Goniec

Switch to desktop Register Login

Lektura Gońca (537)

poniedziałek, 21 listopad 2016 21:55

Pamiątki Soplicy (33)

Napisane przez

pamiatki-soplicy        Bywały czyny gwałtu, bywały czyny i podłości; obadwa czasem się łączyły, by zaślepiwszy człowieka, w potwór go zamienić. I w to się do zbytku wpatrują miłośnicy istniejącej pory, a nie chcą widzieć, co się obok działo. Jak się wznaszały przytułki dla nędzy i rozpaczy, jak się po gościńcach gęścili pielgrzymy, jak jaskinie drapieżne bestie ustępowały różnego rodzaju pokutnikom, jak się nimi puszcze napełniały.

        Więc były głęboko wyryte w sercach wyobrażenia obowiązków, a pokąd one się [nie] zatrą, nie ma nic rozpaczającego dla społeczeństwa. Bo ten tylko w niewinności wielkie rzeczy może działać, który w występku może znieść dobrowolnie wielkie pokuty. W owym ogólnym duchu czasu niepoślednie trzymała miejsce nasza ojczyzna. Między rozlicznymi dowodami jeden szczególnie utkwił mi w pamięci, lubo przeszło pięćdziesiąt lat, jakem się o nim dowiedział z największą dokładnością, a to z przypadku.

        Uciekając z więzienia smoleńskiego, ciężko zapadłem na zdrowiu w Człuchach, w powiecie orszańskim. Byłbym niezawodnie w gospodzie żydowskiej skonał, gdyby Opatrzność do niej nie była zaprowadziła dwóch ojców karmelitów bosych, wracających z kapituły do klasztoru swego, pod pieczą świętego Erazma nad puszczą człuchowską wznoszącego się. Ci miłosierni zakonnicy zawieźli mnie z sobą, ledwo przytomnego, i tam przy ich staraniu odzyskałem zdrowie po kilkutygodniowej niemocy. Kiedym ich pożegnał, tak mnie opatrzyli, że mogę wyznać, że ich groszem trafiłem w Krakowskie, gdzie się złączyłem znowu z konfederacją, w której że do końca walczyć będę, uroczyście przysiągłem, i to była przyczyna, że zakonnikiem nie zostałem, bo dziwnie podobał mi się tryb tego zgromadzenia, złożonego z ludzi świętobliwych i pracowitych, a między którymi było nawet kilku uczonych. Dowiedziałem się tam o wszystkich szczegółach ich fundacji i to teraz z przypomnienia zapisuję sobie.

piątek, 11 listopad 2016 15:06

Wspomnienia z mojego życia (39)

Napisane przez

BycsPoszedł i po chwili wrócił w towarzystwie jakiegoś pokracznego niskiego wojaka, któremu za długie spodnie marszczą się poniżej kolan w kilka fałd. Nie dochodząc do mnie, ta kreatura staje na baczność, salutuje i melduje: „Melduję posłusznie, że już byłem ordynansem”. Dobrze, mówię, zrobimy próbę. Skąd jesteście? Melduję posłusznie, że z Warszawy – z Bródna. Wszyscy mnie tam znają. Jestem specjalistą w kryciu dachów blachą. Mam własny warsztat i pomocnika. – Zgoda. Od tej chwili jesteście moim ordynansem. – Proszę posłusznie mówić do mnie Kaziu, bo tak mnie nazywają na Bródnie. – Dobrze. To wszystko. Na to Kaziu: A jak ja mam mówić do pana? Pan nie ma żadnej gwiazdki. Zaczął mi się podobać. Przypominał Szwejka. Gdy mu odpowiedziałem, że jestem sierżantem podchorążym, uśmiechnął się, pokiwał przecząco głową i rzekł: „Niemożebnie, tylko kapitan może być dowódcą kompanii. Ja się postaram o gwiazdki i naszyję je panu Kapitanowi”. Widząc, że z Kaziem do ładu nie dojdę, odwróciłem się i udałem się na proszoną kolację do pana kapitana.

