Goniec

Register Login

Z Polski rodem: Polegać jak na Zawiszy – Jan Zawisza Czarny

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

zawiszaSkąpy raczej w zachwytach dziejopis, kanonik krakowski – Jan Długosz, tak prezentuje w swoich „Rocznikach” Jana Zawiszę z Garbowa herbu Sulima (czarny orzeł w żółtym polu, a pod nim trzy kamienie w czerwonym polu), z powodu jego karnacji skóry i koloru włosów zwanego Zawiszą Czarnym:

        „Uchodził za najsławniejszego i najdzielniejszego rycerza, podejmującego wszelkie czyny bohaterskie, w czym nikt mu nie dorównał. Była w nim słodycz języka, gładkość i wdzięk – tak że swoją uprzejmością przyciągał do siebie nie tylko ludzi odważnych i dobrze urodzonych, ale także barbarzyńców. Wyróżniał się najtrudniejszym rodzajem męstwa, tym przede wszystkim, że był wytrwały w walce, a poza tym – dzięki rozwadze i umiarkowaniu – był najlepszym rycerzem”.

        Długoszowi zawdzięczamy właściwie wiedzę o rycerzu, którego podziwiali jego współcześni, a który przez wieki jest symbolem najtrwalszej przyjaźni („Polegać jak na Zawiszy”). I rycerza, który od stuleci pasjonuje poetów oraz pisarzy – że wspomnieć choćby tylko Juliusza Słowackiego, Stanisława Wyspiańskiego, Henryka Sienkiewicza, Kazimierza Przerwę-Tetmajera, Karola Bunscha.

        Zawisza Czarny urodził się około roku 1376 w Garbowie koło Sandomierza. Jego ojcem był Mikołaj zwany Sulimczykiem, kasztelan konarsko-sieradzki, do którego obowiązków należało też zarządzanie stadniną.

        Imię Zawisza było wtedy w Polsce bardzo popularne i częste. Postacią głośną na przełomie XIV i XV stuleci był choćby Zawisza z Oleśnicy zwany Czerwonym (z powodu jego rudych włosów), stryj głośnego później biskupa krakowskiego i kardynała – Zbigniewa Oleśnickiego.

        Do rodziców Zawiszy Czarnego należały początkowo tylko trzy wsie: Garbów, Romanówka i Jaroszówka – razem ponad 50 łanów, czyli jakieś 700 hektarów. Nie była to więc rodzina zbyt zamożna, ale przecież Jan Zawisza już w wieku 17 lat znał dobrze łacinę, potrafił grać w szachy i umiał układać pieśni miłosne – czyli uchodził za człowieka wykształconego, bo posiadał umiejętności, które wtedy uważano za istotne.

        Mając 18 lat, Jan Zawisza Czarny trafił do Krakowa, gdzie uczestniczył odtąd w turniejach rycerskich. Sławę przyniósł mu zwłaszcza udział w turnieju zorganizowanym w 1396 roku z okazji 10. rocznicy unii Polski z Litwą. Odtąd stał się sławny w rycerskim rzemiośle na wielu turniejach w całej Europie, zdobywając w ten sposób nie tylko rozgłos, ale i majątek, bo ówczesnym zwyczajem zwycięski rycerz otrzymywał w nagrodę zbroję i konia pokonanego.

        Sporo lat Zawisza Czarny spędził zwłaszcza u boku prawnuka Kazimierza Wielkiego – króla Zygmunta Luksemburskiego, który w 1387 roku objął tron węgierski, a w roku 1410 otrzymał upragniony tytuł króla rzymsko-niemieckiego, a więc już prawie cesarza – choć tytułu cesarskiego król Zygmunt mógł używać formalnie dopiero od roku 1433.

        Jeszcze przed otrzymaniem korony węgierskiej król Zygmunt pretendował też do tronu polskiego. W 1382 roku przyjął nawet przysięgę wierności od kilku rodów w Wielkopolsce, ale przecież polskiej korony nigdy nie otrzymał. Spotęgowało to jego niechęć do Polski, a nawet wrogość. Uwidoczniło się to choćby w roku 1402, kiedy Zygmunt Luksemburski otwarcie poparł Krzyżaków w sporze z Polską, a w roku 1410 wypowiedział nawet Polsce wojnę.

        To właśnie w 1410 roku Zawisza Czarny opuścił dwór Zygmunta Luksemburskiego i przeniósł się na stałe pod Wawel, należąc od tej pory do najsłynniejszych rycerzy na krakowskim dworze. Dowody swego oddania sprawom polskim i osobiście królowi Władysławowi Jagielle dał zwłaszcza w bitwie pod Grunwaldem, gdzie był postrachem największych mistrzów w rycerskim rzemiośle.

