Goniec

Register Login

Moto-Goniec

Moto-Goniec

piątek, 20 lipiec 2018 10:43

Samochodowe eliksiry młodości

Napisane przez

Samochodu nam nie naprawią, ale w wielu wypadkach pomogą, cudów nie można oczekiwać.

Przechodząc przez Canadian Tire, trudno nie zauważyć całej „ściany” z różnego rodzaju dodatkami do oleju i paliwa, które mają czyścić silnik, przewody paliwowe, łatać dziury w chłodnicy; odnawiać, przywracać moc, poprawiać osiągi, regenerować. Jest tego bardzo dużo i mają one konkurować z profesjonalnymi naprawami w zakładach samochodowych.

        Czy takie chemiczne naprawianie coś daje? Czy warto wydać 10 – 15 czy więcej dolarów na kupno buteleczki, której zawartość wlejemy do baku albo dodamy do zbiornika z olejem samochodowym?

        Należy być ostrożnym; producenci wielu tych specyfików informują na etykietach, że działają cuda, jednak wlanie dodatku do baku nie spowoduje, że nasz silnik o przebiegu 300 tys. nagle będzie pracował jak ten o przebiegu 50 tys.

        Ponadto współczesne paliwa również zawierają dodatki, które mają powodować podobne efekt, pomagać usunąć osady węglowe z systemu paliwowego. Dodatki mogą mieć znaczenie np. przy używaniu na co dzień benzyn gorszej jakości – przeczyszczą wtryski, ich działanie jest praktycznie takie samo jak dodatków, które są już w lepszych benzynach. Nie ufajmy jednak przesadnym reklamom i jeśli mamy starszy samochód, spróbujmy czegoś „zwykłego”.

        Oczywiście, jeśli używamy dobrej benzyny, jak shell V-power, która zawiera już tego rodzaju komponenty, i nadal mamy kłopoty, to prawdopodobnie prostym dolaniem buteleczki do paliwa sprawy nie rozwiążemy. Nie bądźmy też zdziwieni, gdy efekt będzie mizerny i tymczasowy. Raczej działają środki czyszczące niż uszczelniające (te mogą nam sprawić kolejne kłopoty), czy też lubrykujące, gdzie w większości przypadków mamy jednak do czynienia z mechanicznym zużyciem i koniecznością wymiany części. Dolewając płynu do chłodnicy, nie naprawimy padającej pompy wodnej i nie wymienimy uszczelek czy rozerwanego przewodu. Czytajmy też uważnie to, co jest napisane na etykiecie, dlatego że często te dodatki po prostu nie są do naszego samochodu, np. ze względu na typ silnika.

        Można to wszystko podsumować tym co zawsze: bądźmy rozsądni i nie oczekujmy rzeczy niemożliwych, przeczyszczenie systemu paliwowego owszem, pomaga, ale nie naprawimy skrzyni biegów, dodając do niej lubrykantu w buteleczce za 10 dol.

        Jest jednak wiele rzeczy, które możemy poprawić w ten sposób; na przykład wielu użytkowników BMW, w przypadku gdy wskaźnik poziomu paliwa zaczyna szwankować i pokazuje zbyt dużo, co jest – przyznać trzeba – bardzo mylące, zaleca dodanie płynu czyszczącego elementy systemu paliwowego, który spowoduje oczyszczenie czujnika. Jednym z najbardziej popularnych jest Techron  firmy Chevron.

O czym informuje Wasz Sobiesław

piątek, 13 lipiec 2018 13:49

Dobijanie klimatyzacji w USA

Napisane przez

Dzisiaj jeszcze dokończę temat nabijania klimatyzacji samochodowej.

        Jeśli chcemy to zrobić samodzielnie, prawdopodobnie będziemy musieli nieco pokombinować.

        Dlaczego? Na przeszkodzie prostego dopełnienia stają nam bowiem kanadyjskie przepisy federalne.

        Na początek, powtórzę, że nawet jeżeli nasza klimatyzacja chłodzi, ale wydaje, na przykład, dziwne dźwięki, jakby siedziały w niej jakieś duchy – albo nam się wydaje, że nie działa tak, jak należy, powinniśmy ją dobić.

        Mała ilość gazu chłodzącego powoduje szybkie zużywanie się kompresora, który nie jest należycie smarowany. Oczywiście, jeżeli nasz samochód jest nowy, to powinniśmy z tym jechać do dilera, jeżeli nasz samochód jest „nowszy”, to możemy pokusić się iść z tym do zakładu, który najpierw sprawdzi szczelność całego układu, potem nam ten układ naprawi, a następnie dopełni go chłodzącym płynem – freonem R134a.

        Większość nowych samochodów ma właśnie ten gaz w systemie chłodzenia i tym właśnie gazem powinniśmy go dopełniać. Problem pojawia się wówczas, jeśli chcemy to zrobić samodzielnie. Bo choć R134a został wprowadzony, by zastąpić 12a, który miał rzekomo prowadzić świat do dziury ozonowej, to wkrótce okazało się, że jest to gaz o właściwościach gazu cieplarnianego, i to jeszcze większych niż straszne CO2, więc jego stosowanie zamieni nam planetę w pustynię – Al Gore coś wie na ten temat.

        Dlatego też Kanada postanowiła ograniczyć stosowanie tej substancji wyłącznie do grona ludzi zaufanych, którzy mają stosowną licencję. W detalu nie można kupić pojemników z  R134a o pojemności mniejszej niż 10 kg tego specyfiku.

