Goniec

Register Login

Lektura Gońca (566)

sobota, 27 sierpień 2016 23:15

Pamiątki Soplicy (21)

Napisane przez

pamiatki-soplicySAWA

        Bez najmniejszej przysady wyznać można, że nie tylko doświadczeniem, ale pożyciem nawet nie można objąć większego zaszczytu, jak było szlachectwo polskie. Bo szlachcic, choć najuboższy, był równym magnatowi i przy pomocy boskiej mógł sam zostać magnatem (jak tego było tyle przykładów), a tej równości z magnatem nie tracił nawet służąc u niego. Pan Radziszewski, chorąży starodubowski, służył u księcia wojewody wileńskiego, był u niego paziem, potem dworzaninem, potem dowódcą jego milicji, a przecie urzędował Rzeczypospolitej, posłował po sejmach i został orderowym panem, i ożenił się z siostrzenicą księcia, panną Brzostowską, z tak wysokiego domu, i nikt się temu nie dziwował, że sam książę sprawował wesele, bośmy wszyscy byli równi między sobą. U nas pan był szlachcicem bogatym, a szlachcic był panem ubogim; a że pan byt zawsze wysokim sługą Rzeczypospolitej, szlachcic u niego służąc służył razem i ojczyźnie. Już dziś panów nie ma w Polsce ani na Litwie, a za to namnożyło się podpanków, co nie służąc ojczyźnie, nie z tego, co boli, i często nawet nie z soli ani z roli, ale z jakichś podradów, z nabyciów nieuczciwych, z handelków, lichw i podobnych szachrajstw ponabywali sobie majątków znacznych; a że ci i dziadów swoich nie mogą okazać, tylko albo pod cudze szlachectwa podszywają się, alboli wymyślają takie, o których ani Paprocki, ani Okolski, ani nawet Niesiecki nie wiedzieli – więc krzyczą na możnowładców dawnych, do których pewnie żaden z nich za naszych czasów aniby dostąpił, wynoszą postęp teraźniejszego czasu. Nie wiem, kto z tego postępu w narodzie korzysta. Mieszczan, co nam wyrzucano, żeśmy ich nie mieli, i teraz nie widzę, tylko po dawnemu handlują sami Żydzi lub gdzieniegdzie jaki Niemiec przybyły; a włościaninowi nierównie gorzej. Na Litwie już bojarów zmusili do robocizny, a na Rusi zamiast dawnych dni letnich, co je chłop po dwanaście na rok odrabiał, pędzą go od Nowego Roku aż do świętego Sylwestra na pańszczyznę. Pletą o prawach człowieka to, co pochwytali z zagranicznych książek, a nie wiedzą, że co tam się pisze, u nas było w doświadczeniu – i dokładniej: bo nasi przodkowie lepiej tworzyli, niż zagraniczni potrafią wymyślać.

piątek, 19 sierpień 2016 16:12

PAMIęć (8)

Napisane przez

braunfotoPIERWSZE PRZYGODY TEATRALNE

        Gdy dostałem się na studia, od początku zacząłem zmierzać ku teatrowi. Najpierw trochę po omacku, stopniowo coraz bardziej świadomie.  Do zawodowej pracy reżyserskiej miałem dojść po następnych siedmiu latach – cztery lata studiów polonistyki i trzy reżyserii.

        Prowadziło mnie do teatru kilka równoległych, często splatających się ścieżek: grałem w przedstawieniach studenckich i amatorskich  oraz podejmowałem pierwsze próby reżyserii, także na poziomie amatorskim. Recytowałem i śpiewałem w małych, a nawet wielkich gronach, na przykład na obozie wojskowym. Stopniowo wchodziłem do teatru zawodowego – jako aktor, asystent reżysera, wreszcie „reżyser-asystent”. Współpracowałem z radiem – jako lektor, z telewizją – jako spiker. Samoucko studiowałem historię widowisk i historię dramatu. W Poznaniu brałem lekcje impostacji głosu u starego śpiewaka poznańskiej opery, a u znajomego aktora lekcje wymowy.

piątek, 19 sierpień 2016 16:01

Wspomnienia z mojego życia (27)

Napisane przez

BycsPonieważ prawie wszyscy rodzice w naszym przypadku są raczej zamożni, w razie jakiejś ujemnej oceny pupilki występują zaraz z chęcią wzięcia pomocy – korepetytora. Niektórym sam to radzę. Były matki, które zrozumiały to jako ofertę z mojej strony i chciały natychmiast umawiać się, zaznaczając, że dobrze zapłacą. Dostało im się ode mnie.

        Łucja przyszła na wywiadówkę do domu. Jej Kasia uczyła się bardzo dobrze. Była zdolna i pracowita. Mieszkała u mojej koleżanki – matematyczki, Janki Michnikówny, niewiasty z dyszlem, jak ją nazywałem. Umiała nie tylko uczyć i nauczyć, ale i wyegzekwować i wychowywać młodzież. Janka była jedyną wśród moich koleżanek, z którą zawarłem bliższą znajomość.

