Goniec

Register Login

Moto-Goniec

Moto-Goniec

piątek, 01 grudzień 2017 07:53

Idzie kanadyjska zima

Napisane przez

        To jest temat stary jak świat i dawno już go omawiałem; wiadomo, że przed zimą trzeba trochę popatrzeć na samochód,  warto wymienić to i owo, np. wycieraczki; to niedużo kosztuje, a nie będziemy mieć tych nacieków; trzeba się też upewnić że nie mamy w spryskiwaczu jakiegoś śmiesznego płynu na komary czy inne insekty, które latem się rozbijają na szybie, a który zimą zamarznie i zrobi dużo kłopotu; należy w ogóle popatrzyć na płyny, czy wszystkie poziomy są w porządku, czy nie mamy jakiegoś wycieku z chłodnicy... 

        Są to wszystko rzeczy, które niewiele kosztują, które można zrobić samemu. Po prostu popatrzmy przed zimą gospodarskim okiem na samochód, trochę go posprzątajmy, włóżmy skrobaczkę do lodu, zmiotkę do śniegu, takie rzeczy... 

        Jak ktoś jeździ tylko po mieście, to nie musi się aż tak bardzo przejmować, ale nawet wtedy w samochodzie warto wozić cieplejsze ubranie, jakiś sweter, jakieś grube robocze rękawice, bo bardzo często jak coś nam się stanie, nawet taka głupia guma, i człowiek wyjdzie na mróz, a właśnie miał za 10 minut być już w domu, to może z samego zdenerwowania się rozchorować. Dlatego warto mieć w samochodzie czapkę, komin, rękawice, sweter, dla spokoju wozić parasol.

        Dzisiaj trochę sentymentalnie. Niedawno obchodziliśmy Święto Niepodległości... Polska dzisiaj jest absolutnym potentatem, jeśli chodzi o produkcję części zamiennych do samochodów. Problem tylko w tym, że nie ma polskiej marki. To nasi tak zwani decydenci skutecznie wykosili. Dlaczego? Bo działały zagraniczne pieniądze, bo ktoś dał łapówkę, bo trzeba było kontynuować podpłacony z zewnątrz kontrakt, bo „wicie-rozumicie” trzeba było ten peerelowski kraj rozszabrować.

        Jednym z takich samochodów, które PRL zdołała stworzyć, a który nigdy nie wszedł do produkcji seryjnej, jest beskid. 

        Auto, które wyprzedzało swoje czasy o dekadę. Beskid był nowoczesny, mógłby być eksportowany nie tylko do tak zwanych demoludów; dawał szansę na stworzenie tego, co w tym przemyśle najważniejsze – marki. Może powinien się nazywać syrena, jak chciałby nasz krajan z Toronto Arkadiusz Kamiński, który usiłuje tę właśnie markę reanimować w Polsce i napotyka potężne trudności. To kwestia do ustalenia dla marketingu. Samochód jednak nigdy marketingu się nie doczekał, został bowiem skazany na zniszczenie, jak  tutejszy kanadyjski avro arrow. Wydano decyzje, aby wszystkie egzemplarze pociąć na żyletki. 

        Polska dusza od niemieckiej różni się jednak zasadniczo, dlatego tak się nie stało i zachowało się kilka egzemplarzy. Można je dzisiaj oglądać w muzeach i mieć to tradycyjne polskie ssanie w żołądku, że coś mogliśmy, ale jak zwykle nie wyszło; że mieliśmy ten złoty róg, ale... 

        No właśnie, o beskidzie opowiadał kiedyś przed kamerą dr Wacław Hepner z Politechniki Opolskiej. Oto jego słowa:  

        – Nie można powiedzieć, że jest kultowy bo właściwie wszyscy o nim zapomnieli. Poprzednie pokolenie kojarzyło beskida. Ja pamiętam, 10 -15 lat temu, bo budził sensację na drogach. W tej chwili wygląda jak auto współczesne i to jest właśnie największa zdobycz konstruktorów; że 30 lat temu stworzyli samochód, który dzisiaj nie zwraca niczyjej uwagi, a była to właściwie jedyna w dziejach polskiej motoryzacji szansa na stworzenie samochodu nowoczesnego. Jak czas pokazał, rzeczywiście za taki mógłby uchodzić dziś. 

