Goniec

Register Login

Goniec Poleca

piątek, 21 wrzesień 2012 18:23

Przegląd kulturalny: Gościńcami Kanady

Napisane przez

byszewska picSpotkanie wokół książki pt. "Gościńcami Kanady na tropach polskiej kultury" dr Jadwigi Kaczmarzyk-Byszewskiej odbyło się w piątkowy wieczór, 14 września 2012, w Konsulacie RP w Toronto. Prezentację książki współorganizowały Konsulat RP i Kanadyjsko-Polski Instytut Badawczy. W notce wydawniczej czytamy, że w książce tej "czytelnik nie znajdzie ani apoteozy tych, których los rzucił na obczyznę, ani ich potępiania, ale obraz odmiennej rzeczywistości, nieznanych kultur i ludzi (…), których zmagania przedstawione zostały przez pryzmat codziennego życia i osobiste dylematy". Ta niecodzienna publikacja, w której popularnonaukowa analiza środowiska twórczego Kanady splata się z losami fikcyjnych bohaterów, Antka, Agaty, Moniki i Pawła, zainspirowała mnie do przeprowadzenia wywiadu z jej Autorką.


Joanna Lustanski: Jak narodził się pomysł napisania tej książki?


Jadwiga Kaczmarzyk-Byszewska: Był to przypadek. Pomysł nie był mój, ale byłego konsula do spraw Polonii, Andrzeja Krężela. Byłam właśnie w Konsulacie, żeby zajrzeć do teczek o polonijnych wydarzeniach w Toronto, i skomentowałam, że sama zebrałam już więcej informacji o polskich artystach działających w Kanadzie, niż Konsulat ma w teczkach. "Masz teraz czas, to możesz uzupełnić, albo lepiej – napisz o tych ludziach" – usłyszałam w odpowiedzi. Wytrącił mi z ręki najlepszy argument, bo właśnie wtedy przestałam pisywać do "Gazety". Zadzwonił tego samego dnia: "Wiem, że myślałaś nad propozycją. Kiedy zaczynasz? Ze strony Konsulatu postaramy się jakoś pomóc, ale robota na twojej głowie. Nie będę tu wiecznie, a chciałbym się też czegoś dowiedzieć".


JL: A do kogo jest skierowana ta książka? Polaków? Imigrantów? Kanadyjczyków polskiego pochodzenia?


JKB: Chyba do wszystkich wymienionych, chociaż do Kanadyjczyków polskiego pochodzenia najmniej. Oni w zasadzie nie znają polskiego na tyle, aby czytać. Dla nich miała być angielska część publikacji ale... ze względów ekonomiczno-czasowych książka ukazała się jak na razie tylko po polsku. Angielska wersja jest w trakcie pisania.


JL: Jak wyglądała praca nad książką? Skąd czerpała Pani materiały?


JKB: Bardzo trudne pytanie. Materiały zbierałam – też przez przypadek – od przeszło 20 lat. Na spotkaniu slawistów, chyba w 1983, dowiedziałam się, że Ukraińcy chcą przygotować słownik artystów słowiańskich w Kanadzie, ale nie mają nikogo, kto zajmie się Polakami. Pomysł po czasie upadł, ale ja już miałam założone koperty, do których wkładałam, przypadkowo i celowo, zbierane informacje. Powoli zrozumiałam, że we dwójkę z mężem, i do tego bez funduszów (choćby na korzystanie z archiwów, robienie kopii itp.), nie damy sobie rady. Dotarło do nas, że musimy mieć za sobą organizację, najlepiej niedochodową, charytatywną – i tak w 1986 zostało zarejestrowane ECHO, któremu Kanada przyznała status Instytutu Badawczego. Postanowiłam spojrzeć na całość nie oczyma polonijnych Polaków, a oczyma Kanadyjczyków – co oni wiedzą o Polakach, i czy wiedzą cokolwiek, i jak nas oceniają. I tak właściwie głównym źródłem materiałów stały się angielskie publikacje oraz archiwa. Każda drobna notatka była dla mnie odkryciem. Samo pisanie książki nie byłoby jednak możliwe bez wsparcia Ewy Chwojko-Srawley, która, spędzając godziny przy komputerze, zasypywała mnie informacjami. Bez jej pomocy i dyskusji prawdopodobnie jeszcze bym długo pisała.


JL: Czy spotykała się Pani z bohaterami swojej książki? Czy wiedzieli, że Pani o nich pisze? Jak reagowali?


JKB: Oczywiście wielu z nich znałam, wliczając Krystynę Sadowską – to ona mnie uczyła tkactwa artystycznego i wprowadzała w kulisy Polonii; Mary Schneider, którą, razem z Janiną Stensson, odwiedzałam w domu spokojnej starości. Z artystami jak Jerzy Kołacz (jeden z dyrektorów naszego ECHO) prowadziłam długie dyskusje, w tym również o pisanej książce, gdyż on był jedną z niewielu "wtajemniczonych" osób. Innych, jak Reinharda Skorackiego, Janusza Malinowskiego czy Ewę Stachniak znam z kontaktów osobistych i oczywiście z ich twórczości – ale mało kto z nich wiedział, że chcę ich "opisać".


