Goniec

Register Login

Lektura Gońca (574)

piątek, 07 lipiec 2017 14:54

Historia powojenna (5)

Napisane przez

        W czasie przyrządzania naszych posiłków w kuchni Niemek pilnowali ks. kpt. Paraszewski i pchor. Banasiewicz, na zmiany, aby nie kradły naszych prowiantów, ale już na drugi dzień rano, kiedy przeszliśmy do jadalni, zaskoczył nas brak gotowego śniadania z jajecznicą i brak kucharek Niemek. Uciekły wszystkie w nocy i jak twierdził kierownik kurzej fermy, z obawy, że lada dzień będziemy je „rozliczać” po kolei z traktowania Polek, jeńców wojennych, kiedy były strażniczkami obozowymi. Przez parę następnych dni musieliśmy się gospodarzyć sami. Po tygodniu „kurzej diety” i odrestaurowaniu naszej kondycji fizycznej zabrałem się do zaplanowania dalszej drogi do obozu kobiet AK w Marburgu. 

        22 maja rano wyruszyliśmy do miasta Weimar, aby zatankować u Amerykanów benzynę, po czym wjechaliśmy na autostradę „Reichsautobahn”, chlubę Hitlera, służącą podczas wojny jako pasy startowe dla wojskowych samolotów, z pustymi hangarami pod nawierzchnią.

piątek, 30 czerwiec 2017 08:25

SPALENI SKRZYDŁEM ANTYCHRYSTA (19)

Napisane przez

AntczakWojciech        – Wasze imię, nazwisko, data urodzenia oraz imię ojca – usłyszał głos majora skierowany do siebie.

        Zaczął odpowiadać, wciąż siedząc na misce klozetowej przykrytej kawałkiem deski. Stąd wzięła się nazwa „procesów kiblowych”.

        – Wstańcie oskarżony! Zwracacie się przecież do Wysokiego Sądu! 

        – Tak jest, panie majorze.

        – Wysoki Sądzie! – poprawił go major, odgrywający w tym niby procesie jednocześnie rolę sędziego i prokuratora.  

        Cała ta „rozprawa sądowa” miała być tylko czczą formalnością, bo wyrok zapadł już dawno w gabinecie śledczego. Pod tym względem, porucznik Kwiatycki („Kwiatek”) nie kłamał, miał wręcz zupełną rację, mówiąc Bohuszewiczowi, że „sąd jest i tak po naszej stronie”. Wszystko musiało być zgodnie z prawem, ich Prawem... Jedynie nie miał racji, że „wycisk”, jaki dał Stanisławowi, wliczając w to sfingowane wykonanie na nim wyroku śmierci, zrobi z więźnia Bohuszewicza bezwolną figurę podpisującą każdy, nawet sfałszowany protokół zeznań.

piątek, 30 czerwiec 2017 08:17

Historia powojenna (4)

Napisane przez

milczynski-stanislaw        Zaledwie parę razy musiałem użyć „fortelu” nr 2, polegającego na wywołaniu kaprali „Jura” i „Lipy” i z nimi stawałem pod dużym, najbliższym drzewem i udawaliśmy, że wybieramy gałąź, na której planowałem delikwenta  powiesić w taki sposób, że on to widział, i to wystarczyło dla osiągnięcia celu w rekwizycji. Tylko w dwóch wsiach na mój rozkaz zostało powieszonych dwóch „Kreisbaurnleiterów” i jeden rolnik za popełnione gwałty na kilku młodych Polkach i dwóch Czeszkach oraz za znęcanie się, torturowanie biciem i głodem młodzieży obojga płci i różnej narodowości (Polaków, Czechów i Jugosłowian) oraz przekazywanie wielu z nich do Gestapo, którzy po przybyciu do koszar w Grimmie złożyli nam i amerykańskim władzom okupacyjnym pisemne oskarżenia. W czasie paru lat wojny skazani byli na pracę przymusową we wsiach, w których panami ich życia i śmierci byli ci wskazani dwaj wójtowie i rolnik.

        W sobotę, 28 kwietnia, za zgodą mjr. Taylora, mianowałem dowódcą patrolu rekwizycyjnego bosmana Polskiej Marynarki Wojennej, pięćdziesięcioparoletniego Pawła (nazwiska nie pamiętam), żołnierza Armii Krajowej, Powstańca z oddziału im. Kilińskiego, doskonale nadającego się do tej funkcji i lubianego przez resztę członków patrolu. 

piątek, 23 czerwiec 2017 15:06

SPALENI SKRZYDŁEM ANTYCHRYSTA (18)

Napisane przez

AntczakWojciech        Szybko awansuje, zostając generałem SS dowodzącym kombinowanym pułkiem w sile tysiąca siedmiuset ludzi.