        Powstał w Bielsku w 1983 roku po rocznym okresie przygotowań i projektów. To było tempo ekspresowe nawet z dzisiejszego punktu widzenia, nieosiągalne bez użycia komputerów, w stanie wojennym, a więc udało się pokonać wszystkie przeszkody, które z tego tytułu wynikały. 

        W dodatku był on stworzony wysiłkiem właściwie całego kraju. Nie jest to efekt radosnej twórczości kilku zapaleńców. Większość ośrodków naukowych uczestniczyła w tym projekcie. 

        Na przykład Akademia Medyczna w Krakowie dokonała pomiarów antropometrycznych populacji polskiej. Zmierzyli 15 000 Polaków, żeby stworzyć reprezentatywną sylwetkę pasażera tego samochodu. Na tych sylwetkach obrysowano potem kształt wnętrza, na makiecie sprawdzono, że samochód będzie wygodny dla 5 pasażerów. Rzeczywiście tak jest. Jego przestronność wnętrza jest porównywalna z polonezem, który jest przecież samochodem segmentu wyższego. 

        Akademie Sztuk Pięknych w Krakowie i Warszawie uczestniczyły w powstawaniu projektu designerskiego. Politechnika Warszawska zajmowała się strukturą nośną nadwozia, a Politechnika Krakowska zawieszeniem, Instytut Lotnictwa w Warszawie pomiarami opływu. 

        W ten sposób powstał samochód dopracowany, chociaż zaledwie w 8 egzemplarzach. Wydawać by się mogło, że tych 8 sztuk nie ma wpływu na cokolwiek, a jednak rozwiązania z beskida znajdziemy w renault twingo i w daewoo matizie, a nawet mercedesie A, ponieważ te rozwiązania, które wymyślono dla beskida, znalazły się potem w tych samochodach.

        Cóż można do tego dodać, ano to, że dr Hepner bardzo łagodnie obszedł się z tymi „naśladowcami”. Beskida po wygaśnięciu patentów, czyli po okresie 10 lat, Francuzi po prostu wzięli w całości i z niewielkimi przeróbkami wypuścili jako renault twingo, którego trzaskali później przez 15 lat do 2007 roku!

beskidtwin

       

Z prawej beskid z lewej renault twingo

 

 

  Beskid 106 w porównaniu z maluchem miał chłodzony cieczą silnik, a dzięki zaokrąglonej karoserii palił nie 6, ale niecałe 4 litry paliwa na setkę.  Auto na głowę biło swoich rywali. Francuzi trochę zwiększyli długość, żeby wszedł silnik  1,2 l. Resztę zostawili praktycznie bez zmian.    

        Po co o tym dzisiaj mówić? Po to aby się uczyć; po to aby przypominać nowym pokoleniom Polaków, by nie dali się walić w rogi, tak jak ich dziadkowie i ojcowie.

        Beskidy pokonały setki tysięcy kilometrów w czasie jazd testowych. Głównym konstruktorem samochodu był mgr inż. Wiesław Wiatrak. Zawieszenie przednie to kolumny McPherson, a tylne to wahacze wleczone ze sprężynami śrubowymi i amortyzatorami. Podstawową jednostką napędową beskida był dwucylindrowy silnik pochodzący z fiata 126p bis, ale konstrukcyjnie był przystosowany do poprzecznej zabudowy silnika czterocylindrowego większej pojemności. W dużym stopniu był zunifikowany z PF 126p (osprzęt silnika, układ hamulcowy, koła z piastami, osprzęt elektryczny i wiele innych). 

Oto dane techniczne

Silnik 2-cyl., 4-suw., chłodzony cieczą. Pojemność skokowa 703 cm3. Moc 22 kW (30 KM) przy 4800-5000 obr./min. Usytuowanie / napęd poprzecznie z przodu / przedni. Wymiary dł./szer./wys. 3235 / 1530 / 1364 (mm). Rozstaw osi 2250 mm. Rozstaw kół P/T 1315/1291 mm. Pojemność bagażnika 300 / 1200 l. Liczba drzwi / miejsc 3 lub 5 / 5. Hamulce hydrauliczne, przód - tarczowe, tył - bębnowe. Zawieszenie przód - kolumny McPherson, tył - sprężyny śrubowe i amortyzatory. Ogumienie 135SR12. Zużycie paliwa 3,9 l / 100 km przy V = 90 km/h. Masa 630 kg. V max 125 km/h.

