Goniec

Register Login

Goniec Poleca

piątek, 28 wrzesień 2012 21:16

Całun Turyński

Napisane przez


calunNakładem wydawnictwa Jedność ukazała się bardzo przystępnie napisana książka o Całunie Turyńskim – "Całun – kwestia wciąż otwarta" autorstwa badaczy całunu Bruno Barberisa i Massimo Boccalettiego.


Całun Turyński uznawany jest za płótno w którym złożono do grobu Jezusa Chrystusa. Jest na nim odbity ślad torturowanego i ukrzyżowanego mężczyzny. Naukowcy nie mają pojęcia, jak można było stworzyć taki wizerunek. Całun ukazuje zwłoki mężczyzny mającego identyczne rany jak te, jakie są opisane w ewangeliach i uwiecznione na wczesnochrześcijańskich grafikach przedstawiających Jezusa.


Autorzy w swej książce przybliżają czytelnikom historię relikwii. Historyczne kroniki opisujące losy wizerunku umęczonego Chrystusa (całkowicie zgodne z całunem). Trasę i historię migracji całunu: z Edessy do Konstantynopola w X wieku, rabunek relikwii ze stolicy Cesarstwa Wschodniego przez templariuszy na początku XII wieku, umieszczenie przez spadkobierców templariuszy wizerunku w jednym z francuskich kościołów, kradzież i sprzedaż relikwii Sabaudczykom pod koniec XV wieku, umieszczenie całunu w Turynie. W XVI wieku całun usiłowali spalić protestanci, co spowodowało jego uszkodzenie. Pod koniec XIX wieku po raz pierwszy sfotografowano całun, okazało się, że na negatywie fotografii ukazał się niezwykle widoczny wizerunek twarzy Jezusa. W XX prowadzono regularne badania nad relikwią.


Bruno Barberis i Massimo Boccaletti w swej książce przybliżają czytelnikom też (w bardzo dokładnych i szczegółowych opisach): wyniki badań nad całunem, rozmieszczenie i charakter ran zadanych Jezusowi, historię ukrzyżowań w starożytności, opisy badań nad zachowanymi zwłokami ukrzyżowanych, kryminalistyczny opis fizjologicznych przyczyn śmierci Jezusa na podstawie całunu, opis fizjologicznych cierpień na krzyżu, procedury najnowszych badań i naukowców biorących udział w badaniach (ustalono, że całun to autentyczne płótno pogrzebowe), zadziwiającą zgodność twarzy całunu z twarzami na ikonografii wczesnochrześcijańskiej ustaloną na podstawie analizy porównawczej wizerunków, najnowsze dzieje całunu, organizacje naukowe zajmujące się jego badaniem i religijne szerzące wiedzę o relikwii.


Pochodzenie całunu z I wieku podważyło radiodatowanie. Według tych badań, całun musiał powstać w średniowieczu. Kościół katolicki upublicznił te wyniki od razu po ich otrzymaniu. Naukowcy rozpoczęli spór o wiarygodność tych badań. Niemniej teza o średniowiecznym fałszerstwie była zbyt fantastyczna, by ją uznano (średniowieczny fałszerz musiałby dysponować wiedzą i techniką niedostępną współcześnie).


Jan Bodakowski – Warszawa

środa, 26 wrzesień 2012 16:51

PILNA PROŚBA! Walka z okultyzmem w Polsce

Napisane przez

PILNA PROŚBA! Walka z okultyzmem w Polsce
26.09.2012
Dominik Tarczyński
Prezes Stowarzyszenia
Wspólnota Katolików Charyzmatycy.pl
 
 
Drodzy Przyjaciele!
Zwracam się do Was z pilną prośbą!
Od dziś do wtorku 2 października włącznie, specjalne wydanie tygodnika Gazeta Polska!
Do gazety zostały dołączone 2 filmowe wywiady które przeprowadziłem z egzorcystą watykańskim o. Gabriele Amorthem!
 
W dwóch filmach które powstały w 2010 oraz 2011 roku egzorcysta watykański opowiada o kulisach pracy egzorcystów, opisuje konkretne przypadki opętań oraz przestrzega przed różnymi współczesnymi formami okultyzmu i magii.
 
Wstrząsające rozmowy zostały zarejestrowane w miejscu gdzie odprawiane są egzorcyzmy!
 
Bardzo Was proszę o rozesłanie informacji na temat tego wydania tygodnika Gazeta Polska – to może uchronić wielu ludzie przed wejściem w okultyzm oraz inne zagrożenia duchowe!
 
