Goniec

Register Login

Moto-Goniec

Moto-Goniec

fit– Jakiś czas temu rozmawialiśmy o hondzie civic 2014, teraz Pan ją już ma w rękach.

– Tak, miałem ją w rękach i dlatego całą dzisiejszą rozmowę skierowałbym na tory CVT, czyli continuously variable transmission, dlatego że widzę, iż część klientów, podchodzi ostrożnie do tego rodzaju skrzyni biegów.

– Czym ona się różni?

sylwek010– Powiedzmy w skrócie, że są to dwa kółka, stożek i pasek klinowy. Proste urządzenie poprzez system hydrauliczny zmienia średnicę jednego z kółek, wsuwając i wysuwając stożek. Niemcy tak to wymyślili. Ten pasek klinowy, to nowa generacja pasków, w środku są płytki metalowe zalane, połączone gumą. One mają wręby, to jest jakby taki łańcuch. Tych płytek są tysiące. I to przenosi napęd.

– Czy dochodzi do ślizgania?

– Nie. Ta transmisja jest ponad połowę tańsza od dotychczasowej. Jest bardzo dokładna, precyzyjna. Uważam, że to jest przyszłość w samochodach podstawowych w cenie do 40 tys. – 50 tys. dolarów. To jest definitywnie przyszłość.

– Kiedyś murano miał to pierwszy.

– Zgadza się, murano, i Nissan poszedł w to szeroką falą, natomiast teraz dołączyła Honda. Myśmy tego używali od 2000 roku w hybrydach, one są mało popularne, więc ludzie o tym nie wiedzieli, ale teraz mamy to drugi rok w accordach i pierwszy rok właśnie w civicach 2014. To jest główna zmiana.

– Czy klienci pytają o starą skrzynię biegów?

– Tak. Bo kiedyś Nissan miał z tym problemy, miał wibracje, było trochę głośno, ludzie nie lubią jednostajnego szumu. Co zrobiła Honda? Komputer troszeczkę przystopowuje tę zmianę wymiaru kółek, i powstaje taki udawany bieg, czyli takie udawane uczucie przełączania biegów, jakby się zmieniało je.

– To pracuje w oleju?

– Nie, na sucho.

– Nie ma płynu przekładniowego?

– Nie ma. Jest system chłodzący i płyn hydrauliczny w samej pompie, która zmienia średnicę kółek, ale sam układ pracuje na sucho. Można schemat tego urządzenia znaleźć na YouTubie.

– Pan chce przekonać naszych Czytelników do tej skrzyni biegów?

– Chciałbym ludzi przekonać, żeby się nie obawiali. To jest tańsze, i to jest już bardzo niezawodne, czyli to już starcza na setki tysięcy kilometrów i napęd cały czas przekazywany jest na koła.

– Oczywiście jest gwarancja.

– Oczywiście, jest na to gwarancja, i będzie to tańsze w serwisie, będzie dłużej pracowało niż tradycyjne transmisje, które pracują w płynie, wymagają więcej serwisu, grzeją się itd.

Tak że to jest główny punkt mojej dzisiejszej rozmowy o hondach 2014.

Najlepszym dowodem tego, że to będzie stosowane na szeroką skalę, jest to, że toyota corolla również w to weszła. Toyota bardzo ostrożnie do tego typu przekładni podchodziła.

Toyota, jak pan zapewne wie, jest największym producentem samochodów na świecie, to jest najlepszy dowód, że to zostanie zastosowane w popularnych samochodach.

– I to też w corolli, czyli modelu podstawowym, najbardziej masowym.

– Zgadza się. Honda mimo wszystko jest bardzo ostrożna i konserwatywna i czekali trochę, i na przykład z sześciobiegowymi skrzyniami byli trochę do tyłu. Dlatego że głównym wyznacznikiem jest sprzedaż i historia Hondy i Toyoty jest dosyć długa , ludzie wierzą w te samochody, dlatego zmiany wprowadzane są powoli.

A to jest główna i zasadnicza zmiana, jeśli chodzi o model civic. Utrzymali tę samą karoserię, utrzymali ten sam silnik, troszkę popracowali nad wyciszeniem samochodu.

– Nie ma u nas hondy civic kombi...

– Nie ma ciągle hatchbacka, nie ma kombi. To jest podstawowy zarzut wielu klientów, szczególnie europejskich, polskich.

