Goniec

Register Login

Moto-Goniec

Moto-Goniec

czwartek, 19 październik 2017 23:11

Impreza 2017, czyli subaru jak się patrzy

Napisane przez

        Subaru to były zawsze auta dla koneserów; zawsze z napędem na cztery koła; zawsze z silnikiem typu bokser pozwalającym na obniżenie środka ciężkości, co za tym idzie, lepszą przyczepność na zakrętach. Może niezbyt wystylizowane, choć jest to oczywiście rzecz gustu, projektowane dość klasycznie, a jednak dla miłośników rajdów czy ludzi, którzy mieszkają za miastem, zupełnie kultowe. 

        To auta dostarczające dużo przyjemności w prowadzeniu, a jednocześnie praktyczne i bezpieczne. 

        Impreza rocznik 2017 jest oferowana w dwóch wariantach – sedan oraz pięciodrzwiowy hatchback, za którego zapłacimy dziewięćset dolarów dodatkowo. 

        Impreza bardzo dobrze trzyma wartość, co obniża znacząco całkowitą cenę posiadania pojazdu. W wariancie sprzedawanym w Kanadzie w wersji standardowej ma kamerę biegu wstecznego, podgrzewane przednie siedzenia i symetryczny napęd na wszystkie koła, który działa cały czas. Ponoć jest to najtańszy samochód z napędem na cztery koła sprzedawany w Kanadzie. 

        Subaru słynie z jakości, niezawodności i bezpieczeństwa. W imprezie chroni nas cała gama poduszek powietrznych łącznie z tymi nadkolanowymi oraz elektroniczne systemy zabezpieczające,  jak automatyczne wykrywanie przeszkód i hamowanie – również na biegu wstecznym, detektor pojazdu w martwym punkcie i wiele, wiele innych.

        W nowym modelu zwiększono pojemność kabiny pasażerskiej i bagażnika. Z dwulitrowym silnikiem typu bokser sprzężona jest pięciobiegowa ręczna skrzynia biegów lub bezbiegowa CVT, ale to już jako opcja. Wiele funkcji samochodu włączanych jest głosem; w ten sposób regulowana jest klimatyzacja i nagrzewanie, w taki sposób odbywa się nawigacja czy sterowanie systemem audio. W wyposażeniu mamy ośmiocalowy ekran o dużej rozdzielczości. 

        To już jest piąta generacja imprezy. Użytkownicy chwalą wyciszenie kabiny oraz bardzo dobry styl prowadzenia, jak na samochód bądź co bądź kompaktowy jest to absolutna pierwsza liga. 

        Wszystkie imprezy wyposażone są w silniki FB 20 pojemności 2 l, bezpośrednim wtrysku, czterocylindrowe, o mocy 152 koni mechanicznych. No może trochę za mało w aucie, które cały czas przenosi napęd na cztery koła.

        Samochód możemy kupić w czterech opcjach: adventure touring, sport i sport-tech. Ręcznej skrzyni biegów przydałby się 6. bieg, bo na autostradzie przy 120 km/h licznik obrotów wskazuje około 3000. 

        Impreza pali przeciętnie 8,9 l na 100 km w trybie połączonej jazdy miejskiej i wiejskiej, oficjalne wskazania miejskie to 10,1 l na 100, a wiejskie 7,7. Z ceną zmieścimy się w przedziale 25 tys. – 32 tys. dol., co jak na samochód kompaktowy nie jest może bardzo tanio, ale jak na subaru to całkiem rozsądna cena, o czym zapewnia 

Wasz Sobiesław 

piątek, 13 październik 2017 07:48

Drobne naprawy (nie tylko) E46

Napisane przez

        Dzisiaj znowu trochę o naprawach, o tym, aby postarać się rozpoznać usterkę w samochodzie, zanim pojedziemy do mechanika. Oczywiście, mówię o naprawach drobnych, takich, które możemy zrobić u siebie w domu bez podnośnika czy specjalnych narzędzi. Kiedyś już mówiłem, że warto zaopatrzyć się w komputer diagnostyczny do samochodu, co pozwoli ustalić obszar kłopotów. 

