Goniec

Register Login

Moto-Goniec

Moto-Goniec

czwartek, 07 czerwiec 2018 20:54

DIY ma sens! Zwłaszcza latem

Napisane przez

Co można zrobić samemu przy samochodzie? Bardzo wiele rzeczy i powiem szczerze, że jest to nie tylko oszczędność, ale też świadomość, że dana czynność rzeczywiście została wykonana, bo wykonaliśmy ją sami.

Bardzo często mechanicy pojazdowi traktują nas jak nastolatkę która z otwartymi oczami łyknie każdy kit. Dlatego należy się wyzwolić z zaklętego kręgu, w którym oddając samochód do wymiany oleju dowiadujemy się, że musimy wymienić pół silnika, a już na pewno potrzebujemy przepłukania chłodnicy, wymiany filtrów powietrza, kabinowego, a nawet czasem i paliwa. Zajrzyjmy od czasu do czasu do instrukcji i popatrzmy co, w jakich interwałach trzeba robić - choćby ową wymianę oleju. Większość zakładów zalecana o wiele za częstą wymianę; zobaczmy ile zaleca producent bo może nas to zaskoczyć. Jeśli zaś już wymieniamy to dobrze jest wymienić na syntetyczny i mieć spokój czasem na cały rok. Właśnie wymiana oleju, to rzecz, którą możemy zrobić sami - najlepiej zobaczyć na YouTube jak. Wystarczy pół godziny - spuścimy sobie olej a przy okazji sprawdzimy takie rzeczy, jak filtr powietrza, poziomy płynów, CV boots czy opony.
Co zrobić z zużytym olejem? Najlepiej kupić sobie wanienkę do spuszczania, która pozwoli zlać stary olej do tych samych plastikowych baniaków, w których kupiliśmy nowy, a następnie wywieźć do punktu, w którym odbiera się materiały niebezpieczne. W samej Mississaudze mamy dwa, a olej odbierają za darmo.
Wymiana oleju to niby drobiazg, ale to nam zaoszczędzi z 50 dol. za które możemy wziąć żonę do restauracji - na przykład „Polki”, gdzie jest super jedzenie.
Przy okazji, jak mamy już ten samochód postawiony na kołkach. (Kołki to dobra rzecz, w którą warto się zaopatrzyć), to zobaczmy czy nie ma luzu na łożyskach próbując ruszać kołami raz w pionie, raz w poziomie; czy nie ma jakichś wycieków płynów etc. Po prostu, gospodarskim okiem ogarnijmy własne auto, i jeśli czegoś nie wiemy to dobrze jest najpierw zapytać doktora Google’a.
Kolejna sprawa to nabijanie klimatyzacji. Wiele samochodów starszych nie ma silnej klimatyzacji, albo nie działa w ogóle. Jeśli włącza się kompresor (warto zorientować się, które to kółko na pasku klinowym) to możliwe, że się da nabić, a wyciek gazu nie jest duży. Na amazonie kupimy tanio przewód do nabijania z ciśnieniomierzem oraz odpowiedni płyn/gaz chłodzący. W wielu samochodach informacja o tym, jaki mamy kupić jest podklejona pod klapę silnika. Najpopularniejszy w nowszych samochodach to 134 a.
Jeśli uznamy, że gdzieś jest wyciek, to w Canadian Tire kupimy uszczelniacz. Są to rzeczy, które maksymalnie zabiorą nam godzinę, a zaoszczędzimy pieniądze i będziemy wiedzieli, co zostało zrobione i jak.
Inne proste naprawy obejmują, na przykład wymianę uszczelki pod miską olejową, wymianę ramion i przekładni wycieraczek, lamp, żarówek bezpieczników, a nawet sensorów często wystarczy je przeczyścić. Latem robota przy samochodzie to sama przyjemność, a więc przy małym piwku wszystko powinno nam pójść jak z płatka.
Orientujmy się co, i jak, bo to podstawa, jeśli chodzi o oszczędzanie pieniędzy na utrzymaniu i naprawach naszych samochodów
o czym szczerze zapewnia Wasz Sobiesław

piątek, 01 czerwiec 2018 07:52

Jak ograniczyć koszty paliwa

Napisane przez

W związku z - eufemistycznie mówiąc - niezbyt tanią benzyną wiele osób pyta mnie czy dużo się stanie jeśli zrezygnują w swoim „usportowionym” aucie z lania benzyny wysokooktanowej i poprzestaną na regularnej.

Cóż, wszystko zależy od samochodu - trzeba po prostu odświeżyć sobie książeczkę „instrukcja obsługi”, którą otrzymaliśmy razem z autem, a jeśli nie mamy to można sobie taką ściągnąć z Internetu odpowiednią do modelu. Tam jest napisane jaka benzyna jest wymagana, a jaka zalecana. Oczywiście jeśli mamy wyżyłowany M3 no to niestety skazani jesteśmy na benzynę o najwyższej liczbie oktanowej, jeśli natomiast benzyna wysokooktonowa jest jedynie „zalecana”, to komputer samochodu dobierze nam taki zapłon byśmy mogli jechać również na tej normalnej. O wszystkim tym jest napisane w instrukcji. Z drugiej strony trzeba się liczyć, że przy benzynie o niższej liczbie oktanowej możemy mieć gorsze wyniki jeśli chodzi o spalanie, ale silnikowi nie powinno to szkodzić.

Z trzeciej strony, trzeba sobie też zdawać sprawę że benzyna regularna ma dodawany spirytus, a to nieco pogarsza jej właściwości jeśli chodzi o żywotność silnika.

Warto też wiedzeć, o czym już kiedyś pisałem, że nasze oktany amerykańskie są inaczej liczone niż europejskie i jeżeli na przykład w RFN, gdzie podaje się na dystrybutorze tak zwaną liczbę RON (Research Octane Number) benzyna ma 95 oktanów no to odpowiada naszej 90-oktanowej, dlatego że w Ameryce i Kanadzie podaje się tak zwaną Road Octane Number czyli liczbę praktyczną uzyskiwaną w warunkach obciążonej pracy silnika. Pisałem już o tym i odsyłam do tekstu który nadal wisi na internetowej stronie Gońca.

Jak poza tym można ograniczyć koszty paliwa? Można kupować paliwo w Costco, jeśli mamy tam kartę, jest trochę tańsze; można też ściągnąć aplikację Gas Buddy czy podobną, która wskaże nam stacje, gdzie jest akurat trochę tańsza benzyna, warto też kupować wtedy kiedy benzyna jest w tygodniu najtańsza; wiadomo że przed weekendem, zwłaszcza długim zawsze cena wzrasta.