Dlaczego nie ma? Dlatego że rynek bezwzględnie to wymusza. Większe zyski są na większych samochodach, czyli CRV, który jest podstawowym modelem i któremu spadłaby sprzedaż.

– Nie chcą podkopywać własnej sprzedaży.

– Zgadza się. Poza tym klientela Hondy, Toyoty, tych podstawowych japońskich samochodów, które się mocno usadowiły na tutejszym rynku, postarzała się troszkę.

Honda, jak pewnie pan pamięta, gdy tu przyjechaliśmy dwadzieścia parę lat temu do tego kraju, kupowana była przez młodzież i nowych imigrantów.
Większość moich znajomych zaczynała od civików, ponieważ samochód kosztował od ośmiu do dziesięciu tysięcy, mało się psuł, mało palił. Ludzie, którzy mieli większe dochody, kupowali buicki, lincolny, wygodne, duże samochody. Nie było też oczywiście sprawy kosztu benzyny. Pamięta pan, litr kosztował 50, 40 centów. Jak przyjechałem, chyba 38 centów było za litr, krótko potem skoczyło na 50 centów.

– Cena 50 centów przez długi czas się utrzymywała

– Tak. Teraz lawinowo ceny rosną.

– Wtedy też były prywatne stacje benzynowe, ajenci, których potem wykończono wojnami cenowymi.

– Teraz cena na jednym końcu miasta jest taka sama jak na drugim. Tak że to jest podstawowa zmiana. Drugą zmianą, o której chciałbym wspomnieć. Honda definitywnie chce odzyskać tę nieco "uboższą" klientelę, której może nie stać na accorda czy CTV – proponuje fita. Honda fit do tej pory i tak była bardzo dobrze oceniana przez rynek, ale stosunkowo mała była podaż.

- Część tych fitów jest budowana w Chinach.

– Teraz właśnie, od dwóch lat, jest zbudowany wspaniała nowa linia produkcyjna w Chinach i jest to druga z trzech nowych montażowni składających fity na cały świat. Główna jest w fabryce Suzuki w Japonii, ta nowa jest w Chinach, a trzecia będzie czy już jest w Meksyku, skąd ma zaopatrywać Amerykę Południową.

– Te fity tutaj mamy z Chin?

– Tak, z Chin. Jest to wiadomość i dobra, i niedobra, dlatego że my jeszcze myślimy stereotypami, że Chiny to niska jakość, ale iPhony też są produkowane w Chinach itd. itd. Azjatycki model pracy wymusił na Chińczykach wysoką jakość i wysoką kulturę techniczną. Poza tym wszystko jest skomputeryzowane, to wszystko jest pod auspicjami i ciągłą kontrolą Japończyków. Tak, to jest prawda, że wszystkie fity, które są sprzedawane od dwóch lat i będą sprzedawane w Kanadzie i Stanach, będą składane w Chinach. Mamy nalepkę na progu, która to stwierdza. Ale jakość, moim zdaniem, nie spadła. Nowy fit jest bardziej wyciszony, będzie lepiej wyposażony, czyli dojdzie szyberdach, dojdzie skóra, nawigacja, dojdzie podnoszone siedzenie, bo fit jest dosyć wysokim samochodem – mniejsze i starsze osoby narzekały, że nie można było podnieść siedzenia. Jestem wysoki, mam 1,84, a ciągle miałem dużo miejsca nad głową, zaś mniejsze osoby nie mogły dostatecznie podnieść siedzenia. Poza tym jest to hatchback. Tak więc jak gdyby wypełnia tę lukę, od której pan zaczął rozmowę. Bo civic ciągle nie ma kombi, ciągle nie ma hatchbacka – za to jest fit.

– Mówiliśmy o Europie, a co z dieslami? Mówię o koncernach amerykańskich, bodajże Dodge zaczyna wkładać diesle do samochodów osobowych.

– Wróciłbym do tego, o czym mówiliśmy wcześniej – infrastruktura w tym kraju i na tym kontynencie, jeśli chodzi o diesle, jest niewystarczająca.

– Clean diesel; nie ma tego paliwa?

– Nie ma, prowincja nie jest przygotowana na przyjęcie dużych ilości dobrej jakości oleju napędowego, poza tym serwis – to też ciągle infrastruktura, tylko już po stronie dilershipów – serwisy nie są przygotowane. W nowych dieslach pracują precyzyjne pompy wysokiego ciśnienia, które wymagają wykształcenia ludzi, precyzyjnego serwisu. Niestety, diesle w tutejszych klimatach nie będą wytrzymywały dwustu tysięcy kilometrów bez głównych napraw, perfekcyjnego serwisowania tych samochodów.

