Goniec

Register Login

Moto-Goniec

Moto-Goniec

piątek, 24 październik 2014 14:59

Szukanie pieniędzy w kodeksie

Napisane przez

Szanowni Państwo, niestety nadprodukcja przepisów oraz wprowadzanie przepisów trudno egzekwowalnych, przez co niszczących prawo – ma miejsce również w regulacji ruchu drogowego.

Nie wiem czemu, ale mam jakieś takie podskórne wrażenie, że rządzący nami politycy nie lubią prywatnych samochodów osobowych i usiłują zohydzić kierowcom życie.

Jakiś czas temu pisałem o przepisach zakazujących trzymania włączonego silnika samochodu na wolnych obrotach przez okres – o ile dobrze pamiętam nie dłuższy niż 3 minuty w okresie 5-minutowym – niech mnie ktoś poprawi, jeśli się mylę – o ile temperatura na zewnątrz nie jest niższa niż ileś tam stopni i nie wyższa niż ileś. Jest to prawna bzdura, a na domiar złego w związku z próbą jej egzekwowania stworzono ileś tam etatów inspektorów miejskich, którzy rzecz sprawdzają, węsząc po ulicach.

Gwoli ścisłości dodam, że rzecz dotyczy przepisów miejskich, a nie Kodeksu drogowego.

Tymczasem mamy właśnie na tapecie Kodeks drogowy, jego nowelizacja – zważywszy na absolutną większość liberałów w legislaturze – zostanie przyjęta.

Oczywiście, rząd – który zdążył już utopić w błocie kilka miliardów – potrzebuje naszych pieniędzy i dlatego szuka ich tam gdzie zawsze – podnosząc wysokość mandatów – wiadomo, że tu nikt nie będzie krzyczał, bo przecież "chodzi o dobro nas wszystkich" – no nie?

Wyższe mają być mandaty za otwarcie drzwi na drodze nadjeżdżającego rowerzysty – od 300 do 1000 dol., jak również wprowadzony zostanie przepis, że rowerzystę trzeba omijać w odległości nie mniejszej niż metr – jak to wymierzyć, drogi kolego kierowco? No na oko, bo jak inaczej. Żeby było śmieszniej, to prawo to będzie obowiązywać "tam, gdzie jest to możliwe". Po co taki przepis? – Po nic! Wyłącznie po to, by na każdego był hak.

Do tego dochodzi jeszcze jedna bardzo ważna rzecz, na którą już zawczasu uczulam. Otóż, jeśli znowelizowany kodeks wejdzie w życie, kierowcy na mocy prawa będą musieli czekać, aż pieszy przejdzie do końca przez przejście. Czy oznacza to, że na cztero- czy sześciopasmowej ulicy będziemy musieli cierpliwie czekać, aż pieszy ukończy przeprawę pięciu pasów od nas?

Słowem, coraz mniej rzeczy zostawianych jest na żywioł, coraz mniej mamy mieć zdrowego rozsądku, a coraz więcej odruchów Pawłowa. W gąszczu przepisów coraz więcej też będzie zależało od interpretacji i zdrowego rozsądku pana policjanta. Pytają Państwo, czy mi to czegoś nie przypomina?

Oczywiście, że tak!

Rząd Ontario jednocześnie chce jakoś ugryźć sprawę kierowców jeżdżących pod wpływem narkotyków. Problem w tym, że narkotyki narkotykom nierówne, są takie, które pogarszają percepcję, jak marihuana, a są takie, które wyostrzają zmysły, jak amfetamina – notabene podawana przez lekarzy pilotom wojskowym podczas długich lotów.

Umówmy się, jestem zagorzałym wrogiem narkotyzowania się i wprowadzania w odmienne stany świadomości przy pomocy zmieniania chemii mózgu.

Jestem sto procent za przyjemnością skoncentrowanego, trzeźwego prowadzenia samochodu. Obawiam się jednak, że kolejny raz stworzony zostanie moloch, który narazi policjantów na turbulencje, a nas wszystkich na idiotyczne kontrole przy pomocy testów –których jeszcze nie ma. Wszystko bowiem wskazuje na to, że najpierw będą przepisy, a potem dopiero trafią do policji drogowe testy antynarkotykowe.

Mają również wzrosnąć mandaty za rozpraszanie się podczas jazdy, czyli używanie telefonów komórkowych czy innych gadżetów. Równocześnie – jak na to wskazała Andrea Horwath z NDP – rząd postawi ileś tam nowych elektronicznych tablic reklamowych przy autostradach serii 400. Jeśli to nie jest rozpraszanie kierowcy, to, przepraszam, co to jest?

Przy tym przypomnę o moim koniku – chcecie poprawy bezpieczeństwa drogowego – poprawmy kulturę jazdy i zwiększmy prędkość na niektórych odcinkach autostrad serii 400 do 130 km/h, jak to obowiązuje np. w Unii Europejskiej. Jakoś można tam z tym żyć.

Podniesienie przeciętnej prędkości na autostradach ZNACZNIE poprawi sytuację gospodarczą miast i miasteczek na północ od Toronto. Oczywiście, wówczas konieczne byłoby wprowadzenie przepisu, że lewy pas jest li tylko do wyprzedzania.

Żadne przepisy nie zastąpią zaś uważnej jazdy.

O czym z pewnym smutkiem zapewnia Wasz Sobiesław

czwartek, 16 październik 2014 23:11

Honda CRV 2015

Napisane przez

Wracamy dzisiaj do naszych koni roboczych, czyli samochodów "pociągowych", niezawodnych, pakownych i oszczędnych. Jednym z absolutnych faworytów tej kategorii jest honda CRV klasyfikowana jako Compact Crossover Utility, czyli CUV.

Auto napędzane jest czterocylindrowym 16-zaworowym, 185-konnym silnikiem z napędem na cztery koła (większość wersji). W modelu 2015 jest to nowa jednostka.

Hondy CRV jeżdżą po drogach od 1995 roku i zdobyły już sobie wielu wiernych zwolenników. Po civicu, CRV jest najważniejszym modelem Hondy w Kanadzie, dlatego wszelkie zmiany i ewolucja modeli są dogłębnie przemyślane.