Zwiastun filmu na stronie:
www.armia-pana.pl
 
Zwracam się także z prośbą do księży o pomoc w ogłoszeniu tego cennego wydania w najbliższą niedzielę.
 
Jest także możliwość dołączenia do specjalnego wydarzenia na facebooku:
https://www.facebook.com/events/354394574644623/
 
 
W razie pytań pozostaję do Waszej dyspozycji
Pozdrawiam w Panu!
Dominik Tarczyński
www.facebook.com/dominik.tarczynski
Tel: 607 731 731
 
 
Tygodnik Gazeta Polska dostępny w sieciach Empik, Statoil, kioskach Ruchu, Kolportera oraz supermarketach.
Cena Gazety Polskiej wraz z dwoma filmami: 6,90 zł
 


Newsletter dotępny jest również pod adresem: http://www.charyzmatycy.pl/newsletter/pilna-prosba-walka-z-okultyzmem-w-polsce,55.html
Jeżeli nie chcesz otrzymywać tego newslettera kliknij poniższy link:
http://www.charyzmatycy.pl/deactive_newsletter/n_504508328a7f4/

piątek, 21 wrzesień 2012 18:23

Przegląd kulturalny: Gościńcami Kanady

Napisane przez

byszewska picSpotkanie wokół książki pt. "Gościńcami Kanady na tropach polskiej kultury" dr Jadwigi Kaczmarzyk-Byszewskiej odbyło się w piątkowy wieczór, 14 września 2012, w Konsulacie RP w Toronto. Prezentację książki współorganizowały Konsulat RP i Kanadyjsko-Polski Instytut Badawczy. W notce wydawniczej czytamy, że w książce tej "czytelnik nie znajdzie ani apoteozy tych, których los rzucił na obczyznę, ani ich potępiania, ale obraz odmiennej rzeczywistości, nieznanych kultur i ludzi (…), których zmagania przedstawione zostały przez pryzmat codziennego życia i osobiste dylematy". Ta niecodzienna publikacja, w której popularnonaukowa analiza środowiska twórczego Kanady splata się z losami fikcyjnych bohaterów, Antka, Agaty, Moniki i Pawła, zainspirowała mnie do przeprowadzenia wywiadu z jej Autorką.


Joanna Lustanski: Jak narodził się pomysł napisania tej książki?


Jadwiga Kaczmarzyk-Byszewska: Był to przypadek. Pomysł nie był mój, ale byłego konsula do spraw Polonii, Andrzeja Krężela. Byłam właśnie w Konsulacie, żeby zajrzeć do teczek o polonijnych wydarzeniach w Toronto, i skomentowałam, że sama zebrałam już więcej informacji o polskich artystach działających w Kanadzie, niż Konsulat ma w teczkach. "Masz teraz czas, to możesz uzupełnić, albo lepiej – napisz o tych ludziach" – usłyszałam w odpowiedzi. Wytrącił mi z ręki najlepszy argument, bo właśnie wtedy przestałam pisywać do "Gazety". Zadzwonił tego samego dnia: "Wiem, że myślałaś nad propozycją. Kiedy zaczynasz? Ze strony Konsulatu postaramy się jakoś pomóc, ale robota na twojej głowie. Nie będę tu wiecznie, a chciałbym się też czegoś dowiedzieć".


JL: A do kogo jest skierowana ta książka? Polaków? Imigrantów? Kanadyjczyków polskiego pochodzenia?


JKB: Chyba do wszystkich wymienionych, chociaż do Kanadyjczyków polskiego pochodzenia najmniej. Oni w zasadzie nie znają polskiego na tyle, aby czytać. Dla nich miała być angielska część publikacji ale... ze względów ekonomiczno-czasowych książka ukazała się jak na razie tylko po polsku. Angielska wersja jest w trakcie pisania.


JL: Jak wyglądała praca nad książką? Skąd czerpała Pani materiały?


