Goniec

Register Login

Moto-Goniec

Moto-Goniec

czwartek, 21 wrzesień 2017 22:48

Lepiej nie można

Napisane przez

        Honda odyssey  to królowa minivanów, jeśli szukamy czegoś, co w tym segmencie można określić jako perwaja liga, to odyssey jest samochodem dla nas. 

        Rok 2018 przynosi kolejny przeprojektowany rocznik tej interesującej i renomowanej marki. Wszystko wskazuje na to, że samochód ten podnosi poprzeczkę na nową wysokość i to właśnie z nim – podobnie jak w dawnych czasach z caravanem – wszyscy się zaczynają porównywać.

        Ciekawostką jest, że przeprojektowana wersja tego auta oferuje nowatorski system audio połączony z łącznością kabinową, dzięki czemu nie tylko możemy podglądać na wyświetlaczu, co robią dzieci w tylnych rzędach, ale również przemówić do nich przez głośniki lub pozostające w wyposażeniu systemu audio słuchawki. 

piątek, 15 wrzesień 2017 00:45

Furia dobra na jesień

Napisane przez

        Piękna, wrześniowa pogoda zachęca do spacerów, również tych samochodowych, ale przede wszystkim motocyklowych. Nie ma nic piękniejszego niż niespieszna jazda wśród pięknych kolorów jesieni przy temperaturach, które nie są ani zbyt wysokie, ani zbyt niskie. 

        Dlatego dzisiaj postanowiłem pokazać coś, co na tych stronach gości rzadko, mianowicie piękny, nie za drogi, solidny i niezawodny motocykl, czoper, który choć nie jest kultowy i nie został wyprodukowany przez Harleya, to jednak na drodze pięknie wczuwa się w atmosferę Easy Ridera. 

        Mowa o hondzie VT1300 fury, która na kontynencie amerykańskim sprzedawana jest od niemal 10 lat. 

sobota, 02 wrzesień 2017 19:54

Wehikuły czasu

Napisane przez

Wychodziłem właśnie z Canadian Tire na Queensway, kiedy usłyszałem charakterystyczny odgłos starych silników, dużych i niewyżyłowanych, który znam z młodości; bo też jak po dzieciach, po samochodach również człowiek poznaje, jaki jest stary. Niektóre z tych aut mogłem przecież kupić, może nie u dilera, ale na pewno z drugiej ręki, i to bardzo tanio.
W sobotę przed długim weekendem zebrali się miłośnicy starych samochodów na jednej z wielu imprez, po to żeby pogadać, zjeść kiełbaskę, pokazać, co jest nowego, a co się zepsuło, z czym jest problem, podyskutować o tym, a może auto sprzedać czy wymienić na inne.
Stare samochody wiozą ze sobą czar starych czasów, zwłaszcza te z lat pięćdziesiątych czy początku sześćdziesiątych, w których można było jeździć bez pasów, wiele z nich nie ma poduszek powietrznych, nie ma nowoczesnych, wspomaganych hamulców.
I wśród tych wszystkich aut mniej lub bardziej rzadkich prawdziwa perełka, delorean DMC – 12, z właścicielem, z którym podyskutowałem o upadku obyczajów oraz jak to części samochodowe sprowadzane ze Stanów Zjednoczonych nadal są pierońsko oclone – jak stwierdził mój rozmówca, NAFTA jest dobra dla tych, którzy zarabiają krocie, a dla zwykłych ludzi tak sobie, no bo zdaje się, że z upływem każdego roku coraz więcej płacimy, a coraz mniej dostajemy z powrotem.
Delorean to cała historia, próba stworzenia samochodu, który nie musiałby być zmieniany jak rękawiczka co 6 lat, samochodu z karoserią z aluminium, na której do dzisiaj nie ma rdzy, choć co prawda – jak wyjaśnił właściciel – rama to jest zwykła stal pokryta epoxy i w momencie kiedy ta epoxy gdzieś tam się odłupuje, to mamy do czynienia z tą samą korozją co w każdym innym aucie, szczęśliwie jeszcze są części, cały rynek części, bo pewien pomysłowy przedsiębiorca wykupił całą zbankrutowaną fabrykę. To właśnie ten samochód wykorzystany został wizerunkowo w filmie „Back to the future”.
Tak czy owak, jeżeli ktoś lubi prowadzić samochód, jeżeli ktoś lubi samochody, z pewnością posiadanie starego samochodu da wiele satysfakcji oraz możliwości poznania nieprzeciętnych ludzi; ludzi, którzy postanowili z wehikułu, który większości z nas służy do poruszania się w trójwymiarowej przestrzeni, zrobić wehikuł czasu, zachować jak w skarbonce czar dawnych lat. Dlatego pokazom takim zazwyczaj towarzyszy muzyka z lat pięćdziesiątych czy sześćdziesiątych, stare przeboje.
Chętnie też rozmawiamy o tym, co mogłoby być inaczej, co poszło źle, jak świat by wyglądał, gdyby Ameryka nadal była stolicą motoryzacji.
Oczywiście są nieśmiertelne mustangi z lat 60. – popularne zwłaszcza w wersji kabrio, oczywiście stare cadillaki itp. Liczy się oryginalność – a zatem brak przeróbek i oryginalne części. Jeden z miłośników przyjechał nawet pick-upem, z oryginalną farbą – auto nie było odmalowane, no ale większość żywota spędziło w Kolumbii Brytyjskiej. Inna sprawa, to że czasem z powodów praktycznych warto coś unowocześnić – choćby zawieszenie – jak tłumaczył mi posiadacz packarda – przy autostradowej prędkości oryginalne pływało na prawo i lewo, podmienił więc na bardziej nowoczesne zawieszenie z nowszego modelu.
A zatem, jeśli mamy trochę miejsca w garażu – warto kupić stary samochód w średnim stanie i nieco podrobić – na tym można naprawdę zarobić.
O czym zapewnia
Wasz Sobiesław.


