Goniec

Switch to desktop Register Login

Chevrolet Sonic

Oceń ten artykuł
(1 Głos)

        Kiedy General Motors zaczął wprowadzać na rynek amerykański swe koreańskie „globalne” samochody, optrę, aweo i resztę, mimo ponętnych kształtów nie zaskarbiły sobie dobrej opinii. Technicznie były przestarzałe i taka optra, którą napędzał stary silnik pomazdowy, potrafiła palić po mieście 12 litrów na sto, czyli mniej więcej tyle, ile BMW. GM powoli modernizował te modele, bo też czasy po temu sprzyjały. Honda fit, toyota yaris wytworzyły cały nowy segment subcompactów, niewielkich, niesamowicie ergonomicznych, zbornych, zdolnych nie tylko do wygodnego śmigania po mieście, ale też wygodnych wojaży między metropoliami.

        General Motors szybko nadrabiał zaległości i efektem tych wysiłków jest m.in. chevrolet sonic dostępny w wersjach sedan oraz hatchback.

        Model 2017, choć wygląda nieco inaczej niż 2016, to jednak jest w zasadzie tym samym samochodem od roku 2012. Aparycji „koreańskiej” linii General Motors trudno odmówić  i Sonic nie jest tutaj wyjątkiem. Pod maską tego lekkiego subcompacta pracuje albo 1,8-litrowy czterocylindrowy silnik, albo nowocześniejszy turbodoładowany 1,4-litrowy. W obydwu przypadkach mamy do dyspozycji sześciobiegową automatyczną, bądź również sześciobiegową, ręczną skrzynkę biegów. I o ile większy litrażem motor daje nam 125-stopofuntów momentu zamachowego, to mniejsza jednostka aż 148, a to odbiega na plus od tego, co można znaleźć u konkurencji. Sonic szczególnie szybki nie jest (gdzie tu można szaleć?), ale za to ma dobre przyspieszenie. I to nawet w porównaniu do nowszych konstrukcyjnie aut tej klasy.

        Jeśli chodzi o spalanie jest na środku skali – w przypadku silnika 1,8 litra i przekładni ręcznej po mieście pali 9 litrów, a na szosie 6,8 litra, zaś w przypadku nowocześniejszej mniejszej turbodoładowanej czwórki, wielkości te wynoszą odpowiednio – 8,5  i 6,2 na sto.

        Chevrolet oferuje w sonicu pełny zestaw elektronicznych gadżetów, od podgrzewanej kierownicy po start na przycisk, ostrzeżenie przed opuszczaniem pasa czy zderzeniem i siedmiocalowy wyświetlacz. Standardowe „niespodzianki” to kamera biegu wstecznego i dziesięć poduszek powietrznych. Wszystkie te opcje w czasach morderczej konkurencji narzuconej przez Hyundaia i Kię, które przyzwyczaiły nas do pakowania w tanich modelach najbardziej wyszukanych gadżetów, są po prostu koniecznością.

        W najtańszej wersji LS  (tylko sedan) dostaniemy już zdalnie otwierane zamki, 15-calowe koła z deklami, czterogłośnikowy system nagłośnienia, Bluetooth, automatyczne światła drogowe i szyby spuszczane na korbkę.

        LT posiada klimatyzację, elektrycznie podnoszone okna, regulowane lusterka boczne, koła aluminiowe, sześciogłośnikowe stereo z USB, podgrzewane siedzenia przednie i cruise control (jakoś nie mogę się przyzwyczaić, by na to mówić tempomat) i elektrycznie przesuwany  fotel kierowcy. Tu drobna uwaga, że jeśli naprawdę cieszy nas jazda małym samochodem, to warto powstrzymać się od dodawania wagi, a w porównaniu z ręcznym regulowaniem położenia fotela, elektryczne dodaje kilka kilogramów.

        Najwyższa opcja, „Premier”, obejmuje całą resztę, głównie elektronicznych, urządzeń.

        Co warte podkreślenia, wszystkie opcje w hatchbacku mają aparycję RS (Rally Sport) – w tym 17-calowe felgi. Ważna też jest kompatybilność z aplikacjami Apple CarPlay i Android Auto pozwalającymi mieć smartfon na wyświetlaczu.

        Słowem, Chevrolet pozycjonuje sonica jako przyjemny w prowadzeniu, zrywny samochód miejski, zaawansowany technologicznie i bezpieczny. Jeśli ktoś naprawdę lubi prowadzić, to turbo z ręczną przekładnią daje najwięcej satysfakcji.

        O czym entuzjastycznie zapewnia
Wasz Sobiesław

Zaloguj się by skomentować