Goniec

Register Login

Wiersze z puszczy Kanadyjskich Kaszub

Oceń ten artykuł
(1 Głos)

shadows

        Oglądając pierwszą część filmu Henryka Bartula o Kaszubach Kanadyjskich, zapadło mi w pamięci nazwisko mieszkającego tam pisarza, który pozytywnie wypowiadał  się o osiedlonych przed ponad stu laty naszych rodakach. Wcześniej w Toronto poznałem innego artystę, Wojciecha Strahla, rzeźbiarza ikon i kapliczek, którego nazwisko tym lepiej zapamiętałem, że na Kaszubach Kanadyjskich wiele ich umieścił, a nadto to nazwisko jest mi znane w Kościerzynie, gdzie mieszkam. Potem miałem jeszcze okazję poznać z filmu Bartula dzieje małżeństwa Tadeusza i Elżbiety Kay-Kwiecińskich, których losy rzuciły podczas ostatniej wojny z Polski „przez Syberię do Kanady”, a na Kaszubach Kanadyjskich nieraz bywali, bo mieli tam i może jeszcze mają swoje siedlisko. Natomiast niedawno otrzymałem do wglądu dwa poetyckie tomiki Elżbiety Mosielskiej, też mieszkającej na Kaszubach Kanadyjskich. Ponieważ o kaszubskim filmie Bartula i rzeźbiarskich dokonaniach Strahla już pisałem, a także o Tadku i Elżbiecie Key-Kwiecińskich nieraz w swoich tekstach wspominałem, więc trzymając się artystycznego i zarazem poetyckiego tematu, warto tym razem powiedzieć o wierszach Elżbiety Mosielskiej.

        Chociaż są to dwa tomiki poezji, to tak naprawdę jeden, ponieważ drugi to „Wybór wierszy” dokonany z pierwszego, chociaż zdarza się w nim kilka nowych, o czym za chwilę. Niemniej tytuł pierwszego tomiku: „Zbliżając się do światła” dopełnia i jednocześnie tłumaczy przydane nieobojętne tym wierszom motto z  Ewangelii według św. Jana: „Kto spełnia wymagania prawdy, / zbliża się do światła”. Ponadto zwracają uwagę dwaj autorzy tego wydanego w Toronto w 2011 roku tomiku. Jak bowiem zawsze podaje się na pierwszym miejscu nazwisko poety, a potem wskazuje, kogo jest szata graficzna, tak tutaj mamy zupełnie inaczej i trzeba rzec wprost odwrotnie, co okazuje się sensownym i celowym zamysłem. Ponieważ najpierw dowiadujemy się tutaj, że autorem „obrazów (jest – T. L.) Bogusław Mosielski”, a poetyckiego „słowa Elżbieta Mosielska”, więc podobnie jak w przypadku motta nie można być wobec tej informacji obojętnym i trzeba uznać, że ikonografia znaczy tu podobnie wiele, co wiersze, które chociaż przemawiają do nas pierwsze, bo tak rzeczywiście jest, to malarskich obrazów w nich nie braknie i zarazem ich miejsce jest jak najbardziej sensowne. Dlaczego tak, a raczej jaka przyczyna takiej kompozycji tego tomiku, a właściwie tomu wierszy, bo mamy ich ponad setkę, wyjaśniają przydane na ostatniej okładce biogramy – autorki słów i autora obrazów, których wobec takiej kompozycji nie można pominąć i wedle przyjętej kolejności chociażby zapowiedzieć.

        Ze skąpych biogramów możemy się wywiedzieć, że Bogusław Mosielski, mąż Elżbiety Mosielskiej, to malarz, grafik, fotograf, ilustrator książek, uznany w 2003 roku  za „najlepszego pejzażystę w akwareli w krajach angielskojęzycznych”. Natomiast poetka Elżbieta Mosielska, była polonistka, mieszka obecnie w Barry’s Bay w Kanadzie, w domu, gdzie miał swoją pracownię Bogusław Mosielski, który zmarł w roku 2004. Jak można zorientować się z przydanych wierszom dat i miejsc, do Kanady przybyli bodaj w latach sześćdziesiątych, mieszkając chyba najpierw w Toronto (?), a potem w Maynooth, Ottawie i Barry’s Bay, gdzie Elżbieta Mosielska przebywa obecnie i gdzie była i jest „ostatnia pracownia Bogusława”. 

