Goniec

Register Login

Moto-Goniec

Moto-Goniec

sobota, 11 październik 2014 13:43

W deszczu bez cruise control

Napisane przez

Zbliża się słota, więc kontynuujemy dzisiaj temat bezpieczeństwa jazdy. Znajomy podesłał mi niedawno krążące po Internecie "odkrywcze" zalecenia. 

Jedno, aby w nocy i w deszczu jeździć w okularach słonecznych, bo ponoć lepiej wtedy widać; drugie, aby broń Panie Boże w deszczu nie włączać tempomatu, czyli po naszemu cruise control, bo jak auto wpadnie w hydroplaning, to stracimy kontrolę i będziemy przyspieszać.

Zacznę od okularów, bo to prostsze. Owszem, jazda w okularach słonecznych – ale nie takich znów całkiem zaciemniających – nocą ma sens jedynie wtedy, gdy są to okulary polaryzujące. Pomagają wówczas likwidować efekt halo i różne dziwne poblaski i odblaski od jezdni. Z drugiej strony, trudno nocą przeceniać znaczenie czystej przedniej szyby – chodzi o to, by była tak czysta, aby na niej nic się nie rozmazywało i nie zaciągało – to podstawa.

Druga rzecz, którą akurat warto przed zimą zrobić, to wyczyścić dokładnie przednią szybę od środka – tak się składa, że na nią właśnie często włączony jest nawiew i mimo różnych świetnych filtrów jednak kurz się zbiera; nie mówiąc już o sytuacji, gdy wozimy palaczy lub sami nimi jesteśmy.

Jeśli chodzi o cruise control, rozsyłana po sieci historyjka mówi mniej więcej tak: 36-letnia kobieta prowadziła (w jednych wersjach w Australii, w innych w USA), padał deszcz, choć nie aż tak ulewny, i w pewnym momencie auto zaczęło się ślizgać po płaszczu wodnym na powierzchni drogi, co skończyło się w rowie. Gdy na miejscu pojawił się policjant, zapytał, czy używała cruise control, i wyjaśnił, że każdy kierowca powinien wiedzieć, aby nigdy nie jeździć w deszczu na cruise control – kiedy dochodzi do zjawiska hydroplaning i opony tracą kontakt z podłożem, komputer przyspiesza obroty kół i pojazd wyrywa nam do przodu niczym mała rakieta. Zdaniem rzeczonego policjanta, ostrzeżenie przed tym powinno znajdować się w kabinie każdego samochodu wyposażonego w cruise control.

Prawda to, czy nie?

Hydroplaning może zdarzyć się w każdej sytuacji, niezależnie od tego czy mamy włączony cruise control, czy nie – tu trudno przecenić znaczenie dobrych opon. Oczywiście, nie powinniśmy jeździć na tempomacie tam, gdzie wymagana jest pogłębiona świadomość sytuacyjna kierowcy – czyli nie w deszczu czy na lodzie – ale tylko dlatego, aby natychmiast wyczuć, gdy auto zaczyna nam iść swoją drogą, czyli gdy tracimy nad nim kontrolę – bardzo ważna jest przecież ta początkowa reakcja na poślizg, a wczesne reagowanie daje nam więcej miejsca i czasu na działanie.

Zwykły cruise control (nie radarowy) współdziała z szybkościomierzem i tak reguluje gaz, aby utrzymać ustawioną, stałą prędkość, obecnie proces ten ma wiele mechanizmów bezpieczeństwa i sterowany jest komputerowo.

Cruise control wymyślił ociemniały inżynier Ralph Teetor, który jadąc samochodem ze swoim "szczebiocącym" non stop adwokatem, był zdenerwowany, że ten co chwila przyspiesza i zwalnia. Dlatego opatentował w 1945 roku urządzenie utrzymujące stałą prędkość, a w 1958 po raz pierwszy zamontował je w niektórych modelach Chryslera.

Czy cruise control może nam nagle przyspieszyć auto? No chyba że jedziemy z góry – to znaczy w prostych wersjach cruise control nie hamuje silnikiem ani nie włącza hamulców. W nowoczesnych urządzeniach przy automatycznej skrzyni biegów cruise control jest jednak w stanie redukować biegi i hamować silnikiem.

Dlaczego sam z siebie tempomat nie przyspiesza? Bo odczytuje prędkość kół ze skrzyni biegów, w przypadku hydroplaning, gdyby tracąc przyczepność koła zaczęły się szybciej się obracać – cruise control będzie próbował je zwolnić do zadanej prędkości, a nie przyspieszyć.

Tak czy owak, w takiej sytuacji nie powinniśmy używać tego urządzenia, ale wyłącznie dlatego, by bardziej wyczuwać samochód i być w stanie szybciej zareagować na poślizg.

Wracając do opon, współczesne samochody mają o wiele szersze koła i opony niż dawniej to bywało, a zatem opony takie są bardziej narażone na zjawisko hydroplaning, które bierze się głównie z nie dość szybkiego odprowadzania wody rowkami bieżnika – ponawiam więc apel o niezwlekanie z wymianą opon. To jest sprawa życia i śmierci.

Dobre opony, uważna jazda i nieużywanie cruise control to podstawa bezpieczeństwa w każdych trudnych warunkach czy to w deszczu, czy na lodzie.
Druga ważna uwaga, to gdy już zdarzy nam się być w takich warunkach z włączonym cruise control, nie wyłączajmy urządzenia poprzez naciśnięcie na pedał gazu czy hamulca – zróbmy to "na guzikach", przyciskając "cancel". Naciśnięcie w takiej sytuacji gazu lub hamulca bez wyczucia może spowodować poślizg.

To tyle! Bezpiecznej jazdy!
Wasz Sobiesław.

niedziela, 05 październik 2014 23:50

KIA sorento 2015

Napisane przez

Co prawda jesienne kolory dopiero zaczęły wykwitać w lasach, ale czuć już w powietrzu nadciągającą zmianę.

Dlatego czas, by z nieco większym zainteresowaniem popatrzeć na nasze cztery koła. Nasze auta też nie lubią zimy.

Pierwsze, o czym należy pomyśleć, to czy na pewno mamy w spryskiwaczu płyn odporny na mrozy. Latem wielu kierowców leje do spryskiwacza zwykłą wodę albo jakieś płyny z dodatkami na muchy drogowe; jeśli to zostanie na zimę – może porozsadzać instalację. No a właśnie zimą spryskiwacz jest rzeczą prawdziwie niezbędną.

Drugi "punkt kontrolny" to oczywiście opony. I tu pytanie, wymieniać, nie wymieniać na zimowe? Pisałem już na ten temat wielokrotnie. Są różne opinie, a ponieważ ostatnio kupiłem auto z dodatkowymi oponami zimowymi na felgach – no to żal nie założyć. A kiedy? Doświadczeni ludzie mówią, że gdy średnia temperatura dobowa w ciągu dnia spadnie do regularnych 7 stopni. Dodajmy, że w przypadku opon zimowych bezpieczna głębokość bieżnika to minimum 3,5 mm. Nie warto też zakładać opon starszych niż 6 lat – stara guma zaczyna tracić swe właściwości.

