Goniec

Switch to desktop Register Login

Ahoj przygodo! Urlop w Europie

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

        Lato co prawda powoli chyli się ku jesieni, zagraniczne wojaże wielu z nas ma już za sobą, ale nie zawadzi przypomnieć rzeczy ważne, o których należy pamiętać, wyjeżdżając do krajów mniej lub bardziej obcych i pożyczając tam samochody.

        Tak się bowiem składa, że nie należy dać się zwieść pozorom i zakładać, że wszystko wygląda tak samo lub podobnie jak na tutejszym kontynencie.

        1. Pierwsza sprawa to prawo jazdy. Do Europy, w tym do Polski, trzeba jechać z wykupionym międzynarodowym prawem jazdy (o ile nie posiadamy polskiego). Jest to dokument wydawany od ręki na podstawie naszego prawa jazdy w biurach CAA i kosztuje 25 dol., o ile mamy dwa zdjęcia paszportowe, jakie należy dołączyć. Jeśli ich nie mamy, zrobią je nam na miejscu za opłatą.  Sprawa jest o tyle ważna, że jeśli takiego dokumentu nie posiadamy, a legitymujemy się wyłącznie kanadyjskim prawem jazdy, miejscowa policja może uznać, że prowadzimy pojazd, nie posiadając uprawnień, co wiąże się z wieloma kłopotami.

        2. Druga ważna sprawa – ubezpieczenie motoryzacyjne. Wyjeżdżając do USA, nie musimy się o nie martwić, ponieważ – jeśli posiadamy ubezpieczone auto w Kanadzie – nasze ubezpieczenie tam działa. Ale w Europie już nie. Dlatego warto sprawdzić, czy któraś z kart kredytowych, jakie mamy w portfelu, nie oferuje częściowego ubezpieczenia w przypadku wynajmu samochodu w zamorskich krajach, warto sprawdzić w Internecie, jakie ubezpieczenie musimy kupić, wypożyczając auto od firmy wypożyczającej, i jak to się ma do naszego ubezpieczenia na karcie; czyli czy nie możemy trochę zaoszczędzić.

        3. Sprawa trzecia – przepisy drogowe. Bardzo ważna rzecz, ponieważ w wielu europejskich krajach – nie mówiąc już o tym, że jeździ się lewą stroną – istnieją powszechnie wynalazki niezbyt znane tutaj, jak na przykład ronda, niekiedy podwójne połączone w ósemkę. Umiejętność jeżdżenia po nich i wiedza, kto kiedy ma pierwszeństwo, zaoszczędzi nam mnóstwo nerwów. Do tego zobaczmy, czy i kiedy można skręcać na czerwonym świetle w prawo oraz  jakie ograniczenia prędkości gdzie obowiązują i jakie można dostać mandaty za ich przekroczenie. Jeśli mamy znajomych czy rodzinę, warto też rozeznać, o ile zwyczajowo można przekraczać dozwoloną prędkość. Popytajmy również, jak działają opłaty za drogi i czy trzeba mieć przy sobie bilon, czy może jakąś kartę.

        Warto też dowiedzieć się, jakie są dopuszczalne limity zawartości alkoholu we krwi kierującego i czy siedząc w piwiarni w pięknej Pradze, możemy strzelić sobie małe jasne. W wielu krajach – jadąc tranzytem, warto mieć na uwadze, w jakim kraju się znajdujemy – tolerancja alkoholowa jest zerowa. Tak jest właśnie we wspomnianych Czechach, ale też na Węgrzech, w Rumunii, Słowacji, Brazylii czy Japonii.

        4. Sprawa czwarta – nawigacja. Oczywiście GPS jest pomocny, ale mapy – zwłaszcza dla wzrokowców – są niezastąpione. Od biedy można je sobie zawczasu wydrukować z Internetu, by mieć pod ręką. Jak już pisałem, nie musimy w Europie kupować GPS-u ani targać takiego urządzenia przez Atlantyk. Jeśli mamy smartfona, doskonałą nawigację głosową – również gdy poruszamy się na piechotę – oferuje aplikacja HERE Maps firmy Nokia. Działa ona przy wyłączonym Internecie – wystarczy tylko załadować mapy obszarów, po których będziemy jeździć.

        5. Sprawa piąta – jakie auto? Jeśli nie czujemy się wygodnie ze standardową skrzynią biegów, nie oszczędzajmy, pożyczmy automatika – zaoszczędzi nam zszarganych nerwów, a poruszanie się po obcych drogach jest wystarczająco stresujący, by do tego jeszcze dodawać szarpanie się z drążkiem zmiany biegów i sprzęgłem. Złotą regułą jest również pożyczenie najmniejszego samochodu mieszczącego nas i bagaże. Europejskie drogi i ulice, zwłaszcza w pięknych zabytkowych miastach, bywają wąskie i kręte – małe auto poradzi sobie z nimi znacznie lepiej. Popatrzmy też zawczasu, ile benzyny wchodzi do baku i jaką benzynę powinniśmy tankować. (Czy przypadkiem nie jest to diesel, jakże popularny w Europie).

        6. Sprawa szósta – bezpieczeństwo. Ważna zwłaszcza w dzisiejszej Europie. Zamykajmy podczas jazdy wszystkie drzwi na zamki, a generalna zasada jest taka, by wychodząc, nie zostawiać całego majdanu na wierzchu, cenne rzeczy chować do bagażnika lub przykrywać. Jeżdżąc po miastach – podobnie jak to ma miejsce w USA – popatrzmy, które dzielnice warto omijać. Zresztą w miastach europejskich bardzo sprawnie działa komunikacja i nie ma co pakować się do śródmieścia samochodem – żadna przyjemność, kłopoty z parkowaniem i różnymi ograniczeniami ruchu.

        7. Sprawa siódma – przyjemność jeżdżenia w Niemczech. Jeśli na autostradach nie ma ograniczenia, to można jechać, ile fabryka dała, ale pamiętajmy o ŻELAZNEJ zasadzie, że lewy pas jest wyłącznie do wyprzedzania, i nie zakładajmy, że jeśli jedziemy 220 km/h, to możemy cały czas sunąć lewym pasem. Byle BMW z literką „M” (Motorsport) dobija na autobahnie do 300 km/h. Jeśli chcemy wiedzieć, jak to się czuje – można takie (choć nie tanio) pożyczyć.

        A więc szerokiej drogi i do zobaczenia na kultowych drogach Starego Kontynentu! – Wasz Sobiesław.
        
        PS Z dróg kultowych polecam austriacką Grossglockner Hochalpenstrasse – jest dostępna tylko latem i wczesną jesienią (fragment na zdjęciu).

Ostatnio zmieniany środa, 17 sierpień 2016 12:58
Zaloguj się by skomentować