Goniec

Switch to desktop Register Login

Goniec Poleca

piątek, 29 wrzesień 2017 08:00

Ksiądz Profesor Guz w Mississaudze

Napisał

 

  Przy pełnej sali odbywały się w miniony weekend spotkania z ks. prof. Tadeuszem Guzem, filozofem znanym z Radia Maryja i „Naszego Dziennika” wykładowcą KUL. 

        W sali parafialnej kościoła św. Maksymiliana Kolbego odbyły się dwa wykłady, jeden na temat Miłosierdzia Bożego w myśli błogosławionego ks. Michała Sopoćki, drugi zaś o tym, dokąd zmierza naród polski po przemianach 1989 roku i tragedii smoleńskiej. Prelegenta powitał i przedstawił proboszcz Janusz Błażejak. Po godzinnym wykładzie obecni na sali mogli zadawać pytania.

        W swym sobotnim drugim wystąpieniu ks. prof. Guz przedstawił wizję teologii narodu, dowodząc, że narody pochodzą od Pana Boga; Bóg nie stwarza nas byle jakimi i nijakimi, lecz w narodzie i rodzinie, przez które uczestniczymy w Boskim planie Stworzenia.

        Przedstawiamy Państwu garść wypowiedzi Szanownego Prelegenta.

  – Żeby zrozumieć ten przedział historii, który nam został przez Boga darowany od 1989 roku, zawsze warto powrócić do tych najpierwotniejszych rzeczy, gdzie jest ostateczna kolebka narodu polskiego;  każdego narodu ziemi. Otóż, każdy naród jest wieczną myślą boskiego intelektu Stwórcy, czyli myśl o każdym narodzie, także polskim, nie ma początku i kresu.

        – Naród polski nie znajduje się przypadkowo we wszechświecie wśród wszystkich stworzeń, które stanowią kosmos, lecz jest dokładnie i precyzyjnie wpisany w wieczny, doskonały plan stworzenia. 

        Ksiądz profesor mówił między innymi o różnicach między koncepcją narodu w socjalizmie nazistowskim i koncepcją narodu w ideologii komunistycznej, wykazał, czym różnią się one od chrześcijańskiej koncepcji, a to po to, aby wskazać, że ataki prowadzone na  narody sprowadzają naród do tych zideologizowanych koncepcji.

        – Bóg, stwarzając każdego do życia, powoływał we wspólnocie narodu, dlatego ta kategoria należy do porządku stworzenia, jest fundamentalną kategorią stworzenia. 

        Ksiądz profesor Guz wskazał również na ideologię, z którą jesteśmy w sposób największy konfrontowani dzisiaj, jest to ideologia neomarksizmu liberalnego, czyli Nowej Lewicy.

         O co chodzi w ideologii Nowej Lewicy? Horkheimerowi, Adorno, braciom Marcuse chodzi o to, że oni poddali krytyce nazizm hitlerowski, który dąży do zachowania, wprawdzie w ideologiczny sposób, pojęcia narodu. Również Marks z Engelsem potrzebowali w ewolucyjnym rozwoju Kosmosu w kierunku społeczeństwa komunistycznego jako najdoskonalszej postaci materii, jeszcze kategorii narodów. I to był ich grzech pierworodny liberalizmu i kapitalizmu, według Nowej Lewicy, dla której nie może być nawet śladowych obecności narodów. Dlaczego? Dlatego, że nawet śladowa obecność pojęcia narodów wskazuje na ich ostatecznego metafizycznego architekta, czyli na Boga.

        Tak więc najlepiej się uczyć wielkich praw, studiując ich negację w najtragiczniejszych systemach ideologicznych.

        Ksiądz Guz podkreślił również, że to idea narodowa pozwala obdarzać szacunkiem wszystkie inne narody i je rozumieć; mówił, że jest to doświadczenie jego dzieciństwa wychowania w prostej roztoczańskiej rodzinie... 

        – Dlatego rozumiemy, że upomnienie się o własny naród, że bijemy się za „wolność naszą i waszą”, dlatego że wpojono nam iż nasz naród i wszystkie narody ziemi to są dzieła stwórcze Boskiego Kreatora.

        Dlatego jeżeli mówimy o Polsce po 89 roku, to zmaga się ona do chwili obecnej z tymi wyzwaniami. Musimy dzisiaj z całą świadomością ocalić pozycję narodu polskiego i innych narodów, żeby ocalić poprzez to także obecność Boga Kreatora we wszechświecie. 

        I w tym upatrywał także w Polsce po 89 roku najważniejszych misji; żebyśmy „zanieśli wszystkie narody ziemi do Boga”. Dlatego  rozmawiając z każdym sąsiadem i sąsiadką, głoście tę prawdą i brońcie tej prawdy przed bardzo silnymi trendami ideologicznymi, które pragną dokonać na nią zamachu.

(...)

        – My, Polacy, powinniśmy bardzo dostojnie, ale i zdecydowanie trwać w obronie kategorii swojego narodu i wszystkich narodów ziemi. 

        Trzeba te bytowości obronić, a kiedy będziemy mieć bardzo silną pozycję jako naród Polski? 

        Kiedy będziemy bardzo silni Bogiem Kreatorem. 

        Tutaj trzeba powiedzieć, że Polska dzisiaj, Polska naszych dni, staje przed gigantyczną misją i szansą dla całej ludzkości. Jeżeli nam się uda, jeżeli ktoś nam nie przeszkodzi, żeby Polska wraz z Polonią, zbudowały wspaniałą cywilizację stworzenia, narodów ziemi jako stworzenia Bożego, to moglibyśmy stanowić państwo i naród i społeczeństwo wzorcowe. 

        Bo proszę mi wierzyć, nie jest problemem, że usiłuje się w pewne części świata wprowadzić różne narodowości, problemem są mechanizmy manipulacyjne stojące u podnóża tych procesów,  że chce się przy pomocy pewnych ideologicznych zabiegów, które można bardzo łatwo przeanalizować i odkryć, jak działają, że usiłuje się doprowadzić najpierw do spotkania kultur, żeby je zderzyć ze sobą, żeby doprowadzić do konfliktu, który z natury rzeczy nie ma miejsca, bo my możemy się z narodami arabskimi różnić religią, ale to jest różnica drugorzędna. 

        Dlaczego? 

        Dlatego że na płaszczyźnie natury możemy się ze światem arabskim spotkać. Są tego różnorodne przykłady. Także jedna z moich kuzynek, która już pochowała swojego męża Araba z Algierii, jest tego świetnym przykładem, że mogła przeżyć swoje życie małżeńskie i rodzinne we wzorowym pokoju, żyjąc w Polsce ze swoim arabskim mężem, i żyjąc z nim w Europie, i żyjąc w Algierii w samym arabskim świecie. Nigdy od swojego męża Araba nie doznała krzywdy. 

        Co to proszę państwa oznacza? Że można z pomocą naszej kultury katolickiego chrześcijaństwa doprowadzić do spotkania narodów katolickich i chrześcijańskich z niekatolickimi, respektując podstawowe zasady współżycia międzyludzkiego. 

        Ale wiemy, że z tym jest problem, że dzisiaj instrumentalizuje się świat arabski, po to żeby osłabić wciąż mocną kulturę chrześcijańską, opartą na narodach Europy, chce się w tych zabiegach wprowadzania niezidentyfikowanych przedstawicieli świata arabskiego w Unii Europejskiej doprowadzić do zderzenia narodów, do konfliktu narodów. Ten konflikt jest zaprogramowany. I dlatego chylę czoła przed mądrością naszego polskiego rządu w tej materii.  Bo wiecie, że Kościoły i episkopaty w krajach arabskich błagają o pomoc, ale tam na miejscu. Dlatego uważam, że powinniśmy nasz polski rząd w tej sprawie bardzo wspierać, żeby nie ulec żadnym procesom manipulacyjnym, które mają w dalszym ciągu relatywizować pojęcie Boga Kreatora i pojęcie Narodu jako nietykalnej kategorii. (...)

        Naród ma wielką przyszłość, kiedy jest narodem Ducha, kiedy jest narodem pielęgnującym wielką postać rozumu. Tylko naród uduchowiony, który jest wyedukowany, a prawdziwa edukacja dotyczy wprowadzenia narodu jako istoty rozumowej, żeby myśleć według zasady tożsamości. 

        W tej duchowości narodu naród powinien operować zasadami. A co to znaczy zasada? 

        Zasada to jest taka norma, która dotyczy wszystkiego, czyli jeżeli powiem, że myślimy według zasady tożsamości, to znaczy, że zawsze i wszędzie pytanie o tożsamość powinno być wyartykułowane, gdy sam człowiek siebie pyta, kim jestem? Dlatego proszę zobaczyć, jak się systemowo niszczy dzisiaj duchowość ludzką, nie mówiąc o duchowości narodu.

        Dzisiaj te wspomniane systemy ideologiczne i jeszcze inne uszczegółowione, bo genderyzm to jest tylko uszczegółowiony neomarksizm, czy ekologizm, czy inne kwestie, to one są tylko uszczegółowieniami tego głównego nurtu ideologicznego, którym jest Nowa Lewica, czyli neokomunistów, który ma ambicje totalne i chce wszystkie kontynenty podporządkować swoim ideologicznym kategoriom.

        Dlatego Polska będzie wielka i każdy naród będzie wielki, jeśli ocali w swoim rozumie zasadę tożsamości; że jestem tym właśnie człowiekiem i żadnym innym; że jestem człowiekiem, a nie zwierzęciem. 

        Tylko wtedy ocalimy nasz naród, kiedy ocalimy prawy rozum. A wiemy, że mnóstwo narodów wymarło, bo pozwoliły sobie zabrać prawy rozum. Naród, który w swoim rozumie będzie mocny Bogiem, przynależy do światłości narodów globu, dlatego bądźmy narodem w dosłownym tego słowa znaczeniu, rozumowym, narodem Bożym. 

        I proszę zauważyć, że o wolności i niepodległości narodów i państw można dopiero wtedy mówić, gdy ocali się duchowe rozumienie narodu jako wspólnoty osób wolnych. (...)

        – Bo wolność jest warunkiem miłości,  dlatego proszę zauważyć, że myśmy zawierali umowy z innymi narodami, na przykład z Litwą, które były umowami rodzinnymi, bo myśmy jako rodzina polska zawierali umowę z rodziną litewską.

        Bo my rozumiemy, że Polska jest narodem o duchowości wolnej, ukierunkowanej na miłość Boga i człowieka.

Notował A.K.

„Są czasy, kiedy wzniosłość duszy jest prawdziwym kalectwem; nikt jej nie rozumie; uchodzi za rodzaj ograniczenia umysłowego, za przesąd, za niemądry nawyk wychowania, za kaprys, dziwactwo przeszkadzające w ocenach; głupota czcigodna może, ale i bezsensowna niewola. Co może być dobrego w ślepocie, w oddaleniu się od stulecia, od ruchu idei, przemiany obyczajów, postępu  społecznego? Czy nie jest żałosną pomyłką przydawanie wydarzeniom znaczeń, których one nie maja? Zamknięty w swoich ciasnych zasadach, mając umysł równie ograniczony jak sąd, jesteś niczym człowiek, który ze swojej oficyny widzi tylko podwórko i nic nie wie o tym, co się dzieje na ulicy i co tam słychać. Oto do czego doprowadza odrobina niezależności, w przeciętnych ludziach budząca litość ; co do ludzi wybitnych, o dużym sercu i wyniosłym spojrzeniu, oculos sublimes, ich miłosierna wzgarda przebacza ci, ponieważ widzą, że nie możesz zrozumieć…”

Chateaubriand: „Pamiętniki zza grobu.”

Władza warszawska wraz ze wszystkim tzw. elitami, niezależnie od korzeni politycznych, stosuje wokół tematu roszczeń żydowskich wysuwanych wobec Polin albo zmowę milczenia, albo jakąś formę politrukowej doktryny rodem z amerykańskiej armii p.t.  „Don’t ask, don’t  tell”. Nie pytajcie lepiej,  a  to nie będzie nas zmuszało do zajęcia stanowiska, jasnego określenia się. Rządzący nami albo rżną głupa – na zasadzie: „udajemy, że my nie wiemy, że wy wiecie, że my wiemy”- zostawmy to zatem –myślą rządzący -  w takiej wygodnej dla nas wszystkich niedopowiedzianej formie, która temat roszczeń poniekąd unieważnia, siłą rzeczy spychając go w obszar chorych wydumanych teorii spiskowych. My – rządzący -  czynimy tak z racji strachu przed wami i z racji strachu przed tymi, którzy są silniejsi od nas i od których nasz los zależy, zatem będziemy dla waszego dobra – po co was straszyć niepotrzebnie wiszącymi nad narodem niebezpieczeństwami – utrzymywali całość w stanie śpiączki medialnej i rugowali temat roszczeń z przestrzeni publicznej dla przyzwoitych ludzi, zostawiając to marginesowemu bydłu, szurii (szurniętym, nawiedzonym, złym antysemitnikom), co ułatwia sprawę naszym sumieniom (jeśli je któryś z nas jeszcze posiada), gdyż a priori możemy wszelkie pytania traktować z góry i z pełną pogardą, a pomocne tu będą „autorytety moralne” i „liderzy opinii”, którzy już wiedzą, co mają mówić i jak się określać.

My tu bowiem, owszem, musimy zawierać jakieś dile pokątne, obiecywać coś naszym żydowskim przyjaciołom, artykułować wiążące deklaracje, ale niekoniecznie należy od razu o tym głośno mówić. Tych zaś, którzy z racji swojego jaskiniowego antysemityzmu, odważają się o cokolwiek pytać lub czegoś głośno się domyślać, zbywać będziemy potępiającym wzruszeniem ramion i  będziemy piętnować  łatą szowinistów, prymitywów  i wrogów Żydów, co nie będzie trudne, ponieważ w Polin co do tego  panuje ponadpartyjna i ponadśrodowiskowa sztama, gdzie zacierają się wszelkie różnice (lipne przecież) i ujawniają się wspólne interesy i powiązania…

Ta pogarda dla ludzi (namiestnicy warszawscy, zwłaszcza nacialnik,  wiedzą lepiej jak się załatwia tego typu „trudne sprawy”) jest wielce symptomatyczna dla wszystkich rządów. Oczekując  tej jesieni na kolejne polsko-żydowskie - już czwarte z kolei – konsultacje międzyrządowe (poprzednie miały miejsce w 2011 i 2013 za rządów bydlaków, złodziei i zdrajców, trzecia tura miała miejsce w Jerozolimie w 2016r. za rządów „dobrej zmiany”), tradycyjnie nie spodziewamy się żadnej przejrzystości, komunikatów, czego tak naprawdę dotyczą rozmowy, jakie deklaracje są tam składane przez stronę polską oraz jakie oczekiwania wobec nas ma strona żydowska. Nie robił tego Tusk, nie robi i Kaczyński. Podobny mechanizm ma miejsce przy angielsko-polskich konsultacjach międzyrządowych, których druga odsłona ma  odbyć się także niedługo, co wywołuje podwójny niepokój. Osobiście naprawdę chciałbym wiedzieć, co Warszawie każe robić Londyn i Tel Awiw, czego od nas żąda, bo przecież nikt rozsądny nie zakłada, że jest odwrotnie i  że z  jakimikolwiek oczekiwaniami, żądaniami i roszczeniami występuje wobec strony przeciwnej Warszawa…

Kaczyński z Macierewiczem – ludzie wyjątkowo  - jak i cała ta żenująco płytka mentalnie „polska elita rządząca i opozycyjna”  - mało wyrobieni politycznie, nie ogarniający dynamiki i wielopoziomowowści zdarzeń – swoimi działaniami, wypowiedziami dotyczącymi Stanów Zjednoczonych i Izraela potwierdzają,  że nie są w stanie wstać  z kolan, zrezygnować z postawy służebnej wobec nich. Ich cała polityka wobec Żydów i Amerykanów sprowadza się do jednego słowa: PROSKYNEZA.