Dobrze to wszystko mieć w pamięci.

Kolejna sprawa, zabezpieczenie antykorozyjne – koszt ok. 130 – 150 dolarów. Opłaca się, jeśli zamierzamy nasze auto potrzymać dłużej. Najlepszą strategią zakupową jest uwzględnianie deprecjacji. – Czyli np. kupowanie auta 3-4-letniego i jeżdżenie przez 6 lat. Zabezpieczenie antykorozyjne zwróci się w cenie zadbanego samochodu. Znów mamy tutaj różne szkoły myślenia, bo różne są podejścia.

Tyle o zmianach pogodowych.

Gdy już jesteśmy przy zimie, no to wciąż aktualne ostrzeżenie, które każdy właściciel nawet najlepiej wyposażonego SUV-a powinien mieć w głowie – Panie, Panowie, tak, wasze auta przejadą bez problemów przez wielkie zaspy, napęd na cztery koła jest cudowny, ale... Nie zmienia to wszystko faktu, że prowadzicie bardzo masywne pojazdy, do tego podwyższone, które przy poślizgach bocznych lubią się przewracać i lądować w rowach. Tak więc, gdy spadnie pierwszy śnieg, wszystkim właścicielom SUV-ów powinno zapalić się pomarańczowe światełko.

A jeśli SUV? Popatrzmy na KIA sorento, średniowymiarowy SUV produkowany od 2002 roku przez koreański koncern. Rocznik 2015 to już trzecia generacja tego coraz bardziej poprawnego samochodu. Nowe sorento, w zależności od konfiguracji, może przewozić od 5 do 7 pasażerów i jest budowane na wspólnej platformie z kia sedona. Samochód składany jest w amerykańskich zakładach Hyundaia i Kia w West Point w Georgii.

Kia sorento przeszła długą drogę i obecnie jest to dojrzały SUV z dobrymi osiągami i dobrej jakości. Cena zaczyna się od 40 tys. dol. Mamy do dyspozycji 6-biegową, automatyczną przekładnię, silniki rzędowy, czterocylindrowy o mocy 191 KM lub sześciocylindrowy w układzie V, 3,3 litra z bezpośrednim wtryskiem i mocą 290 KM. Sorento można holować do ponad półtorej tony.

Spalanie przy czwórce 2,4-litrowej to 11,8/8,7 litra przy napędzie na przód i 12,2/9,4 przy napędzie na cztery koła; przy szóstce spalanie z napędem na przód to 12,7/9,0 litra oraz 13,4/10 litra przy włączonym napędzie na wszystkie koła.

Samochód posiada elektroniczną stabilizację Torque Vectoring Cornernig Control.

Sorento jest obszernym SUV-em, stylistyka Petera Schreyera sprawia, że auto jest w środku o wiele większe niż się wydaje i może nim wygodnie jechać siedem osób w trzech rzędach foteli.

Oczywiście tak jak w przypadku Hyundaia, możemy spodziewać się, że wiele rzeczy, które w innych modelach są za dodatkową opłatą, w sorento będą wliczone w koszt danej opcji. To sprawia, że w dzisiejszych czasach jest to samochód wart jazdy próbnej.

O czym zapewnia:
Sobiesław Kwaśnicki

sobota, 27 wrzesień 2014 22:41

Audi A3. Inżynier powie "ach"

Napisane przez

Na początek przepraszam za brak ubiegłotygodniowej relacji – w sumie nie był to żaden urlop, tylko zatrucie pokarmowe – strułem się jak dziki mops – najwyraźniej grupa bakcyli postanowiła mi zafundować darmową kurację odchudzającą.

Przy okazji zacząłem się zastanawiać nad pewną konkretną sprawą – bo akurat była taka potrzeba. Otóż, czy skserowany ownership jest ważny?

Jest to o tyle istotne, że na przykład, gdy biorę samochód żony, to czy muszę ją również przymuszać, by za każdym razem wygrzebywała ze swych przepastnych torebek oryginalny ownership, czy też mogę sobie zrobić kopię, wozić ze sobą i w razie czego pokazać policji?

Na pytanie to w wheels.ca odpowiada konstabl policji regionalnej York Andy Pattenden.

– Otóż HTA (czyli ustawa o ruchu drogowym Highway Traffic Act) zezwala kierowcy na posiadanie przy sobie jedynie "wiernej kopii" ownershipu – czyli ksera obu stron wraz z aktualnym stickerem. Z drugiej strony, papierek ubezpieczeniowy tzw. pink slip musi być jednak oryginalny.

Konstabl Doug Lewis z OPP wręcz zaleca noszenie przy sobie kopii, bo w razie kradzieży dokumentu i samochodu trudniej jest coś z takim autem zrobić, gdy nie posiada się oryginalnych papierów.

A więc wystarczy wzajemnie zaopatrzyć się z drugą osobą w domu w ksero papierów, by od czasu do czasu móc bezproblemowo wymienić się na samochody.

Jest to ważna rada.

•••

Wróćmy do samochodów, tym razem do auta, którego tu w ogóle jeszcze w tej rubryce nie było – do audi. Podobnie jak BMW, "audiki" cieszą się sympatią rodaków. Trudno, by było inaczej, skoro jest to dobrze, po niemiecku dopracowany kawałek maszyny.

W 2015 roku będziemy mogli sobie kupić w Ameryce A3 – model projektowany specjalnie z myślą o mieszkańcach naszego kontynentu.

A3 2015 jest o ok. 7cm krótszy od swego głównego konkurenta,czyli mercedesów klasy CLA, a jego wymiary są prawie identyczne co sedana A4 sprzedawanego w latach 1995–2001. Składane według elastycznej architektury MQB, auto dzieli również podzespoły z golfem GTI MkVII czy audi TT 2016.

Projektowane wedle tradycyjnych minimalistycznych standardów, na oko A3 niewiele odbiega od linii, do których Audi zdążyło nas przyzwyczaić. Złożenie środka kabiny jest superprecyzyjne, materiały – jakościowo najlepsze, co daje wrażenie niezłego luksusu.

Jednym z miłych akcentów jest "panoramiczny" szyberdach. Wspaniały system nagłaśniający każe przypuszczać, że tym razem targetem tego modelu audi jest Gen Y.

Jak to już jest w audi w zwyczaju, możemy wybrać między modelami z napędem na przednie koła a quattro. Do dyspozycji mamy też dwie wersje silnika – 1,8-litrowy ze 170 KM i 2,0-litrowy – 220 KM.

Dla osób potrafiących ładnie dysponować mocą w ręcznej skrzyni biegów, 170 KM absolutnie wystarcza i daje niezłą satysfakcję. Oczywiście jest ona jednak zmącona świadomością, że jest jednak coś lepszego i można mieć coś więcej.