Oczywiście CRV idzie z duchem czasu i wspomniany silnik ma wtrysk bezpośredni, przez co jest bardzo wydajny. Wycisnąć 185 KM z 2,4 litra to jest wyzwanie, tym bardziej że spalanie przeciętne (miasto/autostrada) wynosi 7,6 litra na sto w przypadku napędu na przód i 8,3 litra w przypadku napędu na cztery koła. W porównaniu z modelem 2014, o 11 proc. wzrósł moment zamachowy silnika (torque).

W 2015 roku wszystkie modele mają bezstopniową automatyczną skrzynię biegów CVT oraz napęd na cztery koła – za wyjątkiem modelu podstawowego LX.

Zachwyca przestrzeń przedziału bagażowego – 1054 litry oraz 2007 litrów po złożeniu tylnego siedzenia. To wszystko za dużych rozmiarów klapą tylną.

Oczywiście, Honda oferuje całą gamę różnych opcji i gadżetów; m.in. nawigację satelitarną na siedmiocalowym kolorowym wyświetlaczu dotykowym.

Cena auta – całkiem rozsądna – od 25 990 dol. za podstawową wersję do 35 790 dol. w najwyższej wersji, touring. W tejże mamy do dyspozycji dwa wysoko zaawansowane systemy elektronicznego wspomagania kierowania – Collission Mitigation Braking System oraz Lane Keeping Assist System, jak również adaptacyjny tempomat pozwalający na utrzymywanie stałej odległości od samochodu jadącego przed nami.

Powyższe systemy automatycznego hamowania przed kolizją, jak też utrzymywania samochodu w pasie ruchu jeszcze niedawno były oferowane jedynie w luksusowych autach, dzisiaj to szara codzienność.

W górnych czterech wersjach mamy do dyspozycji Lane Watch – kiedy włączamy prawy kierunkowskaz kamera zamontowana pod lusterkiem bocznym pokazuje nam sytuację na drodze po prawej stronie auta, wyświetlając obraz na ekranie konsoli. Jeśli dodać do tego fakt, że kierowca siedzi w miarę wysoko i ma bardzo dobrą widoczność we wszystkich kierunkach, możemy stwierdzić, że jest to bardzo poważny atut bezpieczeństwa jazdy.

My tu w Kanadzie mamy specjalnie ułożoną krajową wersję SE zawierającą bogatą ofertą opcji za w miarę dobrą cenę – prawdopodobnie będzie to najlepiej sprzedająca się wersja modelu.

Tak więc, z pewnością nowe CRV nie będzie ustępować liczbą sprzedanych egzemplarzy dotychczasowym. Jeśli zaś myślimy o jeździe próbnej i kupnie, to oczywiście z ręką na sercu polecam naszych zaprzyjaźnionych sprzedawców z Marino's AutoGroup – gdzie znajdą Państwo wyśmienitą obsługę w języku polskim,

o czym zapewnia Wasz Sobiesław


Japońska Toyota Motor Corp. poinformowała w środę o zawróceniu do naprawy – łącznie 1,67 mln samochodów. Akcja odbywa się dobrowolnie i ma na celu zaradzenie trzem fabrycznym usterkom, m.in. wadliwej pompie hamulcowej (master cylinder), co może prowadzić do nieprawidłowego zadziałania hamulców. W e-mailu rozesłanym do agencji prasowych koncern stwierdza, że nie są mu znane jakiekolwiek przypadki zranienia czy śmierci w wypadkach spowodowanych przez te defekty. 1,05 mln samochodów zostanie naprawionych w samej Japonii, a 615 tys. poza granicami. Akcja obejmuje modele crown majesta, crown, noah, voxy, corolla rumion i auris, jak również kilka modeli lexusa.

W kwietniu Toyota nawróciła do naprawy 6,39 mln samochodów na całym świecie, a dwa miesiące później kolejne 2,3 mln w związku z wadliwymi napełniaczami poduszek powietrznych.

Obecnie druga wada dotyczy samochodów toyoty, w których zamontowano niewłaściwe przewody paliwowe – w najgorszym wypadku może to powodować pożar. Inna naprawa to wymiana fuel evaporative emission control unit.

sobota, 11 październik 2014 13:43

W deszczu bez cruise control

Napisane przez

Zbliża się słota, więc kontynuujemy dzisiaj temat bezpieczeństwa jazdy. Znajomy podesłał mi niedawno krążące po Internecie "odkrywcze" zalecenia. 

Jedno, aby w nocy i w deszczu jeździć w okularach słonecznych, bo ponoć lepiej wtedy widać; drugie, aby broń Panie Boże w deszczu nie włączać tempomatu, czyli po naszemu cruise control, bo jak auto wpadnie w hydroplaning, to stracimy kontrolę i będziemy przyspieszać.

Zacznę od okularów, bo to prostsze. Owszem, jazda w okularach słonecznych – ale nie takich znów całkiem zaciemniających – nocą ma sens jedynie wtedy, gdy są to okulary polaryzujące. Pomagają wówczas likwidować efekt halo i różne dziwne poblaski i odblaski od jezdni. Z drugiej strony, trudno nocą przeceniać znaczenie czystej przedniej szyby – chodzi o to, by była tak czysta, aby na niej nic się nie rozmazywało i nie zaciągało – to podstawa.

Druga rzecz, którą akurat warto przed zimą zrobić, to wyczyścić dokładnie przednią szybę od środka – tak się składa, że na nią właśnie często włączony jest nawiew i mimo różnych świetnych filtrów jednak kurz się zbiera; nie mówiąc już o sytuacji, gdy wozimy palaczy lub sami nimi jesteśmy.

Jeśli chodzi o cruise control, rozsyłana po sieci historyjka mówi mniej więcej tak: 36-letnia kobieta prowadziła (w jednych wersjach w Australii, w innych w USA), padał deszcz, choć nie aż tak ulewny, i w pewnym momencie auto zaczęło się ślizgać po płaszczu wodnym na powierzchni drogi, co skończyło się w rowie. Gdy na miejscu pojawił się policjant, zapytał, czy używała cruise control, i wyjaśnił, że każdy kierowca powinien wiedzieć, aby nigdy nie jeździć w deszczu na cruise control – kiedy dochodzi do zjawiska hydroplaning i opony tracą kontakt z podłożem, komputer przyspiesza obroty kół i pojazd wyrywa nam do przodu niczym mała rakieta. Zdaniem rzeczonego policjanta, ostrzeżenie przed tym powinno znajdować się w kabinie każdego samochodu wyposażonego w cruise control.

