne i smutne jest to, że nacialnik przytulił do siebie w roli tarczy przed innymi Żydami taką podejrzaną postać, która u wielu lokalnych Żydów wywołuje masę podejrzeń (patrz wywiad z panem Kowalskim: „Jonny Daniels. Dziwna postać, zjawił się w Polsce kilka lat temu, przyjechał z Wielkiej Brytanii, był też w Izraelu. Taki spadochroniarz, który pojawił się znikąd i od razu zaczął się ustawiać się w roli reprezentanta polskich Żydów”). Nasz drogi i obrotny Jonny pojawił się na tutejszym rynku całkiem niedawno i biega w Polin za takiego dobrego Żyda od prawicy i razem z panem Arturem Hoffmanem i naszym cynglami z Chabad-Lubawicz, jak nadmieniłem wyżej, spotkał się z Kaczyńskim w sierpniu, wystawiając rządowi i PiSowi laurkę. Jego organizacja From the Depths https://www.fromthedepths.org/  ,  na którą pierwszy rzut oka pozwala stwierdzić, że służy po prostu – poza ważnym celem strategicznym, jakim jest umacnianie wpływów żydowskich w Obszarze Wisły - wyprowadzaniu pieniędzy z polskiego budżetu oraz z polskich spółek skarbu państwa pod przykrywką „upamiętniania i umacniania świadomości, że Polacy ratowali Żydów, a nie ich mordowali.” ( Brawo, Jonny! Niezła nisza biznesowa! Naprawdę niezłe! Dobry biznes!)

Jak bardzo źle jest z tym rządem i z nacialnikiem, niech  świadczy fakt fraternizowania się z takimi podejrzanymi typkami.  Nasz Jonny, obcmokiwany przez „patriotyczne” i w ogóle polskie media od dłuższego czasu,  łaskaw był w wywiadzie dla jednej z lokalnych gadzinówek wyrazić sporo ciekawych opinii, zwłaszcza o Polakach, którzy mogą mieć realistyczne podejście do Żydów i Izraela, gorąco polecam ten wywiadzik z gościem, który decyduje, czy Polska jest ok, czy nie: https://wpolityce.pl/polityka/358361-nasz-wywiad-jonny-daniels-polska-jest-dla-zydow-najbezpieczniejszym-krajem-w-europie

Przykład kolejnego certyfikatora: Izrael nie był w stanie przysłać Edelsteina, który miał czas w lipcu, by spędzić trzy dni na festiwalu żydowskim w Krakowie w drodze z Moskwy do Tel Awiwu, więc  przysłał  wiceprzewodniczącego Knesetu Yehiel Hilik Bara, który także łaskawie i portekcjonalnie wystawił nam laurkę: https://wpolityce.pl/polityka/358353-nasz-wywiad-wiceszef-knesetu-polska-jest-jednym-z-najsilniejszych-sojusznikow-izraela-a-z-pewnoscia-wsrod-panstw-europejskich

Patronem „iwentu”  (poza chytrą babą z warszawskiego ratusza - HGW, ta bowiem się nie liczy w tej historii i podwiesiła się pod imprezę, aby otrzymać na odcinku żydowskim kryszę przed zakusami pisowskimi przeciw jej stołkowi i karierze politycznej i  aby uzyskać wsparcie od naszych żydowskich przyjaciół w aferze reprywatyzacyjnej. Cóż, każdy złoczyńca pojmuje w jakiej mafii szukać najlepszego zabezpieczenia…) była… tak, tak: Anglia. A konkretnie… rząd angielski. https://www.facebook.com/ftdepths/photos/a.665210036875988.1073741830.600742063322786/1576833059047010/?type=3&;theater Zatem nasz sympatyczny pan ambasador z Londynu o twarzy zwyrodniałego bandyty współtworzył razem z zaradnym Jonny’em całość. To, jak widać, wielce wymowna  tradycja obecnej władzy: cedowanie na obcych organizacji ważnych wydarzeń propagandowych. W lipcu ambasador amerykański odpowiadał za szoł na placu Krasińskich z przemówieniem Borata, w sierpniu w Łazienkach gospodarzem wieczoru z „Wiiliamem i Kate” był poseł angielski w Warszawie. W ZOO gospodarzem był angielski Żyd i rząd londyński, który razem z parlamentem brytyjskim od długiego czasu prześciga się z Waszyngtonem w dopilnowywaniu sprawy roszczeń żydowskich nad Wisłą i „sojuszniczy Londyn” stale nam o tym  przypomina i naciska, a to ustami tamtejszych lordów, a to ustami urzędników angielskich, z którymi to tak często spotykają się  panowie z MSZ, MSW lub z MONu, a to polski rząd in corpore, jak będzie to miało miejsce niedługo…