Recenzenci, którzy mieli quattro z 2.00 w rękach, zachęcają, by nie skąpić 3 tys. dolarów różnicy między modelami – i jednak kupować wy-ższą wersję, a to m.in dlatego, że –paradoksalnie jest ona oszczędniejsza, gdy idzie o spalanie.

Do wyboru mamy trzy skrzynie biegów, od w pełni ręcznej, po 6-biegowy automatik z możliwością sportowej jazdy i bezsprzęgłowego własnoręcznego zmieniania biegów.

Czy przekonam do A3 zagorzałych zwolenników BMW? Z pewnością nie, czy do audi przesiądą się ludzie, którzy jeżdżą mercedesami? Pewnie nie, marki te mają duży magnes lojalności i wytwarzają rzesze wiernych.

Ale, jeśli ktoś chce skosztować niemieckich towarów motoryzacyjnych, to z pewnością można radzić, by zaczął od audi. Bo nie pożałuje.

O czym zapewnia Wasz Sobiesław.

piątek, 12 wrzesień 2014 12:38

Miata, czyli czar we dwoje

Napisane przez

Tak się złożyło, że w miniony weekend miałem okazję przejechać się spacerową arterią Mississaugi, czyli Mississauga Rd., na odcinku od Burnhamthorpe do Lakeshore. Piękna pogoda, nie za ciepło, nie za chłodno, sprawiła, że po drodze minąłem chyba z 10 kabrioletów. Lato chyli się ku końcowi, więc póki jeszcze można, pora zająć się jedną z najciekawszych maszyn tego rodzaju – obchodzącym 25-lecie roadsterem Mazdy miata. No właśnie roadsterem, a nie kabrioletem, bo jak chce słownik, roadster to specjalna odmiana tego pierwszego: dwumiejscowe auto o sportowym charakterze, bez stałego dachu. Współczesnego roadstera poznać można po tym, że jego dach (miękki lub sztywny) przypinany jest do karoserii, a więc nie jest integralną częścią nadwozia.

Inna definicja mówi, że samochód typu roadster ma trzy charakterystyczne cechy: składany dach, dwa miejsca, napęd wyłącznie na tylną oś.

Roadsterów starej daty mamy multum, jak chociażby opisywany kiedyś na tych łamach kultowy MGB. Nie są to auta praktyczne, bo poza parą przednich siedzeń nie ma ją z tyłu nawet "ławeczki dla teściowej". Po prostu, roadsterem mogł Państwo jechać tylko on i ona – żadnych dodatkowych komplikacji w trójkątach ten rodzaj samochodów nie przewiduje.

Tak się składa, że niedawno Mazda Motor Corp., po raz pierwszy od 9 lat, pokazała nowy, przeprojektowany model mazdy MX-5. Zrobiono to równocześnie w USA, Hiszpanii i Japonii. Czwartej generacji roadster miata jest chyba najbardziej kompaktowy ze wszystkich dotychczasowych i o całe 100 kg lżejszy od poprzedniego modelu. Mimo praktycznych ograniczeń mazda miata zaskarbiła sobie dozgonną miłość wielu narkomanów prowadzenia – auto jest lekkie, doskonale wyważone i bezwzględnie posłuszne kierowcy.

Nowy model wyposażony został w technologię Mazdy SkyActive, dzięki czemu mimo ograniczenia spalania paliwa rośnie moc jednostki napędzającej.

Nowa miata jest autem, którego jakość gwarantuje metalowa tabliczka z napisem Made in Japan – samochód produkowany jest w zakładach Mazdy w Hiroszimie. Według prognoz, roadster ma powstawać w liczbie 77 tys. egzemplarzy rocznie. Co ciekawe, liczba miat wyprodukowanych do tej pory powoli zbliża się do miliona.

Zdaniem wszystkich kierowców, którym dane było zaliczyć jazdę próbną mazdą, miata rocznik 2015 jest dzisiaj jednym z samochodów dających największą przyjemność prowadzenia, a to dzięki sportowemu stylowi zgrania elementów zawieszenia i napędu oraz superdokładnej ręcznej skrzyni biegów. Mimo że roadstera napędza zaledwie 4-cylindrowy silnik, przyspieszenia są na równi lub lepsze, jak u porównywalnej konkurencji. Auto ma "tylko" 167 KM. 6-biegowa ręczna skrzynia biegów to standard. Przekładnia automatyczna jest dostępna, choć oczywiście, przez nikogo o zdrowych zmysłach niezalecana. Mimo ograniczonego miejsca w kabinie miatą wygodnie podróżują nawet wysokie osoby, zaś bagażnik starcza na kilka toreb z zakupami ze sklepu spożywczego.

Trudno rekomendować jakiegokolwiek roadstera jako samochód rodzinny, ale jeśli tylko kogoś stać na drugie auto, powinien nad mazdą miata poważnie pomyśleć -– zresztą, nie ma co myśleć, trzeba się przejechać – potem będziemy już tylko kombinować, skąd na miatę wziąć pieniądze. I tu znów czeka nas niespodzianka, bo miata jest jednym z najbardziej przystępnych cenowo samochodów sportowych. Jak Japończycy byli w stanie zrobić coś, co Niemcy mają w cenie porsche'a? Samurajska tajemnica!

Rozkoszą dla uszu jest też układ wydechowy miaty, który gra głośno unisono, co potęguje wrażenia jazdy. "Bardzo niska pozycja za kierownicą, świetnie wyprofilowane fotele, skórzana, twarda jak kamień i lepiąca się do rąk sportowa, wielofunkcyjna kierownica sprawiają, że z auta nie chce się wysiadać" – tak samochód ten scharakteryzował jeden z polskich recenzentów, ja dodam tylko przy okazji, że poczynając od BMW, coraz częściej jesteśmy świadkami puszczania brzmienia silnika zdejmowanego przez mikrofony pod maską do wielogłośnikowego systemu audio pojazdu. W ten sposób, gdy mamy nastrój poszaleć podkręcamy głośniki, a gdy chcemy się tylko poturlać, możliwe jest całkowite wyciszenie. Jak można się domyślić, tego rodzaju fanaberii nie ma w maździe miata, która jest zbudowana z myślą o prawdziwych kierowcach

o czym zapewnia Państwa Wasz Sobiesław.

piątek, 05 wrzesień 2014 14:50

GMC Terrain - czyli tak wygląda Amerykanin

Napisane przez

Z internetem w kabinie

Kiedyś, kiedy na naszym torontońskim podwórku pojawiła się pierwsza codzienna internetowa rozgłośnia radiowa, wyraziłem skromnie opinię, że jest to inwestycja dalekiego rzutu – dopóki radio internetowe nie trafi pod strzechy naszych samochodów, dopóty skazane jest na syzyfowe prace.

