Goniec

Switch to desktop Register Login

Lektura Gońca (537)

Na przykład znaczenie tego, co w ekonomii kapitalizmu zależnego nazywa się zależnością technologiczną. W peruwiańskich Andach zwiedzał fabryki sera. Zwiedzał je z ciekawości, gdyż wśród wielu dyplomów miał też kanadyjski dyplom ukończenia kursu produkcji sera. Ukończył go przed wyjazdem do Peru na uniwersytecie w Guelph. Kurs był zasadniczo o tym, jaka jest technologia przerabiania przez bakterie mleka na sery. Poza tym Tymiński lubi sery. I gdy w Peru zwiedzał górskie miejscowości, pojechał również do Cuzco. To jest tak gdzieś godzinę lotu samolotem na północ od Limy. Jest to była stolica imperium Inków. Tam są gorące wody wulkaniczne. To jest piękne górskie miasto, z przepiękną historyczną zabudową hiszpańską, z pięknymi hotelami dla zagranicznych turystów i z atrakcjami gorących wód wulkanicznych. Cuzco słynie z tego, że jest to w Peru stolica sera. Całe miasto jest pełne sera. Ser jest wszędzie. I w restauracjach, i w hotelach, i w sklepach, i na jarmarku. Wszędzie. Niektóre z tych serów były takie ostre, że nawet Tymiński, lubujący się w ostrych potrawach, nie mógł ich przełknąć. To były ostre sery o specyficznie lokalnych smakach.

To jest przepowiednia dla mnie! Jam jest Pandita-hutuhtu! Posiadam wszystkie oznaki, a więc zwalczę bolszewików, sługi "czerwonego demona", i będę wypoczywał w Moskwie po krwawem, znojnem żniwie. Dlatego też prosiłem pułkownika Kazagrandi, aby mię przyjął do swoich wojsk i dał mi możność spełnienia przepowiedni starych ksiąg. Lamowie są przeciwni moim zamiarom, lecz kto tu jest bogiem? Ja – Pandita-hutuhtu, tylko ja! Jam ten, o kim mówią księgi z Erdeni-Dzu...

Tupnął groźnie nogą, a straż przyboczna, która z nim przybyła, gegeni i lamowie, nisko mu się pokłonili.

Bardzo ułatwiła Tymińskiemu kontakty z miejscową władzą i dziennikarzami.

Etnicznie Iquitos to olbrzymia mieszanka wszelkich ras. Z początkiem XX wieku Iquitos było jednym z najbogatszych miast świata. Było to jedyne miejsce na świecie, skąd pochodził kauczuk do wyrobu gumy kauczukowej, z której produkowano opony samochodowe. Rozwój przemysłu samochodowego wywołał wielki popyt na kauczuk z amazońskich drzew kauczukowych. Nacinano w dżungli korę drzew kauczukowych, a z nich spływał kauczukowy sok. Z tego soku poprzez podgrzewanie preparowano wielkie bale kauczuku ważące po około 15 kg i transportowano je przez dżunglę do Iquitos na drągach niesionych przez Indian. Indian wykorzystywano w sposób morderczy. Z wycieńczenia przy transporcie beli kauczuku zginęło ich dziesiątki tysięcy.

Hutuhtu też przepowiedział, iż śmierć i duchy mordu zjawią się dopiero wtedy, kiedy na mogile pogrzebanych zostanie przelana krew człowieka. Taka to istniała pośród nas legenda... Obecnie sprawdza się ona! Rosjanie na mogile Bełtys-Wana i jego drużyny rozstrzelali bolszewików. Chińczycy zaś dwóch Mongołów. Duchy mordu wyrwały się z pod przywalających je kamieni, a zły duch Bełfysa, w postaci śmierci, szerzy mord na ziemi, kosząc ludzi, jak suchą, ściętą mrozem trawę. Zginął potomek Dżengiz-Chana, szlachetny Czułtun Bejle, zginął "urus-nojon", Michajłow, zginęło dużo, dużo ludzi, a śmierć mknie stepami Mongolji, i wszędzie dla niej wolna droga! Kto ją teraz wstrzyma? Kto zwiąże jej ręce nielitościwe? Złe przyszły czasy, krwawe, wrogie bogom i dobrym duchom... Gdy złe duchy rozpoczęły wojnę przeciwko dobrym... cóż tu poradzi słaby człowiek? Go mu pozostaje? Tylko zguba... Tylko śmierć...

