Goniec

Register Login

Moto-Goniec

Moto-Goniec

piątek, 30 styczeń 2015 23:18

Jeśli masz BMW.... Wyspy dobrej roboty

Napisane przez

Znaleźć dobrego mechanika to znaleźć prawdziwy skarb. Porównywalny być może jedynie ze znalezieniem dobrego lekarza. Jeśli jeździmy czymś, na co gwarancje dawno już zgubiło, zły mechanik potrafi nieźle zajrzeć nam do kieszeni. 

Długo zastanawiałem się, czy pisać o moich przygodach z mechanikami i czy reklamować ostatnie odkrycie.

Od jakiegoś czasu jestem bowiem klientem RMP Motors.

Jak do nich dotarłem? -– Po pierwsze gdy kupowałem moje 323, sprzedawca dał mi cały plik rachunków z seriwsowania auta – przez minione 6 lat wystawiane były przez jeden i ten sam zakład – właśnie RMP. Podjechałem, żeby sprawdzić to i owo... Potem przez Internet, szukając zakładów wyspecjalizowanych w serwisie BMW, niezdzierających z ludzi i znających się na rzeczy, znów trafiłem właśnie na RMP Motors.

RMP Motors naprawia i obsługuje głównie BMW, ale też inne "importy". Zakład ma w GTA kultowy status wśród posiadaczy beemek.

Po pierwsze, ekipa Rocco Marciellego to ludzie od BMW; ludzie kochający te auta. Sam Rocco Marcielli ściga się też na torach w BMW
Po drugie, jestem zachwycony ich serwisem. Jakością pracy i słownością.

A. Umawiają się z tobą jak do dentysty, proponując konkretną godzinę.

B. W ciągu godziny naprawiają samochód. Koniec, kropka. Mają na miejscu części, pracują tak jak ekipa mechaników w pit-stopie – bo też mają właśnie takie doświadczenie serwisowe – z wyścigowych pit-stopów. W ciągu godziny klient dostaje z powrotem kluczyki i jedzie do domu.

Żadnego "przyjdź Pan jutro" – żadnego "nie mam tej części, musimy czekać". Żadnego zostawiania samochodu na cały dzień!

Wymiana pompy wodnej, łożysk, amortyzatorów, wszystko w godzinę, jak w zegarku, bez marnowania niczyjego czasu.

C. Pierwszy raz zobaczyłem zakład samochodowy, który ma na podłodze płytki ceramiczne – to raz – a dwa, że są one tak czyste jak moje w kuchni.

Ani plamy oleju, wszystko wysprzątane, umyte. Cała podłoga pod podnośnikami jest taka, że można w skarpetkach chodzić.

D. Ci ludzie mają doświadczenie, oni "robią" po prostu setki BMW w miesiącu. Robią sprawnie i po rozsądnych cenach.

Mankamentem jest to, że daleko od Mississaugi, bo w okolicy Hwy 27 i Steeles. Początkowo się bałem, no bo jak stamtąd wyjechać autobusem, jak im zostawić samochód. Okazało się jednak, że model biznesowy, jaki stosują, pozwala spokojnie czekać na naprawę, podziwiając "akcję".

Rocco Marcielli specjalizuje się też w tuningu BMW i ma wśród klientów wielu samochodowych "wariatów", którym fabryczne BMW nie wystarcza i skorzy są nieco auto podrasować.

Powiem szczerze, że to nie jest tekst reklamowy; nie mam z nimi żadnego układu ani nie mrugnęliśmy do siebie okiem. Po prostu ujął mnie fakt, że w tym kraju, gdzie tyle rzeczy schodzi ostatnio na psy, gdzie – jak powiedziałem na wstępie – dobry mechanik to wymierający gatunek, są jeszcze wyspy "dobrej roboty".

RMP Motors Rocco Marcielli to jedna z nich.

O czym zapewnia Wasz Sobiesław.

sobota, 24 styczeń 2015 13:27

Zimowe auto

Napisane przez

"Jest zima, a więc musi być zimno" – głosi kultowe powiedzonko z "Misia". A jeśli jest zimno i śnieg, a my na dodatek mamy gdzieś wyjechać, czy to na narty, czy do znajomych, no to dobrze mieć samochód zimowy.

Trudno zaprzeczyć, że jednym z najlepszych takich aut na zimę jest subaru outback.

SUV, to czy nie SUV, może kombi. Jak zwał, tak zwał – silny bokser pod maską, wygodna kabina, napęd na cztery koła i przyczepność konkurująca jedynie z pazurami. Tak w skrócie można określić outbacka rocznik 2015.

Co jeszcze po stronie plusów? Uznana jakość i bardzo dobra widoczność z fotela kierowcy.

Zespół przenoszenia napędu i silnik nie zaskakują wielbicieli marki, a do wyboru mamy dwa "boksujące się" motory: cztero- i sześciocylindrowe. Boksujące, czyli płaskie i krótkie dzięki czemu obniża się środek ciężkości pojazdu i poprawia przyczepność. Mniejszy silnik ma pojemność 2,5 litra, większy 3,6. Model podstawowy 2.5i sprzedawany jest z ręczną przekładnią sześciobiegową – reszta z przekładnią stożkową bezbiegową (CVT).
Ta skrzynia zastąpiła w bieżącym roku modelowym pięciobiegową przekładnię automatyczną.

Subaru outback po prostu tylko czeka, by na nim położyć kajak, narty czy deskę żaglową. Jeśli ktoś planuje częstą jazdę w górach, to oczywiście powinien wybrać mocniejszą, bo 256-konną szóstkę.

Warto dodać, że wszystkie outbacki wyposażone są obecnie w Incline Start Assist oraz Hill Holder System, przez co auto nie ucieka nam do tyłu na wzniesieniach i podjazdach, kiedy musimy się zatrzymać.

