Goniec

Register Login

Z Polski rodem: Na wygnaniu w Krainie Białej Gęsi – Aleksander Zatajewicz

Oceń ten artykuł
(1 Głos)

30        Prawie w samym centrum Moskwy, dosłownie kilkaset metrów od Kremla, znajduje się cmentarz Nowodziewiczy, nazwany tak od leżącego tuż obok prawosławnego klasztoru poświęconego Matce Boskiej Smoleńskiej, który wzniesiono na początku XVI stulecia dla upamiętnienia zdobycia przez Rosję Smoleńska w wojnie z Litwą i Polską.

        Centralnym elementem architektonicznym klasztoru jest pięciokopułowy sobór (świątynia), w pobliżu którego wznosi się refektarz. W nim to właśnie spędziła 15 lat swego życia Zofia Aleksiejewna – regentka państwa moskiewskiego (po śmierci jej ojca, cara Aleksego), a zarazem siostra późniejszego cara Piotra I Wielkiego, który w 1689 roku pozbawił ją władzy i wtrącił do klasztoru. Właśnie regentkę Zofię i jej dworki, którym nie było wolno opuścić klasztoru także po śmierci, pogrzebano na miejscu, dając w ten sposób początek nowemu moskiewskiemu cmentarzowi.

        Jest to bez wątpienia dziś najpiękniejsza moskiewska nekropolia, odwiedzana chętnie przez mieszkańców miasta i turystów, wspominających z sarkazmem te niedawne czasy, w których wstęp na cmentarz mieli tylko ci, którzy uzyskali specjalne przepustki. Było tak zwłaszcza tuż po śmierci Nikity Chruszczowa, którego pochowano właśnie na cmentarzu Nowodziewiczym, a którego grób – o dziwo! – zawsze tonął w kwiatach, co drażniło bardzo kolejnych następców Chruszczowa.

        Cmentarz Nowodziewiczy słynie w Moskwie z najpiękniejszych pomników nagrobnych, z których wiele zasługuje na miano arcydzieł. Są tu jednak również nagrobki urzekające swą prostotą. Jak na przykład ten nagrobek z białego marmuru przywiezionego z gór Ałatau Dżungarskiego (na pograniczu Chin i Kazachstanu), na którym wyryto krótki napis: „Zatajewiczowi – Kazachowie”.

        W Polsce nazwisko Aleksandra Zatajewicza wymienia się tylko czasem w bardzo szczegółowych opracowaniach poświęconych dziejom prasy warszawskiej w pierwszych latach XX stulecia lub w równie szczegółowych rozprawach dotyczących dziejów Polskiej Organizacji Wojskowej w Warszawie. Dla Kazachów natomiast jest do dziś Zatajewicz jedną z bardziej znanych i szanowanych postaci w ich dziejach.

        Według skąpych danych biograficznych, Aleksander Zatajewicz urodził się około roku 1880 w okolicach Będzina lub Siewierza. Studiował w Warszawie muzykologię, debiutując już w czasie studiów jako krytyk muzyczny – najpierw na łamach zbliżonego do Polskiej  Partii Socjalistycznej „Ogniwa”, a potem na łamach najbardziej lewicowego spośród ówczesnych pism warszawskich – „Przeglądu Tygodniowego”.

