Goniec

Register Login

Moto-Goniec

Moto-Goniec

poniedziałek, 21 listopad 2016 22:05

Moja polska panda

Napisane przez

        Pisałem już jakiś czas temu o pożyczaniu samochodu w Europie, tym razem będzie praktyka.

        Po pierwsze, zastanówmy się, czy my rzeczywiście potrzebujemy mieć samochód. W wielu polskich miastach działa sprawna komunikacja miejska, w tym ekspresy. Gdy zaś potrzebujemy dojechać do czegoś mniejszego, to praktycznie wszędzie możemy to zrobić busem.

        Jeśli jednak uznamy, że auto jest  nam niezbędne, to wówczas pozostaje do ustalenia kilka priorytetów, typu na jak długo i jakiej pojemności.

        W moim przypadku zdecydowałem się na coś absolutnie najmniejszego i był to fiat panda. Ceny rzeczywiście są przystępne, zwłaszcza jeśli robimy rezerwację zza oceanu. Niekoniecznie też musimy odbierać samochód na lotnisku, w wielu wypadkach możemy go mieć tam, gdzie chcemy.

        Sprawy formalne – to konieczność posiadania międzynarodowego prawa jazdy (tak, tak, proszę nie zapomnieć, bo wyrabia się u nas na miejscu, w Kanadzie), a także kwestia rozszerzonego ubezpieczenia. Tu proszę zobaczyć, czy czasem jakaś posiadana karta kredytowa nie daje nam tej możliwości. Warto zadzwonić i upewnić się, abyśmy wiedzieli dokładnie, co mamy w razie nieszczęśliwego zdarzenia robić.

        Kolejna historia to zaopatrzenie się w GPS. W moim przypadku był to kanadyjski smartfone z wyłączoną funkcją „data” i aplikacją HERE We Go. Sprawdzało się to znakomicie. Na dodatek, aplikacja ta pozwala na zładowanie mapy Polski na kartę SD telefonu i prócz głosowej nawigacji samochodowej oferuje nawigację per pedes, czyli komunikacją miejską – mówi, jakimi tramwajami i autobusami dojechać. Z Toronto wziąłem więc sobie zasilanie telefonu kablem z zapalniczki oraz uchwyt na szybę i cała Polska stanęła przede mną otworem. Jedna uwaga, trzeba uważać na ograniczenia prędkości, ponieważ nie wszystkie są wprogramowane w HERE i zdarzało się, że GPS sądził, iż jest 50 km/h, a było 70 km/h lub odwrotnie. To jednak drobiazg.

        Moja panda – co było niejakim zaskoczeniem – okazała się być samochodem 7-letnim z wysokim przebiegiem. Mimo to była czysta i zadbana. Mankamenty? No cóż, jest to typowy mały europejski samochód miejski, przy którym, aby normalnie dynamicznie jeździć, trzeba namachać się biegami – panda od 0 do 100 km/h rozpędza się w... 20 sekund. Nie są to osiągi pozwalające na bezpieczne wyprzedzanie w wielu sytuacjach. Ale jeśli damy sobie na uspokojenie i pogodzimy, że na polskiej autostradzie trudno będzie nam tym wozem przekroczyć maksymalną prędkość, to wszystko będzie OK. W klasie najtańszych samochodów taka jest bowiem reguła. Poza tym, do takiej pandy wejdą cztery osoby i trochę bagażu – nie ma co narzekać.

        Inna rzecz, uważajmy na fotoradary oraz przejrzyjmy choć raz polskie przepisy, aby wiedzieć, jak zachować się na wszechobecnych rondach oraz czy na czerwonym świetle można skręcać w prawo.

        Oczywiście, piszę tutaj o samochodzie z ręczną skrzynią biegów. Zakładam, że my, ludzie starej daty, to potrafimy, a naprawdę warto zachęcić juniora czy żonę, by umiejętność zmiany biegów posiedli w stopniu co najmniej dostatecznym. Ameryka przestaje być pępkiem świata, a „zwykłe” „standardy” to norma na wszystkich innych kontynentach. Jakoś tak się składa, że wypożyczalni samochodów namnożyło się nam w Polsce jak grzybów po deszczu i konkurencja jest spora. Proszę zresztą zobaczyć reklamy na stronach „Gońca”. Każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie. Oczywiście, odbierając auto, trzeba zrobić obchód, wskazując na wszystkie problematyczne elementy, jak otarcia czy odpryski. Całkiem niezłym rozwiązaniem jest sfilmowanie całego obchodu na komórkę, po to by nikt nam nie wmawiał później dziecka w brzuch. Standardowo też oddając auto, tankujemy do pełna, bo w przeciwnym razie doliczą nam za tankowanie nie tylko cenę samej benzyny.