 

        Jeśli nas interesuje, żeby trochę zmniejszyć koszty posiadania auta poprzez własne drobne naprawy, warto zlokalizować kilka forów internetowych, na których dyskutują właściciele pojazdów naszego typu. Bardzo pomocne są też filmy instruktażowe na kanale YT i tam też można szukać porady, jak pewne rzeczy prosto wymienić. 

        Mnie w moim dziewiętnastoletnim BMW (E46) w najbliższym czasie czeka wymiana mechanizmu przekładni wycieraczek razem z silnikiem. BMW to niby drogi samochód w utrzymaniu, bo powszechna opinia jest taka, że skrót firmy można przetłumaczyć na „będziesz miał wydatki”. Jeśli się jednak wie, jak i co wymieniać oraz gdzie kupować części, wcale tak być nie musi. 

        Oczywiście, nowe części są niewspółmiernie drogie w porównaniu do wartości; wspomniany mechanizm nowy kosztuje w granicach 500 –  600 dol. kanadyjskich, co biorąc pod uwagę że samochód wart jest 2 – 3 tys., jest ceną zaporową. Można jednak znaleźć wiele firm oferujących części używane, no i właśnie przez taką firmę kupiłem używany komplet przekładni z silnikiem  za 60 dol., co z wysyłką i różnymi opłatami (cło) wyniosło około 90 CAD. Jest to o tyle smutne, że płacimy tutaj cło nałożone na część, która pochodzi z samochodu, który został już dawno temu wimportowany, więc.... Ale wiadomo, biednemu zawsze wiatr w oczy. Tak czy owak, będę miał za niespełna 100 dol. całe urządzenie i nie omieszkam Państwa poinformować, jak mi się udała instalacja. 

        Wcześniej wyszło mi na jaw kilka mniejszych rzeczy. Okazało się, że mój samochód traci płyn do spryskiwacza i  wyciek trwa 2 do 3 dni. Wymontowałem cały baniak, uszczelniłem; wydawało mi się, że jak jest wyciek, to pewnie na uszczelce, gdzie jest włożony na wcisk silniczek do spryskiwacza. Rzecz uszczelniłem gizmem kupionym w Canadian Tire i nic. Wycieku nie powinno być, a jest. Nie ma bardziej denerwujących rzeczy niż właśnie takie. Okazało się po sprawdzeniu na forach internetowych, że silnik do spryskiwacza ma małą dziurkę do odpowietrzania, i jest w stanie się tak zużyć, że właśnie przez ten dziurkę wycieka płyn, a całość normalnie działa. Wystarczyło zamówić nowy silnik i cała sprawa przeszła jak ręką odjął. Ponieważ wymontowanie i zamontowanie baniaka to banalna sprawa, więc zamówiłem przez Internet wspomniany silniczek (podrobiony chiński) za jedyne piętnaście dolarów, z darmową wysyłką. Część przyszła w ciągu 3 tygodni. Naprawa zajęła mniej niż 15 min. Do dzisiaj nie mam żadnych problemów. 

        Zapytacie Państwo, dlaczego kupiłem chińską podróbkę. Nie mam przed tym żadnych oporów; gdybym kupił markową część, to niestety ona dzisiaj również jest wyprodukowana w Chinach, i to pewnie w tej samej fabryce. Kiedyś myślałem, że oryginalny alternator Boscha do mojego volkswagena będzie lepszy od „generic”, jednak okazało się, że też jest wykonany w Chińskiej Republice Ludowej i nosi jedynie nabitą markę. 

        To była jedna naprawa, drugi problem był trochę bardziej tajemniczy; wiadomo, że w starych samochodach zaczynają się różne przygody elektryczne, izolacja przeciera się, dochodzi do lekkich zwarć...  