Nazywam tę obecną władzę bandą głupców, ale ich głupota nie immunizuje ich przed tym, aby nie  nazywać ich także zdrajcami. Tak. To, co oni robią, jest zwyczajną zdradą wobec Narodu. Nigdy nie miałem do nich jakichkolwiek złudzeń i ich działalność jest tylko smutnym potwierdzeniem moich przypuszczeń, ale warto, abyśmy pamiętali z kim mamy do czynienia.  Są tu głupcy i zdrajcy.

Przyjrzyjmy się taktyce obranej przez „sprytnego” Kaczyńskiego wobec problemu roszczeń naszych żydowskich przyjaciół wysuwanych wobec Polin. Jest ona stosunkowo prosta i mało wyrafinowana. Nie rokuje według mnie żadnych szans na neutralizację oczekiwań strony przeciwnej. We wszystkich swoich posunięciach namiestnicy warszawscy nie wychodzą z postawy służebnej, dopominającej się szacunku z ust obcych, zewnętrznych autorytetów, co osłabia ich przekaz i od razu pozycjonuje nas (ach, to przyzwyczajenie wasalne, ta pamięć mięśniowa naszej klasy politycznej i elitek) w roli gorszych, aspirujących do pełnej, „prawdziwej” akceptacji, na którą należy z obcej poręki otrzymać koncesję…

Zapominają oni jednocześnie, ze nigdy tej akceptacji nie otrzymają, a całość jest tak pomyślana, aby Polska trwała ciągle  w procesie „dochodzenia” do prawdziwego szacunku, a co nigdy nie zostanie sfinalizowane, ponieważ nie to jest celem Żydów i innych graczy. Ale celem jest ciągłe utrzymywanie Warszawy i Polaków w tym upadlającym nas stanie, ponieważ jest to niesamowicie użyteczne narzędzie do osłabiania i kraju, i Narodu i służy wyciąganiu korzyści ekonomicznych i politycznych od Polin. Nie zmienią tego nowe „polskie” drzewka „sprawiedliwych wśród narodów świata,” choćby i  -  jak postulował naiwnie premier Morawiecki - cale Polin zostało nim nagrodzone..

Otóż nasi żoliborscy mędrcy uknuli w swoich głowach, ze dobrą ucieczką do przodu przed żądaniami żydowskimi będą:

1. Eksponowanie zbawiennej roli Polaków w ratowaniu Żydów w czasie okupacji, zatem od Radia Maryja po wszystkie media „patriotyczne” w rodzaju „W sieci” mamy od miesięcy szczególnie intensywnie  ogrywane i nagłaśniane historie polskich wybawicieli Żydów w czasie holokaustu, co jest – przyznam -  wyjątkowo słabe i poza rynkiem wewnętrznym zupełnie na zewnątrz niewidoczne. Nikt nie kwestionuje potrzeby głośnego mówienia o tym, ale trzeba być głęboko naiwnym, sądząc, że to nas w jakiś sposób immunizuje na zabiegi żydowskie wokół zwrotu przez Polskę ich „mienia”, że  kogoś na Zachodzie i w Izraelu interesują tego typu historie (oni mają to głęboko w poważaniu) i że ktoś w Tel Awiwie uzna Polaków przez to za równorzędnych przyjaciół, wobec których można grać przyzwoicie. Nasi partnerzy żydowscy mają to naprawdę gdzieś,  gorzej nawet: podejrzliwym okiem patrzą na tego typu działania, jako na takie, które kuchennymi drzwiami mają na celu wprowadzić Polaków do grona prawdziwych ofiar II wojny światowej, a którego skład jest zarezerwowany tylko dla naszych przyjaciół żydowskich. Polacy muszą zrozumieć, że taki układ stworzony po wojnie i ogrywany od dawna, jaki jest, tzn. „Polacy to są mordercy Żydów i antysemici, złodzieje mienia żydowskiego, które muszą zwrócić”, ma charakter trwały i Warszawa nie ma sił,  pomysłów, ani środków, ani prawdziwej woli politycznej, aby to zmienić, ponieważ kryszę nad tą „narracją” sprawują zgodnie mocniejsi gracze od nas: Tel Awiw, Berlin, Londyn, Moskwa i  Waszyngton. I nie zmieni tego ślepe wasalne poparcie wszelkiej polityki Izraela,  posłanie polskich wojsk na Bliski Wschód, nie zmienią tego zakupy żydowskiego uzbrojenia, nie zmieni poszerzanie żydowskich wpływów w Polsce pod przykrywką innowacji i rynku start-upów, zrównoważonego rozwoju i innego bełkotu http://www.msz.gov.pl/pl/aktualnosci/wiadomosci/debata_o_promocji_innowacyjnosci_i_przedsiebiorczosci_w_relacjach_polsko_izraelskich;jsessionid=5BF68ABF65C9535C0A4C2CD7111DEB8B.cmsap1p ,  nie zmieni tego przyzwalanie na zagruzowanie polskiej świadomości, przestrzeni publicznej, kultury, biznesu narracją Żydów, jako współgospodarzy tej ziemie, naszych braci, którzy mają równoprawną pozycje to bycia tutaj, nie zmieni tego ukryty zwrot „mienia żydowskiego” pod przykrywka procesu reprywatyzacji. Nie. Niczego to nie zmieni,  ponieważ Polacy muszą zapłacić i zapłacą. Kasa, panowie, musi się zgadzać.

2. Czujna i pilna wielokrotnie deklarowana przez rząd i prezydenta  walka z przejawami antysemityzmu w Polsce, zwłaszcza tego kwestionującego zasadność bytu państwa Izrael, co zawsze obiecywane było w rozmowach z naszymi żydowskimi partnerami (Duda ze amerykańskimi środowiskami żydowskimi w Nowym Jorku w 2016r.; białostocka mowa hańby Kaczyńskiego oraz skandaliczne przemówienia Szydło i Dudy w Kielcach zeszłego roku, speech nacialnika w warszawskim ZOO 18 września br., o czym szerzej poniżej).

3.  Zielone światło dla naszych żydowskich przyjaciół na  infiltrację wojskową, biznesową, kulturową i  wywiadowczą w Obszarze Wisły. Transparentność -  myślę, że na olbrzymią skalę, większą niż wobec CIA/DIA lub SBU – polskiego wywiadu i kontrwywiadu wobec naszych żydowskich partnerów, zapowiedzi zakupów żydowskiego uzbrojenia, czuwający żydowski dron unoszący się nad Stadionem Narodowym podczas Szczytu NATO w  2015 roku lub Robert Grey jako wiceminister spraw zagranicznych, dominacja żydowska w polskiej branży deweloperskiej i na rynku nieruchomości  -  to tylko kilka przykładów. http://wceo.com.pl/index.php/sample-sites-2/wydarzenia/1622-spotkanie-zolnierzy-polskich-i-izraelskich-w-ramach-programu-witnesses-in-uniform Uważnie się przyglądajmy, kto będzie inwestował, budował i czerpał zyski z Centralnego Portu Komunikacyjnego w Stanisławowie  i kto będzie prawdziwym beneficjentem tzw. reprywatyzacji nieruchomości w Polsce, ale najważniejsze są szeroko wykorzystywane przez Żydów narzędzia z zakresu soft power.  Zupełnie przerażające rzeczy dzieją się w polskich miastach (ktoś to w polskich służbach kontroluje? Ktoś to obserwuje?), festiwale, fundacje, konferencje, odczyty (Kraków, Wrocław, Warszawa z Muzeum Polin, ale  Lublin, Toruń i wiele, wiele innych miast) i polskich instytucjach kulturalnych,  w których na masową skalę przeprowadzana jest akcja podmieniająca tożsamość tubylców i narzucająca obce interesy narodowe, a na co, zgodnie z ideą wyrażaną często przez Dudę – Rzeczpospolitej Przyjaciół -  daje przyzwolenie władza warszawska i to wspiera.

Wielkie miasta  w Polsce działają jak sieć obcych podmiotów, których linia polityczno-społeczno-kulturalna  zagraża naszym interesom oraz oddala je coraz bardziej od centrum. To nie jest dziwne, ponieważ wiemy,  że akcja uwalniająca wielkie miasta od zależności z władzą centralną ma na celu osłabienie w ogóle państw narodowych (Inter Urban States)  i kanalie w rodzaju Majchrowskiego, Dudkiewicza, Adamowskiego, Gronkiewicz-Waltz powinni już teraz odpowiedzieć za tę zdradę przed sądem. A możliwość prowadzenia takiej dywersji  w Obszarze Wisły nie tyle świadczy o słabości władzy pisowskiej, ile o naturalnym jej przyzwoleniu na nią…:

http://www.jewishfestival.pl/pl/ 

http://www.4kultury.pl/     

http://www.israelstudies.eu/events/2017-conference/

 https://www.rpo.gov.pl/pl/content/projekt-ksiega-dobrych-praktyk-dzia%C5%82an-na-rzecz-mniejszosci-narodowych-i-etnicznych

https://www.facebook.com/1638755249738786/photos/a.1649671401980504.1073741828.1638755249738786/1956380727976235/?type=3&;theater

https://www.facebook.com/kehilalodz/photos/a.336133050054836.1073741828.332047197130088/519365831731556/?type=3&;theater

http://krakow.pl/aktualnosci/213065,33,komunikat,zapraszamy_na_bajit_chadasz__czyli_spotkania_z_kultura_zydowska.html

https://www.facebook.com/1638755249738786/photos/a.1649671401980504.1073741828.1638755249738786/1954520401495601/?type=3&;theater

https://www.facebook.com/1638755249738786/photos/a.1649671401980504.1073741828.1638755249738786/1953274518286856/?type=3&;theater

https://www.facebook.com/1638755249738786/photos/a.1649671401980504.1073741828.1638755249738786/1952053251742316/?type=3&;theater

https://www.facebook.com/1638755249738786/photos/a.1649671401980504.1073741828.1638755249738786/1952550681692573/?type=3&;theater

https://www.facebook.com/1638755249738786/photos/a.1649671401980504.1073741828.1638755249738786/1953267141620927/?type=3&;theater

to tylko garstka przykładów…

4. Ślepe żyrowanie przez naszego żoliborskiego socjalistę i Macierewicza Antoniego polityki żydowskiej. Warszawa, ze szczególnym natężeniem w okresie „dobrej zmiany,” stała się bezwarunkowym rzecznikiem Izraela i jego interesów. To dziecinne  prowadzenie polityki wynikające z biografii obu panów, ich ograniczeń, wyobrażeń o państwie żydowskim sprowadza na nas poważne zagrożenie choćby  w postaci głębszego zaangażowania militarnego na Bliskim Wschodzie (polecam w tym kontekście przesłuchanie bardzo istotnego „Posłania do narodu” Trumpa z 24 sierpnia br., w którym de facto zapowiada pełne wejście militarne do Afganistanu (łamie obietnice wyborczą), pośrednio dekonstrukcję Pakistanu oraz rzuca poważne groźby względem Teheranu: https://www.whitehouse.gov/featured-videos/video/2017/08/21/president-trump-gives-presidential-address-nation  oraz jego wystąpienie na forum Zgromadzenia Ogólnego z 19 września br: https://www.whitehouse.gov/featured-videos/video/2017/09/19/president-trump-gives-address-72nd-session-united-nations-general  

Zapewne Kaczyński z Macierewiczem zakładają, że zgodnie realizując postulaty żydowskie, popierając Izrael na wszystkich forach międzynarodowych, zyskają ten moment, w którym nasi żydowscy przyjaciele odstąpią od swoich żądań finansowo-politycznych wobec Polin oraz nadadzą Polaczkom certyfikat koszerności za swoją postawę proizraelską, dzięki czemu, ani w Tel Awiwie, ani w Waszyngtonie, ani nikomu innemu na cennym Zachodzie nie przyjdzie do głowy naznaczenie obecnego obozu władzy piętnem antysemityzmu. Liczą także na to, że Waszyngton, widząc, jak Warszawa głęboko, wiernie i rzetelnie spełnia geopolityczne oczekiwania Izraela, stanie się jeszcze milsza sercu panów znad Potomaku. Obecna władza nie pojmuje jednak, jak mocno ośmiesza siebie i nas w oczach innych oraz jak bardzo uprzedmiotawia siebie i Naród. To osłabia nas na innych odcinkach: wobec świata muzułmańskiego, na odcinku wschodnim również,  ale nie tylko. Taka postawa zasadniczo obniża naszą wartość w stosunkach ze wszystkimi innymi podmiotami, ponieważ warszawska polityka wobec Izraela ma charakter nas upokarzający i niszczy w oczach innych resztki  naszego wizerunku „państwa samodzielnie prowadzącego swoją politykę”...