        Podsumowując, wypożyczenie auta nie jest drogie, ale warto się zastanowić, czy potrzebny nam taki zawrót tylnego siedzenia, tym bardziej że jednak polskie jeżdżenie jest nieco inne od naszego, co dodatkowo powoduje stres. Jeśli więc chcemy odwiedzać kraj na luzie, a przy tym od czasu do czasu raczyć się wspaniałymi wiktuałami podlanymi równie wspaniałymi polskimi trunkami, to po co nam ten czterokołowy ból głowy.

O czym szczerze powiadamia
Wasz Sobiesław
       

piątek, 11 listopad 2016 14:49

Chevrolet Sonic

Napisane przez

        Kiedy General Motors zaczął wprowadzać na rynek amerykański swe koreańskie „globalne” samochody, optrę, aweo i resztę, mimo ponętnych kształtów nie zaskarbiły sobie dobrej opinii. Technicznie były przestarzałe i taka optra, którą napędzał stary silnik pomazdowy, potrafiła palić po mieście 12 litrów na sto, czyli mniej więcej tyle, ile BMW. GM powoli modernizował te modele, bo też czasy po temu sprzyjały. Honda fit, toyota yaris wytworzyły cały nowy segment subcompactów, niewielkich, niesamowicie ergonomicznych, zbornych, zdolnych nie tylko do wygodnego śmigania po mieście, ale też wygodnych wojaży między metropoliami.

        General Motors szybko nadrabiał zaległości i efektem tych wysiłków jest m.in. chevrolet sonic dostępny w wersjach sedan oraz hatchback.

        Model 2017, choć wygląda nieco inaczej niż 2016, to jednak jest w zasadzie tym samym samochodem od roku 2012. Aparycji „koreańskiej” linii General Motors trudno odmówić  i Sonic nie jest tutaj wyjątkiem. Pod maską tego lekkiego subcompacta pracuje albo 1,8-litrowy czterocylindrowy silnik, albo nowocześniejszy turbodoładowany 1,4-litrowy. W obydwu przypadkach mamy do dyspozycji sześciobiegową automatyczną, bądź również sześciobiegową, ręczną skrzynkę biegów. I o ile większy litrażem motor daje nam 125-stopofuntów momentu zamachowego, to mniejsza jednostka aż 148, a to odbiega na plus od tego, co można znaleźć u konkurencji. Sonic szczególnie szybki nie jest (gdzie tu można szaleć?), ale za to ma dobre przyspieszenie. I to nawet w porównaniu do nowszych konstrukcyjnie aut tej klasy.

        Jeśli chodzi o spalanie jest na środku skali – w przypadku silnika 1,8 litra i przekładni ręcznej po mieście pali 9 litrów, a na szosie 6,8 litra, zaś w przypadku nowocześniejszej mniejszej turbodoładowanej czwórki, wielkości te wynoszą odpowiednio – 8,5  i 6,2 na sto.

        Chevrolet oferuje w sonicu pełny zestaw elektronicznych gadżetów, od podgrzewanej kierownicy po start na przycisk, ostrzeżenie przed opuszczaniem pasa czy zderzeniem i siedmiocalowy wyświetlacz. Standardowe „niespodzianki” to kamera biegu wstecznego i dziesięć poduszek powietrznych. Wszystkie te opcje w czasach morderczej konkurencji narzuconej przez Hyundaia i Kię, które przyzwyczaiły nas do pakowania w tanich modelach najbardziej wyszukanych gadżetów, są po prostu koniecznością.

        W najtańszej wersji LS  (tylko sedan) dostaniemy już zdalnie otwierane zamki, 15-calowe koła z deklami, czterogłośnikowy system nagłośnienia, Bluetooth, automatyczne światła drogowe i szyby spuszczane na korbkę.

        LT posiada klimatyzację, elektrycznie podnoszone okna, regulowane lusterka boczne, koła aluminiowe, sześciogłośnikowe stereo z USB, podgrzewane siedzenia przednie i cruise control (jakoś nie mogę się przyzwyczaić, by na to mówić tempomat) i elektrycznie przesuwany  fotel kierowcy. Tu drobna uwaga, że jeśli naprawdę cieszy nas jazda małym samochodem, to warto powstrzymać się od dodawania wagi, a w porównaniu z ręcznym regulowaniem położenia fotela, elektryczne dodaje kilka kilogramów.