        Zatem to, co dostaniemy w Canadian Tire, nie nadaje się do naszego samochodu, który potrzebuje R134a (proszę sprawdzić odnośnie do własnego modelu). Co więc robić, skoro cała operacja dobijania klimatyzacji jest całkiem prosta? Wystarczy w aucie zlokalizować zawory niskiego ciśnienia systemu klimatyzacyjnego, zdjąć zabezpieczający kapturek, nałożyć odpowiedni przewód ciśnieniowy, nacisnąć przycisk w butli i patrząc na manometr, cieszyć się, jak płynie gaz skroplony. Zabiera to około 10 min, w tym czasie trzeba włączyć klimatyzację na full, na najwyższe możliwe obroty – czyli najniższą temperaturę i najwyższe ustawienie wentylatora.

        No, ale skąd wziąć taką czarodziejską butlę, skoro w Canadian Tire nie sprzedają?

        Różne przepisy obowiązują w różnych krajach. Na przykład, w Kanadzie nie możemy nosić przy sobie broni palnej, a w wielu stanach Stanów Zjednoczonych – jak najbardziej. Jeśli komuś nie przeszkadza sam fakt, że R134 podgrzewa planetę, a dla ułatwienia decyzji dodam, że jest on szeroko stosowany również w Kanadzie do nabijania ciśnieniem aerozoli, a także takich urządzeń, jak klaksony morskie, czy nawet zwykłe pufery dla astmatyków – idzie tego w powietrze co niemiara. Trudno więc zrozumieć, dlaczego zwykły obywatel nie może używać tego ustrojstwa, by sobie nabić AC w aucie...

        To znaczy, nie może tu, w Kanadzie, bo już na przykład w stanie Nowy Jork, czyli w pobliskim Buffalo, może. Postanowiłem więc, że całej operacji dobijania mojej klimatyzacji dokonam na gościnnej ziemi amerykańskiej, nie łamiąc tym samym żadnego prawa kanadyjskiego.

        Walmart Supercenter w Buffalo przy ulicy Military Rd. znajduje się 10 min jazdy od przejścia granicznego na moście Lewiston, zaledwie 117 km od Mississaugi. Ponadto w samym Walmarcie można się nieźle obkupić. Jest tam też cały dział motoryzacyjny, gdzie bez problemu kupimy nie tylko wspomniany freon R134a, ale tak jak to było w moim przypadku, również freon z dodatkami smarującymi i uszczelniającymi, co pozwoli domowym sposobem poprawić funkcjonowanie klimatyzacji.

        Dojazd zabrał mi 1,15 godziny, a cała operacja przeprowadzona na parkingu przed Walmartem 10 min. Po godzinie byłem z powrotem na przejściu granicznym, gdzie wyjaśniłem w prostych słowach celnikom, po co i dlaczego wjechałem do USA.

        W końcu wciąż jest tak, że co nie jest zabronione, jest dozwolone. O czym z pewnym przekąsem informuje Wasz Sobiesław

piątek, 06 lipiec 2018 13:56

Kiedy samochód nie może oddychać...

Napisane przez

Jazda latem to prawdziwa przyjemność nie zapominajmy jednak o tym, że Pan Bóg dał nam rozum.

Fala upałów daje się we znaki nie tylko ludziom, ale również samochodom. Rozgrzane blachy, rozgrzane wnętrze, rozgrzane gumy i plastyki – wszystko to powoduje, że w czasie wysokich temperatur powinniśmy zwrócić większą uwagę na nasze auto, i to nie tylko na klimatyzację.

Po pierwsze, naprawdę warto zaopatrzyć się w jasne, odbijające światło kurtyny, które można położyć pod przednią i tylną szybą; to wydatnie obniży temperaturę wnętrza kabiny podczas parkowania. Są bardzo przydatne, kiedy musimy zostawić samochód na długi czas na parkingu. Oczywiście, możemy też poszukać różnych gadżetów, takich jak wentylatorki napędzane na baterie słoneczne, które podczas parkowania schłodzą nieco wnętrze, wypychając gorące, nagrzane powietrze na zewnątrz. Dobrą radą jest też skręcenie kierownicy, tak abyśmy później nie musieli się parzyć, trzymając ją w najbardziej nagrzanym miejscu.
Zakładam, że wszyscy jesteśmy przygotowani na lato, to znaczy sprawdziliśmy ciśnienie w oponach, płyny i stan klimatyzacji; kiedy czujemy, że pracuje gorzej, możemy na własną rękę postarać się ją dobić, często daje to dobre rezultaty, a na dodatek możemy kupić również uszczelniacz, który pozwoli zalepić niewielkie wycieki, nawilżając uszczelki.

Silnik, nawet w wysokich temperaturach, nie powinien się przegrzewać; jeżeli się przegrzewa, to znaczy, że system chłodzący nie pracuje, jak powinien.

Zastanówmy się, kiedy ostatni raz zrobiliśmy mu flush, i sprawdźmy poziom. Gdy widzimy, że temperatura rośnie i bliska jest krytycznej, trzeba zjechać na pobocze, poczekać przynajmniej 0,5 h, aż samochód trochę się ochłodzi. Nie wyłączać silnika, za to wyłączyć klimatyzację, ustawić ogrzewanie kabiny na maksimum, włączyć najszybszy bieg dmuchawy wnętrza i otworzyć drzwi. Ważne jest też sprawdzenie termostatu, czy wentylator chłodnicy włącza się, gdy trzeba, bo to bardzo ważne w wysokich temperaturach przy jeździe w korkach.

Wyjazdy latem powodują większe ryzyko przebicia opony i dlatego zawsze przed dłuższą podróżą powinniśmy sprawdzić ciśnienie w kole zapasowym, tak aby nie okazało się później, że mieliśmy koło, ale i tak nie pojedziemy.