Oczywiście, nie polecam trzymania benzyny u siebie w domu, kupowania na zapas. Zresztą trzeba być albo z Krakowa albo z Poznania żeby coś takiego przyszło nam do głowy.

W każdym razie ktoś kiedyś powiedział, jak cię nie stać na benzynę, to znaczy nie stać cię na samochód. Jest w tym trochę prawdy, można więc częściej wsiadać na rower, ograniczać liczbę krótkich wyjazdów „do Chińczyka”, kiedy spalanie jest bardzo wysokie na nie rozgrzanym silniku, chodzić pieszo, czy kupić elektryczną motorynkę.

Można w nadchodzących wyborach zagłosować na Douga Forda, który obiecuje że zdejmie podatek węglowy, który jest nałożony jest na benzynę i powoduje, że pomimo nie tak drogiej ropy naftowej benzyna w dystrybutorze to towar luksusowy.

Do czego namawia Wasz Sobiesław

piątek, 25 maj 2018 07:51

Chevrolet Bolt EV 2018

Napisane przez

Jeśli „elektryk”, to wcale nie tesla. Chevrolet bolt jest dużo tańszy i „poręczniejszy”.

Coraz więcej mamy samochodów elektrycznych na drogach. Spotkałem jakiś czas temu kolegę, który opowiadał, że jego sąsiad kupił za 10.000 dol.  elektrycznego fiata 500 ze Stanów Zjednoczonych i nie może się nachwalić; przede wszystkim tego, że jeździ prawie za darmo. Niedługo zaś potem kolega elektryk przyszedł z propozycją ogłoszenia; instaluje powiem ładowarki do samochodów elektrycznych na 240 V – to te drugiego stopnia, które ładują o wiele szybciej niż normalne gniazdko. Mówi, że zapotrzebowanie na nie jest olbrzymie, tym bardziej że można dostać dofinansowanie od rządu. 

        Od rządu Ontario można też dostać dofinansowanie na same samochody elektryczne. Od tego roku wygląda ono trochę inaczej niż do tej pory; mianowicie my – podatnicy – przestajemy już dofinansowywać elektryczne samochodu kosztujące ponad 75.000 dol., dawniej musieliśmy się dokładać do tych luksusowych aut. Tak więc dofinansowanie w Ontario maksymalnie wynosi 14.000 dol. do ceny samochodu. Zależne jest od liczby pasażerów, jakich zdolny jest przewieźć dany samochód, oraz tego czy jest całkowicie elektryczny i jak daleko na prądzie jest w stanie przejechać, czyli od zasięgu. 

        Najbardziej popularnym w Ameryce samochodem elektrycznym – uwaga, uwaga – nie jest wcale tesla. 

        Najbardziej rozsądnie kupimy bowiem chevroleta bolta. Bolt w Ontario kosztuje od 44.000 dol., ale można właśnie wykorzystać program rządowy i dostać z powrotem 14.000, co oznacza że płacimy 30.000 za samochód, który przewozi 5 osób, ma pojemny bagażnik, jest zgrabnym hatchbackiem i ma maksymalny zasięg w granicach 400 km. Producent podaje 380 km na jednym ładowaniu. 300 km jest więc osiągalne w każdych warunkach, zaś wspomnianą ładowarką naładujemy bolta w 9,5 h, czyli przez noc. Ontario oferuje program dofinansowania instalacji i zakupu stacji ładowania – 50% kosztów zakupu do kwoty 500 dol.  plus 50% kosztów instalacji do kwoty również 500 dol. Dotyczy to stacji ładowania tak zwanego poziomu drugiego, czyli 220 V. Bolt ponadto jest całkiem zrywny; ma silniki elektryczne napędzający przednią oś o mocy 200 KM, co oznacza, że do 96 kilometrów na godzinę rozpędza się w 6,5 sekundy. Kabina jest obszerna, choć dosyć plastikowa. Nie jest to przecież auto z wyższej półki, lecz po prostu elektryczny samochód o bardzo dużych bateriach. Podobnie jak nissan leaf, bolta prowadzi się jednym pedałem, choć mamy też pedał hamulca. Wygląda to tak że musimy przycisnąć pedał do pewnej pozycji, po której samochód rusza, a następnie jeżeli od tej pozycji pedał puszczamy, auto samo zaczyna nam zwalniać, jednocześnie zamieniające energię ruchu na ładowanie bakterii. Hamowanie takie odzyskuje nam trochę energii elektrycznej; oczywiście przy ostrym hamowaniu musimy użyć tradycyjnego hamulca. 

        Jeśli chodzi o ładowanie, musimy zdawać sobie sprawę, że kosztuje ono inaczej w różnych miejscach; w domu jest najtańsze, a w publicznych najdroższe, zwłaszcza w tych umożliwiających szybkie załadowanie samochodowych baterii. Bolt ma ładowanie uzależnione od lokalizacji, co pozwala wykorzystać nocne ceny za prąd.

        Samochód wyposażony jest w kamery, które w wersji premier oferują dookolną widoczność. Bolt jako drugie auto w rodzinie to bardzo dobry wybór. O ile bowiem jazda na Kaszuby może być na granicy zasięgu, a do Montrealu wymaga koniecznej przerwy na doładowanie, o tyle jeżdżenie po mieście do pracy i z pracy nie przedstawia żadnych problemów. Zwłaszcza jeżeli mamy zamontowaną w domu stację szybkiego ładowania baterii 

        Baterie mają pojemność 60 kWh i dlatego właśnie bolt może dojechać prawie 400 km. Cały ten zestaw objęty jest ośmioletnią gwarancją (lub 160.000 km) O ile więc tesla przypomina elegancki samochód dobrej klasy, to bold jest po prostu takim elektrycznym aveo.

        W konsoli znajdziemy dwa wyświetlacze, jeden 8-calowy, nad kolumną kierownicy, który wyświetla stan baterii, naładowanie, dystans, jaki jesteśmy w stanie przejechać, prędkość i tym podobne rzeczy – oczywiście można tutaj to wszystko zmieniać przyciskami na kierownicy. Po prawej stronie znajduje się duży wyświetlacz, ponad 10-calowy, w którym również dostępna jest nawigacja, muzyka, gdzie możemy podłączyć nasz telefon. 

        Jak na elektryczny samochód przystało, chevrolet bolt ma gadżety coraz bardziej standardowe, czyli automatyczne hamowanie przed przechodniem, ostrzeżenie przed opuszczeniem pasa ruchu czy ostrzeżenie przed samochodem jadącym w martwym punkcie. Auto wyposażone jest w dziesięć poduszek powietrznych i zbudowane na bazie wysokowytrzymałej stali.