        Nagle zapaliły mi się na wskaźniku przed kierownicą lampki, że mam wypalone dwie żarówki z tyłu; sprawdziłem, wszystko się świeciło! Po jakimś czasie okazało się, że ten model tak ma, iż może to sygnalizować problem z uziemieniem tylnej lampy, ale na początku warto sprawdzić, czy palą się żarówki oświetlenia tablicy rejestracyjnej. Proszę sobie wyobrazić, że żarówki były ciemne. 

        Ich wymiana to żaden problem, wystarczy płaski śrubokręt, moje wyglądały na przepalone, założyłem nowe i... Nic,  nie świecą się. Po peregrynacji internetowej ustaliłem, że to oczywiście przewody. W którym miejscu? No tam, gdzie najczęściej się ruszają, czyli  w którym przechodzą do klapy bagażnika. Tam się to powycierało, jeden przewód wisiał na włosku, a drugi był urwany. Kupiłem trochę taśmy izolacyjnej i po skręceniu zaizolowałem i włożyłem w gumową osłonę. Przeszło. 

        Na dodatek, okazało się, że tam też należy szukać przyczyny, jeśli stracimy w bagażniku oświetlenie. Dlaczego? Bo tamtędy przechodzi przewód do zamka bagażnika, który to oświetlenie uruchamia, więc jeśli straciliśmy światło w bagażniku, to mogą nie być to wcale żarówki, tylko właśnie wytarty przewód, który idzie od zamka.

         Tyle porad, postanowiłem się z Państwem nimi dzielić, bo czasem właśnie takie dyletanckie uwagi pozwalają przełamać strach przed grzebaniem we własnym samochodzie, a informacja najwięcej kosztuje. Im więcej informacji, tym lepiej, 

o czym zapewnia 

Wasz Sobiesław 

piątek, 06 październik 2017 08:28

Piękna ofiara marketingu

Napisane przez

        Jak już pisałem o tym kilka razy, kocham motocykle miłością platoniczną. 

        Piękna linia klasycznego motoru jest jak figura młodej kobiety. Niedawno na ulicy widziałem właśnie taki piękny motor, zainteresowany podjechałem bliżej i odczytałem logo Victory. 

        Jest to marka dosyć nieszczęśliwa. Powołana do życia w roku 1998 przez Polaris Industries, miała w założeniu odnowić oblicze prawdziwie amerykańskich motocykli, dobrej jakości i pięknych w kształcie; motocykli, które mogłyby właśnie konkurować z harley-davidsonem. Właściciele tego ostatniego coraz bardziej narzekają na jakość. 

czwartek, 28 wrzesień 2017 22:26

Cena zwykłej niewiedzy

Napisane przez

        Dzisiaj wracamy do tematu dobrego mechanika. 

        Od czasu do czasu każdy z nas ma jakiś problem. Nawet w samochodach, które uchodzą za prawie niezniszczalne, jak toyota corolla czy różne hondy, mamy do czynienia z rzeczami, które jeśli nie są wymieniane na czas, no to będą dawały znać o sobie. 

        Gdybyśmy brali przykład z podejścia lotniczego do wymiany części, które się zużywają, to musielibyśmy założyć tzw. resurs, czyli wymieniać klocki hamulcowe, pompę paliwową, wodną, alternator i tym podobne podzespoły po określonej liczbie przejechanych kilometrów, bez względu na ocenę stanu zużycia. 

czwartek, 21 wrzesień 2017 22:48

Lepiej nie można

Napisane przez

        Honda odyssey  to królowa minivanów, jeśli szukamy czegoś, co w tym segmencie można określić jako perwaja liga, to odyssey jest samochodem dla nas. 

        Rok 2018 przynosi kolejny przeprojektowany rocznik tej interesującej i renomowanej marki. Wszystko wskazuje na to, że samochód ten podnosi poprzeczkę na nową wysokość i to właśnie z nim – podobnie jak w dawnych czasach z caravanem – wszyscy się zaczynają porównywać.

