Goniec

Register Login

Moto-Goniec

Moto-Goniec

piątek, 28 październik 2016 20:57

Lexus IS 200t

Napisane przez

Przyznam szczerze, że nie wiem co zrobić w tym roku, bo mam na kołach kupione latem opony całoroczne, a na stalowych felgach znoszone już „zimówki”. Lepiej jeździć na nowych całorocznych czy starych zimowych? - oto jest pytanie.
No przede wszystkim nie należy jeździć na starych „starych”, zwłaszcza, jeśli przechowujemy opony w pomieszczeniu o wysokiej temperaturze, lub na słońcu. Starzenie jest wówczas bardzo przyspieszone. Generalna zasada jest taka, by po 6 latach wymieniać. O tym jak się dowiedzieć, kiedy opona została wyprodukowana już pisałem - cała informacja jest zawarta w numeracji odbitej na boku opony.
Jeśli chodzi o głębokość bieżnika, to poniżej 4 mm powinniśmy się zastanawiać nad wymianą na nowe. Bieżnik to jednak podstawa, choć nie tylko, bo głównym impulsem do posiadania zestawu opon zimowych jest guma. Ta nie twardniejąca tak szybko w niskich temperaturach, przez co zapewniająca lepszą przyczepność.
Mam więc twardy orzech do zgryzienia, wszystko jednak wskazuje na to, że gdy się zrobi trochę cieplej sam wymienię koła. Jest to wysiłek „kontrolny”, jeśli chodzi o człowieka w moim wieku, a poza tym pozwalający zaoszczędzić nawet i 50 dolarów, które można ciekawiej wydać.


***


lexus22Dostałem właśnie zaproszenie na losowanie lexusa przez GoWest, dlatego dzisiaj coś o tym aucie - jak pewnie Państwo zdążyli zauważyć o luksusowych autach nieczęsto piszę, a jeśli już, to o starszych, w tym jednak wypadku zrobię wyjątek.
Lexus to luksusowa Toyota czyli niezawodność i japońska precyzja zaklęta w samochodowych blachach. IS 200t to także samochód dla tych, którzy lubią szybką i zrywną jazdę. Nowy, turbodoładowany silnik czterocylindrowy uzyskuje maksimum momentu zamachowego już przy 1650 obr./min co pozwala rozpędzić się do setki w czasie 6,9 sekundy. Silnik ma 241 KM, automatyczna ośmiobiegowa przekładnia umożliwia oszczędną jazdę i precyzyjną dystrybucję mocy. Turbo działa bez zarzutu, moment angażowania jest trudny do zauważenia.
Ta automatyczna skrzynia biegów w IS 200t to japońska odpowiedź na zarzuty purystów, którym wszędzie brakuje ręcznej przekładni. Czas zmiany biegów wynosi w niej 0,1 sekundy i jest krótszy niż to, co jakikolwiek kierowca jest w stanie „wymachać” lewarkiem. Dla niepocieszonych, po włączeniu opcji „M” - manualnej - można zmieniać biegi klapkami przy kierownicy. Dwulitrowy silnik pali po mieście 10,6 litra na sto kilometrów, a na autostradzie 7,2 litra na sto. W jeździe mieszanej daje to ok. 10,2 litra na sto kilometrów, czyli wielkość średnią dla tej klasy aut.
Wyciszona, solidnie zbudowana i ładnie wykończona kabina plus LED-owe reflektory i cała gama „zwykłych” gadżetów uzupełniają „rączą” charakterystykę tego pojazdu. Do tego dochodzą, dwustrefowa kontrola temperatury, start na przycisk, siedmiocalowy wyświetlacz... Minusem może być brak w wersji standardowej kamery biegu wstecznego, czy podgrzewania kierownicy, no ale nie dajmy się zwariować. Jako minus można też wymienić brak opcji z napędem na wszystkie koła. Ta osiągalna jest dopiero w modelu IS 300 AWD, ale za kilka tysięcy więcej. Jako plus warto zaś docenić pojemny 306-litrowy bagażnik oraz fakt, że widoczność z siedzenia kierowcy jest znakomita.
Słowem, porządne szybkie, zrywne i niezawodne japońskie auto, które z pewnością ucieszy tych do których w niedzielę 6 listopada uśmiechnie się los.