        Najwyższa opcja, „Premier”, obejmuje całą resztę, głównie elektronicznych, urządzeń.

        Co warte podkreślenia, wszystkie opcje w hatchbacku mają aparycję RS (Rally Sport) – w tym 17-calowe felgi. Ważna też jest kompatybilność z aplikacjami Apple CarPlay i Android Auto pozwalającymi mieć smartfon na wyświetlaczu.

        Słowem, Chevrolet pozycjonuje sonica jako przyjemny w prowadzeniu, zrywny samochód miejski, zaawansowany technologicznie i bezpieczny. Jeśli ktoś naprawdę lubi prowadzić, to turbo z ręczną przekładnią daje najwięcej satysfakcji.

        O czym entuzjastycznie zapewnia
Wasz Sobiesław

piątek, 04 listopad 2016 17:11

Radość z auta zimą

Napisane przez

        OK. Idzie zima. To widać, słychać i czuć. Zazwyczaj jest to czas, kiedy dużo mówi się o przygotowaniu samochodu. No bo – wiadomo, opony zimowe, wycieraczki – dobrze też wymienić filtry, ustawić zbieżność kół. Najważniejsze jednak, abyśmy do zimowego jeżdżenia przestawili się mentalnie. Zimą nie ma się po co i gdzie spieszyć, czas zimowy to przede wszystkim czas wyluzowania się; najważniejsze, żebyśmy szczęśliwie dojechali z punktu A do B.

        Prócz przygotowania auta warto też pamiętać o kilku prostych zasadach – wyjeżdżać wcześniej, dawać sobie trochę więcej czasu, trochę rozgrzewać silnik (tak, tak, wiem, że zaraz na mnie ktoś za to naskoczy, ale ja rozgrzewam, po to m.in., aby z nawiewów zaczęło lecieć deczko ciepłe powietrze i zeszło zamglenie z szyb, żeby człowiek przyjemniej mógł się w samochodzie rozsiąść i rozkutać z jakichś szalików, czapek, rękawiczek). O usuwaniu śniegu nie wspominam, bo już o tym kiedyś pisałem. Ważne też, aby mieć benzynę w baku, czyli tankować, gdy mamy ok. 1/3 baku, Dlaczego? Bo gdy zimą gdzieś utkniemy a będzie minus trzydzieści, to będziemy bardzo niepocieszeni, jeśli skończy nam się paliwo.

        Warto też wozić zimą łańcuchy na koła albo plastykowe paski na opony, które pozwolą nam wydobyć się z zaspy czy rowu. Dobrze też wozić ze sobą zwykłą linę, która pomoże nam samemu wykaraskać się z opresji. Zasada działania jest bardzo prosta – uczyli tego na lekcjach fizyki w polskiej szkole podstawowej. Działa to tak, że przywiązujemy linę do samochodu, następnie okręcamy wokół drzewa, betonowego słupa czy bariery i napinamy z całych sił. Gdy lina jest napięta ciągniemy lub pchamy ją w bok (jak cięciwę łuku). To zwielokrotnia naszą siłę i samochód nieco nam podjedzie – blokujemy go w nowym miejscu, ponownie naciągamy linę na słupie czy drzewie i powtarzamy manewr. Jeśli mamy do pomocy drugą osobę, możemy próbować użyć silnika, aby koła przy naszym podciąganiu się ślizgały czy buksowały. Pracując w ten sposób systematycznie, możemy wciągnąć auto z powrotem na drogę czy wykopać się z zaspy.

lina auto

        To za miastem, gdy nie będzie miał kto nam pomóc. Ale o taką sytuację wcale nietrudno.

        Natomiast rzeczą NAJWAŻNIEJSZą jest zabranie do samochodu jakiejś ciepłej kufai, szalika albo komina, grubych i ciepłych rękawic, starych butów zimowych. Często zdarza się bowiem tak, że zimą jeździmy lekko ubrani. Ot, wskakujemy do samochodu, żeby gdzieś tam podjechać, na zasadzie „zaraz wracam”. I dlatego, kiedy nagle będziemy mieć choćby stłuczkę, to możemy jak ten palant stać w kusym sweterku podczas zamieci. Widziałem takie sytuacje na drodze. Dlatego rzecz pierwsza – wozimy zawsze ze sobą ciepłe łachy  i buty. Wystarczy, że otworzymy bagażnik przez tylne siedzenie,  założymy czapkę, rękawiczki  i jakąś kurtkę, a już życie wyda się nam nie takie straszne. W Canadian Tire czy w amazonie można też kupić wiele chemicznych rozgrzewaczy, które stanowić będą świetne uzupełnienie naszego zapasowego ubranka. Można nimi rozgrzewać dłonie albo wsadzić do butów. W zwykłych wypadkach uratują nas od choroby, w niezwykłych od śmierci.