– Diesel ma sens w przypadku dużych samochodów, jak SUV-y, kiedy się holuje łódkę, jednak ten moment zamachowy...

– Diesel zawsze ma sens, z tym że to jest jeszcze nieprzygotowane, diesel to jest około trzydziestu procent oszczędności na paliwie, diesel jest dzisiaj czysty, nie zatruwa środowiska.

Niemcy tym wygrywają, że na baku można tysiąc kilometrów ujechać.

– Tak, to jest przeciętnie około tysiąca, między dziewięćset a tysiąc dwieście, tysiąc trzysta, dystans do pokonania, zależnie od samochodu, od wielkości silnika. To są niesamowite argumenty za. Poza tym lobby paliwowe, rządowe, podejrzewam, że ciągle nie jest zainteresowane takimi zmianami.

– Samochód mniej pali, to mniej podatków wpływa.

– Mniej podatków itd., sprawa jest oczywista.

– Mówiliśmy o fitach, fit, honda civic. Fit w tej wersji jest samochodem, który został troszeczkę popchnięty w górną klasę technologicznie. A co z takimi– niektórzy mówią gadżetami, ale coraz częściej słyszy się o radarowym utrzymywaniu odległości, o inteligentnym cruise control, o samoparkowaniu, kamerze z tyłu itd. Czy to zaczyna wchodzić w hondzie accord?

– Część z tych rzeczy zaczyna wchodzić, jest to standardowe. Na przykład kamera tylna włączająca się automatycznie przy włączaniu wstecznego biegu jest już właściwie w hondzie standardowym wyposażeniem i od przyszłego roku będzie standardowym wyposażeniem w stu procentach. Na razie jeszcze bardzo podstawowe civiki tego nie mają i fity w ogóle tego nie mają, natomiast wszystkie inne samochody mają to jako standard. CRV, piloty, accordy mają to jako standardowe wyposażenie. To weszło, to będzie i to się sprawdza.

– Czy ludzie się o to pytają?

– Ludzie się pytają o to, ale to jest daleka przyszłość moim zdaniem. Mówimy o przedziale dekady albo coś koło tego. Natomiast wchodzą takie systemy pośrednie, bo w accordach na przykład mamy już system, który – jeśli zmienia się pas bez kierunkowskazu (mam to w swoim samochodzie), za szybko się go zmienia, zaśpi się albo zapomni – daje sygnał dźwiękowy, że przekracza się linię. To są systemy wizualno-czujnikowe, działające na zasadzie kamery na promienie podczerwone, które widzą tę linię, także w nocy. Są też systemy, które mam w swoim accordzie, i to też będzie przyszłość – tzw. fast approach albo forward collision warning, czyli jak się za szybko podjeżdża do kogoś, kto hamuje.

– Mówiliśmy o samochodach nowych, ale gdyby ktoś chciał kupić starszą hondę – są ludzie, którzy myślą rozsądniej, samochód trzyletni czy czteroletni to już połowa ceny nowego, pomimo tego, że generalnie hondy trzymają wartość. Co by Pan polecał z takich starszych samochodów, takie trzyletnie, czteroletnie auto?

– Zdecydowanie w zależności od potrzeb. Civic i honda fit, która jednak jest bardzo trudna do wyłapania na wtórnym rynku, dlatego że dużo jest samochodów porozbijanych z Ameryki, niepewnego pochodzenia. Porządną hondę fit ciężko znaleźć.

– Ale po czterech latach leasy się kończą....

– Tak, leasy się kończą, i polecam zdecydowanie takie auta. Ciągle honda civic jest niezawodna, trzyma wartość, jest solidna, tak że zdecydowanie hondę civic jako używany samochód bym polecał.

– A co z blachami, wytrzymują?

– Honda ma teraz podwójnie galwanizowane blachy, daje gwarancję na rdzę od siedmiu do ośmiu lat w zależności od samochodu. Tego bym się nie obawiał, choć można dodatkowo dokupić programy eliminujące powierzchniowo rdzę, która może wyjść po ośmiu latach, bo w Kanadzie dużo soli się sypie.