Rozgłośnia wkrótce zawiesiła działalność, a tymczasem langsam aber sicher nadchodzi moto-internetowa rewolucja – coraz więcej samochodów wyposażanych jest w łatwy dostęp do szybkich sieci LTE i 4G, co przynajmniej w obrębie naszych metropolii (bo przecież na północy trzeba słuchać szumu drzew, a nie wygłupiać się z fejsbukiem), pozwala na swobodne korzystanie z netu, czyli podpięcie do sieci różnych swojskich urządzeń – tabletu, netbooka czy co tam nam się zamani.

Coraz więcej modeli ma fabrycznie zainstalowaną możliwość wytwarzania hot-spotu wi-fi – czyli nasz gadżet możemy połączyć szybką siecią wi-fi z samochodowym odbiornikiem LTE czy 4G, pozwala to na oglądanie filmów YouTube, no i oczywiście słuchanie radia via Internet. Zatem jadąc do pracy możemy sobie słuchać w aucie np. Radia Maryja czy jakiejkolwiek innej polskiej rozgłośni – no bo wszystkie nadają w sieci Internet. To jest nowa jakość – co tu dużo mówić.

I takie właśnie mecyje mamy do dyspozycji w wersji standardowej modelu rocznik 2015, GMC terrain – kompaktowego SUV-a, który od kilku lat jeździ po kanadyjskich drogach. Co prawda GM cierpi na wyjątkowo wysoką liczbę zbiorczych napraw gwarancyjnych, ale szczęśliwie nie są to jakieś straszne historie. W ubiegłym tygodniu odprowadziłem swego HHR-a do dilera na wymianę stacyjki i muszę powiedzieć, że doświadczenie było miłe – samochód zrobiono w kilka godzin, odwieziono mnie i przywieziono – naprawdę było bezboleśnie.

Jak zwykle, w modelach GMC możemy przebierać w licznych wersjach SLT-1, SLE-2, SLT-1, SLT-2 i denali. Ta ostatnia ma wszystkie wodotryski i reklamowana jest jako luksusowa. Już na poziomie SLE-2, czyli o jeden szczebel ponad podstawowym, mamy obciągniętą skórą kierownicę i elektrycznie ustawiany w 8 położeniach fotel kierowcy, także automatyczną kontrolę temperatury i szyny bagażnikowe na dachu. Od SLT-1 firma oferuje skórzane siedzenia, elektrycznie otwieraną tylną klapę, szyberdach i 18-calowe koła oraz zdalne uruchamianie silnika.

Oczywiście, modele z wyższej półki mają instalowane wszystkie współczesne gadżety bezpieczeństwa – jak ostrzeżenie przed zderzeniem czołowym czy wyjeżdżaniem z pasa ruchu. Jeśli jesteśmy wielkimi snobami – w końcu co to szkodzi – możemy sobie zaordynować do naszego terraina drewnianą kierownicę. Oczywiście za luksus trzeba płacić, przez co cena rośnie o kilka ładnych tysięcy w stosunku do wyjściowych dwudziestu ośmiu.

Co pod maską?

Dwa silniki do wyboru. Standardowy ma 182 KM i oszczędne cztery cylindry o łącznej pojemności 2,4 litra. Osoby z cięższą stopą powinny zastanowić się nad opcją w postaci 301-konnego sześciocylindrowego motoru o pojemności 3,6 litra. Oczywiście różnica w spalaniu jest zasadnicza. Obydwa silniki obejmuje darmowy program serwisowania przez dwa lata lub 40 tys. km.

W wersji podstawowej mamy 6-biegową automatyczną przekładnię, napędzającą przednie koła. Możemy jednak zamówić napęd na cztery koła, przy tak dużym aucie jest to rzecz, którą trudno uznać za zbyteczną – zwłaszcza zimą. Oczywiście – znów – napęd na cztery koła oznacza pogorszenie spalania.

Wspomniany serwis 4G LTE WiFi jest darmowy przez pierwsze trzy miesiące lub 3 gigabajty transferu danych. Tu, rada partyzancka, w każdym samochodzie możemy sobie uruchomić hot-spot wi-fi z dowolnego smartfonu – trzeba się jednak liczyć z ograniczeniami danego konta telefonii komórkowej, bo korzystanie z radia czy telewizji via telefoniczny hot-spot to transfer dość dużych pakietów danych. Na wszystko jest jednak rada...

W ramach systemu GMC IntelliLink montowanego w terrainach dostaniemy możliwość skorzystania z internetowego radia czy poradnika głosowego Siri Eyes Free.

Tak więc, do wyboru do koloru – terrain jest całkiem ciekawą alternatywą do popularnych SUV-ów z importu i warto wybrać się do salonu GM, by przynajmniej popatrzeć i pooglądać, a ewentualnie przejechać się na próbę, o czym zapewnia

Wasz Sobiesław.

piątek, 29 sierpień 2014 14:23

Chrysler 200 de novo

Napisane przez

Pisałem jakiś czas temu o złoczyńcach pochodzenia tamilskiego, którzy w sposób mafijny wyłudzali pieniądze z ubezpieczenia na sztuczne kraksy. Dwóch facetów w aucie na końcu korka na autostradzie, gdy tylko stanął za nimi jakiś jeleń, dawało ostro po garach na wstecznym i z całej siły uderzało tyłem w przód auta, które dojechało. Goście (kierowca plus świadek) święcie twierdzili następnie, że – co normalnie jest najbardziej prawdopodobne – samochód za nimi nie wyhamował i w nich wjechał. 

Dawało to podstawę do roszczeń ubezpieczeniowych, na różne whiplashe i tym podobne naciągactwa. Wszystko do czasu, aż cały proceder udokumentowała kamera jednej z niedoszłych ofiar, a filmik został umieszczony na YouTube...

piątek, 22 sierpień 2014 15:34

Spark - iskrzy w mieście

Napisane przez

Koleżanka z pracy niedawno wróciła z urlopu – objechała całe Stany Zjednoczone i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że z dwoma kotami...

No właśnie, jak to jest z tym naszym czworonogiem – zabierać go na wakacje do USA, czy szukać opieki, ewentualnie oddawać do hotelu dla zwierząt?

Podróż z wiernym zwierzęciem może być bardzo przyjemnym przeżyciem, pod warunkiem, że odpowiednio się do niej przygotujemy. No i oczywiście, jeśli wiemy, że nasz pies czy kot lubi podróżować i od tego nie choruje – psy dostają tak samo choroby lokomocyjnej jak ludzie i podobnie jak ludzie mogą na to brać tabletki.

Druga sprawa, to przygotowanie miejsc do noclegów – nie wszędzie pozwolą nam ulokować się z kotem czy psem; no i trzecia sprawa – przygotowanie się do przekroczenia granicy. Podczas wyjazdu do USA powinniśmy zaopatrzyć psa w świadectwo szczepienia przeciwko wściekliźnie, i to takie, które pokazuje, że nasz piesek został zaszczepiony na 30 dni przed przekraczaniem granicy. Dobrze mieć zwierzę zaczipowane. Powinniśmy też sprawdzić, czy czasem rasa naszego pieska nie znajduje się na czarnej liście ras objętych ograniczeniami – takich "terrorystów" do USA nie wpuszczają, i nie chodzi tylko o przekraczanie granicy, bowiem takie obostrzenia mogą obowiązywać w poszczególnych stanach!