        I kolejna sprawa – gumowe dywany heavy duty – uchronią wykładzinę podłogową przed permanentnym zimowym zawilgoceniem, a przy okazji podłożone pod koła napędowe mogą pomóc wykopać się ze śniegu.

        Pamiętajmy, jest zima, ma być zimno. Z tym się da żyć, tylko nie można tego lekceważyć, zwłaszcza na drodze. Przy pierwszym śniegu zobaczmy zaś, jak nasze cztery koła zachowują się w poślizgu, aby przy pierwszym lepszym uślizgnięciu się koła nie reagować jak jakiś kicaj w światłach reflektorów, lecz potrafić zgrabnie wykręcić się z poślizgu. Mała rzecz, a być może uratuje życie.

        O czym zapewnia radośnie, czekając na pierwszy śnieg

Wasz Sobiesław

piątek, 28 październik 2016 20:57

Lexus IS 200t

Napisane przez

Przyznam szczerze, że nie wiem co zrobić w tym roku, bo mam na kołach kupione latem opony całoroczne, a na stalowych felgach znoszone już „zimówki”. Lepiej jeździć na nowych całorocznych czy starych zimowych? - oto jest pytanie.
No przede wszystkim nie należy jeździć na starych „starych”, zwłaszcza, jeśli przechowujemy opony w pomieszczeniu o wysokiej temperaturze, lub na słońcu. Starzenie jest wówczas bardzo przyspieszone. Generalna zasada jest taka, by po 6 latach wymieniać. O tym jak się dowiedzieć, kiedy opona została wyprodukowana już pisałem - cała informacja jest zawarta w numeracji odbitej na boku opony.
Jeśli chodzi o głębokość bieżnika, to poniżej 4 mm powinniśmy się zastanawiać nad wymianą na nowe. Bieżnik to jednak podstawa, choć nie tylko, bo głównym impulsem do posiadania zestawu opon zimowych jest guma. Ta nie twardniejąca tak szybko w niskich temperaturach, przez co zapewniająca lepszą przyczepność.
Mam więc twardy orzech do zgryzienia, wszystko jednak wskazuje na to, że gdy się zrobi trochę cieplej sam wymienię koła. Jest to wysiłek „kontrolny”, jeśli chodzi o człowieka w moim wieku, a poza tym pozwalający zaoszczędzić nawet i 50 dolarów, które można ciekawiej wydać.


***


lexus22Dostałem właśnie zaproszenie na losowanie lexusa przez GoWest, dlatego dzisiaj coś o tym aucie - jak pewnie Państwo zdążyli zauważyć o luksusowych autach nieczęsto piszę, a jeśli już, to o starszych, w tym jednak wypadku zrobię wyjątek.
Lexus to luksusowa Toyota czyli niezawodność i japońska precyzja zaklęta w samochodowych blachach. IS 200t to także samochód dla tych, którzy lubią szybką i zrywną jazdę. Nowy, turbodoładowany silnik czterocylindrowy uzyskuje maksimum momentu zamachowego już przy 1650 obr./min co pozwala rozpędzić się do setki w czasie 6,9 sekundy. Silnik ma 241 KM, automatyczna ośmiobiegowa przekładnia umożliwia oszczędną jazdę i precyzyjną dystrybucję mocy. Turbo działa bez zarzutu, moment angażowania jest trudny do zauważenia.
Ta automatyczna skrzynia biegów w IS 200t to japońska odpowiedź na zarzuty purystów, którym wszędzie brakuje ręcznej przekładni. Czas zmiany biegów wynosi w niej 0,1 sekundy i jest krótszy niż to, co jakikolwiek kierowca jest w stanie „wymachać” lewarkiem. Dla niepocieszonych, po włączeniu opcji „M” - manualnej - można zmieniać biegi klapkami przy kierownicy. Dwulitrowy silnik pali po mieście 10,6 litra na sto kilometrów, a na autostradzie 7,2 litra na sto. W jeździe mieszanej daje to ok. 10,2 litra na sto kilometrów, czyli wielkość średnią dla tej klasy aut.
Wyciszona, solidnie zbudowana i ładnie wykończona kabina plus LED-owe reflektory i cała gama „zwykłych” gadżetów uzupełniają „rączą” charakterystykę tego pojazdu. Do tego dochodzą, dwustrefowa kontrola temperatury, start na przycisk, siedmiocalowy wyświetlacz... Minusem może być brak w wersji standardowej kamery biegu wstecznego, czy podgrzewania kierownicy, no ale nie dajmy się zwariować. Jako minus można też wymienić brak opcji z napędem na wszystkie koła. Ta osiągalna jest dopiero w modelu IS 300 AWD, ale za kilka tysięcy więcej. Jako plus warto zaś docenić pojemny 306-litrowy bagażnik oraz fakt, że widoczność z siedzenia kierowcy jest znakomita.
Słowem, porządne szybkie, zrywne i niezawodne japońskie auto, które z pewnością ucieszy tych do których w niedzielę 6 listopada uśmiechnie się los.