Natomiast ja już jeżdżę hondami od dziesięciu lat – zawsze wierzyłem i byłem mocno zaangażowany w Toyotę kiedyś, to są bardzo pokrewne, jak brat i siostra, firmy i Honda naśladuje Toyotę w pewnym sensie, aczkolwiek ma bardziej sportowe zacięcie – i zdecydowanie polecałbym civica, natomiast dla ludzi, którzy potrzebują troszkę więcej miejsca w środku, jak TV, kemping, narty – zdecydowanie CRV.

Jeśli kogoś stać – bo to ciągle jest poziom od dwudziestu tysięcy w górę, jeśli chodzi o CRV po leasie, to są ciągle bardzo drogie samochody, utrzymują wartość. One są bardzo niezawodne, te ostatnie modele troszkę mniej palą i są dużo bardziej wyciszone. One były dosyć głośne, bo to jest mały samochód, mały SUV. Zdecydowanie bym polecał te dwa samochody.

– Dziękuję bardzo za rozmowę.

piątek, 28 luty 2014 21:38

Warszawy czar

Napisane przez

W minioną sobotę w gościnnej restauracji Arkady na plazie Wisła odbyło się kolejne spotkanie powołanego jakiś czas temu do życia klubu European Car Club Canada. Klub zrzesza właścicieli starych samochodów z Europy (powinny mieć ponad 20 lat), i to raczej tych, które pokazywały się na drogach dawnej Polski – syrenek, fiatów, polonezów, warszaw czy żuków. Jak już pisałem, w najbliższym czasie do Kanady mają przyjechać kolejne auta – dwa FSO 1500, jest na oku warszawa garbuska, mówi się o żuku.

Kolekcjonowanie samochodów z czasów peerelu staje się w Polsce coraz bardziej popularne. Rosną ceny części zamiennych. Coraz więcej naszych rodaków restauruje pozyskane w różny sposób auta. Pasja ta rozwija się też w Kanadzie – stąd i zaistnienie klubu, który zaprasza także właścicieli skód, trabantów, dacii i innych pojazdów widywanych na szosach komunistycznej Polski.

sobota, 15 luty 2014 16:40

Wystawa samochodowa w Toronto

Napisane przez

Kilka ciekawych rodzynków

Zainteresowanie samochodami jest jak zainteresowanie sportem – jednoczy ludzi ponad podziałami, polityką, religią, a nawet statusem majątkowym.

Tegoroczna wystawa motoryzacyjna w Toronto pod względem organizacji nie zaskakiwała – natomiast z pewnością pojawiło się na niej kilka ciekawych modeli, które warto było zobaczyć dokładniej, zanim jeszcze opadało na nas normalne w takiej sytuacji znużenie. Serce zaczęło mi szybciej pikać już przy samym wejściu, gdzie Volkswagen eksponował rabbita z 1979 roku, czyli nieco przerobionego pod Amerykę poczciwego golfa mk1. Dlaczego się rozmazałem? No bo proszę Państwa golfem mk1 jeżdżę na co dzień i to właśnie ten model przywiózł mnie na wystawę...

Co robiło wrażenie w tym roku? Oczywiście micra Nissana, bo jest to auto całą gębą, w którym nawet osobnik wielkogabarytowy (sprawdziłem na sobie) siedzi za kierownicą wygodnie.

Jest to pojazd tani jak barszcz w eksploatacji, którego 1,6-litrowy silnik daje 109 KM mocy i pozwala przejechać na baku 700 km; samochód, w którym wygodnie podróżować mogą cztery osoby, kosztuje wyjściowo 10 tysięcy bez dwóch dolarów. Nieźle. Pamiętam wieki temu, jak Kia wprowadzała model rio, wielki billboard przy Gardinerze, z taką właśnie ceną tego auta, szybko jednak okazało się, że był to zabieg bardziej reklamowy. Jak będzie w tym przypadku, zobaczymy za moment, bo auto wchodzi do sprzedaży od wiosny.

Jak zwykle nie zawiódł Volkswagen, którego modele, choć trudno określić jako ekstrawaganckie w stylistyce, oferują pod maską same mecyje "Hergestellt in Deutschland". Z pewnością, volkswagen garbus (beetle) kabriolet pozwoli dojrzałym panom ścigać się z szybko uciekającą młodością, golf gti da młodzieży poczucie boskiego panowania nad przyrodą, zaś jetta tdi zadowoli Niemca w każdym z nas, czyli kogoś, kto chce jeździć niemal bez paliwa i mieć samochód będący triumfalnym połączeniem użyteczności i formy.