        Ciekawostką jest, że przeprojektowana wersja tego auta oferuje nowatorski system audio połączony z łącznością kabinową, dzięki czemu nie tylko możemy podglądać na wyświetlaczu, co robią dzieci w tylnych rzędach, ale również przemówić do nich przez głośniki lub pozostające w wyposażeniu systemu audio słuchawki. 

piątek, 15 wrzesień 2017 00:45

Furia dobra na jesień

Napisane przez

        Piękna, wrześniowa pogoda zachęca do spacerów, również tych samochodowych, ale przede wszystkim motocyklowych. Nie ma nic piękniejszego niż niespieszna jazda wśród pięknych kolorów jesieni przy temperaturach, które nie są ani zbyt wysokie, ani zbyt niskie. 

        Dlatego dzisiaj postanowiłem pokazać coś, co na tych stronach gości rzadko, mianowicie piękny, nie za drogi, solidny i niezawodny motocykl, czoper, który choć nie jest kultowy i nie został wyprodukowany przez Harleya, to jednak na drodze pięknie wczuwa się w atmosferę Easy Ridera. 

        Mowa o hondzie VT1300 fury, która na kontynencie amerykańskim sprzedawana jest od niemal 10 lat. 

sobota, 02 wrzesień 2017 19:54

Wehikuły czasu

Napisane przez

Wychodziłem właśnie z Canadian Tire na Queensway, kiedy usłyszałem charakterystyczny odgłos starych silników, dużych i niewyżyłowanych, który znam z młodości; bo też jak po dzieciach, po samochodach również człowiek poznaje, jaki jest stary. Niektóre z tych aut mogłem przecież kupić, może nie u dilera, ale na pewno z drugiej ręki, i to bardzo tanio.
W sobotę przed długim weekendem zebrali się miłośnicy starych samochodów na jednej z wielu imprez, po to żeby pogadać, zjeść kiełbaskę, pokazać, co jest nowego, a co się zepsuło, z czym jest problem, podyskutować o tym, a może auto sprzedać czy wymienić na inne.
Stare samochody wiozą ze sobą czar starych czasów, zwłaszcza te z lat pięćdziesiątych czy początku sześćdziesiątych, w których można było jeździć bez pasów, wiele z nich nie ma poduszek powietrznych, nie ma nowoczesnych, wspomaganych hamulców.
I wśród tych wszystkich aut mniej lub bardziej rzadkich prawdziwa perełka, delorean DMC – 12, z właścicielem, z którym podyskutowałem o upadku obyczajów oraz jak to części samochodowe sprowadzane ze Stanów Zjednoczonych nadal są pierońsko oclone – jak stwierdził mój rozmówca, NAFTA jest dobra dla tych, którzy zarabiają krocie, a dla zwykłych ludzi tak sobie, no bo zdaje się, że z upływem każdego roku coraz więcej płacimy, a coraz mniej dostajemy z powrotem.
Delorean to cała historia, próba stworzenia samochodu, który nie musiałby być zmieniany jak rękawiczka co 6 lat, samochodu z karoserią z aluminium, na której do dzisiaj nie ma rdzy, choć co prawda – jak wyjaśnił właściciel – rama to jest zwykła stal pokryta epoxy i w momencie kiedy ta epoxy gdzieś tam się odłupuje, to mamy do czynienia z tą samą korozją co w każdym innym aucie, szczęśliwie jeszcze są części, cały rynek części, bo pewien pomysłowy przedsiębiorca wykupił całą zbankrutowaną fabrykę. To właśnie ten samochód wykorzystany został wizerunkowo w filmie „Back to the future”.
Tak czy owak, jeżeli ktoś lubi prowadzić samochód, jeżeli ktoś lubi samochody, z pewnością posiadanie starego samochodu da wiele satysfakcji oraz możliwości poznania nieprzeciętnych ludzi; ludzi, którzy postanowili z wehikułu, który większości z nas służy do poruszania się w trójwymiarowej przestrzeni, zrobić wehikuł czasu, zachować jak w skarbonce czar dawnych lat. Dlatego pokazom takim zazwyczaj towarzyszy muzyka z lat pięćdziesiątych czy sześćdziesiątych, stare przeboje.
Chętnie też rozmawiamy o tym, co mogłoby być inaczej, co poszło źle, jak świat by wyglądał, gdyby Ameryka nadal była stolicą motoryzacji.
Oczywiście są nieśmiertelne mustangi z lat 60. – popularne zwłaszcza w wersji kabrio, oczywiście stare cadillaki itp. Liczy się oryginalność – a zatem brak przeróbek i oryginalne części. Jeden z miłośników przyjechał nawet pick-upem, z oryginalną farbą – auto nie było odmalowane, no ale większość żywota spędziło w Kolumbii Brytyjskiej. Inna sprawa, to że czasem z powodów praktycznych warto coś unowocześnić – choćby zawieszenie – jak tłumaczył mi posiadacz packarda – przy autostradowej prędkości oryginalne pływało na prawo i lewo, podmienił więc na bardziej nowoczesne zawieszenie z nowszego modelu.
A zatem, jeśli mamy trochę miejsca w garażu – warto kupić stary samochód w średnim stanie i nieco podrobić – na tym można naprawdę zarobić.
O czym zapewnia
Wasz Sobiesław.