"Dzięki tym zdolnościom potrafiłem być absolutnie odporny na wszelkie ataki, drwiny i szyderstwa. Na konferencjach prasowych po prostu przenosiłem się w inne miejsca. Do Peru, do Kanady lub do Komorowa. Słyszałem, co do mnie mówią, ale byłem nieobecny. W każdej chwili mogłem i mogę się wyłączyć i przenieść się gdzieś indziej. I udawać, że tu jestem.

Ale jak mówił Budda, »we wszystko, co mówię, nie należy wierzyć«. Dlatego, że każdy człowiek sam musi dojść do prawdy. Każdy człowiek na swoim poziomie musi znaleźć swoje miejsce. I każdy człowiek na swoim poziomie ma swoje szczęście. Bo wielu rzeczy nie wie i to jest jego szczęście.

Nieszczęście się zaczyna wtedy, tak jak u mnie, gdy zaczyna się głód ciekawości. I jak się zacznie ten głód ciekawości, to człowiek nie może sobie znaleźć spokoju. I musi na dobre czy złe, nawet z ryzykiem śmierci zaspokoić tę ciekawość. Tak że ja nikogo nie namawiam do ciekawości. Ja tylko mówię, że takie rzeczy istnieją. I pierwszym elementem, który warto poznać na tej drodze, jest telepatia. Która niezaprzeczalnie istnieje. Ktoś musi to spróbować. A ten ignorant, który powie: – A ja w to nie wierzę – nigdy nie spróbuje. A jeśli ktoś jest gotowy, żeby to poznać, to spróbuje. Może mu się nie udać za pierwszym razem. Może za drugim razem. Albo trzecim. Ale ja mówię temu ignorantowi, że inni go prześcigną. I gdy będą mieli te zdolności, to prześcigną go w każdej dziedzinie. W każdym zawodzie. W każdym fachu. Bo będą lepsi."

"Dzięki tym zdolnościom potrafiłem być absolutnie odporny na wszelkie ataki, drwiny i szyderstwa. Na konferencjach prasowych po prostu przenosiłem się w inne miejsca. Do Peru, do Kanady lub do Komorowa. Słyszałem, co do mnie mówią, ale byłem nieobecny. W każdej chwili mogłem i mogę się wyłączyć i przenieść się gdzieś indziej. I udawać, że tu jestem.

Ale jak mówił Budda, »we wszystko, co mówię, nie należy wierzyć«. Dlatego, że każdy człowiek sam musi dojść do prawdy. Każdy człowiek na swoim poziomie musi znaleźć swoje miejsce. I każdy człowiek na swoim poziomie ma swoje szczęście. Bo wielu rzeczy nie wie i to jest jego szczęście.

Nieszczęście się zaczyna wtedy, tak jak u mnie, gdy zaczyna się głód ciekawości. I jak się zacznie ten głód ciekawości, to człowiek nie może sobie znaleźć spokoju. I musi na dobre czy złe, nawet z ryzykiem śmierci zaspokoić tę ciekawość. Tak że ja nikogo nie namawiam do ciekawości. Ja tylko mówię, że takie rzeczy istnieją. I pierwszym elementem, który warto poznać na tej drodze, jest telepatia. Która niezaprzeczalnie istnieje. Ktoś musi to spróbować. A ten ignorant, który powie: – A ja w to nie wierzę – nigdy nie spróbuje. A jeśli ktoś jest gotowy, żeby to poznać, to spróbuje. Może mu się nie udać za pierwszym razem. Może za drugim razem. Albo trzecim. Ale ja mówię temu ignorantowi, że inni go prześcigną. I gdy będą mieli te zdolności, to prześcigną go w każdej dziedzinie. W każdym zawodzie. W każdym fachu. Bo będą lepsi."

Nie pomogły żadne perswazje, jakkolwiek jeden z najenergiczniejszych oponentów i sceptyków, bardzo rozumny, niemłody już oficer wyraźnie zaznaczał, że przyjezdni są zdrajcami już choćby dlatego, że publicznie wymieniali nazwę tajnej "białej organizacji", imiona i adresy jej przywódców, wiedząc przecież, że szpiegowie sowieccy są rozsiani wszędzie po Mongolji.