O czym zapewnia Wasz Sobiesław

piątek, 21 październik 2016 17:57

Elantra GT 2017, czyli górą hatchbacki

Napisane przez

Kocham Hyundaia! Dlaczego? Bo lubię patrzeć, jak się myśl rodzi; jak z brzydkiego kaczątka powstaje jedno z najlepszych aut świata. Koreańczycy przeszli bardzo interesującą drogę i dzisiaj konkurują z najmocniejszymi markami na rynku – hondą civic czy golfem. Właśnie z golfem oraz fordem focusem konkurować ma najnowsza elantra GT 2017 pokazana pod koniec września podczas paryskiego salonu jako hyundai i30. Po tej stronie Atlantyku ma być znana jako elantra GT.

Elantra sama w sobie to wielki sukces koncernu. Na całym świecie sprzedano aż 10 mln egzemplarzy modelu. Przyznać trzeba, że jest to superauto napakowane różnymi opcjami, a do tego tanie.

i30 to nowy projekt. Co prawda, zrodzony w Europie przypomina sedana, ale oprócz tego, że hatchback, wyróżnia go też kratownica o nowym kształcie. Na początek i30 w przyszłym roku trafi na rynek europejski, gdzie będzie można go kupić z silnikami benzynowymi 1,4 i 1,6 litra, a także 1,6-litrowym dieslem – wszystkie rzędowe, z bezpośrednim wtryskiem i turbodoładowane. Firma planuje uzupełnić tę ofertę o rzędową turbodoładowaną trójkę. W Europie dostępne będą 6- i 7-biegowe skrzynie, odpowiednio, ręczna i automatyczna z podwójnym sprzęgłem (nowa zaprojektowana przez Hyundaia).

Elantra i30 testowana była w fazie projektowej na kultowym torze Nürburgring w RFN, m.in. po to by karoseria była bardzo spójna w każdych warunkach, nawet ekstremalnej jazdy. Hyundai stosuje w niej 53 proc. stali o wysokiej wytrzymałości. To pozwala odchudzić konstrukcję, ale waga pojazdu nie uległa jednak zmianie, a to z uwagi na dodatkowe wyposażenie i wyciszanie. W środku mamy funkcjonalny rozkład lewarków i przycisków oraz 5- lub 8-calowy wyświetlacz.

Wszystko sprawia czyste, eleganckie wrażenie. Jak to dzisiaj bywa, w elantrze mamy do dyspozycji szereg nowoczesnych technologii wspomagających kierowcę; od inteligentnego systemu cruise control po bezprzewodowe ładowanie telefonu komórkowego.

Jak tłumaczy szef biura projektowe Hyundaia Peter Schreyer, tworzymy samochód dla każdego, mając na uwadze szeroką gamę bardzo różnych osób.

Nowy model ma 4340 mm długości i jest trochę dłuższy i szerszy od wozu, który zastępuje. Pojemność bagażnika to 395 litrów – ok. 15 litrów więcej niż u golfa. Wymienione silniki dają w najlepszej wersji 134 KM mocy na wale. Producent planuje również wersję usportowioną RN30, z silnikiem dającym ponad 250 KM mocy.

W Ameryce elantra prawdopodobnie będzie sprzedawana z dwulitrowym 173-konnym motorem.

W porównaniu ze zwykłą elantrą GT ma inne zawieszenie tyłu.

W każdym razie z pewnością będzie to radość dla kogoś, kto szuka zbornego, w miarę zrywnego samochodu za niewielkie pieniądze. I30 to globalna platforma projektowa Hyundaia i w oparciu o nią powstanie nie tylko model GT.

Nowe i30 powinny być w sprzedaży w Europie już na wiosnę przyszłego roku, kiedy pojawią się w Ameryce i jak skrojone – nie wiadomo.