Generalnie rzecz biorąc, mimo upału posługujmy się zdrowym rozsądkiem i uważajmy na siebie. Właśnie latem łatwo jest przeszarżować; łatwo o poplażowe zmęczenie i senność, które są tak samo niebezpieczne jak jazda po pijanemu. Nie zapominajmy też o okularach słonecznych (w dowolnej Dollaramie są po dolarze) i zapasie wody w samochodzie.

I jeszcze jedno – jeśli nam życie miłe, nie prowadźmy na bosaka i nie pozwalajmy nawet najbardziej miłym pasażerom – zwłaszcza tym z pięknymi nogami – wykładać stóp na deskę. To wygląda bardzo cool, ale z chwilą wybuchu poduszki powietrznej – nawet przy niezbyt groźnym zderzeniu, te nogi będą do niczego, bo połamią się w kilku miejscach.

O czym przestrzega, życząc udanych wakacji, Wasz Sobiesław

piątek, 29 czerwiec 2018 16:12

Psychologia kupowania auta

Napisane przez

Bardzo ucieszył mnie list od pana Dimitra (czytaj na str. 29). Proszę Państwa piszcie, do mnie listy; rozmawiajmy o samochodach. Przecież nie ma nic przyjemniejszego dla mężczyzny (nie tylko). Pan Dymitr pisze o kupowaniu starych samochodów, takich dobrze przechodzonych, no bo 200.000 km to już jest niezły stan licznika.

Niestety, błędnie zakłada, że samochody tak zwane luksusowe, z wyższej półki, mają lepsze części, niż te budowane dla nas wszystkich, całej reszty świata. Nic bardziej błędnego, w dobie globalizacji samochody buduje się na platformach, a te platformy są podobne czy wręcz te same dla całej palety modeli; nie łudźmy się, że kupując audi, będziemy mieli w nim dużo lepsze części niż w volkswagenie, a kupując lexusa, będzie w nim co innego niż w toyocie. Druga rzecz związana z listem, to że niestety, niech nas nie dziwią serie psucia się części. Tak się składa, że – używając lotniczego języka – wiele części ma podobny resurs i psuje się po podobnym okresie lub podobnej liczbie przejechanych kilometrów. Pompa wodna czy alternator mogą nam się zepsuć w podobnym czasie.

Jak więc kupować stary samochód? Oczywiście sprawdzać go u mechanika, oczywiście pytać, które części były wymieniane, poprosić o dowód serwisowania. To wszystko ma duże znaczenie i przesądzi o tym, czy samochód będzie nam służył, czy też będziemy musieli do niego dokładać.

Jedno jest pewne – kupowanie starszych samochodów ma sens, ponieważ tracą one na wartości o wiele wolniej i mniej, niż to ma miejsce w przypadku samochodów nowych, których już po wyjeździe z placu dilera ubywa o 20 proc.

Kupując samochód stary, dobrze jest zabrać ze sobą kogoś kto potrafi wiele rzeczy ocenić na oko. Jak już pisałem, o stanie zużycia często świadczą drobiazgi, takie jak zużyte nakładki na pedał hamulca, co – jeśli nie koreluje ze stanem licznika – może nasuwać podejrzenia, iż właśnie licznik został podkręcony.

Kupując stary samochód, ograniczmy się do kilku modeli i wyznaczmy sobie kwotę, powyżej której nie wychodzimy. Zarezerwujmy sobie też na to dłuższy czas; kilka ładnych tygodni, no bo wiadomo, że co nagle to po diable.

Ja kupuję samochody nie u dilera, lecz prywatnie, nie tylko dlatego, że w ten sposób można zaoszczędzić, ale również dlatego, że poznajemy w ten sposób różnych ludzi i zdarzają się ciekawe sytuacje.

Kilka razy udało mi się kupić samochód bardzo dobrze, ale też dwa razy popełniłem poważny błąd i gdybym kupował u zwykłego dilera, to pewnie bym lepiej na tym wyszedł.

W dzisiejszych czasach możemy mieć bardzo wiele informacji o samochodzie i też polecam żeby sprawdzać wszystkie te informacje właśnie przez Carfax czy inne takie agencje.

Dla mnie prywatnie kupowanie samochodu to duża przyjemność, ograniczam się do osób prywatnych i usiłuję przede wszystkim je rozeznać; czy jest to autentyczny sprzedający prywatnie, czy tylko podstawiony gość, który ma jedynie markować sprzedaż prywatną dla „przychodnikowego” dilera (zdarzyła mi się bowiem też i taka przygoda).

Jeśli widzimy, że – na przykład – nasz sprzedający to lekarz młody, pracujący w szpitalu, który właśnie – jak tłumaczy – musi wyjechać na kilkuletnie stypendium i pozbyć się w ciągu dwóch miesięcy swojego całkiem dobrego trzyletniego samochodu, no to możemy domniemywać, że właśnie nadarza się okazja.
Tak więc badajmy sprzedającego, jego sytuację; zadajmy kilka pytań kontrolnych, by właśnie ustalić, dlaczego sprzedaje. Jeżeli osoba sprzedająca jest stateczna, jest to na przykład kobieta, która używa samochodu na własne potrzeby i jest to drugi samochód w rodzinie, to bardzo prawdopodobne, że jest on dobrze utrzymany i zadbany. Jeśli natomiast kupujemy samochód od młodziana, który ma iskierki w oczach, to możemy domniemywać, że lubi szybką jazdę i samochód był używany do oporu.

Kupowanie starego samochodu prywatnie to po prostu rodzaj psychologii i zanim skupimy się na samym pojeździe, naprawdę warto rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać z osobą, która auto sprzedaje.

Gdy zaś skupimy się na samym samochodzie, dobrze jest popatrzeć w Googlu na ten konkretny model, jakie ma pięty Achillesowe, na co zwracać w nim uwagę, czy był naprawiany i tak dalej, i tak dalej.