W czasie uroczystości, którą prowadził wieloletni dziennikarz Gazowni – Bartosz Węglarczyk -  nacialnik wygłosił przemówienie, https://www.facebook.com/pisorgpl/?hc_ref=ARQngnrPbws4cCPnLTXJ3QvsmDCmwjxQ2ns2iRPnBl7SVamE6BzOf4JkuxMSaYK8aj0&;fref=nf  , którego treść ani nie szokuje, ani nie dziwi. Jego mowa potępiająca naturalnie czujnie i gorliwie antysemityzm,  mowa o wyjątkowości  Izraela, o cudzie jego egzystencji (cytaty: „To jest swego rodzaju cud naszych czasów.” „Państwo Izrael jest wysuniętą placówką cywilizacji Zachodu”),  mowa o cudzie wynikającym z siły żydowskiego ducha i  który trwa dzięki opiece bożej, mowa o bezwzględnym poparciu dla tej państwowości,  jest tylko kolejnym smutnym przypomnieniem, jakie są horyzonty intelektualne  i jakiej jakości  są horyzonty polityczne tego pana i formacji, na czele której stoi. Ten nieszczęśnik myśli, że używając  na polskim gruncie przebrzmiałej żydowskiej wrzuty z amerykańskiego  rynku politycznego, która przebiegle nazywana była neokonserwatyzmem i  kopiując taktykę Trumpa w bezwzględnym poparciu Izraela, zapewni sobie dalsze trwanie u władzy, zabezpieczy Obszar Wisły przed drapieżnymi zakusami naszych żydowskich przyjaciół, kiedy w istocie ściąga na siebie hańbę, którą obdarzą go i jego formację Polacy i  głębszą pogardę Żydów oraz Amerykanów, którzy tymi aktami hołdu tylko utwierdzają się, że ich naciski są skuteczne, a rzecz cala – zakryta przed oczami Polaczków - zapewne idzie gładko i dobrze rokuje… Cytując zbrodniarza Churchilla, zadedykuję tej pożydowskiej polityce appeasementu naszego nacialnika słynny cytat: „Mieli do wyboru wojnę lub hańbę, wybrali hańbę, a wojnę będą mieli i tak.”

Akcja w ZOO, jak i np.   8. edycja spotkań młodzieży polskiej i izraelskiej p.t. „ Jesteśmy razem”, w której wziął udział 18 września w imieniu   Dudy, Podsekretarz Stanu w Kancelarii Wojciech Kolarski http://www.prezydent.pl/kancelaria/aktywnosc-ministrow/art,904,8-edycja-polsko-izraelskich-spotkan-mlodziezy-jestesmy-razem.html  to tylko takie wiano oferowane na chwilę przed wizytą Dudy w Nowym Jorku, dokąd udał się właśnie prezydent Polin  przy okazji 72 sesji ONZ. Najważniejsze punkty kilkudniowej obecności tego pana w USA dotyczą: kasy (spotkania z wielkimi żydowskimi funduszami inwestycyjnymi) oraz wojny (wystąpienie w West Point). Ciekawe, kiedy i gdzie spotka się pan prezydent z przedstawicielami organizacji Żydów amerykańskich, tak jak zrobił to w zeszłym roku również przy okazji sesji ONZ. http://www.prezydent.pl/kancelaria/aktywnosc-ministrow/art,902,minister-szczerski-prezydent-duda-w-usa-min-o-polskim-czlonkostwie-w-rb-onz-pleng.html  Osobiście tę wizytę traktuję, swego rodzaju checking, sprawdzian, który Żydzi robią temu panu z obietnic, które im złożył w imieniu Polski we wrześniu zeszłego roku, a takie sprawy jak sierpniowe spotkanie z Kaczyńskim, „ iwent” w ZOO i parę innych tematów mają nam dać jakieś takie alibi, że może z roszczeniami to my jeszcze wszystkiego nie zrobiliśmy zgodnie z oczekiwaniami żydowskimi, ale naprawdę jesteśmy waszymi przyjaciółmi, staramy się, więc, może się uda trochę łagodniej, może trochu jeszcze poczekać.

Duda w Nowym Jorku  niestety będzie prosił o kasę, o pożyczki i kredyty dla obecnej władzy podczas rozmów z żydowskimi funduszami inwestycyjnymi oraz będzie próbował zaangażować mocniej żydowski (ten pan będzie mówił, że: amerykański) kapitał nad Wisłą, a na West Point zapewne będzie opowiadał - jak to on – ogromnie niemądre rzeczy, których jedyny sens będzie się zawierał w zdaniu: „Polska bezwzględnie i bezwarunkowo pójdzie na wojnę przeciw Persji. Polska bezwzględnie, zawsze i wszędzie, ślepo stoi i stać będzie przy Ameryce i Izraelu… I boimy się za to o cokolwiek poprosić. Ba, nawet nam to do głowy nie przyjdzie, bo to nieprzyzwoite, niehonorowe….”