Prawda to, czy nie?

Hydroplaning może zdarzyć się w każdej sytuacji, niezależnie od tego czy mamy włączony cruise control, czy nie – tu trudno przecenić znaczenie dobrych opon. Oczywiście, nie powinniśmy jeździć na tempomacie tam, gdzie wymagana jest pogłębiona świadomość sytuacyjna kierowcy – czyli nie w deszczu czy na lodzie – ale tylko dlatego, aby natychmiast wyczuć, gdy auto zaczyna nam iść swoją drogą, czyli gdy tracimy nad nim kontrolę – bardzo ważna jest przecież ta początkowa reakcja na poślizg, a wczesne reagowanie daje nam więcej miejsca i czasu na działanie.

Zwykły cruise control (nie radarowy) współdziała z szybkościomierzem i tak reguluje gaz, aby utrzymać ustawioną, stałą prędkość, obecnie proces ten ma wiele mechanizmów bezpieczeństwa i sterowany jest komputerowo.

Cruise control wymyślił ociemniały inżynier Ralph Teetor, który jadąc samochodem ze swoim "szczebiocącym" non stop adwokatem, był zdenerwowany, że ten co chwila przyspiesza i zwalnia. Dlatego opatentował w 1945 roku urządzenie utrzymujące stałą prędkość, a w 1958 po raz pierwszy zamontował je w niektórych modelach Chryslera.

Czy cruise control może nam nagle przyspieszyć auto? No chyba że jedziemy z góry – to znaczy w prostych wersjach cruise control nie hamuje silnikiem ani nie włącza hamulców. W nowoczesnych urządzeniach przy automatycznej skrzyni biegów cruise control jest jednak w stanie redukować biegi i hamować silnikiem.

Dlaczego sam z siebie tempomat nie przyspiesza? Bo odczytuje prędkość kół ze skrzyni biegów, w przypadku hydroplaning, gdyby tracąc przyczepność koła zaczęły się szybciej się obracać – cruise control będzie próbował je zwolnić do zadanej prędkości, a nie przyspieszyć.

Tak czy owak, w takiej sytuacji nie powinniśmy używać tego urządzenia, ale wyłącznie dlatego, by bardziej wyczuwać samochód i być w stanie szybciej zareagować na poślizg.

Wracając do opon, współczesne samochody mają o wiele szersze koła i opony niż dawniej to bywało, a zatem opony takie są bardziej narażone na zjawisko hydroplaning, które bierze się głównie z nie dość szybkiego odprowadzania wody rowkami bieżnika – ponawiam więc apel o niezwlekanie z wymianą opon. To jest sprawa życia i śmierci.

Dobre opony, uważna jazda i nieużywanie cruise control to podstawa bezpieczeństwa w każdych trudnych warunkach czy to w deszczu, czy na lodzie.
Druga ważna uwaga, to gdy już zdarzy nam się być w takich warunkach z włączonym cruise control, nie wyłączajmy urządzenia poprzez naciśnięcie na pedał gazu czy hamulca – zróbmy to "na guzikach", przyciskając "cancel". Naciśnięcie w takiej sytuacji gazu lub hamulca bez wyczucia może spowodować poślizg.

To tyle! Bezpiecznej jazdy!
Wasz Sobiesław.

niedziela, 05 październik 2014 23:50

KIA sorento 2015

Napisane przez

Co prawda jesienne kolory dopiero zaczęły wykwitać w lasach, ale czuć już w powietrzu nadciągającą zmianę.

Dlatego czas, by z nieco większym zainteresowaniem popatrzeć na nasze cztery koła. Nasze auta też nie lubią zimy.

Pierwsze, o czym należy pomyśleć, to czy na pewno mamy w spryskiwaczu płyn odporny na mrozy. Latem wielu kierowców leje do spryskiwacza zwykłą wodę albo jakieś płyny z dodatkami na muchy drogowe; jeśli to zostanie na zimę – może porozsadzać instalację. No a właśnie zimą spryskiwacz jest rzeczą prawdziwie niezbędną.

Drugi "punkt kontrolny" to oczywiście opony. I tu pytanie, wymieniać, nie wymieniać na zimowe? Pisałem już na ten temat wielokrotnie. Są różne opinie, a ponieważ ostatnio kupiłem auto z dodatkowymi oponami zimowymi na felgach – no to żal nie założyć. A kiedy? Doświadczeni ludzie mówią, że gdy średnia temperatura dobowa w ciągu dnia spadnie do regularnych 7 stopni. Dodajmy, że w przypadku opon zimowych bezpieczna głębokość bieżnika to minimum 3,5 mm. Nie warto też zakładać opon starszych niż 6 lat – stara guma zaczyna tracić swe właściwości.

Dobrze to wszystko mieć w pamięci.

Kolejna sprawa, zabezpieczenie antykorozyjne – koszt ok. 130 – 150 dolarów. Opłaca się, jeśli zamierzamy nasze auto potrzymać dłużej. Najlepszą strategią zakupową jest uwzględnianie deprecjacji. – Czyli np. kupowanie auta 3-4-letniego i jeżdżenie przez 6 lat. Zabezpieczenie antykorozyjne zwróci się w cenie zadbanego samochodu. Znów mamy tutaj różne szkoły myślenia, bo różne są podejścia.

Tyle o zmianach pogodowych.

Gdy już jesteśmy przy zimie, no to wciąż aktualne ostrzeżenie, które każdy właściciel nawet najlepiej wyposażonego SUV-a powinien mieć w głowie – Panie, Panowie, tak, wasze auta przejadą bez problemów przez wielkie zaspy, napęd na cztery koła jest cudowny, ale... Nie zmienia to wszystko faktu, że prowadzicie bardzo masywne pojazdy, do tego podwyższone, które przy poślizgach bocznych lubią się przewracać i lądować w rowach. Tak więc, gdy spadnie pierwszy śnieg, wszystkim właścicielom SUV-ów powinno zapalić się pomarańczowe światełko.