W 2015 roku modelowym, producent zadbał o poprawienie spalania, a to m.in. przez zwiększenie aerodynamiki.

Subaru zawsze chciał uchodzić za samochód kontrkulturowy i lekko zbuntowany, tym samym wykończenie kabiny pasażerskiej pozostawiało nieco do życzenia. Tym razem też jest podobnie, choć kabina jest bardzo funkcjonalna.

Nie lubię pisać o luksusowych dodatkach, bo mniej więcej wszędzie są takie same – wszędzie można sobie je zamówić jako opcję.

O to proszę się już samemu zapytać w naszym ulubionym dealershipie Marinos Autogroup.

Wiele przemawia za tym, że subaru outback to idealne rozwiązanie dla młodej rodziny z dziećmi, lubiącej często wypuścić się za miasto.

Ile to wszystko kosztuje? Od 28 tys. do 38 tys. dol. Pali toto 12 litrów po mieście i 8,6 litra na trasie – więc znośnie.

Co mile zaskakuje, jednym ze standardowych elementów wyposażenia jest sterowany głosem system nawigacyjny z 7-calowym ekranem czy kamera patrząca do tyłu.

Jedno jest pewne – auto można z czystym sumieniem polecić każdemu wymagającemu klientowi, teściowej nie wykluczając,

o czym zapewnia
Wasz Sobiesław

sobota, 17 styczeń 2015 21:50

Da-da-detroit 2015. Masa, Benzyna, Maszyna

Napisane przez

Jak można się było spodziewać, salon samochodowy Detroit 2015 został zdominowany przez Masę, Benzynę i Maszynę, że sparafrazuję stary manifest. 

To, co widzieliśmy, to produkt narastającego optymizmu gospodarczego w USA i malejących cen ropy naftowej.

Co prawda na świecie wieją zimne wiatry, ale w amerykańskim przemyśle motoryzacyjnym widać wolę mocy i jeziora taniego paliwa. Najmodniejszym obecnie modelem jest krzyżówka między SUV-em a coupe, odpowiednio wypasiona i pogrubiona gabarytowo, wyposażona we wszystkie możliwe gadżety elektroniczne, które siłą rzeczy coraz bardziej pozbawiają kierowcę przyjemności decydowania o maszynie, i coraz bardziej nim kierują.

Jak powiedział mój znajomy, współczesny samochód coraz bardziej przypomina kolarzówkę z przyczepionymi kółkami do nauki jazdy.

Turbodoładowane silniki coraz częściej zaczynają wyciskać grubo ponad 200 KM mocy, a sensory pozwalają nam nie tylko na automatyczne parkowanie, hamowanie czy nieopuszczanie pasa jazdy, ale również na sterowanie sprzętem grającym przy pomocy gestykulacji. Coraz częściej nie musimy niczego dotykać, bo sensory w mig "czytają" nasze gesty. Dobrze, że jeszcze nie czytają w myślach. Choć do końca nie wiadomo.

Podczas tegorocznego Detroit Auro Show pokazano kilka ciekawych debiutów, m.in. luksusowy SUV Volkswagena wyposażony w sześciocylindrowy silnik spalinowy plus dwa elektryczne, napędzające wszystkie koła.

Inny przykład, to sportowe coupe Mercedesa GLE 450 sport coupe i krzyżówka między coupe i SUV-em, GLE 63, tej samej firmy. Ten ostatni model ma konkurować z BMW X6.

W tych autach standardem staje się obecnie napęd na cztery koła z elektronicznym, automatycznym wysterowaniem zawieszenia. Nie muszę dodawać, że są to auta raczej szybkie; GLE 450 ma pod maską 577-konną ósemkę, która do 96 km/h rozpędza je w 4,2 sekundy.

Ceny zaczynają się nieco powyżej 60 tys. dol.

Niespodziankę wyglądającą jak pojazd Batmana zaprezentował Ford – model GT ma konkurować z samochodami pokroju ferrari, napędzany jest na tylne koła. Sześciocylindrowy silnik z podwójnym doładowaniem ma moc "przekraczającą 600 KM". Samochód zbudowany został wokół klatki kabiny pasażerskiej wykonanej z włókien węglowych z aluminiowymi elementami ramy przedniej i tylnej.

Cena? Prawdopodobnie powyżej 150 tys. dol.

Schodząc nieco na ziemię, zobaczymy w Detroit chevroleta volta – drugiej generacji z napędem hybrydowym, elektryczno-spalinowym. Na samej elektryce volt pojedzie do 80 km, czyli o niebo mniej niż taka wspominana niedawno na tych łamach tesla.

Notabene ostatnio cena akcji Tesli nieco spadła, a to po spadku sprzedaży w Chinach. Nie zmienia to jednak planów produkcji nowego modelu całkiem elektrycznego samochodu w zakresie cenowym nieco ponad 30 tys. dolarów.

W obecnym volcie zasięg elektryczny wynosi 61 km. Zmiany dotyczą również silnika spalinowego – jest lżejszy, mniej paliwożerny, mocniejszy i emituje mniej spalin.

W sprzedaży dostaniemy go w drugiej połowie 2015 roku, ale na razie nie ustalono ceny. Z pewnością nie są to jednak tanie zabawki mimo wszystkich dopłat za ekologię.

W 2015 samochodem roku zasłużenie został w Detroit volkswagen golf. Na trucka roku dziennikarze motoryzacyjni wybrali forda F-150. Wśród finalistów znalazły się: ford mustang, hyundai genesis oraz lincoln MKC i chevrolet colorado.

