Goniec

Register Login

Lektura Gońca (546)

piątek, 12 sierpień 2016 16:01

Wspomnienia z mojego życia (26)

Napisane przez

1943Na szczęście żadna ze stron nie okazywała chęci zaczepnych, żadna nie znała położenia wojskowego w Warszawie i w kraju, a tymczasem już 14 maja w nocy rozstrzygnęły się losy przewrotu – prezydent Wojciechowski ustąpił, przekazując władzę w ręce marszałka Sejmu Rataja, jako swego konstytucyjnego następcy. Nie było innego wyjścia, skoro piłsudczycy zajęli całą stolicę. Tak Rataj, jak i rząd zdecydowali przerwać walki i nie dopuścić do dalszego rozlewu krwi, a może nawet wojny między poszczególnymi dzielnicami. Wybrali najrozsądniejsze i najszczęśliwsze dla kraju rozwiązanie.
Trzydniowe walki zakończyły się powołaniem w majestacie prawa nowego rządu. Prezesem rządu został profesor Uniwersytetu Lwowskiego, Kazimierz Bartel. Tekę spraw wojskowych objął Piłsudski, który znowu, jak za dawnych dni, zyskiwał decydujący głos we wszystkich sprawach państwowych.

327px-Kazimierz PulaskiJędrzej Kitowicz, proboszcz z Rzęczycy koło Rawy Mazowieckiej i autor bogatej w szczegóły literatury pamiętnikarskiej poświęconej życiu politycznemu swojej epoki, napisał o nim w „Pamiętnikach do panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego”:

        „Był postury niskiej, chuderlawy, szczupły w sobie, mowy prędkiej i chodu takiegoż. Wielce wstrzemięźliwy od pijaństwa, jak od kobiet. Nic go bardziej nie bawiło, jak utarczki z Moskalami. W potyczkach zapominał o wszystkim i sam się najpierw w większe niebezpieczeństwa narażał”.

        Do tej charakterystyki Kazimierza Pułaskiego – bo o nim tu mowa – dodać trzeba jeszcze jeden szczegół: miał ogromną słabość do hazardu, szczególnie zaś do gry w karty. W czasie pobytu we Francji w 1776 roku za karciane długi spędził nawet w więzieniu kilka tygodni, aż tych długów nie wykupiła przyjaciółka.

        Bo co do kobiet – to ksiądz Kitowicz ma o tyle rację, że Kazimierz Pułaski zakochał się właściwie tylko jeden raz w życiu.

piątek, 12 sierpień 2016 15:03

Pamiątki Soplicy (19)

Napisane przez

pamiatki-soplicyZ tego więc powodu obligował mnie pan Leon, abym od niego stawał, a pana Bonifacego interes prowadził pan Jerzy Płaskowicki, krajczy starodubowski, jeden z albeńczyków szczególnie szacowanych od księcia wojewody, a to z powodu, że w czasie bezkrólewia, lubo konfederacja generalna pod karą abiudicationis ab omni activitate zabroniła kancelariom przyjęcia wszelkich manifestów przeciw jej czynnościom, on, zastępując miejsce regenta grodzkiego w Nowogródku, przyjął do akt sześćdziesiąt przeszło manifestów obywatelów przez konfederacją uciśnionych, za co został uwięziony i przez moskiewską komendę prowadzony Bóg wie gdzie; ale na szczęście jego, nie dochodząc do Świerznia, pan Aleksander Odyniec napadł na komendę, która go prowadziła, rozsypał ją i oswobodził jego. A dekret abiudicationis i banicji, na niego przez kaptur nowogródzki ferowany, dopiero konfederacja radomska zdjęła; a dla większego dowodu wrócenia activitatis król Stanisław konferował jemu przywilej na krajczostwo starodubowskie.

240px-Ignacy Pradzynski 1        Około 70 km od ujścia Łaby do Morza Północnego leży skalista wysepka Helgoland, niegdyś ważna twierdza wojskowa należąca kolejno: do książąt Szlezwiku, do Danii, do Anglii, a od 1890 roku – do Niemiec (za Helgoland Niemcy oddali wtedy Anglikom wyspę Zanzibar u wschodnich wybrzeży Afryki, dziś wchodzącą do Tanzanii). Od pół wieku wysepka nie ma już wprawdzie znaczenia strategicznego, ale jest od ponad dwu wieków popularnym uzdrowiskiem, do którego ściągają ludzie z różnych stron Europy.