A jeśli SUV? Popatrzmy na KIA sorento, średniowymiarowy SUV produkowany od 2002 roku przez koreański koncern. Rocznik 2015 to już trzecia generacja tego coraz bardziej poprawnego samochodu. Nowe sorento, w zależności od konfiguracji, może przewozić od 5 do 7 pasażerów i jest budowane na wspólnej platformie z kia sedona. Samochód składany jest w amerykańskich zakładach Hyundaia i Kia w West Point w Georgii.

Kia sorento przeszła długą drogę i obecnie jest to dojrzały SUV z dobrymi osiągami i dobrej jakości. Cena zaczyna się od 40 tys. dol. Mamy do dyspozycji 6-biegową, automatyczną przekładnię, silniki rzędowy, czterocylindrowy o mocy 191 KM lub sześciocylindrowy w układzie V, 3,3 litra z bezpośrednim wtryskiem i mocą 290 KM. Sorento można holować do ponad półtorej tony.

Spalanie przy czwórce 2,4-litrowej to 11,8/8,7 litra przy napędzie na przód i 12,2/9,4 przy napędzie na cztery koła; przy szóstce spalanie z napędem na przód to 12,7/9,0 litra oraz 13,4/10 litra przy włączonym napędzie na wszystkie koła.

Samochód posiada elektroniczną stabilizację Torque Vectoring Cornernig Control.

Sorento jest obszernym SUV-em, stylistyka Petera Schreyera sprawia, że auto jest w środku o wiele większe niż się wydaje i może nim wygodnie jechać siedem osób w trzech rzędach foteli.

Oczywiście tak jak w przypadku Hyundaia, możemy spodziewać się, że wiele rzeczy, które w innych modelach są za dodatkową opłatą, w sorento będą wliczone w koszt danej opcji. To sprawia, że w dzisiejszych czasach jest to samochód wart jazdy próbnej.

O czym zapewnia:
Sobiesław Kwaśnicki

sobota, 27 wrzesień 2014 22:41

Audi A3. Inżynier powie "ach"

Napisane przez

Na początek przepraszam za brak ubiegłotygodniowej relacji – w sumie nie był to żaden urlop, tylko zatrucie pokarmowe – strułem się jak dziki mops – najwyraźniej grupa bakcyli postanowiła mi zafundować darmową kurację odchudzającą.

Przy okazji zacząłem się zastanawiać nad pewną konkretną sprawą – bo akurat była taka potrzeba. Otóż, czy skserowany ownership jest ważny?

Jest to o tyle istotne, że na przykład, gdy biorę samochód żony, to czy muszę ją również przymuszać, by za każdym razem wygrzebywała ze swych przepastnych torebek oryginalny ownership, czy też mogę sobie zrobić kopię, wozić ze sobą i w razie czego pokazać policji?

Na pytanie to w wheels.ca odpowiada konstabl policji regionalnej York Andy Pattenden.

– Otóż HTA (czyli ustawa o ruchu drogowym Highway Traffic Act) zezwala kierowcy na posiadanie przy sobie jedynie "wiernej kopii" ownershipu – czyli ksera obu stron wraz z aktualnym stickerem. Z drugiej strony, papierek ubezpieczeniowy tzw. pink slip musi być jednak oryginalny.

Konstabl Doug Lewis z OPP wręcz zaleca noszenie przy sobie kopii, bo w razie kradzieży dokumentu i samochodu trudniej jest coś z takim autem zrobić, gdy nie posiada się oryginalnych papierów.

A więc wystarczy wzajemnie zaopatrzyć się z drugą osobą w domu w ksero papierów, by od czasu do czasu móc bezproblemowo wymienić się na samochody.

Jest to ważna rada.

•••

Wróćmy do samochodów, tym razem do auta, którego tu w ogóle jeszcze w tej rubryce nie było – do audi. Podobnie jak BMW, "audiki" cieszą się sympatią rodaków. Trudno, by było inaczej, skoro jest to dobrze, po niemiecku dopracowany kawałek maszyny.

W 2015 roku będziemy mogli sobie kupić w Ameryce A3 – model projektowany specjalnie z myślą o mieszkańcach naszego kontynentu.

A3 2015 jest o ok. 7cm krótszy od swego głównego konkurenta,czyli mercedesów klasy CLA, a jego wymiary są prawie identyczne co sedana A4 sprzedawanego w latach 1995–2001. Składane według elastycznej architektury MQB, auto dzieli również podzespoły z golfem GTI MkVII czy audi TT 2016.

Projektowane wedle tradycyjnych minimalistycznych standardów, na oko A3 niewiele odbiega od linii, do których Audi zdążyło nas przyzwyczaić. Złożenie środka kabiny jest superprecyzyjne, materiały – jakościowo najlepsze, co daje wrażenie niezłego luksusu.

Jednym z miłych akcentów jest "panoramiczny" szyberdach. Wspaniały system nagłaśniający każe przypuszczać, że tym razem targetem tego modelu audi jest Gen Y.

Jak to już jest w audi w zwyczaju, możemy wybrać między modelami z napędem na przednie koła a quattro. Do dyspozycji mamy też dwie wersje silnika – 1,8-litrowy ze 170 KM i 2,0-litrowy – 220 KM.

Dla osób potrafiących ładnie dysponować mocą w ręcznej skrzyni biegów, 170 KM absolutnie wystarcza i daje niezłą satysfakcję. Oczywiście jest ona jednak zmącona świadomością, że jest jednak coś lepszego i można mieć coś więcej.

Recenzenci, którzy mieli quattro z 2.00 w rękach, zachęcają, by nie skąpić 3 tys. dolarów różnicy między modelami – i jednak kupować wy-ższą wersję, a to m.in dlatego, że –paradoksalnie jest ona oszczędniejsza, gdy idzie o spalanie.

Do wyboru mamy trzy skrzynie biegów, od w pełni ręcznej, po 6-biegowy automatik z możliwością sportowej jazdy i bezsprzęgłowego własnoręcznego zmieniania biegów.

Czy przekonam do A3 zagorzałych zwolenników BMW? Z pewnością nie, czy do audi przesiądą się ludzie, którzy jeżdżą mercedesami? Pewnie nie, marki te mają duży magnes lojalności i wytwarzają rzesze wiernych.