Podczas powrotu podobnych dokumentów mogą zażądać kanadyjscy celnicy – między innymi po to by stwierdzić, że pies jest lokalny, kanadyjski, i nie został kupiony lub w inny sposób pozyskany w USA.

Tak więc przy odrobinie dodatkowego wysiłku możemy całkiem spokojnie przemierzać USA w towarzystwie nie tylko ulubionych ludzi, ale również zwierząt.

•••

Rozważając kupno samochodu, warto zastanowić się nad kilkoma opcjami, w tym czy kupić, czy wynająć. Wszystko zależy od tego, jak często wyjeżdżamy poza miasto, czy chodzi nam o drugi samochód w rodzinie, czy pierwszy, i jakie są nasze konkretne potrzeby transportowe.

Może się bowiem okazać, że tanie przy zakupie i w eksploatacji auto pozwoli nam na większą elastyczność przy zaspokajaniu poszczególnych potrzeb wyjazdowych i używane na co dzień da nam możliwość przy wyjeździe na wakacje w dzicz, wziąć sobie z wypożyczalni SUV-a, a przy wyjeździe do rodziny mieszkającej daleko stąd, jakiegoś wygodnego minivana. Wszystko to łącznie licząc, może okazać się tańsze niż posiadanie jednego lub dwóch dużych aut. Tak więc, decyzje te powinniśmy podejmować z ołówkiem w ręku, nie bojąc się kwestionować obiegowych opinii.

Jeśli zaś mielibyśmy decydować się na coś małego, to warto zastanowić się nad chevroletem spark, rocznik 2015. Jest to niedrogie auto miejskie, z 84-konnym czterocylindrowym silnikiem i pięciobiegówką ręczną lub też stożkową, automatyczną przekładnią. Spark na trasie powinien nam palić ok. 6 litrów, a po mieście 8. Może nie są to jakieś strasznie rekordowe wskaźniki, ale spark budowany jest z myślą o ludziach młodych i ma wiele udogodnień telekomunikacyjnych i "rozrywkowych", w tym MyLink, system infotainment chevroleta, siedmiocalowy dotykowy ekran, Bluetooth, kompatybilność z radiem internetowym Pandora czy czytaczem ludzkiego głosu Siri i "appsem" nawigacyjnym.

Spark nie jest też taki mikry jak inne miejskie auta i może wygodnie przewozić cztery dorosłe osoby. Ponadto mamy do dyspozycji 11,4 stopy kubicznej przestrzeni bagażowej. Z pewnością dobrą stroną tego niewielkiego samochodu jest 10-poduszkowy system bezpieczeństwa wypadkowego. I to wszystko zaczyna się w negocjacjach grubo poniżej 15 tys. dol. (11 945 dol.).

Jeśli dodam, że auto już w wersji podstawowej ma traction control i elektrycznie wspomagany układ kierowniczy, okaże się, że za bardzo niewielkie pieniądze możemy mieć całkiem zborną miejską nówkę z całym dobrodziejstwem gwarancji.

Tak więc myśląc o naszych potrzebach transportowych, warto czasem pokombinować, czy w danej sytuacji np. elektryczny rower lub moped, plus taki spark, plus wypożyczanie samochodów na weekendy, razem do kupy nie będzie tańszym i bardziej przyjemnym rozwiązaniem niż jeżdżenie cały czas jakimś wielkogabarytowym yukonem czy innym pilotem. A przy tym naprawdę można mieć wiele radości w prowadzeniu wspomnianych pojazdów.

O czym Państwa zapewnia Wasz Sobiesław.

piątek, 15 sierpień 2014 14:27

Hej, weźmy się razem do roboty

Napisane przez

Dzisiaj zacznijmy od dwóch miłych rzeczy, bo oto na ontaryjskich numerach VARSHAVA zaczęła jeździć poczciwa warszawa sprowadzona przez Emila Sierocińskiego. W EuropeanCar ClubCanada słychać tymczasem, że w drodze są kolejne kontenery. Mówi się o żuku, warszawie garbatej i innych wozach rodem z peerelowskich zakładów.

No co tu dużo mówić – jest ten sentyment.

Druga wiadomość, to że sprawy p. Arkadiusza Kamińskiego posuwają się do przodu – właśnie powstała w Polsce europejska firma, która zajmować się będzie produkcją nowej syrenki. Co prawda sceptycy ostrzegają pana Arka, że i tak go w Polsce okradną, jednak czymże jest pasja w zetknięciu z takim ryzykiem?


WARSZAWA, 8 sierpnia 2014 – Na początku ubiegłego stulecia Polska nie była obecna na mapach Europy i świata, ale zawsze istniała w sercach ludzi, którzy pomimo upływu czasu i podziałów, nigdy nie zapomnieli o swoich korzeniach – głosi komunikat prasowy AK Motor Polska - zatytułowany "Syrena wraca do Kraju!".

– Polacy w okupowanym kraju i na obczyźnie, zamieszkujący wszystkie kontynenty, rozumieli, że Polska będzie istnieć tak długo, jak długo będzie żyła w ich sercach, nawet gdy nie będzie jej na mapach. Tak długo, jak nosili ją w sercu i wierzyli w wolną Polskę, byli prawdziwymi Polakami. W tym to czasie w 1914 r. ponad dwadzieścia tysięcy młodych Kanadyjczyków i Amerykanów polskiego pochodzenia przybyło nad brzegi Niagary, by zapisać się do "Polskiej Błękitnej Armii" generała Józefa Hallera. Wśród tych ludzi znaleźli się twórcy nowej Polski znanej jako Druga Rzeczpospolita.

Dzisiaj w każdą drugą niedzielę czerwca Amerykanie i Kanadyjczycy polskiego pochodzenia świętują to wydarzenie, tu w miasteczku Niagara-on-the-Lake (Niagara nad Jeziorem), gdzie przed laty młodzi Polacy z Kanady i Stanów Zjednoczonych stawili się, by walczyć i często ginąć za Wolną Polskę.

Tamci Polacy nie wiedzieli, jak wygląda Polska, mieli jej obraz tylko w sercach, ale służyli w błękitnych barwach jej i wszystkim Polakom zamieszkałym nad Wisłą i porozrzucanym po całym świecie.

Dzisiaj Polska wspólnota międzynarodowa liczy ponad dwadzieścia milionów osób, które pielęgnują swoje polskie korzenie i polską tradycję.

Ci Polacy mieszkający za granicą są wielką szansą dla Polski, która umożliwi nawiązanie wielu trwałych związków Polski z krajami, w których żyją.

Obecność Polaków na świecie otworzy dla polskiego biznesu cały świat. Rodacy za granicą mogą wnieść swój duży wkład w gospodarczy rozwój Polski.