O czym zapewnia Wasz Sobiesław

piątek, 21 październik 2016 17:57

Elantra GT 2017, czyli górą hatchbacki

Napisane przez

Kocham Hyundaia! Dlaczego? Bo lubię patrzeć, jak się myśl rodzi; jak z brzydkiego kaczątka powstaje jedno z najlepszych aut świata. Koreańczycy przeszli bardzo interesującą drogę i dzisiaj konkurują z najmocniejszymi markami na rynku – hondą civic czy golfem. Właśnie z golfem oraz fordem focusem konkurować ma najnowsza elantra GT 2017 pokazana pod koniec września podczas paryskiego salonu jako hyundai i30. Po tej stronie Atlantyku ma być znana jako elantra GT.

Elantra sama w sobie to wielki sukces koncernu. Na całym świecie sprzedano aż 10 mln egzemplarzy modelu. Przyznać trzeba, że jest to superauto napakowane różnymi opcjami, a do tego tanie.

i30 to nowy projekt. Co prawda, zrodzony w Europie przypomina sedana, ale oprócz tego, że hatchback, wyróżnia go też kratownica o nowym kształcie. Na początek i30 w przyszłym roku trafi na rynek europejski, gdzie będzie można go kupić z silnikami benzynowymi 1,4 i 1,6 litra, a także 1,6-litrowym dieslem – wszystkie rzędowe, z bezpośrednim wtryskiem i turbodoładowane. Firma planuje uzupełnić tę ofertę o rzędową turbodoładowaną trójkę. W Europie dostępne będą 6- i 7-biegowe skrzynie, odpowiednio, ręczna i automatyczna z podwójnym sprzęgłem (nowa zaprojektowana przez Hyundaia).

Elantra i30 testowana była w fazie projektowej na kultowym torze Nürburgring w RFN, m.in. po to by karoseria była bardzo spójna w każdych warunkach, nawet ekstremalnej jazdy. Hyundai stosuje w niej 53 proc. stali o wysokiej wytrzymałości. To pozwala odchudzić konstrukcję, ale waga pojazdu nie uległa jednak zmianie, a to z uwagi na dodatkowe wyposażenie i wyciszanie. W środku mamy funkcjonalny rozkład lewarków i przycisków oraz 5- lub 8-calowy wyświetlacz.

Wszystko sprawia czyste, eleganckie wrażenie. Jak to dzisiaj bywa, w elantrze mamy do dyspozycji szereg nowoczesnych technologii wspomagających kierowcę; od inteligentnego systemu cruise control po bezprzewodowe ładowanie telefonu komórkowego.

Jak tłumaczy szef biura projektowe Hyundaia Peter Schreyer, tworzymy samochód dla każdego, mając na uwadze szeroką gamę bardzo różnych osób.

Nowy model ma 4340 mm długości i jest trochę dłuższy i szerszy od wozu, który zastępuje. Pojemność bagażnika to 395 litrów – ok. 15 litrów więcej niż u golfa. Wymienione silniki dają w najlepszej wersji 134 KM mocy na wale. Producent planuje również wersję usportowioną RN30, z silnikiem dającym ponad 250 KM mocy.

W Ameryce elantra prawdopodobnie będzie sprzedawana z dwulitrowym 173-konnym motorem.

W porównaniu ze zwykłą elantrą GT ma inne zawieszenie tyłu.

W każdym razie z pewnością będzie to radość dla kogoś, kto szuka zbornego, w miarę zrywnego samochodu za niewielkie pieniądze. I30 to globalna platforma projektowa Hyundaia i w oparciu o nią powstanie nie tylko model GT.

Nowe i30 powinny być w sprzedaży w Europie już na wiosnę przyszłego roku, kiedy pojawią się w Ameryce i jak skrojone – nie wiadomo.

Czy będzie w stanie konkurować z golfem – królem szos tego segmentu? Prawdopodobnie tak. Hyundai lubi zaskakiwać. Na plus.