Ale, jeśli ktoś chce skosztować niemieckich towarów motoryzacyjnych, to z pewnością można radzić, by zaczął od audi. Bo nie pożałuje.

O czym zapewnia Wasz Sobiesław.

piątek, 12 wrzesień 2014 12:38

Miata, czyli czar we dwoje

Napisane przez

Tak się złożyło, że w miniony weekend miałem okazję przejechać się spacerową arterią Mississaugi, czyli Mississauga Rd., na odcinku od Burnhamthorpe do Lakeshore. Piękna pogoda, nie za ciepło, nie za chłodno, sprawiła, że po drodze minąłem chyba z 10 kabrioletów. Lato chyli się ku końcowi, więc póki jeszcze można, pora zająć się jedną z najciekawszych maszyn tego rodzaju – obchodzącym 25-lecie roadsterem Mazdy miata. No właśnie roadsterem, a nie kabrioletem, bo jak chce słownik, roadster to specjalna odmiana tego pierwszego: dwumiejscowe auto o sportowym charakterze, bez stałego dachu. Współczesnego roadstera poznać można po tym, że jego dach (miękki lub sztywny) przypinany jest do karoserii, a więc nie jest integralną częścią nadwozia.

Inna definicja mówi, że samochód typu roadster ma trzy charakterystyczne cechy: składany dach, dwa miejsca, napęd wyłącznie na tylną oś.

Roadsterów starej daty mamy multum, jak chociażby opisywany kiedyś na tych łamach kultowy MGB. Nie są to auta praktyczne, bo poza parą przednich siedzeń nie ma ją z tyłu nawet "ławeczki dla teściowej". Po prostu, roadsterem mogł Państwo jechać tylko on i ona – żadnych dodatkowych komplikacji w trójkątach ten rodzaj samochodów nie przewiduje.

Tak się składa, że niedawno Mazda Motor Corp., po raz pierwszy od 9 lat, pokazała nowy, przeprojektowany model mazdy MX-5. Zrobiono to równocześnie w USA, Hiszpanii i Japonii. Czwartej generacji roadster miata jest chyba najbardziej kompaktowy ze wszystkich dotychczasowych i o całe 100 kg lżejszy od poprzedniego modelu. Mimo praktycznych ograniczeń mazda miata zaskarbiła sobie dozgonną miłość wielu narkomanów prowadzenia – auto jest lekkie, doskonale wyważone i bezwzględnie posłuszne kierowcy.

Nowy model wyposażony został w technologię Mazdy SkyActive, dzięki czemu mimo ograniczenia spalania paliwa rośnie moc jednostki napędzającej.

Nowa miata jest autem, którego jakość gwarantuje metalowa tabliczka z napisem Made in Japan – samochód produkowany jest w zakładach Mazdy w Hiroszimie. Według prognoz, roadster ma powstawać w liczbie 77 tys. egzemplarzy rocznie. Co ciekawe, liczba miat wyprodukowanych do tej pory powoli zbliża się do miliona.

Zdaniem wszystkich kierowców, którym dane było zaliczyć jazdę próbną mazdą, miata rocznik 2015 jest dzisiaj jednym z samochodów dających największą przyjemność prowadzenia, a to dzięki sportowemu stylowi zgrania elementów zawieszenia i napędu oraz superdokładnej ręcznej skrzyni biegów. Mimo że roadstera napędza zaledwie 4-cylindrowy silnik, przyspieszenia są na równi lub lepsze, jak u porównywalnej konkurencji. Auto ma "tylko" 167 KM. 6-biegowa ręczna skrzynia biegów to standard. Przekładnia automatyczna jest dostępna, choć oczywiście, przez nikogo o zdrowych zmysłach niezalecana. Mimo ograniczonego miejsca w kabinie miatą wygodnie podróżują nawet wysokie osoby, zaś bagażnik starcza na kilka toreb z zakupami ze sklepu spożywczego.

Trudno rekomendować jakiegokolwiek roadstera jako samochód rodzinny, ale jeśli tylko kogoś stać na drugie auto, powinien nad mazdą miata poważnie pomyśleć -– zresztą, nie ma co myśleć, trzeba się przejechać – potem będziemy już tylko kombinować, skąd na miatę wziąć pieniądze. I tu znów czeka nas niespodzianka, bo miata jest jednym z najbardziej przystępnych cenowo samochodów sportowych. Jak Japończycy byli w stanie zrobić coś, co Niemcy mają w cenie porsche'a? Samurajska tajemnica!

Rozkoszą dla uszu jest też układ wydechowy miaty, który gra głośno unisono, co potęguje wrażenia jazdy. "Bardzo niska pozycja za kierownicą, świetnie wyprofilowane fotele, skórzana, twarda jak kamień i lepiąca się do rąk sportowa, wielofunkcyjna kierownica sprawiają, że z auta nie chce się wysiadać" – tak samochód ten scharakteryzował jeden z polskich recenzentów, ja dodam tylko przy okazji, że poczynając od BMW, coraz częściej jesteśmy świadkami puszczania brzmienia silnika zdejmowanego przez mikrofony pod maską do wielogłośnikowego systemu audio pojazdu. W ten sposób, gdy mamy nastrój poszaleć podkręcamy głośniki, a gdy chcemy się tylko poturlać, możliwe jest całkowite wyciszenie. Jak można się domyślić, tego rodzaju fanaberii nie ma w maździe miata, która jest zbudowana z myślą o prawdziwych kierowcach

o czym zapewnia Państwa Wasz Sobiesław.

piątek, 05 wrzesień 2014 14:50

GMC Terrain - czyli tak wygląda Amerykanin

Napisane przez

Z internetem w kabinie

Kiedyś, kiedy na naszym torontońskim podwórku pojawiła się pierwsza codzienna internetowa rozgłośnia radiowa, wyraziłem skromnie opinię, że jest to inwestycja dalekiego rzutu – dopóki radio internetowe nie trafi pod strzechy naszych samochodów, dopóty skazane jest na syzyfowe prace.