Volkswagen to popularna marka wśród Polaków, również, kanadyjskich, tutaj, choć jak mi niedawno uświadomił p. Arkadiusz Kamiński, który usiłuje ożywić markę polskiej syreny, volkswagen to jedna z niewielu marek niemieckich stworzona przez hitlerowców i od kołyski związana ideologicznie z III Rzeszą. Fakt, że lubią te samochody największe ofiary II wojny, czyli my, Polacy, stanowi swoisty chichot historii.

Powiem, że bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie oferta Forda. Trudno przejść obojętnie obok forda transit connect, czyli samochodu o wielu wcieleniach; od całkiem pojemnej furgonetki za nieco ponad 20 tys. dol. po superuniwersalnego minivana, dla młodej rodziny, zdolnego zabrać na pokład siedem osób.

Ciekawy samochód wprowadza na kanadyjski rynek GM – chevroleta cruze diesel, który o dziwo ma parametry silnika lepsze od wspomnianej jetty, lekko mocniejszy, lekko bardziej oszczędny na trasie – 4,2 litra oleju napędowego na sto kilometrów, i lekko bardziej zrywny. Jednak niemiecka technologia wygrywa pod względem cichej pracy – przyznać trzeba, że o ile na wolnych obrotach można to odróżnić, to przy prędkościach szosowych zapominamy, że pod maską mamy ropniaka. A zatem wreszcie Niemcy mają jakąś konkurencję w tym bardzo ciekawym technologicznie segmencie.

W wersji "ecodiesel" będziemy też wreszcie mogli dostać jeepa grand cherokee, tym razem napędzanego pochodzącą z pracowni Fiata 3-litrową wysokoprężną szóstką. Podobno pali toto jedynie 7 litrów, a w testach zimowych w rzeczywistych warunkach wychodziło coś nieco ponad 9 – jak na SUV-a jest to wielkość zbijająca z nóg.

Nie wiem dlaczego, ale producenci miłych małych aut mają tendencję do zwiększania w kolejnych wersjach ich gabarytów. Honda fit wydaje mi się jakaś taka większa, podobnie największy z dotychczasowych jest mini countryman cooper, na dodatek w tym kultowym wozie można obecnie zaordynować sobie napęd na cztery koła i pięciodrzwiowe nadwozie. Przypomina to razem małego crossovera, w którym być może zmieściłyby się dwa minimorrisy Jasia Fasoli. Czy to dobry kierunek? Moim zdaniem nie. Szczęśliwie mini jest do nabycia w wielu odmianach, w tym usportowionej mini coupe cooper i mini roadster cooper, gdzie sześciobiegowa skrzynka ręczna plus turbodoładowany motor o mocy 208 KM pozwalają czuć się na drodze jak na dopalaczach.

Każdy z prezentowanych na wystawie samochodów zasługiwałby na historyjkę. Ogólnie mówiąc, motoryzacją, jak każdą inną dziedziną masowej produkcji, rządzą mody. Jedną z głównych ich zasad jest tworzenie pozorów indywidualizmu w morzu tego samego. I niestety to morze tego samego jest coraz szersze, głównie za sprawą globalizacji produkcji części zamiennych (które takie same są w wielu markach) i stylistycznej urawniłowce – jak się dobrze przyjrzeć, to okaże się, że 60 proc. sprzedawanych aut ma niemal taki sam kształt maski. No takie mamy czasy, dlatego z łezką w oku, wychodząc z pawilonu południowego Convention Center, patrzyłem na oldbojów z lat 60. – auta wyprodukowane w czasach amerykańskiej dominacji tego rynku i tej technologii. Tak więc na odchodne również łezka w oku mi się pokręciła, a gdy na parkingu usłyszałem głęboki pomruk cylindrów mojego golfa, pomyślałem, czegóż więcej człowiekowi do szczęścia potrzeba, czy rzeczywiście możliwość posiadania radarowego tempotaktu, czy też urządzenia do samoparkowania samochodu to taki wielki postęp? Czy przypadkiem nie pozbawiają nas one tej bardzo podstawowej przyjemności samodzielnej obsługi urządzenia mechanicznego?

Ach, no i zapomniałbym wspomnieć teslę – ten najsprawniejszy jak do tej pory samochód elektryczny świata – okazuje się za sprawą tegorocznej zimy – ma poważną wadę. Trzeba się doń bardzo ciepło ubierać, a także kupić specjalne rękawiczki pozwalające sterować dotykowym ekranem, a jednocześnie chronić ręce przed przymarzaniem do kierownicy. Niestety w dzisiejszych czasach samochody na baterie stawiają nas przed dylematem – jechać na większą odległość w zimnie, czy podgrzać się, narażając na niedociągnięcie do kontaktu.