5. Nasz premier-nacialnik wykoncypował sobie,  że pomocne w tych układankach będzie zapewnienie sobie kryszy jednej z mafii żydowskich w Polin. Zatem w wielce zabawny sposób (on to robi z miną znawcy i rzekomo naprawdę inteligentnego gracza) bierze przykład z Borata-Trumpa, który za wszelką cenę próbuje utrzymać legitymizację swojej władzy, opierając się na certyfikacie koszerności danemu mu przez konserwatywnych Żydów z Ameryki i z Izraela, co ma go chronić przed atakami lewackiego żydostwa i lewicy amerykańsko-europejskiej. Tak więc nacialnik wszędzie, gdzie może eksponuje swoją wierność i oddanie państwu Izrael, a kiedy widać, że to nie wystarczy, to wypuszcza przecieki do prasy o spotkaniu,  jak to z sierpnia tego roku,  ze „swoimi” - niesamowicie zresztą groźnymi - Żydami  - przede wszystkim z  panem Arturem Hoffmanem („rządowym Żydem” – jak go określił „Żyd opozycyjny”, tj. pan Sergiusz Kowalski z loży B’nai B’rith), ze sprytnym panem Danielsem, o którym więcej  w dalszej części tekstu, czy  z cynglami z antypolskiej i antychrześcijańskiej, lucyferiańskiej sekty Chabad-Lubawicz. To miała być w zamiarze nacialnika taka odpowiedź na groźne ostrzeżenie, które wyartykułowali  w sierpniu polscy Żydzi listem z 4 sierpnia do Kaczyńskiego, a w którym to obawiają się wzrostu antysemityzmu w Polsce.

 Spotkanie ze „swoimi” Żydami spotkało się natychmiast z odporem i pryncypialną krytyką lokalnego żydostwa opozycyjnego wobec „dobrej zmiany” i wystosowaniem  listu 13 organizacji żydowskich oburzonych tym, ze ktoś z ich mafii nie uzgadniał wspólnego stanowiska i wybiegł przed szereg z poparciem dla „polskiego” rządu, zdradzając wspólną sprawę, bo przecież umówione było, że walić trzeba tę władzę oskarżycielskim młotkiem nacjonalizmu, populizmu, antysemityzmu,  czego wyrazem jest przezabawny wywiad  http://natemat.pl/215461,z-kim-sie-spotkal-kaczynski-to-byli-zydzi-dworscy-przedstawiciele-organizacji-tolerowanych-przez-wladze

 z Sergiuszem Kowalskim szefem polskiego oddziału masońskiej loży dla Żydów B’nai B’irth oraz podpis pod listem  pani Goudy Tencer szefowej  Teatru Żydowskiego, co wg mnie jest podwójną „niewdzięcznością”, ponieważ  masonerię żydowską spod znaku BB  introdukował, jak wiadomo, w Polsce i sympatyzował z nią prezydent profesor Lech Kaczyński, a Teatr Żydowski od zamknięcia uratował osobiście jesienią zeszłego roku Macierewicz Antoni, podarowując mu scenę garnizonu warszawskiego, dzięki czemu można tam oglądać takie antypolskie sztuki, jak ta uszyta na podstawie Polakożerczej powieści p.t. „Malowany ptak” Kosińskiego.

Bądźmy przy tym szczerzy: obie grupy „ich” oraz „naszych”, „dworskich”  Żydów odgrywają rolę dobrego i złego policjanta. Goje zaledwie mają podniecać się tą ustawką i myśleć, że mają jakieś szanse w tym zwarciu. Że mogą sobie rozgrywać Żydów zgodnie z własnym interesem. Wolne żarty. Ciekawe jakich koncesji udzielił Kaczyński „swoim” Żydom za tę tymczasową kryszę dla jego władzy. Ile to nas wszystkich kosztowało…? Co było ceną? Bo przecież nie chodziło o wspólne opowiadanie kawałów i klepanie się po kolanach... Ten biedaczek myśli, że jest cwany, a zapomina, ze obie grupy  mają jeden cel. Wspólny. Niezmienny: wyszlamować ile się da dla organizacji żydowskich w Polsce od polskiego rządu  z polskiego budżetu (tak jak robią to wszystkie fundacje, organizacje i inne lipne podmioty, nieważne o jakiej proweniencji, tu panuje pełen etatyzm i podwieszenie do państwowego żłobu. To taka brudna wspólnota.)  i narzekania Kowalskiego w wywiadzie dotyczą tylko tego, ze ktoś z żydowskiej  mafii podłączył się z większym szlauchem do zbiornika państwowego i sam spija cydr, a jak wiadomo, nie o takie drobiazgi chodzi, tylko cel większy i szerszy cel strategiczny, tj. cierpliwe, mozolne, ale jednak posuwające się do przodu finalizowanie żydowskiego projektu zdobycia władztwa ekonomiczno-politycznego nad Polin. I tu lokalni Żydzi mogą liczyć na zestrachanych brakiem stabilnych podstaw przedstawicieli  władzy warszawskiej w rodzaju nacialnika lub Macierewicza Antoniego, którzy wiedzą, że muszą kucać w rytm i  elegancko szybko, ponieważ środowiska  Żydów amerykańskich oraz największy nasz przyjaciel – Izrael, czujne mają baczenie na wszystko, co dzieje się nad Wisłą i nawet przez myśl nie może Polaczkom przejść coś, co może zagrozić ich interesom. Na nasze bowiem nieszczęście tym rządzącym nami panom wydaje się, że w ten sposób zabezpieczają interes Polin, według samych siebie są oni bowiem skrajnymi realistami wedle zasady „krawiec kraje jak mu materii staje”,  że niby to jest horyzont naszych możliwości,  że tak nam nakazuje przyzwoitość, moralność i dług historyczny wobec naszych „braci”, a poza tym według nich jesteśmy w gorszej pozycji i naprawdę zmyć piętno Żydobójcow możemy tylko poprzez nadskakiwanie Żydom, spełnianie ich oczekiwań i bycie ich najlepszym wasalem. Ta prożydowska polityka appeasementu  będzie tak samo nieskuteczna, jak ta brytyjska wobec nazistów w 1938, czy w 1939 roku…

Oni zdaje się nie biorą w swoich kalkulacjach, że – w przeciwieństwie do obietnic składanych  swoim wyborcom i współrodakom – jakiekolwiek deklaracje i obietnice oraz dile oferowane naszym żydowskim przyjaciołom, muszą byś  wypełniane i doprowadzane do końca. To są poważni gracze i tu nikt się nie ukryje za półsłówkami lub niedomówieniami i nikt nie będzie się nabierał na jakieś „przeczekanie” i najgorsze jest to, ze warszawska władza niemal na pewno nie mówi nam wszystkiego i nie informuje nas o faktycznym stanie rzeczy. Po spotkaniach z nimi dowiadujemy się więcej z enuncjacji naszych żydowskich przyjaciół, niż od własnego rządu. Tak było m.in. po spotkaniu Dudy z amerykańskimi Żydami w polskim konsulacie w Nowym Jorku jesienią 2016 r. Tak też było w 1939 r. kiedy to o powadze sytuacji polska opinia publiczna  dowiedziała  się dopiero 29 kwietnia z przemówienia kanclerza Niemiec, w którym ujawnił on poszczególne oczekiwania z poufnych rozmów polsko-niemieckich wobec Polski, a co było przez Becka i rząd od października 1938 r.  trzymane w głębokiej  tajemnicy. Cóż za powtarzalność, że więcej nam mówią obcy niż „swoi”… Co samo w sobie jest i symptomatyczne, i ma także charakter nacisku strony przeciwnej i tym bardziej źle rokuje, ponieważ Kaczyński wie, że od niczego się nie wywinie, bo w razie ostateczności, wszelkie ustalenia zostaną przez naszych partnerów żydowskich ujawnione, dyskredytując tym nacialnika…

Przejawem tego typu prożydowskiej strategii  APPEASEMENTU nacialnika był niedawny, z 18 września,  wielce ciekawy „iwent” w warszawskim ZOO, podczas którego PRowo ogrywano – chyba tak to trzeba nazwać – historię rodziny Żabińskich, którzy w czasie okupacji uratowali od śmierci wielu Żydów

https://wpolityce.pl/polityka/358296-odwaga-sprawiedliwych-wreczono-nagrody-im-zabinskich-polakom-ratujacych-zydow

Po pierwsze wielce niepokojące jest to, że całość organizowana była przez dwa obce podmioty, zgodnie ze zwasalizowanym myśleniem pisowskiego rządu i jego elektoratu, że tylko z obcego nadania cenniejszy jest certyfikat szacunku, certyfikat koszerności, ponieważ „obcym silom” w chwili próby można go przedstawić nie jako zwykle chwalenie się Polaczków swoimi „osiągnięciami”, ale, no, popatrzcie sami: taki certyfikat wystawiają nam obcy, zagraniczniacy, panie. Więc to propagitkowe wydarzenie zostało zorganizowane (za rządowe pieniądze?) przez sprytnego Jonny’ego Dannielsa, londyńskiego Żyda,  co do którego bez żadnych wątpliwość  zawsze zadaję sobie pytanie na ile równo porozkładał swoją lojalność między AMAN i MI 6, którymi to śmierdzi ten pan na odległość (po tymczasowej aliyah z Anglii do Palestyny wstąpił do Sił Obronnych Izraela. Po trzech latach zakończył służbę w stopniu sierżanta sztabowego. Po ukończeniu studiów na kierunku nauk politycznych na Uniwersytecie Bar-Ilan został doradcą ds. wizerunku Zastępcy Przewodniczącego Knessetu. W kolejnych latach był doradcą Wiceministra Obrony Narodowej Izraela Dannego Danona oraz innych polityków w Izraelu, Stanach Zjednoczonych oraz w krajach Europy).

I tak samo żałosne i smutne jest to, że nacialnik przytulił do siebie w roli tarczy przed innymi Żydami taką podejrzaną postać, która u wielu lokalnych Żydów wywołuje masę podejrzeń (patrz wywiad z panem Kowalskim: „Jonny Daniels. Dziwna postać, zjawił się w Polsce kilka lat temu, przyjechał z Wielkiej Brytanii, był też w Izraelu. Taki spadochroniarz, który pojawił się znikąd i od razu zaczął się ustawiać się w roli reprezentanta polskich Żydów”). Nasz drogi i obrotny Jonny pojawił się na tutejszym rynku całkiem niedawno i biega w Polin za takiego dobrego Żyda od prawicy i razem z panem Arturem Hoffmanem i naszym cynglami z Chabad-Lubawicz, jak nadmieniłem wyżej, spotkał się z Kaczyńskim w sierpniu, wystawiając rządowi i PiSowi laurkę. Jego organizacja From the Depths https://www.fromthedepths.org/  ,  na którą pierwszy rzut oka pozwala stwierdzić, że służy po prostu – poza ważnym celem strategicznym, jakim jest umacnianie wpływów żydowskich w Obszarze Wisły - wyprowadzaniu pieniędzy z polskiego budżetu oraz z polskich spółek skarbu państwa pod przykrywką „upamiętniania i umacniania świadomości, że Polacy ratowali Żydów, a nie ich mordowali.” ( Brawo, Jonny! Niezła nisza biznesowa! Naprawdę niezłe! Dobry biznes!)

Jak bardzo źle jest z tym rządem i z nacialnikiem, niech  świadczy fakt fraternizowania się z takimi podejrzanymi typkami.  Nasz Jonny, obcmokiwany przez „patriotyczne” i w ogóle polskie media od dłuższego czasu,  łaskaw był w wywiadzie dla jednej z lokalnych gadzinówek wyrazić sporo ciekawych opinii, zwłaszcza o Polakach, którzy mogą mieć realistyczne podejście do Żydów i Izraela, gorąco polecam ten wywiadzik z gościem, który decyduje, czy Polska jest ok, czy nie: https://wpolityce.pl/polityka/358361-nasz-wywiad-jonny-daniels-polska-jest-dla-zydow-najbezpieczniejszym-krajem-w-europie

Przykład kolejnego certyfikatora: Izrael nie był w stanie przysłać Edelsteina, który miał czas w lipcu, by spędzić trzy dni na festiwalu żydowskim w Krakowie w drodze z Moskwy do Tel Awiwu, więc  przysłał  wiceprzewodniczącego Knesetu Yehiel Hilik Bara, który także łaskawie i portekcjonalnie wystawił nam laurkę: https://wpolityce.pl/polityka/358353-nasz-wywiad-wiceszef-knesetu-polska-jest-jednym-z-najsilniejszych-sojusznikow-izraela-a-z-pewnoscia-wsrod-panstw-europejskich

Patronem „iwentu”  (poza chytrą babą z warszawskiego ratusza - HGW, ta bowiem się nie liczy w tej historii i podwiesiła się pod imprezę, aby otrzymać na odcinku żydowskim kryszę przed zakusami pisowskimi przeciw jej stołkowi i karierze politycznej i  aby uzyskać wsparcie od naszych żydowskich przyjaciół w aferze reprywatyzacyjnej. Cóż, każdy złoczyńca pojmuje w jakiej mafii szukać najlepszego zabezpieczenia…) była… tak, tak: Anglia. A konkretnie… rząd angielski. https://www.facebook.com/ftdepths/photos/a.665210036875988.1073741830.600742063322786/1576833059047010/?type=3&;theater Zatem nasz sympatyczny pan ambasador z Londynu o twarzy zwyrodniałego bandyty współtworzył razem z zaradnym Jonny’em całość. To, jak widać, wielce wymowna  tradycja obecnej władzy: cedowanie na obcych organizacji ważnych wydarzeń propagandowych. W lipcu ambasador amerykański odpowiadał za szoł na placu Krasińskich z przemówieniem Borata, w sierpniu w Łazienkach gospodarzem wieczoru z „Wiiliamem i Kate” był poseł angielski w Warszawie. W ZOO gospodarzem był angielski Żyd i rząd londyński, który razem z parlamentem brytyjskim od długiego czasu prześciga się z Waszyngtonem w dopilnowywaniu sprawy roszczeń żydowskich nad Wisłą i „sojuszniczy Londyn” stale nam o tym  przypomina i naciska, a to ustami tamtejszych lordów, a to ustami urzędników angielskich, z którymi to tak często spotykają się  panowie z MSZ, MSW lub z MONu, a to polski rząd in corpore, jak będzie to miało miejsce niedługo…

W czasie uroczystości, którą prowadził wieloletni dziennikarz Gazowni – Bartosz Węglarczyk -  nacialnik wygłosił przemówienie, https://www.facebook.com/pisorgpl/?hc_ref=ARQngnrPbws4cCPnLTXJ3QvsmDCmwjxQ2ns2iRPnBl7SVamE6BzOf4JkuxMSaYK8aj0&;fref=nf  , którego treść ani nie szokuje, ani nie dziwi. Jego mowa potępiająca naturalnie czujnie i gorliwie antysemityzm,  mowa o wyjątkowości  Izraela, o cudzie jego egzystencji (cytaty: „To jest swego rodzaju cud naszych czasów.” „Państwo Izrael jest wysuniętą placówką cywilizacji Zachodu”),  mowa o cudzie wynikającym z siły żydowskiego ducha i  który trwa dzięki opiece bożej, mowa o bezwzględnym poparciu dla tej państwowości,  jest tylko kolejnym smutnym przypomnieniem, jakie są horyzonty intelektualne  i jakiej jakości  są horyzonty polityczne tego pana i formacji, na czele której stoi. Ten nieszczęśnik myśli, że używając  na polskim gruncie przebrzmiałej żydowskiej wrzuty z amerykańskiego  rynku politycznego, która przebiegle nazywana była neokonserwatyzmem i  kopiując taktykę Trumpa w bezwzględnym poparciu Izraela, zapewni sobie dalsze trwanie u władzy, zabezpieczy Obszar Wisły przed drapieżnymi zakusami naszych żydowskich przyjaciół, kiedy w istocie ściąga na siebie hańbę, którą obdarzą go i jego formację Polacy i  głębszą pogardę Żydów oraz Amerykanów, którzy tymi aktami hołdu tylko utwierdzają się, że ich naciski są skuteczne, a rzecz cala – zakryta przed oczami Polaczków - zapewne idzie gładko i dobrze rokuje… Cytując zbrodniarza Churchilla, zadedykuję tej pożydowskiej polityce appeasementu naszego nacialnika słynny cytat: „Mieli do wyboru wojnę lub hańbę, wybrali hańbę, a wojnę będą mieli i tak.”