Czy będzie w stanie konkurować z golfem – królem szos tego segmentu? Prawdopodobnie tak. Hyundai lubi zaskakiwać. Na plus.

Wasz Sobiesław

piątek, 14 październik 2016 14:46

Starsze, przyjemniejsze i nie rozpraszające

Napisane przez

        OK – nigdy tego nie ukrywałem, że jestem zwolennikiem kupowania starych aut. Stare są jare – czyli generalnie rzecz biorąc, na rynku motoryzacyjnym postęp nie jest aż tak szalony, by samochód 6-letni bardzo różnił się od sprzedawanego dzisiaj w salonie. Znacznie różni się natomiast ceną. Fluktuacje cenowe modeli to bardzo pouczająca krzywa. Pewne jest jednak to, że największym kosztem posiadania samochodu jest tzw. deprecjacja, czyli ubytek jego wartości. W przeciwieństwie do nieruchomości, samochody tracą wartość, a najbardziej właśnie te nowe. Na dodatek kupując przechodzone auto, można mieć satysfakcję, gdy się coś naprawdę wartościowego upoluje. Ponadto w przypadku starszych samochodów mamy już informacje, jak się dany model zachowuje, z czym miał problemy i na co zwracać uwagę przy zakupie. Ponadto – last but not least – kupując prywatnie samochody z drugiej ręki, poznajemy ludzi. No bo jeśli rzeczywiście chcemy zrobić dobry deal – zakup prywatny jest najbardziej wskazany.

        Piszę o tych starszych samochodach bo mi na nie zeszła myśl, czytając informacje, że właśnie nasze kochane władze zarobiły miliony dolarów z mandatów dla kierowców używających nielegalnie różnych gadżetów podczas jazdy, a liczba rozproszonych kierowców wcale się nie zmniejsza.

        Pomijając sam fakt przepisów, paradoksalne jest to, że te starsze auta o wiele mniej nas właśnie rozpraszały, zmuszały do większej uwagi i samodzielności. Dzisiaj prowadzą nas jakieś radary, co chwila coś nam tam pika czy dzwoni, np. gdy wyjeżdżamy z pasa ruchu, a nawigacja mówi do nas nie zawsze najmądrzejszym głosem. Każdy kij ma dwa końce i te wszystkie gadżetowe wynalazki, które mają kierowcy pomagać, bardzo często po prostu go rozpraszają. Dawniej, żeby zrobić w samochodzie cieplej, przesuwaliśmy suwakiem albo przekręcaliśmy pokrętło na czerwony zakres, dzisiaj podkręcamy temperaturę i zastanawiamy się, czy ustawić na 22, czy może na 19  stopni.  To tylko jeden z wielu przykładów. Bo nie jest straszną rzeczą fakt trzymania telefonu przy uchu, lecz ogólnie rzecz biorąc, rozmawianie, denerwowanie się i odpływanie myślowe w trakcie jazdy. To, czy akurat następuje to podczas trzymania słuchawki, czy wydzierania się do zestawu „głośno mówiącego”, nie ma akurat znaczenia. Oczywiście pomijam tak ekstremalne sytuacje, jak tekstowanie podczas jazdy, bo to już graniczy z samobójstwem. Jestem nawet za tym, by tę funkcję telefoniczną w każdym samochodzie wyłączał jakiś zagłuszacz.

        Tak czy owak, tablice rozdzielcze samochodów rozjarzone niczym choinki niczemu dobremu nie służą (prócz napędzaniu sprzedaży), dostarczają za to mnóstwo niepotrzebnych informacji. To tyle w kwestii zakazywania rozpraszania się podczas jazdy.

        Jeśli zaś zdecydujemy się na stare auto, to mamy do wyboru cały kosmos, dlatego rzeczą rozsądną jest ograniczenie się do modelu i rocznika, który nam się podoba i którego zakres cenowy pokrywa się z kwotą, jaką chcemy przeznaczyć na zakup. Przy prywatnym kupnie mamy wiele możliwości sprawdzania ofert i choć nie zawsze dostaniemy auto w kolorze, który lubimy ,to jednak w ostatecznym rozrachunku będziemy jeździć samochodem lepszym i tańszym niż kupiony w salonie.

        Przykład?

        Volkswagen golf hatchback  2012 czterodrzwiowy – ok. 14 tys. dol., 2,5-litrowy pięciocylindrowy silnik, ręczna lub automatyczna przekładnia biegów – 6. pokolenie golfów – zrywny, super się prowadzi, przestronny. Nowy kosztuje ponad 25 tys.