Wasz Sobiesław

piątek, 14 październik 2016 14:46

Starsze, przyjemniejsze i nie rozpraszające

Napisane przez

        OK – nigdy tego nie ukrywałem, że jestem zwolennikiem kupowania starych aut. Stare są jare – czyli generalnie rzecz biorąc, na rynku motoryzacyjnym postęp nie jest aż tak szalony, by samochód 6-letni bardzo różnił się od sprzedawanego dzisiaj w salonie. Znacznie różni się natomiast ceną. Fluktuacje cenowe modeli to bardzo pouczająca krzywa. Pewne jest jednak to, że największym kosztem posiadania samochodu jest tzw. deprecjacja, czyli ubytek jego wartości. W przeciwieństwie do nieruchomości, samochody tracą wartość, a najbardziej właśnie te nowe. Na dodatek kupując przechodzone auto, można mieć satysfakcję, gdy się coś naprawdę wartościowego upoluje. Ponadto w przypadku starszych samochodów mamy już informacje, jak się dany model zachowuje, z czym miał problemy i na co zwracać uwagę przy zakupie. Ponadto – last but not least – kupując prywatnie samochody z drugiej ręki, poznajemy ludzi. No bo jeśli rzeczywiście chcemy zrobić dobry deal – zakup prywatny jest najbardziej wskazany.

        Piszę o tych starszych samochodach bo mi na nie zeszła myśl, czytając informacje, że właśnie nasze kochane władze zarobiły miliony dolarów z mandatów dla kierowców używających nielegalnie różnych gadżetów podczas jazdy, a liczba rozproszonych kierowców wcale się nie zmniejsza.

        Pomijając sam fakt przepisów, paradoksalne jest to, że te starsze auta o wiele mniej nas właśnie rozpraszały, zmuszały do większej uwagi i samodzielności. Dzisiaj prowadzą nas jakieś radary, co chwila coś nam tam pika czy dzwoni, np. gdy wyjeżdżamy z pasa ruchu, a nawigacja mówi do nas nie zawsze najmądrzejszym głosem. Każdy kij ma dwa końce i te wszystkie gadżetowe wynalazki, które mają kierowcy pomagać, bardzo często po prostu go rozpraszają. Dawniej, żeby zrobić w samochodzie cieplej, przesuwaliśmy suwakiem albo przekręcaliśmy pokrętło na czerwony zakres, dzisiaj podkręcamy temperaturę i zastanawiamy się, czy ustawić na 22, czy może na 19  stopni.  To tylko jeden z wielu przykładów. Bo nie jest straszną rzeczą fakt trzymania telefonu przy uchu, lecz ogólnie rzecz biorąc, rozmawianie, denerwowanie się i odpływanie myślowe w trakcie jazdy. To, czy akurat następuje to podczas trzymania słuchawki, czy wydzierania się do zestawu „głośno mówiącego”, nie ma akurat znaczenia. Oczywiście pomijam tak ekstremalne sytuacje, jak tekstowanie podczas jazdy, bo to już graniczy z samobójstwem. Jestem nawet za tym, by tę funkcję telefoniczną w każdym samochodzie wyłączał jakiś zagłuszacz.

        Tak czy owak, tablice rozdzielcze samochodów rozjarzone niczym choinki niczemu dobremu nie służą (prócz napędzaniu sprzedaży), dostarczają za to mnóstwo niepotrzebnych informacji. To tyle w kwestii zakazywania rozpraszania się podczas jazdy.

        Jeśli zaś zdecydujemy się na stare auto, to mamy do wyboru cały kosmos, dlatego rzeczą rozsądną jest ograniczenie się do modelu i rocznika, który nam się podoba i którego zakres cenowy pokrywa się z kwotą, jaką chcemy przeznaczyć na zakup. Przy prywatnym kupnie mamy wiele możliwości sprawdzania ofert i choć nie zawsze dostaniemy auto w kolorze, który lubimy ,to jednak w ostatecznym rozrachunku będziemy jeździć samochodem lepszym i tańszym niż kupiony w salonie.

        Przykład?

        Volkswagen golf hatchback  2012 czterodrzwiowy – ok. 14 tys. dol., 2,5-litrowy pięciocylindrowy silnik, ręczna lub automatyczna przekładnia biegów – 6. pokolenie golfów – zrywny, super się prowadzi, przestronny. Nowy kosztuje ponad 25 tys.