        Podsumowując, bolt jest jedną z najbardziej rozsądnych opcji zakupu samochodu elektrycznego w Ontario. Pewnie że nie będziemy nim tak zwracać uwagi, jak posiadacze tesli, i nasz zasięg będzie odrobinę mniejszy, ale zapłacimy dużo, dużo mniej, a dostaniemy całkiem zgrabny i dostosowany do elektrycznego napędu samochód. 

        A mnie tak na koniec tak całkiem „po polsku” przychodzi  myśl, czy nie można sobie dokupić zewnętrznych baterii – tak jak możemy dokupić zewnętrzną baterię do ładowania różnych elektronicznych gadżetów. Jeśli mamy, na przykład, pojechać do takiego Montrealu w jedną czy dwie osoby, to zupełnie spokojnie moglibyśmy zabrać do bagażnika baterię akumulatorów i gdyby dało się je zespolić i łatwo podłączyć do tych głównych – mielibyśmy zapasowy „bak”. W ten sposób naprawdę moglibyśmy uczynić z bolta bardzo użyteczne auto na co dzień. Zachęcam, by jakaś złota rączka o tym pomyślała. Jest interes do zrobienia. W końcu baterie są ogólnie dostępne i jeśli w bagażniku mamy miejsce, moglibyśmy mieć ich o wiele więcej, a wówczas może nawet zasięg 700 km byłby całkiem osiągalny. Dla bezpieczeństwa można by też było wozić po prostu zestaw zapasowy, który gdyby nieopatrznie skończył się nam prąd w głównych bateriach, podłączalibyśmy i jechali dalej. Tyle z mojej strony o samochodach, do których przekonuje mi się dosyć trudno. Wychowałem się w czasach ładnie grających motorów i ręcznych przekładni ze sprzęgłem. Nowoczesności sypać piasku w tryby jednak nie warto,                

o czym zapewnia Wasz Sobiesław 

piątek, 18 maj 2018 13:21

Guma jest najważniejsza!!!

Napisane przez

Koledzy mówią mi, że dzisiaj mam mało miejsca, bo Goniec ma specjalne wydanie, więc będę się streszczał. 

        Sprawa dotyczy rzeczy najbardziej poważnej – jak podkreśla to zawsze inż. Ludomir Zakrzewski z Ludex Auto (ogłasza się u nas na ostatniej stronie), opona to jest jedyne miejsce, w którym samochód kontaktuje się z drogą. Dlatego tak ważne jest, ażebyśmy opon sobie nie odpuszczali i  jeździli na napompowanych kołach. Jest to dodatkowo ważne we współczesnych samochodach, w których systemy trakcyjne zależą od elektronicznych czujników. Zawsze warto więc przy tankowaniu sprawdzić ciśnienie w oponach. Nawet jeśli mamy czujniki w kołach, dobrze jest „ręcznie” sprawdzić ile tego powietrza rzeczywiście w oponie jest.

        Jest to ważne w sytuacjach awaryjnych, gdy chodzi o życie i śmierć. Źle napompowana opona przy nagłym skręcie zaczyna się wykoślawiać i dotykać boczną ścianką asfaltu, przez co łatwiej o poślizg. Jeśli słyszymy, że coś nam na zakrętach koła za bardzo piszczą przy niedużych prędkościach, to niechybny znak, że mamy niedopompowane koła. 

        Sprawdźmy opony po zimie, zobaczmy, czy nie są uszkodzone, i dopompujmy, czasem trudno zauważyć ubytek ciśnienia gołym okiem. Sprawdźmy również ciśnienie w kole zapasowym, te małe kółka wymagają o wiele większego ciśnienia niż zwykłe koła, a zazwyczaj zapominamy o tym, do momentu aż coś się dzieje. Po 5 czy 6 latach leżakowania w raz gorącym, raz zimnym bagażniku ciśnienie w tym kole może spaść nawet o połowę.

        A zatem w trosce o własne bezpieczeństwo przed długim weekendem Victoria Day, przy tankowaniu sprawdzimy ciśnienie w naszych kołach. Jeśli ktoś nie wie, jakie ma być, a  jest różne w różnych samochodach, czasem inne w kołach przednich i w kołach tylnych, to informacje na ten temat są na tabliczce, która zazwyczaj umieszczona jest we wnęce drzwi kierowcy i widać ją po otwarciu drzwi 

Happy Victoria Day – udanych weekendowych wojaży Wasz Sobiesław

piątek, 11 maj 2018 07:51

Gaz do SUV-a - czyli super duo

Napisane przez

Duży kilkuletni SUV na gaz, eksploatowany przez 10 lat, to najwygodniejsza i najtańsza opcja motoryzacyjna dla rodziny. Najważniejsze, abyśmy kalkulowali z ołówkiem w ręku…

Na początek krótka zapowiedź, niebawem będziemy rozmawiać z panem Arkadiuszem Kamińskim, który jest właścicielem marki „Syrena” i próbuje reaktywować tę markę w Polsce – jak się okazuje, jest to droga przez mękę, o czym wkrótce, bo spotkaliśmy pana Arkadiusza podczas przemarszu pod ontaryjską legislaturę z okazji święta 3 Maja. 

        Dzisiaj chciałbym polecić rozmowę z Robertem Jękoszem o przestawianiu samochodów na gaz (str. 26). Wiem, że gaz „jest kontrowersyjny”, bo wielu pamięta próby ugazowienia samochodów podejmowane w czasach, kiedy silniki nie miały wtryskiwaczy. Gaz rozprężany w gaźnikach zachowywał się bardzo różnie i ludzie bali się nawet zapalić papierosa, bo a nuż wybuchnie. 

        Dzisiaj jest zupełnie inaczej, zmieniła się technologia i ta gazowa, i ta silnikowa. Przy cenach benzyny, które z pewnością nie będą już niższe, jeżdżenie na paliwie, które kosztuje 0,50 dol. za litr, a ma wydajność energetyczną niewiele mniejszą od benzyny, to jest jeżdżenie za pół ceny; owszem, jeżeli ktoś przejeżdża, jak moja żona, 10 tys. km rocznie – może nie robi to aż tak znacznej różnicy, biorąc pod uwagę koszt instalacji gazowej, jednak już przy  wyjazdach wakacyjnych na północ albo dojazdach do pracy z daleka, gdy mieszkamy  gdzieś w okolicach Barrie,  Stoney Creek, instalacja gazowa naprawdę pozwala sporo zaoszczędzić. Na dodatek, można to sobie sprawdzić w Internecie, o ile czyściej spala się gaz w porównaniu z tradycyjną benzyną. Nie dość, że oszczędzamy środowisko, to jeszcze oszczędzamy nasze własne pieniądze. 

