Goniec

Register Login

Lektura Gońca (566)

I był spokój. Drugą część HHH Farm stanowi wielkie pole uprawne kukurydzy, które ciągnie się wzdłuż szosy do Acton, granicząc poprzez zrobioną przez Tymińskiego drogę z trzecią częścią farmy, czyli zwartą ścianą świerkowego lasu. Tymiński za niewielką opłatą wydzierżawia pole lokalnemu farmerowi, który co roku obsiewa je kukurydzą. Stary farmer wraz z synem uprawiają w ten sposób kukurydzę na kilkunastu dzierżawionych polach i poletkach w okolicy. Główną korzyścią tej dzierżawy dla farmy jest to, że przy okazji uprawy kukurydzy trzeba pole oczyszczać co roku z potężnych kamieni, które ta ziemia też co wiosnę rodzi. Pod kamieniami zalegającymi w ziemi, gromadzi się jesienią woda, która zimą zamarza i wysadza je na powierzchnię. I tak co roku trzeba je zbierać podnośnikiem i wywozić z pola.

Przed laty było to sławne na całe Acton, a nawet Mississaugę, pole truskawkowe, a jego farmę nazywano Strawberry Hills Farm. Tymiński sadził swoje truskawki odmianami dojrzewającymi kolejno przez cały sezon letni. Truskawkami pachniało aż pod Acton. Na truskawki przyjeżdżały samochodami całe rodziny z Acton, a także aż z Mississaugi.

Czyś zauważył, że nie latały ptaki i nie biegały imurany i szczury?

Wszystko się zatrzymało, wszystko słuchało w trwodze... Powietrze zlekka drgało i niosło z daleka pieśń dźwięczną a przenikającą do duszy człowieka, zwierza i ptaka. Niebo i ziemia przestały oddychać. Wiatr ustał nagle i słońce zatrzymało się w swym biegu. W takiej chwili zatrzymują się skradający się do stada wilk i ryś; przerywa swój szybki bieg stado wystraszonych "dżerom" (antylop); wypada nóż z rąk pastucha, zamierzającego zarżnąć barana lub wołu; świstaki nie ryją swych nor; krwiożerczy gronostaj nie napada na śpiącą salgę (kuropatwa); nie płyną na firmamencie zasłuchane księżyc i gwiazdy. Wszystko w zachwycie i trwodze modli się, oczekując wyroku. Tak było przed chwilą. W swojej dalekiej, skrytej pod ziemią świątyni "Władca Świata" modlił się i pytał Boga o losy wszystkich ludów ziemi...

Tak opowiadał mi stary Mongoł, prosty pastuch, przewodnik i myśliwy...

"Choć trudno było w to uwierzyć – podsumowywali Piotr Bazylko, Paweł Fąfara, Piotr Wysocki – komputery Infasu w telewizyjnym »Wieczorze wyborczym« nie »zwariowały«. 25 listopada 1990 r. o godzinie 24.00 oniemiała Polska wchodziła w nowy dzień. Dzień Stana Tymińskiego, który uzyskał poparcie 3 797 605 obywateli Rzeczypospolitej. Stanowiło to 23,1% ważnych głosów. Oznaczało to dla (do niedawna) »człowieka znikąd'«przejście wspólnie z laureatem Pokojowej Nagrody Nobla, Lechem Wałęsą, do drugiej tury wyborów prezydenckich".

Porażka Mazowieckiego, jako urzędującego premiera i kandydata środowiska politycznego "Gazety Wyborczej", wspieranego także przez wojskowy ośrodek prowadzący transformację, była szokiem dla tego środowiska i samego Mazowieckiego. Następnego dnia po wyborach Mazowiecki złożył dymisję swego rządu. Oznaczało to de facto, że Tymiński obalił rząd Mazowieckiego. W rozmowie z ówczesnym marszałkiem Sejmu Mikołajem Kozakiewiczem, Mazowiecki tak podsumował swoją porażkę wyborczą. (Mazowiecki): "Tymiński nas po prostu kompromituje". (K. /Kozakiewicz – WB/): "Sądzę, że ci, którzy głosowali za Tymińskim, głosowali protestacyjnie jednocześnie przeciw panu i przeciw Lechowi Wałęsie". (...) (Mazowiecki): "Ludzie są niewiarygodnie ciemni u nas". To poczucie wyższości i lekceważący stosunek do własnego społeczeństwa nie były wszakże osobistą cechą samego Mazowieckiego, lecz całego jego środowiska politycznego. Było i pozostaje charakterystyczną cechą większości elit politycznych III RP o samozwańczym w istocie charakterze, wyniesionych na scenę polityczną układem Okrągłego Stołu i Magdalenki.

