Goniec

Register Login

Lektura Gońca (546)

piątek, 30 wrzesień 2016 00:48

Pamięć (14)

Napisane przez

braunfotoNastępna asystentura u Axera

        W studia reżyserii wpisane były asystentury u kolejnych reżyserów w kolejnych warszawskich teatrach. Studenci przechodzili z teatru do teatru i uczyli się od różnych mistrzów. W  moim wypadku stało się inaczej. Asystowałem cały czas jednemu reżyserowi, Axerowi. Mój udział w próbach Biedermanna jakoś zwrócił na mnie jego uwagę. Ku mojemu zdziwieniu i otoczony narastającą zazdrością reszty kolegów z wydziału, byłem przez Axera brany potem na asystenta do każdej kolejnej reżyserowanej przez niego sztuki: Pierwszy dzień wolności Kruczkowskiego, Knock czyli triumf medycyny Romainsa, Ifigenia w Taurydzie Goethego.

        Zaraz po Biedermanie przyszła więc druga asystentura u Axera: Pierwszy dzień wolności Leona Kruczkowskiego, pisarza, który w przypadkowy i paskudny sposób wpisany jest w moje życie. Zetknąłem się z nim po raz pierwszy na jesieni 1953 r. Zaraz bowiem po zwolnieniu z więzienia „na urlop”, ojciec, ze swoją otwartą gruźlicą, pojechał do Warszawy upominać się o zwolnienie stryja Jerzego, swego brata przecież. Solidarność rodzinna była w tamtych pokoleniach bardzo silna. Ojciec, swoim zwyczajem, zabrał mnie ze sobą. Był u ministra kultury Sokorskiego, któremu powiedział: „Niech pan się zastanowi. Czy historia ma zapamiętać, że podczas gdy jeden pisarz był ministrem kultury, drugi pisarz zgnił w więzieniu?”. Historia zapamiętała. Jeden pisarz był nadal ministrem, a drugi nadal siedział. Dogorywał. Sokorski nie dał ojcu nawet nadziei, że się sprawą stryja zajmie.

30        Prawie w samym centrum Moskwy, dosłownie kilkaset metrów od Kremla, znajduje się cmentarz Nowodziewiczy, nazwany tak od leżącego tuż obok prawosławnego klasztoru poświęconego Matce Boskiej Smoleńskiej, który wzniesiono na początku XVI stulecia dla upamiętnienia zdobycia przez Rosję Smoleńska w wojnie z Litwą i Polską.

        Centralnym elementem architektonicznym klasztoru jest pięciokopułowy sobór (świątynia), w pobliżu którego wznosi się refektarz. W nim to właśnie spędziła 15 lat swego życia Zofia Aleksiejewna – regentka państwa moskiewskiego (po śmierci jej ojca, cara Aleksego), a zarazem siostra późniejszego cara Piotra I Wielkiego, który w 1689 roku pozbawił ją władzy i wtrącił do klasztoru. Właśnie regentkę Zofię i jej dworki, którym nie było wolno opuścić klasztoru także po śmierci, pogrzebano na miejscu, dając w ten sposób początek nowemu moskiewskiemu cmentarzowi.

piątek, 30 wrzesień 2016 00:41

Wspomnienia z mojego życia (33)

Napisane przez

BycsWieś nad dopływem Horynia w powiecie ostrogskim. Miejscowość górzysta, poprzecinana jarami, w których wytryskują źródła łączące się w rzeczkę. Gleba tutaj zupełnie inna – urodzajny czarnoziem pomieszany z gliną. Gospodarstwo na względnie wysokim poziomie kultury rolnej, jak na warunki poleskie. Dworek w dobrze utrzymanym stanie, wyposażony we wszystkie urządzenia sanitarne: wodociąg, kanalizacja (ułatwia to jego położenie na wzgórzu), gustownie umeblowane wnętrze domu. Robi wrażenie zamożnych właścicieli. Państwo Tuszowscy przemili, kulturalni, wykształceni gospodarze. Pan Tuszowski kończył rolnictwo w Wilnie, pani Tuszowska pensję w Warszawie (z domu Moszczankowska, primo voto Machońko). Tuszowski wżenił się w to gospodarstwo, pojmując piękną wdówkę z ładną córką, która i jego obdarzyła ładną córką. Przypomnę, że obie są moimi uczennicami.

        Tu rzeczywiście w Załużu i Kotkach (folwark) są nieprzebrane przestrzenie moczarów, niedostępne uroczyska, mateczniki dla cietrzewi. Gajowy zaprowadził mnie na tokowisko. Siedzę w przygotowanej wcześniej budce i napawam się przyrodą, wiosennym porankiem, malowniczo zmieniającym się widokiem. W miarę przybywania światła i głosów budzącego się ptactwa obserwuję przebieg toków. Zachwycam się graniem i przesiadaniem z miejsca na miejsce oraz toczonymi walkami. Ze wszystkich stron powoli dochodzi bulgotanie zlewające się w jeden głos.

czwartek, 29 wrzesień 2016 23:47

Pamiątki Soplicy (26)

Napisane przez

pamiatki-soplicyPALESTRA STAROPOLSKA
        
        Zdaje mi się, że odkąd świat światem, nigdy nie było takich przemian we wszystkim jak przez przeciąg życia mojego. Wszystko się bowiem odmieniło: stan, obyczaje, religia, ludzie, tak że gdyby człowiek nie sięgający pamięcią naszych dawnych czasów mógł mieć przed oczyma, co było dawniej, nie poznałby swojej ojczyzny, a jeszcze mniej by ją poznał wskrzeszony starzec, co przeżywszy panowanie dwóch Sasów, w początkach Stanisława Augusta rozstał się z tym światem.

