Goniec

Switch to desktop Register Login

Przestrzeń serca…

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

        Z Katarzyną Chęsy, świecką misjonarką, czyniącą posługę ewangelizacyjną w dalekim Kazachstanie, zetknęłam się w Polsce, w jej rodzinnej Bydgoszczy, gdzie zatrzymała się, koncertując  przed wylotem  na XVIII Festiwal Piosenki Religijnej do Toronto. Będąc na jej dwóch koncertach w bliskim Bydgoszczy Inowrocławiu, zrozumiałam, że jej działalność misyjna związana jest jednocześnie z jej wykształceniem muzycznym i pięknym talentem wokalnym, jakim została obdarzona... Pytałam ją o dzisiejszy Kazachstan, a zwłaszcza o Karagandę, gdzie pracuje i urządza koncerty w Katedrze Matki Boskiej Fatimskiej. I o fascynację Anną German, której piosenki, np. „Człowieczy los” czy „Nadzieja”, znajdują się też w repertuarze Kasi Chęsy. To, co mi opowiedziała, spisałam nie w formie wywiadu, lecz jej  refleksji po 13 latach misji w Kazachstanie.  

      Karaganda to wyjątkowe miejsce w Kazachstanie, kiedyś nazywane Watykanem Wschodu. To miejsce, gdzie wiara przetrwała, gdzie ludzie pielgrzymowali setki kilometrów do spowiedzi w okresie komunistycznych rządów. A zwłaszcza w czasach ks. Władysława Bukowińskiego, który działał  w Kazachstanie  w tym szczególnie trudnym okresie panowania sowieckiego totalitaryzmu, walczącego z religią. Przez 20 lat prowadził w Karagandzie tajne duszpasterstwo i stąd wyjeżdżał w dalekie, choć zakazane w ateistycznym sowieckim kraju,  podróże misyjne, również do innych republik. Sam będąc byłym zesłańcem,  w 1955 roku, w związku z repatriacją mógł wrócić do umiłowanej ojczyzny, a jednak świadomie wybrał Kazachstan i ludzi, którym był tak potrzebny... Tutaj jest  grób tego Apostoła Kazachstanu – i tu był w 2016 roku beatyfikowany w katedrze w sercu Karagandy. 

     Dzięki takim ludziom jak on – mówi Kasia –mamy dziś w Karagandzie trzy kościoły katolickie i kilka kaplic, podczas gdy normą w kazachskich miastach jest jeden. Każda parafia wypracowuje własną formę duszpasterstwa, ale koncerty jako forma duszpasterstwa – na taką skalę odbywają się tylko u nas, w karagandzkiej katedrze Matki Bożej Fatimskiej. Organizuję ich rocznie około 30, z wyłączeniem pory zimowej, gdy w katedrze temperatura spada do minus dziesięciu stopni...     Częstym gościem u nas jest orkiestra karagandzkiej filharmonii, przyjeżdżają  też  soliści ze środkowej Azji – sama również występuję. Więc nasza piękna katedra pełni też rolę małej filharmonii... To nasz sposób na to, by ludzie niewierzący mogli znaleźć się w przestrzeni sakralnej chociaż przez tę  godzinę... Jest to, wbrew pozorom, ważny element ewangelizacji...

       Na początku były  tylko koncerty, teraz staramy się przenikać je elementami chrześcijańskiej duchowości. Wykonywany był u nas „Mesjasz” Haendla, „Stabat Mater” Vivaldiego. Dla przykładu, ku naszej radości bardzo dobrze przyjęty został koncert hiszpańskiej muzyki organowej, poświęcony  życiu św. Teresy Wielkiej...

     Właśnie, muzyka organowa... W Kazachstanie koncertujące organy są tylko w czterech miejscach, a u nas jest wspaniały, oryginalny, niemiecki instrument. Publiczność zjawia się tłumnie, dla tych ludzi to ciągle egzotyka – słyszeć organy w kościele... Organizujemy koncerty, bo to sposób, by zaprosić różne nacje, zamieszkujące ten kraj, a  obecnie w Kazachstanie jest  120 narodowości. To kraj wielokulturowy, większą część ludności stanowią muzułmanie, więc do serc tamtejszych ludzi nie od razu mogę trafić drogą tradycyjnej ewangelizacji. A więc repertuar niekoniecznie musi być wyłącznie religijny, ale pokazujący wartości ponadczasowe, chrześcijańskie...

        Kazachstan kojarzy  się nam, Polakom, od  czasów zaborów z cierpieniem, głodem, rozstaniem, samotnością... To polska bolesna historia  tułaczki, tęsknoty, bólu, deportacji. Niektórzy w ciężkich czasach  „wyrośli z wiary”, o którą trzeba było walczyć. Inni musieli ją schować głęboko w sercu, nie ujawniać, a jednocześnie dbać, by przetrwała. Żyją starsze panie, które latami się modliły na różańcu. Bez księdza, same gromadziły się w domach. To pokolenie pomału odchodzi, a kolejne już żyje inaczej, o czym mogłam przekonać się, bo 13 lat temu przybyłam do Kazachstanu... Ale na pewno Polska jest dla tutejszych Polaków Ziemią Obiecaną. Tylko nie zdają sobie sprawy, że takiej Polski już nie ma... Jestem misjonarką, która pragnie przybliżyć im Ojczyznę, ale jestem tu, w Kazachstanie, nie tylko dla Polaków, lecz i dla innych nacji...