czwartek, 31 sierpień 2017 21:05

Ubezpieczenia, czyli igranie z ogniem

Napisane przez

Koniec wakacji, a więc koniec euforii, wracamy do szarych dni, dzieci idą do szkoły, autobusy szkolne zapychają ulice, łatwiej o wypadek, więcej nerwowości.
Pora więc zobaczyć, jak to wygląda pod kątem ubezpieczenia motoryzacyjnego.
Cytuję tutaj za „Toronto”. Sun Deb Arnold z Sound Insurance Services Inc. podaje 8 najbardziej powszechnych powodów, dla których możemy być skazani na niemiłą niespodziankę. Jaką niespodziankę? No taką, że ubezpieczenie nie wypłaci świadczenia za wypadek.
Pierwszą rzeczą jest jazda pod wpływem alkoholu lub narkotyków. Jeśli spowodujemy wypadek po pijanemu, Liability and Accident Benefits wciąż zadziałają, ale ubezpieczalnia nie pokryje kosztów naprawy ani ewentualnego zastąpienia nowym naszego własnego samochodu. I nie trzeba być nawet skazanym za spowodowanie wypadku po pijanemu, wystarczy, że jesteśmy o to oskarżeni. Nasze roszczenia zostaną odrzucone.
Druga rzecz, zezwolenie kierowcy, który nie posiada właściwych uprawnień do prowadzenia samochodu, aby zasiadł za naszym kółkiem. Jeśli okaże się, że jego prawo jazdy jest nieważne albo jechał po pijanemu, nie będziemy mogli nawet zgłosić roszczenia, zaś wszystkie wypadki, które spowodował, obciążą nasze własne konto.
Kolejna sprawa to zezwolenie kierowcy, który nie jest zgłoszony ubezpieczalni, na prowadzenie naszego samochodu; możliwe, że firma nam wypłaci, ale dokona reewaluacji polisy i prawdopodobnie ją skasuje. Prosto mówiąc, ubezpieczenie obejmuje tylko tych kierowców, którzy są zgłoszeni jako kierujący naszym samochodem. Jeśli więc nie zgłosimy, że każdego weekendu ktoś inny prowadzi albo że regularnie używa naszego samochodu nowy członek gospodarstwa domowego, możemy być w kłopocie.
Kolejna rzecz; marzyło nam się dorobić samochodem, zapisaliśmy auto do Ubera albo Liftu. Większość firm ubezpieczeniowych oferuje stosowne ubezpieczenia i nasz samochód będzie dobrze ubezpieczony, oczywiście kosztuje to nieco więcej. Jednak jeśli tego nie zrobimy, a kilka godzin tygodniowo będziemy jeździć dla Ubera, no to powinniśmy się liczyć z odmową wypłaty świadczeń.
I następna sprawa, niezgłoszone komercyjne użycie naszego samochodu. Jeżeli mówimy ubezpieczalni, że samochód jest do naszego prywatnego użytku, a na przykład pracujemy jako kurier, dostarczamy pizzę, kwiaty, jeździmy na kontrakty, to wszystko jest biznes i ubezpieczalni może się to nie spodobać.
Wielu z nas wydaje się, że jeśli córka mieszka w Yellowknife, to możemy ubezpieczyć tam nasz samochód na jej adres, a jeździć w Ontario. Zapłacimy wówczas rocznie 10 proc. tego co tutaj. Pokusa jest więc duża, jeśli jednak ubezpieczenie wykaże nam, że to zrobiliśmy w celu oszustwa, może odmówić wypłacenia odszkodowania.
Rzecz błaha, opony zimowe, jeżeli zmieniamy na zimę opony i z tego tytułu dostajemy niewielki upust przy ubezpieczeniu, a tego nie robimy, to oszukując, narażamy się na ryzyko odmowy wypłacenia odszkodowania
Inne małe oszustwo to zarejestrowanie samochodu pod jakimś nazwiskiem na kogo innego i nieujawnienie, kto rzeczywiście prowadzi. Ludzie, którzy mają zły rekord prawa jazdy, zrobią wszystko, żeby zapłacić niższe składki, ale w przypadku kolizji nasze ubezpieczenie może się okazać nieważne z powodu nieujawnienia tego faktu.
Jeśli ktoś nie może otrzymać ubezpieczenia na własne konto, nie bądźmy aż tak przyjacielscy, żeby użyczać naszego własnego nazwiska.
Ubezpieczalnie mają całodobowe działy zwalczania nadużyć, oszustw i defraudacji. Wykorzystują prywatnych detektywów oraz dane z wielu różnych baz; więc jeśli wydaje nam się, że prostym małym kłamstewkiem zaoszczędzimy kilkaset dolarów rocznie, uważajmy, bo możemy się zdrowo przejechać.
Zatem moja rada jest prosta; jeśli chodzi o ubezpieczenia, warto poszukać najtańszej oferty; warto często zmieniać polisy i szukać najtańszej oferty, ale nie warto przy tym oszukiwać i kłamać. To skórka niewarta wyprawki