        Oddanie i męstwo Zawiszy docenił w pełni król Władysław, który w 1414 roku przyznał Zawiszy roczną pensję w wysokości 800 grzywien i mianował go jednym ze swoich posłów (obok rektora Akademii Krakowskiej – Pawła Włodkowica) na toczący się przed Zygmuntem Luksemburskim proces Polski z zakonem krzyżackim. To również król sprawił, że – w tym samym roku – Zawisza został włączony do polskiej delegacji na sobór powszechny w Konstancji, tym razem obok arcybiskupa gnieźnieńskiego, trzech biskupów i kasztelana kaliskiego.

        Głównym przedmiotem obrad soboru – zwołanego przez Jana XXIII, jednego z trzech równoczesnych pretendentów do papieskiego tronu – było zjednoczenie od paru dziesięcioleci Kościoła katolickiego, co jednak nie zostało w pełni osiągnięte. Z tytułu papieża zrezygnował wprawdzie Grzegorz XII, a Jan XXIII ustąpił dopiero na żądanie soboru, ale urzędował nadal tzw. papież awinioński – Benedykt XIII oraz wybrany już w trakcie soboru w Konstancji papież Marcin V.

        Do przywrócenia jedności w Kościele katolickim miało się również przyczynić zwalczanie poglądów czeskiego teologa i pisarza – Jana Husa, którego zresztą zaproszono do Konstancji, dając mu przy tym uroczyście gwarancje bezpieczeństwa. Ostatecznie jednak nie tyle rozprawiono się z doktryną Husa, co z nim samym – bo go uwięziono, postawiono przed soborowym sądem i spalono na stosie 6 lipca 1415 roku – mimo protestów delegacji polskiej.

        Historycy zresztą przyznają, że polska delegacja nie zaangażowała się w obronę Husa dość energicznie, gdyż była świadoma, że czeka ją jeszcze wielka batalia w obronie polskiego władcy, którego już wcześniej oskarżano o sprzyjanie poganom.

        Zarzut ten ponowiono w kolportowanym na soborze w Konstancji paszkwilu autorstwa niejakiego Jana Falkenberga, dominikanina, który dowodził, że pogan popierają i król Władysław Jagiełło, i książę Witold.

        W obronie obu władców wystąpiła zgodnie cała delegacja, a Paweł Włodkowic wygłosił w marcu 1417 roku słynną mowę, w której nie tylko domagał się uznania paszkwilu Falkenberga za fałszywe oskarżenie (tak się rzeczywiście stało, w wyniku czego dominikanina skazano na dożywotnie więzienie), ale i stanowczo potępił lansowaną na soborze zasadę nawracania pogan siłą. Nieco potem identyczne poglądy zaprezentował kardynał Oddo Colonna, który następnie został wybrany na papieża i przyjął imię Marcin V.

        W rezultacie takiego obrotu spraw na soborze – Zygmunt Luksemburski zaczął niespodziewanie manifestować sympatię wobec polskiej delegacji. W rezultacie, uzyskano na soborze w Konstancji pełne oczyszczenie z zarzutów króla Władysława i księcia Witolda, a ponadto król otrzymał tytuł wikariusza rzymskiego (identyczny otrzymał książę Witold). Sobór nadał ponadto przewodniczącemu polskiej delegacji – Mikołajowi Trąbie, jako arcybiskupowi gnieźnieńskiemu, tytuł prymasa Polski. Odtąd tradycyjnie to właśnie arcybiskupi gnieźnieńscy mają w Polsce tytuł prymasowski.

        W roku 1418 lub w 1419, po powrocie z Konstancji, ciesząc się już opinią znakomitego rycerza i dobrego dyplomaty, Zawisza Czarny  ożenił się z bratanicą Piotra Wysza z Radolina, biskupa krakowskiego – Barbarą. Jan Długosz pisze, że z tego małżeństwa urodziło się trzech synów: Marcin Zawiszyc, Jan Czarny i Stanisław Zawisza. Ten ostatni poległ pod Warną w 1444 roku. W trakcie tej samej bitwy dostał się do niewoli jego brat – Marcin Zawiszyc, który u Turków spędził kilkanaście lat (nie brakuje historyków, którzy utrzymują, że Marcin Zawiszyc zginął pod Warną). Natomiast Jan Czarny był starostą kolskim, a zginął w bitwie z Krzyżakami pod Chojnicami. Jego to właśnie córka Barbara, czyli wnuczka Jana Zawiszy Czarnego z Garbowa, została około roku 1485 żoną  Jana Amora Młodszego Tarnowskiego i matką Jana Tarnowskiego, który przeszedł do historii, jako znakomity wielki hetman koronny i wojewoda krakowski. l Młoda Ronówna – bo taki tytuł nosiła wnuczka Zawiszy, dziedziczka majętności w Rożnowie, zakochała się ponoć w starszym od siebie o prawie 20 lat ówczesnym kasztelanie krakowskim, gdy ten wygłaszał płomienną mowę po zamordowaniu przez mieszczan krakowskich Andrzeja Tęczyńskiego. Nawiasem mówiąc, musiało to być wspaniałe przemówienie, bo z innych źródeł wynika, że w trakcie mowy Tarnowskiego rozpłakał się nawet król Kazimierz Jagiellończyk.