Akcja w ZOO, jak i np.   8. edycja spotkań młodzieży polskiej i izraelskiej p.t. „ Jesteśmy razem”, w której wziął udział 18 września w imieniu   Dudy, Podsekretarz Stanu w Kancelarii Wojciech Kolarski http://www.prezydent.pl/kancelaria/aktywnosc-ministrow/art,904,8-edycja-polsko-izraelskich-spotkan-mlodziezy-jestesmy-razem.html  to tylko takie wiano oferowane na chwilę przed wizytą Dudy w Nowym Jorku, dokąd udał się właśnie prezydent Polin  przy okazji 72 sesji ONZ. Najważniejsze punkty kilkudniowej obecności tego pana w USA dotyczą: kasy (spotkania z wielkimi żydowskimi funduszami inwestycyjnymi) oraz wojny (wystąpienie w West Point). Ciekawe, kiedy i gdzie spotka się pan prezydent z przedstawicielami organizacji Żydów amerykańskich, tak jak zrobił to w zeszłym roku również przy okazji sesji ONZ. http://www.prezydent.pl/kancelaria/aktywnosc-ministrow/art,902,minister-szczerski-prezydent-duda-w-usa-min-o-polskim-czlonkostwie-w-rb-onz-pleng.html  Osobiście tę wizytę traktuję, swego rodzaju checking, sprawdzian, który Żydzi robią temu panu z obietnic, które im złożył w imieniu Polski we wrześniu zeszłego roku, a takie sprawy jak sierpniowe spotkanie z Kaczyńskim, „ iwent” w ZOO i parę innych tematów mają nam dać jakieś takie alibi, że może z roszczeniami to my jeszcze wszystkiego nie zrobiliśmy zgodnie z oczekiwaniami żydowskimi, ale naprawdę jesteśmy waszymi przyjaciółmi, staramy się, więc, może się uda trochę łagodniej, może trochu jeszcze poczekać.

Duda w Nowym Jorku  niestety będzie prosił o kasę, o pożyczki i kredyty dla obecnej władzy podczas rozmów z żydowskimi funduszami inwestycyjnymi oraz będzie próbował zaangażować mocniej żydowski (ten pan będzie mówił, że: amerykański) kapitał nad Wisłą, a na West Point zapewne będzie opowiadał - jak to on – ogromnie niemądre rzeczy, których jedyny sens będzie się zawierał w zdaniu: „Polska bezwzględnie i bezwarunkowo pójdzie na wojnę przeciw Persji. Polska bezwzględnie, zawsze i wszędzie, ślepo stoi i stać będzie przy Ameryce i Izraelu… I boimy się za to o cokolwiek poprosić. Ba, nawet nam to do głowy nie przyjdzie, bo to nieprzyzwoite, niehonorowe….”

Ta mentalność, sposób pozycjonowania się (peryferie vs centrum) i ten mechanizm jako żywo przypomina mi wizytę Wojciecha Jaruzelskiego w Nowym Jorku w 1985 r. również przy okazji sesji ONZ,  a kiedy to przyszły pierwszy prezydent III RP ( o wiele poważniejszy, bystrzejszy i wytrawniejszy zawodnik, niż Duda)  łaskaw był odwiedzić Rockefellera w jego siedzibie (to był główny cel wizyty w USA) i prosić się o  kasę w zamian za posunięcie się na ławce władzy nad Obszarem Wisły. Wiedział  bowiem sowiecki namiestnik już wtedy, jak wygląda prawdziwe rozdanie w Europie Środkowej po rozmowach Reagan-Gorbaczow i z kim poważnym i liczącym się  po stronie amerykańskiej – przyszłym nadzorcy  i mandatariuszu nad Polin – trzeba rozmawiać, aby dla obu stron – moskiewskiej razwiedki w Polszy i żydowskiej banksterki było w przyszłości dobrze nad Wisłą (na biurku u mnie stoi zdjęcie pana prezydenta Jaruzelskiego wchodzącego do siedziby Rockefellera na Manhatanie).  Upadlające nas rzeczy  (spotkania z bandytami, żenujący poziom, marne przemówienia, neokolonialna mentalność, zobowiązania groźne dla naszej państwowości i bytu) podczas wizyt w USA robił i Kwaśniewski, i Komorowski, i  Lech Kaczyński. To taka ciągłość od Jaruzela do Dudy… Nasza „klasa polityczna” nie potrafi się ogarnąć i nie jest w stanie przynajmniej  nawet pościemniać,, trochę choćby pozachowywać się podmiotowo, przynajmniej dla picu przed współrodakami, dla lipy, dla PRu, aby nie było to tak rażąco widoczne, że wszystko, co tam czynią i mówią podszyte jest wasalną mentalnością. Zero szacunku dla siebie, zero szacunku dla narodu, który reprezentują… Zgodnie z powiedzeniem: „Im nikczemniejszy ciemiężca, tym niegodziwszy niewolnik.”

Powtórzę: nacialnik sądzi, że uda mu się swoja polityką appeasementu jakoś wylawirować, uchylić się od żądań żydowskich (on w ogóle tego chce? Czy raczej chce je w jakiś sposób wypełnić?). On poprzez takie działania nie rozumie, iż rąbie cały czas nie to drzewo, co trzeba.  Nie pojmuje on, że roszczenia żydowskie  są jak Jerzy Dąbczak z filmu „Nie ma róży bez ognia.”  Kaczyński może zmieniać taktykę, grać na przeczekanie,  jak np. zmienił mieszkanie główny bohater filmu, aby uwolnić się od uciążliwego sublokatora („Jogibabu, biedny miś!”), ale finalnie i tak to skończy się tym, że Dąbczak zwali się nam na chałupę, nie tylko sam, ale wlokąc ze sobą panią Korbaczewską z dzieckiem, a chwilę później Lusię z narzeczonym, za którą wjedzie jej tatuś z meblami i innymi ruchomościami, ogłaszając wszem i wobec, że: „Jakby coś, to to wszystko jest posag Lusi.”

Co można tu jeszcze dodać?  Może zakończę słowami autora „Rene”: „Dojmujące jest cierpieć zło, którego inni nie rozumieją . Nic go zresztą nie umniejsza; nie słabnie przez porównanie, nikt nie jest sędzią cudzej niedoli; co gnębi jednego, daje radość drugiemu; serca kryją różne sekrety, dla innych serc niezrozumiale. Nie oceniajmy niczyjego bólu; z cierpieniem jest jak z ojczyzną, każdy ma własne…”

Do snu:

Bibi i Trump 18 września  przed sesją ONZ:

https://www.whitehouse.gov/featured-videos/video/2017/09/18/president-trump-participates-meeting-prime-minister-benjamin

Znane, ale nigdy dość. Mamy swoje mowy hańby Kaczyńskiego, jak ta z Białegostoku w 2016r. i z warszawskiego ZOO, jankesi mają swoje - Trump składa wasalny  hołd Żydom podczas kampanii prezydenckiej na szczycie AIPAC 2016:

https://www.youtube.com/watch?v=2ZGgMJ3QDAQ&;t=1524s

W relacji do tekstu:

https://www.facebook.com/1pan.nikt1/posts/1164966006873889:0

https://www.facebook.com/1pan.nikt1/posts/1107109699326187:0

+++

A poza tym uważam, że  Jeruzalem musi być wyzwolona 

U brzegów rzeki. Na łódce.  Rostów nad Donem, 20 września 2017 r.

czwartek, 07 wrzesień 2017 21:48

Instrukcje Centrali dla rezydentury w Toronto

Napisane przez

Szanowni Państwo, kontynuujemy nasz cykl ujawniania materiałów rezydentury wywiadu PRL w Kanadzie. Część z nich pochodzi z niedawno odtajnionego zbioru zastrzeżonego. Materiały te są pozyskiwane w ramach prowadzonego przez nasz tygodnik programu badawczego w IPN „Polonia i jej korzenie”. Zachowano oryginalną pisownię.

 

Podlega zwrotowi do Centrali
następnym kurierem!
Tajne spec. znaczenia
Egz. nr 1

INSTRUKCJA NR 2/K/86 Z DNIA 1986-02-13 DLA „WISANA”

1. Dot. „HALER” /dane depeszą/
Wszechstronne sprawdzenia „H” wykazały, że nie jest on związaną z żadną jednostką. Zgadzamy się z wnioskiem „Fenta” odnośnie przystąpienia do jego pozyskania w charakterze kontaktu operacyjnego. W związku z powyższym prosimy o sporządzenie formalnego raportu o zezwolenie na pozyskanie, który po zatwierdzeniu w Centrali będzie stanowił podstawę do podjęcia aktywnych przedsięwzięć wobec „H”.
2. Dot. „MEKS”
Prosimy, aby „Fent” odebrał od „M” charakterystyki Dąbrowskiego Andrzej /chodzi szczególnie o bliższe dane personalne, utrzymywane kontakty, rodzinę w kraju, plany przyjazdowe do Polski/ oraz Gostkowskiego Zenona /interesują nas głównie jego kontakty, plany przyjazdowe i miejsca pobytu w kraju/. Z posiadanych przez nas informacji wynika, że Gostkowski Zenon w 1957 roku zdezerterował ze statku rybackiego „Wielki Wóz” w porcie francuskim – Dunkierka.
3. Dot. „SUN”
Podczas pobytu „S” w kraju odbyliśmy z nim spotkanie, w trakcie którego przekazał kilka interesujących z operacyjnego punktu widzenia informacji dotyczących firm kanadyjskich handlujących z „Dalimpex’em”. Otrzymał on do realizacji następujące zadania:
– otoczenie dyskretną kontrolą Sklar Liz celem ustalenia jej kontaktów zarówno w środowisku placówkowym, jak i kanadyjskim /Sklar Liz ma zamiar doprowadzić do zatrudnienia w „Dalimpex’ie” swojej córki – prosimy o zebranie bliższych danych o niej/,
– ustalenie adresu zamieszkania Muszyckiego i Tarnowskiego,
– sporządzenie charakterystyk zawierających bliższe dane personalne, adresy zamieszkania i ewentualnie kontakty następujących osób: Carr John z firmy „Bonavista”, Cape i Karp Isaak z firmy „Triton”, Malkin Lionel z firmy „Mal-Ber”, Seagale Mike z firmy „Popular” /posiadamy jednoźródłowe dane, że Malkin Lione i Seagale Mike są współpracownikami „Oddziału”/.
Ustaliliśmy także, że „S” będzie informował nas o nowonawiązywanych kontaktach zarówno służbowych, jak i prywatnych.
4. Dot. Tassey

aktaT A J N E
13.11.1978
Notatka informacyjna
Dotyczy: Uwagi na temat zmiany stosunku Kanadyjczyków do Polski i Polaków po wyborze kard. Wojtyły na Papieża.
Pomijając masowe artykuły prasy miejscowej, która pozwoliła Kanadyjczykom na bliższe zapoznanie się z problematyką Polski, sam fakt wyboru Polaka na papieża spowodował dwie zasadnicze zmiany w stosunku do Polski i Polaków.
Po pierwsze: wszyscy nasi rozmówcy kanadyjscy z uznaniem przyjęli stosunek władz państwowych i partyjnych Polski do wyboru kard. Wojtyły. Komentowali bardzo przychylnie treść depeszy gratulacyjnej, stwierdzając, że widzą teraz wyraźnie, że system w Polsce w pełni zezwala na wyrażanie swych uczuć, nawet jeśli one są sprzeczne z założeniami ideologicznymi, jak również fakt, że obecnie Polska i Polacy mogą odegrać w świecie ważną rolę w skomplikowanych układach politycznych.
Może wydać się to śmieszne, ale wiele Kanadyjczyków, których poznałem w trakcie mego pobytu w Kanadzie, a którzy poza rozmowami służbowymi praktycznie unikali spotkań towarzyskich, okazują mi obecnie wiele sympatii i chęci przebywania w towarzystwie. W czasie tych improwizowanych spotkań zauważają w nas Polakach, więcej niż u siebie samych mądrości życiowych, znajomości z dziedziny historii, sztuki i oświadczają deklaratywnie, że jesteśmy tak sympatyczni, że nie dziwią się kardynałom powziętej przez nich decyzji i wyboru Polaka.
Po drugie: Wszyscy obcokrajowcy pochodzenia polskiego bez względu na warunki w jakich znaleźli się w Kanadzie, są dumni swego pochodzenia. Ci którzy na fałszywe obawy ujawnienia pochodzenia, jeszcze do niedawna „zjadali” końcówki „ski” swych nazwisk – obecnie uzupełniają swe wizytówki.
Kazimierz Stańczykowski – właściciel dwu radiostacji w Kanadzie CFMB w Montrealu i w Winnipegu osobiście przez kolejne dwie soboty po 1 godzinie komentował bardzo pozytywnie stosunek państwa polskiego do kościoła i odczytywał tekst depeszy gratulacyjnej E. Gierka, Prof. Jabłońskiego i P. Jaroszewicza. Podobne komentarze były w telewizji TVA Montrealu, CECF 12 i Radio Quebec. Ta atmosfera sympatii do Polski stwarza nowe możliwości rozwoju stosunków w różnych dziedzinach, jak również powoduje większe możliwości w naszej działalności i penetracji w różnych środowiskach i łatwiejsze nawiązywanie kontaktów.
Perez
Z notatką i wnioskami zapoznałem się
WOJ
***
TAJNE SPEC. ZNACZENIA
Egz. pojedynczy
16.02.1970 r.
NOTATKA SŁUŻBOWA
dot. gen. Grobicki
W lutym otrzymałem list z „B”