Rozgłośnia wkrótce zawiesiła działalność, a tymczasem langsam aber sicher nadchodzi moto-internetowa rewolucja – coraz więcej samochodów wyposażanych jest w łatwy dostęp do szybkich sieci LTE i 4G, co przynajmniej w obrębie naszych metropolii (bo przecież na północy trzeba słuchać szumu drzew, a nie wygłupiać się z fejsbukiem), pozwala na swobodne korzystanie z netu, czyli podpięcie do sieci różnych swojskich urządzeń – tabletu, netbooka czy co tam nam się zamani.

Coraz więcej modeli ma fabrycznie zainstalowaną możliwość wytwarzania hot-spotu wi-fi – czyli nasz gadżet możemy połączyć szybką siecią wi-fi z samochodowym odbiornikiem LTE czy 4G, pozwala to na oglądanie filmów YouTube, no i oczywiście słuchanie radia via Internet. Zatem jadąc do pracy możemy sobie słuchać w aucie np. Radia Maryja czy jakiejkolwiek innej polskiej rozgłośni – no bo wszystkie nadają w sieci Internet. To jest nowa jakość – co tu dużo mówić.

I takie właśnie mecyje mamy do dyspozycji w wersji standardowej modelu rocznik 2015, GMC terrain – kompaktowego SUV-a, który od kilku lat jeździ po kanadyjskich drogach. Co prawda GM cierpi na wyjątkowo wysoką liczbę zbiorczych napraw gwarancyjnych, ale szczęśliwie nie są to jakieś straszne historie. W ubiegłym tygodniu odprowadziłem swego HHR-a do dilera na wymianę stacyjki i muszę powiedzieć, że doświadczenie było miłe – samochód zrobiono w kilka godzin, odwieziono mnie i przywieziono – naprawdę było bezboleśnie.

Jak zwykle, w modelach GMC możemy przebierać w licznych wersjach SLT-1, SLE-2, SLT-1, SLT-2 i denali. Ta ostatnia ma wszystkie wodotryski i reklamowana jest jako luksusowa. Już na poziomie SLE-2, czyli o jeden szczebel ponad podstawowym, mamy obciągniętą skórą kierownicę i elektrycznie ustawiany w 8 położeniach fotel kierowcy, także automatyczną kontrolę temperatury i szyny bagażnikowe na dachu. Od SLT-1 firma oferuje skórzane siedzenia, elektrycznie otwieraną tylną klapę, szyberdach i 18-calowe koła oraz zdalne uruchamianie silnika.

Oczywiście, modele z wyższej półki mają instalowane wszystkie współczesne gadżety bezpieczeństwa – jak ostrzeżenie przed zderzeniem czołowym czy wyjeżdżaniem z pasa ruchu. Jeśli jesteśmy wielkimi snobami – w końcu co to szkodzi – możemy sobie zaordynować do naszego terraina drewnianą kierownicę. Oczywiście za luksus trzeba płacić, przez co cena rośnie o kilka ładnych tysięcy w stosunku do wyjściowych dwudziestu ośmiu.

Co pod maską?

Dwa silniki do wyboru. Standardowy ma 182 KM i oszczędne cztery cylindry o łącznej pojemności 2,4 litra. Osoby z cięższą stopą powinny zastanowić się nad opcją w postaci 301-konnego sześciocylindrowego motoru o pojemności 3,6 litra. Oczywiście różnica w spalaniu jest zasadnicza. Obydwa silniki obejmuje darmowy program serwisowania przez dwa lata lub 40 tys. km.

W wersji podstawowej mamy 6-biegową automatyczną przekładnię, napędzającą przednie koła. Możemy jednak zamówić napęd na cztery koła, przy tak dużym aucie jest to rzecz, którą trudno uznać za zbyteczną – zwłaszcza zimą. Oczywiście – znów – napęd na cztery koła oznacza pogorszenie spalania.

Wspomniany serwis 4G LTE WiFi jest darmowy przez pierwsze trzy miesiące lub 3 gigabajty transferu danych. Tu, rada partyzancka, w każdym samochodzie możemy sobie uruchomić hot-spot wi-fi z dowolnego smartfonu – trzeba się jednak liczyć z ograniczeniami danego konta telefonii komórkowej, bo korzystanie z radia czy telewizji via telefoniczny hot-spot to transfer dość dużych pakietów danych. Na wszystko jest jednak rada...

W ramach systemu GMC IntelliLink montowanego w terrainach dostaniemy możliwość skorzystania z internetowego radia czy poradnika głosowego Siri Eyes Free.

Tak więc, do wyboru do koloru – terrain jest całkiem ciekawą alternatywą do popularnych SUV-ów z importu i warto wybrać się do salonu GM, by przynajmniej popatrzeć i pooglądać, a ewentualnie przejechać się na próbę, o czym zapewnia

Wasz Sobiesław.

piątek, 29 sierpień 2014 14:23

Chrysler 200 de novo

Napisane przez

Pisałem jakiś czas temu o złoczyńcach pochodzenia tamilskiego, którzy w sposób mafijny wyłudzali pieniądze z ubezpieczenia na sztuczne kraksy. Dwóch facetów w aucie na końcu korka na autostradzie, gdy tylko stanął za nimi jakiś jeleń, dawało ostro po garach na wstecznym i z całej siły uderzało tyłem w przód auta, które dojechało. Goście (kierowca plus świadek) święcie twierdzili następnie, że – co normalnie jest najbardziej prawdopodobne – samochód za nimi nie wyhamował i w nich wjechał. 

Dawało to podstawę do roszczeń ubezpieczeniowych, na różne whiplashe i tym podobne naciągactwa. Wszystko do czasu, aż cały proceder udokumentowała kamera jednej z niedoszłych ofiar, a filmik został umieszczony na YouTube...

piątek, 22 sierpień 2014 15:34

Spark - iskrzy w mieście

Napisane przez

Koleżanka z pracy niedawno wróciła z urlopu – objechała całe Stany Zjednoczone i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że z dwoma kotami...

No właśnie, jak to jest z tym naszym czworonogiem – zabierać go na wakacje do USA, czy szukać opieki, ewentualnie oddawać do hotelu dla zwierząt?