O czym ze smutkiem w oczach donosi 

Wasz Sobiesław

piątek, 17 listopad 2017 07:32

Subaru, samochód, który niczego nie udaje

Napisane przez

   

    Rozmawiamy ponownie o subaru z Izabelą Kosmowską, tym razem   z Subaru of Mississauga. Pani Izabela sprzedaje subaru od wielu lat, bo kocha te samochody od wczesnej młodości, kiedy za sprawą znajomości z jednym z najlepszych (mówią, że najlepszym) polskich kierowców rajdowych, Marianem Bublewiczem, jeździła w rajdach. Zanim zajęła się sprzedażą, była klientem Subaru, kiedy straciła pracę, pomyślała, że nie ma dużo kobiet, które sprzedają samochody... I tak się zaczęło.

        Subaru to jedna z niewielu firm, które oferują nawet małe samochody z napędem na cztery koła, bo wszystkie subaru mają taki napęd.

        Goniec: Miło znowu się spotkać. Pamiętam, że Pani jest pasjonatką samochodów

        Izabela Kosmowska: Zgadza się. 

        – Ja dzielę kierowców na tych, którzy używają samochodu, dlatego że chcą się przenieść z punktu A do punktu B i najchętniej w ogóle by nie prowadzili, woleliby, gdyby ktoś ich zawiózł albo żeby ten samochód wszystko za nich zrobił, ale są też ludzie, dla których samochód jest częścią osobowości, którzy lubią prowadzić... 

        – Wie pan, spotykam wielu takich ludzi, którzy lubią prowadzić, również kobiety; miałam ostatnio klientkę, która mi mówiła, że uwielbia jeździć, dlatego chce mieć wygodny samochód, bo ona wszystkich wozi. To się rzadko zdarza wśród kobiet, bo zazwyczaj mężczyźni uwielbiają prowadzić. A ona chciała kupić wygodny samochód do codziennej jazdy. 

czwartek, 09 listopad 2017 21:31

Rekonfiguracja korzystania z samochodu

Napisane przez

        W ubiegłym tygodniu pisałem o zmianach w samochodach w związku z coraz bardziej rozpowszechnionymi systemami poprawiania reakcji kierowcy i korygowania błędów kierowcy. 

        Systemy te de facto przedefiniowują rolę, jaką w samochodzie odgrywa prowadzący. Postęp w stronę autonomicznej jazdy jest nie do zatrzymania. Tak więc wkrótce nasze możliwości manewrowania za kółkiem będą poważnie ograniczone. 

        Co może mieć konsekwencje dla swobody naszych decyzji, choćby przez to że nie będziemy już w stanie rozjechać człowieka, który stanie nam na drodze, choćbyśmy chcieli to zrobić z pełną premedytacją i było to konieczne do obrony naszego własnego życia. 

        Pozostańmy dzisiaj przy temacie autofuturologii, a więc zmian nie tylko w technologii samochodu i unowocześniania jego podzespołów, ale również rekonfiguracji całego transportu drogowego. Obecnie już w wielu miastach świata istnieją nie tylko tradycyjne wypożyczalnie, ale również takie, gdzie po okazaniu karty i załadowaniu aplikacji do smartfona można samochód wypożyczyć na minuty. Ponadto samochód można zostawić w miejscu, do którego się przyjechało, a wsiąść do najbliższego zostawionego w okolicy przez kogoś innego. 

        Tak więc posiadanie własnych czterech kółek ma coraz mniej sensu. Co z kolei zmienia horyzont przyszłości  dla sieci sprzedaży, salonów motoryzacyjnych czy ubezpieczalni. W wielu europejskich i polskich miastach już dzisiaj można skorzystać z takiej usługi. 

        Oczywiście, prekursorem wykorzystania sieci komputerowych i aplikacji na smartfony był i jest Uber. Tu, w Kanadzie, od jakiegoś czasu można korzystać z opcji UBER Pool, co oznacza, że za mniejszą kwotę niż w przypadku indywidualnego podwiezienia można jechać wspólnie z innymi pasażerami, którym jest po drodze. Są oni kojarzeni przez oprogramowanie UBER. Dzięki temu można uzyskać prawdziwie publiczny transport bez konieczności wsiadania do autobusu czy tramwaju. W wielu autobusach w Mississaudze poza godzinami szczytu nie jedzie więcej niż 5 – 7 osób; a więc duży van Ubera, który zabiera na pokład właśnie tyle, nie dość że za niewiele więcej pieniędzy niż autobus, to jeszcze odbierze, podwiezie pod dom albo wskazane miejsce. 