JL: Jest Pani skromną osobą, dość trudno zdobyć informacje o Pani, a dokonania Pani są imponujące. Nawet tak przepastne źródło informacji jak Internet nie za wiele miejsca Pani poświęca. Jak to się stało, że zdecydowała się Pani "ujawnić", pisząc tę książkę?


JKB: Temat wymagał "otwartego nadstawiania głowy", a nie tylko części nazwiska czy pseudonimu. W zasadzie ci, którzy znają nas w Toronto, znają jako Byszewskich, nie wiedząc, że jest to tylko część nazwiska, zarówno mojego męża, jak i mojego. Postanowiłam z tym skończyć i powrócić do "korzeni".


JL: Główny bohater to Antek, który dojrzewa na kartach książki. Poszukuje swojej przynależności narodowej: z nieświadomego swojej etnicznej historii (nie chcącego jej zaakceptować?) staje się Polakiem-Kanadyjczykiem dumnym ze swojego pochodzenia. Jak scharakteryzowałaby Pani tę postać?


JKB: Antek to zlepek tego, co obserwowałam tutaj wśród ludzi, chociaż jest to chyba najbliższa mi postać. Moje są jego przemyślenia i reakcje na sytuacje, ale wtórują mu w tym pozostałe osoby: Paweł przedstawia moje zderzenia z rzeczywistością, Monika moje załamania, a Agata... chyba samozaparcie. Najbliższy mi jednak, i to niezaprzeczalnie, jest Antek, ponieważ dzięki niemu ta książka nabrała życia i nie jest tylko zbiorem suchych informacji, a ja, poprzez niego, uzyskałam niezbędny dystans do tego, co napisałam.


JL: Książka napisana jest techniką spirali, to znaczy, że powraca Pani kilkakrotnie do tego samego zagadnienia – ale w innym wątku, i przedstawia go coraz to z innej perspektywy: raz od strony czysto faktograficznej, raz w postaci fabularnej. Co daje taka technika?


JKB: Spirala jest jak przemyślenia każdego z nas. Zaczynamy od jednego tematu, ale myśli same biegną w odmiennym kierunku. Powracamy więc do pierwotnego problemu i odnajdujemy inne aspekty tych samych przemyśleń, więc powracamy ponownie do podjętego tematu i analizujemy go z jeszcze odmiennego punktu widzenia. Raptem odkrywamy, że ta wielokrotność ma swoje pozytywne cechy – za każdym razem widzimy inną stronę zagadnienia. Technika spirali pozwala na taką wielostronność, w chwili gdy proste opisanie "wszystkiego" byłoby nudne.


JL: Jest Pani członkiem Stowarzyszenia Artystów Kanadyjskich. Jak Pani ocenia sytuację artysty w Kanadzie?


JKB: Zdecydowanie lepsza niż przed laty, ale daleko jeszcze do tego, co znamy z Europy, więc trudno się do tego przyzwyczaić. Artysta tutaj to nadal nie zawód czy powołanie, ale bardziej hobby – jeśli ktoś ma zbyt dużo czasu, to może sobie tworzyć. A żyć z czego? – i tu najczęściej spojrzą na pytającego jak na wariata – chyba nie ma na myśli, że wyżyje z tego, co tworzy? Kanada ma przed sobą jeszcze bardzo długą drogę legislacyjno-świadomościową.


JL: Jakie są szanse na sprecyzowanie statusu artysty w świetle prawa?


JKB: Przestałam wierzyć, że kiedyś się skończą dyskusje na ten temat. Rozmowy trwają przez cały czas, jak jestem w Kanadzie. Cierpliwy parlament wysłuchuje już którejś tam wersji i nadal odsyła do korekty. Jedne prowincje aprobują jedne fragmenty, a drugie – inne. Dopóki nie będzie ujednolicenia opinii na temat, do czego artysta ma prawo, a do czego nie – nadal wszystko pozostanie w sferze czytania i dyskusji.
JL: Wróćmy jeszcze do rozmowy o książce… Czego Pani się nauczyła o sobie, pisząc tę książkę?


JKB: Na to pytanie nie umiem odpowiedzieć... chyba jednak udowodniłam i sobie i innym, że to można zrobić, ale wiem też, że temat nie został wyczerpany. To tylko fragment, który pozostawia innym możliwość dalszej realizacji.


JL: Czy ta książka jakoś Panią zmieniła? Czy zmieniła Pani spojrzenie na wkład Polaków w rozwój Kanady?


JKB: Czy mnie zmieniła? Chyba nie. Nadal jestem uparta, bo taka się urodziłam, ale mówiąc szczerze, sama byłam zaskoczona liczbą osób, o których mało kto jeszcze pamięta, a inni mogą równie szybko popaść w zapomnienie. A jeśli mówimy o rozwoju Kanady, to Polacy zrobili bardzo, bardzo wiele i często nam samym trzeba o tym przypominać.