Aby zakwalifikować się do kategorii, samochód musi być znacząco przebudowany lub całkiem nowy.

Ford F-150 ma związki z Kanadą. Brave Controls z Windsor jest twórcą technologii pozwalającej na wyciskanie nowych supermocnych elementów aluminiowych trucka. Silnik również powstaje w Windsor.

Nowości przedstawił też GM – cabriolet buick cascada znany w Europie od 2013 roku, compact 2+2. Buick cascada bazuje na europejczyku sprzedawanym jako opel cascada, który z kolei powstaje na bazie architektury delta chevroleta cruze.

Cascada ma nam dawać "europejskie" czucie prowadzenia i zwartość nadwozia konkurującą z kabrioletami BMW serii 4.

Pod maską pulsuje 1,6-litrowy 200-konny silnik z turbem, ale niestety z kołami łączy go automatyczna sześciobiegowa skrzynka biegów.

Europejczycy mają do dyspozycji opla cascadę z sześciobiegową ręczną przekładnią. Jak się szacuje, cena oscylować będzie wokół 40 tys. dol.

Więcej nowinek w relacji z naszego własnego torontońskiego salonu, który już niebawem, w dniach 13 -22 lutego, będziemy mieli okazję podziwiać na miejscu.

O czym zapewnia
wasz Sobiesław.

sobota, 10 styczeń 2015 14:05

Gadżet do starego auta

Napisane przez

W ubiegłym tygodniu pisałem o upgrade'ach Tesli, okazuje się, że obecnie na upgrade'y samochodowe coraz większa jest moda. Mnie się to podoba, bo może zamiast wyrzucać całość auta na złomowisko, wystarczy powymieniać to czy tamto i mieć pojazd na kolejne lata? Tak w końcu robi się od dawna z samolotami – dostają nowe silniki, unowocześnia się przyrządy w kokpicie itd.

Francuska firma Parrot, producent znanych dronów, ale też innych urządzeń elektronicznych, oferuje od niedawna zestaw, którym możemy nasze stare, lekko podniszczone auto podrasować na całkiem nowoczesne. Niewielka skrzyneczka ma ekran dotykowy i kamerę, pozwala też bezprzewodowo podłączyć telefon komórkowy i sterować nagłośnieniem oraz wieloma urządzeniami wewnątrz samochodu.

Jest również podpięta pod pokładowy komputer, tak że możemy uzyskać dane o pracy silnika czy stylu własnej jazdy. Kamera nie tylko nagrywa obraz, ale może nas ostrzegać przed zmianą pasa, koniecznością gwałtownego hamowania czy przy parkowaniu itp. Słowem, dostajemy do ręki urządzenie, które wprowadza nas w świat elektroniki samochodowej dostępnej w najnowszych modelach.

Cały system jest kompatybilny z 90 proc. samochodów jeżdżących obecnie po drogach...



KIA forte koup - sport na kołach

Dziwne są nazwy samochodów, wiadomo, że pracują nad nimi całe sztaby ludzi, dlatego nie powinno nikogo zaskakiwać, że jakaś nazwa nie jest napisana poprawnie. Tak właśnie wymyśliła sobie KIA, która od kilku lat oferuje model forte koup.

Ten dwudrzwiowy samochód ma nawet zapewnić sportowe doznania, przy niewygórowanej cenie (od 21 tys. do 29 tys. dol.).

Kia forte koup 2015 SX to druga generacja modelu coupe, którą możemy kupić z 6-biegową przekładnią ręczną lub automatyczną (1200 dol. dopłaty) oraz silnikami o bezpośrednim wtrysku albo 2-litrowym DOHC 173 HP lub 1,6 litra z podwójnym doładowaniem o mocy 201 HP. Oferta obejmuje także różne gadżety i wyposażenie wnętrza.

Koła – 17- albo 18-calowe.

Co ciekawe, spalanie, zaplanowane w przedziale 7-10 litrów, jest mniejsze przy przekładni automatycznej – co nie zdarza się tak często.

Niewielki silnik jest bardzo zrywny, a to dzięki zastosowaniu podwójnego turba – moment zamachowy uzyskuje maksymalne wartości bardzo szybko, większość mamy już przy 1750 rpm.

Model z automatyczną przekładnią ma elektryczny układ kierowniczy z trzema różnymi nastawieniami: Comfort, Normal i Sport.

Mocy mamy pod dostatkiem, w przypadku turba nie ma odczuwalnego żadnego spowolnienia dystrybucji. Samochód nieźle trzyma się drogi, więc można śmiało twierdzić, że to jeden z udanych sportowych coupe, jakie możemy dostać na naszym rynku.

Nowy rok niesie zresztą wiele ciekawych rzeczy dla ludzi lubiących szybką jazdę – zaskoczyć nas pewnie może niebawem Ford. Wszystko to zobaczymy już za minutkę, no bo 12 lutego rusza salon samochodowy Detroit, jedna z najciekawszych imprez na kontynencie.

niedziela, 04 styczeń 2015 01:23

Niezłe dociśnięcie do fotela

Napisane przez

O tym, co w tym roku może być nowego, pisałem już w poprzednim numerze, dlatego dzisiaj żadnego wróżenia z fusów już nie będzie, za to same fakty i jak co roku skoncentrujemy się na tym, co naprawdę rewolucyjne, czyli na Tesli.

Mikołaj Tesla – to największy geniusz XX wieku, którego prace nadal owiane są mgiełką tajemnicy – podobno skonstruował samochód, który nie potrzebował żadnego zasilania, a napędzany był dzięki poruszaniu się Ziemi w polu elektromagnetycznym.