        W „Wyborze wierszy” Elżbiety Mosielskiej poetyckich tekstów jest niemało, tym bardziej że wśród tych wybranych znajdujemy kilka nowych, lub mających treść bliską poprzednim, jak to „Rozłączenie”, kojarzące się ze swą treścią z utworem „Kobieta wiejska emigruje”. Nie można jednak tego uznać za drugą redakcję, bo oba nie są te same, a wreszcie poezja rządzi się swoimi prawami. Natomiast nowych w tymże „Wyborze wierszy” jest dość tyle, jak chociażby „Haiti”, „Noc wigilijna (w stylu ludowym)”, „Leczenie”, „Stary człowiek”, „Zimowe melodie”, „Rozłączenie”, „Fotografując”, „Do znajomych w Europie”, „Widzę kiedy”, „Być aniołem”, „Do mojego anioła”, „Koneksje z przeszłością”. I nawet gdyby wśród wierszy wybranych trafił się jeszcze inny niepublikowany poprzednio, to tym lepiej, bo przynajmniej wiadomo, że poetka nie zaprzestała być twórczo aktywna, co przecież najważniejsze. 

        W pierwszym tomiku wiersze poddane zostały selekcji, i to głównie tematycznej, a dopiero potem gatunkowej, kiedy ostatnich osiem zaliczono do prozy poetyckiej. Niemniej wskutek klasyfikacji tematycznej powstały niczym w powieści takie rozdziały, jak: „Rozstania i powroty”, „Takie czasy”, „Poszukując odpowiedzi”, „Krytycznie o…”. Ułatwia to nie tylko lekturę, ale i orientuje w poetyckich treściach. Ponieważ następny tomik zyskał tylko dwa tytuły rozdziałów, bo „Współcześni” i „Autoportret”, więc też osiągnął tematyczny zakres, ale już nie tak skonkretyzowany jak poprzedni, co zdradzają nawet jego trzy motta przejęte ze starotestamentowej Księgi Królewskiej, które wobec motta z pierwszego tomiku budzą większe zastanowienie i refleksję. Nadto „Wybór wierszy” zadedykowano „córce Jaśminie”, co też ma swoje znaczenie, pamiętając o tym, że pierwszy tomik, pomimo że bezpośrednio dedykacji był pozbawiony, to odbiorcy pozwalał pamiętać o wielu obrazach Bogusława Mosielskiego, budzących trafne skojarzenie z poetyckim słowem.

        Te jednak relacje ikonografii z poezją, i to w obu tomikach, zostawmy sobie na inny czas, podobnie jak omówienie wierszy z tomu „Zbliżając się do światła”, tu natomiast zajmiemy się wybranymi wierszami z ich „Wyboru…”, który ukazał się przed rokiem. Ponieważ nauczyłem się już niespecjalnie wierzyć autorom, kiedy powiadają, że w kolejnej edycji mamy li tylko teksty poprzednich utworów, więc i tutaj zdecydowałem się to sprawdzić, podobnie zresztą jak zawsze to czynię. Przy czym okazało się to tym bardziej konieczne, jeżeli we wspomnianym  „Wyborze wierszy” utworzono zupełnie nowe rozdziały, ograniczając się jedynie do dwóch, gdy przedtem mieliśmy aż cztery.  Nadto gdy wcześniej już pierwszy tytuł poetyckiego rozdziału „Rozstania i powroty” zdradzał emigracyjny charakter wierszy, tak obecny słowem „Współcześni” czy „Autoportrety” tego nie czyni. Tak więc dopiero wejrzenie w ich treść pozwala wiedzieć więcej. 