– o czym zapewnia Wasz Sobiesław.

piątek, 25 sierpień 2017 20:01

Nasz swojski mięśniak: Chrysler 300 rocznik 2008

Napisane przez

Dzisiaj ponownie będzie o starych, używanych samochodach – tym razem o czymś dla prawdziwego mężczyzny, któremu marzy się stara Ameryka. Jak wiadomo, w świecie turbosprężarek i paliwowych oszczędności coraz trudniaej znaleźć coś o dużych garach i wielkoprzestrzennych kabinach – ale wciąż są. A więc dzisiaj namawiam na dziesięcioletniego chryslera 300. – Duży, pojemny, obszerny w środku, wygodny i mocny.
Wybierzmy rocznik 2008, Chrysler proponował wówczas sześć różnych wersji, od najsłabszej LX z napędem na tylne koła, napędzanej 2,7-litrową szóstką o mocy 178 KM (jak na takie auto to jednak trochę mało), poprzez edycje touring oraz limited, również z szóstką, ale już 3,5-litrową, dającą 250 KM mocy i z opcją napędu na wszystkie koła (70 proc. tył i 30 proc. przód), po 300C z 5,7-litrową ósemką Hemi o mocy 340 KM, i również opcją napędu na cztery koła. Do tego touring i 300C można było kupić w wersji walter P. chrysler executive, która miała o 6 cali poszerzony rozstaw kół. Jeśli poszukamy jeszcze bardziej, to być może trafimy na prawdziwego mięśniaka 300C SRT8, wyposażonego w ponad sześciolitrową ósemkę o mocy 425 KM.
Chrysler 300 osiągnął komercyjny sukces, ponieważ wszystko w nim było takie, jak w amerykańskim samochodzie być powinno – moc, agresywna CHRYSLER-300C-SRT8-2167 16stylistyka i superprzyjemne wrażenia z prowadzenia. Dzisiaj, po latach, różnice w cenach między wersjami znacznie się zniwelowały, dlatego warto poszukać coś z wyższych półek. Bo też pod tą samą maską siedzą często bardzo różne wnętrzności. W przypadku tej najbardziej usportowionej oferty dostaniemy hamulce Brembo, sportowe zawieszenie i 20-calowe koła, a czasem i adaptacyjny tempomat. Tak, tak, w tamtych czasach w samochodach uważanych za luksusowe, można było już dostać wiele gadżetów, które dzisiaj na co dzień widzimy w hondzie civic. Jest więc nawigacja, satelitarne radio itp. Oczywiście, kupując stary samochód, nie patrzymy na takie bzdety, lecz na ogólny stan, ale jak mówię, można się pokusić o wybranie czegoś luksusowego za tanie pieniądze.
Trzysetka to duży, dobrze zbudowany sedan, który w testach na zderzenie z przodu ma najwyższą pięciogwiazdkową ocenę. Za wypieszczoną rakietę 300C zapłacimy dzisiaj od 6 do 10 tys. dolarów.