JL: Ano właśnie. Czy sądzi Pani, że przesłanie tej książki zostanie właściwie odczytane? Że ludzie nie spłycą lektury do kolejnej okazji roztrząsania sporów wewnątrzpolonijnych?


JKB: Chciałabym być pozytywnie rozczarowana, ale nie mam złudzeń. Przygotowana jestem na zarzuty, na które jest tylko jedna odpowiedź: coś jednak zostało zrobione, dyskusje niech się toczą, a przede mną i grupą życzliwych mi osób pozostaje do realizacji wersja angielska.


JL: Na koniec chciałabym prosić Panią o refleksję… Jak, Pani zdaniem, można "ocalić od zapomnienia" dorobek polskich artystów? Co – oprócz książki – można i należałoby robić, by następne pokolenia polskich imigrantów i Kanadyjczycy mieli świadomość, że kształt kultury kanadyjskiej to również zasługa polskich imigrantów i Kanadyjczyków polskiego pochodzenia?


JKB: Jest to ostatni moment, aby "ocalić od zapomnienia", ponieważ Kanada, chociaż i tak nigdy się zbytnio nie interesowała artystami, ma teraz inne priorytety – zajmuje ją zagadnienie "person of colour" definiowane jako "persons, other than Aboriginal peoples, who are non-Caucasian in race or non-white in colour". Ta definicja propagowana jest przez rząd kanadyjski i wspierana przez CARFAC – czyli Stowarzyszenie Artystów Kanadyjskich. Zupełnie zapomina się, że "persons of colour" przybywają tu już "na gotowe" i dlatego uważam, że wkład właśnie tych, którzy działali tu przed nimi, nie powinien być zapomniany. A jak temu dopomóc? Ułatwić, aby książka angielska powstała i trafiła nie tylko do Polaków w Kanadzie. To ich dzieci powinny ją poznać, a one czytają po angielsku, ich koledzy również. Dlatego jestem przekonana, że wersja angielska jest konieczna, aby "ocalić od zapomnienia". I nad tym będziemy pracować przez następne długie miesiące.


JL: I tego właśnie Pani życzę, żeby wydanie angielskie książki jak najszybciej trafiło na półki księgarskie i znalazło swoich zagorzałych czytelników. Dziękuję serdecznie za rozmowę.


Rozmawiała Joanna Lustanski


Książka "Gościńcami Kanady na tropach polskiej kultury" jest do nabycia w księgarni Pegaz. Zamówienia telefoniczne przyjmuje również ECHO-RI, tel. 416-540-ECHO (3246).

piątek, 14 wrzesień 2012 14:18

Przegląd kulturalny: książki polecane

Napisane przez

Bezpieka w Warszawie 1944–1954
ub okladkaNakładem warszawskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej ukazała się praca Elżbiety Kowalczyk i Katarzyny Pawlickiej "Działalność Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego na m.st. Warszawę (1944–1954)". Na 656 stronach czytelnicy znajdą opis działań bezpieki w pierwszej dekadzie po II wojnie światowej i setki dokumentów wytworzonych przez aparat terroru (dokumenty stanowią 2/3 publikacji).
Pracę rozpoczyna rys historyczny ukazujący powołanie podczas wojny przez Sowietów chcących mieć polskojęzyczne kadry do okupowania terenów Polski po wyparciu Niemców polskojęzycznego komunistycznego aparatu terroru. Na kartach "Działalność Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego na m.st. Warszawę (1944–1954)" ukazane zostały kolejne formy polskojęzycznego komunistycznego aparatu terroru i komunistycznej administracji, główni uczestnicy komunistycznego zbrodniczego organu.


W wyniku wojny ludność Warszawy zmalała z 1.300.000 do 400.000. W trakcie walk powstańczych zginęło 150.000 cywilów i 16.000 powstańców. Po powstaniu Niemcy wyburzyli 65 proc. (84 proc. lewobrzeżnej) Warszawy. Już podczas Powstania Warszawskiego na Pradze Sowieci wyłapywali polskich patriotów. Część z nich była mordowana, wszyscy więzieni i torturowani. W praskich budynkach działały katownie bezpieki i Sowietów. Polaków wyłapywały sowieckie i polskojęzyczne grupy operacyjne. Terrorowi politycznemu towarzyszył ze strony Sowietów i bezpieki terror kryminalny. Warszawiaków komuniści okradali i wypędzali z mieszkań. Czerwonoarmiejcy, którzy zajmowali Warszawę, dokonywali masowo kradzieży, mordów i gwałtów. Byli całkowicie bezkarni. W swej książce autorki dokładnie opisują strukturę i kadry bezpieki, zmiany organizacji i zadania poszczególnych wydziałów aparatu terroru, życiorysy komunistycznych oprawców (niezwykle często lumpenproletariuszy, kryminalistów i prymitywów).