Podróż z wiernym zwierzęciem może być bardzo przyjemnym przeżyciem, pod warunkiem, że odpowiednio się do niej przygotujemy. No i oczywiście, jeśli wiemy, że nasz pies czy kot lubi podróżować i od tego nie choruje – psy dostają tak samo choroby lokomocyjnej jak ludzie i podobnie jak ludzie mogą na to brać tabletki.

Druga sprawa, to przygotowanie miejsc do noclegów – nie wszędzie pozwolą nam ulokować się z kotem czy psem; no i trzecia sprawa – przygotowanie się do przekroczenia granicy. Podczas wyjazdu do USA powinniśmy zaopatrzyć psa w świadectwo szczepienia przeciwko wściekliźnie, i to takie, które pokazuje, że nasz piesek został zaszczepiony na 30 dni przed przekraczaniem granicy. Dobrze mieć zwierzę zaczipowane. Powinniśmy też sprawdzić, czy czasem rasa naszego pieska nie znajduje się na czarnej liście ras objętych ograniczeniami – takich "terrorystów" do USA nie wpuszczają, i nie chodzi tylko o przekraczanie granicy, bowiem takie obostrzenia mogą obowiązywać w poszczególnych stanach!

Podczas powrotu podobnych dokumentów mogą zażądać kanadyjscy celnicy – między innymi po to by stwierdzić, że pies jest lokalny, kanadyjski, i nie został kupiony lub w inny sposób pozyskany w USA.

Tak więc przy odrobinie dodatkowego wysiłku możemy całkiem spokojnie przemierzać USA w towarzystwie nie tylko ulubionych ludzi, ale również zwierząt.

•••

Rozważając kupno samochodu, warto zastanowić się nad kilkoma opcjami, w tym czy kupić, czy wynająć. Wszystko zależy od tego, jak często wyjeżdżamy poza miasto, czy chodzi nam o drugi samochód w rodzinie, czy pierwszy, i jakie są nasze konkretne potrzeby transportowe.

Może się bowiem okazać, że tanie przy zakupie i w eksploatacji auto pozwoli nam na większą elastyczność przy zaspokajaniu poszczególnych potrzeb wyjazdowych i używane na co dzień da nam możliwość przy wyjeździe na wakacje w dzicz, wziąć sobie z wypożyczalni SUV-a, a przy wyjeździe do rodziny mieszkającej daleko stąd, jakiegoś wygodnego minivana. Wszystko to łącznie licząc, może okazać się tańsze niż posiadanie jednego lub dwóch dużych aut. Tak więc, decyzje te powinniśmy podejmować z ołówkiem w ręku, nie bojąc się kwestionować obiegowych opinii.

Jeśli zaś mielibyśmy decydować się na coś małego, to warto zastanowić się nad chevroletem spark, rocznik 2015. Jest to niedrogie auto miejskie, z 84-konnym czterocylindrowym silnikiem i pięciobiegówką ręczną lub też stożkową, automatyczną przekładnią. Spark na trasie powinien nam palić ok. 6 litrów, a po mieście 8. Może nie są to jakieś strasznie rekordowe wskaźniki, ale spark budowany jest z myślą o ludziach młodych i ma wiele udogodnień telekomunikacyjnych i "rozrywkowych", w tym MyLink, system infotainment chevroleta, siedmiocalowy dotykowy ekran, Bluetooth, kompatybilność z radiem internetowym Pandora czy czytaczem ludzkiego głosu Siri i "appsem" nawigacyjnym.

Spark nie jest też taki mikry jak inne miejskie auta i może wygodnie przewozić cztery dorosłe osoby. Ponadto mamy do dyspozycji 11,4 stopy kubicznej przestrzeni bagażowej. Z pewnością dobrą stroną tego niewielkiego samochodu jest 10-poduszkowy system bezpieczeństwa wypadkowego. I to wszystko zaczyna się w negocjacjach grubo poniżej 15 tys. dol. (11 945 dol.).

Jeśli dodam, że auto już w wersji podstawowej ma traction control i elektrycznie wspomagany układ kierowniczy, okaże się, że za bardzo niewielkie pieniądze możemy mieć całkiem zborną miejską nówkę z całym dobrodziejstwem gwarancji.

Tak więc myśląc o naszych potrzebach transportowych, warto czasem pokombinować, czy w danej sytuacji np. elektryczny rower lub moped, plus taki spark, plus wypożyczanie samochodów na weekendy, razem do kupy nie będzie tańszym i bardziej przyjemnym rozwiązaniem niż jeżdżenie cały czas jakimś wielkogabarytowym yukonem czy innym pilotem. A przy tym naprawdę można mieć wiele radości w prowadzeniu wspomnianych pojazdów.

O czym Państwa zapewnia Wasz Sobiesław.

piątek, 15 sierpień 2014 14:27

Hej, weźmy się razem do roboty

Napisane przez

Dzisiaj zacznijmy od dwóch miłych rzeczy, bo oto na ontaryjskich numerach VARSHAVA zaczęła jeździć poczciwa warszawa sprowadzona przez Emila Sierocińskiego. W EuropeanCar ClubCanada słychać tymczasem, że w drodze są kolejne kontenery. Mówi się o żuku, warszawie garbatej i innych wozach rodem z peerelowskich zakładów.

No co tu dużo mówić – jest ten sentyment.

Druga wiadomość, to że sprawy p. Arkadiusza Kamińskiego posuwają się do przodu – właśnie powstała w Polsce europejska firma, która zajmować się będzie produkcją nowej syrenki. Co prawda sceptycy ostrzegają pana Arka, że i tak go w Polsce okradną, jednak czymże jest pasja w zetknięciu z takim ryzykiem?


WARSZAWA, 8 sierpnia 2014 – Na początku ubiegłego stulecia Polska nie była obecna na mapach Europy i świata, ale zawsze istniała w sercach ludzi, którzy pomimo upływu czasu i podziałów, nigdy nie zapomnieli o swoich korzeniach – głosi komunikat prasowy AK Motor Polska - zatytułowany "Syrena wraca do Kraju!".