czwartek, 24 sierpień 2017 21:23

My, polani

Napisane przez

Wydawałoby się, że chrześcijaństwo zaspokaja nasze podstawowe pragnienie metafizyczne, jakim jest chęć poznania Największej Tajemnicy Świata. Sondaże przeprowadzone w ostatnich latach przez ośrodki badania opinii publicznej w Polsce, przyniosły jednak zaskakujące wyniki wskazujące na zagubienie i niepewność większości respondentów. Kilka procent z podających się za chrześcijan czy katolików nie wierzy
w istnienie Boga! We wszystkie dogmaty katolickie, również w życie po śmierci
i zmartwychwstanie, wierzy tylko ok. 35 proc., ale i w tej grupie większość ma jednocześnie przekonania pochodzące z innych religii, jak np. wiarę w reinkarnację. Minęło ponad 1000 lat od wprowadzenia chrześcijaństwa na naszych ziemiach, a królują tu herezje i kucanie zamiast klękania w kościołach.
Jak wiadomo, wszystko zaczęło się od Mieszka I, lecz chrystianizacja powszechna dokonała się za czasów jego syna Bolesława. Plan zapewne był taki: zostać najpierw królem słowiańskim, a później może nawet… cesarzem. Wiele na to wskazuje. Bolesław kontynuował przełomowy projekt polityczny swego ojca, natomiast marzenia
i rozmach miał znacznie większe. Agenturę wpływu wśród dostojników cesarstwa opłacał sowicie, bez zachowania dyskrecji, a nawet w sposób manifestacyjny. Budziło to prawie spazmatyczne oburzenie kronikarza biskupa Thietmara i innych, ale wśród większości budowało wizerunek niezwykle bogatego i szczodrego księcia. Szukał Bolesław również protektorów kościelnych, stąd jego świetne relacje z biskupem praskim Wojciechem, późniejszym świętym, którego do kłopotów doprowadził pewien sen.
Przyśnił mu się mianowicie Jezus, który powiedział: „Jam jest Jezus Chrystus, którego sprzedano i oto znowu sprzedają mnie Żydom, a ty sobie chrapiesz”. Sen ten objaśnił Wojciechowi jego przełożony: „Gdy chrześcijanina sprzedaje się Żydom, to sprzedaż odczuwa sam Chrystus, gdyż myśmy Jego ciałem i członkami, w Nim się ruszamy
i jesteśmy”. Praga była wtedy jednym z największych centrów handlu ludźmi, którym zajmowali się przede wszystkim kupcy żydowscy i arabscy. Rozpoczął więc Wojciech walkę
z handlem chrześcijanami, a także wykupywał ich z niewoli. Jego działania były jednak bezskuteczne wobec wielkości dochodów uzyskiwanych w tym procederze. Postanowił zatem opuścić Pragę.
Ambicje Bolesława jednocześnie szły w parze z planami bardzo mu życzliwego Ottona III, który zamierzał odbudować cesarstwo. Łatwo możemy te plany odczytać choćby
z miniatury w Ewangeliarzu wykonanym w klasztorze Reichenau na zamówienie cesarza. Przedstawiono na niej cztery koronowane postaci składające hołd Ottonowi III. Są tam one nazwane następująco: Roma, Galia, Germania i Sclavinia. Sclavinia, czyli słowiańszczyzna.
Te cztery krainy, te cztery królestwa, miały w planie Ottona stanowić części jego cesarstwa.
Kandydat na króla Słowiańszczyzny mógł być wyłącznie jeden – Bolesław, a był to wtedy nie byle kto. Pochodził z ważnego i wpływowego rodu Piastów, a przez matkę – z rodu Przemyślidów władających Czechami. Jego ciotka Adelajda to prawdopodobnie pierwsza żona króla Węgier Stefana, jego siostra Świętosława, najpierw królowa Szwecji, a później Danii, Norwegii i… Anglii! Jej synowie, czyli siostrzeńcy Bolesława i wnuki Mieszka I, to znani nam potężni królowie północy: Olof I, Harald I i Kanut Wielki. Piastowie stworzyli świetnie zorganizowane państwo i uzyskiwali olbrzymie dochody z niezwykle efektywnej działalności gospodarczej. Nie było tak, jak by chcieli niektórzy, że dopiero w X wieku przyszli „Niemcy” i nauczyli nas wszystkiego. Bolesław w sposób naturalny marzył więc
o władzy większej niż miał, a czytając opisy jego pewności siebie, przebiegłości i bogactwa, możemy być pewni, że się w tych marzeniach nie ograniczał.
Słowiańskie plemiona podlegające władzy Piastów stały się nominalnie chrześcijańskie, nie wystarczało to jednak, aby ich książę mógł być królem. W „Żywocie św. Stefana” króla Węgier, czytamy, że mimo starań Mieszko nie otrzymał od papieża korony królewskiej
z powodu „barbarzyńskich obyczajów jego narodu”. Należało więc je zmienić.
Nie były to jednak czasy pierwotnego chrześcijaństwa, które miało, jak opisywał to ze zdziwieniem Pliniusz Młodszy, siłę i szybkość rozprzestrzeniania się zarazy. Instytucjonalizowane, hierarchizowane i wchłaniane od III wieku przez struktury władzy państw europejskich, chrześcijaństwo traciło już swoją pierwotną, tajemniczą energię,
a w skali masowej stawało się projektem cywilizacyjnym lub politycznym. Coś zostało zapomniane, ukryte lub zagubione.

Kto będzie sprzedany?
Do skutecznej ewangelizacji potrzebna byłaby armia tysięcy księży i zakonników znających język słowiański, a tej Bolesław nie posiadał. Ludność należąca do podległych mu plemion miała swoje wielowiekowe wierzenia i swoich bogów, a także własne reguły dobra i zła. Do dokonywania ocen, kto jest dobrym człowiekiem, nie trzeba było wcale być chrześcijaninem. Czy opowieść o żydowskim proroku, który umarł ukrzyżowany i podobno zmartwychwstał, mogła porwać poddanych Bolesława? Wątpliwe. Tym bardziej że handlujący ludźmi przedstawiciele narodu tego proroka, źle się Słowianom kojarzyli i byli źródłem ciągłego strachu.
Aby przekonać podległą sobie ludność do chrześcijaństwa, potrzebny był
spektakularny pomysł i szybki plan realizacyjny. Przymus byłby nieefektywny.
O skomplikowanej drodze do niebieskiego królestwa nie miał im kto opowiedzieć. Co więc mogło być dobrą nowiną dla ludzi żyjących w ciągłym zagrożeniu? Obietnica, że jeśli się ochrzczą, to nie zostaną sprzedani do odległych krain, z których się nie wraca.
Jak wiemy na podstawie kronik tego okresu, masowe chrzty ludności technicznie organizowane były tak, że mieszkańcy danej miejscowości wchodzili do rzeki, jeziora lub morza, a ksiądz polewał ich wodą. Czy setki i tysiące ludzi polewanych wodą przez duchownych niemówiących w ich języku mogło rozumieć, że to polewanie wodą to chrzest oczyszczający z grzechu pierworodnego? I czym jest grzech pierworodny?
Wprowadzenie przez Bolesława zakazu sprzedaży chrześcijan dawałoby narzędzie do szybkiej chrystianizacji poddanych, którzy choć nie rozumieli, czym był chrzest, to jednak rozumieli, że kto zostanie polany, ten nie będzie sprzedany. Zjednywać musiało
jednocześnie wielką sympatię biskupa Wojciecha, który dzięki Bolesławowi czuł się sprawcą tak wielkiego dobra.
Nie mamy jednoznacznych, pisanych dowodów w tej sprawie, ale opowiadanie historii średniowiecza to stawianie mniej lub bardziej spójnych hipotez. Wiemy, że Wojciech opuścił Pragę, bo nie chciał przebywać w miejscu, w którym sprzedawano chrześcijan, natomiast chętnie gościł na dworze Bolesława. Wiemy też z wielu źródeł, że handel ludźmi
w Europie w okresie rządów Bolesława całkowicie się załamał. Podaż rynkowa zniewolonych ludzi spadła tak drastycznie, że cesarz Henryk II zwołał w 1006 roku synod, na którym zabronił sprzedawania chrześcijan kupcom pogańskim, aby nie tracić tych zasobów ludzkich, które cesarstwo jeszcze posiadało.
Bolesław wprowadził ponadto bardzo restrykcyjne „przepisy wykonawcze do chrześcijaństwa”. I tak np. nieprzestrzegający postów mieli wyłamywane zęby,
a cudzołożnikom przybijano gwoździem mosznę do mostu targowego, dając nóż i wybór: śmierć, albo samodzielne obcięcie sobie tej części ciała. Co robiono kobietom, które się źle prowadziły, a co również opisuje kronikarz biskup Thietmar, pomińmy ze względu na nieprawdopodobną drastyczność.
Gdy Wojciech przybył na dwór Bolesława w końcu 996 lub na początku 997 roku, do ochrzczenia na podległych Piastom terytoriach pozostał wyłącznie Gdańsk. I właśnie stamtąd, po przeprowadzeniu masowego chrztu w morzu, wyruszył przyszły święty na misję chrystianizacyjną do Prus, gdzie został zabity, a to stało się przesłanką jego kanonizacji.
Liczne świadectwa mówią o niezwykłym bogactwie Piastów, a w szczególności Bolesława. Wielu historyków źródło tego bogactwa widzi w handlu ludźmi. Znając takie relacje jak „Księga podróży” Benjamina z Tudeli, który w połowie XII wieku pisał o Czechach sprzedających Żydom w niewolę własne dzieci, można zasadnie domniemywać, że ludzie do sprzedaży pozyskiwani byli nie tylko w wyniku zdobyczy wojennych, lecz również
z prowadzonej planowo hodowli.
Upadek tego handlu musiałby w takim razie oznaczać upadek potęgi finansowej Bolesława. Tak się jednak nie stało, a wiele wskazuje na to, że państwo Piastów miało świetnie zorganizowaną gospodarkę surowcową i przetwórczą, która najprawdopodobniej była rzeczywistą podstawą jego finansów.

Pieniądze to za mało
Historycy zazwyczaj mają problem z precyzyjną i wyczerpującą odpowiedzią na pytanie, „skąd się biorą pieniądze”. Dotyczy to również okresu piastowskiego. Jest jednak sporo przesłanek. Przede wszystkim mamy dowody ciągłości pokoleniowej, a co za tym idzie pewność międzypokoleniowego przekazywania wiedzy i doświadczeń. Z najnowszych badań genetycznych przeprowadzonych przez prof. Tomasza Grzybowskiego z CM UMK wynika, że pomimo różnych podbojów i przemieszczania się ludów na terenach Europy i Polski, istnieje 70-procentowa zgodność genetyczna między dzisiejszymi Polakami a ludźmi zamieszkującymi tereny między Odrą a Bugiem od kilku tysięcy lat!
Z wykopalisk wiemy, że już 4 tys. lat przed naszą erą, w epoce kamienia łupanego, w rejonie Krzemionek Opatowskich wyprodukowano nie mniej niż 40 milionów siekier, grotów i noży z wydobywanego tam krzemienia. Były one sprzedawane co najmniej
w całej Europie Środkowej i Wschodniej, a sam proces produkcji i dystrybucji wskazuje na wysoki poziom organizacji podziału pracy. Z epoki brązu odkrywane są warsztaty brązownicze, co oznacza, że opanowano tutaj sztukę wydobywania miedzi
i cyny.
Z epoki żelaza mamy świadectwa istnienia znaczącego ośrodka wydobycia rud żelaza i produkcji hutniczej na Mazowszu. Nieco później powstał największy w barbarzyńskiej Europie, ośrodek hutniczy w Górach Świętokrzyskich, gdzie w co najmniej 55 tys. pieców dymarskich wyprodukowano tysiące ton żelaza! Oprócz kopalń powierzchniowych znajdowała się tam, na terenie dzisiejszej miejscowości Rudki, głębinowa kopalnia rud żelaza – jedyna znana dzisiaj, działająca w Europie w pierwszych wiekach naszej ery poza granicami Cesarstwa Rzymskiego. Wiemy również o wydobywaniu srebra, złota, ołowiu, soli, bursztynu w różnych rejonach starożytnej i średniowiecznej Polski.
To zaledwie kilka z wielu przesłanek, z których można wyciągnąć pewny wniosek, że Piastowie i ich poddani korzystali z olbrzymiej wiedzy oraz technicznych umiejętności wypracowanych przez kilkadziesiąt pokoleń górników i hutników.
Badania archeologiczne z tego okresu, a w szczególności metoda dendrochronologiczna, wskazują na zakładanie przez Piastów – z niezwykłym rozmachem i w skali niespotykanej
w tym czasie w Europie – osad służebnych w miejscach nowych odkryć surowców. Przesiedlano do nich duże grupy ludności i rozpoczynano natychmiastową eksploatację odkrytych złóż. Koordynacja, jaką możemy zauważyć, każe domyślać się działania średniowiecznych, słowiańskich geologów, wyspecjalizowanych w poszukiwaniu kopalin. W takiej sytuacji – biorąc pod uwagę pragmatyzm Bolesława – połączenie projektu religijnego: zmotywowania swoich poddanych do szybkiego przyjęcia chrześcijaństwa,
a jednocześnie zdobycie tym uznania wpływowego hierarchy kościelnego, Wojciecha, z projektem ekonomicznym: rozwojem gospodarki surowcowej i przetwórczej, wydaje się być czymś oczywistym.
Do roku 999, czyli daty napisania przez Jana Canapariusa „Żywota św. Wojciecha” – jak to przekonująco wykazał prof. Przemysław Urbańczyk – nie ma żadnych świadectw pisanych istnienia nazwy Polanie lub Polonia. Wcześniejsze kroniki i zapisy wymieniają nazwy wielu plemion słowiańskich, lecz nie tego. Mieszko i Bolesław przedstawiani są jako książęta słowiańscy, a nie władcy Polan. Tak zwany Geograf Bawarski, raport o charakterze szpiegowskim sporządzony około 845 roku dla Ludwika II Niemieckiego przez anonimowego autora, zawiera listę 58 plemion zasiedlających tereny od Łaby aż za Bug, ale nie pojawiają się w nim Polanie. I nagle, od początków XI wieku wszyscy ci Goplanie, Ślężanie, Bobrzanie, Dziadoszanie, Gołęszycy, Wiślanie, Lędzianie i inni stają się Polanami.