Owszem, nie jest to modny SUV, ani CUV, nie jest to auto, które będzie oszczędnie, małymi łyczkami pić benzynę, ale jest to samochód bezpieczny, pakowny (jeśli nam mało miejsca, możemy zapolować na kombi) i przyjemny w prowadzeniu. ósemka po mieście z napędem na cztery koła spali nam 16 litrów na sto, a na autostradzie nieco ponad 10. W przypadku SRT8 i napędu na tył wskaźniki te zredukowane zostaną do 15 i 9 litrów, w jeździe mieszanej – trzeba liczyć około 12 litrów, a więc nie tak źle. Oczywiście w środku wiele luksusowego wyposażenia – skóry, podgrzewane fotele etc. Nie jest to propozycja dla każdego, jak mówię, co człowiek, to samochód, a raczej motoryzacyjny gust, z pewnością jednak chrysler 300 z ośmiocylindrowym silnikiem to limuzyna posłuszna każdemu drgnięciu stopy na pedale, przypominająca o dawnych dobrych amerykańskich czasach, kiedy na światłach trzeba uważać, żeby nie palić gumy.
A o tym, że to amerykański samochód, przypominają nam choćby… kompas czy analogowy zegar w wyposażeniu.


O czym zapewnia Wasz Sobiesław

czwartek, 17 sierpień 2017 23:12

Używana CR-V

Napisane przez

        Wiele osób nie wierzy w kupno nowego samochodu. Częściowo można przyznać im rację; nowy samochód w pierwszych 2 – 3 latach straci bardzo dużo na wartości, więc tak na dobrą sprawę, jeśli chcemy mieć coś dobrego, co może ma jeszcze jakieś gwarancje, warto jest kupić samochód kilkuletni i tu oferta wyboru jest bardzo bogata.

        A więc może honda CR-V? Na przykład rocznik 2012. Trzeba powiedzieć, że hondy cenę trzymają, jak zresztą wiele innych „japończyków” – akurat tak się składa że honda CR-V jest produkowana u nas, w Ontario, więc mimo że samochód ma te kilka lat, to zapłacimy za niego całkiem sporo, w tym przypadku za model z 2012 r. musimy się liczyć z kosztem około 18,5 tys. dolarów. Kupimy jednak samochód naprawdę dobry i niewyglądający tanio. 

        CR-V wybudowano na platformie z napędem na przednie koła, którą dzieli z hondą civic; samochód dobrze się prowadzi, dobrze wygląda, jest wygodny – 5 osób jeździ  nim bez stłoczenia – pojazd jest pakowny... 

        Jest to taki CUV, który nam będzie służył wiele lat. W sumie można przestronność tego samochodu porównywać z niejednym minivanem. Tylne siedzenia składają się na płasko, a wnętrze sprawia wrażenie bogate, większość modeli w tych latach miało 2 ekrany wyświetlające. Powiedzieć trzeba, że model CR–V jest bardzo popularny od momentu jego wprowadzenia w 1997 roku. Honda sprzedała ponad 4 mln egzemplarzy tych samochodów. 

        Wracając do wnętrza, niektórym nie podoba się, że fotele są zbyt twarde i niewygodnie się siedzi, ponoć zagłówki zbytnio przesuwają głowę do przodu i nie jest to zbyt wygodne, zwłaszcza przy dłuższych podróżach. Oczywiście projektanci mieli na uwadze dobrą ochronę przed urazami przy zderzeniach z tyłu, ale coś tutaj im nie wyszło. 