        W krajach europejskich i azjatyckich, w tym w Polsce, coraz bardziej rozwinięty jest system „Ubera” dalekodystansowego, czyli założonej przez Francuzów ponad 10 lat temu firmy BlaBlaCar. 

        Jadąc z Warszawy do Gdańska, z Krakowa do Lwowa, czy nawet między małymi miejscowościami, warto sprawdzić, za ile możemy to zrobić wspólnie z kimś, kto ogłasza, że akurat tam już jedzie. Jest to po prostu nowoczesna wersja podwożenia na łebka. 

        W dawnych czasach trzeba było po prostu wyjść za miasto na stójkę i złapać jakiegoś żuka. Jechało się za to co łaska albo jakąś drobną opłatę. Dzisiaj wystarczy zainstalować aplikację blablacar, by pojechać na przykład z Krakowa do Warszawy za 35 zł, a nie jak pociągiem za 120 złotych; można wybrać sobie czas, można wybrać sobie, ile osób będzie siedziało na tylnym siedzeniu (niektórzy zapewniają, że tylko dwie). Można również wybrać kierowcę „starszego i doświadczonego”. 

        Oczywiście, zawsze wiąże się to z ryzykiem spotykania nieznajomych osób. Ale to ryzyko istnieje dwustronnie i dotyczy tak tych, którzy podwożą, jak i osób podwożonych. Ceny zaś są bardzo konkurencyjne, no bo również z Krakowa do Lwowa można właśnie jechać za 40 czy 50 zł, a jest to cena nie do pobicia przez pociąg czy regularny autobus. 

        W ten sposób od czasu do czasu posiadany przez nas samochód zarabia jak publiczny środek komunikacji. Jest to rewolucja w modelu transportu i wielu przeciwko niej protestuje; są problemy z ubezpieczalniami etc. 

        Tego rodzaju nowinki zagrażają całym zawodom, ale też służą one nam wszystkim i ograniczają zanieczyszczenie powietrza. 

        Wygodne podwożenie na żądanie to przyszłość i nie da się jej uniknąć. Miejmy nadzieję, że takie firmy jak BlaBlaCar zawitają również do nas i że jadąc do Montrealu, będziemy mogli o dowolnej porze wybrać sobie samochód, który za pół ceny podwiezie nas na miejsce.  

        Jak w takiej sytuacji będzie wyglądała własność samochodu, jak będzie wyglądało ubezpieczenie motoryzacyjne? A w końcu obecnie są to wydatki stanowiące znaczną część przeciętnego budżetu domowego. Nie wątpię, że nasi „kierownicy” znajdą sposób, aby wyrównać sobie ewentualne różnice w dochodach. A my będziemy korzystać z usług transportowych na zasadzie pay as you go, ale prawdopodobnie płacić będziemy tyle samo co dziś. Tak przynajmniej wynika z mojego życiowego doświadczenia 

o czym Państwa zapewnia 

Wasz Sobiesław 

        PS Na koniec anegdota zasłyszana od kolegi z Polski, który regularnie bierze łebków w ramach BlaBlaCar. Otóż jadąc z Warszawy, wziął dwóch Ukraińców, a ponieważ jest człowiekiem zainteresowanym sytuacją na Wschodzie, wypytywał o to i owo; o prezydenta, o polityków. Na co jego pasażerowie odpowiadali, że to wszystko są złodzieje. Narzekali, jak to ich tam okradają. Już w domu kolega sprawdził aplikację i stwierdził, że jego pasażerowie wpisali, iż kierowca nie zgłosił się na umówione miejsce, w związku z czym mu nie zapłacili; innym słowem, okradli go, czyli okazali się złodziejami, no i jak można wymagać od innych czegoś, czego nie wymaga się od siebie?

        Dzisiaj będzie trochę filozoficznie. Jeszcze nie tak dawno samochód był przedstawiany jako symbol osobistej wolności; nie tylko samochód, motocykl i inne pojazdy też (łącznie z kosiarką do trawy, na której nieposiadający prawa jazdy dżentelmen pojechał do brata, by się pogodzić. „The Straight Story”).