Bezpieka swoje działania skupiała na eksterminacji polskich patriotów - żołnierzy AK, NSZ i NZW-NOW. Walce z młodzieżowymi organizacjami antykomunistycznymi, legalnie działającym PSL i niepodległościowcami w PPS. Fałszowaniu wyników referendum i wyborów. Infiltracji środowisk robotniczych. Wszelkie działania bezpieki zostały przez autorki książki bardzo dokładnie opisane.
Komuniści szczególnie zaciekle walczyli z Kościołem katolickim. Inwigilowali katolików (duchownych i świeckich). Prześladowali: więzieniem, aresztowaniami, przeszukaniami, profanowaniem kościołów, podpalaniem budynków kościelnych, inspirowaniem konfliktów między duchownymi (tworzeniem środowiska księży patriotów pozostającego w konflikcie z Episkopatem), inwigilacją, cenzurą, zakazem budowy mieszkań, rekwizycjami. Komuniści w ramach walki z Kościołem: uwięzili prymasa Wyszyńskiego, konfiskowali zakazane książki z bibliotek parafialnych, zwalczali katechizację, konfiskowali należące do parafii filmy i projektory filmowe, w trakcie nieustannych przeszukiwań budynków kościelnych konfiskowali przedwojenne gazety i książki, zakazali duchownym i zakonnicom pracy w szpitalach, upaństwowili bursy i internaty katolickie, prześladowali organizacje katolickie.


Praca Elżbiety Kowalczyk i Katarzyny Pawlickiej zawiera gigantyczna ilość przypisów, ilustracje, bogatą bibliografie. W części zawierającej dokumenty znalazły się raporty UB opisujące pracę aparatu terroru, charakterystyki funkcjonariuszy. Informacje o sytuacji gospodarczej, niepokojach i nastrojach społecznych. Raporty z inwigilacji: Żydów, PSL, PPS, Stronnictwa Pracy, byłych żołnierzy AK, Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, UPA, antykomunistycznych formacji rosyjskich i białoruskich, harcerzy, seminarzystów, duchownych, zakonników, prymasa, katolickich instytucji socjalnych, internatów katolickich, miejsc katechizacji, duszpasterstwa i organizacji katolickich. UB zbierało też informacje o działaniach AK podczas II wojny światowej. Inwigilowało: polskich narodowców, rosyjskich antykomunistów, syjonistów. Zajmowało się też ochroną kontrwywiadowczą zakładów pracy.

Egzorcysta – miesięcznik nr 1
egzorNakładem wydawnictwa Polwen ukazał się pierwszy numer miesięcznika "Egzorcysta". W radzie programowej znalazł się czołowy polski demonolog ksiądz doktor habilitowany Aleksander Posacki, warszawski egzorcysta ksiądz Andrzej Grefkowicz i były redaktor Frondy Grzegorz Górny. Celem miesięcznika jest uświadamianie zagrożenia, jakim jest okultyzm. Czasopismo wydawane jest w formacie A4, na kredowym papierze i liczy ponad 60 stron. Pismo bardziej jest adresowane do czytelników lubiących charyzmatyczne świadectwa i rozważania filozoficzne, niż do czytelników poszukujących encyklopedycznej wiedzy o współczesnym okultyzmie.
Pierwszy artykuł przybliża czytelnikom zagrożenia, jakie może ze sobą nieść muzyka (jawnie demoniczną treść, wprowadzenie w autodestrukcyjne lub agresywne nastroje, przenikniętą złem tożsamość twórcy).


Warszawski egzorcysta ksiądz Andrzej Grefkowicz (i opiekun koordynatorów charyzmatycznej Odnowy w Duchu Świętym praktykującej modlitwy o uwolnienie osób opętanych) w swoim wywiadzie dla miesięcznika przestrzegał przed świeckimi "egzorcystami", którzy są marionetkami demonów. Egzorcystą może być tylko kapłan wyznaczony przez biskupa. Celem demona, zdaniem egzorcysty, jest "zawładnięcie człowiekiem, dokuczenie mu (od dręczeń po koszmarne doświadczenia), niszczenie, doprowadzenie do sytuacji potępienia". Przyczyną opętań jest bardzo często łamanie pierwszego przykazania poprzez korzystanie z wróżbiarstwa i bioenergoterapii. Ksiądz Andrzej Grefkowicz przestrzegał przed prowadzeniem rozmów z demonami. Innym tematem rozmowy z warszawskim egzorcystą były charyzmatyczne zaśnięcia w Duchu Świętym.
Trzeci artykuł w pierwszym numerze "Egzorcysty" poświęcony był doświadczeniom amerykańskiego egzorcysty "w Kościele doby Soboru Watykańskiego", w którym "niechętnie mówiono o rzeczywistości opętań, demonów, piekła, cudów, egzorcyzmów". Artykuł czwarty był świadectwem polskiego księdza pracującego w Watykanie z jego zetknięcia z demonami we Włoszech opanowanych praktykami okultystycznymi.
Dwa kolejne artykuły, w stylu charyzmatycznych świadectw, opowiadają o zetknięciu z aniołem, i z duszą potępioną (szczególnie niepokojący jest przypadek listu od duszy potępionej, która przekazała znajomej zakonnicy list z zaświatów – co się kojarzy z neospirytystyczną praktyką pisma automatycznego).