        Co prawda „Zaproszenie” to wiersz nowy (jak już powiedziałem, takie  wśród wybranych też się zdarzają), ale ten akurat doskonale oddaje aurę utworów z „Rozstań i powrotów”, kiedy to matka zdecyduje się wyjechać do syna, ale już nie zdąży, bo zabije ją już samo tejże tęsknoty bliskie spełnienie. Natomiast kolejne z  wybranych wierszy, pomijając ten z adresem do Beethovena czy „Nasz wspaniały wiek” (pierwotnie „Wspaniały wiek dwudziesty”), pochodzą głównie z następnego, pierwotnego rozdziału, opowiadającego, „Takie czasy”. Pierwszy z tych wierszy, otwierający najnowszy tomik, zdaje sprawę z artyzmu muzyki Beethovena, której stworzenie wymagało genialnych, nadludzkich umiejętności. Że natomiast tutaj akurat mowa o „Odzie do radości”, która ze słowami Schillera została zawłaszczona przez Unię Europejską, to już inna sprawa. Warto by się jednak zastanowić, ile dzieła Mistrzów zyskują lub tracą w takich sytuacjach i jaka byłaby reakcja ich autorów, gdyby o tym wiedzieli. Drugi z tych wierszy jest już w swej myśli inny, bowiem opowiadający z ironią, daną już w tytule, jak to wszelkie cywilizacyjne nowinki czynią nam dobrze, oczywiście w cudzysłowie, bo wcale nie dając „szczęścia”! Ale to przecież „Takie czasy”! (s. 70-71). Podobnie można by powiedzieć o wierszu „Poszukiwania współczesnych”, chociaż już mu bliżej do cyklu wierszy gieriatrycznych, opowiadających kłopoty ze starością, której obecnie tak bardzo się nie docenia. Takimi utworami są tutaj „Leczenie” i „Stary człowiek” (nowy), oraz „Poniedziałek w domu seniorów”, którym blisko zarazem do wierszy szpitalnych („Szpital we wrześniu”, „Krzesło szpitalne”) oraz do wiersza o podmiejskich dzielnicach, metaforycznie wpisującego się w ten temat. I to nawet z tymże oglądaniem starych zdjęć, ożywiających wszelkie wspomnienia („Fotografując”, s. 67). A wtenczas tak bliski tamtym okazuje się w tym miejscu wiersz „Rozłączenie”, który aż się prosi, by go zacytować:

        Jeszcze niedawno wspólny spacer

        jeszcze wczoraj wspólny posiłek

        jeszcze niedawno wspólne bycie

        dzisiaj jedno zabiera śmierć

        drugie – skazane na życie. (s. 45)

        Są to wiersze trafne i rzeczywiste, pozwalające kojarzyć ze sobą poetyckie treści i co godne uwagi, tworzyć wręcz poetyckie opowieści. A przy tym odbiera się je jeszcze inaczej, wiedząc, że powstawały na obczyźnie. Dlatego tym bardziej przejmująca jest tutaj wymowa wierszy wigilijnych: „Noc wigilijna (w stylu ludowym)” i „Nie było miejsca w Betlejem”. Zarówno z pierwszego, który tutaj nowym, jak z następnego wybrzmiewa melodyka znanych kolęd, ostałych się najdłużej w pamięci. Przy czym modlitewny zaśpiew w wigilijną noc nie pozwala zapomnieć o ziemskich kłopotach tych wszystkich, którzy od nas daleko i którzy czują się tak samotnie jak ten Chrystus, który „wędruje ulicami miast/ ciągle obcy/ wciąż niezauważony” (s. 40). Podobnie zresztą jak ta wigilijna macierzyńska miłość, którą można dostrzec w matczynej tęsknocie za dzieckiem w „Sprzedanym macierzyństwie” (s. 59).  

        Jeżeli teraz przydamy tym kwestiom cykl wierszy religijnych, okaże się to mentalnie i kompozycyjnie spójne, oddając negatywny obraz współczesnego świata, i to przede wszystkim tamtego, zaoceanicznego i zachodniego świata! Gdzie kościoły zamknięte i aby się pomodlić „uprasza się o zamówienie wizyty” (s. 21), i gdzie „każdego dnia/ powtarza się/ męka Chrystusowa” (s. 23), a wobec ludzkich nieszczęść „po twarzy Jezusa/ spływają święte łzy” (s. 27), zaś zagonieni ludzie nie dostrzegają „objawienia miłości/ w wiosennym zmartwychwstaniu ziemi” (s. 25). Zresztą cierpienie Jezusa można nawet dostrzec w tak prozaicznym zdarzeniu, jak w tejże rozpaczy „zranionego” (s. 55-56) przez najzwyklejszą kosiarkę. 