O czym z rozgrzanego do krótkich rękawków 25-letniego golfa informuje

Wasz Sobiesław

Wystawa ciekawa, dużo nowości no i bomba w postaci nissana Micra wycenionego poniżej 10 tys. do. Co prawda takie ceny zdarzały się już np pierwszemu modelowi KIA, ale to było o kilka inflacyjnych numerków temu... A więc być może już wkrótce na naszym rynku większa gama modeli Made in India i Made in China. Co to oznacza? Proszę zapytać w Oshawie... (SK)

 

wtorek, 11 luty 2014 22:38

Autoshow 2014 - zapraszam!

Napisane przez

Grzech byłoby pisać dzisiaj o czymś innym niż zaczynająca się w ten weekend torontońska doroczna wystawa motoryzacyjna, 2014 Canadian International AutoShow (wszystkie informacje na stronach http://www.autoshow.ca/). Oczywiście obiecuję fotorelację, więc do zobaczenia na wystawie, a przy okazji słów kilka o tendencji, która mnie osobiście przejmuje wielkim smutkiem.

Samochód i motocykl były w wieku dwudziestym symbolem indywidualnej wolności. Podkreślały ten obraz różne amerykańskie "filmy drogi", utrwalał wizerunek bajkerów na harleyach, umacniał widok marynarzy szos, trakerów za kierownicami olbrzymich ciężarówek.

Lejesz do baku i wio na trasę, połykać wstęgi szos… Powoli systemowe szczęki jednak się zaciskają, samochód jest w coraz mniejszym stopniu maszyną dającą człowiekowi poczucie wolności, a w coraz większym "elementem systemu transportowego", zaś jego ruch po drodze jest coraz bardziej zautomatyzowany i kontrolowany. Nie chciałbym dożyć dni, kiedy mój własny pojazd kontrolował będzie mój styl jazdy, niczym zrzędząca żona mówił, jak mam jechać, a w razie odmowy podporządkowania korygował moje wyskoki, np. nie pozwalając przekroczyć dopuszczalnej prędkości czy na zakazie skręcić w prawo.

A przecież już dzisiaj o tym się mówi, by auta na drodze "porozumiewały się ze sobą", ustalały bezpieczną prędkość, być może ustawiały się w radarowo regulowane sznury w bliskiej odległości jeden od drugiego, dla ograniczenia zajmowanej przestrzeni, automatycznie hamowały przed przeszkodą, same utrzymywały się w pasie ruchu i informowały o wszystkim stosowne władze; od liczby przejeżdżanych kilometrów poczynając, a na nawykach prowadzenia kończąc. Słowem – ma to być sterowana z zewnątrz i zaprogramowana przez system maszyna, a nie żaden ekwiwalent wiernego wierzchowca. Po prostu wymiotować się chce... Dlatego być może dzisiejsze wystawy motoryzacyjne obrazują końcówkę starej ery, gdzie liczą się jeszcze konie pod maską i kopyto pod butem.

Na tegorocznej wystawie sporo jest do zobaczenia i będzie trochę kanadyjskich premier nowych aut. Będziemy mogli zobaczyć m.in. chryslera 200 model 2015 – pisałem już o nim na tych łamach, jest też nowa pięćsetka Fiata, nowy ford F-150, honda fit 2015 i wiele, wiele innych.

Podam kilka przykładów:

Kia provo – supernowoczesna technologia i nowatorski design łączący elementy sportowego coupe z opływowym hatchbackiem. Muskularne auto o luksusowym wnętrzu.

Ludzi, dla których mercedes kojarzy się z noszonym na co dzień garniturem, z pewnością zainteresuje nowa seria C-klasy – przeprojektowana karoseria i cała plejada pomocnych gadżetów, a to wszystko na perfekcyjnym, zegarmistrzowsko złożonym niemieckim zespole napędowym. Oszczędny na paliwie, na wskroś luksusowy, jednocześnie wydzielający wokół męskie feromony i zdolny do drogowych szaleństw – oto mercedes benz klasy C – tak można w skrócie scharakteryzować najnowszą produkcję marki, która przeszła zwycięsko przez wszystkie wojny i dżumy XX wieku, by dzisiaj nadal świadczyć, co znaczy kultura techniczna produkujących ją ludzi.