Siódmy artykuł opisuje proroctwa o trzech dniach mroku poprzedzających koniec świata. Ósmy objawienia maryjne z Ekwadoru. W dziewiątym Grzegorz Górny opisał demona południa odpowiadającego za stan obojętności, osłabienia duszy, zmęczenia, zniechęcania, znużenia i melancholii. Dziesiąty i jedenasty artykuł świadectw syndromu poaborcyjnego. Dwunasty przybliża refleksje o new age. Kolejne trzy notki są komentarzem: do nienawiści Palikota do krzyża, satanizmu Lady Gagi, okultyzmu w prasie kolorowej. Trzynasty i szesnasty zawiera rozważania teologiczne o szatanie. Czternasty filozoficzne rozważania o duchowości. Piętnasty filozoficzne rozważania nad ateizmem. Szesnasty porusza temat posoborowej patologii laicyzacji Kościoła. Siedemnasty rozważania o modlitwie. Numer kończy bardzo pozytywna recenzja ojca Posackiego o filmie "Rytuał" (i jest to najbardziej odwołujący się do wyzwań współczesności artykuł).


Jan Bodakowski
Polska

piątek, 07 wrzesień 2012 15:40

Antyżydowskie oblicze wydawnictw katolickich w II RP

Napisane przez


antyzydowskieOd wielu lat utracone dziedzictwo polskiej myśli politycznej okresu dwudziestolecia międzywojennego stara się przywrócić, wydając prace największych polskich ideologów i publikacje niezwykle reprezentatywne dla polskiego przedwojennego życia politycznego, Wydawnictwo Antyk Marcina Dybowskiego. Jedną z ostatnich publikacji jest reprint tłumaczonej z francuskiego pozycji, wydanej przez Księgarnię św. Wojciech, "Izrael. Jego przeszłość i przyszłość" autorstwa H. De Vries de Heekelingena.


O antyżydowskim charakterze publikacji katolickich w II RP wspominał w artykule "Cienie przeszłości" zamieszczonym na stronie academia.pan Grzegorz Krzywiec z Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk, pisząc: "Lata 20. pokazały jeszcze jeden element polskiego antysemityzmu: jego ścisłe związki z popularną mentalnością religijną. Ich symbolem mogą być losy poznańskiej Księgarni św. Wojciecha, jednego z głównych wydawców popularnej literatury religijnej w Polsce, a zarazem największego popularyzatora publikacji antysemickich".


Jedną z publikacji, o których wspomina Grzegorz Krzywiec, jest właśnie praca autorstwa H. De Vries de Heekelingena. Pracę tę rozpoczyna wstęp pochodzący od katolickiego wydawnictwa autorstwa Ludomira Czerniewskiego. We wstępie wydawnictwo stwierdza, że celem publikacji jest opis zjawiska Żydów bez popadania w skrajność (czy to antysemicką, czy filosemicką). W swoim wstępie wydawnictwo skupiło się na obecności Żydów w Polsce. Zdaniem wydawnictwa Żydzi powszechnie handlowali słowiańskimi niewolnikami. A od XIII wieku, Żydzi uzależnili od siebie władców Polski, i korzystając z tego, pasożytowali na Polsce i Polakach (czerpiąc zyski z lichwy, ceł, licencji na wydobycie, poboru podatków i emisji waluty). Przywileje żydowskie gwarantowali polscy władcy, żydowskim praktykom sprzeciwiał się Kościół katolicki, który w trzy lata po nadaniu jednego z pierwszych przywilejów żądał separacji Żydów i gojów, uznawał Żydów za przewrotnych i zdemoralizowanych, zabraniał Żydom korzystać z gospód i łaźni chrześcijańskich, posiadania niewolników, sług i mamek chrześcijańskich, potępiał lichwę praktykowaną przez Żydów, zabraniał przyznawania Żydom urzędów i praw pobierania danin. W kolejnych uchwałach synodalnych zabraniał handlu i relacji z Żydami. Władza świecka ignorowała żądania Kościoła i wspierała społeczność żydowską. Pokojowe usposobienie Polaków (odmienne od usposobienia zachodnich Europejczyków) miało, zdaniem katolickiego wydawnictwa, "podsunąć Żydom myśl całkowitego w przyszłości opanowania Polski". Władzę królewską w filosemityzmie wspierała szlachta. W czasach nowożytnych Polska stała się dla Żydów rajem, centrum ich społeczności, krajem, gdzie mieli zapewnioną samorządność. Dynamizm społeczności żydowskiej miał, zdaniem katolickiego wydawnictwa, doprowadzić do zagłady gospodarczej Polski, zniewolenia włościan i mieszczan, a w konsekwencji zaborów. Pod zaborami zwolennikiem tezy o destruktywnej roli Żydów był Stanisław Staszic (a po nim Jan Jeleński, wydawca tygodnika "Rola", Roman Dmowski i wielu innych), a na rzecz społeczności żydowskiej działał Wielopolski.