– Polacy w okupowanym kraju i na obczyźnie, zamieszkujący wszystkie kontynenty, rozumieli, że Polska będzie istnieć tak długo, jak długo będzie żyła w ich sercach, nawet gdy nie będzie jej na mapach. Tak długo, jak nosili ją w sercu i wierzyli w wolną Polskę, byli prawdziwymi Polakami. W tym to czasie w 1914 r. ponad dwadzieścia tysięcy młodych Kanadyjczyków i Amerykanów polskiego pochodzenia przybyło nad brzegi Niagary, by zapisać się do "Polskiej Błękitnej Armii" generała Józefa Hallera. Wśród tych ludzi znaleźli się twórcy nowej Polski znanej jako Druga Rzeczpospolita.

Dzisiaj w każdą drugą niedzielę czerwca Amerykanie i Kanadyjczycy polskiego pochodzenia świętują to wydarzenie, tu w miasteczku Niagara-on-the-Lake (Niagara nad Jeziorem), gdzie przed laty młodzi Polacy z Kanady i Stanów Zjednoczonych stawili się, by walczyć i często ginąć za Wolną Polskę.

Tamci Polacy nie wiedzieli, jak wygląda Polska, mieli jej obraz tylko w sercach, ale służyli w błękitnych barwach jej i wszystkim Polakom zamieszkałym nad Wisłą i porozrzucanym po całym świecie.

Dzisiaj Polska wspólnota międzynarodowa liczy ponad dwadzieścia milionów osób, które pielęgnują swoje polskie korzenie i polską tradycję.

Ci Polacy mieszkający za granicą są wielką szansą dla Polski, która umożliwi nawiązanie wielu trwałych związków Polski z krajami, w których żyją.

Obecność Polaków na świecie otworzy dla polskiego biznesu cały świat. Rodacy za granicą mogą wnieść swój duży wkład w gospodarczy rozwój Polski.

Obecnie w czasach Trzeciej Rzeczpospolitej Polska wchodzi w nową erę pokoju i "prosperity". Nie ma już i oby nigdy nie było konieczności, tak jak przed laty, by młodzi Polacy oddawali swoje życie za Ojczyznę.

Jest jednak nowa możliwość zaangażowania rodaków mieszkających za granicą w budowanie sukcesu Polski. To połączenie wysiłków 38 milionów Polaków w Kraju i 20 milionów za granicą we wspólnym wysiłku dla rozwoju Kraju.

W tym właśnie duchu kanadyjska spółka AK Motor International Corporation, należąca do Polaka mieszkającego od lat w Kanadzie, przejęła prawa do polskiej marki samochodów Syrena. Odrodzenie polskiej marki samochodów stwarza możliwości wspólnej pracy Polaków w Kraju i za granicą, tak by królowa polskich szos sprzed lat wróciła na nie dzisiaj.

W Polsce funkcjonuje obecnie wiele innowacyjnych firm produkujących podzespoły dla sektora motoryzacyjnego. Obecnie poszukujemy kontaktu do producentów silników i skrzyń biegów, a także silników elektrycznych. Producentów i projektantów tych podzespołów zapraszamy do kontaktu z AK Motor. To jest strategią naszego projektu, by marka Syrena pozostała polską marką tworzoną przez Polaków i wzbogaconą o międzynarodowe doświadczenia Polaków mieszkających za granicą. 

Realizując to ambitne zamierzenie, dziewiątego lipca 2014 r. zarejestrowana została polska spółka motoryzacyjna – AK Motor Polska Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. To polska spółka będzie głównym podmiotem, tworząc wraz z AK Motor International Corporation grupę kapitałową, posiadającą prawa do rozwoju, produkcji i sprzedaży samochodów pod marką Syrena. Struktura grupy pozwala na tworzenie międzynarodowej platformy współpracy na rzecz wprowadzenia do produkcji nowej Syreny. Jednocześnie stanowi ona gwarancję, że znak Syrena pozostanie w Kraju, do którego zawsze należał i należy – do Polski.

Aby uczcić 25 lat Wolnej Polski, przedstawiamy poniżej nasze projekty nowej AK Syreny w polskich barwach narodowych.

O firmie: AK Motor International Corporation to firma motoryzacyjna, założona 14 lutego 2012 r., oparta na modelu zarządzania własnością intelektualną. Specjalizuje się w zarządzaniu kapitałem marki, technologicznych i biznesowych innowacjach, jak również na monetyzacji własności intelektualnej oraz administrowaniu licencjami. W lutym 2013 r. firma AK Motor nabyła wyłączne prawa do produkcji, rozwoju i sprzedaży samochodów marki Syrena. W dniu 9 lipca 2014 r. została założona firma AK Motor Polska Sp. z o.o., aby kierować rozwój marki samochodowej Syrena.

O marce Syrena: Syrena jest najważniejszą polską marką samochodową, nazwaną na cześć polskiej legendy, symbolizującej stolicę, mitycznej warszawskiej "Syrenki", której pochodzenie sięga XIV wieku. Pierwsze auto syrena zostało zaprezentowane w Polsce, podczas Międzynarodowych Targów Poznańskich w 1955 r. Produkcję samochodów rozpoczęto w 1957 r. w Fabryce Samochodów Osobowych (FSO) na warszawskim Żeraniu, gdzie wytwarzano samochody do roku 1972. W latach 1972–1983 syrena była produkowana w Fabryce Samochodów Małolitrażowych (FSM) w Bielsku-Białej w Polsce. Łącznie od roku 1955 w FSO i FSM wyprodukowano wówczas rekordową liczbę syren – 521 311 sztuk.

Źródło: AK Motor International Corporation

Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Strony internetowe: www.newsyrena.com , www.nowasyrena.pl, www.facebook.com/AK.Syrena


Cóż ja jeszcze mogę dodać, jak widać, p. Arkadiusz jest nie tylko fanem motoryzacji, ale również gorącym polskim patriotą, który rozumie znaczenie gospodarczego podźwignięcia kraju. We współczesnym świecie nic nie ma tak wielkiego znaczenia dla suwerennego rozwoju jak brands – czyli marki.

Taką polską marką jest właśnie Syrena, gdyby zamiar wybudowania nowoczesnego niewielkiego i w miarę taniego polskiego auta dla masowego odbiorcy się powiódł, trzeba by było p. Arkadiusza ozłocić.

Na razie pozostaje nam wypatrywać starszych sióstr projektu, z których dwie, w tym jedna z drzwiami otwieranymi do przodu, od dawna jeżdżą na ontaryjskich numerach.