Tak czy owak, powinno nam to uświadomić, że Bogiem a prawdą energia jest nam dana od Pana Boga darmo, jak cała reszta świata, woda czy powietrze, i jedynie ludzie, którzy wszystko widzą w kategoriach handlowych, traktują ją jak towar. Energia powinna być darmowa, i pewnie kiedyś będzie.

Na razie na energo-Prometeusza wciąż czekamy, więc pozostaje nam śledzić rozwój pojazdów Tesla Motors.

W roku 2015 Tesla zapowiedziała wypuszczenia na rynek upgradowanego roadstera. Bo też roadster był jej pierwszym projektem, na którym od 2008 roku zdobyła masę doświadczenia. Wzorowany na platformie lotusa tesla roadster produkowany był do 2012. W tym roku jego właściciele liczyć mogą na znacznie zmodernizowaną wersję napędu – zasięg samochodu został zwiększony o 40 – 50 – proc. do 400 mil na pojedynczym ładowaniu – jest to ok. 640 km.

Przyznać trzeba, że liczba robi wrażenie. Oznacza to ni mniej, ni więcej tylko wygodną podróż do Montrealu z zapasem na jazdę po mieście, a następnie nocne podładowanie (w Montrealu Tesla uruchamia megastację i dealership), a następnie powrót do Toronto. 640 km to znaczy, że jedziemy na cottage do Muskoki tam i z powrotem bez oglądania się na ładowanie akumulatorów.

Wzrost zasięgu osiągnięto dzięki zestawowi baterii o energii 70 kWh, a także zmniejszeniu oporów toczenia poprzez instalację nowych opon i poprawę aerodynamiki.

Oczywiście nie trzeba nikomu tłumaczyć, że roadster Tesli to samochód, który mówi do kierowcy: "niech moc będzie z tobą".

Tesla została założona przez Elona Muska, byłego dyrektora PayPala, outsidera przemysłu motoryzacyjnego i dzisiaj pokazuje starym dziadkom ze stetryczałej Wielkiej Trójcy, że odrobina szaleństwa nigdy nie zaszkodzi, zwłaszcza zaś nie zaszkodzi przy budowie prawdziwie innowacyjnych maszyn.
To powiedziawszy, jest rzeczą oczywistą, że tesla to nadal samochód elitarny – wspomnianego roadstera wyprodukowano tylko w liczbie ok. 2600 egzemplarzy.

Jeśli chodzi o przyjemność prowadzenia, to przy silnikach elektrycznych przyspieszenie nabiera zupełnie nowego znaczenia – roadster Tesli przyspiesza do 100 km/h na godzinę w 3,7 sekundy. Oznacza to niezłe dociśnięcie do fotela.

W ramach aktualizacji tesla roadster 3.00 otrzymał więc lepsze fotele oraz 7-calowy ekran wyświetleniowy. Wszystko to możliwe jest do zamontowania w istniejących roadsterach. Po prostu, Tesla mówi nam, że tak jak możemy zmienić wersję windowsów z 7 na 8, podobnie możemy upgradować samochody. Cukierek – nieprawdaż?

Nie jest to też pierwszy upgrade Tesli, w 2010 roku oferowała roadstera 2.5.

Firma zamierza też wkrótce oferować całkiem nowe nadwozie dla tych wozów.

Prócz takich fanaberii, nadal w planach jest model 3, czyli auto bardziej dla Kowalskiego, w zakresie cenowym nieco ponad 30 tys., oferujące zasięg 400 mil.

Zanosi się więc na prawdziwą rewolucję, bo, jeśli Tesla odniesie sukces, pójdą za nią inni.

A teraz z innej beczki. Używają może Państwo map Google'a? Nie zastanawialiście się, skąd Google czerpie informacje o natężeniu ruchu? W większości krajów cywilizowanych, w tym i w Polsce, dostępna jest funkcja Google Traffic – po jej włączeniu uzyskujemy podgląd na to, co stoi, a co jedzie – w trzech kolorach – czerwone oznacza, że stoi, żółte – porusza się znacznie poniżej limitu prędkości, zielone – jedzie z i ponad limit.

Jak Google to robi? Mają drony? Patrzą z kosmosu? Skąd wiedzą, że oto przed światłami stoją auta i ruch jest na czerwono, a zaraz ruszą i jest na zielono? Skąd wiedzą 5 minut po wypadku, że jest tam korek? Policja ich informuje? Mają podsłuch radiowy?

Otóż nie!

Drodzy Państwo, oni to wiedzą od nas! Google Traffic polega bowiem na crowdsourcingu – czyli komputerowej analizie danych z bardzo wielu źródeł. Jakich źródeł? Otóż naszych telefonów komórkowych! Każdy, kto używa aplikacji Google Map na smartfony, pozwala tej aplikacji "zwrotnie" na transfer danych o położeniu telefonu oraz o jego prędkości, zaczerpniętych z GPS.

Google po prostu "widzi", z jaką prędkością poruszają się telefony, w których zamontowana jest aplikacja Google Maps, a ponieważ aplikacja ta jest w setkach milionów iPhonów i smartfonów pracujących na androidzie, system Google Traffic jest bardzo wiarygodny. Im bardziej zaludnione są dane miejsca, tym bardziej jest pewny i w większości wielkich metropolii można na nim śmiało polegać.

Google zaś obiecuje, że dane z naszych komórek są wykorzystywane zupełnie anonimowo. No, ale gdyby ktoś potrzebował, to każdy z nas jest do namierzenia. Stąd też moje prognozy, że niedługo dane z GPS-ów posłużą do wyliczania płatności podatku drogowego (jeden z powodów, dla których państwo patrzy spode łba na Teslę – to, że gros podatków drogowych jest w benzynie, a nie w prądzie). Można ten system wykorzystać do karania nas za przekraczanie prędkości – automatycznie bez konieczności zatrzymywania przez policję – można też uzależnić opłaty drogowe od prędkości, z którą się poruszamy – po prostu możliwości są nieskończone.