Ja zaś otrzymałem w prezencie od barona i "boga" samochód, który miał mnie odwieźć tą samą drogą do jeziora Buir-Nor, na granicy Bargi, gdzie powinienem był spotkać agentów Ungerna, którzy ułatwiliby mi przejazd końmi do Chajłaru. Ze mną zamierzał jechać lama z plemienia Turgutów z listami barona do Chin. Mój wyjazd miał nastąpić nazajutrz 21 maja 1921 roku, w godzinę po opuszczeniu przez Ungerna stolicy mongolskiej, skąd wyruszał z dywizją na północ na wyprawę przeciwko wojskom bolszewickim na pograniczu Zabajkala.

Nadszedł ostatni wieczór mego pobytu w Urdze. Na obiedzie byłem u barona. Ungern był spokojny i zamyślony. Po obiedzie pojechaliśmy do księcia Dżam-Bałona. Jurta księcia stała na krańcu dzielnicy rosyjskiej, a była urządzona z nadzwyczajnym przepychem.

Plan Balcerowicza, a następnie polityka kolejnych rządów, tak postsolidarnościowych, jak i postkomunistycznych, umożliwiła przeprowadzenie prywatyzacji majątku państwowego w formule latynoamerykańskiej w postaci wyprzedaży, aż do skali rozbioru gospodarczego, enklaw nowoczesności i rentowności zagranicznym korporacjom, firmom oraz bankom. "Według NIK – podsumowywał w 1995 roku J. Balcerek – do końca 1994 r. »sprywatyzowano« około 36 proc. potencjału sektora państwowego. Przyjmując wartość netto (po aktualizacji) środków trwałych w tym sektorze, w 1994 r., oraz stopień ich zużycia dla całej gospodarki (42,8 proc.), można stwierdzić, że wartość 'sprywatyzowanych' środków trwałych wynosiła co najmniej 451,6 bln zł (około 47,6 mld USD). Z tego tytułu wpłynęło łącznie do budżetu, w okresie 1991–1994, 30.354,0 mld zł (1.648,4 mln USD). Z tego należałoby odliczyć koszty »prywatyzacji«, które wyniosły 8,5 proc. dochodów z »prywatyzacji« w 1993 i 3,2 proc. w 1994 roku. Oznacza to, że środki trwałe wartości 47 mld USD oddano obcym korporacjom i nomenklaturze za około 1,5 mld USD, czyli za około 3 proc. ich wartości".

Jak wiadomo, w Rosji uporczywie utrzymuje się mniemanie, że Aleksander I pod imieniem "starca Fiodora Kuźmicza" ukrył się na Syberji, gdzie się błąkał z uciekinierami z więzień kryminalnych i z katorżnikami. Z powodu braku dowodów osobistych bywał często więziony i karany batami; umarł zaś w Tomsku, gdzie do tej pory odbywa się specjalna pielgrzymka do domku, w którym według podania żył i umarł cesarz. Mogiła zaś "Fiodora Kuźmicza" jest miejscem licznych uzdrowień i innych cudów.

Zainteresowanie się tą legendą niektórych członków rodziny Romanowych jeszcze bardziej podtrzymywało wiarę w jej autentyczność. Bolszewicy, którzy, jak wiadomo, powyrzucali z grobowców wszystkich carów, w grobowcu Aleksandra I ciała nie znaleźli, co potwierdza jeszcze prawdopodobieństwo legendy i wzmoże pielgrzymkę do mogiły "starca Fiodora", którym w rzeczywistości miał być Aleksander I, car Rosji, "z dobrej woli pokutujący za zbrodnie i gwałty swoich poprzedników".