        Po moich imieninach i tych dziesiątkach bukietów kwiatów – z marszem całej klasy pod sam dom – zaczęły się intrygi, których podłożem była zazdrość większości koleżanek, których prawdopodobnie nigdy nie spotkało takie wyróżnienie jak mnie. A przecież to było zrozumiałe. Gdyby w męskiej szkole znalazła się młoda nauczycielka, w dodatku jako jedyna niewiasta, spotkałoby ją to samo. Pamiętam, co się działo w dzień imienin Basi Starczewskiej (Blondonduli), ładnej dziewczyny, którą wszyscy lubili, a niektórzy nawet z nią flirtowali. Oczywiście, gdyby była brzydka czy mniej ładna, jak część moich koleżanek, nie cieszyłaby się takimi względami u chłopców. Wszystko to jest takie ludzkie, trzeba tylko chcieć to zrozumieć i uwzględniać w swoich ocenach. Tego nie zrozumie brzydka niewiasta.

EmbPolHabCC9        W encyklopediach polskich figuruje jako Karol Rudolf Miałowski albo Karol Rolow-Miałowski. W encyklopediach północnoamerykańskich piszą o nim jako o Charlesie Mialofsky. Natomiast w krajach Ameryki Łacińskiej, w tym zwłaszcza na Kubie, znany jest on jako Carlos Roloff.

        Wiadomo tylko tyle, że jego ojciec wywodził się najprawdopodobniej z Pomorza, z rodziny mieszczańskiej. Mniej więcej od roku 1825 był w Warszawie skromnym urzędnikiem skarbowym ówczesnego Królestwa Polskiego, zaangażowanym bardzo aktywnie w działalność konspiracyjnego polskiego ruchu niepodległościowego. Walczył w Powstaniu Listopadowym – choć bliżej nic na ten temat nie wiadomo. W każdym bądź razie, po upadku powstania zmuszony był uciekać z Warszawy, więc wybrał Królewiec, bo tam mieszkali jego krewni.

piątek, 19 sierpień 2016 15:21

Pamiątki Soplicy (20)

Napisane przez

pamiatki-soplicy– Nieborakowi parę koni ukradziono. Szukając ich, opytem trafił do Słonima, gdzie ich znalazł u Fejbisza, pierwszego kupca tutejszego. A nie mając tu, jeno mnie znajomego, garniec wódki starej mnie przywiózł prosząc o pomoc. To z nim część wódki jego wypiłem, a potem biedakowi wykierowałem interes, bo Fejbisza nastraszyłem grodem, że zaraz konie oddał, choć je w dobrej wierze kupił. A oto reszta tej wódki. To, panie Jerzy, nie pozwalasz, bym do ciebie wypił?

        – Ale, kochany panie Leonie, ja truciznę ledwo z tobą bym nie wypił; ale wolałbym wina kieliszek.

        – Ehe, to wyraźnie już mi przymawiasz. Gadać o winie takiemu, co dwa złote niespełna ma przy duszy! Minęły te czasy, kiedy w niehorylskiej piwnicy pan Leon swoich przyjaciół częstował. Teraz, czym bogat, tym rad.

        – Ja ci pieniądze pożyczę.

        – Dziękuję ci, łaskawy przyjacielu. A gdzie pignus responsionis [zastaw]? Wszak wiesz, że sumka, co ją miałem na Niehoryle, jest nieboszczki mojej żony; i ona leży w aktach nowogródzkich bez pożytku dla mnie; a czterdzieści tysięcy moich własnych, co mi się zostały z krwawej pracy mojej, a które są u pana Łopota, od trzech lat ani kapitału, ani procentu nie widzę. Ja to mam za przepadło.

piątek, 12 sierpień 2016 16:13

PAMIęć (7)

Napisane przez

braunfotoNA BUDOWIE

        Nie dostałem się na studia. Nie przyjęli mnie do żadnej pracy. Gdy wypełniałem ankietę personalną, okazywało się, że  jestem synem „wroga ludu” i sam jestem „wrogiem ludu”. Po wielokrotnych staraniach o pracę „biurową”, choćby najniższego szczebla, pewnego dnia powiedziałem sobie, że mam tego dosyć. Poszedłem do biura jakiejś budowy. Właściwie na chybił trafił. Tam ankieta personalna była krótsza. Zostałem zatrudniony do pracy fizycznej jako zwykły robotnik.  