JKB: Bardzo trudne pytanie. Materiały zbierałam – też przez przypadek – od przeszło 20 lat. Na spotkaniu slawistów, chyba w 1983, dowiedziałam się, że Ukraińcy chcą przygotować słownik artystów słowiańskich w Kanadzie, ale nie mają nikogo, kto zajmie się Polakami. Pomysł po czasie upadł, ale ja już miałam założone koperty, do których wkładałam, przypadkowo i celowo, zbierane informacje. Powoli zrozumiałam, że we dwójkę z mężem, i do tego bez funduszów (choćby na korzystanie z archiwów, robienie kopii itp.), nie damy sobie rady. Dotarło do nas, że musimy mieć za sobą organizację, najlepiej niedochodową, charytatywną – i tak w 1986 zostało zarejestrowane ECHO, któremu Kanada przyznała status Instytutu Badawczego. Postanowiłam spojrzeć na całość nie oczyma polonijnych Polaków, a oczyma Kanadyjczyków – co oni wiedzą o Polakach, i czy wiedzą cokolwiek, i jak nas oceniają. I tak właściwie głównym źródłem materiałów stały się angielskie publikacje oraz archiwa. Każda drobna notatka była dla mnie odkryciem. Samo pisanie książki nie byłoby jednak możliwe bez wsparcia Ewy Chwojko-Srawley, która, spędzając godziny przy komputerze, zasypywała mnie informacjami. Bez jej pomocy i dyskusji prawdopodobnie jeszcze bym długo pisała.


JL: Czy spotykała się Pani z bohaterami swojej książki? Czy wiedzieli, że Pani o nich pisze? Jak reagowali?


JKB: Oczywiście wielu z nich znałam, wliczając Krystynę Sadowską – to ona mnie uczyła tkactwa artystycznego i wprowadzała w kulisy Polonii; Mary Schneider, którą, razem z Janiną Stensson, odwiedzałam w domu spokojnej starości. Z artystami jak Jerzy Kołacz (jeden z dyrektorów naszego ECHO) prowadziłam długie dyskusje, w tym również o pisanej książce, gdyż on był jedną z niewielu "wtajemniczonych" osób. Innych, jak Reinharda Skorackiego, Janusza Malinowskiego czy Ewę Stachniak znam z kontaktów osobistych i oczywiście z ich twórczości – ale mało kto z nich wiedział, że chcę ich "opisać".


JL: Jest Pani skromną osobą, dość trudno zdobyć informacje o Pani, a dokonania Pani są imponujące. Nawet tak przepastne źródło informacji jak Internet nie za wiele miejsca Pani poświęca. Jak to się stało, że zdecydowała się Pani "ujawnić", pisząc tę książkę?


JKB: Temat wymagał "otwartego nadstawiania głowy", a nie tylko części nazwiska czy pseudonimu. W zasadzie ci, którzy znają nas w Toronto, znają jako Byszewskich, nie wiedząc, że jest to tylko część nazwiska, zarówno mojego męża, jak i mojego. Postanowiłam z tym skończyć i powrócić do "korzeni".


JL: Główny bohater to Antek, który dojrzewa na kartach książki. Poszukuje swojej przynależności narodowej: z nieświadomego swojej etnicznej historii (nie chcącego jej zaakceptować?) staje się Polakiem-Kanadyjczykiem dumnym ze swojego pochodzenia. Jak scharakteryzowałaby Pani tę postać?


JKB: Antek to zlepek tego, co obserwowałam tutaj wśród ludzi, chociaż jest to chyba najbliższa mi postać. Moje są jego przemyślenia i reakcje na sytuacje, ale wtórują mu w tym pozostałe osoby: Paweł przedstawia moje zderzenia z rzeczywistością, Monika moje załamania, a Agata... chyba samozaparcie. Najbliższy mi jednak, i to niezaprzeczalnie, jest Antek, ponieważ dzięki niemu ta książka nabrała życia i nie jest tylko zbiorem suchych informacji, a ja, poprzez niego, uzyskałam niezbędny dystans do tego, co napisałam.


JL: Książka napisana jest techniką spirali, to znaczy, że powraca Pani kilkakrotnie do tego samego zagadnienia – ale w innym wątku, i przedstawia go coraz to z innej perspektywy: raz od strony czysto faktograficznej, raz w postaci fabularnej. Co daje taka technika?


JKB: Spirala jest jak przemyślenia każdego z nas. Zaczynamy od jednego tematu, ale myśli same biegną w odmiennym kierunku. Powracamy więc do pierwotnego problemu i odnajdujemy inne aspekty tych samych przemyśleń, więc powracamy ponownie do podjętego tematu i analizujemy go z jeszcze odmiennego punktu widzenia. Raptem odkrywamy, że ta wielokrotność ma swoje pozytywne cechy – za każdym razem widzimy inną stronę zagadnienia. Technika spirali pozwala na taką wielostronność, w chwili gdy proste opisanie "wszystkiego" byłoby nudne.


JL: Jest Pani członkiem Stowarzyszenia Artystów Kanadyjskich. Jak Pani ocenia sytuację artysty w Kanadzie?