Idzie nowe, idzie XXI wiek, jest niezła jazda. Dlatego życzę Państwu zdrowia i wielkiej radości z poruszania się na kołach.

Do Siego Roku!
Sobiesław Kwaśnicki

piątek, 19 grudzień 2014 15:36

Noworoczne wróżby

Napisane przez

Nowy rok przyniesie nam wiele nowych modeli, ale chyba ważniejsza od nowych samochodów jest coraz głębsza przemiana samego rynku motoryzacyjnego. Pokuśmy się więc o nieco prognoz. Do czego to wszystko prowadzi.

Nasza kochana władza, według zgłaszanych już explicite postulatów, ma nas zagęszczać w wielkich miastach. Wot prikaz taki dostali, a więc w większym stopniu będziemy zmuszani do przesiadki w komunikację miejską, z pewnością też więcej będzie ideologicznego wciskania takich usług, jak miejskie rowery czy komuny samochodowe – czyli coś na kształt spółdzielni wypożyczających auta. Przed tym wszystkim człowiek nawykły do własności prywatnej w naturalny sposób się opiera, no bo każdy lubi "co je moje".

Szykuje się jednak inna rewolucja. Zaczęło się od ubezpieczeń motoryzacyjnych. Już dzisiaj CAA proponuje nam znaczne obniżenie stawki ubezpieczeniowej, jeśli założymy sobie na szyję obróżkę w postaci monitorowania stylu jazdy. Czyli wsadzają nam do samochodu na naszą własną prośbę takie gizmo – a wiele nowoczesnych aut ma tyle danych w pokładowych komputerach, że naprawdę jest w czym przebierać – i będą poznawać nasz styl jazdy; czy jesteśmy raczej ludźmi spokojnego serca, czy też zapuszczamy się w rejony podwyższonego ryzyka i lubimy docisnąć pedał gazu.

piątek, 12 grudzień 2014 20:06

Małe serduszko wielkiej mocy

Napisane przez

Ford od czasu do czasu proponuje ciekawe samochody, zwłaszcza w dziale subcompact. Tak się stało, że wśród amerykańskiej Trójki Ford został liderem tego właśnie segmentu.

Fiesta rocznik 2015 daje możliwość wyboru dwóch różnych silników i trzech przekładni.
Z punktu widzenia kierowcy, najbardziej pożądana wersja ST posiada 197-konną, 1,6-litrową, czterocylindrową turbodoładowaną jednostkę napędową zestrojoną z sześciobiegową standardową skrzynią biegów.
Zestaw ten tworzy razem szybkie, a do tego bardzo oszczędne auto, jeśli chodzi o zużycie paliwa. Pozostałe modele mają pod maską 120-konną, 16-zaworową czwórkę napędzającą przednie koła za pośrednictwem standardowej pięciobiegowej skrzyni, lub też wysoko zaawansowanej technologicznie sześciobiegowej przekładni automatycznej, PowerShift.
Taki zestaw zupełnie wystarcza przeciętnemu kierowcy, który używa samochodu na co dzień do pracy, sklepu i kościoła i nie szuka mocnych wrażeń.
Doładowaną wersję SE możemy kupić już za 18 tys. dol., czyli poniżej cen tzw. przeciętnych aut. Za 16 tys. możemy mieć całkiem niezły sedan lub hatchback. Doposażenie oczywiście wyciągnie nam z kieszeni kolejne tysiące, a zamówić dodatkowo możemy praktycznie wszystkie luksusy, jakie dostępne są w samochodach tej klasy, od podgrzewanych siedzeń po szyberdach.
Już model podstawowy ma całkiem dużo do zaoferowania, jak zamki elektryczne, sześciogłośnikowy systemem stereo, hamulce z ABS i wspomaganie ruszania pod górę (dla nieobytych ze standardową skrzynią biegów przypomnę, że chodzi o to, iż auto nie "ucieka" nam do tyłu).
Monitorowanie ciśnienia powietrza w oponach, jak również zwykły zestaw poduszek powietrznych łącznie z chroniącą kolana kierującego.
W najbardziej dopakowanej wersji titanium dostaniemy jeszcze 16-calowe koła z aluminiowymi szprychami, koło zapasowe na aluminiowej feldze, światła przeciwmgielne, otwieranie zbliżeniowe, starter na guzik i skórzaną tapicerkę.
Mówiliśmy o benzynie; z 1,6-litrowym silnikiem, fiesta hatchback jest oceniana przez Transport Canada na 7,4 litra na sto kilometrów w mieście i 5,2 litra po autostradzie – niezależnie od tego jakiej przekładni użyjemy. Jest to oczywiście teoria, ale kierowcy mówią, że w jeździe mieszanej można liczyć na 7,4 litra.

niedziela, 07 grudzień 2014 00:51

Generator poczucia wyższości - Dodge RAM 1500

Napisane przez

Jakoś nigdy nie miałem serca do pick-upów, a przecież co jak co, ale Ameryka pick-upem stoi. Nikt nie robi lepszych. Tu jest ojczyzna tego gatunku, tutaj te auta zyskały największą liczbę zwolenników. 