        Jedyny mankament, to że trzeba to przekładać przy sprzedaży samochodu albo zamawiać nową instalację, co jest kosztowne. 

        Dlatego zawsze uczulam, że rozwiązaniem jest tu rozsądne kupowanie samochodu i rozsądne posiadanie samochodu. Na czym polega? 

        Żeby brać pod uwagę skalę deprecjacji auta, czyli kupujemy dobry samochód 4-, czy nawet 5-letni, wiedząc, że obniżenie jego wartości nie będzie tak duże, jak w przypadku auta nowego; następnie przekładamy do takiego samochodu instalację gazową, czyli mamy – powiedzmy – dużego SUV-a, który normalnie żłopie hektolitry drogiej benzyny, a tak jeździ za pół ceny jak oszczędna osobówka,  trzymamy takiego SUV-a powiedzmy do czasu, kiedy osiągnie 12 lat, czyli przez 7 lat, i w tym czasie nasz rachunek utrzymywania samochodu powinien rocznie wypaść bardzo rozsądnie. Dobrze utrzymywany samochód pojeździ i 500 – 600 tys. km; duży, wygodny i tani. Musimy się jedynie wyzbyć tej wzbudzanej w nas przez marketing żądzy posiadania nowego. Stare może być naprawdę lepsze, a jak koledzy z lotnictwa wiedzą, wystarczy przestrzegać resursów części, by jeździć nawet i 20 lat tym samym autem.  Proszę sobie teraz wyobrazić, jaka dzięki temu jest korzyść dla środowiska naturalnego; przecież przez 20 lat to moglibyśmy wymienić ze 4 albo i 5 samochodów. Czyli te samochody musiałyby być wyprodukowane dla nas, a tutaj wystarczą części zamienne, o czym, uśmiechając się z przekąsem, zapewnia Wasz Sobiesław

piątek, 04 maj 2018 00:54

Start i stop, czyli nie oszukujmy się…

Napisane przez

Zawsze stając na przejeździe, wyłączam silnik. Nic w tym dziwnego, biorąc pod uwagę długość tutejszych składów kolejowych. Czy jednak montowane coraz częściej systemy start i stop mają sens?

                  Tak się składa, że nie wszystko złoto co się świeci i nie wszystkie rzeczy, które nam są reklamowane jako zbawienne dla samochodu czy dobre dla środowiska naturalnego, takie rzeczywiście są. Wiele w tym li tylko „zielonego” marketingu. A my jak konie z klapkami na oczach, rzadko sięgamy wzrokiem poza kampanie reklamowe.

                  Od jakiegoś czasu zyskuje na popularności system „start i stop”, montowany od dawna  w hybrydach i samochodach luksusowych, BMW czy mercedesach. Rzekomo ma nam oszczędzać  od 3 do 10 proc. paliwa. Rzecz polega na tym, że w momencie, kiedy zatrzymujemy się do pełnego stopu, samochód wyłącza silnik i z chwilą naciśnięcia pedału gazu znów go włącza.

                  Niby genialne rozwiązanie, które pozwala nam nie truć środowiska, stojąc w korkach czy przed wspomnianym przejazdem kolejowym. Mówię „niby”, dlatego że diabeł tkwi w szczegółach, a szczegóły są takie, że uruchamianie i wyłączanie silnika zużywa akumulator i inne podzespoły, co sprawia, że trzeba, aby był mocniejszy i częściej wymieniany, czyli trzeba tych akumulatorów więcej produkować, a to pociąga za sobą emisję do atmosfery; start i stop zmusza też inżynierów do przeróbki silnika, tak by pewne podzespoły pracowały na silnikach elektrycznych, a nie na głównym pasku klinowym; słowem, jest dużo dodatkowej roboty i pokomplikowania w zamian za 3 proc. rzekomych oszczędności, bo też do końca to nie jest tak ustalone.

                  Obrońcy środowiska naturalnego mówią, że no tak, ale jeżeli weźmiemy pod uwagę wszystkie samochody, które są na drogach, no to oszczędność o 3 procent daje hektolitry paliwa i tony emisji szkodliwych dla naszej atmosfery substancji, których zaoszczędzimy środowisku. No tak, ale z drugiej strony...

                  Często mówiąc o samochodach i ich wpływie środowiskowym, ograniczamy się do emisji spalin, podczas gdy jednym z głównych powodów samochodowego trucia jest produkcja części zamiennych i samych samochodów; produkcja stali, produkcja baterii, transport części. Ludzie, którzy mkną teslą po autostradzie, rzadko myślą o tym, skąd bierze się prąd, którym ładują jej baterie, a ten może być generowany w węglowych czy mazutowych elektrowniach i z wielkimi stratami przesyłowymi dostarczony do tego gniazdka, w którym go odbieramy. No ale nasza cywilizacja lubi pozory.

                  Tak więc system „stop i start” to taki właśnie pozór oszczędności, który jak się tak dobrze człowiek zastanowi, po prostu skraca życie samochodu, co oznacza, że auto szybciej pójdzie na złom i szybciej wyprodukuje się nowe,  emitując do atmosfery kolejne tony  brudów.

                  Podobnie rzecz się ma z dzisiejszymi silnikami, gdzie niewielkie oszczędności na zużyciu paliwa uzyskuje się przez turbodoładowanie, czasem dwustopniowe. Ale to wyżyłowanie powoduje że silnik pracuje w o wiele wyższych temperaturach, części się zużywają i wymagane jest więcej napraw, a samochody nie dożywają już tych przebiegów, jakie miały nasze staruszki.

                  Stary samochód na drodze to nie musi być środowiskowy szkodnik. To właśnie kupując od dealera nowe auto, powinniśmy mieć napisane na szybie, ile szkodliwych emisji poszło do atmosfery za sprawą wyprodukowanych plastików, blach i akumulatorów. Wtedy mielibyśmy pełniejszy obraz tego, co truje bardziej, a co mniej. No, ale czy to leżałoby w interesie tych, którzy chcą nam wepchnąć nowe auto? Czy leżałoby w interesie korporacji, które chcą maksymalizować zysk i zwiększać produkcję? Dlatego mami się nas nowinkami, które rzekomo usprawniają życie, a tak naprawdę są tylko denerwującym dodatkiem. A na koniec małe pocieszenie. Nawet w samochodach, gdzie nie można go wyłączyć na amen – niestety, są takie, że start i stop pojawia się za każdym razem, gdy włączymy kluczyk – można zainstalować mały bajpasik oprogramowania, do czego oczywiście nie namawiam, ale proszę pogooglować w tym temacie...

zapewnia Wasz Sobiesław 

Szanowni Państwo, dzisiaj znów o Syrenie Meluzynie, a to dlatego, że p. Arek Kamiński nie ustaje w boju o restytucję polskiej marki samochodu. Jego pasja jest godna podziwu –

o czym z zapewnia Wasz Sobiesław.