Zawołanie ratujące wolność
Najbardziej popularna obecnie etymologia nazw Polska i Polonia wywodzi je od słowa „pole”. Wydaje się to jednak z wielu powodów błędne. Góra Ślęża, jezioro Gopło czy rzeka Wisła, to elementy środowiska przyrodniczego bardzo indywidualne i stworzenie od nich nazw plemion jest czymś naturalnym. Pole natomiast to obszar tak mało charakterystyczny poprzez swoją powszechność, że utworzona od niego nazwa nie wskazywałaby niczego szczególnie wyróżniającego. Zastanawiać też musi szybkość, z jaką ta nowa nazwa została przyjęta przez plemiona podlegające Bolesławowi, oraz szybkość jej rozprzestrzeniania się
w Europie w pierwszych latach XI wieku.
Jeśli jednak przedstawiona hipoteza dotycząca wprowadzenia przez Bolesława zakazu handlu chrześcijanami jest prawdziwa, to zawołanie ochrzczonych: „my polani” lub „my poloni”, zawołanie ratujące wolność, zabezpieczające przed sprzedaniem, jest prawdziwym źródłem nazwy narodu polskiego. Ze sposobu traktowania przez Piastów poddanych jak swojej własności wynika, że dla zwykłej ludności nie było wtedy różnicy między poddaństwem a niewolą. Zasadę „polani nie mogą być sprzedani” można więc uznać za pierwsze uprawnienie obywatelskie. Forma wprowadzenia chrześcijaństwa w Polsce uzyskuje w takiej interpretacji, mimo swej duchowej powierzchowności i instrumentalności, wartość konstytuującą naszą wspólnotę.
Otton III zmarł przedwcześnie, zabrakło więc jego poparcia dla dalszych planów politycznych Bolesława, lecz chrystianizacja Polski została przeprowadzona skutecznie i całkowicie – wszyscy zostali polani. I za to właśnie kronikarze, tacy jak np. Adam z Bremy, określali Bolesława tytułami Rex Christanissimus – Król Arcychrześcijański, czy Athleta Christi.
Projekt polityczno-cywilizacyjny został częściowo zrealizowany, przekaz duchowy nie. Między innymi i w taki sposób rozprzestrzeniało się chrześcijaństwo 1000 lat po Chrystusie, w przeciwieństwie do pierwotnego chrześcijaństwa, które miało własną energię rozwojową.
Chrześcijaństwo w swoich początkach nie tylko nie otrzymywało żadnego wsparcia państwowego czy instytucjonalnego, ale było bardzo gwałtownie i okrutnie zwalczane. Zaskakujące jest więc zarówno niepohamowane tempo jego rozprzestrzeniania się, jak i to, że wzbudzało tak wielkie, religijne zaangażowanie tak wielu ludzi. I lawinowy wzrost liczby wyznawców.
Tłumaczenie tego działaniem nadprzyrodzonym nie wystarczy, tym bardziej że w dzisiejszym chrześcijaństwie aż takiej zapalającej siły nie widać. Ci, którzy twierdzą inaczej, niech sobie odpowiedzą, czy w imię swojej wiary są gotowi stanąć na arenie i zostać publicznie, żywcem zjedzeni przez stado wściekłych z głodu hien. A nie byłaby to szybka śmierć. Takim właśnie sprawdzianom poddawano wielu pierwszych chrześcijan.
O czym więc zapomnieliśmy? Albo co zostało ukryte? Przekaz jakiej wiedzy czy praktyki duchowej został przerwany?

Wściekłość Marka Aureliusza
Najbardziej zaskakujące jest to, że w gronie okrutnych i bezwzględnych prześladowców chrześcijan znalazł się również cesarz i filozof stoicki Marek Aureliusz. Autor wielu myśli, które często dzisiaj cytujemy jako wskazania życzliwej tolerancji, dobroci i filozoficznego dystansu. Jedna z nich brzmi: „Jeżeli postępowanie ludzi jest słuszne, nie powinno się czuć do nich gniewu. Jeżeli niesłuszne, to jasne, że tak postępują niechętnie
i nieświadomie”.
Musi zastanawiać, co filozofa myślącego w taki sposób mogło wyprowadzić z równowagi i sprowokować do zabijania chrześcijan. Czy zaprzeczył własnym przekonaniom? Przecież w religii Rzymu było wielu bogów, łatwo została zorientalizowana i zhellenizowana. Rzym tolerował i pozwalał na wyznawanie kolejnych religii docierających
z innych krain. Za czasów Marka Aureliusza rozwijał się m.in. ezoteryczny kult boga Mitry o niektórych elementach podobnych do chrześcijańskich. Akceptowani byli wyznawcy bogini płodności Kybele. Jej kapłani w czasie misteriów wykonywali ekstatyczny taniec, podobny do wirowania derwiszów, wywołujący stan transu, a zarazem prowadzący do wygłaszania przepowiedni i dokonywania samookaleczeń, łącznie z samokastracją. Świątynie w Rzymie budowano także dla egipskiej bogini Izydy, której kult opierał się na wierze w zmartwychwstanie. Cesarstwo było otwarte na nowych bogów i wciąż powiększało ich liczbę. Jeśli spojrzymy na oficjalne dogmaty chrześcijańskie, to nie ma w nich niczego szczególnie wyróżniającego w politeistycznym świecie Cesarstwa Rzymskiego.
Skąd więc u Marka Aureliusza, tak łagodnego i wyrozumiałego dla błądzących, ten morderczy gniew na wyznawców nauki Jezusa? Jezusa, który przecież nie tworzył nowej religii, a zawsze przedstawiał się, przynajmniej oficjalnie i publicznie, jako ktoś, kto wypełnia
i wzywa do wypełnienia starych zasad religii judaistycznej, również akceptowanej w Rzymie. Marek Aureliusz, zarzucający chrześcijanom szaleństwo, z dzisiejszego punktu widzenia sam wydaje się szaleńcem z powodu swej całkowicie niezrozumiałej niekonsekwencji.
A jednak przecież nim nie był. Musi istnieć logiczne wytłumaczenie jego działań.
Tolerował wszystkich głoszących poglądy dla niego nawet absurdalne, ale oparte na jakimś rozumowaniu, a więc komunikowalne. Tolerancyjność cesarza-filozofa, musiała się jednak kończyć w stosunku do tych, którzy działali na podstawie czegoś niekomunikowalnego czy niewyrażalnego, a więc dla stoickiego racjonalisty – pozarozumowego.
Do kategorii rzeczy niekomunikowalnych, jak wiadomo, zaliczamy przede wszystkim doświadczenia i spostrzeżenia, których nie można odnieść do doświadczeń i spostrzeżeń znanych osobie, z którą rozmawiamy. I tak na przykład całkowitemu daltoniście, który nigdy nie widział kolorów, w żaden sposób nie wyjaśnimy, czym jest kolor zielony albo czerwony.
Inny prześladowca chrześcijan, Pliniusz Młodszy, nawet w trakcie tortur, którym poddawał chrześcijańskie diakonisy, nie usłyszał niczego, co byłby
w stanie zrozumieć, i pozostał z podejrzeniem, że chodzi o specyficzny rodzaj magii.
Czy więc Jezus i pierwsi chrześcijanie nauczali wybranych czegoś ukrytego,
co w prosty sposób nie mogło być komunikowane? Czegoś, co wymagało jakiejś praktyki duchowej?

Droga do Tajemnicy
Są przesłanki, że tak. W rozdziale 13 Ewangelii św. Mateusza czytamy: „Przystąpili do Niego uczniowie i zapytali: »Dlaczego w przypowieściach mówisz do nich?«. On im odpowiedział: «Wam dano poznać tajemnice królestwa niebieskiego, im zaś nie dano.(…) Dlatego mówię do nich w przypowieściach, że otwartymi oczami nie widzą i otwartymi uszami nie słyszą ani nie rozumieją”. Retoryczne pozostaje pytanie, czy także nam, współczesnym chrześcijanom, dano poznać tajemnice królestwa niebieskiego, czy poznajemy zaledwie przypowieści? Pismo Święte jest interpretowane na wiele sposobów. Chrześcijaństwo nie było jednak początkowo religią księgi, a religią ustnego nauczania. Jezus nie napisał księgi, mimo że umiał pisać. Czy gdyby nauczał wyłącznie Słowa, napisanie Księgi nie powinno być czymś oczywistym i koniecznym?
W pierwszych wiekach dominował przekaz ustny ewangelii – dobrej nowiny
o królestwie niebieskim (a nie o życiu Jezusa), choć rozpowszechniane były wśród chrześcijan różne pisma dotyczące Jezusa i jego nauki. Oprócz tych uznanych w IV wieku za natchnione i stanowiące Nowy Testament, istniało wiele innych nazywanych dzisiaj apokryfami. Chociażby Ewangelia Tomasza, napisana w I wieku naszej ery, najprawdopodobniej w tym samym czasie co hipotetyczne źródło Q, najstarsza zaginiona księga, na podstawie której powstały Ewangelie kanoniczne. Apokryf Tomasza, mimo że nie jest sprzeczny z Nowym Testamentem, poszerza prezentację nauki Jezusa w sposób nieakceptowany przez Kościół.
Jednym z ważniejszych przykładów wielkiej siły, a także spontanicznego i gwałtownego rozwoju chrześcijaństwa w pierwszych wiekach naszej ery, jest powstanie na pustyni egipskiej, najstarszej w tej religii formy życia zakonnego. Życia rozwijającego praktykę duchową pustelników, której treść przyciągnęła tysiące ludzi. Wśród nich na szczególną uwagę i namysł zasługuje Ewagriusz z Pontu, również ze względu na wielość zachowanych rozpraw jego autorstwa.
Mnich ten spróbował opisać podstawy i wprowadzenie do praktyki duchowej, którą uważał za istotę nauki Jezusa, a której sam nauczał i w której się doskonalił. Na podstawie jego rozważań stworzono w Kościele katolickim katalog grzechów głównych. Jemu samemu natomiast nie chodziło o listę zakazów, lecz o świadomość źródeł zła. Uderzające jest niezwykłe podobieństwo zaleceń religijnych Ewagriusza do wschodnich dróg rozwoju duchowego. Do reguł medytacji, wymagającej wieloletniej pracy, zmieniającej stan świadomości praktykującego i uwalniającej go od wszelkich namiętności.
Początkiem zbawienia jest dla Ewagriusza poznanie samego siebie. „Kto pragnie iść »drogą« Tego, który powiedział Ja jestem Drogą i Życiem, powinien uczyć się od tych, którzy wcześniej nią wędrowali…”. Ewagriusz wskazuje w swych pismach na istnienie ośmiu złych, demonicznych energii atakujących świadomość człowieka i próbujących nią kierować. Złych duchów, które nas używają.
Ich imiona to: Orge (gniew), Porneia (nieczystość), Gastrimagia (obżarstwo), Hyperefania (pycha), Filargyria (chciwość), Lype (smutek), Kenodoxia (próżność, pragnienie sławy)
i Acedia (zniechęcenie). Siły te to przyjemności wrogie człowiekowi, o natrętnym
i uzależniającym charakterze. Pojawiając się w różnych proporcjach i z różną intensywnością w poszczególnych ludziach, uniemożliwiają działanie prawdziwej duchowości człowieka.
Nie chodzi tu o drogę samodyscypliny opartej na siłowym odrzucaniu tych pokus i zwodniczych tęsknot – próby ich tłumienia wręcz je wzmacniają. Chodzi przede wszystkim
o nabycie zdolności rozróżniania między sobą jako osobą, a tymi pociągającymi myślami. Następnie o nabycie zdolności rozpoznawania strategii ich demonicznych podstępów. Celem praktyki zalecanej przez Ewagriusza jest uwolnienie się od tych demonicznych wpływów, a polega ona na specyficznej metodzie samoobserwacji. Na „otwarciu oczu do środka”. Drabina do królestwa niebieskiego ukryta jest według niego w naszej duszy. To uwolnienie i oczyszczenie wewnętrzne, osiągnięcie poziomu beznamiętności, ma otwierać przestrzeń, w której ujawni się Duch Święty. Wtedy właśnie medytacyjny stan odmienionej świadomości pozwala doświadczyć „niebieskiego królestwa”.
Jest to zgodne z tym, co Jezus mówi w Ewangelii św. Łukasza: „Zapytany przez faryzeuszów, kiedy przyjdzie królestwo Boże, odpowiedział im: »Królestwo Boże nie przyjdzie dostrzegalnie; i nie powiedzą: ‘Oto tu jest’ albo: ‘Tam’. Oto bowiem królestwo Boże
pośród was jest«” (Łk 17.20,21).
Bliskość królestwa niebieskiego to nie bliskość w sensie nadchodzącego czasu, lecz bliskość, która jest dostępna dla każdego człowieka w każdym czasie. Coś może być
blisko w takim sensie, że zbliża się niezależnie od naszej woli, jak np. burza albo świt. Coś jednak może być blisko, ale jest zależne od woli konkretnej osoby, jak chociażby zjedzenie jabłka leżącego obok. „Królestwa niebieskiego” doświadczyć można wyłącznie pojedynczo i zależy to jedynie od indywidualnej woli człowieka w dowolnym momencie życia.
Nie jest to jednak jasna i prosta instrukcja. Raczej tylko wskazanie, jak rozpocząć własną drogę do najważniejszego doświadczenia, które może być udziałem człowieka. Drogę ratującą wolność, zabezpieczającą przed zaprzedaniem własnej duszy złu. Jednocześnie Ewagriusz w dziele „O praktyce” ostrzega: „Niektóre zagadnienia ukryliśmy, inne zaciemniliśmy, aby nie dawać psom tego co święte i nie rzucać pereł przed wieprze. Będzie to jednak i tak jasne dla tych, którzy wstąpili na tę samą ścieżkę”.
Opisany sposób odzyskiwania wolności i przestrzeni duchowej, dzięki wewnętrznemu poznaniu prawdy o źródłach zła, mógł dawać tę wielką siłę pierwszym chrześcijanom. Zwłaszcza jeśli łączył się on z mistycznym, ale w jakiś sposób realnym doświadczeniem. Doświadczeniem czegoś, co według tych, którzy to przeżyli, najtrafniej było nazwać „niebieskim królestwem”.