Obecnie w czasach Trzeciej Rzeczpospolitej Polska wchodzi w nową erę pokoju i "prosperity". Nie ma już i oby nigdy nie było konieczności, tak jak przed laty, by młodzi Polacy oddawali swoje życie za Ojczyznę.

Jest jednak nowa możliwość zaangażowania rodaków mieszkających za granicą w budowanie sukcesu Polski. To połączenie wysiłków 38 milionów Polaków w Kraju i 20 milionów za granicą we wspólnym wysiłku dla rozwoju Kraju.

W tym właśnie duchu kanadyjska spółka AK Motor International Corporation, należąca do Polaka mieszkającego od lat w Kanadzie, przejęła prawa do polskiej marki samochodów Syrena. Odrodzenie polskiej marki samochodów stwarza możliwości wspólnej pracy Polaków w Kraju i za granicą, tak by królowa polskich szos sprzed lat wróciła na nie dzisiaj.

W Polsce funkcjonuje obecnie wiele innowacyjnych firm produkujących podzespoły dla sektora motoryzacyjnego. Obecnie poszukujemy kontaktu do producentów silników i skrzyń biegów, a także silników elektrycznych. Producentów i projektantów tych podzespołów zapraszamy do kontaktu z AK Motor. To jest strategią naszego projektu, by marka Syrena pozostała polską marką tworzoną przez Polaków i wzbogaconą o międzynarodowe doświadczenia Polaków mieszkających za granicą. 

Realizując to ambitne zamierzenie, dziewiątego lipca 2014 r. zarejestrowana została polska spółka motoryzacyjna – AK Motor Polska Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. To polska spółka będzie głównym podmiotem, tworząc wraz z AK Motor International Corporation grupę kapitałową, posiadającą prawa do rozwoju, produkcji i sprzedaży samochodów pod marką Syrena. Struktura grupy pozwala na tworzenie międzynarodowej platformy współpracy na rzecz wprowadzenia do produkcji nowej Syreny. Jednocześnie stanowi ona gwarancję, że znak Syrena pozostanie w Kraju, do którego zawsze należał i należy – do Polski.

Aby uczcić 25 lat Wolnej Polski, przedstawiamy poniżej nasze projekty nowej AK Syreny w polskich barwach narodowych.

O firmie: AK Motor International Corporation to firma motoryzacyjna, założona 14 lutego 2012 r., oparta na modelu zarządzania własnością intelektualną. Specjalizuje się w zarządzaniu kapitałem marki, technologicznych i biznesowych innowacjach, jak również na monetyzacji własności intelektualnej oraz administrowaniu licencjami. W lutym 2013 r. firma AK Motor nabyła wyłączne prawa do produkcji, rozwoju i sprzedaży samochodów marki Syrena. W dniu 9 lipca 2014 r. została założona firma AK Motor Polska Sp. z o.o., aby kierować rozwój marki samochodowej Syrena.

O marce Syrena: Syrena jest najważniejszą polską marką samochodową, nazwaną na cześć polskiej legendy, symbolizującej stolicę, mitycznej warszawskiej "Syrenki", której pochodzenie sięga XIV wieku. Pierwsze auto syrena zostało zaprezentowane w Polsce, podczas Międzynarodowych Targów Poznańskich w 1955 r. Produkcję samochodów rozpoczęto w 1957 r. w Fabryce Samochodów Osobowych (FSO) na warszawskim Żeraniu, gdzie wytwarzano samochody do roku 1972. W latach 1972–1983 syrena była produkowana w Fabryce Samochodów Małolitrażowych (FSM) w Bielsku-Białej w Polsce. Łącznie od roku 1955 w FSO i FSM wyprodukowano wówczas rekordową liczbę syren – 521 311 sztuk.

Źródło: AK Motor International Corporation

Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Strony internetowe: www.newsyrena.com , www.nowasyrena.pl, www.facebook.com/AK.Syrena


Cóż ja jeszcze mogę dodać, jak widać, p. Arkadiusz jest nie tylko fanem motoryzacji, ale również gorącym polskim patriotą, który rozumie znaczenie gospodarczego podźwignięcia kraju. We współczesnym świecie nic nie ma tak wielkiego znaczenia dla suwerennego rozwoju jak brands – czyli marki.

Taką polską marką jest właśnie Syrena, gdyby zamiar wybudowania nowoczesnego niewielkiego i w miarę taniego polskiego auta dla masowego odbiorcy się powiódł, trzeba by było p. Arkadiusza ozłocić.

Na razie pozostaje nam wypatrywać starszych sióstr projektu, z których dwie, w tym jedna z drzwiami otwieranymi do przodu, od dawna jeżdżą na ontaryjskich numerach.

sobota, 02 sierpień 2014 13:55

Scion IQ - auto niszowe

Napisane przez

Kiedyś, na pokazie samochodowym w Toronto w 2013, zwrócił moją uwagę malutki samochodzik podobny do smarta – scion IQ – czyli marka odpryskowa Toyoty. 

Toyocie ostatnio dobrze się wiedzie – po pierwszych sześciu miesiącach bieżącego roku jest to ponownie największy sprzedawca samochodów świata, co ciekawe, zaraz za nim jest Volkswagen, który wybił z tego miejsca General Motors.

W okresie od stycznia do czerwca br. Toyota sprzedała na całym świecie 5,097 miliona aut – 4 proc. więcej niż rok wcześniej. Największym rynkiem rozwojowym są obecnie Chiny i pomimo różnych problemów – również politycznych (Chińczycy nie lubią Japończyków), Toyota zaczyna doganiać tam koncerny amerykańskie i europejskie, przede wszystkim GM i VW.

Wracając do sciona IQ – to w Chinach nie jest lekko, bo Państwo Środka bez żadnej żenady kopiuje wszystko, na czym jest w stanie łapy położyć. Skopiowano więc i sciona IQ, auto, które Toyota buduje od 2008 roku.

Wiele chińskich firm ukierunkowanych jest na przemysł motoryzacyjny. Tworzą chińskie odpowiedniki samochodów europejskich i japońskich.

Auto chińskie opisywane jest jako "słoneczny samochód". Produkuje je firma Weifang Guangsheng New Energy Co.

IQ to "miejski" samochód należący do segmentu A. Model bazuje na prototypie zaprezentowanym w 2007 roku we Frankfurcie i zaprojektowanym przez stylistów z francuskiego studia Toyoty ED2. IQ to najmniejszy obecnie 4-miejscowy samochód na świecie. Nazwa IQ nawiązuje do skrótu oznaczającego iloraz inteligencji, który w przypadku tego auta odnosi się również do słów innowacja i indywidualizm oraz jakość.

Na naszym kanadyjskim rynku scion IQ rocznik 2015 to samochód napędzany 1,3-litrowym silnikiem czterocylindrowym, o mocy 94 KM, z którego napęd przenoszony jest 2-biegową przekładnią CVT z nadbiegiem. Auto ma system ABS, boczne poduszki powietrzne, w tym kurtynowe, jak również poduszki nadkolanne dla pasażera i kierowcy, 16-calowe koła, klimatyzacja, elektroniczna stabilizacja jazdy... I to wszystko za nieco ponad 17 tys. dol.