        Takie filmy, jak „Konwój”, „Mistrz kierownicy ucieka” czy „Easy Rider”, powodowały, że wszyscy marzyliśmy o własnych czterech kółkach. One dawały niezależność i podkreślały nasz indywidualizm. 

        To wszystko jest już sprawą przeszłości; obecnie coraz szerzej wprowadzane są systemy wspomagające kierowcę, powodując, że samochód, praktycznie rzecz biorąc, jest narzędziem naszego zniewolenia. 

czwartek, 26 październik 2017 19:48

Przeszczep motoryzacyjny nie przyjął się

Napisane przez

        Obiecywałem dwa tygodnie temu, że napiszę na temat instalacji przekładni do wycieraczek (wiper linkage), jaką zamówiłem wysyłkowo, i którą zamierzałem samodzielnie wymienić w moim BMW E 46. 

        Okazało się, że zamiast instalować nową przekładnię, naprawiłem starą. Ale po kolei...

        Zamówiona na e-bayu część przyszła tak, jak miała, czyli po 2 tygodniach; była dobrze zapakowana i w sumie w całkiem niezłym stanie. Jak już pisałem, zamawiałem część odzyskaną ze złomowanego samochodu, swego rodzaju „przeszczep motoryzacyjny”. 

        Mój samochód dawca to BMW z 2003 roku. Moje BMW jest z 2000. Tak więc uzyskiwałem część o 3 lata młodszą. Po dokładnym obejrzeniu okazało się, że ta nowa przekładnia ma wiele elementów plastikowych, tam gdzie moja stara ma elementy aluminiowe bądź mosiężne. 

czwartek, 19 październik 2017 23:11

Impreza 2017, czyli subaru jak się patrzy

Napisane przez

        Subaru to były zawsze auta dla koneserów; zawsze z napędem na cztery koła; zawsze z silnikiem typu bokser pozwalającym na obniżenie środka ciężkości, co za tym idzie, lepszą przyczepność na zakrętach. Może niezbyt wystylizowane, choć jest to oczywiście rzecz gustu, projektowane dość klasycznie, a jednak dla miłośników rajdów czy ludzi, którzy mieszkają za miastem, zupełnie kultowe. 

        To auta dostarczające dużo przyjemności w prowadzeniu, a jednocześnie praktyczne i bezpieczne. 

        Impreza rocznik 2017 jest oferowana w dwóch wariantach – sedan oraz pięciodrzwiowy hatchback, za którego zapłacimy dziewięćset dolarów dodatkowo. 

        Impreza bardzo dobrze trzyma wartość, co obniża znacząco całkowitą cenę posiadania pojazdu. W wariancie sprzedawanym w Kanadzie w wersji standardowej ma kamerę biegu wstecznego, podgrzewane przednie siedzenia i symetryczny napęd na wszystkie koła, który działa cały czas. Ponoć jest to najtańszy samochód z napędem na cztery koła sprzedawany w Kanadzie. 

        Subaru słynie z jakości, niezawodności i bezpieczeństwa. W imprezie chroni nas cała gama poduszek powietrznych łącznie z tymi nadkolanowymi oraz elektroniczne systemy zabezpieczające,  jak automatyczne wykrywanie przeszkód i hamowanie – również na biegu wstecznym, detektor pojazdu w martwym punkcie i wiele, wiele innych.

        W nowym modelu zwiększono pojemność kabiny pasażerskiej i bagażnika. Z dwulitrowym silnikiem typu bokser sprzężona jest pięciobiegowa ręczna skrzynia biegów lub bezbiegowa CVT, ale to już jako opcja. Wiele funkcji samochodu włączanych jest głosem; w ten sposób regulowana jest klimatyzacja i nagrzewanie, w taki sposób odbywa się nawigacja czy sterowanie systemem audio. W wyposażeniu mamy ośmiocalowy ekran o dużej rozdzielczości. 

        To już jest piąta generacja imprezy. Użytkownicy chwalą wyciszenie kabiny oraz bardzo dobry styl prowadzenia, jak na samochód bądź co bądź kompaktowy jest to absolutna pierwsza liga. 