Z Carfaksu będziemy mieli odpowiedź, czy samochód był w wypadku, choć nie zawsze jest to pewne, bo część osób decyduje się nie iść przez ubezpieczenie i za gotówkę na własną rękę naprawia szkody powypadkowe, zwłaszcza wtedy kiedy rozbija samochód w pojedynkę.

Rzeczą zasadniczą jest nie napalać się, oglądać, rozmawiać, sprawdzać w Internecie, obejrzeć samochód z osobą, która się na autach zna, odpalić na zimno, przejechać się kawałek, ocenić opony, czy równo się ścierają, popatrzyć, kiedy były wymieniane płyny, i utargować trochę z ceny.

Kupując stary samochód, trzeba też zdawać sobie sprawę, że będzie on wymagał napraw, ale tak jak już to wielokrotnie mówiłem, jeżeli dobrze kupimy, to koszt tych napraw absolutnie nie będzie dochodził do tego, co byśmy stracili z powodu deprecjacji przy kupnie auta nowego na gwarancjach, a kupując auto używane, możemy sobie pozwolić na samochód bardziej luksusowy, bardziej doposażony, właśnie z górnej półki.

Mamy też do wyboru, czy kupić auto starsze nieco drożej, ale takie, które wolno traci wartość, jak na przykład corolla, czy też kupić auto, które dużo traciło na wartości, bo jeżeli jesteśmy w stanie dobrze ocenić jego stan techniczny, możemy zrobić niezły interes.

Tak więc kupowanie samochodu to rzecz, którą trzeba polubić, wówczas można sobie sporo zaoszczędzić pieniędzy i czasu, a przy okazji mieć trochę przyjemności również ze spotykania i rozmów z ludźmi,

o czym zapewnia wasz Sobiesław

piątek, 22 czerwiec 2018 15:36

Podkręcanie licznika

Napisane przez

Znajomy zwrócił się do mnie z prośbą, żebym napisał coś o podkręcaniu licznika, bo jego synową spotkała smutna niespodzianka – wyeksploatowany SUV o niskim przebiegu, które to auto radośnie kupiła w dobrej wierze.

Wiadomo, że jest to temat stary jak świat, bo większość z nas, kupując auto z drugiej ręki, zwraca przede wszystkim uwagę na to, ile kilometrów przejechało, co powinno być tożsame z tym, jak bardzo jest zużyte.

Teoretycznie rzecz biorąc, stan licznika powinien nam mówić większość rzeczy o stanie samochodu. Niestety, rzeczą niezwykle kuszącą jest jego podkręcanie. Od czasów sławetnych wiertarek podłączonych do linki do licznika, kiedy to symulowano ruch kół, tylko w stronę przeciwną, minęło bardzo dużo czasu, ale mimo wielu zabezpieczeń liczniki nadal da się podkręcać.

Oczywiście, trzeba zdawać sobie sprawę, że jest to przestępstwo kryminalne, surowo karane – nachalne oszustwo.

Samochód o niskim przebiegu od tego z wysokim różnić może cena kilku tysięcy dolarów. Nagminne jest też podkręcanie licznika w przypadku samochodów leasowanych, które mają ograniczenie rocznego przebiegu zapisane w kontrakcie i dość wysoką cenę za przejechanie dodatkowych kilometrów.

Jak się tego ustrzec?

Na początek musimy sobie zdawać sprawę z tego, że ustawienie odpowiedniego stanu licznika nie przedstawia zbyt wielkich trudności – możemy na YouTubie znaleźć filmiki, na których pokazane jest, który czip klastera trzeba wyjąć, w jaki sposób podłączyć go do komputera i jak bardzo prosto go przeprogramować na zadany stan liczbowy. Jest to operacja, która nawet przy małej wprawie zabierze nam być może godzinę lub dwie, a wystarczą do niej naprawdę proste urządzenia i powszechnie dostępne oprogramowanie. Oczywiście musimy wykazać trochę zręczności, czyli potrafić, na przykład, posługiwać się lutownicą.

Na dodatek operacja ta dotyczy praktycznie wszystkich typów samochodów oprócz jakichś luksusowych, szczególnie zabezpieczonych. Po prostu, odłączamy z deski jeden mały czip, wkładamy go do czytnika czipów i w prosty sposób przeprogramowujemy.

Jest to czynność, którą można zrobić jak najbardziej legalnie, bo przecież wiele razy mamy do czynienia z sytuacją, kiedy stary licznik, który przekładamy do naszego samochodu – bo nasz był na przykład zepsuty – trzeba przeprogramować.

Jeśli nie chce nam się bawić lutownicą i programowaniem procesora, możemy znaleźć licznik z mniejszą liczbą kilometrów z naszego typu samochodu i po prostu przełożyć sam czip lub układ, do którego jest przylutowany.

Tak więc aby się ustrzec przed tego rodzaju oszustwami, powinniśmy zawsze przy kupnie starego samochodu zaopatrzyć się w jego historię z takich firm, jak Carfax; popatrzeć w pakiet zakupowy, na którym widać, ile kilometrów było przy poszczególnych rejestracjach.

Z tym że też zdajmy sobie sprawę z tego, iż przedłużając rejestrację auta, po prostu deklarujemy stan licznika, możemy więc spokojnie deklarować mniej, bo nikt nas za rękę nie złapie. Nie jest to więc zabezpieczenie na 100 proc.

Zatem prócz odczytu licznika, najważniejsze to ocena stanu kupowanego auta; po wielu częściach widać zużycie. Widać przejechane kilometry na przykład po dywanikach czy nakładkach na pedały. Od kilku lat badanie spalin odbywa się poprzez odczytywanie danych z komputera samochodowego. Jedną z tych danych jest właśnie przebieg i to znów utrudnia oszukiwanie, ale nie uniemożliwia. Badanie to nie dotyczy wszystkich modeli samochodów, a ponadto przeprowadzane jest co 2 lata. Przez 2 lata agresywnie eksploatowany samochód przejechać może spokojnie 200 tys., po odpowiedniej kosmetyce i podkręceniu licznika właśnie o 150 tys. jego cena będzie znacząco odbiegała od realnej wartości.