JKB: Zdecydowanie lepsza niż przed laty, ale daleko jeszcze do tego, co znamy z Europy, więc trudno się do tego przyzwyczaić. Artysta tutaj to nadal nie zawód czy powołanie, ale bardziej hobby – jeśli ktoś ma zbyt dużo czasu, to może sobie tworzyć. A żyć z czego? – i tu najczęściej spojrzą na pytającego jak na wariata – chyba nie ma na myśli, że wyżyje z tego, co tworzy? Kanada ma przed sobą jeszcze bardzo długą drogę legislacyjno-świadomościową.


JL: Jakie są szanse na sprecyzowanie statusu artysty w świetle prawa?


JKB: Przestałam wierzyć, że kiedyś się skończą dyskusje na ten temat. Rozmowy trwają przez cały czas, jak jestem w Kanadzie. Cierpliwy parlament wysłuchuje już którejś tam wersji i nadal odsyła do korekty. Jedne prowincje aprobują jedne fragmenty, a drugie – inne. Dopóki nie będzie ujednolicenia opinii na temat, do czego artysta ma prawo, a do czego nie – nadal wszystko pozostanie w sferze czytania i dyskusji.
JL: Wróćmy jeszcze do rozmowy o książce… Czego Pani się nauczyła o sobie, pisząc tę książkę?


JKB: Na to pytanie nie umiem odpowiedzieć... chyba jednak udowodniłam i sobie i innym, że to można zrobić, ale wiem też, że temat nie został wyczerpany. To tylko fragment, który pozostawia innym możliwość dalszej realizacji.


JL: Czy ta książka jakoś Panią zmieniła? Czy zmieniła Pani spojrzenie na wkład Polaków w rozwój Kanady?


JKB: Czy mnie zmieniła? Chyba nie. Nadal jestem uparta, bo taka się urodziłam, ale mówiąc szczerze, sama byłam zaskoczona liczbą osób, o których mało kto jeszcze pamięta, a inni mogą równie szybko popaść w zapomnienie. A jeśli mówimy o rozwoju Kanady, to Polacy zrobili bardzo, bardzo wiele i często nam samym trzeba o tym przypominać.


JL: Ano właśnie. Czy sądzi Pani, że przesłanie tej książki zostanie właściwie odczytane? Że ludzie nie spłycą lektury do kolejnej okazji roztrząsania sporów wewnątrzpolonijnych?


JKB: Chciałabym być pozytywnie rozczarowana, ale nie mam złudzeń. Przygotowana jestem na zarzuty, na które jest tylko jedna odpowiedź: coś jednak zostało zrobione, dyskusje niech się toczą, a przede mną i grupą życzliwych mi osób pozostaje do realizacji wersja angielska.


JL: Na koniec chciałabym prosić Panią o refleksję… Jak, Pani zdaniem, można "ocalić od zapomnienia" dorobek polskich artystów? Co – oprócz książki – można i należałoby robić, by następne pokolenia polskich imigrantów i Kanadyjczycy mieli świadomość, że kształt kultury kanadyjskiej to również zasługa polskich imigrantów i Kanadyjczyków polskiego pochodzenia?


JKB: Jest to ostatni moment, aby "ocalić od zapomnienia", ponieważ Kanada, chociaż i tak nigdy się zbytnio nie interesowała artystami, ma teraz inne priorytety – zajmuje ją zagadnienie "person of colour" definiowane jako "persons, other than Aboriginal peoples, who are non-Caucasian in race or non-white in colour". Ta definicja propagowana jest przez rząd kanadyjski i wspierana przez CARFAC – czyli Stowarzyszenie Artystów Kanadyjskich. Zupełnie zapomina się, że "persons of colour" przybywają tu już "na gotowe" i dlatego uważam, że wkład właśnie tych, którzy działali tu przed nimi, nie powinien być zapomniany. A jak temu dopomóc? Ułatwić, aby książka angielska powstała i trafiła nie tylko do Polaków w Kanadzie. To ich dzieci powinny ją poznać, a one czytają po angielsku, ich koledzy również. Dlatego jestem przekonana, że wersja angielska jest konieczna, aby "ocalić od zapomnienia". I nad tym będziemy pracować przez następne długie miesiące.


JL: I tego właśnie Pani życzę, żeby wydanie angielskie książki jak najszybciej trafiło na półki księgarskie i znalazło swoich zagorzałych czytelników. Dziękuję serdecznie za rozmowę.