        Za życia był Zawisza Czarny w Krakowie postacią bardzo szanowaną, toteż 11 marca 1424 roku, czyli w pięć dni po uroczystej koronacji żony króla Władysława Jagiełły – Zofii (Sońki), za przyzwoleniem władcy, wydał on pod Wawelem wystawne przyjęcie. Przy biesiadnym stole zasiadło wtedy u Zawiszy trzech koronowanych władców: Władysław II Jagiełło, Zygmunt Luksemburski i Eryk Pomorski – król Danii, Szwecji i Norwegii, a pod koniec życia także książę słupski. Na owe czasy była to zresztą sensacja na skalę europejską.

        Jan Zawisza Czarny był już wtedy człowiekiem bardzo majętnym i utytułowanym. Od 1417 roku był wszak starostą kruszwickim, a od roku 1420 – starostą spiskim, a poza tym właścicielem wielu nowych majątków, które kupił, w tym wsi Wiewiórka pod Pilznem, wsi Szymanów, Zasów, Nagoszyn i Borowa, a także złożonego z kilku wsi klucza Rożnów.

        W 1428 roku, gdy Zawisza Czarny miał już ponad 50 lat, król Zygmunt Luksemburski uległ namowom papieża i podjął wyprawę wojenną przeciwko Turkom, którzy coraz częściej pustoszyli Bałkany i tereny nad Dunajem. Wyprawa przebiegała pomyślnie, a polsko-węgierskie wojska, w których był również Zawisza, dotarły bez większych przeszkód aż do obsadzonego przez Turków zamku Gołubiec (dziś: miejscowość Golubac, na wschód od Belgradu) i miały zamiar brać go szturmem. Wtedy właśnie do wojsk węgiersko-polskich dotarła wiadomość, że na odsiecz oblężonym podąża spora turecka armia, pod wodzą samego sułtana Murada II.

        W tej sytuacji Zygmunt Luksemburski nakazał swoim wojskom odwrót na drugi brzeg Dunaju. Operacja trwała jednak bardzo długo, bo wycofującym się brakowało łodzi do przeprawy. Król Zygmunt ponaglał Zawiszę Czarnego i wzywał do odwrotu, „ale Zawisza, jako nader gorliwy strażnik honoru rycerskiego, uważając za rzecz niegodną opuszczenie swych towarzyszy, których już zresztą zobaczył w szponach śmierci, wybrał niebezpieczne pozostanie z nimi” – jak relacjonuje Jan Długosz.

        W lśniącej zbroi, wspierany tylko przez dwu pieszych, rycerz rzucił się w bój na koniu, ale rychło został powalony na ziemię przez Turków. Właśnie wtedy wybuchł spór między Turkami, o to, do kogo mają należeć łupy ujętego rycerza i okup za niego. Sprzeczka zakończyła się dla Zawiszy tragicznie, bo obcięto mu głowę.

        Tylko głowę przyniesiono potem przed oblicze sułtana. Ciało Zawiszy – jak przypuszcza Długosz – pogrzebali okoliczni mieszkańcy. Czy jednak tak było w rzeczywistości i gdzie znajdowała się mogiła Zawiszy – nie wiadomo. Nie jest nawet znana dokładna data jego śmierci, toteż zwykło się przyjmować, że miało to miejsce najprawdopodobniej we wrześniu 1428 roku.

        W krakowskim kościele oo. Franciszkanów ufundowano wtedy epitafium z napisem: „Oręż twój błyszczy, ale nie tu kości twoje spoczywają, Zawiszo!”.

        śmierć Jana Zawiszy Czarnego uczcił też wierszem notariusz królewski i kanonik krakowski – Adam świnka, zresztą ceniony wtedy poeta. Wdowa po Zawiszy, Barbara, „kiedy po śmierci męża raz włożyła żałobę, nigdy jej nie zdjęła, a bólowi, który ją raz ogarnął, położyła kres dopiero śmierć” – co odnotowano w „Rocznikach, czyli kronikach sławnego Królestwa Polskiego, dziele czcigodnego Jana Długosza, kanonika krakowskiego, gorliwego badacza dziejów swego narodu, zestawioną z największą starannością i dbałością o prawdę historyczną” – bo takim właśnie tytułem opatrzono pierwsze wydanie „Kronik” Długosza, które ukazało się dopiero w 1614 roku w Dobromilu, w drukarni i nakładem Jana Szczęsnego Herburta, który rozgłos zdobył sobie rozmachem w publikowaniu dzieł polskich historyków oraz ostrymi pismami polemicznymi skierowanymi przeciwko magnaterii i jezuitom.

        Jan Długosz, już jako arcybiskup (nominat) lwowski, zmarł w Krakowie w 1480 roku, w wieku 65 lat.