H. De Vries de Heekelingen w swej książce uznał, że: od tysiącleci ludzkość trapi problem żydowski, którego nie dało się rozwiązać ani prześladowaniami Żydów, ani chrzczeniem ich, ani asymilacją Żydów z tubylcami. Przyczyną problemu żydowskiego, zdaniem autora książki, miała być: obcość Żydów, dążenie Żydów do władzy nad światem i wsparcie Żydów dla destrukcyjnych ruchów rewolucyjnych (w tym i komunizmu). Zdaniem francuskiego publicysty, "antysemityzm pojawiał się u wszystkich ludów, we wszystkich wiekach, wśród wszystkich religii i cywilizacji", i wszędzie miał ten sam przebieg: pojawienie się Żydów wśród tubylców nie mających antyżydowskich uprzedzeń, nabycie przez społeczność żydowską przywilejów kosztem tubylców, pojawienie się antysemityzmu wśród dyskryminowanych i zmarginalizowanych tubylców. W swej książce autor przybliża czytelnikom zgodne ze schematem losy Żydów w: Egipcie, Palestynie, krajach Morza Śródziemnego, Cesarstwie Rzymskim, katolickiej Europie, Francji, Niemczech, Belgii, Holandii, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Szwajcarii. W swoich opisach autor obficie cytuje teksty źródłowe żydowskich autorów.
Za jedną z najważniejszych przyczyn destruktywnej roli Żydów autor "Izraela. Jego przeszłości i przyszłości" uznał Talmud (opisując jego historię i zawartość, autor stwierdził, że Talmud zawiera często schizofreniczne brednie i wyraz chorego zainteresowania patologiami życia seksualnego). Zdaniem H. De Vries de Heekelingena, Talmud: zezwala na wykorzystywanie i okradnie gojów, uznaje gojów za nie ludzi, tylko człekokształtne bydło, nakazuje ukrywanie talmudycznych nauk przed gojami (znajomość hebrajskiego wśród gojów wymusiła wydawanie przez Żydów ocenzurowanych wydań Talmudu i uczenie ukrywanych wersetów ustnie), wychowuje Żydów w nienawiści do gojów, uznaje kobiety za przedmiot służący Żydom do zaspokajania wszelkich perwersyjnych zachcianek, zawiera przepisy rytualnego oczyszczania, tak jakby Żydzi cierpieli na zaburzenia kompulsywne, wykazuje niezdrowe zainteresowanie patologiami życia seksualnego. W swej pracy francuski publicysta, cytując stwierdzenie Bernarda Lazara, że Talmud, judaizm rabiniczny, "Wyłączył Izrael ze wspólnoty narodów, uczynił z niego zdziczałego samotnika, zbuntowanego przeciw wszelkiemu prawu, wrogiego wobec wszelkiego braterstwa, zamkniętego dla każdej myśli pięknej, szlachetnej i wspaniałomyślnej, uczynił z Izraela naród nędzny i mały, zgorzkniały w odosobnieniu, ogłupiały na skutek wychowania ciasnego, zdemoralizowany i spaczony przez nie dającą się usprawiedliwić pychę". Zdaniem autora "Izraela. Jego przeszłości i przyszłości", "Talmud urobił ostatecznie mózgi żydowskie", by "nienawiść i pogarda, głoszone przez długie wieki, ustaliły się ostatecznie w umyśle żydowskim". Zdaniem H. De Vries de Heekelingena, Talmud ograniczył intelektualnie Żydów i zamknął ich w nienawiści i zabobonach, odpowiada za to, że "Żyd bezsprzecznie posiada dwie moralności, jedną dla bliźnich, to znaczy dla Żydów, inną zaś posługuje się w stosunkach z gojami". Według francuskiego publicysty, Talmud "stworzył umysłowość, która nie posiada żadnego powinowactwa z chrystianizmem, i będzie stale w sprzeczności z umysłowością chrześcijan".
Według autora "Izraela. Jego przeszłości i przyszłości", Żydzi mają skłonność do niszczenia ustroju społecznego w celu budowy nowego utopijnego ustroju. Dodatkowo widzą siebie w roli przywódców rewolucji. Zdaniem H. De Vries de Heekelingena, Żydzi odrzucają cywilizację zachodnią, bo jest ona całkowicie obca tożsamości żydowskiej (której bliski jest komunizm). Zdaniem francuskiego autora, "komunizm to nic innego, jak całkowity triumf wartości żydowskich nad wartościami chrześcijańskimi", a "wszelkimi ruchami rewolucyjnymi, począwszy od rewolucji francuskiej, kierowali Żydzi". Zdaniem autora książki, Żydzi: swoją tożsamością przesiąkli ruch socjalistyczny, zdeterminowali ideowo rewolucję francuską, personalnie angażowali się w masonerię, działalność partii socjalistycznych i liberalnych, ponoszą całkowitą odpowiedzialność za sowieckie zbrodnie (byli przewodnią siłą w ZSRS, stworzyli ideowe podstawy komunizmu, sfinansowali ruch komunistyczny i rewolucję bolszewicką w ZSRS, przeprowadzili komunistyczną rewolucję na Węgrzech, byli uprzywilejowaną klasą społeczną, podczas gdy prześladowano chrześcijan). Pisząc o dominacji Żydów w ZSRS, H. De Vries de Heekelingen przytoczył bardzo szczegółowe dane.
Według autora "Izraela. Jego przeszłości i przyszłości", Żydzi w dążeniach do władzy nad światem posługują się: demoralizowaniem gojów oraz niszczeniem chrześcijaństwa (tak bardzo nienawidzą Jezusa i jego wyznawców), gospodarki wolnorynkowej (komunizm daje im możliwość kontroli całej upaństwowionej własności), państw narodowych, więzi narodowych, wprowadzaniem w życie globalnej władzy światowej (za pośrednictwem globalizacji i masonerii). Zdaniem H. De Vries de Heekelingena, "Żyd uwziął się na naszą religię, naszą cywilizację, owoce naszego trudu i na naszą wolność. Musimy więc my, chrześcijanie i Ariowie, bronić się. Zdaniem francuskiego publicysty, Żydzi, by zdobywać kontrolę nad gojami, gotowi są udawać nawrócenia i asymilację z tubylcami (udawać, bo pozostają w swojej totalitarnej i rasistowskiej mentalności wyrosłej z Talmudu, judaizmu, ustroju kahalnego, teokracji rabinów – szczególnie widocznej wśród prymitywnych Żydów z Europy Wschodniej). Zdaniem autora książki, społeczności żydowskie domagają się zniesienia wszelkich barier w napływie Żydów, wykorzenienia chrześcijaństwa z życia publicznego, pełnej laicyzacji państwa, usunięcia z administracji gojów nielojalnych wobec Żydów, filosemickiej cenzury, uniformizacji stosunków społecznych.