Rozmawiała Joanna Lustanski


Książka "Gościńcami Kanady na tropach polskiej kultury" jest do nabycia w księgarni Pegaz. Zamówienia telefoniczne przyjmuje również ECHO-RI, tel. 416-540-ECHO (3246).

piątek, 14 wrzesień 2012 14:18

Przegląd kulturalny: książki polecane

Napisane przez

Bezpieka w Warszawie 1944–1954
ub okladkaNakładem warszawskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej ukazała się praca Elżbiety Kowalczyk i Katarzyny Pawlickiej "Działalność Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego na m.st. Warszawę (1944–1954)". Na 656 stronach czytelnicy znajdą opis działań bezpieki w pierwszej dekadzie po II wojnie światowej i setki dokumentów wytworzonych przez aparat terroru (dokumenty stanowią 2/3 publikacji).
Pracę rozpoczyna rys historyczny ukazujący powołanie podczas wojny przez Sowietów chcących mieć polskojęzyczne kadry do okupowania terenów Polski po wyparciu Niemców polskojęzycznego komunistycznego aparatu terroru. Na kartach "Działalność Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego na m.st. Warszawę (1944–1954)" ukazane zostały kolejne formy polskojęzycznego komunistycznego aparatu terroru i komunistycznej administracji, główni uczestnicy komunistycznego zbrodniczego organu.


W wyniku wojny ludność Warszawy zmalała z 1.300.000 do 400.000. W trakcie walk powstańczych zginęło 150.000 cywilów i 16.000 powstańców. Po powstaniu Niemcy wyburzyli 65 proc. (84 proc. lewobrzeżnej) Warszawy. Już podczas Powstania Warszawskiego na Pradze Sowieci wyłapywali polskich patriotów. Część z nich była mordowana, wszyscy więzieni i torturowani. W praskich budynkach działały katownie bezpieki i Sowietów. Polaków wyłapywały sowieckie i polskojęzyczne grupy operacyjne. Terrorowi politycznemu towarzyszył ze strony Sowietów i bezpieki terror kryminalny. Warszawiaków komuniści okradali i wypędzali z mieszkań. Czerwonoarmiejcy, którzy zajmowali Warszawę, dokonywali masowo kradzieży, mordów i gwałtów. Byli całkowicie bezkarni. W swej książce autorki dokładnie opisują strukturę i kadry bezpieki, zmiany organizacji i zadania poszczególnych wydziałów aparatu terroru, życiorysy komunistycznych oprawców (niezwykle często lumpenproletariuszy, kryminalistów i prymitywów).


Bezpieka swoje działania skupiała na eksterminacji polskich patriotów - żołnierzy AK, NSZ i NZW-NOW. Walce z młodzieżowymi organizacjami antykomunistycznymi, legalnie działającym PSL i niepodległościowcami w PPS. Fałszowaniu wyników referendum i wyborów. Infiltracji środowisk robotniczych. Wszelkie działania bezpieki zostały przez autorki książki bardzo dokładnie opisane.
Komuniści szczególnie zaciekle walczyli z Kościołem katolickim. Inwigilowali katolików (duchownych i świeckich). Prześladowali: więzieniem, aresztowaniami, przeszukaniami, profanowaniem kościołów, podpalaniem budynków kościelnych, inspirowaniem konfliktów między duchownymi (tworzeniem środowiska księży patriotów pozostającego w konflikcie z Episkopatem), inwigilacją, cenzurą, zakazem budowy mieszkań, rekwizycjami. Komuniści w ramach walki z Kościołem: uwięzili prymasa Wyszyńskiego, konfiskowali zakazane książki z bibliotek parafialnych, zwalczali katechizację, konfiskowali należące do parafii filmy i projektory filmowe, w trakcie nieustannych przeszukiwań budynków kościelnych konfiskowali przedwojenne gazety i książki, zakazali duchownym i zakonnicom pracy w szpitalach, upaństwowili bursy i internaty katolickie, prześladowali organizacje katolickie.


Praca Elżbiety Kowalczyk i Katarzyny Pawlickiej zawiera gigantyczna ilość przypisów, ilustracje, bogatą bibliografie. W części zawierającej dokumenty znalazły się raporty UB opisujące pracę aparatu terroru, charakterystyki funkcjonariuszy. Informacje o sytuacji gospodarczej, niepokojach i nastrojach społecznych. Raporty z inwigilacji: Żydów, PSL, PPS, Stronnictwa Pracy, byłych żołnierzy AK, Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, UPA, antykomunistycznych formacji rosyjskich i białoruskich, harcerzy, seminarzystów, duchownych, zakonników, prymasa, katolickich instytucji socjalnych, internatów katolickich, miejsc katechizacji, duszpasterstwa i organizacji katolickich. UB zbierało też informacje o działaniach AK podczas II wojny światowej. Inwigilowało: polskich narodowców, rosyjskich antykomunistów, syjonistów. Zajmowało się też ochroną kontrwywiadowczą zakładów pracy.