        Inny hatchback:

        Ten sam rocznik co golf, mazda3 sport GS, też czterodrzwiowa – drugie pokolenie (roczniki 2009–2014), cena ok. 13 tys., oszczędna w mieście, 6-biegowa skrzynia ręczna lub automatyczna, 155-konny silnik z bezpośrednim wtryskiem. I znów fajnie się jeździ, dobrze wchodzi w zakręty, samochód zborny, przyjemny i wygodny. W tej grupie można też trafić na usportowioną mazdę speed3 – z 2,3-litrowym silnikiem o mocy 263 KM, ale to jest już zupełnie inna para kaloszy. Mazda ma też więcej niż przeciętną niezawodność, choć niektórzy narzekają, że jest głośna na autostradzie, co mi akurat nie przeszkadza.

        Tak czy owak, piękne samochody – być może z mniejszą zawartością elektronicznych wodotrysków, ale za to pozwalające skoncentrować się na tym, co w prowadzeniu istotne. Bo nie ma przecież większej przyjemności niż samochód, który niczym wierna suka wie, o co tak naprawdę chodzi nam na drodze.

        O czym z pewną satysfakcją zawiadamia
Wasz Sobiesław.

piątek, 07 październik 2016 14:56

Auto na stare lata

Napisane przez

        Jaki samochód wybrać na stare lata – co kupować? Oczywiście, w grę wchodzi wiele czynników, w tym pieniądze – jeśli nie jesteśmy emerytem-krezusem, liczymy dokładnie każdego dolara, więc można zacząć od tego, że powinien to być samochód tani w eksploatacji. Wcale niegłupim rozwiązaniem jest pomyślenie o tym zawczasu, kiedy jeszcze zarabiamy i jesteśmy w stanie bez wysiłku kupić sobie coś odpowiedniego – większego niepsującego się SUV-a czy vana – auto wytrzyma co najmniej 20 – 25 lat, więc może nam dosłużyć do czasu, kiedy już nie będziemy mogli prowadzić.

        Pierwszą rzeczą, na jaką powinniśmy zwracać uwagę, to aby samochód był wygodny – łatwo było do niego wsiąść i wysiąść oraz by miał dobrą widoczność. Ja wybierałbym małe, ale bardzo wygodne i funkcjonalne samochody z dużymi drzwiami – możliwe, że raczej 2, a nie 4, dlatego że dwudrzwiowe mają większe drzwi kierowcy.

        Zwróćmy też uwagę na fotele (dobrze, jeśli są regulowane elektrycznie, bo  to o wiele łatwiejsze niż szarpanie się z manualnymi regulacjami) czy wysokość zawieszenia – generalnie łatwiej jest wychodzić z „wyższego samochodu”, niż wyczołgiwać się z korwety. Oczywiście, automatik – tu nie ma gadania, bo jak nas chwyci ból kolana albo rwa kulszowa, to machanie biegami niczym przyjemnym nie będzie.

        Kolejna sprawa, „resorowanie”. Im człowiek starszy, tym bardziej ceni sobie wygody, a jazda, zwłaszcza dłuższa, sztywnym sportowo zawieszonym autem może nas po prostu boleć.

        Kolejna rzecz – nie oszczędzajmy na systemach wspomagających kierowanie. Kiedy człowiek nie jest już tak gibki i sprawny, fakt, że samochód może nas ostrzec przed zmianą pasa ruchu przy wyłączonym migaczu lub zahamować, kiedy nam nie starczy refleksu, nie jest bez znaczenia. To samo dotyczy cruise control zdolnego do utrzymywania odległości od auta jadącego z przodu – gdy się ma 70 lat, jazda w korkach męczy o wiele bardziej.

        Popatrzmy też, jak to jest z bagażnikiem. l czy łatwo się będzie schylać; czy sięgamy do całej jego głębokości, czy łatwo się otwiera.

        A jakie modele?

        Consumers Report poleca następujące:  

        2014 chevrolet impala – wyciszone wnętrze, komfort podróży, proste i czytelne kontrolki, łatwe do chwytania klamki, w miarę niskie spalanie.

        2011–2014 chrysler 300 – supercichy, duża gama elektronicznych gadżetów, o których była mowa, dobra widoczność – opcja z napędem na cztery koła ułatwiająca jazdę zimą.

        2008–2014 honda accord – niezawodny, fantastyczna widoczność – dużo miejsca nawet dla wysokich kierowców, bezpieczny w wypadkach, kamera biegu wstecznego ułatwiająca cofanie.