Firma AK Motor Polska przedstawia technologię, na której będzie oparta elektryczna Syrena.

        AK Motor Sp. z o.o., oficjalnie zaangażowana w proces wskrzeszenia samochodu Syrena, uchyla rąbka tajemnicy na temat technologii, jaką zastosuje w nowych  autach. 

        Spółka zdecydowała, aby w swoim modelu biznesowym nie koncentrować się na tworzeniu od podstaw własnej technologii, lecz by skorzystać z oferty firm, które specjalizują się w tej dziedzinie. Chce stworzyć sieć partnerską, która pozwoli na efektywną współpracę w celu realizacji tak wielkiego przedsięwzięcia, jakim jest reaktywacja polskiej marki samochodowej Syrena.  Osiągnięcie tego celu jest możliwe tylko dzięki zastosowaniu kluczowych kompetencji każdego z partnerów biznesowych. W przypadku technologii, na jakiej oparta będzie budowa elektrycznych Syren, AK Motor wybrała do współpracy profesjonalistów, dysponujących wiedzą i doświadczeniem, którzy gwarantują innowacyjność, a przy tym niezawodność auta.  W ten sposób firma AK Motor umożliwia rozwój wyspecjalizowanym polskim spółkom.

         Ludzie pytają nas, jak duża jest nasza firma? Odpowiedź jest prosta, „mała, lecz wielka”. Chcę, aby AK Motor rozwijała się jako firma „sieciowa”.  Jest to rozwiązanie przyszłości.  Każdemu zależy na sukcesie Syreny, byłem o tym całkowicie przekonany i wiedziałem, że ten fakt przyciągnie do tego projektu najlepszych partnerów w każdej dziedzinie, która nas interesuje. Jako firma sieciowa, AK Motor jest „ciałem centralnym”, dookoła którego obracają się satelitarne firmy partnerskie w naszym konsorcjum. Ponadto, uważam, że wiele polskich firm może tylko skorzystać, współpracując z nami nad Syreną. Paradoksalnie, przy współpracy sieciowej  w konsorcjum z naszymi lojalnymi partnerami technologicznymi, rozwojowymi i produkcyjnymi, nasz cały zespół tworzy potężny polski koncern samochodowy, koncern z największym doświadczeniem w produkcji polskich samochodów. Mogę zdradzić, że pewien podmiot polskiego rządu uznał ostatnio, że technologia, którą chcemy zastosować w naszych Syrenach, jest najlepsza w kraju do polskiego samochodu elektrycznego – powiedział Arkadiusz Kamiński, prezes AK Motor Polska Sp. z o.o.

Teraz trochę o samej technologii:

         Syrena Meluzyna E3 – to konfiguracja 3-drzwiowa w stylu hatchback.  W aucie jest 5 miejsc siedzących.  Jest też więcej miejsca nad głową dla pasażerów z tyłu niż w dwudrzwiowej Syrenie Meluzynie. Pojemność bagażnika samochodu z tylnymi rozłożonymi siedzeniami wynosi około 1153L, a z siedzeniami złożonymi (w pionie) 550L. Masa pojazdu gotowego do jazdy to 1500 kg (w tym akumulatory trakcyjne 320 kg). Podzespoły elektryczne do Syreny Meluzyny E3 nie istnieją jedynie w teorii, są gotowe do użycia.  Aktualnie, firmy współpracujące z AK Motor przy projekcie Syreny dostosowują wszystkie podzespoły do wymagań elektrycznej Syreny Meluzyny (firmy te pochodzą z Polski). Syrena Meluzyna E3 będzie posiadać wysokoobrotowy silnik klatkowy z przekładnią planetarną redukcyjną o prędkości 24000 obrotów na minutę.  Maksymalna ciągła moc znamionowa jest na poziomie 52 kW, z chwilową mocą do 120 kW (przez 30 sekund). Napęd jest chłodzony płynem. Zastosowana została jedna, przednia oś napędowa. W planach jest też wersja terenowa z napędem na cztery koła, przy użyciu dwóch silników elektrycznych. Moc falownika znamionowa wynosi 150 kW, z napięciem maksymalnym zasilania o 800 VDC.  Samochód będzie wyposażony w modułowe akumulatory trakcyjne o pojemności 20 kWh, 30 kWh lub 40 kWh, w zależności od wersji pojazdu. Zaoferowanie samochodu w kilku wersjach pozwoli na optymalizację ceny zakupu, a co za tym idzie, jego większą dostępność dla potencjalnych klientów. Akumulatory będą skonstruowane z uwzględnieniem bezpieczeństwa zderzeniowego, jak i elektrycznego użytkowników. Masa akumulatorów będzie wynosić, w zależności od pojemności odpowiednio: 200 kg, 300 kg i 400 kg.

        W samochodzie przewidziano dwa systemy ładowania akumulatorów:

        A) z wykorzystaniem jednofazowego gniazda elektrycznego i wbudowanej ładowarki.

        B) z wykorzystaniem złącza CCS Combo 2 i dedykowanej szybkiej ładowarki zewnętrznej z wykorzystaniem prądu stałego (50 kW). 

        Zastosowanie zewnętrznej, szybkiej ładowarki ma wiele zalet, takich jak: skrócenie czasu ładowania, wykorzystanie tej samej ładowarki przez wielu użytkowników, optymalizacja wykorzystania przyłącza energetycznego. Złącze typu CCS Combo 2 zostało określone jako wymagane w przypadku punktów ładownia prądem stałym przez Dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady 2014/94/UE. Typowe ładowarki zewnętrzne w standardzie CCS Combo 2 mają moc równą 50 kW (choć standard przewiduje większe moce). W związku z tym czas szybkiego ładowania do 80% SOC, zależnie od pojemności akumulatorów, będzie wynosił od 20 min do 40 min, natomiast czas ładowania akumulatorów do 100% SOC wyniesie od 24 min do 48 min. Możliwe jest dalsze skrócenie czasu ładowania, jednak typowe rozwiązania rynkowe dostępnych ładowarek oferują właśnie moc na poziomie 50 kW. W przypadku domowego punktu ładowania (jednofazowy o mocy 7,4 kW) czas ładowania będzie wynosił od 5 do 9 godzin.