        Czy więcej było rozumu dawniej, czy teraz? I to jest wielka zagadka. A ja bym ją tak rozwiązał: więcej teraz rozumnych ludzi niż dawniej, i nierównie więcej; ale dawniej, kto był rozumnym, rozumniejszym był od takiego, co mu dziś największy rozum przyznają. Jakoś to dawniej nie było tych rozumnych ludzi ogólnie. Ten był teolog, ten prawnik, ten wierszopis, ten mówca. I swego pilnował, i w nim się kształcił. A większa część nie przywłaszczała sobie prawa do rozumu.

piątek, 23 wrzesień 2016 16:09

PAMIęć (13)

Napisane przez

braunfotoASYSTENTURY W TEATRZE WSPÓŁCZESNYM W WARSZAWIE

        Zaraz na początku studiów reżyserii dostaliśmy przydziały asystenckie do warszawskich teatrów. Studenci aktorzy zostali w nich zatrudnieni na etatach aktorskich, a nieaktorzy jako asystenci reżysera. Mnie dziekan skierował do Teatru Współczesnego. Dowiedziałem się od starszych kolegów, że była to nagroda za dobry egzamin wstępny. Dokonało się to zresztą pod nieobecność dyrektora Współczesnego i profesora wydziału, Erwina Axera, który zawsze wybierał sam sobie asystentów. Tym razem, będąc w szpitalu, zdał się na Korzeniewskiego.

        Teatr Współczesny był kiedyś salą parafialną kościoła Zbawiciela, któremu została ona zabrana po wojnie. Mieścił się na parterze dużej kamienicy przy ul. Mokotowskiej 13, obok kościoła. Sala była długa i wąska, z jednym małym balkonem z tyłu. Scena była niewielka, bez sznurowni, za to z wygospodarowanym, też zresztą niewielkim, proscenium, na który prowadziły drzwi po dwóch stronach ramy scenicznej.

piątek, 23 wrzesień 2016 16:04

Z Polski rodem: Bratanek Węgrów – Józef Wysocki

Napisane przez

jozefwysocki        Burzliwe wydarzenia 1848 roku, które przeszły do historii jako Wiosna Ludów – zaczęły się już właściwie w środku zimy. Na przykład, w końcu stycznia wrzenie rewolucyjne ogarnęło Włochy. W lutym rewolucyjne nastroje wstrząsnęły Paryżem, a potem całą Francją. świadomy doniosłości chwili był Adam Mickiewicz, który miał nadzieję, że nastroje rewolucyjne w Europie osłabią Rosję, Prusy i Austrię, a więc dadzą szansę odzyskania przez Polskę niepodległości, toteż wystąpił z ideą powołania polskiego legionu przy ówczesnym Państwie Kościelnym. Nic z tego nie wyszło, bo rewolucjoniści ustanowili w Rzymie republikę i znieśli (na rok) świecką władzę papieża Piusa IX.

        Idea tworzenia polskich legionów pozostała jednak nadal aktualna, tym bardziej że Wiosna Ludów odnosiła sukcesy: w marcu 1848 roku przed ludem berlińskim skapitulował cesarz Fryderyk Wilhelm IV, w Wiedniu nieco później upadł rząd „woźnicy Europy”, twórcy europejskich porządków po rozgromieniu w 1815 roku Napoleona – księcia Klemensa Lothara Wenzla von Metternich-Winneburg, zwanego potocznie Metternichem...

piątek, 23 wrzesień 2016 15:56

Wspomnienia z mojego życia (32)

Napisane przez

BycsSmutne i nudne byłyby wieczory późnej jesieni i zimy w cichym miasteczku poleskim, gdyby nie te miłe dziewczyny, które niczego w zamian od nas nie żądają, ani się nie spodziewają poza spędzaniem miłych chwil z nami. Tu dziewczyna do chwili zaręczyn czuje się wolną, korzysta bez ograniczeń ze swobody, niczym się nie krępuje. Nawet chłopak „tutejszy” śpiewa „Nechaj moja diewczynońka szcze roczok hulaje. Hulaj, hulaj, diewczynońka pokuł moja budesz”.
        