Ta mentalność, sposób pozycjonowania się (peryferie vs centrum) i ten mechanizm jako żywo przypomina mi wizytę Wojciecha Jaruzelskiego w Nowym Jorku w 1985 r. również przy okazji sesji ONZ,  a kiedy to przyszły pierwszy prezydent III RP ( o wiele poważniejszy, bystrzejszy i wytrawniejszy zawodnik, niż Duda)  łaskaw był odwiedzić Rockefellera w jego siedzibie (to był główny cel wizyty w USA) i prosić się o  kasę w zamian za posunięcie się na ławce władzy nad Obszarem Wisły. Wiedział  bowiem sowiecki namiestnik już wtedy, jak wygląda prawdziwe rozdanie w Europie Środkowej po rozmowach Reagan-Gorbaczow i z kim poważnym i liczącym się  po stronie amerykańskiej – przyszłym nadzorcy  i mandatariuszu nad Polin – trzeba rozmawiać, aby dla obu stron – moskiewskiej razwiedki w Polszy i żydowskiej banksterki było w przyszłości dobrze nad Wisłą (na biurku u mnie stoi zdjęcie pana prezydenta Jaruzelskiego wchodzącego do siedziby Rockefellera na Manhatanie).  Upadlające nas rzeczy  (spotkania z bandytami, żenujący poziom, marne przemówienia, neokolonialna mentalność, zobowiązania groźne dla naszej państwowości i bytu) podczas wizyt w USA robił i Kwaśniewski, i Komorowski, i  Lech Kaczyński. To taka ciągłość od Jaruzela do Dudy… Nasza „klasa polityczna” nie potrafi się ogarnąć i nie jest w stanie przynajmniej  nawet pościemniać,, trochę choćby pozachowywać się podmiotowo, przynajmniej dla picu przed współrodakami, dla lipy, dla PRu, aby nie było to tak rażąco widoczne, że wszystko, co tam czynią i mówią podszyte jest wasalną mentalnością. Zero szacunku dla siebie, zero szacunku dla narodu, który reprezentują… Zgodnie z powiedzeniem: „Im nikczemniejszy ciemiężca, tym niegodziwszy niewolnik.”

Powtórzę: nacialnik sądzi, że uda mu się swoja polityką appeasementu jakoś wylawirować, uchylić się od żądań żydowskich (on w ogóle tego chce? Czy raczej chce je w jakiś sposób wypełnić?). On poprzez takie działania nie rozumie, iż rąbie cały czas nie to drzewo, co trzeba.  Nie pojmuje on, że roszczenia żydowskie  są jak Jerzy Dąbczak z filmu „Nie ma róży bez ognia.”  Kaczyński może zmieniać taktykę, grać na przeczekanie,  jak np. zmienił mieszkanie główny bohater filmu, aby uwolnić się od uciążliwego sublokatora („Jogibabu, biedny miś!”), ale finalnie i tak to skończy się tym, że Dąbczak zwali się nam na chałupę, nie tylko sam, ale wlokąc ze sobą panią Korbaczewską z dzieckiem, a chwilę później Lusię z narzeczonym, za którą wjedzie jej tatuś z meblami i innymi ruchomościami, ogłaszając wszem i wobec, że: „Jakby coś, to to wszystko jest posag Lusi.”

Co można tu jeszcze dodać?  Może zakończę słowami autora „Rene”: „Dojmujące jest cierpieć zło, którego inni nie rozumieją . Nic go zresztą nie umniejsza; nie słabnie przez porównanie, nikt nie jest sędzią cudzej niedoli; co gnębi jednego, daje radość drugiemu; serca kryją różne sekrety, dla innych serc niezrozumiale. Nie oceniajmy niczyjego bólu; z cierpieniem jest jak z ojczyzną, każdy ma własne…”

Do snu:

Bibi i Trump 18 września  przed sesją ONZ:

https://www.whitehouse.gov/featured-videos/video/2017/09/18/president-trump-participates-meeting-prime-minister-benjamin

Znane, ale nigdy dość. Mamy swoje mowy hańby Kaczyńskiego, jak ta z Białegostoku w 2016r. i z warszawskiego ZOO, jankesi mają swoje - Trump składa wasalny  hołd Żydom podczas kampanii prezydenckiej na szczycie AIPAC 2016:

https://www.youtube.com/watch?v=2ZGgMJ3QDAQ&;t=1524s

W relacji do tekstu:

https://www.facebook.com/1pan.nikt1/posts/1164966006873889:0

https://www.facebook.com/1pan.nikt1/posts/1107109699326187:0

+++

A poza tym uważam, że  Jeruzalem musi być wyzwolona 

U brzegów rzeki. Na łódce.  Rostów nad Donem, 20 września 2017 r.