        W piątek, 4 sierpnia, nadciągające posiłki niemieckie są już pod samą Warszawą, zbliżają się do Okęcia. 

        Należałoby wspomnieć także o innym niemieckim dowódcy biorącym udział w pacyfikacji powstańczej Warszawy. Jest nim Heinz Reinefarth, SS-Gruppenführer [generał-porucznik], generał policji. Członek osobistego sztabu Himmlera, odznaczony przez Adolfa Hitlera Rycerskim Krzyżem Żelaznym za udział w kampanii francuskiej. Reinefarth jest jedynym esesmanem, który otrzymał tak wysokie odznaczenie z rąk samego Führera.

        W tłumieniu Powstania bierze udział około 20 tysięcy świetnie uzbrojonych hitlerowców. W tym wielu żołnierzy innych narodowości: Rosjan, Kozaków, Ukraińców niesłusznie nazywanych „własowcami”. Ponadto do walk z Powstańcami i do rzezi ludności cywilnej Niemcy popchnęli Wschodniomuzułmański Pułk SS (azerbejdżański) oraz Turkmeński Batalion Polowy wraz z II Batalionem „Bergmann” (kaukaskim). W sumie około czterech tysięcy żołnierzy „ochrzczonych” przez warszawiaków – Kałmukami. W walkach przeciw Powstaniu bierze także udział część 9. Armii dowodzonej od czerwca do września 44 roku przez generała wojsk pancernych Nikolausa von Vormanna. 

piątek, 23 czerwiec 2017 14:30

Historia powojenna (3)

Napisane przez

milczynski-stanislaw        Następnego dnia, we wtorek, 24 kwietnia, po śniadaniu zarządziłem przeprawę po kładce na wyspę, a po znalezieniu tylko jednej sześcioosobowej łódki z wiosłami w jednej zagrodzie, również przeprawę przez rzekę, z tym że za każdym razem inny wioślarz musiał przepłynąć łódką z powrotem do wyspy po dalszych „pasażerów”. 

        W całej tej przeprawie najbardziej wzruszyło nas wszystkich powitanie przez Amerykanów, gdyż na drugim brzegu rzeki czekał na nas szpaler żołnierzy amerykańskich wręczających nam po trzy kartony breakfast – śniadanie, dinner – obiad, i supper – kolację, i drugi szpaler już ustawiony z odstępami, kierujący nas na duże podwórze między gospodarczymi budynkami majątku rolnego. Na tym podwórzu ubezpieczeni uzbrojonymi amerykańskim żołnierzami musieliśmy przeczekać ukończenie przeprawy przed wieczorem i przenocować do rana 25 kwietnia. 

piątek, 16 czerwiec 2017 14:25

SPALENI SKRZYDŁEM ANTYCHRYSTA (17)

Napisane przez

AntczakWojciech        Przyszli po niego we dwóch, przed apelem. „Na literę ‘b’!” – usłyszał wezwanie, bez wątpienia odnoszące się tylko do niego, gdyż był jedynym więźniem w ich celi, którego nazwisko zaczynało się na tę właśnie literę. Wstał z bijącym sercem, z jakąś niespotykaną dotąd emocją, rozejrzał się jeszcze po celi, żegnając się z nimi, jak sądził – na zawsze. I oni też wiedzieli, że skoro przychodzą po więźnia we dwóch, nie krzyczą, a spokojnym głosem proszą jeszcze o zabranie swoich rzeczy, to może oznaczać – śmierć albo... przeniesienie stąd, z więzienia o zaostrzonym reżimie, do innego więzienia, na przykład we Wronkach lub w Rawiczu. Notabene, każde więzienie w powojennej polskiej, i nie tylko polskiej rzeczywistości, było więzieniem „o zaostrzonym reżimie” w porównaniu z innymi więzieniami na świecie.

        Zdarzało się, choć bardzo rzadko, że przychodzili po kogoś i zupełnie niespodziewanie, ni stąd, ni zowąd, wypuszczano delikwenta na wolność, ale tylko po to, żeby go obserwować, chodzić za nim, a później ponownie aresztować wraz z tymi, z którymi się spotykał. I nieważne, że nie mieli na nich żadnych dowodów „szpiegowskiej” czy tylko „wywrotowej” działalności, wsadzali kogo popadło, a potem, w myśl sowieckiego porzekadła: „dajcie człowieka, a paragraf na niego się znajdzie”, niszczyli każdego, kto choćby w najmniejszym stopniu mógł zagrażać ich panowaniu. Jak każda rewolucja, tak i ta musiała posiadać przeciwników, wręcz wrogów, jeśli nie prawdziwych, to choćby i urojonych. Obłęd terroru – terror obłędu! Bez różnicy! Ta rewolucja, zwana eufemistycznie – socjalistyczną, zawsze, czy to w Rosji sowieckiej, czy w każdym innym „bratnim” kraju, wszędzie tak samo panował terror pod pozorem walki najczęściej z wyimaginowanym wrogiem zarówno za dyktatury leninowskiej, jak i stalinowskiej, zawsze królowała zbrodnia. I tylko ZBRODNIA! A z czasem zaczęły się tworzyć frakcje i koterie, mniej lub bardziej ostre, wzajemne zwalczanie się. Mówiono wtedy, że rewolucja pożera własne dzieci. Szkoda tylko, że tak powoli i nie wszystkie...