        Wszystkie imprezy wyposażone są w silniki FB 20 pojemności 2 l, bezpośrednim wtrysku, czterocylindrowe, o mocy 152 koni mechanicznych. No może trochę za mało w aucie, które cały czas przenosi napęd na cztery koła.

        Samochód możemy kupić w czterech opcjach: adventure touring, sport i sport-tech. Ręcznej skrzyni biegów przydałby się 6. bieg, bo na autostradzie przy 120 km/h licznik obrotów wskazuje około 3000. 

        Impreza pali przeciętnie 8,9 l na 100 km w trybie połączonej jazdy miejskiej i wiejskiej, oficjalne wskazania miejskie to 10,1 l na 100, a wiejskie 7,7. Z ceną zmieścimy się w przedziale 25 tys. – 32 tys. dol., co jak na samochód kompaktowy nie jest może bardzo tanio, ale jak na subaru to całkiem rozsądna cena, o czym zapewnia 

Wasz Sobiesław 

piątek, 13 październik 2017 07:48

Drobne naprawy (nie tylko) E46

Napisane przez

        Dzisiaj znowu trochę o naprawach, o tym, aby postarać się rozpoznać usterkę w samochodzie, zanim pojedziemy do mechanika. Oczywiście, mówię o naprawach drobnych, takich, które możemy zrobić u siebie w domu bez podnośnika czy specjalnych narzędzi. Kiedyś już mówiłem, że warto zaopatrzyć się w komputer diagnostyczny do samochodu, co pozwoli ustalić obszar kłopotów. 

 

        Jeśli nas interesuje, żeby trochę zmniejszyć koszty posiadania auta poprzez własne drobne naprawy, warto zlokalizować kilka forów internetowych, na których dyskutują właściciele pojazdów naszego typu. Bardzo pomocne są też filmy instruktażowe na kanale YT i tam też można szukać porady, jak pewne rzeczy prosto wymienić. 

        Mnie w moim dziewiętnastoletnim BMW (E46) w najbliższym czasie czeka wymiana mechanizmu przekładni wycieraczek razem z silnikiem. BMW to niby drogi samochód w utrzymaniu, bo powszechna opinia jest taka, że skrót firmy można przetłumaczyć na „będziesz miał wydatki”. Jeśli się jednak wie, jak i co wymieniać oraz gdzie kupować części, wcale tak być nie musi. 

        Oczywiście, nowe części są niewspółmiernie drogie w porównaniu do wartości; wspomniany mechanizm nowy kosztuje w granicach 500 –  600 dol. kanadyjskich, co biorąc pod uwagę że samochód wart jest 2 – 3 tys., jest ceną zaporową. Można jednak znaleźć wiele firm oferujących części używane, no i właśnie przez taką firmę kupiłem używany komplet przekładni z silnikiem  za 60 dol., co z wysyłką i różnymi opłatami (cło) wyniosło około 90 CAD. Jest to o tyle smutne, że płacimy tutaj cło nałożone na część, która pochodzi z samochodu, który został już dawno temu wimportowany, więc.... Ale wiadomo, biednemu zawsze wiatr w oczy. Tak czy owak, będę miał za niespełna 100 dol. całe urządzenie i nie omieszkam Państwa poinformować, jak mi się udała instalacja. 

        Wcześniej wyszło mi na jaw kilka mniejszych rzeczy. Okazało się, że mój samochód traci płyn do spryskiwacza i  wyciek trwa 2 do 3 dni. Wymontowałem cały baniak, uszczelniłem; wydawało mi się, że jak jest wyciek, to pewnie na uszczelce, gdzie jest włożony na wcisk silniczek do spryskiwacza. Rzecz uszczelniłem gizmem kupionym w Canadian Tire i nic. Wycieku nie powinno być, a jest. Nie ma bardziej denerwujących rzeczy niż właśnie takie. Okazało się po sprawdzeniu na forach internetowych, że silnik do spryskiwacza ma małą dziurkę do odpowietrzania, i jest w stanie się tak zużyć, że właśnie przez ten dziurkę wycieka płyn, a całość normalnie działa. Wystarczyło zamówić nowy silnik i cała sprawa przeszła jak ręką odjął. Ponieważ wymontowanie i zamontowanie baniaka to banalna sprawa, więc zamówiłem przez Internet wspomniany silniczek (podrobiony chiński) za jedyne piętnaście dolarów, z darmową wysyłką. Część przyszła w ciągu 3 tygodni. Naprawa zajęła mniej niż 15 min. Do dzisiaj nie mam żadnych problemów. 