        CR-V napędzana jest 2,4-litrowym czterocylindrowym silnikiem DOHC. Silnik ten jest standardem w milionach różnych hond, ma moc 185 KM. W tym wypadku nie ma opcji silnika 6-cylindrowego, co jest dostępne u konkurencji. Pięciobiegowa, automatyczna skrzynia biegów jest podstawowa. Wprowadzony w 2012 roku wariant został bardzo dobrze odebrany na rynku i cieszył się dużą popularnością. Honda praktycznie sprzedawała go bez zmian aż do roku 2015. 

        Samochód w 2012 r. uzyskał lepszy, bogatszy wygląd w modelach z roku 2015. Układ napędowy został przeniesione z hondy accord, co oznaczało, że nowy silnik 2,4 l z bezpośrednim wtryskiem, który miał co prawda tę samą moc – 185 KM co poprzednik, ale moment zamachowy wzrastał o 11 proc. i był przesunięty w stronę niższych obrotów, co z kolei oferowało większą zrywność przy tej samej pojemności silnika, choć z przekładnią – tak jak w innych modelach hondy CVT. Niektórzy uważają że ta bezbiegowa przekładnia pozbawia samochód rączości i ma wahnięcie przy starcie. Honda montuje własnej produkcji przekładnie stożkowe. 

        Wielu użytkowników wskazuje, że CR-V bardzo dobrze się prowadzi i przypomina w jeździe samochód osobowy; o ile można na coś narzekać, to na elektryczny system kierowniczy, którego reakcja pozostawia trochę do życzenia.

         Brak opcji silnika mocniejszego, sześciocylindrowego, nie oznacza, że honda CR-V jest mułowata, auto wszędzie radzi sobie bardzo dobrze, choć nie jest to samochód za bardzo zrywny; od 0 do 97 km/h rozpędza się w 8,6 dziesiątych sekundy, co w modelach z bezpośrednim wtryskiem poprawia się do 8,2 s. Ale modele te weszły do sprzedaży w 2015. Są też i tacy, którzy skarżą się na wibracje, że jak się stoi na światłach, to jednak czuć silnik, co potrafi wiele osób odstraszyć od kupna tego samochodu.

        CR-V jest bardzo oszczędna, jeśli chodzi o paliwo. Można oczekiwać, że przeciętnie ten niemały przecież samochód będzie palił około 9 l na 100 km przy tak zwanej jeździe mieszanej. A więc, podsumowując, dobre maniery drogowe, obszerne wnętrze, niepozostawiający wiele do życzenia układ pędny, całkiem komfortowa, cicha jazda – wszystko to sprawia, że ten używany samochód ten – nawet pięcioletni – jest bardzo dobrym zakupem i wiele osób nań się decyduje, co właśnie sprawia, że tak zwana deprecjacja czyli spadek ceny, nie jest aż tak wielka. Oczywiście do tego przyczynia się też legenda niezawodności samochodów marki Honda czy Toyota.

o czym zapewnia Wasz Sobiesław 

piątek, 11 sierpień 2017 08:00

Letnie pułapki

Napisane przez

        Tak się dziwnie składa, że najpiękniejszy miesiąc roku, sierpień, należy do najbardziej tragicznych na drogach. W trudnych warunkach drogowych grudnia czy lutego ginie mniej ludzi niż właśnie teraz, kiedy nawierzchnia sucha, a widoczność doskonała. Dlaczego? 

        Oprócz letniego rozkojarzenia składa się na to wiele przyczyn. 

        Myślałem o tym wszystkim, bo właśnie miniony weekend różnymi drogami, od autostrad po małe wiejskie quebeckie dróżki, przejechałem 1300 km. Już wyjeżdżając z Toronto, miałbym ze dwa wypadki; autostrada właśnie się odkorkowywała, co chwila przyspieszaliśmy i wszyscy dodawali gazu, by po chwili znów stawać. Problem w tym, że gdy nie jedziemy ze stałą prędkością, nie wiemy, czy auto, które hamuje przed nami, będzie się zatrzymywało, czy tylko zwalnia. Często zanim cała prawda dojdzie do naszego mózgu, musimy bardzo gwałtownie hamować. 