        I jak to bywa w uzdrowisku – jedni rzeczywiście odzyskują zdrowie, inni wracają do domów nadal chorzy, ale są i tacy, którzy na Helgolandzie pozostają na zawsze. Nic więc dziwnego, że na miejscowym cmentarzu, obok mogił Fryzów – rdzennych mieszkańców wysepki – są również nagrobki z egzotycznymi dla miejscowych napisami.

piątek, 05 sierpień 2016 14:19

PAMIęć (6)

Napisane przez

braunfotoŻYCIE MŁODEGO WROGA LUDU

        Nasz letni dom został „skonfiskowany” w ramach wyroku o „przepadku mienia” ojca. Ale mama nie przyjęła tego do wiadomości – tak jak poprzednio wezwań do opuszczenia mieszkania w Częstochowie, gdzie nadal mieszkaliśmy w tych samych  dwóch pokojach. Nie wiem, jak mama obroniła mieszkanie częstochowskie. Teraz też zignorowała określenie naszego letniego pobytu w Milechowach, jako „nielegalny” wraz z nakazem opuszczenia domu – takie dostała pismo. Podobnie jak w ogóle nie przyjęła do wiadomości całego komunistycznego panowania w Polsce. Ubecja przymierzała się do „przejęcia” naszego domu w Milechowach w ramach owego „przepadku mienia” ojca. Kilka razy obcy przyjeżdżali samochodem, łazili po obejściu, po stoku góry, koło domów i coś do siebie gadali. Mama wychodziła przed dom i tylko na nich patrzyła. Odjeżdżali. Gdy stwierdzili, że nie ma wody i prądu, jakoś zrezygnowali. Wyrok pozostał „niewyegzekwowany”. Jeździliśmy do Milechów nadal.

piątek, 05 sierpień 2016 14:09

Wspomnienia z mojego życia (25)

Napisane przez

1943        Autor klasyczny zachowywał zawsze pewien dystans obserwatora wobec opracowywanej treści, zachowywał perspektywę, niemąconą osobistymi nastrojami czy uczuciami.

        Wzorem jest znowu Homer, Grek, który opisał wojnę swoich rodaków z Azjatami.

        Na pewno sercem był po stronie rodaków, ale w poemacie jest całkowicie bezstronny i obiektywny, świadomie tłumi swoje indywidualne uczucia i doznania. Pod tym względem literatura grecka jest w kulturze europejskiej zjawiskiem wyjątkowym. O ile oblicze kolektywne narodu, jego swoisty sposób myślenia i odczuwania przebijają z niej wyraźnie, o tyle osobowość jednostki poszczególnego autora nigdy nie narzuca się czytelnikowi w jakiś natarczywy sposób.

piątek, 05 sierpień 2016 13:39

Pamiątki Soplicy (18)

Napisane przez

pamiatki-soplicyByły rozmaite przepisy dla tej prawdziwie szkoły bohaterskiej, a między innymi, że dwóch albeńczyków, mając z sobą zajście, nie powinni byli się ciągnąć po jurysdykcjach krajowych, ale rzecz skończyć między sobą szablą albo zdać się na jakiego kolegi, co by ich rozsądził. Z tego powodu zabawna scena nastąpiła w Nieświeżu.

        Razu jednego w Samuelowie, u JW. Mikołaja Morawskiego, generała, zjechało się kilku Radziwiłłowskich przyjaciół, między nimi pan Leon Borowski i pan Bonifacy Sołohub. Pan Bonifacy nicpotem strzelał, bo miał krótki wzrok, ale z oszczepem na niedźwiedzia tęgo chodził, bo był silny i nieustraszony. A miał strzelbę dwururną, angielską, jakiej u samego księcia lepszej nie było. Pan Leon, co nadzwyczajne miał oko, chciał jej koniecznie dostać i różne proponował facjendy, by ją nabyć. Ofiarował swoje cztery konie siwosrokate, którymi przyjechał do Samuelowa, a do których pan Bonifacy dość się palił; ale ten był twardy i zawsze mówił:

        – Prędzej z skórą moją się rozstanę niż z moją dubeltówką.

        – Na co ci się ona zda, kiedy strzelać nie umiesz?

        – Czy umiem, czy nie umiem, to nie twój interes, a fuzji ci nie dam.

        – Słuchaj! Tu dobra knieja i niewielka pod Samuelowem. Obrzućmy ją siecią. Jeżeli ubijesz zwierza, ja ci oddam moje cztery konie, a jeżeli nie, to mnie oddasz strzelbę.

        – Zgoda! – odpowiedział pan Bonifacy. – Ale zróbmy opis na piśmie i wręczmy go panu generałowi. Bo jak ubiję zwierza, to ty żarcikami gotów mnie zbyć: my się nie od wczorajszego dnia znamy.