czwartek, 31 sierpień 2017 21:05

Ubezpieczenia, czyli igranie z ogniem

Napisane przez

Koniec wakacji, a więc koniec euforii, wracamy do szarych dni, dzieci idą do szkoły, autobusy szkolne zapychają ulice, łatwiej o wypadek, więcej nerwowości.
Pora więc zobaczyć, jak to wygląda pod kątem ubezpieczenia motoryzacyjnego.
Cytuję tutaj za „Toronto”. Sun Deb Arnold z Sound Insurance Services Inc. podaje 8 najbardziej powszechnych powodów, dla których możemy być skazani na niemiłą niespodziankę. Jaką niespodziankę? No taką, że ubezpieczenie nie wypłaci świadczenia za wypadek.
Pierwszą rzeczą jest jazda pod wpływem alkoholu lub narkotyków. Jeśli spowodujemy wypadek po pijanemu, Liability and Accident Benefits wciąż zadziałają, ale ubezpieczalnia nie pokryje kosztów naprawy ani ewentualnego zastąpienia nowym naszego własnego samochodu. I nie trzeba być nawet skazanym za spowodowanie wypadku po pijanemu, wystarczy, że jesteśmy o to oskarżeni. Nasze roszczenia zostaną odrzucone.
Druga rzecz, zezwolenie kierowcy, który nie posiada właściwych uprawnień do prowadzenia samochodu, aby zasiadł za naszym kółkiem. Jeśli okaże się, że jego prawo jazdy jest nieważne albo jechał po pijanemu, nie będziemy mogli nawet zgłosić roszczenia, zaś wszystkie wypadki, które spowodował, obciążą nasze własne konto.
Kolejna sprawa to zezwolenie kierowcy, który nie jest zgłoszony ubezpieczalni, na prowadzenie naszego samochodu; możliwe, że firma nam wypłaci, ale dokona reewaluacji polisy i prawdopodobnie ją skasuje. Prosto mówiąc, ubezpieczenie obejmuje tylko tych kierowców, którzy są zgłoszeni jako kierujący naszym samochodem. Jeśli więc nie zgłosimy, że każdego weekendu ktoś inny prowadzi albo że regularnie używa naszego samochodu nowy członek gospodarstwa domowego, możemy być w kłopocie.
Kolejna rzecz; marzyło nam się dorobić samochodem, zapisaliśmy auto do Ubera albo Liftu. Większość firm ubezpieczeniowych oferuje stosowne ubezpieczenia i nasz samochód będzie dobrze ubezpieczony, oczywiście kosztuje to nieco więcej. Jednak jeśli tego nie zrobimy, a kilka godzin tygodniowo będziemy jeździć dla Ubera, no to powinniśmy się liczyć z odmową wypłaty świadczeń.
I następna sprawa, niezgłoszone komercyjne użycie naszego samochodu. Jeżeli mówimy ubezpieczalni, że samochód jest do naszego prywatnego użytku, a na przykład pracujemy jako kurier, dostarczamy pizzę, kwiaty, jeździmy na kontrakty, to wszystko jest biznes i ubezpieczalni może się to nie spodobać.
Wielu z nas wydaje się, że jeśli córka mieszka w Yellowknife, to możemy ubezpieczyć tam nasz samochód na jej adres, a jeździć w Ontario. Zapłacimy wówczas rocznie 10 proc. tego co tutaj. Pokusa jest więc duża, jeśli jednak ubezpieczenie wykaże nam, że to zrobiliśmy w celu oszustwa, może odmówić wypłacenia odszkodowania.
Rzecz błaha, opony zimowe, jeżeli zmieniamy na zimę opony i z tego tytułu dostajemy niewielki upust przy ubezpieczeniu, a tego nie robimy, to oszukując, narażamy się na ryzyko odmowy wypłacenia odszkodowania
Inne małe oszustwo to zarejestrowanie samochodu pod jakimś nazwiskiem na kogo innego i nieujawnienie, kto rzeczywiście prowadzi. Ludzie, którzy mają zły rekord prawa jazdy, zrobią wszystko, żeby zapłacić niższe składki, ale w przypadku kolizji nasze ubezpieczenie może się okazać nieważne z powodu nieujawnienia tego faktu.
Jeśli ktoś nie może otrzymać ubezpieczenia na własne konto, nie bądźmy aż tak przyjacielscy, żeby użyczać naszego własnego nazwiska.
Ubezpieczalnie mają całodobowe działy zwalczania nadużyć, oszustw i defraudacji. Wykorzystują prywatnych detektywów oraz dane z wielu różnych baz; więc jeśli wydaje nam się, że prostym małym kłamstewkiem zaoszczędzimy kilkaset dolarów rocznie, uważajmy, bo możemy się zdrowo przejechać.
Zatem moja rada jest prosta; jeśli chodzi o ubezpieczenia, warto poszukać najtańszej oferty; warto często zmieniać polisy i szukać najtańszej oferty, ale nie warto przy tym oszukiwać i kłamać. To skórka niewarta wyprawki