        Inny hatchback:

        Ten sam rocznik co golf, mazda3 sport GS, też czterodrzwiowa – drugie pokolenie (roczniki 2009–2014), cena ok. 13 tys., oszczędna w mieście, 6-biegowa skrzynia ręczna lub automatyczna, 155-konny silnik z bezpośrednim wtryskiem. I znów fajnie się jeździ, dobrze wchodzi w zakręty, samochód zborny, przyjemny i wygodny. W tej grupie można też trafić na usportowioną mazdę speed3 – z 2,3-litrowym silnikiem o mocy 263 KM, ale to jest już zupełnie inna para kaloszy. Mazda ma też więcej niż przeciętną niezawodność, choć niektórzy narzekają, że jest głośna na autostradzie, co mi akurat nie przeszkadza.

        Tak czy owak, piękne samochody – być może z mniejszą zawartością elektronicznych wodotrysków, ale za to pozwalające skoncentrować się na tym, co w prowadzeniu istotne. Bo nie ma przecież większej przyjemności niż samochód, który niczym wierna suka wie, o co tak naprawdę chodzi nam na drodze.

        O czym z pewną satysfakcją zawiadamia
Wasz Sobiesław.

piątek, 07 październik 2016 14:56

Auto na stare lata

Napisane przez

        Jaki samochód wybrać na stare lata – co kupować? Oczywiście, w grę wchodzi wiele czynników, w tym pieniądze – jeśli nie jesteśmy emerytem-krezusem, liczymy dokładnie każdego dolara, więc można zacząć od tego, że powinien to być samochód tani w eksploatacji. Wcale niegłupim rozwiązaniem jest pomyślenie o tym zawczasu, kiedy jeszcze zarabiamy i jesteśmy w stanie bez wysiłku kupić sobie coś odpowiedniego – większego niepsującego się SUV-a czy vana – auto wytrzyma co najmniej 20 – 25 lat, więc może nam dosłużyć do czasu, kiedy już nie będziemy mogli prowadzić.

        Pierwszą rzeczą, na jaką powinniśmy zwracać uwagę, to aby samochód był wygodny – łatwo było do niego wsiąść i wysiąść oraz by miał dobrą widoczność. Ja wybierałbym małe, ale bardzo wygodne i funkcjonalne samochody z dużymi drzwiami – możliwe, że raczej 2, a nie 4, dlatego że dwudrzwiowe mają większe drzwi kierowcy.

        Zwróćmy też uwagę na fotele (dobrze, jeśli są regulowane elektrycznie, bo  to o wiele łatwiejsze niż szarpanie się z manualnymi regulacjami) czy wysokość zawieszenia – generalnie łatwiej jest wychodzić z „wyższego samochodu”, niż wyczołgiwać się z korwety. Oczywiście, automatik – tu nie ma gadania, bo jak nas chwyci ból kolana albo rwa kulszowa, to machanie biegami niczym przyjemnym nie będzie.

        Kolejna sprawa, „resorowanie”. Im człowiek starszy, tym bardziej ceni sobie wygody, a jazda, zwłaszcza dłuższa, sztywnym sportowo zawieszonym autem może nas po prostu boleć.

        Kolejna rzecz – nie oszczędzajmy na systemach wspomagających kierowanie. Kiedy człowiek nie jest już tak gibki i sprawny, fakt, że samochód może nas ostrzec przed zmianą pasa ruchu przy wyłączonym migaczu lub zahamować, kiedy nam nie starczy refleksu, nie jest bez znaczenia. To samo dotyczy cruise control zdolnego do utrzymywania odległości od auta jadącego z przodu – gdy się ma 70 lat, jazda w korkach męczy o wiele bardziej.

        Popatrzmy też, jak to jest z bagażnikiem. l czy łatwo się będzie schylać; czy sięgamy do całej jego głębokości, czy łatwo się otwiera.

        A jakie modele?

        Consumers Report poleca następujące:  

        2014 chevrolet impala – wyciszone wnętrze, komfort podróży, proste i czytelne kontrolki, łatwe do chwytania klamki, w miarę niskie spalanie.

        2011–2014 chrysler 300 – supercichy, duża gama elektronicznych gadżetów, o których była mowa, dobra widoczność – opcja z napędem na cztery koła ułatwiająca jazdę zimą.