Dusze nieumyte
Łatwo oczywiście takie sugestie podważyć, nazywając je gnostycyzmem, który odrzucany jest jako herezja. Jednak nie każdy gnostyk może być uznawany za heretyka, skoro św. Paweł mówi: „Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który w was jest
a którego macie od Boga…” (1 Kor 6.19). Jeśli przyjmuje się te słowa z wiarą
lub przynajmniej z nadzieją, to jest czego szukać i jest wiedza do zdobycia
i przeżycia. Takie poszukiwanie nie może być uznane za heretyckie.
Po V-VI wieku, utracony został ukryty przekaz, w tak tajemniczy sposób porywający i przyciągający do chrześcijaństwa wyznawców różnych religii. Do nawracania pogan: Germanów, Franków, Słowian i innych, trzeba było coraz więcej środków przymusu fizycznego, politycznego i różnych forteli. Pogaństwo ze swoimi wielowiekowymi tradycjami nie było podatne na nową religię, w sytuacji gdy przestawała ona dawać rzeczywistą przemianę duchową, opartą na indywidualnym przeżyciu doświadczenia metafizycznego.
Dzisiejszy Kościół katolicki nie wymaga od nas, wyznawców, myślenia ani pracy duchowej. Ogranicza się do prostego głoszenia podstawowych dogmatów wiary i przykazań, choć już bez restrykcji karno-wykonawczych, nie tylko tak drastycznych jak te Bolesława Chrobrego, a po prostu żadnych. Osłabianie siły chrześcijaństwa potęguje coraz szerzej rozpowszechniana w Kościele obietnica powszechnego zbawienia dla wszystkich i bez wysiłku. Każdemu po równo i za darmo. Nawet narzucenie sobie reżimu postępowania zgodnie z przykazaniami nie stanowi przecież przemiany wewnętrznej. Łatwo i właściwie bez problemu przywracać można sobie wciąż na nowo stan niewinności. Bez trwałego uwolnienia się od ograniczających, złych, demonicznych popędów wewnętrznych. Kucany katolicyzm do żadnej przemiany duchowej nas nie prowadzi.
Czy my, chrześcijanie, którzy stworzyliśmy najpotężniejszą cywilizację w historii
świata, jesteśmy lepszymi ludźmi niż inni? Czy jest w nas mniej pychy, gniewu,
zawiści, nieczystości, chciwości, lenistwa, nieumiarkowania?
Czy nie lepiej byłoby zainicjować poszukiwanie dróg przemiany duchowej, podejmując ryzyko błądzenia, niż godzić się na te herezje, które nas opanowały?
To, co miało wnikać i przekształcać, spłynęło po nas. Ciała mamy polane, dusze nieumyte. Być polanym 1000 lat temu to było aż nadto. Być polanym dziś, zazwyczaj znaczy niewiele.

Tekst ukazał się pierwotnie
w dwumiesięczniku „Arcana”

malloch        Emanuel Macron, nowo wybrany francuski prezydent, nie ma dzieci; niemiecka kanclerz Ángela Merkel nie ma dzieci, brytyjska premier Theresa May nie ma dzieci, włoski premier Paolo Gentiloni nie ma dzieci, premier Holandii Mark Rutte, Szwecji Stefan Lofven, Luksemburga Xavier Bettel i Szkocji Nicola Sturgeon; wszyscy oni nie mają dzieci. Można tak wymieniać dalej. Bezdzietnym prezydentem Łotwy jest Raymonds Vejonis, bezdzietnym prezydentem Litwy jest Dalia Grybauskaite, a Rumunii Klauss Werner Iohannis, Jean Claude Juncker, prezydent Komisji Europejskiej, również nie ma dzieci ani rodziny.

        Ujmując rzecz wprost: nieproporcjonalnie duża liczba osób podejmujących ważne decyzje o przyszłości Europy nie ma bezpośredniego potomka, dziecka, wnuka, czy nawet rodzeństwa, których dobro byłoby tutaj na szali, nie mają oni rodzin i całą swoją uwagę skupiają na jednej, dominującej i wszechpotężnej organizacji społecznej, której są wierni, mianowicie na państwie.

piątek, 21 lipiec 2017 08:19

Dżuma na jachcie „Czarodziejka”

Napisane przez

nikt2917        Proszę czytelników o słuchanie podczas lektury tej muzyki: https://www.youtube.com/watch?v=weRrdvXXjlc  Właściwie na słuchaniu można by poprzestać…

        Przyznam, że dzieją się wokół Polski rzeczy straszne. Po wielce znaczącej wizycie Trumpa, wpłynął do Warszawy z Londynu Wisłą okręt piracki, jacht „Czarodziejka”, którego pasażerowie przywlekli tu geopolityczną dżumę. Perspektywa bowiem zagłady resztek naszej suwerenności (polska suwerenność to oksymoron po prawdzie), stała się jeszcze bardziej realna. Trzydniowa wizyta brytyjskiej pary książęcej nie służy przecież tylko, jak cynicznie pisze prasa angielska, „oczarowaniu Polaków,” ale przede wszystkim należy ją postrzegać jako bardzo ważny kolejny sygnał, jakie plany w swojej wielkiej grze mają mocarstwa morskie wobec Polski.

        Na chłodno, bez emocji – zimny trup leżący w dole z wapnem nie posiada emocji – rozbierzmy na czynniki pierwsze ważną wizytę „Williama i Kate”, która nic nie ma wspólnego z kurtuazją. Pomimo tego, że – jak mówią lokalni dziennikarze w naszym grajdołku – para książęca, tu cytat: „to są niesłychanie mili, sympatyczni, dobrze wychowani ludzie” – są to przede wszystkim odwiedziny mające charakter wybitnie polityczno-wojskowy. Nie – towarzyski. Kto tego nie pojmuje i bawi się jakimiś bredniami oraz infantylizuje całość i sprowadza to do kwestii PR-owych, wizerunkowo-sentymentalnych, popkulturowych, oblanych jakimś stereotypowym lukrem, głęboko się myli. Popełnia zasadniczy błąd poznawczy. No, ale tu, w Obszarze Wisły, to wielowiekowa tradycja: niepojmowanie prawdziwej roli Anglii w historii Polski. 

piątek, 14 lipiec 2017 07:38

Argonauci Międzymorza

Napisane przez

nikt2817        „Polacy powinni nauczyć się żyć w swoich etnicznych granicach jako mały naród i porzucić myśl o tym, że są potęgą. To arogancki naród i niemający ani zdolności, ani siły, aby kultywować swój skrajny nacjonalizm (…), historycznie wrogo odnoszący się do Rosji, zawsze sprawiali kłopot pokojowo nastawionym Rosjanom. Muszą dostać lekcję lub nadal będą wichrzycielami. Nierozsądne jest uwzględniać interesy małego narodu jak Polacy, jeśli narusza to interesy stuosiemdziesięciomilionowego narodu rosyjskiego” – Maksym Litwinow (właśc. Enoch Meyer Wallach-Finkelstein) – plakożerca, były sowiecki ludowy komisarz spraw zagranicznych, ambasador sowiecki w Waszyngtonie, 28 października 1943 r., na miesiąc przed konferencją teherańską, podczas lunchu w Moskwie do zausznika Roosevelta, ambasadora USA w Sowietach – Williama Averella Harrimana.

        Kiedy sowiety przekroczyły linię Curzona, dyrektor ds. Europy w Departamencie Stanu – James E. Dunn – w swoim tajnym memorandum z 19 lipca 1944 r. przedstawił amerykańskie stanowisko; na 12 dni przed wybuchem powstania warszawskiego pisał: „Jedyne, co rząd powinien robić, to uważnie obserwować rozwój sytuacji w Polsce i nie dać się – pod wpływem nacisków propagandowych – wplątać w poparcie takich żądań, które w świetle dalszego obrotu spraw mogą okazać się bezzasadne. Jednocześnie powinniśmy unikać wszelkich deklaracji zobowiązujących nas nieodwracalnie do stałego popierania polskiego rządu na uchodźstwie”.

Amerykańska Grand Strategy – czyli zbawienne Aleje Jerozolimskie

        Trump w swoim przemówieniu z 6 lipca powiedział otwarcie nie tylko mieszkańcom Obszaru Wisły, ale także innym członkom NATO, że wolą imperium jest to, aby Europa, zwłaszcza nasz region, uwolniła się od mrzonek, które mogą prowadzić na manowce samodzielności (wielki kontynentalny Pakt Trzech: Berlin-Rosja-Chiny) oraz – aby wszem wobec było wiadomo – że imperium życzy sobie od wszystkich – pod przykrywką walki o wspólne wartości cywilizacyjne, religijne i kulturowe – poświęcenia swoich zasobów dla obrony państwa żydowskiego i obrony jego strategicznych interesów na Bliskim Wschodzie. Innymi słowy, główny przekaz jego wystąpienia sprowadzał się do tego: „Szykujcie się na wojnę z Persją. Płaćcie za to, zbrójcie się i bądźcie gotowi. Wasza krew i poświecenie, wasze zasoby przydadzą się”. 

piątek, 07 lipiec 2017 15:21

O nowych książkach Grzegorza Brauna

Napisane przez

900 550        Zaglądając do warszawskich księgarni oraz surfując po Internecie, dokonałem ostatnio trzech ważnych znalezisk. Ukazały się bowiem, w niewielkich odstępach czasu, trzy fascynujące nowe książki Grzegorza Brauna. Jestem przekonany, że wszystkie one znajdą się wkrótce w polskich księgarniach w Toronto, wielu jest bowiem w całej Ameryce Północnej ludzi okazujących życzliwe zainteresowanie jego osobie, pracom, ideom i dziełom. Ja chciałbym jednak już teraz te książki jakoś zapowiedzieć i w ten sposób ułatwić ich poszukiwanie. 

        Te książki to: „Iskry Boże”, czyli Polskie drogi do świętości (Wydawnictwo Prohibita, Warszawa 2017); „Świat według Brauna”. Z Grzegorzem Braunem rozmawiają Piotr Doerre i Krystian Kratiuk (Biblioteka Polonia Christiana, Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. ks. Piotra Skargi, Kraków 2017); Tomasz Grzegorz Stala „Plusy dodatnie, plusy ujemne. Z Braunem o Bolku” (Wydawnictwo 3DOM, Częstochowa 2017). 

niedziela, 09 lipiec 2017 07:50

POLIN, CZYLI GHOST GROUND

Napisane przez

Falat-z-polesia

Pisane na kilka godzin przed wystąpieniem Trumpa na placu Krasińskich 

        Kiedy nadeszło wezwanie, Polska nie zwlekała; nie ociągała się i zaryzykowała tym wszystkim, co osiągnęła, nie chcąc narażać na szwank swojego honoru, więc jej córy oraz synowie odpowiedzieli spontanicznie, ukazując siłę ducha jedności narodowej i samopoświęcenia, dzięki którym Polska  –  poprzez wiele wysiłków i zgryzot – jest członkiem grupy wielkich narodów Europy. (...) Koniec tego wszystkiego, koniec znoju, zawodu i cierpień zostanie nagrodzony tym, którzy wiernie służyli na rzecz wolności Europy  i świata; bowiem  wstanie świt, szybciej niż nam się obecnie zdaje. Wstanie świt wtedy, gdy obłąkańcza próba ufundowania pruskiej dominacji opartej na nienawiści rasowej,  opartej na czołgach, tajnej policji,  wszechobecnym nadzorze i wielu podłych współpracownikach-Quislingach zniknie jak koszmarny sen. I z chwilą, kiedy ujrzymy  jutrzenkę wolności i nadziei, nie tylko silne, wreszcie świetnie uzbrojone demokracje, ale również wszystko to, co szlachetne i nieustraszone, w Nowym Świecie, jak i  Starym, odda  hołd Polsce wstającej z kolan, odda hołd Polakom będącym ponownie wielkim narodem – sir Winston Churchill – bandyta, zbrodniarz wojenny i łotr  –  w przemówieniu radiowym wygłoszonym w maju 1941 r. do durnych i naiwnych, lubiących takie łatwe, toksyczne brednie Polaczków z okazji ich masońskiego święta Konstytucji 3 Maja.

        Wizyta Trumpa w Polin oraz jego wystąpienie na placu Krasińskich zapewne w niczym nas nie zaskoczy. Po pierwsze, wszystkie oczekiwania imperatora są już wypełniane przez władzę warszawską (oni myślą, że to doskonały sposób na uwiarygodnienie swojej pozycji i zdobycie legitymizacji w oczach suzerena amerykańskiego): większe zakupy jankeskiej broni (m.in. patrioty), zwiększanie polskich nakładów na zabezpieczanie interesów polityczno-wojskowych w regionie, przygotowania do głębszego zaangażowania Polski w konflikt na Bliskim Wschodzie (bo przecież nasze wojska są już tam obecne, a niedawna wizyta Dudy w jednostce Grom jest chyba zapowiedzią pełnego wejścia tej jednostki do działań a to w Syrii, a to np. w Mosulu, a to na odcinku katarskim, jeśli zajdzie taka potrzeba, tzn. kiedy Waszyngton wyrazi takie życzenie). 

        Tak, tutejsi władcy nie pojmują, że nasz kraj będzie używany taktycznie przez Waszyngton na odcinku antyniemieckim, mamieni nasi władcy będą złudną obietnicą, że Polin stać się może mniej więcej tak samo ważnym partnerem jak Niemcy, dzięki instrumentalnemu wykorzystaniu naszego państwa i narodu do chwilowej, nie wiemy, jak długotrwałej, amerykańskiej zagrywki przeciwko Berlinowi, mającej na celu osłabienie pozycji Berlina w Europie i na  świecie.

 To bardzo niedobra dla nas wiadomość, ponieważ Trump popycha nas jeszcze głębiej w politykę bezalternatywności. Na odcinku wschodnim jesteśmy już od pewnego czasu dokładnie zamknięci. Immunizowani na niepodległe zagrania.  Amerykanie rozpoczęli tę rzecz bardzo sprawnie w kwietniu 2010 r., pogłębili zasadniczo w 2014 r., więc teraz  –  z powodów bardzo ważnej układanki o charakterze strategicznym – po raz kolejny używają swojego polskiego wasala do zamknięcia nam odcinka zachodniego, czyniąc nasz kraj jeszcze bardziej bezwolnym, zdanym tylko na wolę amerykańską, bez możliwości geopolitycznego balansowania.