Bądźmy więc mądrzy przed szkodą i kupując stare auto miejmy się na baczności

Do czego namawia Wasz Sobiesław

piątek, 15 czerwiec 2018 13:31

Kody warto czytać

Napisane przez

Dzisiaj znowu pozwolę sobie kontynuować „zrób to sam”. A to dlatego, że miałem kolejną „przygodę motoryzacyjną” z moim „pełnoletnim” BMW E46. Stało się to na autostradzie Gardiner, samochód nagle stracił moc, to znaczy „ja mu gaz, a on nie całkiem zgasł”, ale jechał tak, jakby nie mógł, to znaczy dodawanie gazu nie bardzo skutkowało zwiększaniem obrotów silnika czy mocy. No, ale jechał i w ten sposób dojechał do celu oddalonego o kilka kilometrów. Poszedłem zrobić, co miałem zrobić, jak wróciłem, to w zasadzie samochód pracował normalnie... Zapomniałem dodać, że wtedy, „jak nie jechał”, włączyły mu się 3 kontrolki: komputera pokładowego, check engine i przyczepności.

Tak więc, albo miałem do czynienia z bardzo poważną usterką, albo z jakimiś głupimi błędami sensorów. Szczęśliwie dojechałem do domu i „dr Google” pozwolił mi ustalić, że prawdopodobnie mam do czynienia z brudną przepustnicą, throttle body, A można ją wyczyścić samemu i generalnie jest to proste.

Zastanowiłem się, co takiego robiłem wcześniej, co mogłoby spowodować tak dziwną reakcję silnika. Wyszło na to, że czyściłem filtr powietrza, mam bowiem KN przeznaczony do mycia. Popatrzyłem uważnie na wszystko wokół filtra, okazało się, że źle go zamknąłem, w pudełku była szpara, nie wcisnąłem go tak, jak należy, a zatem do przepustnicy dostawało się niefiltrowane powietrze z brudem. Zamknąłem pudełko i wszystko wróciło do normy oprócz kontrolki check engine.

Pisałem już o tym, że check engine, to jedna z tych rzeczy, których boimy się niepotrzebnie, i choć zwiastuje, że samochód nie przejdzie testu czystości spalin, to może to być bardzo prosta sprawa, jak na przykład niedokręcony korek wlewu paliwa. Oczywiście może być też taka, która kosztować nas będzie tysiące dolarów.

Pomyślałem, że nie będę czekać, by check engine mi się zresetował, i zresetuję rzecz samemu. Jest bowiem „chłopski” sposób polegający na tym, że odpinamy klemy od akumulatora i stykamy je razem – w ten sposób resetujemy komputer. Ma to tę złą stronę, że jeżeli będziemy jechać do badania spalin, to może okazać się, że nasz komputer nie ma w pamięci rzeczy, które są konieczne do określenia, czy silnik prawidłowo pracuje, a co za tym idzie, do zaliczenia testu.

O wiele lepiej jest więc zaopatrzyć się w urządzenie, które pozwala, po pierwsze, czytać kody, a po drugie, zresetować je. Urządzenia te, czyli czytnik komputera pokładowego OBD2 standardowego w amerykańskich samochodach, są dostępne po śmiesznie niskich cenach. Sam kupiłem własne za 10 dolarów. Wetknięte w kontakt komputerowy w samochodzie, przy pomocy Bluetooth albo WiFi pozwala skomunikować się z aplikacją na tablet czy smartfon i odczytać główne dane z czujników silnika, systemu wydechowego i inne. Naprawdę bardzo pożyteczne urządzenie. Ten gadżet za 10 dolarów pozwala skasować kod check engine. Oczywiście, jeżeli usterka nie została naprawiona, to kod nam znowu wyskoczy, ale w ten sposób nie kasujemy wszystkich danych z urządzenia komputerowego w naszym samochodzie.

Poza tym OBD2 pozwala nam zobaczyć, czy dobrze działa czujnik tlenu, czujnik wolumenu powietrza, czy nasz samochód przejdzie test spalin.

Proste rzeczy możemy spróbować naprawiać samemu, oszczędzając sobie częstokroć setki dolarów. Komputer taki pozwala na czytanie danych z większości samochodów. Wystarczy więc zobaczyć, gdzie mamy wtyk, włączyć urządzenie i czasem – tak jak w tym, o którym mówię, za 10 dol. – można te rzeczy śledzić na bieżąco – znaczy włączyć sobie tablet czy smartfon, przypiąć do szyby i mieć dane z silnika na bieżąco wyświetlane. Mała rzecz, a cieszy.

Tak więc zaliczyłem kolejną przygodę motoryzacyjną, która szczęśliwie skończyła się bezkosztowo, obeszło się na strachu, no bo tak to już jest w przypadku pełnoletnich samochodów, że czasem usterka oznacza złomowisko.

O czym z pewnym smutkiem informuje Wasz Sobiesław

czwartek, 07 czerwiec 2018 20:54

DIY ma sens! Zwłaszcza latem

Napisane przez

Co można zrobić samemu przy samochodzie? Bardzo wiele rzeczy i powiem szczerze, że jest to nie tylko oszczędność, ale też świadomość, że dana czynność rzeczywiście została wykonana, bo wykonaliśmy ją sami.