        2008–2014 honda accord – niezawodny, fantastyczna widoczność – dużo miejsca nawet dla wysokich kierowców, bezpieczny w wypadkach, kamera biegu wstecznego ułatwiająca cofanie.

        2011–2014 honda odyssey – dużo miejsca na wnuki, olbrzymie drzwi, szerokie wygodne fotele, doskonały na długie trasy (Floryda?), duża oferta elektronicznych gadżetów wspomagających.

        2014 kia soul – wysokie fotele i szerokie drzwi ułatwiają wysiadanie, długa lista opcji, rozsądnie wyceniona.  

        2004–2015 lexus RX – luksus,   niezawodny, choć niektóre rzeczy na wyświetlaczu zbyt drobne.                

        2009–2015 subaru forester – supersamochód dla starszej osoby! Doskonała widoczność, dobre wsiadanie i wysiadanie, proste i łatwe w użyciu kontrolki, napęd na cztery koła daje pewność jazdy zimą nawet w kopnym śniegu, modele 2014 i nowsze mają bardziej wyciszoną kabinę i są bardziej oszczędne gdy chodzi o paliwo. Do tego dochodzą, ostrzeżenie przed zderzeniem oraz wyjeżdżaniem z pasa ruchu.

        To tylko kilka propozycji, warto zapytać o inne u naszego ulubionego dilera Marinos Automotive Group – 416-252-2277.

        Co szczerze poleca
Wasz Sobiesław

piątek, 30 wrzesień 2016 00:01

Jest ładny - Cruze Hatch 2017

Napisane przez

        Po prostu jest ładny, tak w skrócie bym powiedział o nowym chevrolecie cruz hatchback 2017; sam fakt, że można go sobie kupić ze standardową skrzynią biegów, dodaje powabu.

        Wskazując na 9-procentowy wzrost sprzedaży hatchbacków w 2015 roku, Chevrolet uznał, że najwyższy czas zrobić coś  w tym segmencie. Sprzedaż nowego wozu zaczyna się już teraz, jesienią. Auto można kupić w wersjach zwykłej LT i Premier, a w każdej z nich są usportowione podwersje (dostajemy wówczas 18-calowe felgi, agresywną stylistykę przedniego i tylnego pasa, spoiler i światła przeciwmgielne). Napęd stanowi 1,4-litrowa turbodoładowana czwórka zużywająca na autostradzie 6,2 litra na sto kilometrów.

piątek, 23 wrzesień 2016 15:34

Samochód przyszłych kilku lat

Napisane przez

        Jeszcze jesienią tego roku do salonów Hondy zawita oczekiwany od dawna model civic hatchback 2017.

        Opracowana od nowa i już kultowa honda, najpopularniejsze auto osobowe w Kanadzie, samochód, którego projekt i jakość wykonania wyznaczają nowe standardy.

        Nowy wygląd i uniwersalność pięciodrzwiowego wnętrza plus ta sama platforma co 10. generacji civiki sedan i coupe, plus rzędowy czterocylindrowy silnik z turbodoładowaniem o mocy 174-180 KM z pewnością zapewnią hatchbackowi wielką popularność. W wersjach sport i sport touring silnik jest właśnie podrasowany do 180 KM, a do tego wydech montowany jest centralnie.

piątek, 16 wrzesień 2016 00:31

Król szos w nowej wersji

Napisane przez

        Przyznam szczerze, motocykle kocham miłością wielką, ale platoniczną. Z jednośladów na co dzień wybieram rower, a to z powodu konieczności wypacania nagromadzonych złogów tłuszczu. Nie znaczy to jednak, że na ludzi dosiadających motorów nie patrzę zazdrosnym okiem. Podobno motocykliści są lepszymi kierowcami; a trudno powiedzieć, czy dotyczy to również rowerzystów... Motocykliści widzą więcej, szybciej rozpoznają zagrożenia i są bardziej przewidujący niż kierowcy samochodów bez motocyklowego doświadczenia. Motocyklista skanuje otoczenie dużo uważniej, szybciej analizuje sytuację, zwraca uwagę na szczegóły, których nie zauważają zwykli kierowcy samochodów. Mit? Może, bo  w końcu wszystko zależy od człowieka.        