        Po dobrej kolacji zagłębieni w wygodnych fotelach słuchamy komunikatów Sztabu Głównego Naczelnego Wodza o sytuacji na frontach, o nalotach bombowych na szereg miast, o trwających walkach zaciętych na Śląsku, o odparciu trzykrotnych ataków na Westerplatte, o rozbiciu niemieckiego pociągu pancernego i licznych czołgów. Wczoraj Prezydent Rzeczypospolitej mianował Naczelnym Wodzem i swoim zastępcą Marszałka Rydza-śmigłego, Francja i Anglia nakazały ogólną mobilizację, lecz na razie wojny nie wypowiedziały. Wysłały jedynie noty protestacyjne z żądaniem wstrzymania bojowych działań, grożąc, że w przeciwnym razie wypełnią swoje sojusznicze obowiązki wobec Polski. Jeszcze ciągle widać, jak ci władcy Anglii i Francji przerażeni są posunięciami Hitlera, jak drżą przed jego potęgą, jak nadal próbują zażegnać konflikt z Polską i prawdopodobnie namówić ją do ustępstw.

piątek, 11 listopad 2016 14:44

Pamiątki Soplicy (32)

Napisane przez

pamiatki-soplicyZbierają się posłowie: jedni jakimś dzikim uśmiechem chcą pokryć wewnętrzne pomieszanie, drudzy, zalani łzami, zdradzają i poczciwe uczucia, i słabość duszy; kilku tylko, z obliczem wypogodzonym, okazują, że wszystko oprócz Boga poświęcą, że za progami izby zostawili, co tylko do żywota przywiązać ich mogło, i że są przygotowani do wszelkiej walki i ofiary. Haniebnej pamięci kanclerz ogłasza propozycją królewską, aby zawiązać sejm pod konfederacją, i zaprasza Ponińskiego na marszałka.

        – Zgoda! – odpowiedzieli (jednak głosem drżącym) zaprzedani posłowie.

        – Zgoda! – jeszcze słabiej powtórzyli posłowie przelękli.

        – Nie ma zgody! – odezwał się Rejten. – Na sejm walny jesteśmy zebrani, a nie na konfederacją; przystąpmy do wyboru marszałka walnego sejmu.

        – Tadeusza Rejtena obieramy marszałkiem! – odezwał się Korsak, Bohuszewicz i trzech innych posłów, kupiących się przy Rejtenie. Zdumieli się wszyscy. Rejten porywa laskę i sesją zagaja. Przez chwil kilka kanclerz, Poniński i inni jurgieltnicy moskiewscy zamilkli; już większa część izby poczuła chęć do powinności wrócić; ale z jednej strony zatwardziałe zdrajce, z drugiej – przybliżające się lonty do panewek, przydusiły ten słaby płomyk. Okropny szmer powstaje, jakby na zborzyszczu piekielnych duchów.

piątek, 04 listopad 2016 17:45

Pamięć (19)

Napisane przez

braunfotoPOCZĄTEK DŁUGIEJ DROGI

        Początek lat 60. był czasem wielkich zmian w moim życiu, w mojej pracy. Czasem przekraczania kolejnych progów i wchodzenia, nieśmiało, ale zdecydowanie, w kolejne komnaty wielkiego gmachu teatru. Miałem w nim zamieszkać już na stałe. W tym samym czasie dokonałem pierwszych znaczących osiągnięć reżyserskich i spotkały mnie pierwsze wielkie niepowodzenia. Coraz ważniejszy stawał się wątek osobisty. Pojawił się już wcześniej, a teraz stopniowo wysuwał się na pierwszy plan.

        Od 1 września 1961 r. podjąłem po raz pierwszy stałą pracę reżysera w zawodowym teatrze – w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku.

        31 grudnia 1961 r. zadebiutowałem jako reżyser w teatrze zawodowym – prapremierą trzech jednoaktówek Sławomira Mrożka, Karol, Na pełnym morzu, Strip-tease w gdańskim Teatrze Wybrzeże, na scenie Teatru Kameralnego w Sopocie.

piątek, 04 listopad 2016 17:37

Wspomnienia z mojego życia (38)

Napisane przez

Bycs        W grudniu 1938 r. Niemcy ponawiają żądania, domagając się wyraźniej niż kiedykolwiek włączenia się Polski do wyprawy na Rosję w ramach tzw. paktu antykominternowskiego zawartego w roku 1936 między Niemcami a Japonią, do którego następnie przystąpiły Włochy. Z końcem stycznia niemiecki minister spraw zagranicznych Joachim von Ribbentrop przybył do Warszawy, by namówić Polskę do przyjęcia żądań Hitlera i wyrażenie zgody na rolę satelity Niemiec. Dotychczasowy plan przewidywał w pierwszej kolejności pobicie Francji i opanowanie zachodniej Europy, a dopiero potem zniszczenie Związku Sowieckiego z pomocą uzależnionej Polski. Ribbentrop nie żądał udziału Polski w ataku na Francję i Anglię. W tej fazie wojny Polska miała pozostać neutralna, zabezpieczając jedynie III Rzeszę od wschodu, a dopiero po zajęciu Paryża i Londynu uderzyć wspólnie na ZSRS.

