Goniec

Switch to desktop Register Login

Autka

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Wiele razy pisałem już, że jak tak człowiek dobrze pomyśli, to za mniej niż 10 tys. może mieć całkiem porządne używane auto, komfortowe, a czasem nawet luksusowe; jeśli jednak upieramy się – nie przeczę, że czasem słusznie – by jeździć nowym samochodem z całą furą gwarancji na lata, to mamy też do wyboru całkiem przyjemne samochody w granicach 10 tys. dol. Trzeba tu jednak uważać, bo ceny są tak skonstruowane, że jeśli będziemy wybredni i dodawali opcje, to zamiast 10 zapłacimy 16 tysięcy. To dziesięć to jest raczej na wabia, bo jak się podliczy wszystkie podatki i opłaty, to ostatecznie wychodzi coś na kształt 13 tys. I tak jest to bardzo tanio.
Jednym z takich przyjemnych małych i tanich samochodów jest nissan micra wyposażony w 1,6-litrowy rzędowy silnik czterocylindrowy i pięciobiegową ręczną skrzynię biegów. Oczywiście, jest to auto „podstawowe”, bez elektrycznie otwieranych okien czy innych udogodnień. Gdy chcemy je mieć, musimy dopłacić – w wersji S dostaniemy klimatyzację, cruise control, w SV podgrzewane lusterka boczne, otwieranie na pilota i właśnie elektrycznie otwierane okna. Najdroższa, usportowiona micra SR ma dodatkowo światła przeciwmgielne, spoiler z tyłu, monitor tylnej jazdy i wtyk USB. No, ale wtedy cena podskakuje do ok. 15 tys.


Oczywiście po samochodzie klasy subcompact nie można oczekiwać wygody cadillaca i przyspieszeń corvetty, ale 1,6-litrowy silnik z podwójnym rozrządem daje nam 109 KM mocy i 107 stopofuntów momentu zamachowego, co zapewnia całkiem zrywną jazdę przy wyjątkowo dobrym spalaniu – 8,8 litra w mieście i 6,6 litra na trasie.
To, co w micrze jest miłe, to że nie sprawia wrażenia wózka na mleko z motorkiem, za cenę najdroższych rowerów, lecz jest pełnokrwistym autem, choć może zbytnio dollaramowym w odczuciu. Nissan nie oszczędzał za to na bezpieczeństwie i już w wersji standardowej chroni nas siedem poduszek powietrznych, jak również elektroniczna stabilizacja jazdy i kontrola przyczepności.
Ponadto to niewielkie jak na nasze standardy auto zdolne jest zmieścić 5 osób, i to z bagażami.
To wszystko naprawdę za niewielkie pieniądze, o ok. 2,5 tys. mniejsze niż porównywalna konkurencja: honda fit, toyota yaris, ford fiesta czy goszczący niedawno na tych łamach hyundai accent; za wyjątkiem...
Na koniec wypada dodać, że Nissan uderza w rynki zazwyczaj pomijane przez sprzedawców nowych aut, jak osoby ze złą historią kredytową, które w przeciwnym wypadku muszą płacić drakońskie procenty za pożyczane pieniądze lub poprzestać na przepłacanych junkach. Tu mamy za porównywalne miesięczne spłaty japońskiego niezawodnego nissana.
A co z tym wyjątkiem?
Jest jeden, nasz amerykański własny – chevrolet spark. Był nawet przez moment tańszy od micry, jednak Nissan postanowił o 10 dol. przebić amerykanina i relacja wróciła do „normy”.
Czym spark wygrywa? – Bogatą standardową ofertą opcji. Oczywiście, jeśli włożymy w tego malucha wszystko, co tylko można – szyberdach, sensory parkowania, uruchamianie silnika na przycisk, ostrzeganie przed opuszczaniem pasa ruchu, alarm przeciwkolizyjny, cena skacze do ponad 18 tys.
Ale nawet standardowa wersja podstawowa ma wiele gadżetów.
Pod maską jest silnik o nieco mniejszej mocy niż micra, bo 98, i nieco mniejszej pojemności, bo 1,4 litra, standardowa skrzynia biegów, której przydałby się na autostradzie szósty bieg. Co ciekawe w tym standardowym ułożeniu spark (który jest nowym wcieleniem aveo) ma wspomaganie ruszania pod górę, dzięki czemu samochód nie ucieka nam do tyłu na wzniesieniach. Podobnie jak w przypadku micry, za wygody trzeba płacić i klimatyzacja oraz automatyczna skrzynia jest w wersji LS.
Chevrolet montuje w sparku automatyczną stożkową przekładnię bezbiegową. Jedni to lubią, inni nie.
Ale już w wersji podstawowej GM daje w swym najmniejszym modelu siedmiocalowy wyświetlacz dotykowy, z integracją z telefonem, gniazdo USB czy automatyczne włączanie świateł drogowych i kamerę biegu wstecznego. Spark ma mieć też lepsze spalanie i lepszą gwarancję na zespoły napędowe i przenoszenia napędu – 160 tys. km lub 5 lat.
Który wybrać?
Proszę się przejechać!
***
Monitoruję, co się dzieje z odszkodowaniami dla właścicieli volkswagenów z silnikami Diesla. W USA zawarto porozumienie, ale w Kanadzie na razie nie, mimo wcześniejszych zapewnień, że obowiązywać będzie ten sam program co w USA. Wiadomo jedynie, że jest kilkadziesiąt procesów typu class action.
Szerokiej drogi


Wasz Sobiesław Kwaśnicki

Zaloguj się by skomentować