Z niezwykłą i żarliwą sympatią autora "Izraela. Jego przeszłości i przyszłości" spotkała się idea syjonistyczna i syjonizm, emigracja do Palestyny, nowoczesny nacjonalizm żydowski, które uzdrowią i uszlachetnią duszę żydowską. Zdaniem H. De Vries de Heekelingena, celem syjonizmu jest utworzenie nowego państwa żydowskiego wolnego od patologii widocznych w społeczności żydowskiej. W swej książce H. De Vries de Heekelingen bardzo dokładnie opisuje organizacje syjonistyczne, historię zasiedlania Palestyny, żydowskie ugrupowania w Palestynie, kibuce. Francuski publicysta cnotliwość syjonistów sławi, przywołując obraz Arabów - leni, którzy z Palestyny urządzili nieurodzajną pustynię (i których z nędzy wyciąga przyjazna ręka syjonistycznego osadnika). Według autora książki, syjoniści odrodzili Palestynę, odnieśli ogromne sukcesy w palestyńskim rolnictwie, palestyńskim uprzemysłowieniu i modernizacji. Francuski publicysta domagał się oddania pod żydowską kolonizację Palestyny, Jordanii, Syrii i Iraku.


Jan Bodakowski
Polska

poniedziałek, 03 wrzesień 2012 08:06

Podstawowa tradycja Wielkiej Polski i ideały sarmackie

Napisane przez

Kółka samokształceniowe - c.d. Tajnych Kompletów
Zdecydowanie polecic mozna piekny wykład ks. prałata Romana Kneblewskiego, proboszcza parafii NSPJ w Bydgoszczy, na XXII niedzielę zwykłą - 2 września A.D. 2012, dotyczacy podstawowej tradycji Wielkiej Polski i ideałów sarmackich, zobacz



Tematy
- Tydzień Sarmacki 7-13 września w naszym kościele
- Po co komu Sarmacja?
- O wielkości dawnych Sarmatów
- Konieczność odkrywania na nowo wspaniałych kart naszej historii

sobota, 01 wrzesień 2012 20:05

Partia Republikańska żegna się z Ronem Paulem

Napisane przez

sobota, 01 wrzesień 2012 08:41

Grzegorz Braun - Zamach stanu, jedyne rozwiązanie

Napisane przez

Tajne komplety mają zaszczyt gościć Pana Grzegorza Brauna, który przedstawi Państwu, dlaczego byt Panstwa Polskiego stoi pod znakiem zapytania i dlaczego Państwo Polskie nie może być odzyskane i zabezpieczone żadnym aktem demokratycznym.