Dla osób, którym bardziej odpowiada minimalistyczne nastawienie w wyścigu po życiowe osiągi, z pewnością większym przeżyciem będzie nowe porsche 911 GT3 cup – siódme już pokolenie tych kultowych wyścigówek. Tym razem napędzane płaską szóstką o mocy 460 KM i połączoną z kołami sześciobiegową skrzynką zaprojektowaną specjalnie przez Porsche Motorsport, a obsługiwaną – pierwszy raz w tym modelu – przez skrzydełka na kierownicy. System ten, dostępny w coraz szerszej gamie sportowych samochodów, przyszedł, jak wiadomo, z Formuły 1.

Osobom, które również lubią dynamiczną jazdę, a nie mają przy sobie grubych tysięcy, z pewnością bardziej przypadnie do gustu model 2015 subaru WRX STI. Ten flagowy produkt Subaru debiutuje w nowym kroju karoserii z dobrze doposażonym wnętrzem i legendarnym już dzisiaj 2,5-litrowym silnikiem w układzie boxer z turbodoładowaniem. Jeśli powiem, że pod tym motorem mamy doskonałe twardo zestrojone zawieszenie oraz reagujący na pieszczoty dłoni układ kierowniczy, wówczas będziemy mogli sobie naprawdę wyobrazić, do czego zdolne jest na drodze 305 koni mechanicznych, jakie wyczarowuje ten silnik. Na marginesie dodam, że jeśli kogoś kusi ta marka, to na zakupy powinien podjechać do p. Izabeli Kosmowskiej z Marinos Auto Group (reklama na tej stronie), która doskonale czuje ostrą jazdę, jako że rajdy samochodowe od młodości ma we krewi.

Tym, którzy na drogach raczej szukają czegoś ekonomicznego i przyjemnego w prowadzeniu, z pewnością dogodzi nowy golf 2015 – całkowicie przeprojektowany i odmłodzony z całą serią nowych silników, które piją paliwo z baku, dosłownie, przez zagryzioną rurkę.

Czy coś pominąłem? Oczywiście! Setki innych modeli. Wiele bardzo nowatorskich, jak choćby audi A3 sportback e-tron. Sportowe cudo z silnikiem o pojemności… 1,4 litra i mocy 150 KM z dodatkowym 75 kW motorem elektrycznym. W złożeniu kombo to daje 204 KM mocy i 258 stopofuntów momentu obrotowego, osiągając prędkość maksymalną 222 km/h przy przeciętnym zużyciu paliwa 1,5 litra na sto kilometrów. Zasięg na silniku elektrycznym wynosi 50 km, ale całość na jednym baku i jednym ładowaniu przejedzie 940 km.

Można by tak jeszcze długo, no ale o czym bym wtedy pisał po wystawie. Zatem do zobaczenia.

Wasz Sobiesław

sobota, 08 luty 2014 13:49

Dojrzały wiek hondy civic

Napisane przez

W związku z materiałami, jakie opublikowaliśmy o syrence meluzynie, dostałem pytania, co sądzę o syrence z Kutna skombinowanej przez tamtejsze zakłady współpracujące z wojskiem. Powiem tyle, że nic nie sądzę, ponieważ syrenka z Kutna jest tylko zgrabnie wykonaną "nakładką" z włókien szklanych na ramę. Po to zaś, by uruchomić markę, a nie tylko strugać auta na podstawione platformy, potrzebna jest CAŁOŚĆ, czyli uruchomienie produkcji na poważnej taśmie z poważnych części i wsparcie tego poważnym marketingiem. Podczas gdy panowie z Kutna chcą robić niskoseryjne auto dla kolekcjonerów, p. Kamiński planuje opracować samochód, którego produkcja mogłaby wskrzesić markę i wypromować ją na rynkach poza Polską.

niedziela, 02 luty 2014 21:32

Syrena - pomysł na coś wielkiego

Napisane przez

Jakiś czas temu opublikowaliśmy na tych stronach artykuł o nowej syrence, "Meluzynie". Obiecałem Państwu wówczas rozmowę z twórcą tego projektu, Arkadiuszem Kamińskim. Dzisiaj spełniam prośbę. Tymczasem dowiedzieliśmy się również niedawno o konkurencyjnym projekcie wskrzeszenia marki "Syrena" przez polską firmę z Kutna...

– Jak to się stało, że Pan się zainteresował marką "Syrena". Wielu ludzi chciałoby zapomnieć. Niektórzy mówią "to był najgorszy samochód w moim życiu, wyjechałem na drogę, przejechałem 40 km, zawsze coś się działo, nawalały przeguby itd.".