Wymiary Syreny Meluzyny E3: (mm) Rozstaw Osi - 2508 Rozstaw kół - przód - 1530  Rozstaw kół - tył - 1530  Długość - 4063  Szerokość - 1800  Wysokość - 1493  Prześwit pod samochodem z przodu – 170 Opony - 225/50R17

        Syrena Meluzyna RE – Sport wciąż pozostaje bliskim tematem dla AK Motor, jest spójna z wizerunkiem firmy i idealnie wpisuje się kierunek rozwoju marki Syrena.  Pod koniec 2015 roku AK Motor Polska przedstawiła Syrenę Meluzynę R, jako pierwszy nowy samochód pod marką Syrena, który był dostępny na rynku od roku 1983, w serii limitowanej do 25 sztuk. Aktualnie, pozostało jeszcze 20 sztuk Syreny Meluzyny R do zamówienia i chociaż ostatecznie firma, podążając za trendami przyszłości, zgodnie z wyznaczonym kierunkiem, dotyczącym motoryzacji w Polsce, zdecydowała się na samochody elektryczne (co spowodowało, że promocja na spalinowe auta wyścigowe została ograniczona), firma AK Motor chętnie wyprodukuje pozostałe auta na potrzeby wyścigowców, jeśli będą dalsze zamówienia. Ta oferta jest ciągle aktualna. W niedalekiej przyszłości podane zostaną również informacje dotyczące elektrycznego samochodu wyścigowego pod nazwą Syrena Meluzyna RE. Od zawsze, sport wyścigowy był najlepszym sposobem na przetestowanie nowych technologii i w tym kierunku będzie podążała również marka Syrena. 

Źródło: AK Motor Polska Sp. z o.o.                    

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. www.newsyrena.com,  

piątek, 20 kwiecień 2018 07:55

Włoska legenda

Napisane przez

Szanowni Państwo, dzisiaj przedstawiam tekst historyczny nadesłany przez p. Janusza Binkiewicza z Montrealu w związku z rocznicą urodzin twórcy marki Ferrari.  Wasz Sobiesław

Właśnie w kwietniu mija 120 lat od dnia, kiedy urodził się Enzo Ferrari. Na dalekiej prowincji na północy Włoch, 18 kwietnia 1898 roku, miejscowość Modena niedaleko Bolonii. 

        W tym ciekawym roku dla historii aut na świecie, w Paryżu odbyła się wystawa samochodów takich zacnych marek, jak Peugeot, Panhard i Levassor, Benz i Daimler. Przedstawione były tam 223 modele. Warunkiem dopuszczenie do wystawy było przejechanie 40 km z Paryża do Wersalu i z powrotem. W tym samym czasie, kiedy rodzi się nowy bohater marki Ferrari, Louis Renault, buduje swój pierwszy samochód Typ A z 1,5 K.M. i prędkością maksymalną 50 km/h. Kiedy Enzo miał roczek, Belg C. Jenattzy pobija rekord prędkości, osiągając 100 km/h samochodem o napędzie elektrycznym. W tym samym roku powstają tak znane firmy, jak Buick czy Audi. Dalsze znane firmy to 1900 rok powstanie Dodge Brothers Company, Cadillac dwa lata później, w następnym rodzi się kolejna potęga założona przez Henry’ego Forda, a w dziesiątą rocznicę urodzin Enzo, rodzą się Rolls Royce czy General Motors. Można łatwo znaleźć cel na całe życie w tym czasie. 

        Jego ojciec Alfredo Ferrari był właścicielem wytwórni elementów metalowych, dokonując równolegle napraw aut. Syn Enzo to drugie z dzieci. Ojciec Alfredo Ferrari od wczesnej młodości zabierał Enzo na wyścigi, sam pasjonując się wyścigami samochodowymi. W wieku 10 lat, jako dziecko urodzone w epoce najintensywniejszego podboju pojazdami mechanicznymi dróg świata, zapalił się do wyścigów samochodowych, oglądając w 1908 roku Cricuit di Bologna, wówczas też narodziło się w nim pragnienie zastania kierowcą wyścigowym.

        We wczesnej młodości, dzięki pracy w warsztacie ojca lub u innych prywatnych warsztatach, a następnie nauce w technikum, zdobywał solidną wiedzę praktyczną i teoretyczną o pojazdach mechanicznych. Mimo że we wczesnej młodości - przyszły wielki Ferrari miał zaledwie 18 lat - ojciec jego zmarł, zdążył wzbudzić miłość syna do świata samochodów. Po zakończeniu I wojny światowej pierwszą pracą, jaką dostał dwudziestoletni Ferrari, było transportowanie i przewożenie wojskowych pojazdów zdemilitaryzowanych. Doświadczenia z tej pracy okazały się w przyszłości bardzo użyteczne dla poszerzenia umiejętności przyszłego Enzo. Przede wszystkim dzięki zdobytym umiejętnościom szofera, czasem w bardzo trudnych warunkach terenowych, przy złym stanie tego sprzętu, często uszkodzonego, a więc trudnego do prowadzenia, nauczył się sporo. Zamiłowanie do pojazdów, wiedza praktyczna przy remontach i teoretyczna ze szkoły, zaowocowały pierwszym udanym startem w wyścigu aut w 1919 roku, a w następnym znalezieniem się w wyścigowej ekipie Alfa Romeo (rok założenia 1910). Tak zaczął się zawodowo fascynujący etap w życiu młodego Ferrari - kierowcy szybkich pojazdów wyścigowych.

        Ten zdeterminowany, uparty, przedsiębiorczy i bardzo dynamiczny człowiek w latach dwudziestych ub. wieku zaczął karierę pilota samochodów wyścigowych, i to w firmie z renomą międzynarodową, Alfa Romeo. Mógł więc w każdym detalu, ze strony praktycznej, poznać w działaniu pojawiające się zalety i wady aut wyścigowych. Przebywając w tym przeciekawym środowisku i posiadając wrodzony talent zjednywania sobie ludzi, na tym niezwykle intensywnym etapie swojej bogatej kariery życiowej, powoli przechodził do roli lidera. Jeździł wówczas samochodami marki Alfa Romeo. 

        Mając wrodzony talent do mobilizującego kierowania i współdziałania w ekipie, współpracy ludźmi, w 1929 roku (prawie 90 lat temu) skupił wokół siebie grupę zapaleńców i założył, w młodej trzydziestce, swoją własną stajnię wyścigową pod nazwą Scuderia Ferrari, która istnieje i osiąga sukcesy do dziś.

        To właśnie w tej epoce przez swoich podwładnych Enzo nazywany był Il Commendatore (słynny pseudonim E. Ferrariego). Na marginesie trzeba dodać, że logo firmy, ożywiony czarny rumak na żółtym tle, pochodzi od emblematu, jakiego używał włoski lotnik Baracca w czasie udanych lotów w trakcie I wojny światowej, a który zafascynował Ferrariego.  