        A jeśli motory, to na pewno harleye. Jedni mówią, że przereklamowane i zbyt drogie, inni jednak tłumaczą, że harley to coś duchowego, czego nigdy nie zrozumieją czipowaci amatorzy japońskich, a jeszcze gorzej, chińskich podróbek. Harley ma tak ustabilizowaną markę, że z nikim nie ściga się na technologiczne nowinki, ale najnowszy moto-imperator, Harley-Davidson Road King – czyli prawdziwy król cruiserów, ma pod bakiem nową wersję dwucylindrowego silnika – ośmiozaworowy Milwaukee Eight w klasycznym układzie V.

czwartek, 08 wrzesień 2016 23:34

Kamera na stałe

Napisane przez

        Pisałem w ubiegłym tygodniu o kamerach do samochodów. Dzisiaj tylko małe uzupełnienie, że większość tych urządzeń ma być podłączana do gniazda zapalniczki, czym je skutecznie blokuje, uniemożliwiając na przykład jednoczesne ładowanie telefonu komórkowego czy tabletu.

        Na dodatek, część samochodów ma prąd w tym gnieździe niezależnie od pozycji kluczyka, co oznacza, że kamerka pracuje nam cały czas na okrągło i może wydatnie „pomóc” w rozładowaniu akumulatora.  Z drugiej strony, niektóre kamery mają pracować na okrągło, by na przykład rejestrować parkingowych wandali – kamery włączane są przez obecność ruchu w kadrze, a więc stały dopływ prądu byłby wskazany.

        Jest więc o czym pomyśleć.

        Rozwiązaniem najbardziej wygodnym jest podłączenie zasilania kamery na stałe do systemu elektrycznego samochodu. Możemy to zrobić na własną rękę, ale powinniśmy uważać, bo w niektórych modelach takie grzebanie przy elektryce może się zakończyć pomieszaniem w głowie samochodowej elektronice pokładowej.

        Jednym z najprostszych sposób podłączenia na stałe jest podłączenie do puszki z bezpiecznikami. Wtykamy w bezpiecznik odpowiedniego obwodu – np. radia – specjalny adapter – do kupienia za grosze na amazonie – i stamtąd ciągniemy kabelek do reduktora napięcia – większość kamer jest zasilana prądem 5 V na wtyku USB, a więc musimy zredukować napięcie z 12 woltów do 5 i do tego służy zestaw, jaki również na amazonie możemy sobie kupić za ok. 10 dol. Oczywiście umieszczenie kamerki i droga poprowadzenia kabla zależą od typu samochodu. Są ludzie, którzy prowadzą od razu kable od dwóch kamer; jednej z przodu, drugiej z tyłu. Idea jest tutaj taka, aby o tych urządzeniach „zapomnieć”, a były one uruchamiane na zasadzie samochodowej czarnej skrzynki (bo wiele kamer posiada moduł GPS i rejestruje także prędkość oraz pozycję) w momencie włączenia kluczyka i wyłączane w momencie unieruchomienia silnika.

        Możemy podpiąć nasz nowy obwód albo pod bezpiecznik obwodu, który cały czas jest pod prądem, jak na przykład zamki, albo jak wspomniane radio dostaje prąd po przekręceniu kluczyka w stacyjce.

        Można to więc tak ładnie przeprowadzić, że kamera będzie nam działać cały czas, a przypomnimy sobie o niej, gdy stanie się potrzebna. Filmy nagrywane zaś będą na okrągło.

        Na rynku jest coraz więcej bardzo dobrej jakości kamer i coraz więcej kierowców ich używa. Paradoksalnie, spotkałem się z opinią, że w rezultacie ich użycia mogą wzrosnąć... składki ubezpieczeniowe.

        Powód? Obecnie w wielu wypadkach niepewnych ubezpieczalnie nie rozstrzygają o winie i ubezpieczenie ubezpieczyciela A płaci za szkody A, a B za szkody B. Efekt jest taki, że ludzie często nie zgłaszają do ubezpieczenia swych szkód, aby nie podnieśli im składek.

        Tymczasem kamerki pozwalają na wskazanie winnego również np. w przypadku stłuczek na parkingach – możliwe jest odczytanie tablicy rejestracyjnej – i wówczas  płaci ubezpieczenie winnego, a więc osoba poszkodowana nie ma żadnych oporów, aby zgłaszać szkodę – co za tym idzie, takich zgłoszeń może być więcej niż dzisiaj.