Czy to jest warte tych pieniędzy?

Co człowiek, to opinia! Za 17 tys. można kupić całkiem dużo "normalnego" samochodu, zwłaszcza 2-3-letniego, jednak jeśli ktoś mieszka w Toronto lub innej metropolii, gdzie ciasno na ulicach, o parkowaniu nie wspominając, to scion IQ może wydawać się całkiem dobrym rozwiązaniem. Oczywiście, to, że mogą nim jechać cztery osoby, to przesada – chyba że miały wcześniej doświadczenia fiata 126, ale dwie podróżują wygodnie. Na dodatek promień skrętu sciona IQ to o 90 centymetrów więcej niż wynosi długość samochodu. A więc w tym wypadku można mówić, że auto skręca, stojąc w miejscu.
Z czym scion konkuruje? Ze wspomnianym smartemForTwo, który notabene jest nieco tańszy, bo cena podstawowa zaczyna się już przy 15,5 tys. dol.
Smart jest prawie identyczny ze scionem IQ, gdy chodzi o spalanie –4,7 litra na sto poza miastem i 5,5 litra w mieście. W tym samym segmencie znajdują się jednak również takie auta, jak fiat 500, który pod względem rozmiarów i projektu nadwozia jest jednak nieco fajniejszy – widać w nim włoską rękę.

W sytuacji, gdy coraz więcej nas decyduje się na zagęszczoną egzystencję w condominiowych rezerwatach, posiadanie małego samochodu jest nie tylko wskazane, ale wręcz wymogiem chwili. W wielu apartamentowcach coraz chudsze są miejsca do parkowania.

Tak więc z pewnością jest scion IQ ciekawą propozycją dla mieszczuchów – w miarę tanią i dopracowaną pod względem inżynieryjnym – wiadomo, jakość Toyoty. I szczerze mówiąc, auto wcale nie sprawia w środku klaustrofobicznego uczucia.

Co też być może sprawi, że mimo różnych plotek o porzuceniu marki, Toyota nadal będzie rozwijać ten projekt. Mówiłem na początku o sukcesach Toyoty w sprzedaży – scion jest pod tym względem na trzecim miejscu od końca. Gorzej w USA sprzedaje się tylko landcruiser oraz lexus LX570 SUV.

Wiadomo, że na razie IQ to auto niszowe i żadna czteroosobowa młoda rodzina przy zdrowych zmysłach tego nie kupi. Z pewnością natomiast trzeba go brać pod uwagę jako drugi samochód w rodzinie, lub też yuppi-autko dla naszych nowomodnych singli. I jako takie na pewno spełni wszystkie pokładane w nim nadzieje. O czym zapewnia

Wasz Sobiesław

niedziela, 27 lipiec 2014 18:22

Droga konieczność

Napisane przez

Dzisiaj na temat klimatyzacji rozmawiamy ze znanym Państwu inż. Ludomirem Zakrzewskim, właścicielem Ludex Auto

- Zrobiło się lato, co prawda nie jest jeszcze nadzwyczajnie gorąco...

- Już nie będzie.

- Ale dzisiaj jest 30 stopni i nawet ludzie tacy jak ja, którzy nie lubią używać klimatyzacji, to ją włączają, zwłaszcza gdy wsiada się do nagrzanego auta. I tu chciałem zapytać, jak to jest z klimatyzacją, bo większość z nas naprawia ją w sytuacji, gdy już "nie idzie", leci ciepłe powietrze; czy jednak nie opłaca się bardziej zadbać o nią trochę wcześniej?

- Opłaca się, żeby nie być zaskoczonym w momencie, kiedy jest ona potrzebna, ale praktycznie czegoś takiego jak maintenance klimatyzacji nie ma. Jeżeli system przestaje działać - na 90 proc. oznacza to, że jest pusty, czyli gaz wyciekł, gdzieś jest nieszczelność. Niestety są to dość drogie naprawy.

Klimatyzacja - mimo, że w tym kraju, ze względu na klimat, jest według mnie konieczna, to jednak z uwagi na ceny części i robocizny, zrobiła się bardzo luksusowa. Według moich statystyk, średnia naprawa to ok. 800 dol. Jeżeli trzeba wymienić jakikolwiek komponent, to naprawy są dość drogie.

Dlaczego mówię, że w tym roku klimatyzacja już nie będzie potrzebna, mamy na dobrą sprawę, koniec lipca, jeszcze jeden miesiąc, sierpień, kiedy się klimatyzacji używa, we wrześniu już w zasadzie można dojeździć - ja nie mówię, że pogoda będzie zła liczę, że będzie bardzo ładna - że można już dojeździć na otwartych oknach. Kiedy najbardziej klimatyzacja jest potrzebna - kiedy jest największa wilgotność. Gdy rano wychodzimy z domu i mamy plus 20, a czujemy się jakbyśmy mieli plus 30, wtedy jest to absolutna konieczność. W innych warunkach można sobie jakoś poradzić z otwartym oknem.

- I to konieczna nie tylko dla naszego komfortu, ale również bezpieczeństwa, bo jednak gdy się długo jedzie, znacznie szybciej się męczymy.

- Tak, uważam, że jest to bardzo dobry dodatek do samochodu, ale w sumie kosztowny.

- Często się mówi, nie włączam klimatyzacji, oszczędzam benzynę, otwieram okna. Co jest bardziej paliwożerne - jazda z otwartymi oknami po autostradzie czy włączona klimatyzacja?

- Na pewno z klimatyzacją samochód troszeczkę więcej pali, bo klimatyzacja obciąża silnik.

- Jaki to jest przepał?

- Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie dokładnie, ale nie podejrzewam, że więcej niż jeden litr na sto kilometrów. Natomiast jadąc na autostradzie z otwartymi oknami... No jak ktoś lubi huk w samochodzie, to tak… Przy klimatyzacji, szczególnie na długich trasach, dojeżdżamy znacznie mniej zmęczeni.

Jedziemy w przyjemnych warunkach, a jak sobie wszyscy zdajemy sprawę, by gdziekolwiek odpocząć, trzeba jechać z Toronto 2 - 3 godziny minimum.

Nawet przy 25 stopniach i pełnym słońcu, temperatura wewnątrz samochodu bardzo się powiększa, nagrzewają się blachy. Tego nie trzeba nikomu tłumaczyć. Ale - jak mówię - bardzo nie lubię jeździć na autostradzie z otwartymi oknami bo po bardzo krótkim okresie jestem zmęczony. Do tego dochodzą spaliny, kurz, wszystko inne. Mimo, że klimatyzacja jest starym wynalazkiem, to jednak cały czas jest modernizowana.

- No właśnie jakie są jej rodzaje? Pamiętam, że przy starych samochodach, mówiło się, że nie trzeba tam za bardzo naprawiać, a wystarczy "dobić" gazem.