        Oczywiście, sytuację tutaj mogłyby poprawić automaty; gdyby wszystkie auta były wyposażone w system automatycznego jeżdżenia w korku czy unikania kolizji, z pewnością dałoby się uniknąć wielu ofiar. Problem polega na tym, że system taki powinien być we wszystkich samochodach, bo jeśli auto z przodu byłoby w stanie gwałtownie hamować, a to z tyłu nie... 

        W moim przypadku, szczęśliwie, osoba, która dużym trakiem o mały włos rozkwasiłaby mi tył, zdołała zjechać na pobocze.

piątek, 04 sierpień 2017 07:46

Klasyczny mercedes

Napisane przez

        Pisanie o współczesnych modelach samochodów jest trochę nudne, a to dlatego, że od dwóch dekad postępuje unifikacja podzespołów. W zasadzie wszystkie współczesne samochody, niezależnie od tego, jakiego koncernu, budowane są z podobnych albo tych samych części zamiennych. Oczywiście, nie mówię tutaj o samochodach z najwyższej półki.

        Podzespoły, jak skrzynie biegów (moje BMW ma z General Motors), hamulce, silniki, są unifikowane tak w ramach jednego koncernu, jak też pomiędzy nimi. Pozostaje nam więc wybór pomiędzy stylem ułożenia tych wszystkich podzespołów a typem nadwozia – decyduje gust, ale różnica między hyundaiem, hondą jest niewielka, różnica między BMW a lexusem również, tym bardziej że większość firm produkujących części zamienne zlokalizowana jest w krajach taniej siły roboczej – w Chinach, Korei Południowej, Meksyku czy w Polsce. 

        Co więc robić, jeżeli marzy nam się coś indywidualnego; jeżeli podoba nam się oryginalny, jeżeli chcemy się czymś wyróżnić? Otóż, najprostszą i najtańszą możliwością jest kupno samochodu, który albo już jest klasykiem, albo klasykiem niebawem się stanie. Takich aut, tutaj na rynku Ameryce jest dosyć dużo. Możemy więc znaleźć coś oryginalnego, co odpowiada naszemu stylowi jazdy i charakterowi. I na pewno nie stracimy jeśli kupimy dobrze utrzymanego forda mustanga z 65 roku, na pewno też garbus będzie mimo całej swojej powszechności trzymał cenę. Można się pokusić jakąś terenówkę, na przykład Toyoty land cruiser czy landrovera, można też wybrać luksusowego kilkudziesięcioletniego mercedesa. Jest z czego wybierać, ale wiedzieć trzeba że niektóre dobrze utrzymane auta kosztują 30-50 tys. dol. 

        Weźmy tymczasem takiego mercedesa W123, którego produkcja dobiegła końca w 1986 roku, a którego tysiące egzemplarzy nadal jeździ po Bliskim Wschodzie i Afryce, doskonale radząc sobie z tamtejszymi drogami i klimatem. To też kolejna zaleta starych samochodów, że często  możemy je naprawiać własnymi siłami. 

        Jakość i klasyczny nieprzemijający kształt karoserii powodują, że W 123 staje się szybko coraz bardziej pożądanym modelem. Jest całkiem niezłym samochodem do jeżdżenia przez cały cały rok; skórzane fotele, klimatyzacja, dobre wyposażenie sprawiają, że jest to auto, które wciąż oferuje wiele wygód, jest też dziś dobra pora, żeby ten samochód kupić, a to dlatego, że ceny nie są zbyt wygórowane, a systematycznie rosną.

        Oczywiście, jeżeli idziemy w kolekcjonerstwo, możemy wybierać samochody z wcześniejszych okresów; z lat sześćdziesiątych, pięćdziesiątych, ale szczerze mówiąc, ja polecałbym auto użytkowe, czyli takie, z którym nie będziemy się pokazywali tylko od święta. 

        Starszy samochód to wspaniała rzecz do nawiązywania kontaktów; ludzie nie tylko zwracają uwagę, ale też chętnie komentują, bo wielu takie auto kiedyś miało, więc jest sentyment. Kupując klasyczny samochód, warto go dokładnie sprawdzić u mechanika, żebyśmy nie wpakowali pieniędzy w coś, co nam bardzo szybko zardzewieje i miało źle przeprowadzone naprawy czy remonty, że pełno jest nieoryginalnych części czy źle wykonanej konserwacji.

        Tak czy owak, możemy trafić na wiele ciekawych modeli, i wiadomo, że trudno utrafić akurat ten, który sobie wymyślimy. Przy zakupie starego auta decyduje to, w jakim jest stanie, a nie kolorze.

        Gdzie się rozglądać? Najlepiej w kijiji.ca. W dziale motoryzacyjnym samochodów jest rubryka classic, toteż radzę kupować ostrożnie; radzę być na tym portalu przez długie miesiące, obserwować, co się pojawia, co znika, jak szybko znika. To wszystko są wiadomości, które pozwolą nam zwiększyć możliwości kupienia prawdziwej okazji. Okazje wciąż się zdarzają, zazwyczaj jest to sprzedaż prywatna, zazwyczaj w pewnych okolicznościach życiowych ktoś sprzedaje na przykład samochód, który dostał w spadku, tak więc jest tutaj bardzo, bardzo wiele aut. Mówiąc  o mercedesie, radziłbym znaleźć kilka modeli, którymi jesteśmy zainteresowani, i patrzeć, jak one na tym portalu chodzą. Trzeba też zawczasu zastanowić się, czy dany samochód będziemy eksploatowali jedynie w celach hobbystycznych, „przyjemnośćowych”, bo wówczas będziemy się mogli pokusić o ubezpieczenie go jako historycznego, a takie ubezpieczenie wynosi około 100 – 200 dolarów na rok. Jedyny mankament jest taki, że możemy skorzystać z tego dopiero wówczas, jeśli liczba samochodów w naszym gospodarstwie domowym przekracza liczbę osób posiadających prawo jazdy; chodzi po prostu o to, żeby ubezpieczalnia była przekonana, iż jest to rzeczywiście samochód, który wykorzystujemy do letnich spacerów, a nie dojazdów do pracy. 

        Zachęcam do kupna mercedesa, bo te z lat 80. (oprócz kabrioletów) na razie nie mają jeszcze zbyt wygórowanych cen, a możliwe, że w najbliższym czasie będą drożały. 

        Wiem, że część ludzi aut niemieckich nie trawi, ale również samochody amerykańskie prezentują wiele możliwości inwestycyjnych, oczywiście ktoś musi lubić samochody z automatyczną skrzynią biegów. bo tutaj skrzyni zwykłych jest o wiele mniej. Klasyczne samochody z lat sześćdziesiątych, a nawet i z osiemdziesiątych, wyposażane w 4-5-litrowe silniki, dają rzeczywiście poczucie mocy i wyjątkowy komfort jazdy –  to jest ta stara Ameryka, którą możemy przechować jak w kapsułę czasu w ocalonym od złomowiska samochodzie, do czego namawia 

wasz Sobiesław 

piątek, 28 lipiec 2017 07:55

KIA rulez! Sportage 2017

Napisane przez

        Przyznaję, że nie lubię przepłacać za markę i szpanować; kocham natomiast, gdy uda się dużo kupić za małe pieniądze. W przypadku samochodów trudno o lepsze deale niż u Hyundaia i siostrzanej KIA. 

        Trudno się dziwić, że lubimy SUV-y czy CUV-y – wygodne wsiadanie, wysoka pozycja kierowcy, przestronna kabina, wysoki prześwit, wszystko to sprawia, że na drodze czujemy się pewnie i bezpiecznie, a do samochodu możemy upakować wszystko, czego o różnych porach roku i dnia może potrzebować przeciętna rodzina – od wózka z dzieckiem po płytki na podłogę. Wiele SUV-ów prowadzi się również jak samochody osobowe, a nie trucki, co dodatkowo zwiększa atrakcyjność tych pojazdów.

        Jeśli zaś chcemy oszczędnie, to jedną z lepszych możliwości jest KIA sportage 2017 – akurat na ten rok przeprojektowana i zmieniona wewnętrznie. Co prawda, cena podstawowa 24 895 dol. to więcej niż wywoławcza cena forda escape, chevroleta traxa, mazdy CX-3 czy mitsubishi RVR, ale sportage jest obszerniejsza i porównywalna z autami, za które zapłacimy więcej, jak honda CR-V, toyota RAV4, VW tiguan; nawet kuzyn KIA, hyundai tucson, jest droższy o kilkaset dolarów.