        Natomiast gdy przyjdzie czas na lekturę drugiej części tychże wierszy wybranych, może zastanawiać przydany im tytuł „Autoportrety”. Jak bowiem poprzednia tematyka wierszy odpowiadała zapowiadanym współczesnym sytuacjom i zachowaniom, tak tutaj poetyckie treści zyskują cokolwiek surrealny wygłos. Dzięki tymże „ptakom” (s. 75) podmiot tego wiersza może zwierzyć się z niewiadomych nam młodzieńczych snów i marzeń, których nie zdradzi „łąka” (77) ani „natura”, tak panteistycznie bliska „ludzkim myślom” (s. 77), ani te „wykrzykniki fal” (s. 79) swą schopenhauerowską obojętną monotonią. Bo jeżeli nawet chciałoby się, „żeby po ziemi chodziły anioły” (s. 81), niewiele to zmieni, jeżeli człowiek coraz bardziej się oddala od człowieka niczym ci „znajomi w Europie” (s. 83). Nadzieja tylko w pamięci, kiedy to nawet „świąteczne życzenia” (s. 85) okazują się formalnością. Może jeszcze wejrzenie w to symboliczne „okno” pozwoli „sięgnąć do młodości, do miłości/ i ocalić od zapomnienia” (s. 87), ale już za późno, wszak Czas jest nieubłagany. Pozostają więc tylko wspomnienia – tamtego lata i powrotu z wakacji, tych róż, muzyki „tych naszych melodii” (s. 93), a przy tym „czekając odpowiedzi stamtąd” (s. 97). Wobec samotni po odejściu najbliższej osoby jest to jak najbardziej zrozumiałe, że mamy w tych ostatnich wierszach:  „Niebieski adres”, „Czekając odpowiedzi stamtąd”, „W co wierzyć”, „Ukojenie”, „Widzę kiedy…”, „Być aniołem”, „Do mojego anioła” tyle lirycznych konfesyjnych treści.

        Rezygnując już z wyliczania wierszy nowych, nie można jednak z nich przemilczeć ostatniego, który pomimo niespecjalnie poetyckiego tytułu: „Koneksje z przeszłością”, doskonale sumuje w sobie wiele poprzednich treści. Przede wszystkim mamy tam o tej polskiej wiośnie i o spotkaniu z Tym, którego już nie ma, bowiem „umknęło gdzieś czterdzieści lat” (s. 112), a pozostała tylko „codzienność kanadyjska/ przeplatana dawnymi wspomnieniami” (s. 113). Co prawda nie mamy tu jak w poprzednim tomiku informacji, gdzie i kiedy zapisano te słowa, ale zdarzyło się to zapewne na kanadyjskich Kaszubach, czyli, jak czytamy na ostatniej stronie okładki, „niedaleko Algonquin Park, w Ontario”, a konkretnie w Barry’s Bay, gdzie każda pora roku jest piękna, czego doświadczyłem jesienią, a tutaj właśnie zima, i to o każdej porze dnia:

        Mroźne poranki wychylają się leniwie

        spod błyszczącej białości brylantowych kołder

        sosny pochylają koronkowe korony

        śpiewając Hosanna wysoko w błękicie.

        Południa zjawiają się nagle

        kreślą złotem zarysy pagórków

        i kopiują kształty drzew na śniegu

        w ostrym fiolecie.

        Wieczory zawsze zaczajone w lesie

        wypełzają mieszając szarość mgły

        z granatem nieba

        kluczą między domami

        chwytając zazdrośnie zaproszenia do stołu

        pisane dymem. (s. 33)

        I tyle pierwszym słowem o tych wierszach, poetycko umiejętnych i zarazem polonistycznych, co nie tylko zawodową wiedzę autorki ma znaczyć, ale przede wszystkim tych wierszy słowiańską polskość, opowiadaną tak sugestywnie za Oceanem, w kanadyjskiej puszczy, gdzie niegdyś osiedlili się Kaszubi spod Kościerzyny, ponieważ tamten krajobraz był im tak bliski ich rodnej ziemi.

        E. Mosielski, A selection of poems. Wybór wierszy, Pelplin 2017, ss. 113; B. Mosielski (obrazy), E. Mosielska (słowa), Zbliżając się do światła, Toronto 2011, ss. 168.   

Kościerzyna, 29 XII 2017 r.

Tadeusz Linkner             

(O Autorze: polski historyk literatury, publicysta i działacz społeczny, profesor zwyczajny nauk humanistycznych, doktor habilitowany literaturoznawstwa. Zajmuje się literaturą Młodej Polski, mitologią słowiańską w literaturze, krytyką literacką, edytorstwem oraz tematyką regionalną: Kaszub, Kociewia i Ziemi Borowiackiej. Prezentował swoje badania na kilkudziesięciu sesjach naukowych w Polsce oraz w Bremie, Lubece, Toronto i Ottawie.) 

Zaloguj się by skomentować