W rezultacie większość oficerów twierdziła, że nieznani przybysze są ajentami sowietów, delegowanymi dla unicestwienia wysiłków i akcji oddziałów antybolszewickich na terenie Hałhi.

Grupa zaś komendanta Michajłowa wierzyła w lojalność nieznajomych i w prawdziwość ich dokumentów osobistych.

Z początkiem 1989 roku wznowiliśmy jeszcze w trakcie Okrągłego Stołu działalność, jako wydziałowa "Solidarność". Ale nie było już motywacji i atmosfery nawet z lat stanu wojennego. Ze zdumieniem stwierdziłem, że większość moich koleżanek i kolegów nie jest zdolna wykrzesać z siebie żadnej już aktywności. Mnie zaś traktują jak komisarza, którego psim obowiązkiem jest załatwiać ich problemy. W październiku 1989 roku złożyłem rezygnację z funkcji wiceprzewodniczącego wydziałowej "Solidarności”.

Stan Tymiński uważał wówczas i uważa tak również dzisiaj, że Polacy nie mieli i nie mają przywódców politycznych. Nie mają przywódców politycznych i nie mają autentycznych elit politycznych. Nie mają ich od 1944 roku. Zostały wymordowane. Elity polityczne zaś wyłonione w III Rzeczpospolitej, Tymiński uważa za "uzurpatorskie i kompradorskie pseudoelity".

Gdym powrócił do jurty, zastałem już w niej hutuhtę. Podarował mi duży żółty "chatyk" i prosił, bym razem z nim zwiedził klasztor. Twarz Dżełyba nosiła ślady troski, i zrozumiałem, że chce znaleźć sposobność do pomówienia ze mną. Gdyśmy szli głównym dziedzińcem klasztoru, przyłączyli się do nas: rosyjski starosta handlowy oraz oficer mongolski. Weszliśmy do jakiegoś dużego domu, stojącego za jaskrawo-żółtem ogrodzeniem. Ujrzawszy moje zdziwienie na widok tej niezwykłej barwy, Dżełyb rzekł:

– W tym domu zamieszkiwali Dalaj-Lama i Bogdo-Gegeni-Chan; na pamiątkę ich pobytu ogrodzenia budynków, gdzie przebywali, zawsze są malowane tą "świętą" farbą. Wstąpmy tu na chwilę!

Wewnątrz dom był urządzony z przepychem. Na parterze mieścił się pokój jadalny, w którym stały ciężkie rzeźbione z hebanu stoły roboty majstrów chińskich i takież szafy i kredensy, przeładowane drogocenną, starożytną porcelaną i bronzem. Na pierwszem piętrze były tylko dwa pokoje. W pierwszym z nich mieściła się sypialnia, której ściany i sufit były bardzo gustownie i misternie udrapowane grubą, żółtą, tkaniną jedwabną. Z sufitu zwieszała się na łańcuchu z bronzu latarnia chińska, wspaniałe dzieło sztuki z drzewa, kryształu, malowanej porcelany i masy perłowej.

Ale najważniejszy polityczny zabieg manipulacyjny pozostał i dla Tymińskiego, i dla większości społeczeństwa dość długo nieczytelny. A dla części Polaków pozostaje nieczytelny nawet do dziś. Tym zabiegiem był pucz związkowy Wałęsy i jego współpracowników. Wałęsa i jego grupa dokonali przy tym swoistej kradzieży politycznej znaku i znaczenia "Solidarności" z lat 1980–1981 i stojącego za nim zaufania polskiego społeczeństwa. Nieczytelność tej politycznej kradzieży była możliwa dzięki ścisłej cenzurze na ten temat komunistycznych mediów oraz wznowionego "Tygodnika Solidarność" i nowej gazety strony postsolidarnościowej pod nazwą "Gazeta Wyborcza". Specyficzne złodziejstwo polityczne Wałęsy i jego grupy polegało na utworzeniu w 1989 roku nowego i całkowicie różnego ideowo, programowo i personalnie związku zawodowego i zarejestrowanie go pod starą nazwą NSZZ "Solidarność". Następnie zaś grupa ta starała się uniemożliwić innym grupom działaczy i przywódców "Solidarności" wykorzystanie tej nazwy. Tak sprzeciwiano się i blokowano przez jakiś czas zarejestrowanie, przez grupę byłego wiceprzewodniczącego "Solidarności" Mariana Jurczyka, nowego związku "Solidarność '80".