        2011–2014 honda odyssey – dużo miejsca na wnuki, olbrzymie drzwi, szerokie wygodne fotele, doskonały na długie trasy (Floryda?), duża oferta elektronicznych gadżetów wspomagających.

        2014 kia soul – wysokie fotele i szerokie drzwi ułatwiają wysiadanie, długa lista opcji, rozsądnie wyceniona.  

        2004–2015 lexus RX – luksus,   niezawodny, choć niektóre rzeczy na wyświetlaczu zbyt drobne.                

        2009–2015 subaru forester – supersamochód dla starszej osoby! Doskonała widoczność, dobre wsiadanie i wysiadanie, proste i łatwe w użyciu kontrolki, napęd na cztery koła daje pewność jazdy zimą nawet w kopnym śniegu, modele 2014 i nowsze mają bardziej wyciszoną kabinę i są bardziej oszczędne gdy chodzi o paliwo. Do tego dochodzą, ostrzeżenie przed zderzeniem oraz wyjeżdżaniem z pasa ruchu.

        To tylko kilka propozycji, warto zapytać o inne u naszego ulubionego dilera Marinos Automotive Group – 416-252-2277.

        Co szczerze poleca
Wasz Sobiesław

piątek, 30 wrzesień 2016 00:01

Jest ładny - Cruze Hatch 2017

Napisane przez

        Po prostu jest ładny, tak w skrócie bym powiedział o nowym chevrolecie cruz hatchback 2017; sam fakt, że można go sobie kupić ze standardową skrzynią biegów, dodaje powabu.

        Wskazując na 9-procentowy wzrost sprzedaży hatchbacków w 2015 roku, Chevrolet uznał, że najwyższy czas zrobić coś  w tym segmencie. Sprzedaż nowego wozu zaczyna się już teraz, jesienią. Auto można kupić w wersjach zwykłej LT i Premier, a w każdej z nich są usportowione podwersje (dostajemy wówczas 18-calowe felgi, agresywną stylistykę przedniego i tylnego pasa, spoiler i światła przeciwmgielne). Napęd stanowi 1,4-litrowa turbodoładowana czwórka zużywająca na autostradzie 6,2 litra na sto kilometrów.

piątek, 23 wrzesień 2016 15:34

Samochód przyszłych kilku lat

Napisane przez

        Jeszcze jesienią tego roku do salonów Hondy zawita oczekiwany od dawna model civic hatchback 2017.

        Opracowana od nowa i już kultowa honda, najpopularniejsze auto osobowe w Kanadzie, samochód, którego projekt i jakość wykonania wyznaczają nowe standardy.

        Nowy wygląd i uniwersalność pięciodrzwiowego wnętrza plus ta sama platforma co 10. generacji civiki sedan i coupe, plus rzędowy czterocylindrowy silnik z turbodoładowaniem o mocy 174-180 KM z pewnością zapewnią hatchbackowi wielką popularność. W wersjach sport i sport touring silnik jest właśnie podrasowany do 180 KM, a do tego wydech montowany jest centralnie.

piątek, 16 wrzesień 2016 00:31

Król szos w nowej wersji

Napisane przez

        Przyznam szczerze, motocykle kocham miłością wielką, ale platoniczną. Z jednośladów na co dzień wybieram rower, a to z powodu konieczności wypacania nagromadzonych złogów tłuszczu. Nie znaczy to jednak, że na ludzi dosiadających motorów nie patrzę zazdrosnym okiem. Podobno motocykliści są lepszymi kierowcami; a trudno powiedzieć, czy dotyczy to również rowerzystów... Motocykliści widzą więcej, szybciej rozpoznają zagrożenia i są bardziej przewidujący niż kierowcy samochodów bez motocyklowego doświadczenia. Motocyklista skanuje otoczenie dużo uważniej, szybciej analizuje sytuację, zwraca uwagę na szczegóły, których nie zauważają zwykli kierowcy samochodów. Mit? Może, bo  w końcu wszystko zależy od człowieka.        

        A jeśli motory, to na pewno harleye. Jedni mówią, że przereklamowane i zbyt drogie, inni jednak tłumaczą, że harley to coś duchowego, czego nigdy nie zrozumieją czipowaci amatorzy japońskich, a jeszcze gorzej, chińskich podróbek. Harley ma tak ustabilizowaną markę, że z nikim nie ściga się na technologiczne nowinki, ale najnowszy moto-imperator, Harley-Davidson Road King – czyli prawdziwy król cruiserów, ma pod bakiem nową wersję dwucylindrowego silnika – ośmiozaworowy Milwaukee Eight w klasycznym układzie V.