Bardzo często mechanicy pojazdowi traktują nas jak nastolatkę która z otwartymi oczami łyknie każdy kit. Dlatego należy się wyzwolić z zaklętego kręgu, w którym oddając samochód do wymiany oleju dowiadujemy się, że musimy wymienić pół silnika, a już na pewno potrzebujemy przepłukania chłodnicy, wymiany filtrów powietrza, kabinowego, a nawet czasem i paliwa. Zajrzyjmy od czasu do czasu do instrukcji i popatrzmy co, w jakich interwałach trzeba robić - choćby ową wymianę oleju. Większość zakładów zalecana o wiele za częstą wymianę; zobaczmy ile zaleca producent bo może nas to zaskoczyć. Jeśli zaś już wymieniamy to dobrze jest wymienić na syntetyczny i mieć spokój czasem na cały rok. Właśnie wymiana oleju, to rzecz, którą możemy zrobić sami - najlepiej zobaczyć na YouTube jak. Wystarczy pół godziny - spuścimy sobie olej a przy okazji sprawdzimy takie rzeczy, jak filtr powietrza, poziomy płynów, CV boots czy opony.
Co zrobić z zużytym olejem? Najlepiej kupić sobie wanienkę do spuszczania, która pozwoli zlać stary olej do tych samych plastikowych baniaków, w których kupiliśmy nowy, a następnie wywieźć do punktu, w którym odbiera się materiały niebezpieczne. W samej Mississaudze mamy dwa, a olej odbierają za darmo.
Wymiana oleju to niby drobiazg, ale to nam zaoszczędzi z 50 dol. za które możemy wziąć żonę do restauracji - na przykład „Polki”, gdzie jest super jedzenie.
Przy okazji, jak mamy już ten samochód postawiony na kołkach. (Kołki to dobra rzecz, w którą warto się zaopatrzyć), to zobaczmy czy nie ma luzu na łożyskach próbując ruszać kołami raz w pionie, raz w poziomie; czy nie ma jakichś wycieków płynów etc. Po prostu, gospodarskim okiem ogarnijmy własne auto, i jeśli czegoś nie wiemy to dobrze jest najpierw zapytać doktora Google’a.
Kolejna sprawa to nabijanie klimatyzacji. Wiele samochodów starszych nie ma silnej klimatyzacji, albo nie działa w ogóle. Jeśli włącza się kompresor (warto zorientować się, które to kółko na pasku klinowym) to możliwe, że się da nabić, a wyciek gazu nie jest duży. Na amazonie kupimy tanio przewód do nabijania z ciśnieniomierzem oraz odpowiedni płyn/gaz chłodzący. W wielu samochodach informacja o tym, jaki mamy kupić jest podklejona pod klapę silnika. Najpopularniejszy w nowszych samochodach to 134 a.
Jeśli uznamy, że gdzieś jest wyciek, to w Canadian Tire kupimy uszczelniacz. Są to rzeczy, które maksymalnie zabiorą nam godzinę, a zaoszczędzimy pieniądze i będziemy wiedzieli, co zostało zrobione i jak.
Inne proste naprawy obejmują, na przykład wymianę uszczelki pod miską olejową, wymianę ramion i przekładni wycieraczek, lamp, żarówek bezpieczników, a nawet sensorów często wystarczy je przeczyścić. Latem robota przy samochodzie to sama przyjemność, a więc przy małym piwku wszystko powinno nam pójść jak z płatka.
Orientujmy się co, i jak, bo to podstawa, jeśli chodzi o oszczędzanie pieniędzy na utrzymaniu i naprawach naszych samochodów
o czym szczerze zapewnia Wasz Sobiesław

piątek, 01 czerwiec 2018 07:52

Jak ograniczyć koszty paliwa

Napisane przez

W związku z - eufemistycznie mówiąc - niezbyt tanią benzyną wiele osób pyta mnie czy dużo się stanie jeśli zrezygnują w swoim „usportowionym” aucie z lania benzyny wysokooktanowej i poprzestaną na regularnej.

Cóż, wszystko zależy od samochodu - trzeba po prostu odświeżyć sobie książeczkę „instrukcja obsługi”, którą otrzymaliśmy razem z autem, a jeśli nie mamy to można sobie taką ściągnąć z Internetu odpowiednią do modelu. Tam jest napisane jaka benzyna jest wymagana, a jaka zalecana. Oczywiście jeśli mamy wyżyłowany M3 no to niestety skazani jesteśmy na benzynę o najwyższej liczbie oktanowej, jeśli natomiast benzyna wysokooktonowa jest jedynie „zalecana”, to komputer samochodu dobierze nam taki zapłon byśmy mogli jechać również na tej normalnej. O wszystkim tym jest napisane w instrukcji. Z drugiej strony trzeba się liczyć, że przy benzynie o niższej liczbie oktanowej możemy mieć gorsze wyniki jeśli chodzi o spalanie, ale silnikowi nie powinno to szkodzić.

Z trzeciej strony, trzeba sobie też zdawać sprawę że benzyna regularna ma dodawany spirytus, a to nieco pogarsza jej właściwości jeśli chodzi o żywotność silnika.

Warto też wiedzeć, o czym już kiedyś pisałem, że nasze oktany amerykańskie są inaczej liczone niż europejskie i jeżeli na przykład w RFN, gdzie podaje się na dystrybutorze tak zwaną liczbę RON (Research Octane Number) benzyna ma 95 oktanów no to odpowiada naszej 90-oktanowej, dlatego że w Ameryce i Kanadzie podaje się tak zwaną Road Octane Number czyli liczbę praktyczną uzyskiwaną w warunkach obciążonej pracy silnika. Pisałem już o tym i odsyłam do tekstu który nadal wisi na internetowej stronie Gońca.