piątek, 16 czerwiec 2017 08:38

Historia powojenna (2)

Napisane przez

milczynski-stanislaw        Za bramą idąc przez szpaler wartowników, ich dowódca kazał im dołączyć do nas, maszerujących w dużych odstępach, po czym dołączył do nas na czele i w takim szyku opuściliśmy Stalag IV B w Muhlbergu, żegnani głośno przez pozostałych jeńców wszystkich narodowości z podchorążymi Rotnickim i Żeligowskim włącznie. 

        Do mostu doszliśmy po godzinie 23. bez przeszkód i od razu esesmani zaczęli nas ustawiać dwójkami, gdyż środek mostu był przeznaczony dla pojazdów Wehrmachtu i SS wycofujących się pod naciskiem armii sowieckiej ze wschodu. Punktualnie o godzinie 24. pozwolono nam wbiec na huśtający się na pontonach most i na drugim brzegu zezwolono nam na zbiórkę na łagodnej skarpie starego koryta rzeki. Pokonanie parami szerokiej rzeki Łaby ukończyliśmy przed godziną 5 rano w sobotę, 21 kwietnia, po czym z braku pojazdów całą szerokością mostu ruszyła ewakuacja ludności cywilnej, głównie kobiet i dzieci, nawet z niemowlętami w wózkach, robiąc wrażenie ludzkiej rzeki, płynącej w poprzek Łaby. 

        Odpoczywając i czekając  na świt, leżeliśmy na skarpie w odległości paruset metrów od mostu, obserwując ruch na nim i zachowanie „elitarnych” esesmanów. Szybki marsz najbardziej zmęczył naszych wartowników w wieku około siedemdziesięciu kilku lat, żołnierzy Volkssturmu, oddziału Wehrmachtu, gdyż tylko Feldfebel, czyli sierżant, był w wieku 35 – 38 lat. 

czwartek, 08 czerwiec 2017 23:54

SPALENI SKRZYDŁEM ANTYCHRYSTA (16)

Napisane przez

AntczakWojciech        Nad ranem, kiedy w całej dzielnicy wstrzymane są jakiekolwiek walki, nadlatują niespodziewanie trzy „stukasy”, zrzucają bomby i natychmiast znikają tam, skąd nadleciały. W wyniku tego nalotu giną niewinni, bezbronni ludzie pogrążeni we śnie. Jedna z bomb spada na kościół zabijając jej proboszcza, księdza Jakuba Dąbrowskiego.

        Wcześniej, zaraz po zmierzchu, kilka zgrupowań powstańczych, w sumie około 700 osób opuszcza Ochotę. Są to prawie wyłącznie młodzi ludzie, przeważnie bez broni, bez amunicji. Reszta, starsi i sporo łączniczek zostaje zwolnionych do domów. Wiele dziewcząt za nic nie chce opuścić swoich chłopców.

        Idą pod osłoną nocy w stronę majątku Reguły wzdłuż torów kolejki EKD. Ich celem jest Las Sękociński, gdzie mogliby się dozbroić tylko bronią i amunicją z alianckich zrzutów. Pod wsią Pęciny, od strony tamtejszego majątku dostają silny, niemiecki ostrzał. Na odgłos strzelaniny do walki włącza się niemiecka piechota stacjonująca we wsi i w dworku. W Pęcinach z miejsca ginie około dziewięćdziesięciu Powstańców. Reszta idzie w rozsypkę. Wśród nich wielu, wcześniej czy później, spotka śmierć z rąk nieprzyjaciela. 

czwartek, 08 czerwiec 2017 23:26

Historia powojenna (1)

Napisane przez

milczynski-stanislaw        Rozpoczynamy druk rękopisu wspomnień Stanisława Milczyński ps. Gryf, ur. 4 kwietnia 1918 w Poznaniu, zm. 26 stycznia 2016 w Toronto – polskiego żołnierza i powstańca. Majora Wojska Polskiego, działacza podziemia niepodległościowego (SZP, ZWZ, NOW i AK)  kawalera Orderu Virtuti Militari