Egzorcysta – miesięcznik nr 1
egzorNakładem wydawnictwa Polwen ukazał się pierwszy numer miesięcznika "Egzorcysta". W radzie programowej znalazł się czołowy polski demonolog ksiądz doktor habilitowany Aleksander Posacki, warszawski egzorcysta ksiądz Andrzej Grefkowicz i były redaktor Frondy Grzegorz Górny. Celem miesięcznika jest uświadamianie zagrożenia, jakim jest okultyzm. Czasopismo wydawane jest w formacie A4, na kredowym papierze i liczy ponad 60 stron. Pismo bardziej jest adresowane do czytelników lubiących charyzmatyczne świadectwa i rozważania filozoficzne, niż do czytelników poszukujących encyklopedycznej wiedzy o współczesnym okultyzmie.
Pierwszy artykuł przybliża czytelnikom zagrożenia, jakie może ze sobą nieść muzyka (jawnie demoniczną treść, wprowadzenie w autodestrukcyjne lub agresywne nastroje, przenikniętą złem tożsamość twórcy).


Warszawski egzorcysta ksiądz Andrzej Grefkowicz (i opiekun koordynatorów charyzmatycznej Odnowy w Duchu Świętym praktykującej modlitwy o uwolnienie osób opętanych) w swoim wywiadzie dla miesięcznika przestrzegał przed świeckimi "egzorcystami", którzy są marionetkami demonów. Egzorcystą może być tylko kapłan wyznaczony przez biskupa. Celem demona, zdaniem egzorcysty, jest "zawładnięcie człowiekiem, dokuczenie mu (od dręczeń po koszmarne doświadczenia), niszczenie, doprowadzenie do sytuacji potępienia". Przyczyną opętań jest bardzo często łamanie pierwszego przykazania poprzez korzystanie z wróżbiarstwa i bioenergoterapii. Ksiądz Andrzej Grefkowicz przestrzegał przed prowadzeniem rozmów z demonami. Innym tematem rozmowy z warszawskim egzorcystą były charyzmatyczne zaśnięcia w Duchu Świętym.
Trzeci artykuł w pierwszym numerze "Egzorcysty" poświęcony był doświadczeniom amerykańskiego egzorcysty "w Kościele doby Soboru Watykańskiego", w którym "niechętnie mówiono o rzeczywistości opętań, demonów, piekła, cudów, egzorcyzmów". Artykuł czwarty był świadectwem polskiego księdza pracującego w Watykanie z jego zetknięcia z demonami we Włoszech opanowanych praktykami okultystycznymi.
Dwa kolejne artykuły, w stylu charyzmatycznych świadectw, opowiadają o zetknięciu z aniołem, i z duszą potępioną (szczególnie niepokojący jest przypadek listu od duszy potępionej, która przekazała znajomej zakonnicy list z zaświatów – co się kojarzy z neospirytystyczną praktyką pisma automatycznego).


Siódmy artykuł opisuje proroctwa o trzech dniach mroku poprzedzających koniec świata. Ósmy objawienia maryjne z Ekwadoru. W dziewiątym Grzegorz Górny opisał demona południa odpowiadającego za stan obojętności, osłabienia duszy, zmęczenia, zniechęcania, znużenia i melancholii. Dziesiąty i jedenasty artykuł świadectw syndromu poaborcyjnego. Dwunasty przybliża refleksje o new age. Kolejne trzy notki są komentarzem: do nienawiści Palikota do krzyża, satanizmu Lady Gagi, okultyzmu w prasie kolorowej. Trzynasty i szesnasty zawiera rozważania teologiczne o szatanie. Czternasty filozoficzne rozważania o duchowości. Piętnasty filozoficzne rozważania nad ateizmem. Szesnasty porusza temat posoborowej patologii laicyzacji Kościoła. Siedemnasty rozważania o modlitwie. Numer kończy bardzo pozytywna recenzja ojca Posackiego o filmie "Rytuał" (i jest to najbardziej odwołujący się do wyzwań współczesności artykuł).


Jan Bodakowski
Polska