        Stanowcze odrzucenie przez Polskę żądań skłoniło Hitlera do gruntownej zmiany powyższego planu. Postanowił najpierw skończyć z Polską, a dopiero potem uderzyć na państwa zachodnie.

piątek, 04 listopad 2016 17:05

Pamiątki Soplicy (31)

Napisane przez

pamiatki-soplicy        Ale tam przyjechawszy obaczył w bawialnym pokoju wiszący konterfekt Piotra Wielkiego: to go tak zniechęciło, iż zaraz od swojego zamiaru odstąpił.

        Co się potem pan chorążyc nie namęczył, aby go zwrócić do dawnego przedsięwzięcia. Wszystko było na próżno.

        – Piotr – mówił – to był największy nasz wróg. On to nieboszczyka króla wciągnął w wojnę ze Szwedami, przyrzekł mu Inflanty, które są nasze wedle praw boskich i ludzkich, a potem, jak wylazł z kłopotu, nie tylko że nie dotrzymał słowa, ale jeszcze z jego łaski zwinięto nasze wojsko, to wojsko, postrach bisurmanów, a które pod Wiedniem całe chrześcijaństwo z ostatniej wydźwignęło toni. Wolę całe życie być kawalerem niż brać żonę z takiego domu, gdzie pamięć nieprzyjaciela Polskiej jest w poważaniu, że aż obraz jego zdobi pokój, w którym rodaków przyjmują.

piątek, 28 październik 2016 21:25

Wspomnienia z mojego życia (37)

Napisane przez

BycsJeszcze tego wieczora napisaliśmy do rodziców o natychmiastowe przysłanie metryk, nie zdradzając, w jakim celu są potrzebne, chociaż nietrudno było się domyślić.
Ponieważ, z wrodzonej nieśmiałości nie lubię robić z siebie widowiska, wszystkie swoje powodzenia i potknięcia przeżywałem zawsze sam ze sobą, nie dzieląc się nimi z nikim. Tym bardziej tak przełomowy dzień w swoim życiu, do którego, jak kiedyś sądziłem, nigdy nie dojdzie, pragnąłem przeżyć w jak najmniej licznym otoczeniu, najchętniej, gdyby to było możliwe, jedynie we dwoje.
Poniedziałek był zupełnie innym dniem od dotychczasowych: pierwsze kroki skierowałem na Kruczą, by razem z Norcią iść do biura. Trudno opisać, jacy byliśmy radośni i szczęśliwi. Każdy przechodzień mógł to wyczytać z naszych twarzy.
Obecnie, mając u boku jedną z najpiękniejszych dziewczyn Warszawy, zgrabną, z jasnymi blond warkoczami splecionymi w koronę na głowie, chodziłem jak paw, któremu wszyscy zazdroszczą takiej „ozdoby”. Gdziekolwiek się zjawiamy, oczy wszystkich kierują się na nas.
Niestety, popołudnia muszę nadal spędzać w biurze, opracowując coraz to nowy statut podatkowy. Dopiero wieczorem wpadam na Kruczą. Cieszymy się sobą jak dwoje małych dzieci, omawiamy plany zakupów na najbliższą sobotę, bo tylko w soboty robię przerwę w pracy popołudniowej. Jako świadków zamierzamy mieć Jasia Lewandowskiego, mojego przyjaciela, z jego narzeczoną, która jednocześnie ma służyć Norci za doradczynię w dobieraniu różnych zakupów. Mnie zależy, aby Norcia wyglądała jak najpiękniej, chociaż do jej urody niewiele potrzeba dodawać, żeby wyglądała jak bóstwo.

piątek, 28 październik 2016 20:14

Pamiątki Soplicy (30)