        Jako podporucznik w składzie Armii Poznań walczył w kampanii wrześniowej. Po kapitulacji Warszawy trafił do niewoli niemieckiej, z której wkrótce uciekł. Od października 1939 działał w Związku Walki Zbrojnej i w Służbie Zwycięstwu Polski w Poznaniu. Przeniósł się do Kalisza i został członkiem Narodowej Organizacji Wojskowej. W 1943 wyjechał do Warszawy i przyłączył się do walki konspiracyjnej prowadzonej przez Okręg Warszawski Armii Krajowej (dokładnie V Rejon VII Obwodu „Obroża”). Dowodził m.in. Kompanią Dywersji Bojowej „Kedywu” Rejonu V „Obroży”, która wykonała ponad 30 akcji dywersyjnych i likwidacyjnych. Następnie walczył w powstaniu warszawskim jako dowódca Kompanii „Krawiec” w Rejonie V i na Mokotowie. Został dwukrotnie ranny i ewakuowano go kanałami do Śródmieścia. Po kapitulacji umieszczony w szpitalu dla jeńców wojennych w Zeithain, a następnie w Stalagu IV-B w Mühlbergu.

        Był jednym z głównych fundatorów tablic pamiątkowych w kościołach w Wilanowie, Powsinie i Pyrach pod Warszawą ku czci żołnierzy Armii Krajowej 

--------------------------------------------

        W piątek 13 kwietnia 1945 r., o godzinie 11:15 rano niemiecka administracja wojskowa obozu urzędowo ogłosiła przez megafony, że “wróg”, czyli armia sowiecka zbliża się i że opuszczają obóz, nad którym władzę przejmują jeńcy. 

        Komendantem obozu wewnątrz został porucznik-Anglik komendant obozowej policji. Były niemiecki komendant – pułkownik Wehrmachtu i załoga wartowników – żołnierze niemieckiego volkssturmu, oraz podoficerowie Abwehry,  Wehrmachtu mieli dalej urzędować w baraku administracji poza obozem, w sprawach gospodarczych i kontaktów z władzami wojskowymi Wehrmachtu walczącymi na prawym brzegu rzeki Łaby z armią sowiecką, a na lewym brzegu z oddziałami armii alianckiej. 

        Po tym oficjalnym komunikacie i zmianach w zarządzaniu obozem, na ocalałe wieże weszli żołnierze byli jeńcy Anglicy i Amerykanie, ale dyżurowali obóz bez ciężkich karabinów maszynowych. Ich zadaniem było informowanie komendanta obozu, Anglika, o punktach zapalnych, jak osobiste porachunki – bójki, lub awantury, czy kradzieże, zwłaszcza w obozie Rosjan, gdyż od tej chwili ich obóz przestał być zamknięty, odizolowany od reszty baraków. Również straż przy głównej bramie obozu przyjęła angielska, obozowa policja nie pozwalając nikomu wychodzić poza obręb drutów. To zarządzenie pozostania wszystkich w obozie podyktowane było bezpieczeństwem bezbronnych jeńców, narażonych na utratę życia w napadach wałęsających się w okolicy grup dezerterów z oddziałów SS, Gestapo i niemieckiej żandarmerii. 

piątek, 02 czerwiec 2017 09:20

Wojna o pieniądz (2)

Napisane przez

600-song-hongbing        W 1826 roku działania biznesowe tych ludzi pozostawały w stanie całkowitej harmonii. Salomon Oppenheim utrzymywał bliskie więzi z Rothschildami z Frankfurtu, Wiednia, Paryża i Neapolu, wymieniając z nimi, praktycznie każdego dnia, poufne informacje handlowe

        Wraz z otwarciem Nadrenii dla turystów, wśród wyższych warstw brytyjskiego społeczeństwa zapanowała moda na wycieczki do tego regionu. Ponieważ bogaci goście nie chcieli zabierać z sobą zbyt dużej ilości gotówki, rodziny finansistów nawiązały współpracę: Rothschildowie wystawiali w Londynie weksel, który na­stępnie można było wymienić na pieniądze w nadreńskim banku Oppenheimów. Relacje obu stron stały się jeszcze bliższe.

        Salomon stopniowo przekazywał ster rodzinnych interesów swojemu synowi Abrahamowi - w 1834 roku odbył się jego ślub z Charlottą Breyfus, a zaraz po nim miesiąc miodowy, podróż i odwiedziny u każdego z możnych stryjów. W tym czasie miało też miejsce pewne wydarzenie: Oppenheimowie utracili klienta poleconego im przez Rothschildów. W liście do najpotężniejszego z nich, Nathana, Abraham pokornie i z wielkim szacunkiem pisał: