Goniec

Register Login

Z Polski rodem: Jeden z tych walecznych, którzy ocalili Argentynę - Teofil Iwanowski-Reich

Oceń ten artykuł
(1 Głos)

     W miasteczku Merlo w Argentynie, w pobliżu stołecznego lotniska pasażerskiego Moron, na terytorium tzw. dystryktu federalnego (równego w prawach z każdą z 22 prowincji) Miasta i Portu Trójcy świętej - Buenos Aires (bo tak brzmi pełna nazwa argentyńskiej stolicy!) stoi pomnik generała armii argentyńskiej, Teofila Iwanowskiego. Tak jest: Polaka, rodem z Poznania. A zarazem jednego z tych „walecznych, którzy ocalili Argentynę jako jednolite państwo” - jak pisze się o nich w argentyńskich podręcznikach.

     Czym zasłużył sobie emigrant z Polski na tak zaszczytne miano i na pomnik na przedmieściach argentyńskiej stolicy?

     Urodził się w Poznaniu w 1827 roku i naprawdę nazywał się Teofil Reich. W rodzinnym mieście kończył właśnie gimnazjum i planował wybrać się na studia do Berlina, gdy - w 1845 roku w Poznaniu i okolicy zaczęły się przygotowania do kolejnego polskiego powstania ogólnonarodowego. Młody człowiek, jak i wielu jego rówieśników, zgłosił się wtedy pod rozkazy Ludwika Mierosławskiego i pozostał w oddziałach powstańczych aż do ich kapitulacji we wsi Bardo, na początku 1846 roku.

     Warunki kapitulacji obiecywały wprawdzie polskim powstańcom abolicję, ale w rzeczywistości posypały się na nich brutalne represje władz pruskich.

     W tej sytuacji Teofil Reich postanowił uciec do Hamburga, wtedy formalnie tzw. wolnego miasta, na które pruska jurysdykcja teoretycznie się nie rozciągała. Chcąc przy tym zupełnie zatrzeć po sobie ślady - zmienił nazwisko na Iwanowski. Prusacy rychło się zresztą zorientowali, bo wszak było to panieńskie nazwisko matki Teofila Reicha.

     W takiej to sytuacji Teofil Iwanowski - bo do końca życia pozostał już przy tym nazwisku - zgłosił się w Hamburgu na początku 1848 roku do brazylijskiego legionu cudzoziemskiego, który miał pospieszyć z pomocą obleganej przez Argentyńczyków stolicy Urugwaju - Montevideo.

     W Europie i w Ameryce sformowano wtedy wiele podobnych oddziałów międzynarodowych, walczących w obronie Urugwaju. Na przykład jeszcze 6 lat przed Iwanowskim walczył w Montevideo Giuseppe Garibaldi, liczący wówczas 36 lat oficer włoski, potem faktyczny twórca zjednoczonej Italii.

     Wojnę Argentyny z Urugwajem rozpętał w 1843 roku Juan Manuel Rosas, od 1833 roku dyktator Argentyny, który doprowadził do konfliktu swego kraju praktycznie ze wszystkimi sąsiadami. Zwłaszcza wyraźnie zaborcza wojna Rosasa z Urugwajem dała pretekst Francji i Anglii do interwencji zbrojnej, w wyniku której Argentyna straciła wyspy Malwiny, które od tamtej pory należą do Brytyjczyków i nazywają się Falklandami...

     Bardzo wojowniczy wobec sąsiadów, dyktator argentyński był natomiast bardzo ugodowy wobec obozu tzw. provincionales, czy secesjonistów, którzy dążyli do rozbicia Argentyny na wiele niezależnych od siebie prowincji-państw. Walkę tej orientacji wypowiedzieli federaliści, czyli zwolennicy jednolitej Argentyny (choć zorganizowanej na zasadach federacyjnych), a krwawe walki trwały prawie 30 lat!

     Z Rosasem porucznik Iwanowski walczył od początku 1849 roku, choć jeszcze wtedy pod brazylijskimi sztandarami, jako żołnierz zaciężny.

     Do argentyńskich federalistów przystał ochotniczo około roku 1850. Mieli oni już wtedy pewną przewagę militarną nad secesjonistami, ale przecież ciągle nie mogli zdobyć stołecznego Buenos Aires.

     Stolica argentyńskich federalistów mieściła się w tej sytuacji w mieście Parana w prowincji Entre Rios. W pobliżu Parany - w mieście Santa Fe - uchwalono wtedy federalną konstytucję Argentyny, która z małymi zmianami przetrwała do połowy XX stulecia. Co ciekawe, podstawą do opracowania tej konstytucji były zasady sformułowane przez Juana Batistę Arberdiego - z pochodzenia Baska z Hiszpanii, a z wyboru Argentyńczyka.