Napisane przez

pamiatki-soplicyA w pożyciu domowym jaki szczęśliwy. Żona to był anioł w ludzkim ciele: tak cnotliwa i piękna; syny kawalerowie wzięci, że każdy ojciec ich mu zazdrościł; a córek było trzy: piękne panny, co wyglądały jak młodsze siostry matki. Za życia powydawał ich za potomków pierwszych domów naszego województwa. Jedne wziął pan Paweł Jeśman, chorąży słonimski, którego przodek był wojewodą smoleńskim; drugą wydał za pana Kazimierza Haraburdy, starosty wiladymowskiego, którego ród w całej Litwie nad sobą nie ma starożytniejszego; a trzecia poszła za pana Joachima Rdułtowskiego, kasztelanica nowogródzkiego, co po śmierci teścia został podkomorzym naszym. – A do tego taki był zdrów, że już mu było niedaleko ośmiudziesiąt lat, a lekarstwa nie znał. To kiedy zapadł na słabość, która go przez cztery lata do łóżka przykuła, a na koniec życia pozbawiła, był okryty ranami i wielkie boleści cierpiał (jako lekarze mówili, bo po nim tego domyśleć się nie można było, tak mężnie wszystko znosił), wszyscy płakali, a on był weselszy niż kiedykolwiek i powtarzał: „Oto mi teraz dobrze, że Bóg przecie do żywego mnie dotknął. Dopiero zaczynam dobrze tuszyć o przyszłym moim losie, kiedy mnie tu boli; dawniej sam siebie, teraz mój Pan łaskaw mnie chłoszcze”. Toteż Pan Bóg, jako zapewnię duszę jego zabrał do chwały swojej i na ziemi pamięć jego pobłogosławił, między tylu godnymi dziećmi dawszy mu Tadeusza, jednego z największych mężów naszej ojczyzny.

piątek, 21 październik 2016 18:51

Pamięć (17)

Napisane przez

braunfotoAWANTURA NA SARDYNII

„Przygoda” po włosku to „aventura”. Ale ponieważ włoska „aventura” brzmi podobnie jak polska „awantura”, więc dla mnie ta włoska „aventura” była po prostu awanturą – przygodą, i to gwałtowną, niezwykłą.

A było to tak... Na Festiwalu w Awinionie poznałem, między innymi, piękną Włoszkę. Czarne włosy, czarne oczy, figura Lollobrigidy. Miała na imię Mariella. Chodziliśmy na spacery nad rzekę Arno, zawsze w gronie jej koleżanek, okazało się, że taki mają nakaz z domu. W tej grupce była też Anna Maria, przeciwieństwo Marielli, blondynka, niebieskooka, wysoka i szczupła. Obie pochodziły z Cagliari.

piątek, 21 październik 2016 18:44

Wspomnienia z mojego życia (36)

Napisane przez

BycsZamierzenia realizowano na wyrost, nie przestrzegano zasady hierarchii potrzeb – budowano pałace, kiedy waliły się chaty wiejskie, budowano instytuty, gmachy szkół wyższych, a wiejska szkoła mieściła się w kurnej chacie.

Wieś polska – poza Poznańskiem, Pomorzem i Śląskiem, była biedna, a w województwach: białostockim, rzeszowskim, kieleckim, częściowo lubelskim, łódzkim, warszawskim i na całym Podkarpaciu – nawet bardzo biedna. Jeżeli zajrzymy do wydawnictw Instytutu Puławskiego – Wydział Ekonomiki Rolnej Drobnych Gospodarstw Włościańskich, zobaczymy przerażająco niskie położenie gospodarstw. W budżetach rodzinnych wydatek na żywność dorosłej osoby wynosił rocznie przeciętnie 156 zł, czyli 43 grosze na dzień. Na mięso wydawano – wszystkie liczby w skali rocznej – w okręgach przemysłowych 11,2 zł, w środkowych okręgach 10 zł, a w pozostałych 8 zł. Na pieczywo odpowiednio: 12, 10 i 3,70 zł. Na masło: 1,30 – 1,10 zł. Podstawowymi artykułami żywnościowymi była mąka – 190 kg, ziemniaki – 230 kg, kapusta, buraki – do 150 kg. Na cukier wydawano od 3-5 zł, na naftę – 2,31 zł, a na sól – 2,21 zł. Przypomnijmy sobie, że biedota wiejska korzystała ze słonej wody, w której bogatsi ugotowali już sobie kartofle, by w tej samej ugotować dla siebie. Zapałki dzielono na dwie i cztery części. To już nie bieda, a nędza.