Jeszcze na początku kampanii Tymiński wybrał się na promocję książki byłego I sekretarza partii komunistycznej Edwarda Gierka. Był to wywiad- rzeka o tytule "Przerwana dekada", jaki przeprowadził z nim dziennikarz Janusz Rolicki. Poszedł tam z ciekawości, aby zobaczyć Gierka, którego nigdy w życiu nie widział. Nawet w telewizji. Do wejścia budynku hotelu "Holiday Inn" w centrum Warszawy, gdzie odbywała się promocja, prowadził długi czerwony dywan. Szedł z siostrą i jej znajomą, gdyż sam nie byłby nawet w stanie rozpoznać Gierka. Kilka metrów przed nimi szedł dość otyły człowiek z dużymi uszami. Nagle ludzie stojący po bokach tego czerwonego dywanu zaczęli pluć na idącego przed nim mężczyznę. I to zarówno z jednej, jak i z drugiej strony. Skonfundowany Tymiński zaczął się nawet przez chwilę obawiać czy też aby na niego również nie zaczną pluć. Zapytał się wówczas siostry, kim jest ten mężczyzna, na którego tak plują. – "To Jerzy Urban. Były rzecznik prasowy rządu Jaruzelskiego" – usłyszał w odpowiedzi.

– Dziś dzień wielki – oznajmił mi pewnego wieczora Bogdo – dzień zwycięstwa buddyzmu nad wszystkiemi innemi wyznaniami! W tym dniu przed ośmiu wiekami wielki chan Kubłaj zawezwał do siebie kapłanów wszystkich wyznań i rozkazał im opowiadać, w co i jak każdy z nich wierzy.

Wszyscy wychwalali swoich bogów i swoich najwyższych kapłanów. Wśród lamów zaczął się spór.

Tylko jeden lama milczał. Wreszcie pobłażliwie się uśmiechnął i rzekł:

– Wielki Bogdo – chanie, panie i władco! Rozkaż każdemu z nich uczynić cud i dowieść siły swoich bogów. Później wybierz sam boga najpotężniejszego!
Kubłaj-Chan zgodził się na jego radę i wydał kapłanom rozkaz wykonania cudu; lecz wszyscy milczeli i nikt nie ruszył się z miejsca.

– Teraz – rzekł nachmurzony chan do milczącego lamy – musisz uczynić cud ty, nieproszony doradco! Dowiedź potęgi swych bogów!...

Skarbnik, otwierając szafy i kufry, ozdobione srebrem i złotem, opowiadał:

– To są dziwne w swoich kształtach kawałki złota z Bej-Kemu, to – czarne sobole z Kemczyckiego Nojonatu. Tu są złożone cudotwórcze "panty" (wiosenne rogi jelenie); w tej szkatule z rogu barana skalnego wodzowie Oroczenów przysłali z dalekiej północy czarowne korzenie "Dżeń-Szengu" i "Cybetu", pachnącego piżmem; ten kawał bursztynu pochodzi z brzegów morza, wiecznie pokrytego lodem, a waży 134 łana (11 funtów); tu przechowujemy drogie kamienie z Indyj...

Długo jeszcze wyliczał, opowiadał i sam nie mógł ukryć zachwytu nad pokazywanemi rzeczami.

Na negatywne wypowiedzi o roli Polaków pochodzenia żydowskiego w polityce, pozwolił sobie w kampanii wyborczej tylko Wałęsa, uważający zapewne, że to przyniesie mu poparcie ludzi niechętnych Mazowieckiemu.

Sam problem silnej reprezentacji czy nadreprezentacji ludzi o etnicznym pochodzeniu żydowskim w postsolidarnościowych elitach politycznych, a w szczególności w grupie środowiska politycznego "Gazety Wyborczej", w tym salonu Kuronia i Geremka, został stworzony mechanizmem reguł ich samokooptacji. Niejawne i niejasne reguły samokooptacji Komitetu Obywatelskiego dla potrzeb Okrągłego Stołu, były w istocie oparte o sieć powiązań towarzyskich głównie środowisk warszawskich. W tych okolicznościach ten samodobór doprowadził do sytuacji tej nadreprezentacji. Postsolidarnościowi politycy o żydowskim pochodzeniu etnicznym, na czele z Michnikiem i Geremkiem, sami siebie po prostu tak dobrali. Ponieważ były to grupy polityczne wspierające szokową transformację, która miała charakter kompradorski gospodarczo, a politycznie antynarodowy, część opinii publicznej przeciwnej tej transformacji wiązała przyczynowo jej kompradorski i antynarodowy charakter z etnicznym pochodzeniem żydowskim części tych samozwańczych elit. I ich żydowskim pochodzeniem etnicznym wyjaśniała kompradorski charakter polityki rządów postsolidarnościowych.