Są regiony USA i Kanady, gdzie właściwie trudno jeździć czym innym. Są regiony amerykańskiego kontynentu, gdzie jedynie posiadanie pick-upa zapewni brak politowania na twarzy spotykanych ludzi.
Oczywiście, my tutaj, w jakiejś Mississaudze czy Toronto, takiego wrażenia nie odnosimy, no ale wielkie metropolie to jeszcze nie wszystko i jest jeszcze "prawdziwa Kanada".
Tam właśnie króluje auto, o którym dzisiaj – klasyk nad klasykami – dodge RAM 1500.
Pełnowymiarowy pick-up produkowany od 1981 roku. Jeden z najsłynniejszych i najlepiej sprzedających się samochodów w swojej klasie. Wprowadzony do sprzedaży jako zastępstwo dla wysłużonego modelu D Series, szybko zdobył mocną pozycję na amerykańskim rynku. Od 2009 roku dostępna jest czwarta generacja rama. Oprócz wersji podstawowej z krótką lub przedłużoną kabiną, auto oferowane jest również w zabudowanej, typowo dostawczej odmianie cargo van. Ram trzykrotnie sięgał po tytuł Truck of the Year w plebiscycie magazynu "Motor Trend".
Ośmiobiegowa automatyczna skrzynia biegów i "ciężarówkowy" diesel zapewniają pojazdowi nie tylko mnóstwo mocy w kołach, ale także całkiem znośne spalanie.

dodge2
Wygodę zagwarantują sprężyny z tyłu i zawieszenie pneumatyczne, gdzie sprężone powietrze zastępuje metal, przez co jazda jest supermiękka.
Sylwetka pick-upa również jest klasyczna – w ubiegłym roku zwiększono jedynie nieco wysokość grilla, Do dyspozycji mamy też lampy LED i wspaniale wyposażoną kabinę z kontrolą temperatury i systemem multimedialnym, do tego skóra i mahoń – słowem, niezły luksus na polnej drodze.
W wersji benzynowej ram oferuje 3,6-litrowy sześciocylindrowy motor w układzie V o 305 koniach mechanicznych mocy i 269 funtostopach momentu obrotowego. Można sobie do tego dodać technologię stop/start, która wyłącza silnik przy krótkich momentach postoju.
Skrzynia biegów pracuje gładko, z tym że do obrotowego przełącznika biegów na automacie trzeba się przyzwyczaić. Jedyną słabszą stroną w porównaniu do konkurencji jest zdolność holowania – o kilkaset funtów mniejsza niż ford F-150, GMC sierra czy chevy silverado.
Jeśli zaś potrzebujemy więcej mocy, możemy zamówić do rama ósemkę HEMI, o mocy 395 KM i 407 funtów momentu obrotowego. Oczywiście óśmiocylindrowy motor pali zdecydowanie więcej niż szóstka. Pozawala za to rozpędzać się do 60 mil na godzinę w czasie poniżej 7 sekund.
Ram ma też świetną niespodziankę w zanadrzu w postaci 3-litrowego silnika EcoDiesel z turbodoładowaniem. Jest to pierwszy w Ameryce pickup light duty, który można zamówić z silnikiem wysokoprężnym. To, w połączeniu z napędem na cztery koła (opcja), czyni z tego pojazdu lekki czołg.
Wspomniałem o zawieszeniu powietrznym – jeśli wybierzemy tę moż-liwość, za jednym naciśnięciem na pilocie będziemy mogli np. obniżyć tył w celu ułatwienia załadunku. Można też nieco podnieść zawieszenie, żeby na coś nie wpaść podwoziem. Pożyteczna jest też automatyczna wyrównywarka poziomu.
Co więcej?
No, worek różnych gadżetów znanych z innych samochodów Chryslera.
Pojazd dostępny jest w pełnej gamie submodeli, od najprostszego tradesmana do superluksusowego laramie longhorn. Podobnie jak w innych markach, tak i tu submodele mają nieco inny wygląd zewnętrzny.
We wszystkich wersjach możemy zamawiać napęd na cztery koła.
Jak się to prowadzi? Oczywiście, z poczuciem wyższości, którego trudno się wyzbyć zwłaszcza zimą, zwłaszcza na wsi, na błocie, szutrze czy wybojach. To jest auto stworzone na bezdroża.
Dobrze więc poznać limity tego wozu, choćby po to, by przy pierwszej lepszej gołoledzi nie przeszarżować...
Na co uczula


Wasz Sobiesław

niedziela, 30 listopad 2014 09:24

Pijmy na zdrowie

Napisane przez

Rozpoczęta właśnie akcja RAID każe wrócić do tematu picia.

Proszę wybaczyć, że się powtarzam, ale jestem zdecydowanym przeciwnikiem picia i prowadzenia, głównie ze względu na to, jak bardzo cenię sobie picie, a także jeżdżenie.


Jedno i drugie jest wielką przyjemnością, jeśli potraktować je osobno.
Jeśli lubimy prowadzić, to tylko – proszę Państwa na trzeźwo – jazda na cyku odbiera olbrzymią dozę przyjemności, rozmywa całe doświadczenie, każe się, po prostu, trzymać kierownicy i marzyć o szczęśliwym dotrwaniu do końca, czyli dojechaniu do domu. Zamiast panować nad urządzeniem mechanicznym i inteligentnie dostosowywać jazdę do warunków drogowych, jesteśmy rozmamłani, i tak na dobrą sprawę chce nam się robić coś zupełnie innego.