        Zapytacie Państwo, dlaczego kupiłem chińską podróbkę. Nie mam przed tym żadnych oporów; gdybym kupił markową część, to niestety ona dzisiaj również jest wyprodukowana w Chinach, i to pewnie w tej samej fabryce. Kiedyś myślałem, że oryginalny alternator Boscha do mojego volkswagena będzie lepszy od „generic”, jednak okazało się, że też jest wykonany w Chińskiej Republice Ludowej i nosi jedynie nabitą markę. 

        To była jedna naprawa, drugi problem był trochę bardziej tajemniczy; wiadomo, że w starych samochodach zaczynają się różne przygody elektryczne, izolacja przeciera się, dochodzi do lekkich zwarć...  

        Nagle zapaliły mi się na wskaźniku przed kierownicą lampki, że mam wypalone dwie żarówki z tyłu; sprawdziłem, wszystko się świeciło! Po jakimś czasie okazało się, że ten model tak ma, iż może to sygnalizować problem z uziemieniem tylnej lampy, ale na początku warto sprawdzić, czy palą się żarówki oświetlenia tablicy rejestracyjnej. Proszę sobie wyobrazić, że żarówki były ciemne. 

        Ich wymiana to żaden problem, wystarczy płaski śrubokręt, moje wyglądały na przepalone, założyłem nowe i... Nic,  nie świecą się. Po peregrynacji internetowej ustaliłem, że to oczywiście przewody. W którym miejscu? No tam, gdzie najczęściej się ruszają, czyli  w którym przechodzą do klapy bagażnika. Tam się to powycierało, jeden przewód wisiał na włosku, a drugi był urwany. Kupiłem trochę taśmy izolacyjnej i po skręceniu zaizolowałem i włożyłem w gumową osłonę. Przeszło. 

        Na dodatek, okazało się, że tam też należy szukać przyczyny, jeśli stracimy w bagażniku oświetlenie. Dlaczego? Bo tamtędy przechodzi przewód do zamka bagażnika, który to oświetlenie uruchamia, więc jeśli straciliśmy światło w bagażniku, to mogą nie być to wcale żarówki, tylko właśnie wytarty przewód, który idzie od zamka.

         Tyle porad, postanowiłem się z Państwem nimi dzielić, bo czasem właśnie takie dyletanckie uwagi pozwalają przełamać strach przed grzebaniem we własnym samochodzie, a informacja najwięcej kosztuje. Im więcej informacji, tym lepiej, 

o czym zapewnia 

Wasz Sobiesław 

piątek, 06 październik 2017 08:28

Piękna ofiara marketingu

Napisane przez

        Jak już pisałem o tym kilka razy, kocham motocykle miłością platoniczną. 

        Piękna linia klasycznego motoru jest jak figura młodej kobiety. Niedawno na ulicy widziałem właśnie taki piękny motor, zainteresowany podjechałem bliżej i odczytałem logo Victory. 

        Jest to marka dosyć nieszczęśliwa. Powołana do życia w roku 1998 przez Polaris Industries, miała w założeniu odnowić oblicze prawdziwie amerykańskich motocykli, dobrej jakości i pięknych w kształcie; motocykli, które mogłyby właśnie konkurować z harley-davidsonem. Właściciele tego ostatniego coraz bardziej narzekają na jakość. 

czwartek, 28 wrzesień 2017 22:26

Cena zwykłej niewiedzy

Napisane przez

        Dzisiaj wracamy do tematu dobrego mechanika. 

        Od czasu do czasu każdy z nas ma jakiś problem. Nawet w samochodach, które uchodzą za prawie niezniszczalne, jak toyota corolla czy różne hondy, mamy do czynienia z rzeczami, które jeśli nie są wymieniane na czas, no to będą dawały znać o sobie. 

        Gdybyśmy brali przykład z podejścia lotniczego do wymiany części, które się zużywają, to musielibyśmy założyć tzw. resurs, czyli wymieniać klocki hamulcowe, pompę paliwową, wodną, alternator i tym podobne podzespoły po określonej liczbie przejechanych kilometrów, bez względu na ocenę stanu zużycia.