        Równolegle do uprawiania sportu wyścigowego, pracuje na etacie dla Alfa Romeo. Brał udział w około 50 wyścigach, z których jedną czwartą zakończył na pierwszym miejscu. Niespodziewanie dla wszystkich w 1931 roku kończy definitywnie karierę jako pilot samochodowy. Aż do końca międzywojnia pracował na etacie dla tej firmy. Wciąż dając się poznać jako wspaniały lider, koordynator, organizator i administrator zespołów wyścigowych, dochodząc do stanowiska dyrektora sportowego.

        W 1938, następnym i najowocniejszym etapie swojego życia, w pełni sił twórczych, posiadając niezbędne środki finansowe, podjął się roli konstruktora i stworzył podwaliny pod przyszłą fabrykę Ferrari. Na skutek bombardowań alianckich w drugiej wojnie światowej, z Modeny przeniósł się do pobliskiego Maranello w 1943 roku, gdzie był właścicielem ziemi niezbędnej do zbudowania fabryki,

        Przez nadchodzące pół wieku swojego aktywnego życia, kierował, rozwijał i wsławił na całym świecie założoną przez siebie firmę. Równolegle do produkcji do celów obronnych w czasie wojny, zmontował pierwszy samochód wyścigowy z własnej fabryki; wyprodukował najpierw prototypy, a później auto pod nazwą AAC 815.  

        Tam też wytworzył w 1947 roku, mając prawie pięćdziesiąt lat, słynne Ferrari 125 S, w ten sposób narodziła się ta jego niezależna marka samochodów (zobacz niżej).  Był to pierwszy prawdziwy samochód wyścigowy tej firmy (dwunastocylindrowy V12, pojemność cylindrów 1497 cm3, o ciężarze 750 kg i mocy maks. 118 KM). 

        Koniec lat czterdziestych i lata pięćdziesiąte to stałe sukcesy tej wybitnej wytwórni samochodów w różnorodnych prestiżowych wyścigach na całym świecie. Przypomnijmy chociaż sukces ww. samochodu prowadzonego przez José Gonzaleza w 1951 roku we właśnie co rozpoczętej wielkiej imprezie wyścigowej mistrzostw świata, Formule 1 w Londynie. W tej formule wyścigowej, jak dotychczas, wytwórnia ta pobiła absolutny rekord świata - 16 razy samochody tej marki zdobyły mistrzostwo świata, a drugiemu na liście Williams F1 Team udało się to tylko dziewięć razy.  Przedsiębiorstwo przyjęło oryginalną zasadę znakowania swoich kolejnych modeli w funkcji liczby lat, np. 60 czy 70 w n-tą rocznicę założenia firmy - stąd najnowszy model wyścigowego bolida oznaczony jest - Ferrari SF 71SH.

        Projektując kolejne, wciąż doskonalsze pojazdy, marka ta stawiała na, jako najważniejsze, silne i niezawodne silniki, nie zajmując się projektowaniem karoserii. Stylistykę pojazdów przekazała, w ramach kooperacji, do renomowanych domów stylistów kształtów samochodów, jak Carroseria Pininfarina z Trofarello koło Turynu czy Scagliettini Bertone, Vignale. Ta integracja procesu projektowania przyniosła wyśmienite rezultaty.

        Dzięki współpracy z najznakomitszymi stylistami karoserii tej epoki powstał jeden z piękniejszych w swym stylu, Ferrari 166 GT (po włosku GT grand turismo), samochód sportowy produkowany w małych seriach.  

        Narodziła się również dzięki temu nieznana dotąd kategoria aut klasy (po angielsku Grand tourer - GT), charakteryzująca się zazwyczaj większym ciężarem niż ich odpowiedniki wyścigowe, za to zapewniająca, na długich dystansach, komfortowe warunki podróży. Klasa samochodów, produkowanych z wielką dbałością i precyzją wykonania, niespotykaną dotychczas wygodą, trwałością i wytrzymałością. Silnik montowany z przodu pojazdu, miękkie zawieszenie, moc przekazywana na tylne koła. Na co dzień kojarzonych z dwudrzwiowym kabrioletem/Coupé (popularnym odpowiednikiem tej kategorii jest Ford Mustang), pierwszym samochodem ogólnodostępnym tej firmy.  

        Po przedwczesnej śmierci syna Dino w 1956 - Il Commendatore załamuje się na krótko, ale konieczność zakończenia rozpoczętego przez syna wspaniałego projektu auta z silnikiem sześciocylindrowym, zmobilizowała go do nowego twórczego wysiłku przez następnych trzydzieści lat. 

        W latach sześćdziesiątych firma przechodzi poważne kłopoty finansowe. W konsekwencji w 1969 roku Fiat wykupuje pakiet większościowy jej akcji. Niemniej jednak fundator i twórca firmy, Enzo Ferrari, pracował w niej aż do śmierci. Ten prawdziwy przedsiębiorca z krwi i kości, który dożył sędziwego wieku 90 lat, zmarł w 1988 roku w pobliskiej, jak zawsze mówił, prowincjonalnej Modenie, tej samej, w której się urodził.

        Ten wybitny twórca najszybszych aut na świecie wspominał, że w początku swojej kariery nigdy nie myślał o zbudowaniu własnego, tym bardziej wyścigowego pojazdu. Nadmieniając, że pojawienie się samochodu na świecie stworzyło szanse człowiekowi stać się jeszcze bardziej wolnym.   

        Twórca tej wspaniałej, legendarnej marki, z pewnością zakładając swoją firmę prawie 70 lat temu, nie spodziewał się jej tak długotrwałego i wielkiego sukcesu.    

        Pamiętajmy również, że 10 czerwca tego roku w Montrealu odbędzie się siódmy wyścig tej serii F1. 

        Dziś ponad 3000 pracowników szczyci się tym, że pracują w tej firmie. A metody organizacji pracy i zarządzania w niej uważane są za przykład właściwego traktowania podwładnych przez przełożonych w przedsiębiorstwie w Europie (2007 rok). Obecnie produkuje się około 8000 samochodów rocznie, przy 3000 pracujących. Sama miejscowość liczy 17 tys. mieszkańców.  

        Z ciekawostek, obecny prezydent szef tej firmy Sergio Marcionne jest włosko-kanadyjskim przedsiębiorcą (ur. 1952 roku). 

        W trakcie procesu projektowania, na przestrzeni lat działania fabryki, w miejscowym biurze projektowym pojawiło się, od chwili założenia, ponad 35 modeli, nie mówiąc o tuzinie prototypów. 