– o czym zapewnia Wasz Sobiesław.

piątek, 25 sierpień 2017 20:01

Nasz swojski mięśniak: Chrysler 300 rocznik 2008

Napisane przez

Dzisiaj ponownie będzie o starych, używanych samochodach – tym razem o czymś dla prawdziwego mężczyzny, któremu marzy się stara Ameryka. Jak wiadomo, w świecie turbosprężarek i paliwowych oszczędności coraz trudniaej znaleźć coś o dużych garach i wielkoprzestrzennych kabinach – ale wciąż są. A więc dzisiaj namawiam na dziesięcioletniego chryslera 300. – Duży, pojemny, obszerny w środku, wygodny i mocny.
Wybierzmy rocznik 2008, Chrysler proponował wówczas sześć różnych wersji, od najsłabszej LX z napędem na tylne koła, napędzanej 2,7-litrową szóstką o mocy 178 KM (jak na takie auto to jednak trochę mało), poprzez edycje touring oraz limited, również z szóstką, ale już 3,5-litrową, dającą 250 KM mocy i z opcją napędu na wszystkie koła (70 proc. tył i 30 proc. przód), po 300C z 5,7-litrową ósemką Hemi o mocy 340 KM, i również opcją napędu na cztery koła. Do tego touring i 300C można było kupić w wersji walter P. chrysler executive, która miała o 6 cali poszerzony rozstaw kół. Jeśli poszukamy jeszcze bardziej, to być może trafimy na prawdziwego mięśniaka 300C SRT8, wyposażonego w ponad sześciolitrową ósemkę o mocy 425 KM.
Chrysler 300 osiągnął komercyjny sukces, ponieważ wszystko w nim było takie, jak w amerykańskim samochodzie być powinno – moc, agresywna CHRYSLER-300C-SRT8-2167 16stylistyka i superprzyjemne wrażenia z prowadzenia. Dzisiaj, po latach, różnice w cenach między wersjami znacznie się zniwelowały, dlatego warto poszukać coś z wyższych półek. Bo też pod tą samą maską siedzą często bardzo różne wnętrzności. W przypadku tej najbardziej usportowionej oferty dostaniemy hamulce Brembo, sportowe zawieszenie i 20-calowe koła, a czasem i adaptacyjny tempomat. Tak, tak, w tamtych czasach w samochodach uważanych za luksusowe, można było już dostać wiele gadżetów, które dzisiaj na co dzień widzimy w hondzie civic. Jest więc nawigacja, satelitarne radio itp. Oczywiście, kupując stary samochód, nie patrzymy na takie bzdety, lecz na ogólny stan, ale jak mówię, można się pokusić o wybranie czegoś luksusowego za tanie pieniądze.