        Zatajewicz był również aktywnym działaczem Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego i polskiej organizacji patriotycznej, w tym zwłaszcza Polskiej Organizacji Wojskowej. Z tego właśnie ostatniego powodu aresztowany został przez carską policję wiosną 1915 roku (aresztowania były masowe, a nastąpiły w wyniku przedostania się do POW donosicieli rosyjskiej policji) i postawiony przed sądem. Główny zarzut dotyczył współautorstwa konspiracyjnej broszury pt. „Z bojów polskich” oraz udziału w przeprowadzeniu manifestacji patriotycznej jesienią 1914 roku, po nabożeństwie w stołecznym kościele pod wezwaniem św. Krzyża. W wyniku tego procesu Zatajewicza skazano na sześć lat zesłania w rejon półpustynnej wyżyny azjatyckiej Bet-Pak-Dała, między rzeką Sary-su a jeziorem Bałchasz. Niegdyś były to ziemie należące do sławnej Złotej Ordy, z której w połowie XV stulecia utworzono Chanat Kazachski (to znaczy ludzi wolnych, którzy odłączyli się od swego plemienia lub rodu) pod wodzą legendarnych wojowników – Dżanibega i Gireja. Z czasem ukształtowały się ordy Kazachów – Wielka, Średnia i Mała, które w połowie XVIII stulecia wchłonięte zostały przez rosyjskie imperium, będąc długo miejscem stacjonowania karnych jednostek wojskowych lub miejscem pobytu zesłańców.

        Zatajewicza osiedlono w okolicach ówczesnego rosyjskiego Fortu Pierowsk – jak przez pewien czas zwano wcześniejsze kazachskie osiedle Ak Meczet, w XX stuleciu przemianowane na Kyzył Ordę, będące nawet w latach 1924–1929 stolicą Kazachstanu. Tu przybysz z Polski szybko się zaprzyjaźnił nie tylko z innymi zesłańcami, ale i z rdzennymi mieszkańcami Krainy Białej Gęsi – jak Kazachowie zwą swoją ojczyznę. Już podobno po dwóch latach pobytu nad Syr-darią Zatajewicz poznał dobrze wszystkie trzy dialekty języka kazachskiego, w tym zwłaszcza dialekt północno-wschodni, na bazie którego właśnie wtedy kształtował się współczesny kazachski język literacki. Zatajewicz ciekaw był wszystkiego, ale ze szczególną pasją poznawał miejscowe obyczaje oraz pieśni.

        Śpiewali te pieśni – czy raczej je recytowali przy akompaniamencie dutary lub dombry, jak zwą się kazachskie instrumenty szarpane – wędrowni bardowie, poeci improwizatorzy zwani akynami. Pieśni opiewają najczęściej odważnych młodzieńców – obrońców biednych lub pokrzywdzonych, którzy niezłomnie walczą nie tylko z ludźmi, ale i potworami. Głoszą też chwałę batyrów – bohaterów kazachskich legend i przekazów historycznych, władców i wojowników broniących ojczyzny przed najazdami wrogów.

        Te pieśni, to więc zarazem literatura piękna i traktaty historyczne, przekazywane ustnie z pokolenia na pokolenie, ciągle rozwijane o nowe wątki przez kolejnych akynów – dzięki czemu powstało coś w rodzaju literatury śpiewanej (bo początki literatury pisanej sięgają dopiero XIX stulecia). Wątkami powtarzającymi się w każdej takiej opowieści są np. miłość do „elu” – czyli do ojczystego kraju i do rodziców, a także szacunek dla starszych i barwne opisy „toj” – czyli biesiad dla uczczenia różnych ważnych wydarzeń, w tym również zwycięstw wojennych, podczas których starannie dzielono wojenne łupy.

        Tak do dziś przetrwała np. twórczość Aktamberdi-żyrau, rówieśnika Jana Kochanowskiego, którego utwory są równie wzruszające jak „Treny” Jana z Czarnolasu. Z późniejszych czasów w ten sam sposób przetrwała do dziś twórczość Zijambeta-żyrau, Buchara-żyrau, Kara-żyrau, Muryna-żyrau, czy wreszcie Murambaja i Dżabuła Dżabajewa, którzy opiewali wprost tęsknotę za wolnym Kazachstanem, spełnioną w jakimś stopniu dopiero w 1991 roku, kiedy to Kazachstan uzyskał niepodległość.

        Ambicją wędrownych kazachskich bardów było i jest – bo tradycja ta ciągle żyje – nie tylko przekazanie słuchaczom tego, co stworzyli poprzednicy. Każdy z bardów, typem wiersza zwanego „żyr” lub „żyru”, rozwija stare opowieści i poszerza o nowe wątki – prezentując swoją twórczość na tzw. ajtysach, czyli publicznych turniejach bardów, w trakcie których słuchacze ujawniają głośno swoją zachętę lub dezaprobatę.