     Walki między federalistami i secesjonistami trwały - jak już wspomniano - bardzo długo. Najpierw przewodził federalistom generał Bartolome Mitre, potem (w latach 1862-1868) prezydent Argentyny, a poza tym pisarz i tłumacz m.in. Horacego i Dantego. To właśnie pod rozkazami gen. Mitre wsławił się Iwanowski w 1861 roku w rozstrzygającej bitwie z secesjonistami pod Pavon, w rezultacie czego otrzymał awans na kapitana armii argentyńskiej.

     Frontalna wojna między secesjonistami a federalistami zakończyła się wprawdzie zwycięstwem tych ostatnich pod Pavon, ale secesjoniści wzniecali nadal lokalne bunty w poszczególnych prowincjach, toteż wojna faktycznie trwała.

     Właśnie jeden z takich buntów - w prowincji Entre Rios - tłumił Iwanowski ze swoim wojskiem. Potem znowu walczył z secesjonistami w prowincji Mendoza.

     Nie mówiąc już o tym, że prawie w tym samym czasie brał również udział w wyjątkowo krwawych wojnach Argentyny najpierw z Urugwajem, a potem z Paragwajem.
     W roku 1868 prezydentem sfederowanej Argentyny został Domingo Faustino Sarmiento - przede wszystkim pisarz i polityk, ale i generał, pod którego bezpośrednimi rozkazami walczył przez pewien czas Teofil Iwanowski.

     Sarmiento musiał dobrze zapamiętać waleczność i talenty w dowodzeniu uciekiniera z Polski, bo na pierwszej liście awansów generalskich, którą podpisał jako prezydent, znalazł się również liczący wówczas 41 lat Teofil Iwanowski, do tej pory major.

     Rozgorzała z tej okazji debata w parlamencie, który prezydenckie nominacje generalskie musiał zatwierdzić - ale Sarmiento bronił Iwanowskiego zdecydowanie, gdyż - jak mówił - „odwagę i talenty dowódcze tego oficera dane nam było poznać osobiście na polu walki”.

     W rezultacie Iwanowski otrzymał w armii argentyńskiej generalskie szlify i nominację na dowódcę okręgu wojskowego ciągnącego się wzdłuż granicy z Chile. Tam właśnie, w prowincji San Luis, w mieście o tej samej nazwie zginął w trakcie tłumienia kolejnego buntu secesjonistów. Było to 24 września 1874 roku.

     I był to już jeden z ostatnich buntów secesjonistów, bo idea sfederowanej Argentyny ostatecznie triumfowała, toteż Argentyna jako państwo została uratowana.

     Teofil Jankowski nie był ani pierwszym, ani ostatnim Polakiem w dziejach kraju nad Rio de la Plata. Przed nim był m.in. pułkownik Manuel Zatocki - wcześniej żołnierz Napoleona, który w Argentynie przyłączył się do Wyzwolicieli, jak nazywano oddziały walczące o niepodległość hiszpańskich kolonii w Ameryce Łacińskiej.

     Równocześnie z Iwanowskim trafił do Argentyny profesor Napoleon Feliks żaba - pisarz i podróżnik rodem z Polski, który w latach 1850-1858 prowadził na uniwersytecie w Buenos Aires wykłady z historii, a także nauczał języków obcych.

     W 1865 roku dotarł z kolei do Argentyny Robert Albert Chodasiewicz, wcześniej oficer carski, potem oficer wojsk amerykańskiej Unii. Do Argentyny przywędrował w stopniu kapitana, a ponieważ należał w tym kraju do grona nielicznych inżynierów wojskowych (specjalność tę zdobył w Petersburgu), więc w armii argentyńskich federalistów powierzono mu w 1865 roku zorganizowanie korpusu saperów.

     Chodasiewicz był zresztą człowiekiem bardzo wszechstronnym i bardzo aktywnym. To właśnie on - w 1867 roku - dokonał pierwszego w Argentynie przelotu balonem, a w 23 lata później założył Polskie Stowarzyszenie Demokratyczne w Argentynie i zaczął wydawać gazetę polską, tworząc w ten sposób zalążki zorganizowanej Polonii w tym kraju.

     Robert Albert Chodasiewicz zmarł w Buenos Aires w 1896 roku, to znaczy w pierwszym okresie masowej emigracji zarobkowej z ziem polskich do tego kraju.

     Kolejna tak wielka fala polskiej emigracji dotarła do Argentyny dopiero po wybuchu drugiej wojny światowej - i była to już głównie emigracja polityczna.

     To właśnie wtedy powstały głośne osady rolnicze „Wanda” i „Polana”, a także dość liczne skupiska Polaków w prowincji Misjones oraz w miastach Rosario, Cordoba czy Santa Fe.