Jak poza tym można ograniczyć koszty paliwa? Można kupować paliwo w Costco, jeśli mamy tam kartę, jest trochę tańsze; można też ściągnąć aplikację Gas Buddy czy podobną, która wskaże nam stacje, gdzie jest akurat trochę tańsza benzyna, warto też kupować wtedy kiedy benzyna jest w tygodniu najtańsza; wiadomo że przed weekendem, zwłaszcza długim zawsze cena wzrasta.

Oczywiście, nie polecam trzymania benzyny u siebie w domu, kupowania na zapas. Zresztą trzeba być albo z Krakowa albo z Poznania żeby coś takiego przyszło nam do głowy.

W każdym razie ktoś kiedyś powiedział, jak cię nie stać na benzynę, to znaczy nie stać cię na samochód. Jest w tym trochę prawdy, można więc częściej wsiadać na rower, ograniczać liczbę krótkich wyjazdów „do Chińczyka”, kiedy spalanie jest bardzo wysokie na nie rozgrzanym silniku, chodzić pieszo, czy kupić elektryczną motorynkę.

Można w nadchodzących wyborach zagłosować na Douga Forda, który obiecuje że zdejmie podatek węglowy, który jest nałożony jest na benzynę i powoduje, że pomimo nie tak drogiej ropy naftowej benzyna w dystrybutorze to towar luksusowy.

Do czego namawia Wasz Sobiesław

piątek, 25 maj 2018 07:51

Chevrolet Bolt EV 2018

Napisane przez

Jeśli „elektryk”, to wcale nie tesla. Chevrolet bolt jest dużo tańszy i „poręczniejszy”.

Coraz więcej mamy samochodów elektrycznych na drogach. Spotkałem jakiś czas temu kolegę, który opowiadał, że jego sąsiad kupił za 10.000 dol.  elektrycznego fiata 500 ze Stanów Zjednoczonych i nie może się nachwalić; przede wszystkim tego, że jeździ prawie za darmo. Niedługo zaś potem kolega elektryk przyszedł z propozycją ogłoszenia; instaluje powiem ładowarki do samochodów elektrycznych na 240 V – to te drugiego stopnia, które ładują o wiele szybciej niż normalne gniazdko. Mówi, że zapotrzebowanie na nie jest olbrzymie, tym bardziej że można dostać dofinansowanie od rządu. 

        Od rządu Ontario można też dostać dofinansowanie na same samochody elektryczne. Od tego roku wygląda ono trochę inaczej niż do tej pory; mianowicie my – podatnicy – przestajemy już dofinansowywać elektryczne samochodu kosztujące ponad 75.000 dol., dawniej musieliśmy się dokładać do tych luksusowych aut. Tak więc dofinansowanie w Ontario maksymalnie wynosi 14.000 dol. do ceny samochodu. Zależne jest od liczby pasażerów, jakich zdolny jest przewieźć dany samochód, oraz tego czy jest całkowicie elektryczny i jak daleko na prądzie jest w stanie przejechać, czyli od zasięgu. 

        Najbardziej popularnym w Ameryce samochodem elektrycznym – uwaga, uwaga – nie jest wcale tesla. 

        Najbardziej rozsądnie kupimy bowiem chevroleta bolta. Bolt w Ontario kosztuje od 44.000 dol., ale można właśnie wykorzystać program rządowy i dostać z powrotem 14.000, co oznacza że płacimy 30.000 za samochód, który przewozi 5 osób, ma pojemny bagażnik, jest zgrabnym hatchbackiem i ma maksymalny zasięg w granicach 400 km. Producent podaje 380 km na jednym ładowaniu. 300 km jest więc osiągalne w każdych warunkach, zaś wspomnianą ładowarką naładujemy bolta w 9,5 h, czyli przez noc. Ontario oferuje program dofinansowania instalacji i zakupu stacji ładowania – 50% kosztów zakupu do kwoty 500 dol.  plus 50% kosztów instalacji do kwoty również 500 dol. Dotyczy to stacji ładowania tak zwanego poziomu drugiego, czyli 220 V. Bolt ponadto jest całkiem zrywny; ma silniki elektryczne napędzający przednią oś o mocy 200 KM, co oznacza, że do 96 kilometrów na godzinę rozpędza się w 6,5 sekundy. Kabina jest obszerna, choć dosyć plastikowa. Nie jest to przecież auto z wyższej półki, lecz po prostu elektryczny samochód o bardzo dużych bateriach. Podobnie jak nissan leaf, bolta prowadzi się jednym pedałem, choć mamy też pedał hamulca. Wygląda to tak że musimy przycisnąć pedał do pewnej pozycji, po której samochód rusza, a następnie jeżeli od tej pozycji pedał puszczamy, auto samo zaczyna nam zwalniać, jednocześnie zamieniające energię ruchu na ładowanie bakterii. Hamowanie takie odzyskuje nam trochę energii elektrycznej; oczywiście przy ostrym hamowaniu musimy użyć tradycyjnego hamulca. 

        Jeśli chodzi o ładowanie, musimy zdawać sobie sprawę, że kosztuje ono inaczej w różnych miejscach; w domu jest najtańsze, a w publicznych najdroższe, zwłaszcza w tych umożliwiających szybkie załadowanie samochodowych baterii. Bolt ma ładowanie uzależnione od lokalizacji, co pozwala wykorzystać nocne ceny za prąd.

        Samochód wyposażony jest w kamery, które w wersji premier oferują dookolną widoczność. Bolt jako drugie auto w rodzinie to bardzo dobry wybór. O ile bowiem jazda na Kaszuby może być na granicy zasięgu, a do Montrealu wymaga koniecznej przerwy na doładowanie, o tyle jeżdżenie po mieście do pracy i z pracy nie przedstawia żadnych problemów. Zwłaszcza jeżeli mamy zamontowaną w domu stację szybkiego ładowania baterii 

        Baterie mają pojemność 60 kWh i dlatego właśnie bolt może dojechać prawie 400 km. Cały ten zestaw objęty jest ośmioletnią gwarancją (lub 160.000 km) O ile więc tesla przypomina elegancki samochód dobrej klasy, to bold jest po prostu takim elektrycznym aveo.