Polowanie na dziki z psami gończymi

        Pewnego styczniowego dnia przy bezchmurnym niebie i niewielkim mrozie brałem udział w polowaniu na dziki w wielkim kompleksie lasów hr. Jarosława Potockiego w Chotyniczach, zaproszony przez znanego nam Henryka Przyborowskiego, inspektora tych lasów. Oprócz mnie do grona myśliwych należał szwagier Przyborowskiego, pan Freitag, oraz komendant powiatowy policji Leon Strusiński. Miało to być moje pierwsze polowanie z poleskimi psami gończymi, o których tyle słyszałem i czytałem w „Łowcu Polskim” – zawsze z niedowierzaniem. Bo czy to możliwe, by ogary mogły same pędzić dzika w gęstym lesie, naprowadzając go pod broń myśliwemu, który gdzieś tam daleko stoi na dukcie, albo żywego przyprowadzić na podwórze leśniczemu. Dziś miałem się naocznie przekonać. Byłem bardzo ciekawy.

piątek, 23 wrzesień 2016 15:26

Pamiątki Soplicy (25)

Napisane przez

pamiatki-soplicyPAN CZAPSKI

        Nigdy dobry uczynek nie przepadnie, nawet na tym świecie. Rozumie się uczynek, do którego łączy się jakaś ofiara: jako nasz Zbawiciel, widząc kilku rozdających jałmużny, i znaczne, powiedział, że biedna wdowa, co dała jeden szeląg, najmilszą mu była, bo dała więcej niż każdy inny; był taki, co i garść złota mógł dać bez uszczerbku swoich wygód, a ta wdowa może bez omasty musiała pożyć swoje wieczerzę, ostatni szeląg uboższemu oddawszy.

        Dobrze sobie nadal tuszę o moim narodzie, że kiedyś Pan Bóg nad nim się zmiłuje, bo w nim jest wielki duch poświęcenia. Pomijam, że nigdzie magnaci nie byli tak datni jak u nas i że mieli sobie za największe szczęście, kiedy z nich szlachta powstawała; ale między nami, szlachtą nawet, zawziętości mało, a chęci przysłużenia się wiele, i ta forma, która zakończa listy wyznaniem służebnictwa, jest rzetelną prawdą. Polacy wzajemnie sobie służą codosłownie. Ten za przyjaciela interesem kłopocze się po jurysdykcjach; ten się stara o pożyczenie pieniędzy dla sąsiada; ten krewnemu swojemu urządza gospodarstwo; ten, że kilka razy za stołem siedział z drugim, za pierwszym poproszeniem jedzie mil kilkadziesiąt, żeby mu syna wyswatał; a wszystko bez korzyści dla siebie innej, tylko iż ma to za wywiązanie siebie z obowiązku obywatelskiego. Są zapewnię wady narodowe; ale że ten duch ofiary i poświęcenia siebie (którego cała nasza historia, tak dokładna, jak ta, którą lekkomyślnie bajeczną nazywają, objawia) trwa w narodzie, i tylko w naszym, to jest rzecz niezaprzeczona i nie dość nad tym nasi uczeni się zastanowili.

piątek, 16 wrzesień 2016 01:09

PAMIęć (12)

Napisane przez

braunfotoOD STUDIÓW POLONISTYKI DO STUDIÓW REŻYSERII

        Po zagranicznych wojażach w 1957 r. wróciłem do Poznania, aby kończyć studia polonistyki. Nad pracą magisterską siedziałem w zaciszu poznańskiej Biblioteki Uniwersyteckiej przez styczeń, luty i marzec 1958 r. Nie było mowy ani o treningach lekkoatletycznych, już dawno porzuconych, ani o próbach jakiegoś nowego przedstawienia w Studenckim Teatrze Dramatycznym. Poprosiłem o wyznaczenie mi egzaminu magisterskiego już na samym początku kwietnia, wcześniej niż zwyczajowo w czerwcu, bo na kwiecień, maj i czerwiec zaplanowałem pisanie pracy wstępnej na reżyserię w PWST w Warszawie. W lipcu i w pierwszej połowie sierpnia miałem – obowiązkowy – „obóz wojskowy”, kończący cztery lata cotygodniowego „studium wojskowego” na uniwersytecie.  

240px-Saporski        Pierwszym znanym Polakiem, który zawędrował na dłużej do Brazylii (nazwa tego kraju w Ameryce Południowej narodziła się jeszcze w XVI stuleciu od wywożonego z tej części świata drewna brasil) był Krzysztof Arciszewski. W wieku 31 lat ten pochodzący z Gdańska arianin został oskarżony o zabójstwo na tle majątkowych zatargów i skazany na wygnanie. Zamieszkał w Holandii, gdzie studiował inżynierię wojskową i artylerię, a następnie zaciągnął się do holenderskiej armii. Tak trafił na wojnę Holandii z Portugalią o Brazylię, na której dosłużył się stopnia generała artylerii, a następnie admirała marynarki wojennej (w latach 1645–1650 kierował artylerią polską).

        Kolejni sławni potem Polacy zawędrowali do Brazylii dopiero w XIX stuleciu – po upadku kolejnych powstań niepodległościowych na ziemiach polskich. I tak, po upadku Powstania Listopadowego przybył do Brazylii (od 1822 roku było to już niepodległe państwo) inżynier Andrzej Przedworski – potem wysoki oficer armii brazylijskiej, ale przede wszystkim jeden z głośniejszych w Ameryce Południowej architektów.