- Powiedzmy sobie szczerze, że oficjalnie tego robić nie wolno.Nie wolno doładowywać, bo wiadomo wtedy, że jest jakaś nieszczelność. Tym niemniej jest gaz, który każdy może kupić R 12A to jest na bazie propanu, i każdy może sobie sam dobić, uzupełnić, bo ten gaz nie jest traktowany jako zagrożenie dla powłoki ozonowej, Ponadto wytwórnie pracują nad nowym gazem.

- Ten gaz jest we wszystkich klimatyzacjach?

- Ten 12 A to nigdy nie jest gaz, z którym samochód opuszcza fabrykę. To jest substytut, który pozwala każdemu pracować sobie nad własnym systemem. Z tym, że jedno ostrzeżenie; jeżeli już ktoś decyduje się sam to robić, to bardzo, bardzo dokładnie należy przeczytać instrukcję. Nowoczesne systemy, w porównaniu z tym, co było 15 - 20 lat temu, mają znacznie mniejszą pojemność. Jeżeli przepełnimy, to będzie jeszcze gorszy efekt, niż gdybyśmy w ogóle nie napełniali, system w dalszym ciągu nie będzie pracował. Jak mówię, trzeba dokładnie przeczytać instrukcję, a jak ktoś nie jest pewny, to zgłosić się do osoby, która ma z tym doświadczenie.

- Co się dzieje, gdy się przepełni?

- Jeżeli będzie za duże ciśnienie, to jest tam co prawda zawór bezpieczeństwa, który powyżej 500 psi, otwiera się i wypuszcza cały gaz w powietrze, po to by nie nastąpił wybuch. 500 psi - każdy może sobie wyobrazić -, że to jest ogromna siła, to jest mała bomba. Jak mówiłem, wchodzą obecnie nowe gazy, to na razie tylko niektóre samochody, nowe mercedesy, nowe BMW też już ma gaz, nad którym pracuje się teraz w Europie. Amerykanie mają własną mieszankę i nowe samochody GM też już z nią wychodzą. Nie chcę na ten temat za dużo mówić, bo mamy za mało informacji. Zupełnie inaczej to pracuje i znacznie większe ciśnienia są w układzie, więc trzeba uważać. Systemy, montowane w nowych samochodach mają o wiele lepszą jakość i przez pierwsze trzy lata nie powinny sprawiać żadnego kłopotu, chyba że nastąpi, jakieś uderzenie, stłuczka. Nawet kamień może przebić kondenser i wtedy gaz ucieka.

- Jak dbać o klimatyzacje?

- Praktycznie nie ma metody.

- Ale słyszałem takie opinie, żeby wyłączyć i przewentylować dukty, zanim jeszcze samochód stanie. No bo mamy potem ten nieprzyjemny zapach.

- To zupełnie inna sprawa. Po pewnym czasie rozwijają się bakterie i one dają ten nieprzyjemny zapach. Są oczywiście sposoby, jest kilka środków, które można wpuścić do systemu.

- Gdzie to się wpuszcza?

- Do otworów wentylacyjnych i tam, gdzie powietrze wchodzi do systemu. W instrukcji jest podane jak to zrobić. Czasem pomaga, ale czasem nie. W nowszych samochodach od 2002 roku są też mikrofiltry kabinowe, filtrujące powietrze wchodzące do układu klimatyzacji. I to naprawdę radziłbym sprawdzić.

- Często samemu można je wymienić.

- No, no, to nie jest aż takie proste, w niektórych wypadkach trzeba wyjąć blow box. W różnych samochodach są pochowane w różnych miejscach. Cena tych filtrów znacznie spadła. To jest wydatek rzędu 20 - 50 dolarów. I to praktycznie wszystko, co możemy zrobić z klimatyzacją.

- Czyli generalnie, jak nie działa trzeba przyjechać sprawdzić?

- Generalnie tak, bo zazwyczaj gaz wyciekł i trzeba znaleźć wyciek.

- Zawsze Pan podkreśla, jak ważne są opony, bo to jedyne miejsce, gdzie samochód styka się z drogą. Ciśnienie opon latem - jest ważniejsze niż zimą?

- Latem opona szybciej się nagrzewa i te ciśnienia są wyższe. Zawsze podkreślam jak ważne jest zwracanie uwagi na system monitorowania ciśnienia opon psi. I moja rada jest taka, że jeżeli ta lampka się zapali to jednak żeby ten system zreperować. Jeżeli jedziemy na wakacje - teraz akurat mamy pełnię sezonu - i zacznie nam schodzić powietrze na autostradzie, możemy mieć przykry problem. Jest to jeszcze jeden system, który zdecydowanie zwiększa bezpieczeństwo samochodu.

- Niestety prawda jest taka, że dzisiaj samochód to w dużej części elektronika i o tę elektronikę trzeba dbać.

- Bardzo trzeba dbać, bo to ona kontroluje mechanikę.

- Czy poleca Pan kupno urządzenia diagnostycznego, które pozwala odczytać kody. Warto to mieć?

- A po co? Jak ktoś jest ciekawy, żeby odczytać opis kodu, gdy tam jakaś lampka się zapali, to tak, tylko proszę pamiętać, że ten kod wcale nie znaczy, że dane urządzenie jest uszkodzone. Jest to opis stworzone przez inżynierów, którzy budowali program komputerowy samochodu - że jeżeli zachodzą takie i takie sytuacje, to najbardziej prawdopodobnym elementem, który dobrze nie pracuje to jest to, a to. Ale to nie jest cała diagnoza. Niestety 3/4 osób to myli.

Nie ma takiego komputera, który by sam naprawiał i od razu powiedział, co jest źle w samochodzie. Można kupić takie urządzenie, jak ktoś jest ciekawy, ale taki skaner, który ja mógłbym polecać, to jest wydatek minimum 200 dol., a powiem panu, że mam na co dzień do czynienia z różnymi skanerami i wiem, że wiele z nich podaje absolutnie fałszywe informacje - w zależności od samochodu, a szczególnie, jak ktoś ma europejski samochód. Proszę nie wierzyć w te tanie skanery bo biorą informacje z powietrza.

Tak jak mówię, jest to zabawka, którą można mieć. Dodam zaś, że wszelkie kasowanie kodów, resetowanie podraża tylko koszty napraw. Dlatego, że jeżeli się jakaś lampka zapaliła, to bardzo rzadko jest to problem, który sam ustąpi, choć zdarzają się takie sytuacje. Zresetowanie kodów znacznie utrudnia naprawę, kiedy wreszcie zdecydujemy się pojechać do mechanika. My mając prawdziwe urządzenie diagnostyczne wiemy, kiedy dana sytuacja zaszła i jakie były inne parametry. I jeżeli ktoś wykasuje pamięć, traci się wszystkie informacje. To przedłuża i podraża koszty naprawy. A musimy wiedzieć, że teraz głównie diagnozuje się samochody elektronicznie i naprawia ich elektronikę.

- Dziękuję bardzo za rozmowę.