        W konsoli znajdziemy dwa wyświetlacze, jeden 8-calowy, nad kolumną kierownicy, który wyświetla stan baterii, naładowanie, dystans, jaki jesteśmy w stanie przejechać, prędkość i tym podobne rzeczy – oczywiście można tutaj to wszystko zmieniać przyciskami na kierownicy. Po prawej stronie znajduje się duży wyświetlacz, ponad 10-calowy, w którym również dostępna jest nawigacja, muzyka, gdzie możemy podłączyć nasz telefon. 

        Jak na elektryczny samochód przystało, chevrolet bolt ma gadżety coraz bardziej standardowe, czyli automatyczne hamowanie przed przechodniem, ostrzeżenie przed opuszczeniem pasa ruchu czy ostrzeżenie przed samochodem jadącym w martwym punkcie. Auto wyposażone jest w dziesięć poduszek powietrznych i zbudowane na bazie wysokowytrzymałej stali.

        Podsumowując, bolt jest jedną z najbardziej rozsądnych opcji zakupu samochodu elektrycznego w Ontario. Pewnie że nie będziemy nim tak zwracać uwagi, jak posiadacze tesli, i nasz zasięg będzie odrobinę mniejszy, ale zapłacimy dużo, dużo mniej, a dostaniemy całkiem zgrabny i dostosowany do elektrycznego napędu samochód. 

        A mnie tak na koniec tak całkiem „po polsku” przychodzi  myśl, czy nie można sobie dokupić zewnętrznych baterii – tak jak możemy dokupić zewnętrzną baterię do ładowania różnych elektronicznych gadżetów. Jeśli mamy, na przykład, pojechać do takiego Montrealu w jedną czy dwie osoby, to zupełnie spokojnie moglibyśmy zabrać do bagażnika baterię akumulatorów i gdyby dało się je zespolić i łatwo podłączyć do tych głównych – mielibyśmy zapasowy „bak”. W ten sposób naprawdę moglibyśmy uczynić z bolta bardzo użyteczne auto na co dzień. Zachęcam, by jakaś złota rączka o tym pomyślała. Jest interes do zrobienia. W końcu baterie są ogólnie dostępne i jeśli w bagażniku mamy miejsce, moglibyśmy mieć ich o wiele więcej, a wówczas może nawet zasięg 700 km byłby całkiem osiągalny. Dla bezpieczeństwa można by też było wozić po prostu zestaw zapasowy, który gdyby nieopatrznie skończył się nam prąd w głównych bateriach, podłączalibyśmy i jechali dalej. Tyle z mojej strony o samochodach, do których przekonuje mi się dosyć trudno. Wychowałem się w czasach ładnie grających motorów i ręcznych przekładni ze sprzęgłem. Nowoczesności sypać piasku w tryby jednak nie warto,                

o czym zapewnia Wasz Sobiesław 

piątek, 18 maj 2018 13:21

Guma jest najważniejsza!!!

Napisane przez

Koledzy mówią mi, że dzisiaj mam mało miejsca, bo Goniec ma specjalne wydanie, więc będę się streszczał. 

        Sprawa dotyczy rzeczy najbardziej poważnej – jak podkreśla to zawsze inż. Ludomir Zakrzewski z Ludex Auto (ogłasza się u nas na ostatniej stronie), opona to jest jedyne miejsce, w którym samochód kontaktuje się z drogą. Dlatego tak ważne jest, ażebyśmy opon sobie nie odpuszczali i  jeździli na napompowanych kołach. Jest to dodatkowo ważne we współczesnych samochodach, w których systemy trakcyjne zależą od elektronicznych czujników. Zawsze warto więc przy tankowaniu sprawdzić ciśnienie w oponach. Nawet jeśli mamy czujniki w kołach, dobrze jest „ręcznie” sprawdzić ile tego powietrza rzeczywiście w oponie jest.

        Jest to ważne w sytuacjach awaryjnych, gdy chodzi o życie i śmierć. Źle napompowana opona przy nagłym skręcie zaczyna się wykoślawiać i dotykać boczną ścianką asfaltu, przez co łatwiej o poślizg. Jeśli słyszymy, że coś nam na zakrętach koła za bardzo piszczą przy niedużych prędkościach, to niechybny znak, że mamy niedopompowane koła. 

        Sprawdźmy opony po zimie, zobaczmy, czy nie są uszkodzone, i dopompujmy, czasem trudno zauważyć ubytek ciśnienia gołym okiem. Sprawdźmy również ciśnienie w kole zapasowym, te małe kółka wymagają o wiele większego ciśnienia niż zwykłe koła, a zazwyczaj zapominamy o tym, do momentu aż coś się dzieje. Po 5 czy 6 latach leżakowania w raz gorącym, raz zimnym bagażniku ciśnienie w tym kole może spaść nawet o połowę.

        A zatem w trosce o własne bezpieczeństwo przed długim weekendem Victoria Day, przy tankowaniu sprawdzimy ciśnienie w naszych kołach. Jeśli ktoś nie wie, jakie ma być, a  jest różne w różnych samochodach, czasem inne w kołach przednich i w kołach tylnych, to informacje na ten temat są na tabliczce, która zazwyczaj umieszczona jest we wnęce drzwi kierowcy i widać ją po otwarciu drzwi 

Happy Victoria Day – udanych weekendowych wojaży Wasz Sobiesław

Strona 1 z 25