        Dziś  Kazachowie są  dobrymi, gościnnymi i życzliwymi ludźmi. Mają piękne zwyczaje, np. wierzą, że jak przyjmują gościa, to przyjmują anioła – nie można więc odrzucić nikogo. To naród, który ma bardzo dużo tradycji, ale także przesądów pochodzących jeszcze z rdzennej kultury, często  starszej niż islam. Jest dużo podań miejscowych, obrazujących, jak tu mieszkańcy szanują człowieczeństwo, waleczność, piękno...

     Dlatego na koncertach w Kazachstanie wykonuję głównie muzykę klasyczną i właśnie piosenki Anny German. Pytano mnie o nie, bo jej utwory ogromnie są w Kazachstanie popularne. Anna jest tak znana, że gdy śpiewam jej piosenki, uczestnicy koncertu powtarzają ze mną jej słowa – nauczyłam się ich ze względu na prośby słuchaczy. Wszystkie jej pieśni znają na pamięć, jak literaturę klasyczną. Zresztą czuję, że Anna German pomaga mi  w ewangelizacji mieszkańców Kazachstanu. Ona przywiązywała ogromną wagę do tekstów i widać, że chciała w nich zawrzeć to, co najpiękniejsze w człowieku, co stanowi o ludzkiej wartości. Jej pieśni może nie mówią bezpośrednio o Bogu, ale pokazują świat niemożliwy bez Boga – przeniknięty czułością dla miłości i dobra. I taka muzyka, w której zawarte jest piękno ludzkiego humanizmu,  przyciąga tu ludzi...

        Mam tam, w Kazachstanie, wielu przyjaciół nie tylko wśród Polaków. Przyjaźnię się serdecznie m.in. z Towarzystwem Polskim – z ludźmi działającymi na rzecz kultury polskiej, dlatego często wykonuję też repertuar specjalnie dla Polaków, a wtedy, wiadomo, jest Chopin, Karłowicz czy Moniuszko – klasyczne pieśni polskie... 

***

      A oto co powiedział mi w Bydgoszczy ojciec naszej misjonarki, Bogdan Chęsy:

        – Poszukując swojego miejsca w życiu i powołania, Kasia zaangażowała się najpierw w Ruch Odnowy w Duchu św. przy bydgoskich jezuitach. Ale do powołania trzeba dojrzeć i Kasi zajęło to trochę czasu...

Była np. solistką w Chórze Vincentinum przy Bazylice Mniejszej w Bydgoszczy. Zaraz po ukończeniu liceum pragnęła zostać aktorką. Nie było jednak to jej dane, choć zdawała do szkoły aktorskiej parę razy. Szukając swego powołania, pojechała następnie do Nazaretu na zaproszenie sióstr karmelitanek, ale po trzech miesiącach musiała wrócić, gdyż jej mama, a moja małżonka, zachorowała na raka i trzeba było pomóc nie tylko przy mamie, ale i przy Kasi maleńkim braciszku i siostrzyczce (Jaś lat 2 i Weronika lat 5). 

        Kiedy po roku jej mama umarła, Katarzyna zastąpiła ją rodzeństwu, a jednocześnie za namową zasłużonego dyrygenta i organisty , Henryka Nawotki, podjęła studia wokalne i ukończyła Akademię Muzyczną w Bydgoszczy na wydziale wokalno-aktorskim w klasie prof. Brygidy Skiby.

        Po zawarciu przeze mnie drugiego małżeństwa  Kasia poszła już drogą służby Bogu i ludziom. Od 13 lat posługuje w Kazachstanie, najpierw jako karmelitanka, a następnie za radą matki przełożonej i miejscowego biskupa jako misjonarka świecka.  Bóg hojnie obdarował ją  talentami, wśród których wyróżnia się talent wokalno-muzyczny. Służy zatem Bogu i ludziom na dalekim Wschodzie...

        A to dzieło Misji, w którym  uczestniczy, powinniśmy wspierać nie tylko modlitwą. W dziedzinie muzycznej zaowocowała jej praca także dwiema płytami, nagranymi przez Kasię. Pierwsza z nich – to „Przestrzeń serca”, druga, kolędowa, nosi tytuł: „Jestem Dutka Jezusa Małego”. Obie  mogły być wydane dzięki hojności ofiarodawców i pomocników misji. Bez tej pomocy Kasia nie dałaby rady wydać czegokolwiek... Nie otrzymuje przecież żadnego wynagrodzenia. Nasza hojność, czyli tych, którzy przychodzimy na jej koncerty, utwierdza ją  i innych misjonarzy  w przekonaniu, że Bóg otacza ich swoją szczególną opieką, że są narzędziami w Jego rękach...

        I tak, Kasia przez swą posługę misyjną rozszerza „przestrzeń serca” w odległym, azjatyckim Kazachstanie...

        A w piątek, 1 grudnia  2017, o godz. 19.00, w siedzibie Związku Narodowego Polskiego przy Judson St., ta pełna wewnętrznej żarliwości świecka misjonarka, a jednocześnie utalentowana, profesjonalna śpiewaczka wystąpi z pięknym  koncertem, w którym obok pieśni religijnych wiele miejsca zajmują utwory z repertuaru Anny German. Zapraszamy w imieniu świeckiej misjonarki z Kazachstanu, Katarzyny Chęsy – wstęp wolny... 

        Katarzyna Chęsy przybędzie do Toronto na dwudniowy Festiwal Piosenki Religijnej organizowany przez Radio Rodzina i wystąpi również z  koncertem w siedzibie polskiego  Związku  Narodowego  w Toronto przy ul. Judson 1 grudnia br. o godzinie 19:00.

Krystyna Starczak-Kozłowska

Zaloguj się by skomentować