        Tak czy owak, kamerki podłączone do GPS wyposażone w mikrofony zmieniają atmosferę na sali sądowej, bo sędziowie coraz częściej uznają nakręcony materiał – zwłaszcza gdy jest opatrzony wszystkimi sygnaturami – jak czas wzięty z GPS i lokalizacja – jako dowód.

        Jest to jeszcze jeden powód, byśmy sobie taki wihajster jednak zamontowali na stałe w naszym aucie.

        Do czego z ciężkim sercem namawia Wasz Sobiesław.
       

piątek, 02 wrzesień 2016 14:47

Bez kamery ani rusz

Napisane przez

        Jak już wielokrotnie pisałem, od 1 września weszły w życie w Ontario nowe przepisy drogowe. Dotyczą pięciu rzeczy:
        – nieuważnego prowadzenia spowodowanego obsługiwaniem podczas jazdy różnych gadżetów (distracted driving); mandat wzrasta  z 200 dol. do 1000 dol., rośnie też liczba punktów, jakie utracimy z prawa jazdy. Posiadacze praw jazdy G1 i G2 mogą mieć od ręki zatrzymany dokument;        

        – rowerzystów; kierowcy muszą mijać rower co najmniej w odległości metra, wzrasta również mandat za otwarcie drzwi wprost przed nadjeżdżającym rowerzystą – z 300 dol. do 1000 dol. i 3 pkt z prawa jazdy;

        – mijania pojazdów uprzywilejowanych. Prawo, które do tej pory dotyczyło jedynie wozów policji, od 1 września obejmuje wszystkich „kogutowców” włącznie z pojazdami pomocy drogowej z włączonymi żółtymi migającymi światłami. Musimy im zostawić wolny cały jeden pas ruchu, albo – jeśli to niemożliwe, zwolnić do bezpiecznej prędkości. Za niesubordynację zapłacimy w tym wypadku 490 dol. i utracimy 3 pkt z prawa jazdy;

        – oznakowanych światłami przejść dla pieszych, a także przejść „przyszkolnych” – będziemy musieli czekać, aż pieszy zejdzie z jezdni – do tej pory mogliśmy jechać już wówczas, gdy przekroczył oś jezdni;

        – narkotyków; osoby podkręcające się za kółkiem przy pomocy farmakologicznej będą tak samo traktowane jak pijani kierowcy – z zatrzymaniem samochodu na tydzień włącznie.

        To tylko tak dla przypomnienia. Najważniejsze jest w tym to, że nowe przepisy coraz częściej są nieprecyzyjne i uznaniowe. No bo kto to pomierzy, czy między nami a rowerzystą było metr dwadzieścia, czy 90 cm? Kto sprawdzi, czy ruszyliśmy na przejściu, gdy przechodzień dotykał tylko chodnika, czy też gdy był na nim całą stopą. Dlatego jednym z najważniejszych urządzeń motoryzacyjnych, o jakich powinniśmy dzisiaj pomyśleć, jest dashboard camera – czyli niewielka kamerka przyczepiana do przedniej szyby, która pozwala w systemie zamkniętym filmować drogę. Jest to bardzo dobre ubezpieczenie, bo w większości sytuacji jesteśmy w samochodzie sami, a o świadków trudno. Wystarczy, że druga strona, zdarzenia drogowego, mimo że winna, ma kłamcę świadka (o co nietrudno), a już jesteśmy ugotowani.

        Chyba że mamy materiał dowodowy w postaci wysokiej jakości nagrania wideo...

        Oczywiście, że każdy film wideo można kłamliwie wyedytować, ale zawsze jest to bardzo poważna pomoc w sądzie.

        Kilka przykładów.