 

piątek, 31 sierpień 2012 14:24

Poradnik dla katolików dyskutujących z antyklerykałami

Napisane przez

Poradnik dla katolików dyskutujących z antyklerykałami
katolicki-pomocnik-towarzyski

Nakładem wydawnictwa Fronda ukazał się poradnik pomagający katolikom w prowadzeniu sporów z antyklerykałami. Czytelnicy książki Sławomira Zatwardnickiego "Katolicki Pomocnik Towarzyski czyli jak pojedynkować się z ateistą" znajdą w publikacji opis katolickiego i ateistycznego punktu widzenia na wiele zjawisk podnoszonych w dyskusjach przez wrogów katolicyzmu. A po każdym rozdziale listę lektur opisujących poruszane zagadnienie. Każdy rozdział posiada bardzo rozbudowaną argumentację filozoficzną (która wymaga od czytelnika pewnego wysiłku). Prócz argumentów filozoficznych, czytelnicy znajdą liczne argumenty z nauk ścisłych.
W publikacji znalazły się użyteczne dla katolików argumenty dotyczące kwestii wiary katolickiej: istnienia Boga, natury Osób Bożych, idei głoszonych przez teologię katolicką, historyczności Jezusa, relacji o Jezusie w piśmie starożytnych historyków, nauczania Jezusa, prawdziwości chrześcijaństwa na tle innych religii, natury Jezusa, prawdziwości zmartwychwstania, natury Ducha Świętego, natury nieba i zbawienia, monopolu katolicyzmu na zbawienie i prawdę, nieomylności papieża, dogmatów, potrzeby praktyk religijnych, wartości Mszy Świętej, wagi tradycji katolickiej, wyższości katolicyzmu nad herezjami.
Innymi tematami poruszonymi w publikacji są kwestie religii jako zjawiska społecznego: natury wiary, naturalnych potrzeb religijnych ludzi, relacji wiary i rozumu, wiary i nauki, historii Kościoła, postulatów ograniczania wiary do sfery prywatnej, roli religii w życiu społecznym, rzekomej odpowiedzialności religii za wojny, różnic między religiami, praktyce zrównywania katolicyzmu z innymi religiami.
Czytelnicy w poradniku znajdą też informacje o przeciwniku i jego matrycy ideowej: naturze zła i demonów, naturze piekła i potępienia, braku potrzeb religijnych u niektórych ludzi, New Age, krytyce zinstytucjonalizowanej wiary, kłamstwach antyklerykałów na temat historii Kościoła, ateistycznej krytyki Biblii, naturze ateizmu i ateistów, filozofii materialistycznej, dogmatach ateizmu, nauczaniu proroków bezbożnictwa.
Autor publikacji nie zapomniał też o omówieniu tematów obecnych w debacie publicznej: ewolucjonizmu i kreacjonizmu, inkwizycji, antykoncepcji, naturalnej regulacji poczęć, in vitro, aborcji, eutanazji, homoseksualizmu, polityki, socjalizmu, kapitalizmu, katolickiej nauki społecznej, relatywizmu, postmodernizmu.


Czekoladowe desery na 30 różnych sposobów
Staraniem wydawnictwa Jedność ukazało się tłumaczenie włoskiej książki kucharskiej "Czekoladowe słodkości", w której można znaleźć prawie 30 różnych przepisów na czekoladowe desery. Publikacja wydana jest w bardzo efektownej szacie graficznej. Albumowe wydanie na kredowym papierze zawiera liczne fotografie deserów.
We wstępie do przepisów można znaleźć niezwykle interesujące informacje o gatunkach kakao, z których produkowane są różne rodzaje czekolady, składnikach czekoladowych deserów i ich właściwościach (miazdze kakaowej, maśle kakaowym, proszku kakaowym, czekoladzie, czekoladzie do topienia, czekoladzie łatwo topiącej się, czekoladzie gorzkiej, mlecznej, białej, czekoladzie gianduia z mąki orzechowej, kakao gorzkim lub słodkim).
W dalszej części wstępu autorzy opisali metody postępowania z czekoladą. Czytelnikom zostały przybliżone sposoby topienia czekolady, oblewania nią deserów, schładzania deserów, robienia kremów z czekolady (i śmietany, masła, orzechów), dekorowania czekoladą, przygotowania polewy do owoców, robienia domowej czekolady.
W części zawierającej przepisy każdy z nich zawiera ilustrację deseru, informacje o stopniu trudności i czasie przygotowania, składniki, opis przygotowania potrawy. Wśród opisanych czekoladowych słodkości znalazły się: mrożone, podawane na ciepło i w temperaturze pokojowej desery z czekoladą, herbatniki czekoladowe, regionalne francuskie, amerykańskie, angielskie i włoskie desery czekoladowe, budynie czekoladowe, czereśnie w czekoladzie, naleśniki z musem czekoladowym, czekoladowa kremówka, mus z białej i gorzkiej czekolady, pralinki, torty czekoladowe.
By zachęcić do zakupu "Czekoladowych słodkości", wydawca umożliwia zapoznanie się z kilkudziesięcioma stronami publikacji na jego stronie internetowej.
Jan Bodakowski