Zachęcam więc Państwa, by na rzecz spojrzeć trzeźwo, zdroworozsądkowo i nie oszczędzać na własnym piciu.
Picie alkoholu może dać dużo radości, jest to rzecz bardzo przyjemna, zwłaszcza jeśli odbywa się w doborowym gronie przyjaciół lub też ludzi kulturalnych i potrafiących się sobą nacieszyć. Po cóż więc zakłócać tę przyjemność świadomością konieczności prowadzenia samochodu, bezustannym kontrolowaniem własnego zachowania i baczeniem, czy to już, czy jeszcze możemy sobie strzelić małe piwko.
W naszym środowisku niestety pokutuje zasada "mocnej głowy" – udowadniania, że "ja to mogę pić litrami i nic mnie nie rusza", no i oczywiście tego, że mimo tego picia litrami "kontroluję się znakomicie" i mogę siadać za kierownicę.
Jest to potwornie nielogiczna postawa będąca efektem głupoty naszych praszczurów i pokutowania obyczajowości upadającej szlachty, która niestety powiesiła na haku swe rycerskie cnoty. No bo proszę Państwa, rycerstwo jak pije, to pije, a jak kruszy kopie, to kruszy kopie...
Zatem planujmy swoje picie, a gdy zdarza się niezaplanowane, nie wahajmy się zadzwonić po kolegę, koleżankę, czy choćby taksówkę; nie zaszkodzi rozeznać się w ofercie Uber.


Życie jest krótkie, mamy w nim wystarczająco dużo nerwowych sytuacji, zrezygnujmy więc z nerwów podczas picia.
A zatem Drogie Koleżanki i Drodzy Koledzy, w tym sezonie "grzewczym" wyluzujmy się i zróbmy sobie prezent w postaci taksówki z imprezy do domu. Wrócimy do siebie szczęśliwi i dopici, no bo w końcu jaki sens odmawiać kolejki, gdy i tak "dzisiaj nie kieruję"?


Na zdrowie!
Wasz Sobiesław

sobota, 22 listopad 2014 13:35

Zimą samochód potrzebuje miłości

Napisane przez

Spadł śnieg i temat narzuca się sam. Niestety, wielu z nas zima zaskakuje; wiemy, że przyjdzie, ale gdy przychodzi, okazuje się, że jesteśmy nią zdziwieni, nie tylko nie będąc mentalnie gotowi, ale również "sprzętowo", bez szufli czy skrobaczki.

Tak więc w najbliższy weekend zachęcam, by usiąść na sekundkę i popatrzeć, czy wszystko w aucie jest OK.

Tak na zdrowy rozsądek, chodzi o to, by nie było w spryskiwaczu wody, która zamarza, byśmy zapakowali zmiotkę do śniegu i skrobaczkę do lodu, byśmy sobie sprawdzili powietrze w oponach, bo w zimie ciśnienie zazwyczaj spada, byśmy sobie sprawili łańcuchy na koła, bo stanowią jedną z najbardziej skutecznych form wydobywania się z zaspy, albo kupili do bagażnika niewielką szuflę.

Przede wszystkim zaś – warto do bagażnika zapakować czapkę, sweter i rękawice – nic nie zaszkodzi wozić to w samochodzie; bardzo często zdarza się tak, że wyskakujemy gdzieś autem na minutkę, nie jesteśmy odpowiednio ubrani, a tu masz ci los, poślizg albo zakopka – i wówczas dodatkowe ubranie jest jak znalazł.

Kolejna sprawa superważna to widoczność – często gdy zostajemy gdzieś na noc, warto sobie na szybie przedniej włożyć folię pod wycieraczki, unikniemy później skrobania, dobrze też jest sprawdzić, czy działa nam odmrażanie tylnej szyby.

Kolejna "rada dobrego wujka", to żeby jednak dotankowywać auto zawsze, gdy spadnie nam poziom poniżej jednej trzeciej. Nigdy nie wiemy, czy gdzieś nie utkniemy i wówczas silnik dostarczać będzie zbawiennego ogrzewania – ważne, by mógł to czynić przez dłuższą chwilę, czyli byśmy mieli paliwo w baku.

Kolejna rzecz, odczyszczajmy auto z lodu i śniegu, po pierwsze po to, żeby dobrze widzieć, po drugie żeby nie sypać śniegiem ludziom po oczach, a po trzecie żeby też zaoszczędzić trochę benzyny.

Zima to przyjemna pora roku, pod warunkiem że nie ma się do niej "letnich" oczekiwań. Wystarczy tylko nieco zdrowego rozsądku, byśmy również zimą poruszali się bezpiecznie i bezwypadkowo.

Dobrze też przećwiczyć sobie zachowanie samochodu na lodzie, by nas taka sytuacja nie paraliżowała i byśmy wiedzieli, w którą stronę kręcić kierownicą i jak dodawać czy odejmować gazu. Wielu kierowców zimą w sytuacji niewielkiego nawet poślizgu całkowicie truchleje, sztywno trzyma kierownicę w niezmiennym położeniu i wciska do dechy hamulce. Tymczasem pomóc można sobie w wielu wypadkach czymś odwrotnym, np. lekkim dodaniem gazu.

– Czy zmieniać opony na zimowe? – Powiem prosto, rzecz gustu, jeśli mamy opony całoroczne z dobrą głębokością bieżnika, to w warunkach miejskich i przy ostrożnej uważnej jeździe jest to opcja zupełnie wystarczająca. Wspomniane łańcuchy pomogą zaś nam uratować się, gdyby nas całkiem zasypało.

Ministerstwo Komunikacji zaleca też wożenie w samochodzie świecy –gdybyśmy gdzieś utknęli na odludziu świeca daje tyle ciepła w kabinie, by człowiek nie zamarzł.

Słowem, jest zima i trzeba myśleć.

Wielu Kanadyjczyków zimą kieruje się na południe. Jeśli jedziemy autem, warto kupić poręczny bedeker "Along Interstate 75", w którym David Hunter rokrocznie, od 1992 roku, publikuje aktualne informacje o różnych przydatnych rzeczach, jak na przykład to, że w stanie Georgia od niedawna obowiązuje "niemiecki" przepis, iż lewy pas jest na autostradzie wyłącznie do wyprzedzania i można zostać ukaranym mandatem za – nawet szybkie – jechanie lewą stroną, kiedy prawa jest wolna.