        Od XIX stulecia kazachski epos stał się również przedmiotem zainteresowania wydawców. Na przykład fragmenty poematu „Kobłandy batyr” wyszły drukiem w języku kazachskim w 1870 roku, a w całości dzieło to wydano w Kazaniu w 1914 roku, wtedy jeszcze w transkrypcji arabskiej.

        Twórczość kazachskich bardów urzekła bardzo Adolfa Januszkiewicza, bliskiego przyjaciela Adama Mickiewicza, uważanego za pierwowzór Adolfa z III części „Dziadów”. Urodzony w 1803 roku na Litwie, Januszkiewicz studiował w Wilnie w tym samym czasie co Adam Mickiewicz. Pisywał wiersze, potem uczestniczył w Powstaniu Listopadowym, toteż po upadku niepodległościowego zrywu zesłany został w 1832 roku do Kazachstanu, z którego powrócił dopiero po 24 latach, na rok przed swoją śmiercią. Owocem pobytu Januszkiewicza w Kazachstanie były wydane już po jego śmierci, w Paryżu, „Listy ze stepów kirgizkich” (były to jeszcze czasy, w których bliskich językowo Kirgizów i Kazachów uważano za jeden naród). Na jednej z kart tej książki Januszkiewicz odnotował:

        „Występują dziś przede mną poeci, co czytać i pisać nie umieją, a ja podziwiam ich talent, bo pieśń ich przemawia do mojej duszy i do serca”.

        Badaniem pieśni Kazachów zajmował się już wtedy na szeroką skalę Czokan Walichanow – oficer carskiej armii i zarazem kazachski uczony.

        Zatajewicz prześcignął jednak w tym względzie wszystkich. Wytrwale zapisywał baśnie i legendy o obrońcach biednych oraz rozprawy o wojownikach broniących ojczyzny, notował zagadki, aforyzmy o zwierzętach, obserwacje pasterzy – i tak powstało dzieło wyjątkowe dla kazachskiej kultury, czyli „Tysiąc pieśni” – z nutami włącznie.

        Nawiasem mówiąc, w zbiorze tym znalazła się również piosenka znana na Śląsku i w Zagłębiu pod tytułem „Szła dzieweczka do laseczka” – oczywiście pod innym tytułem i z innymi słowami. Jak ta polska piosenka ludowa znalazła się w kazachskim zbiorze – wiedział zapewne tylko Zatajewicz. Zdumiewające jest jednak to, że współcześnie jest to jedna z najbardziej popularnych w Kazachstanie pieśni!

        Pierwszy tom „Tysiąc pieśni” ukazał się drukiem w Moskwie dopiero w 1925 roku – zresztą tylko dzięki wstawiennictwu Aleksieja Pieszkowa, czyli Maksyma Gorkiego, jeszcze przed jego wyjazdem na krótkotrwałą emigrację. Z kolei Gorkiego przekonał do „Tysiąca pieśni” Romain Rolland, francuski pisarz, ale i muzykolog oraz historyk sztuki, wtedy już laureat Literackiej Nagrody Nobla, który często bywał w Moskwie i przyjaźnił się z Pieskowem. Na wydanie drugiego tomu Zatajewicz musiał czekać aż sześć lat, to znaczy do powrotu Gorkiego z Włoch.

        Aleksander Zatajewicz zmarł nagle we wrześniu 1932 roku w Moskwie, kiedy to właśnie szykował się do powrotu do swojej ojczyzny, do Polski. Bo choć szanowany wśród Kazachów – Zatajewicz zawsze uważał się za Polaka. Po 1917 roku odrzucał też wszelkie propozycje zintegrowania się z rosyjskim środowiskiem artystycznym. Zresztą, nie potrafił nawet pisać po rosyjsku poprawnie...