        – Pisz, jak ci się podoba, ja podpiszę, bo wiem, że chyba zwierz na nosie ci siędzie, to go ubijesz.

piątek, 29 lipiec 2016 16:03

PAMIęć (5)

Napisane przez

braunfotoOGŁOSZENIE WYROKU NA OJCA

        Z ojcem, zabranym 6 grudnia 1948 r., nie było żadnego kontaktu. Nie było widzeń, nie było korespondencji. Jakoś tylko mama dowiadywała się, zawsze zresztą z opóźnieniem, gdzie siedzi: w Częstochowie – wiedziałem, który to gmach, niedaleko parku, i wiedziałem, że tam w piwnicach trzymają ludzi; gdy się przechodziło ulicą Jasnogórską, to uwięzionych było nawet widać przez piwniczne okna z żelaznymi sitami. Potem ojciec siedział w Kielcach, bo to była stolica województwa, do którego należała Częstochowa – także wiedziałem, w którym gmachu mieści się UB. Potem więziony był w Warszawie.

        Na wakacje roku 1950 pojechaliśmy wszyscy, jak zawsze, do Milechów. Wszyscy – bez ojca. Gdzieś w środku lata, w końcu lipca, okazało się, że będzie proces ojca i wyrok. Nie pamiętam, jak mama została o tym powiadomiona. O sposobie otrzymywania jakichś szczególnych wiadomości, tak jak o ich treści, nie mówiło się – stała wojenna, konspiracyjna zasada. Bo przecież dla nas wojna (wojna z nami) trwała nadal, i nadal żyliśmy jak w konspiracji, jak w czasie okupacji, bo to była kolejna okupacja, teraz sowiecka.  

300px-PoznaNski-1-1Łódź należy do tych nielicznych dużych miast w Polsce, w których trudno o ładną tzw. widokówkę – czyli kartę pocztową prezentującą zabytek albo piękny widok (krajobraz). Powód niedostatku jest prosty: w Łodzi tego rodzaju atrakcji po prostu nie ma. No, jeśli już ktoś się bardzo uprze, to może wydać jedną widokówkę z drewnianym kościołem św. Józefa, a drugą – z tzw. pałacem Poznańskich – gmaszyskiem o 300 pokojach, uchodzącym od stu lat za symbol blichtru i bezguścia.

        Budowę tego pałacu rozpoczęto pod koniec XIX stulecia z inicjatywy i za pieniądze Izraela Poznańskiego – jednego z twórców miasta Łodzi, największego w tamtych czasach w tej części świata ośrodka przemysłu włókienniczego i „ziemi obiecanej” dla tysięcy przybyszów z całej Europy.

        To miasto nie narodziło się jednak dopiero w końcu XIX stulecia. Pierwsze wzmianki o wsi Łodzia, będącej własnością biskupów kujawskich, pochodzą z pierwszej połowy XIV stulecia. Prawa miejskie nadał tej miejscowości król Władysław Jagiełło w 1423 roku, ale do początków XIX stulecia liczba mieszkańców miasteczka nie przekraczała pół tysiąca.

piątek, 29 lipiec 2016 15:30

Wspomnienia z mojego życia (24)

Napisane przez

1943Nie omylił się Ojciec. Sprawy rozwijały się według przewidywań. Dopisywał przede wszystkim Kalisz, który w promieniu kilkudziesięciu kilometrów nie miał innego miejsca dla spędzenia wakacji niż Antonin. Doszło wkrótce do tego, że bez żadnych starań ze strony Ojca, Kalisz sam wprowadził specjalny pociąg wycieczkowy do Antonina, kursujący w sezonie w każdą niedzielę i święto. Inne z wymienionych miast miały połączenia kolejowe z Antoninem kilka razy na dobę. W roku 1922 r. w ślady Kalisza poszedł Ostrów, wprowadzając do rozkładu cztery dodatkowe pociągi przed południem i cztery w godzinach popołudniowych i wieczornych (ostatni o 22).

        Antonin pękał w szwach. Pamiętajmy, że były to pierwsze lata w wolnej i niepodległej Polsce, po ciężkich wojnach i tyluletniej niewoli. Ludzie wreszcie odetchnęli, chcieli żyć i użyć za wszystkie czasy. Nie tylko w niedziele i święta, również w dni powszednie przy pogodzie było pełno gości.

        Przyznam się, że ta dziedzina działalności zupełnie mnie nie interesowała, nie posiadam żyłki kupieckiej. Kiedy był największy ruch i tłok, ginąłem z horyzontu, kryłem się na Kociembie. Tam wśród pól i łąk, na okólnikach wśród koni i bydła czułem się najlepiej, albo też wskakiwałem na jedną z kasztanek i cwałowałem w piękne lasy, wracając do domu dopiero wieczorem. Znałem i kochałem pracę w rolnictwie, nie potrafiłem robić interesów. Lubiłem się też bawić i wydawać pieniądze, co, ciekawe, wcale Ojca nie martwiło, wprost przeciwnie – sprawiało mu przyjemność. Sam należał do ludzi, którzy nie pracowali dla samych pieniędzy, ale po to, by móc, jak jest okazja i chęć, nie liczyć się z groszem.