        Dziś najlepiej sprzedające się samochody tej marki (znaki rozpoznawcze komfort jazdy, wysokie osiągi i specyficzne brzmienie): Ferrari 488 - ośmiocylindrowy silnik V8, 3,9 l Turbo, 661 KM, proporcja masa konie mechaniczne 2,2 kg/KM, 

Ferrari California T - ośmiocylindrowy silnik V8, 3,9 l DACT Turbo, 552 KM, proporcja masa konie mechaniczne 3,1 kg/KM 

        Ferrari Superfast - dwunastocylindrowy silnik V12, 6,5 l DACT 789 KM, proporcja masa konie mechaniczne 1,9 kg/KM

        Ferrari GTC 4 Lusso - dwunastocylindrowy silnik V12, 6,3 l 680 KM, proporcja masa konie mechaniczne 2,6 kg/KM.

Janusz Binkiewicz

piątek, 13 kwiecień 2018 07:31

Toyota 4runner

Napisane przez

        Gdyby toyota 4runner miała jeszcze silnik wysokoprężny, można byłoby ją spokojnie wziąć na wojnę…

Miejmy nadzieję, że wiosna jest już za rogiem i niebawem będzie całkiem ciepło, a zatem pora na przynajmniej pobieżny przegląd naszego samochodu po zimie. 

        Trudno to przecenić, ale najważniejsze są płyny; oczywiście zaczynamy od  oleju silnikowego – wypada więc, żebyśmy sprawdzili patykiem, ile go jest i w jakim kolorze, lepsze samochody mają elektroniczne sprawdzanie poziomu, więc tych posiadaczy aut to nie dotyczy.

        Druga rzecz to płyn chłodzący i tu warto wiedzieć, jaki jest używany w naszym samochodzie – czerwony, jak w wielu autach General Motors, czy zielony, uzupełniamy NA ZIMNYM SILNIKU do właściwego poziomu, a jeśli brakuje bardzo dużo, sprawdzamy, czy gdzieś nam nie wycieka, czasem wyciek potrafi być bardzo mały, ale w ciągu kilku miesięcy poziom  znacząco się obniża. 

        Kolejna rzecz to płyn hamulcowy i pozostałe.

        Oczywiście od czasu do czasu płyny powinniśmy wymieniać; to wszystko zależy od tego, ile kilometrów przejeżdżamy i w jakich warunkach – mówią o tym instrukcje. I do nich powinniśmy się stosować. (Jeśli nie mamy ich do naszego auta, można ściągnąć z Internetu.)

        Wielu z nas, posiadaczy starszych samochodów, ogranicza się do wymiany wyłącznie oleju, a tymczasem wymiana płynów to jedna z tych rzeczy, które wydatnie przedłużają żywotność naszego auta. Warto wiedzieć, kiedy płyn był wymieniany ostatnio – to ważne jest, zwłaszcza jeżeli kupujemy samochód z drugiej ręki.

        Jeśli mamy automatyczną skrzynię biegów, to również powinniśmy sprawdzić poziom i wyczyścić filtry. Tak więc oczywiście bez przesady, ale racjonalnie i z głową podejść powinniśmy do właściwego serwisowania wszystkich tych systemów, w których coś tam płynie. 

        To tak na początek, dzisiaj bowiem chciałbym wrócić do samochodu, który już „napocząłem”, a mianowicie toyoty 4runner, czyli prawdziwego SUV-a o właściwościach terenowych. 

        4runner nie wszystkim będzie się podobał, zwłaszcza nie tym, którzy kochają miękką jazdę, ale jest to samochód, który spokojnie można wziąć na wojnę. Co prawda, w środku, jak na auto, którego cena zaczyna się od 45.000 dol., razić mogą tanie plastiki, ale nie o wygląd w tym SUV-ie chodzi. Jest to autentyczny samochód terenowy, którym podróżować może wygodnie do 7 osób, przestronny i silny, ma możliwy do zablokowania tylny dyferencjał, automatycznie rozłączany, osłonową płytę pod silnikiem, kontrolę zjeżdżania z góry na cztery koła i wiele różnych elektronicznych udogodnień; oczywiście zintegrowaną nawigację na ponad 6-calowym ekranie z kamerą tylną. 

        Napędzany jest przez 270-konny sześciocylindrowy silnik czterolitrowy, który pali 12 l w jeździe autostradowej i ponad 14 l w jeździe miejskiej, można tym autem holować do 2268 kg, więc możemy pojechać na wczasy z całkiem niezłą przyczepą; do tego dochodzi wiele systemów poprawiających bezpieczeństwo – 8 poduszek powietrznych i przestrzenie absorbujące energię zderzenia. Jeśli powiem jeszcze, że jest to auto na tradycyjnej ramie z zespołem napędowym jak w pick-upie, to dopełni obraz tego naprawdę nieudającego niczego samochodu. 

        Oczywiście nie jest to pojazd dla kogoś, kto szuka przestronnego crossovera, którego miło prowadzi się po mieście i który ma charakterystykę jazdy przypominającą samochód osobowy; to jest prawdziwa terenówka, która dobrze czuje się na szutrowych i błotnistych drogach, a nawet leśnych duktach. Pozytywne jest też to, że można toyotę 4runner konfigurować na wiele różnych sposobów, od czego zależy cena. 

        4runner ma bardzo dobre oceny i użytkowników oraz opinię niezawodności, którą Toyota wypracowała niemal wszystkimi swoimi modelami. 

        Tak więc, jeśli chcemy mieć pojazd, w którym będziemy się czuć pewnie, niezawodny, zdolny do omijania dróg, to jest to SUV dla nas. 

        Jedyne, co można dodać, od czego tego rodzaju samochód zyskałby bardzo wiele, to gdyby był napędzany silnikiem Diesla; silnik wysokoprężny to jest to, co rzeczywiście pozwalałoby to auto wziąć na wojnę 

o czym zapewnia Wasz Sobiesław

Ford odwołuję do naprawy około 350 000 pick-upów i SUVów w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie oraz w Meksyku ponieważ ich skrzynia biegów może być na innym biegu niż to pokazuje się na drążku zmiany biegów. Komunikat dotyczy pick-upów F – 150 model 2018 a także SUVów Expedition z 10-biegowymi automatycznymi przekładniami. Wycofane są też do naprawy modele F 650 i F-750 z 6-biegowymi skrzyniami. Ford F-150 jest najlepiej sprzedającym się pojazdem w Stanach Zjednoczonych.
Jak poinformował koncern, w niektórych pojazdach zatrzask, który zabezpiecza linkę do przekładni może się obluzować co spowoduje, że kierowca może być w stanie przesunąć drążek biegów na pozycję P i wyjąć klluczyk ze stacyjki gdy skrzynia biegów wciąż jest na innym biegu, co pozwoli na ruch pojazdu. Jak na razie, Ford wie o jednym przypadku, w którym jedna osoba stała rana w rezultacie tego problemu.