        Już po pierwszej jeździe okazuje się, że sportage ma dobre maniery drogowe oraz przestronną wygodną kabinę. Pali przeciętnie, bo 10,4/8,0 (miasto/wieś) w przypadku wersji z napędem na przód i 11,3/9,5 w przypadku wersji z napędem na cztery koła. Między tymi napędami możemy wybierać we wszystkich wersjach z wyjątkiem SX, która ma tylko napęd na wszystkie koła. Wszystkie modele mają sześciobiegowe automatyczne skrzynie biegów, a SX dodatkowo ma motylki do ręcznej zmiany na kierownicy.

        W roczniku 2017 nieco zwiększono wymiary karoserii, przez co jest więcej miejsca na nogi i nad głową, poprawił się także komfort jazdy i zmniejszył poziom hałasu z drogi, a to za sprawą większego wykorzystania niskostopowej stali konstrukcyjnej o dużej wytrzymałości.

        Samochód napędzany jest czterocylindrowym rządowym silnikiem o mocy 181 KM – lub 2-litrową turbodoładowaną czwórką o mocy 237 KM w przypadku najwyższego modelu SX. Sportage może holować 907 kg, ma bardzo dobre hamulce. Obszerna przestrzeń bagażowa może być regulowana przez poziom tylnej podłogi. Można ją podnieść, ukrywając przedmioty pod spodem, albo opuścić dla zmaksymalizowania powierzchni bagażowej. Tylne siedzenia składają się na płasko.

        Standardowe we wszystkich opcjach są: kamera biegu wstecznego, Bluetooth, radio satelitarne. Od wersji EX wzwyż mamy dodatkowo duży centralny wyświetlacz, Android Auto lub Apple Car Play, głośniki Harman/Kardon i bezprzewodową ładowaczkę do telefonu komórkowego.

        Ogółem, jest to ładny samochód, a to za sprawą zespołu projektowego Petera Schreyera, którego KIA w 2006 roku podkupiła od Audi i który jest obecnie głównym projektantem tak KIA, jak Hyundaia. Koniec zatem ze stylistyką brzydkich kaczątek, z jakiej słynęły pierwsze modele koncernu sprzedawane na amerykańskim rynku. 

        Oczywiście, rynek ten należy do najbardziej konkurencyjnych na świecie i w segmencie, w jakim plasuje się sportage, mamy kilkanaście świetnych aut do koloru, do wyboru. Trudno nawet wskazać faworyta, każdy wyróżnia się czym innym, choć może w przypadku KIA czy Hyundaia jest to wyróżnianie się dobrą przeciętną. Co bardzo dobrze leży kanadyjskim klientom, jako że słupki sprzedaży nieustannie rosną.

        Koreańskie samochody słyną z upakowania licznych gadżetów z klasy wyższej do tych z niższej.

        Wersja EX premium i SX ma panoramiczny szyberdach i zbliżeniowy klucz. W wyższych wersjach mamy też podgrzewane i schładzane przednie siedzenia, monitoring blind spotu, ostrzeganie przed opuszczaniem pasa ruchu i automatyczne hamowanie w sytuacjach podbramkowych.

        Słowem, świetny przeciętny SUV wyróżniający się w swej klasie właściwą proporcją wszystkich dobrych cech. 

o czym zapewnia Wasz Sobiesław.

piątek, 21 lipiec 2017 08:39

Coś na drugą młodość - Czerwone camaro

Napisane przez

        Człowiek kończy pięćdziesiąt lat, widzi, że droga życia leci już z górki, i zaczyna kombinować, co by tu jeszcze zrobić, „zanim się zacznie”; zanim coś go przykuje do łóżka, zanim trzeba będzie wymieniać stawy czy nerwowo przeglądać w Googlu terapie na raka.

        Wielu z nas kupuje wówczas motocykl, inni chcą mieć coś czerwonego, o czym marzyli w szkole średniej – czyli camaro...

        Rocznik 2017 to szósta generacja tego auta, w którym możemy przeżyć drugą młodość. 

        Oczywiście najpierw musimy się zastanowić, czy nie ma to być kabriolet, bo jeśli zamierzamy tą rakietą jeździć wyłącznie latem, to czemu nie? Tym bardziej że dach można rozkładać nawet przy 48 km/h.