Trzysetka to duży, dobrze zbudowany sedan, który w testach na zderzenie z przodu ma najwyższą pięciogwiazdkową ocenę. Za wypieszczoną rakietę 300C zapłacimy dzisiaj od 6 do 10 tys. dolarów.
Owszem, nie jest to modny SUV, ani CUV, nie jest to auto, które będzie oszczędnie, małymi łyczkami pić benzynę, ale jest to samochód bezpieczny, pakowny (jeśli nam mało miejsca, możemy zapolować na kombi) i przyjemny w prowadzeniu. ósemka po mieście z napędem na cztery koła spali nam 16 litrów na sto, a na autostradzie nieco ponad 10. W przypadku SRT8 i napędu na tył wskaźniki te zredukowane zostaną do 15 i 9 litrów, w jeździe mieszanej – trzeba liczyć około 12 litrów, a więc nie tak źle. Oczywiście w środku wiele luksusowego wyposażenia – skóry, podgrzewane fotele etc. Nie jest to propozycja dla każdego, jak mówię, co człowiek, to samochód, a raczej motoryzacyjny gust, z pewnością jednak chrysler 300 z ośmiocylindrowym silnikiem to limuzyna posłuszna każdemu drgnięciu stopy na pedale, przypominająca o dawnych dobrych amerykańskich czasach, kiedy na światłach trzeba uważać, żeby nie palić gumy.
A o tym, że to amerykański samochód, przypominają nam choćby… kompas czy analogowy zegar w wyposażeniu.


O czym zapewnia Wasz Sobiesław

czwartek, 17 sierpień 2017 23:12

Używana CR-V

Napisane przez

        Wiele osób nie wierzy w kupno nowego samochodu. Częściowo można przyznać im rację; nowy samochód w pierwszych 2 – 3 latach straci bardzo dużo na wartości, więc tak na dobrą sprawę, jeśli chcemy mieć coś dobrego, co może ma jeszcze jakieś gwarancje, warto jest kupić samochód kilkuletni i tu oferta wyboru jest bardzo bogata.

        A więc może honda CR-V? Na przykład rocznik 2012. Trzeba powiedzieć, że hondy cenę trzymają, jak zresztą wiele innych „japończyków” – akurat tak się składa że honda CR-V jest produkowana u nas, w Ontario, więc mimo że samochód ma te kilka lat, to zapłacimy za niego całkiem sporo, w tym przypadku za model z 2012 r. musimy się liczyć z kosztem około 18,5 tys. dolarów. Kupimy jednak samochód naprawdę dobry i niewyglądający tanio. 

        CR-V wybudowano na platformie z napędem na przednie koła, którą dzieli z hondą civic; samochód dobrze się prowadzi, dobrze wygląda, jest wygodny – 5 osób jeździ  nim bez stłoczenia – pojazd jest pakowny... 