Dobrą wiadomością jest natomiast to, że większość stacji benzynowych wzdłuż I-75 przechodzi obecnie na karty kredytowe z czipem, podczas gdy jeszcze nie tak dawno użycie karty wymagało tam adresu domowego z ZIP-em. Książka zawiera również wiele pożytecznych informacji na temat noclegu i restauracji.

•••

W polskich interiach natrafiłem na ciekawy tekst o tym, co człowiek może złego robić własnemu autu najczęściej nieświadomie. Nic tak nie boli jak to, gdy psujemy własnoręcznie, dlatego warto przeczytać choć trochę przykładów

Dolewanie oleju do rozgrzanego silnika

Gdy silnik jest silnie rozgrzany i nalejemy olej o temperaturze otoczenia, dochodzi do miejscowego skurczu metalu głowicy. Jeżeli głowica jest duża (np. rzędowe silniki 6-cylindrowe czy wysokiej pojemności silniki aut terenowych), bardzo często dochodzi do jej pęknięcia. W efekcie silnik zaczyna zużywać ciecz chłodzącą, grzeje się i zaczyna dymić na biało. Dlatego należy zawsze po jeździe odczekać mniej więcej pół godziny przed nalaniem oleju.

Częsta jazda na rezerwie Prawie w każdym zbiorniku samochodowym po pewnym czasie na dnie gromadzą się osady oraz kondensaty. Jeżeli jeździmy notorycznie na "oparach paliwa", to ryzyko zassania ich do układu wtryskowego rośnie.

Nagłe gaszenie silnika bezpośrednio po forsownej jeździe Uwaga dotyczy wszystkich silników, ale w szczególności tych turbodoładowanych. W dolnej części silnika nie ma płaszcza wodnego i za odprowadzanie ciepła odpowiada olej. Jeżeli wyłączamy bardzo rozgrzaną jednostkę (np. po jeździe autostradowej), to obieg oleju się zatrzymuje i jego temperatura wzrasta. W ułożyskowaniu turbosprężarki może dojść do zwęglenia oleju i zakoksowania kanałów. Warto schłodzić silnik, pozostawiając go pracującym na biegu jałowym na czas od pół do dwóch minut. To pozwoli schłodzić wszystkie elementy.

Dynamiczna jazda na zimnym silniku Na zimno współczynnik tarcia ruchomych części silnika i skrzyni biegów jest wysoki, a lepkość oleju pogarsza smarowanie. Ponadto wzbogacona mieszanka zmywa film olejowy z cylindrów. Dlatego należy unikać wykorzystywania pełnej mocy, dopóki silnik nie osiągnie temperatury ok. 80 C. Silniki traktowane ostro na zimno mają zwykle poprzycierane płaszcze tłoków i stają się głośniejsze.

Jazda na zbyt niskich obrotach Przy niewielkim wciśnięciu pedału gazu nawet obroty rzędu 1300 obr./min nie muszą być dla silnika szkodliwe. Ale jeżeli obciążenie jest spore (podjazd pod górę, przyspieszanie, wysoki bieg i mocno wciśnięty pedał gazu), to zbyt niskie obroty szkodzą silnikowi. Występują wtedy przeciążenia w układzie korbowo-tłokowym. Niszczą się panewki, wał korbowy, koło dwumasowe oraz tłoki. Zmiana biegu na niższy rozwiązuje problem.

Jazda na krótkich dystansach Praca na nierozgrzanym oleju to gorsze smarowanie i przyspieszone zużycie. Badania stanowiskowe wielu producentów wskazują na to, iż jeden cykl rozruchu i rozgrzewania silnika odpowiada zużyciu, jakie generuje 300-500 km jazdy szosowej. To daje pojęcie, jak ogromne jest zużycie silnika na zimno.

Jazda na bardzo wysokich obrotach Sporadyczne wkręcanie silnika na obroty nieprzekraczające maksymalnych nie uszkodzi silnika. Jednak częste dokręcanie do tzw. czerwonej kreski nie jest dobre. Pierwszymi objawami takiej techniki jazdy będą podwyższone zużycie oleju, a po pewnym czasie może do tego dojść podniesiona głośność. Efekt szybszego zużycia pierścieni, tłoków, panewek, krzywek rozrządu, popychaczy itp. będzie widoczny dopiero po kilku latach takiej eksploatacji.

Szybka jazda przez wodę Istnieje ryzyko zassania wody do silnika, co kończy się jego zniszczeniem. Ponieważ woda jest nieściśliwa, jeżeli dostanie się do cylindrów, to któryś element będzie musiał się poddać. Najczęściej dochodzi do zgięcia korbowodów. Dlatego głębsze kałuże należy pokonywać powoli (np. 20 km/h), utrzymując stałą prędkość jazdy.

Nerwowe ruchy pedałem gazu Naprzemienne dodawanie i odejmowanie gazu powoduje zmianę kierunku działania reakcji silnika na gumowo-metalowe poduszki mocujące zespół napędowy.

Przeciąganie wymiany oleju W trakcie użytkowania z oleju wyparowują lżejsze frakcje, a jednocześnie dostają się skropliny wody oraz paliwo. Zużyciu ulegają dodatki uszlachetniające. Najlepsza jest wymiana co 10-15 tys. km.

•••

A na koniec informacja z ostatniej chwili, Volkswagen postanowił wycofać do naprawy 126 tys. pojazdów w Kanadzie z powodu usterki tylnego zawieszenia, dotyczy to jett z lat 2011–2013 i beetli z lat 2012–2013.

Firma zapewnia, że do tej pory nie było żadnych wypadków z tym związanych.

A zatem oby do lata
Wasz Sobiesław