        Nie tak dawno zorganizowani gangsterzy wyłudzali wielkie pieniądze od ubezpieczeń za uszkodzenie kręgów szyjnych, aranżując wypadki na autostradach. Polegało to na tym, że niczego nie podejrzewając, zatrzymywaliśmy się w korku za samochodem, w którym siedziało dwóch niespokrewnionych facetów. A ten nagle pełnym gazem ruszał do tyłu i walił nas w maskę. Kierowca i pasażer twierdzili zgodnie, że to my w nich wjechaliśmy, gdyż nie zdążyliśmy wyhamować. Dalsza część oszustwa wyglądała tak, że zaprzyjaźnieni z przestępcami medycy wystawiali fałszywe zaświadczenia o urazie, a nasze ubezpieczenie płaciło na leczenie u różnych podstawionych kręgarzy i zabiegowców.

        Sprawa została nagłośniona, gdy jedna z ofiar umieściła na YouTube film z kamerki – policja wreszcie się zainteresowała.

        W innym przypadku, ewidentnie niewinny facet oskarżony został o wjechanie na czerwonym świetle i spowodowanie wypadku. Gdyby nie miał filmiku z kamery, na którym widać, jak skręcająca w lewo kobieta wjeżdża w niego z dużą prędkością, pewnie by nieźle popłynął.

        Na marginesie można dodać, że jeśli na żywo uchwycimy na kamerkę jakiś niezwykły moment drogowy, to możemy na tym sporo zarobić, udostępniając go na YouTube.

        Ale tak naprawdę najważniejsze jest nasze bezpieczeństwo (finansowe), żeby nikt nas w biały dzień nie wyzyskiwał, oszukiwał i doił jak mleczną krowę.

        Dlatego Drogi Czytelniku – kamerka w dzisiejszych czasach oszustw i kłamstw to rzecz bezcenna.

        A jaką kupić?

        Dobrą – nie oszczędzajmy na tym, bo chodzi tu o sprawę poważną, a więc przede wszystkim wysokiej rozdzielczości i posiadającą dobre możliwości nagrywania w nocy. Dobra rozdzielczość pozwoli choćby odczytać tablice rejestracyjne – druga rzecz, duża liczba FPS, czyli klatek na sekundę, to ważne przy rejestracji ruchu – im lepsza jakość obrazu, tym lepiej.

        Druga sprawa to pole widzenia, w większości sytuacji nie mamy, dzięki Bogu, do czynienia z czołowym zderzeniem, tylko ktoś nam coś robi z boku, dlatego dobrze jest mieć 170-stopniowe pole widzenia – albo nawet dwie kamerki, jedną do przodu, drugą do tyłu – można takie kupić zmontowane w jednym urządzeniu.

        Powinny też włączać się bez naszego udziału, tak byśmy o całej rzeczy po prostu zapomnieli. Pamiętać natomiast powinniśmy o częstym myciu szyby, zwłaszcza zimą, zwłaszcza od środka.        

        Nie będę polecał konkretnych modeli – pozostawię Państwu przyjemność zrobienia kwerendy googlowej na hasło „the best dashboard cameras 2016”.

        No i bądźmy mądrzy przed szkodą. Jeśli ktoś nam wmówi winę za niepopełnione wykroczenie drogowe lub wypadek, będziemy to latami spłacać w postaci wyższych składek ubezpieczeniowych, o nerwach nie wspominając.

– o czym Państwa zapewnia Wasz Sobiesław.

piątek, 19 sierpień 2016 15:24

Demon prędkości

Napisane przez

        W ubiegłym tygodniu, pisząc o samochodowych wojażach po Europie, wspomniałem o braku ograniczenia prędkości na niemieckich autobahnach. Okazuje się, że nie tylko w Niemczech można jeździć szybko, a – co ciekawe – w grupie krajów, gdzie na autostradach można nieco depnąć gazu, znajdują się również Polska i Bułgaria z limitem 140 km/h.

        Brak ograniczenia prędkości na drodze nie oznacza, że można jeździć z prędkością maksymalną samochodu. Nie wprowadzając limitu, prawodawca wierzył po prostu w ludzki zdrowy rozsądek i uznawał, że czegoś takiego jak bezpieczeństwa nie można zapewnić przepisami. Dlatego niemiecki kodeks drogowy stwierdza we wstępie, że prędkość powinna być dostosowana do warunków drogowych i możliwości zachowania  pełnej kontroli nad pojazdem, uwzględniając jego ładunek, charakterystykę etc. Podobna klauzula jest w amerykańskim prawie drogowym, określana jako „basic rule”.