        Jest to taki CUV, który nam będzie służył wiele lat. W sumie można przestronność tego samochodu porównywać z niejednym minivanem. Tylne siedzenia składają się na płasko, a wnętrze sprawia wrażenie bogate, większość modeli w tych latach miało 2 ekrany wyświetlające. Powiedzieć trzeba, że model CR–V jest bardzo popularny od momentu jego wprowadzenia w 1997 roku. Honda sprzedała ponad 4 mln egzemplarzy tych samochodów. 

        Wracając do wnętrza, niektórym nie podoba się, że fotele są zbyt twarde i niewygodnie się siedzi, ponoć zagłówki zbytnio przesuwają głowę do przodu i nie jest to zbyt wygodne, zwłaszcza przy dłuższych podróżach. Oczywiście projektanci mieli na uwadze dobrą ochronę przed urazami przy zderzeniach z tyłu, ale coś tutaj im nie wyszło. 

        CR-V napędzana jest 2,4-litrowym czterocylindrowym silnikiem DOHC. Silnik ten jest standardem w milionach różnych hond, ma moc 185 KM. W tym wypadku nie ma opcji silnika 6-cylindrowego, co jest dostępne u konkurencji. Pięciobiegowa, automatyczna skrzynia biegów jest podstawowa. Wprowadzony w 2012 roku wariant został bardzo dobrze odebrany na rynku i cieszył się dużą popularnością. Honda praktycznie sprzedawała go bez zmian aż do roku 2015. 

        Samochód w 2012 r. uzyskał lepszy, bogatszy wygląd w modelach z roku 2015. Układ napędowy został przeniesione z hondy accord, co oznaczało, że nowy silnik 2,4 l z bezpośrednim wtryskiem, który miał co prawda tę samą moc – 185 KM co poprzednik, ale moment zamachowy wzrastał o 11 proc. i był przesunięty w stronę niższych obrotów, co z kolei oferowało większą zrywność przy tej samej pojemności silnika, choć z przekładnią – tak jak w innych modelach hondy CVT. Niektórzy uważają że ta bezbiegowa przekładnia pozbawia samochód rączości i ma wahnięcie przy starcie. Honda montuje własnej produkcji przekładnie stożkowe. 

        Wielu użytkowników wskazuje, że CR-V bardzo dobrze się prowadzi i przypomina w jeździe samochód osobowy; o ile można na coś narzekać, to na elektryczny system kierowniczy, którego reakcja pozostawia trochę do życzenia.

         Brak opcji silnika mocniejszego, sześciocylindrowego, nie oznacza, że honda CR-V jest mułowata, auto wszędzie radzi sobie bardzo dobrze, choć nie jest to samochód za bardzo zrywny; od 0 do 97 km/h rozpędza się w 8,6 dziesiątych sekundy, co w modelach z bezpośrednim wtryskiem poprawia się do 8,2 s. Ale modele te weszły do sprzedaży w 2015. Są też i tacy, którzy skarżą się na wibracje, że jak się stoi na światłach, to jednak czuć silnik, co potrafi wiele osób odstraszyć od kupna tego samochodu.

        CR-V jest bardzo oszczędna, jeśli chodzi o paliwo. Można oczekiwać, że przeciętnie ten niemały przecież samochód będzie palił około 9 l na 100 km przy tak zwanej jeździe mieszanej. A więc, podsumowując, dobre maniery drogowe, obszerne wnętrze, niepozostawiający wiele do życzenia układ pędny, całkiem komfortowa, cicha jazda – wszystko to sprawia, że ten używany samochód ten – nawet pięcioletni – jest bardzo dobrym zakupem i wiele osób nań się decyduje, co właśnie sprawia, że tak zwana deprecjacja czyli spadek ceny, nie jest aż tak wielka. Oczywiście do tego przyczynia się też legenda niezawodności samochodów marki Honda czy Toyota.

o czym zapewnia Wasz Sobiesław