        Skierowano mnie na poznańskie Stare Miasto, wtedy odbudowywane i remontowane.  Musiałem wstać przed piątą. Wychodziłem z domu kwadrans po piątej, bez śniadania, ale zabierając przygotowany mi troskliwie przez ciocię Wandzię prowiant. Biegłem do tramwaju. Przesiadka do drugiego. Barak-szatnia, gdzie przebranie się w robocze „ciuchy”. Na stanowisku pracy trzeba było być punktualnie o szóstej. Śniadanie jadłem w stołówce robotniczej w czasie przerwy o dziesiątej, popijając czarną kawą zbożową przyniesione kanapki, czy też, jak mówiło się w Poznaniu, „sznytki”.

piątek, 12 sierpień 2016 16:01

Wspomnienia z mojego życia (26)

Napisane przez

1943Na szczęście żadna ze stron nie okazywała chęci zaczepnych, żadna nie znała położenia wojskowego w Warszawie i w kraju, a tymczasem już 14 maja w nocy rozstrzygnęły się losy przewrotu – prezydent Wojciechowski ustąpił, przekazując władzę w ręce marszałka Sejmu Rataja, jako swego konstytucyjnego następcy. Nie było innego wyjścia, skoro piłsudczycy zajęli całą stolicę. Tak Rataj, jak i rząd zdecydowali przerwać walki i nie dopuścić do dalszego rozlewu krwi, a może nawet wojny między poszczególnymi dzielnicami. Wybrali najrozsądniejsze i najszczęśliwsze dla kraju rozwiązanie.
Trzydniowe walki zakończyły się powołaniem w majestacie prawa nowego rządu. Prezesem rządu został profesor Uniwersytetu Lwowskiego, Kazimierz Bartel. Tekę spraw wojskowych objął Piłsudski, który znowu, jak za dawnych dni, zyskiwał decydujący głos we wszystkich sprawach państwowych.

327px-Kazimierz PulaskiJędrzej Kitowicz, proboszcz z Rzęczycy koło Rawy Mazowieckiej i autor bogatej w szczegóły literatury pamiętnikarskiej poświęconej życiu politycznemu swojej epoki, napisał o nim w „Pamiętnikach do panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego”:

        „Był postury niskiej, chuderlawy, szczupły w sobie, mowy prędkiej i chodu takiegoż. Wielce wstrzemięźliwy od pijaństwa, jak od kobiet. Nic go bardziej nie bawiło, jak utarczki z Moskalami. W potyczkach zapominał o wszystkim i sam się najpierw w większe niebezpieczeństwa narażał”.

        Do tej charakterystyki Kazimierza Pułaskiego – bo o nim tu mowa – dodać trzeba jeszcze jeden szczegół: miał ogromną słabość do hazardu, szczególnie zaś do gry w karty. W czasie pobytu we Francji w 1776 roku za karciane długi spędził nawet w więzieniu kilka tygodni, aż tych długów nie wykupiła przyjaciółka.

        Bo co do kobiet – to ksiądz Kitowicz ma o tyle rację, że Kazimierz Pułaski zakochał się właściwie tylko jeden raz w życiu.

piątek, 12 sierpień 2016 15:03

Pamiątki Soplicy (19)

Napisane przez

pamiatki-soplicyZ tego więc powodu obligował mnie pan Leon, abym od niego stawał, a pana Bonifacego interes prowadził pan Jerzy Płaskowicki, krajczy starodubowski, jeden z albeńczyków szczególnie szacowanych od księcia wojewody, a to z powodu, że w czasie bezkrólewia, lubo konfederacja generalna pod karą abiudicationis ab omni activitate zabroniła kancelariom przyjęcia wszelkich manifestów przeciw jej czynnościom, on, zastępując miejsce regenta grodzkiego w Nowogródku, przyjął do akt sześćdziesiąt przeszło manifestów obywatelów przez konfederacją uciśnionych, za co został uwięziony i przez moskiewską komendę prowadzony Bóg wie gdzie; ale na szczęście jego, nie dochodząc do Świerznia, pan Aleksander Odyniec napadł na komendę, która go prowadziła, rozsypał ją i oswobodził jego. A dekret abiudicationis i banicji, na niego przez kaptur nowogródzki ferowany, dopiero konfederacja radomska zdjęła; a dla większego dowodu wrócenia activitatis król Stanisław konferował jemu przywilej na krajczostwo starodubowskie.

240px-Ignacy Pradzynski 1        Około 70 km od ujścia Łaby do Morza Północnego leży skalista wysepka Helgoland, niegdyś ważna twierdza wojskowa należąca kolejno: do książąt Szlezwiku, do Danii, do Anglii, a od 1890 roku – do Niemiec (za Helgoland Niemcy oddali wtedy Anglikom wyspę Zanzibar u wschodnich wybrzeży Afryki, dziś wchodzącą do Tanzanii). Od pół wieku wysepka nie ma już wprawdzie znaczenia strategicznego, ale jest od ponad dwu wieków popularnym uzdrowiskiem, do którego ściągają ludzie z różnych stron Europy.

        I jak to bywa w uzdrowisku – jedni rzeczywiście odzyskują zdrowie, inni wracają do domów nadal chorzy, ale są i tacy, którzy na Helgolandzie pozostają na zawsze. Nic więc dziwnego, że na miejscowym cmentarzu, obok mogił Fryzów – rdzennych mieszkańców wysepki – są również nagrobki z egzotycznymi dla miejscowych napisami.