        Osobiście mnie to nie dziwi, warto może tylko o tym wspomnieć, choćby dla kronikarskiej ścisłości. Oczywiście całe przemówienie Trumpa będzie nas bardzo pompować w naszej biednej dumie i wspierać w naszej potrzebie dowartościowania, ale  można zakładać, że nie będzie to tylko mowa-pic. Mowa-siano. Nie. Posunięcia amerykańskie będą miały poważne konsekwencje dla losów naszego narodu i państwa. Bardzo niedobre konsekwencje. Oczywiście poza rzuceniem Polski na amerykański odcinek antyniemiecki cała jakaś zabawna idea Międzymorza pod protektoratem jankeskim nie przyjmie ani form trwałych, ani istotnych z punktu widzenia naszych interesów. To tylko jedno z narzędzi negocjacyjnych Waszyngtonu w przepychankach z Berlinem i Moskwą – oraz ze względu na Nowy Jedwabny Szlak – naturalnie z Chinami. Waszyngton właśnie do Pekinu mówi tym gestem, że obejmuje patrymonium nad końcówką Jednego Szlaku i  Jednej Drogi… Na żadnym z  poziomów nikt nie pyta i nie będzie pytał Warszawy o zdanie, ma ona tylko odpowiednio szybko akomodować względem oczekiwań Waszyngtonu, to wszystko… 

        Warto mocno podkreślić, że Warszawa może zakładać, że te wszystkie jej posunięcia i gesty wobec USA, odsuną od niej poważne zagrożenie wiszące nad naszymi głowami, a mianowicie roszczeniami żydowskimi. Jednak, jak już wiadomo, dotychczasowe działania Polski nie tylko nie oddaliły tego zagrożenia, ale w głęboko niepokojący sposób potwierdziły ich realność i powagę oraz to, że tu żadnej litości nie będzie i  Kaczyński zapewne to pojmuje, że nadejdzie D-day, dzień, kiedy Żydzi za pomoc naszych drogich sojuszników – Waszyngtonu i Londynu – z ujmującym uśmiechem, może przypominającym ten Macierewicza Antoniego, spokojnie do nas rzekną pewnego dnia: „Sprawdzam”. 

        Bardzom w związku z tym ciekaw, z jakim przekazem przyleciał do nas  ze swoim teściem Jared Kushner. W Warszawie oczywiście nie będą miały miejsca żadne backroom deals. Litości. Takie dile zawierane są tylko między partnerami. Dziś Polaczkom zakomunikowane zaledwie będą pewne kierunki oraz wyartykułowane oczekiwania przykryte łatwymi pochwałami…

        Ghost Ground

        Termin Ghost Ground oznacza dzikie nieużytki, tereny niczyje, zaniedbane, czekające na rekultywację i odnowę. Przemianę. Transformację. Nowych właścicieli. Tak zapewne określane jest w nomenklaturze wielkich nie tyle terytorium Polin, Rzeczpospolitej Przyjaciół, ile cała Europa Środkowowschodnia, cały pas borderline region, choć osobiście preferuję perfekcyjnie trafne określenie na państwa naszego obszaru – LIMITROFY…

        Wydarzeniem o wiele ważniejszym, niż żenująca komedia warszawska czy jakiś teatr, tj.  szczyt G-20 w Hamburgu, była silna odpowiedź na nie ze Wschodu. Odpowiedź poważna i naprawdę znacząca. Była to mianowicie dwudniowa wizyta Xi w Moskwie 3-4 lipca. Jasne, poza ważnymi decyzjami dotyczącymi infrastruktury o charakterze strategicznym,  był to zrytualizowany poniekąd przekaz obu mocarstw skierowany do Waszyngtonu, że potrafią balansować sprawnie wobec posunięć USA i  że partnerstwo chińsko-rosyjskie trwa, choć po prawdzie każdy z tych partnerów łypie okiem na Stany Zjednoczone, oczekując z tęsknotą dobrej oferty skierowanej do niego…         

        Ceremonia odznaczania Xi ważnym orderem rosyjskim (http://www.kremlin.ru/events/president/news/54973) pokazała, kto tak naprawdę jest prawdziwym panem na Kremlu. Jest nim chiński cesarz. To bardzo sprytna zagrywka rosyjska, nic nieumniejszająca ani Rosji, ani Putinowi wbrew pozorom. Szokujące dla mnie słowa Putina zamykające tę uroczystość, słowa skierowane osobiście do Xi, podkreślające jego znaczenie, wkład w relacje rosyjsko-chińskie, mają w istocie charakter trybutarny, bezprecedensowy, Putin bowiem nie tyle wychwala osobę Xi, ile bardzo umacnia i wspiera – i tak już bardzo mocną – jego pozycję w systemie chińskiej władzy. Zatrzymajmy się na chwilę przy tym. Otóż Putin nie kieruje tego przekazu do Chin ani do Xi. On skierował tę wiadomość do Trumpa. Uzmysławia to nam, jak bardzo Rosja nadal nie jest pewna, jaką ofertę strategiczną otrzyma z USA. Po prawdzie tego samego oczekuje Pekin. Obie strony czekają na poważne oferty. Putin, tak wstrząsająco mówiąc w kremlowskiej sali tronowej do Xi, uzmysłowić chce Ameryce, że to za długo trwa, że jej ociąganie się z rozwinięciem relacji jankesko-rosyjskich skutkuje dalszym balansem ruskim w stronę Środka.  Rosjanie pojmują, naturalnie, że nad Potomakiem trwa ferment, walka w elitach, co do obrania kierunków strategicznych, ale Rosjanie równie dobrze mogą to postrzegać jako celowe działanie dezinformujące, celową robotę USA, dzięki której – za pomocą niby chaotycznego, amatorskiego, nieskoordynowanego, niespójnego działania –  Amerykanie trzymają i Chiny, i Rosję w stanie gorączkowego zawieszenia, w stanie gorączkowej niepewności i protagoniści Stanów  Zjednoczonych zdają się postrzegać już tę sytuację w taki sposób, że ten stan, to nie stan przejściowy, o charakterze taktycznym, ale pełnowymiarowa strategia postępowania, która od adwersarzy USA wymaga zużywania szybciej swoich zasobów, sił, energii, zdecydowanie większego wkładu militarnego, wywiadowczego i analitycznego. TO TAKA STRATEGICZNA ASYMETRYCZNA GRA.  Zgrabne. I muszę przyznać, że po raz kolejny Amerykanie udowadniają, podobnie jak zrobili to w Krainie U w 2014, że to oni narzucają tempo i tworzą strategiczne środowisko geopolityczne, do którego warunków nadal muszą dostosowywać się inni gracze, z wysiłkiem próbujący dotrzymać kroku imperium zza stawu.

        My tu w Bolanda, w Polin, w Rzeczpospolitej przyjaciół musimy pamiętać, że dzisiejsze panoptikum z Boratem w roli głównej na placu Krasińskich to część tej strategicznej asymetrycznej gry amerykańskiej stosowanej wobec wszystkich innych – Berlina, Moskwy, Pekinu…

        Tuż przed wizytą  amerykańskiego Borata, przybył do  Warszawy gość, który przyjechał z naprawdę ważnymi rzeczami. On nie opowiadał nam farmazonów, nie opowiadał głupot, nie bawił bon motami, nie czarował, nie sprzedawał żadnych kocobałów. On przyjechał z konkretami.  A mianowicie 3 lipca odwiedził Polin przewodniczący Knesetu Yuli Yoel Edelstein.

        Spotkał się Dudą (http://www.prezydent.pl/aktualnosci/wydarzenia/art,658,prezydent-andrzej-duda-przyjal-przewodniczacego-knesetu.html), jak również z marszałkami Sejmu i Senatu (pośrednicy do przekazania posłania Kaczyńskiemu, choć nie wiemy, czy potajemnie Edelstein nie spotkał się z samym Kaczyńskim, wg mnie – tak). 

        Postrzegam tę wizytę – o wiele ważniejszą  w wymiarze politycznym niż wizyta Trumpa –  jako: żydowską kontrolę perymetru, nad którym, w wyniku ewentualnej zgody Waszyngtonu i Moskwy –  Żydzi sprawowaliby patrymonialny nadzór polityczno-ekonomiczny,  to taka kontrola przed wizytą Borata. Taki rewizorski checking, czy wszystko gra, czy wszystko jest na najlepszej drodze, aby Warszawa poważniej zaczęła publicznie deklarować to, co zostało już prawdopodobnie ustalone i co MUSI  się wydarzyć, a mianowicie zwrot mienia żydowskiego w Polin. Nie podniecajmy się za bardzo ani nie załamujmy rąk, to stały wariant gry wobec Polski i ta kwestia nie była mimo wszystko wiodącym tematem rozmów  z polskimi politykami w mojej ocenie… Co nim zatem mogło być?

        Pan Edelstein to rosyjski Żyd, opresjonowany w więzieniach sowieckich, jeden z tych, co dali nogę z Sowietów przez Warszawę dzięki operacji „Most” w końcu lat 80. (historia jednak ma poczucie humoru: wg mnie, ponownie taki rewers „Mostu” opcjonalnie jest szykowany z Izraela i Europy Zachodniej w  naszym kierunku przez Waszyngton i Moskwę…). Reprezentuje państwo posiadające doskonałe stosunki z Rosją, uważające ją za partnera strategicznego, istotnego dla swoich interesów oraz bezpieczeństwa. Nasi żydowscy przyjaciele potrafią balansować i dbać świetnie o swój interes narodowy, szkoda zatem, że nie potrafią tego ich warszawscy podwykonawcy, którzy czujnie odmawiają sobie prawa prowadzenia suwerennej polityki na wielu kierunkach… Otóż pan Edelstein – to taki „Francuski Łącznik” –  on biega tu za posłańca. A od kogóż to przewodniczący Knesetu przywiózł posłanie do Kaczyńskiego Jarosława? A mianowicie sądzę, że przekazał nam message od prezydenta Putina, przekazał nam informacje od Rosji, która jest zapewne i zaniepokojona destabilizacją architektury bezpieczeństwa w regionie w wyniku posunięć amerykańskich, i jednocześnie może wyrażać wolę deeskalacji, w związku z tym jest to po części tylko message do nas (ostrzeżenie? innego rodzaju propozycje do rozważenia? inne opcje?), ale przede wszystkim jest to przekaz do Trumpa, który otrzyma za pośrednictwem polskim przed szczytem G-20. Posłaniec żydowski jest tu niezmiernie ważny. Wskazuje to na chęć dogadania się w regionie i na poziomie globalnym tak przez Moskwę, jak i przez Waszyngton, a używana jest tu (tradycyjnie) żydowska przyzwoitka, diler najlepszy, pośrednik żydowski, który jest żywotnie zainteresowany dobrą kooperacją jankesko-ruską. Przepyszne! I Polacy, jak zwykle, nie pojmują, że są tylko ponownie statystami w dużej grze.

        Ażeby nie być gołosłownym i podeprzeć swoje hipotezy pewnymi faktami, to tylko przypomnę, że pan Edelstein wrócił właśnie z trzydniowej bardzo ważnej wizyty w Moskwie, gdzie przebywał  w dniach 27-29 czerwca br. i gdzie  bardzo ciepło i kordialnie został przyjęty przez Rosjan, a spotkał się (z partnerami rozmawiał po rosyjsku) z Ławrowem,  Matwijenko – przewodniczącą  izby wyższej, tj. Rady Federacji, oraz Wiaczesławem  Wołodinem – przewodniczącym Dumy, w której zresztą 28 czerwca wygłosił ważne przemówienie  transmitowane na żywo do Izraela! 

        Żydzi pragną dogadania się Ameryki i Rosji przede wszystkim ze względu na Persję, oni chcą ją utopić rękoma obu imperiów,  stąd pan Edelstein wszem wobec mówił, że dobre relacje pomiędzy Moskwą i Waszyngtonem są kluczowe dla pokoju światowego i oczywiście dla państwa Izrael. Sama zaś Rosja, wg niego, gra istotną rolę w regionie i Izrael musi współpracować z Moskwą, aby rozwiązywać wspólne problem. To dlatego podczas przemówienia w Dumie, Edelstein w chytry sposób posuwał się nawet do cytowania Starego Testamentu: At the conclusion of his speech, Speaker Edelstein asked to convey a blessing in Hebrew from Jerusalem, „the eternal capital of the Jewish People, from which the message of justice and the war against evil has been coming out for nearly 3,000 years.” He then recited the following verse from Psalms: ”Peace be within thy walls, and prosperity within thy palaces. For my brethren and companions` sakes, I will now say: `Peace be within thee.` For the sake of the house of the LORD our God I will seek thy good”.

        Godne polecenia – relacje z wizyty Edelsteina w Moskwie:

        Speaker Edelstein greeted warmly in Moscow as he begins official visit; tells Russian Federation Council Chairwoman Matviyenko `we must continue to develop our relations and discuss our differences of opinion in a serious and honest manner” https://www.knesset.gov.il/spokesman/eng/PR_eng.asp?PRID=13488

        Speaker Edelstein delivers historic address to Russian Federation Council; says „in the same language which I was imprisoned for teaching, I bless you with the ancient Jewish blessing: Shalom Aleichem!” https://www.knesset.gov.il/spokesman/eng/PR_eng.asp?PRID=13489

        29.06 spotkanie z Ławrowem: Knesset Speaker Edelstein to Russian FM Lavrov: ”Good relations between Moscow and Washington crucial for world peace” https://www.knesset.gov.il/spokesman/eng/PR_eng.asp?PRID=13493

        29.06 spotkanie z Wiaczesławem  Wołodinem – przewodniczącym Dumy.

https://www.knesset.gov.il/spokesman/eng/PR_eng.asp?PRID=13494

Speaker Edelstein told his host that the purpose of his visit is to „strengthen the relations between our nations, and I am also glad for the opportunity to meet you. The relations between our countries are on the right track, and even when we don`t see eye to eye, the dialogue, particularly if it is conducted in Russian, will help us understand each other and advance processes”.

        Trump ze względu na stosunki wewnątrzamerykańskie oraz ze względu na legitymizację swojej władzy – która poniekąd trwa in statu nascendi – nie chce zbliżenia bezpośredniego z Moskwą, ale potrzebuje pasa transmisyjnego, kryszy żydowskiej, a Żydzi ochoczo mu ją dają.  Niech każdy, kto ma choć trochę oleju w głowie, sam sobie to wszystko ułoży, wszystkie puzzle, i odpowie sobie samemu na pytanie, dokąd to wszystko zmierza…

        A to, jak działa Waszyngton wobec graczy zbyt wolnych od jego wpływu, widać choćby po niedawnym ostrzelaniu tureckiego statku przez grecki okręt (jankeski podwykonawca, zwracam). Tam w grę wchodzi naturalnie rozgrywka wokół Kataru. Jego losy omawiane będą w Kairze dziś. Tam w regionie widać także płynność relacji i sojuszy, kiedy Katar jest wspierany i przez Turcję, i  przez Persję, a grozi mu wywrócenie w wyniku działania agentury jankeskiej – Izraela, Saudów, Egiptu (ci mocno zblatowani z Moskwą), ZEA i Kuwejtu – czyli akcja-pokłosie po wizycie Trumpa w maju w Rijadzie.  Rozwałka Kataru to taka część zamiast całości, bo prawdziwym celem jest Persja...

***

        A poza tym uważam, że Jeruzalem musi by wyzwolona.

Grodno, 6 lipca 2017 r.