– Jestem w Kanadzie dlatego, że mój ojciec był w Solidarności i po prostu za to znalazł się internowany w polskim więzieniu na pół roku. Potem, kiedy został wypuszczony, dostaliśmy paszport "ewakuacyjny", bilet w jedną stronę i przylecieliśmy tutaj, do Kanady, już na stałe. To było pod koniec 82 roku..

piątek, 24 styczeń 2014 19:03

Prosta sprawa, która nie cieszy

Napisane przez

Dzisiaj będzie tekst nie z roli, ale z soli i tego co mnie boli.

Tyle się gardłuje o różnych zasadach bezpiecznej jazdy zimą; tyle się gardłuje na temat wprowadzenia obowiązku wymiany opon na zimowe, a tymczasem jest jedna prosta rzecz, która od ręki poprawiłaby bezpieczeństwo na drogach, i przecież nie tylko zimą.

Chodzi o fartuchy za kołami. W Europie było tak dawniej i mam nadzieję, że jest nadal, że każdy samochód ma mieć zwisające za kołem gumowe antychlapacze. Po co? No żeby nie chlapać na samochód jadący z tyłu. "Chlapanie" to jednak jest w tym wypadku eufemizm.

sobota, 18 styczeń 2014 22:03

Powrót mocnych i szybkich - Detroit 2014

Napisane przez

detroit2014

Salon samochodowy w Detroit to motoryzacyjny odpowiednik balu sylwestrowego. W dniach 13-26 stycznia 2014 r. odbywa się impreza wszystkich tych, którzy kochają zapach benzyny w powietrzu i chcą zobaczyć kreacje na nowy rok.

Jeszcze 2 – 3 lata temu nie wiadomo było, czy amerykańska wielka trójka będzie żyć, dzisiaj amerykańskie wozy wracają do łask i zaczynają ponownie fascynować, wyraźnie widać odbicie się od dna. W 2013 roku kupiono w USA 18 mln aut. GM zwiększył sprzedaż o 7 proc. w porównaniu z 2012 rokiem, Ford o 10 procent, Toyota o 7,5 proc., a Chrysler 9-proc.

niedziela, 12 styczeń 2014 10:36

Stare i jare

Napisane przez

mustang97Fajnie jest mieć nowy pachnący plastikami samochód, ale większość z nas ma na cztery kółka dość ograniczony budżet, pomijając już sam fakt, że nowe auto bardzo szybko traci na wartości i więcej sensu ma kupowanie aut dwu- czy trzyletnich. Ale dzisiaj nie będzie o takich względnie nowych samochodach; dzisiaj za Kelly Blue Book, gdzie można znaleźć szacunkowe ceny samochodów używanych, popatrzymy, co dobrego można kupić za... 5 tys. dol.

Za taką właśnie kwotę można trafić całkiem porządne auto, do tego dające wielką przyjemność prowadzenia. Jeśli zatem planujemy kupno auta dla np. wypełzającej z domu na studia latorośli, to proszę, oto lista zakupów: skompilowana na podstawie AOL.

niedziela, 05 styczeń 2014 16:12

Jeżdżenie na sentymentach

Napisane przez

U wielu z nas w momencie zmiany kalendarzy łezka w oku się zakręciła, bo człowiek uświadamia sobie, że jednak życie leci szybciutko i ani się obejrzeć... Stąd też tendencje do grzebania we wspomnieniach i mniej lub bardziej ckliwy sentymentalizm, również ten motoryzacyjny. Efektem tego ostatniego jest nawrót do nowych interpretacji kultowych modeli samochodów.

Wiele wskazuje na to, że w roku 2014 ujrzymy więc nowe wcielenie volkswagenowego mikrobusa – ulubionego auta dzieci kwiatów, pierwszego vana świata – który w założeniu konstruktorów miał wypchać niemiecką rodzinę na autobahny w poszukiwaniu słonka i ciepłej wody. Nie wiem, czy wypchał, z pewnością natomiast przypadł do gustu amerykańskim zbuntowanym latoroślom, jako cudowny sposób mieszkania komunowego (nie mylić z komunalnym) i wygodne miejsce tzw. wolnej miłości. Pierwsze ogórki vw zaimportowano do USA w 1959 roku, a ostatnie 20 lat później – choć jeszcze do niedawna samochód był produkowany w Ameryce Południowej.