Goniec

Register Login

Coś zgrabnego na lato

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Zanosi się, że ciepła aura już tu z nami zostanie, a wraz z nią przychodzi ochota nie tylko na odkrywanie ponętnych kształtów, ale również jazdę z gołą głową – czyli samochodem bez dachu.

Niestety, kabriolety należą w dzisiejszej dobie do aut droższych. Jeśli jednak jesteśmy ludźmi niebrzydzącymi się "aut po kimś", mamy do wyboru całkiem spory garnitur używanych kabrioletów, które zapewnią taką samą przyjemność co ich całkiem nowi koledzy, za pół, a czasem i jedną dziesiątą tego, ile musielibyśmy wydać na coś prosto z salonu.

Nie ma przyjemniejszej jazdy niż po górskiej drodze dobrze zestrojonym i niewyżyłowanym kabrioletem.

Takie filmowe obrazy możemy sobie zafundować całkiem niedrogo, jeśli tylko uda nam się kupić przechodzony kabriolet w dobrym stanie. Pocieszające jest to, że – podobnie jak w przypadku motocykli – ząb czasu kabriolety gryzie wolniej, ponieważ gros osób nie jeździ nimi zimą. Są to więc często nadwozia, które nie smakowały soli i śniegu.

A więc jeśli używany kabriolet, to jaki?

Zacznijmy od propozycji dla roztropnych – mazda miata MX-5 z lat 1999–2004. Auto takie kupimy za 10 – 12 tysięcy. Budowany w Japonii roadster prowadzi się jak wózek po torach, a na dodatek pali tyle co mały fiat. Dobre, niezawodne auto, które możemy wypatrzyć w ogłoszeniach z systemem audio Bose'a, skórą etc. Sprawdzić wypada je na rdzę, zwłaszcza krawędź pokrywy bagażnika. Jak to w przypadku kabrioletów bywa, sprawdzić też trzeba wszelkie znaki pleśni – no bo to znaczy, że gdzieś się leje przy zamkniętym topie.

•••

Mazda nam nie pasuje, no to może audik tetetka z lat 2000–2005, superwygląd, niemiecka niezawodność, dynamika, no i cena – bo już za 5 tys. możemy kupić auto z 4- albo 6-cylindrowym silnikiem, wyposażone w skórzane fotele, system dźwiękowy z wyższej półki. Czegóż więcej chcieć na lato? Może jeszcze przydałoby się coś zgrabnego na siedzeniu pasażera. Gdyby zaś przyszło nam czasem jeździć zimą, to tetetka ma napęd na cztery kółka...

Co sprawdzać? Przede wszystkim wymienić łańcuch rozrządu, bo jeśli nam pęknie – pożegnamy się z silnikiem, co w przypadku starych samochodów naraża nas na problem decyzyjny, czy odstawić na złom całość, czy wkładać nową jednostkę napędową. Modele sześciocylindrowe warto sprawdzić na wyciek płynu chłodniczego w okolicach termostatu.

•••

Forda mustanga chyba nie trzeba nikomu lansować. Jeśli nas stać na model z lat 60., no to mamy klasyk, jakich mało, ale tu wkraczamy w ceny powyżej 40 tys. dol.

Za to modele z lat 1999–2004 da się kupić poniżej 10 tys., a możemy wówczas upolować prawdziwego smoka z ośmiocylindrowym 4,6-litrowym motorem o mocy 260 KM pod maską. Ujarzmianie takiego gada daje piękny warkot.

Jak wiadomo, żywot tak mało wyżyłowanego motoru znacznie przekracza 600 tys. km.

Na co zwrócić uwagę? – Moment zawahania przy przyspieszeniu może oznaczać konieczność wymiany jednego z sensorów. Pisk przy dodawaniu gazu z komory silnika, może oznaczać konieczność wymiany naciągu paska klinowego. Poza tym, mustang ma zaskakująco mało wad mechanicznych. Auto jest popularne wśród dorastających dzieci, dlatego warto też sprawdzić, czy tylne opony nie były czasem narażone na zabawę z paleniem gumy. Jak zwykle przy starych samochodach sprawdźmy wycieki i szczelność dachu.

•••

Jeśli mamy do wydania 10 tys. – 15 tys., a dusza kierowcy nie daje nam spać po nocach, jak balsam podziała na nią BMW Z4 roadster z lat 2003–2008. Luksusowa kabina, sześć cylindrów ustawionych w linii prostej dających pod gazem 255 koni mechanicznych, do tego unikatowa przyczepność i "europejska" dynamika jazdy... No cóż – supersprawa!

Sprawdzać trzeba – jak przy wszystkich BMW nie raz, a trzy razy, elektronikę i elektrykę pojazdu, nie dajmy się zwieść i nie ignorujmy wyświetlaczy z jakimś dziwnym znakiem. BMW może być kosztowny w naprawach, a gdy trzeba coś naprawiać, no to tylko u Marcello z RMP Motors – do tej pory nie znalazłem w GTA nikogo sensowniejszego.

•••

Jeśli lubimy kulturystykę i kochamy mięśniaki, to powinniśmy rozważyć coś żółtego, czyli dodge viper z lat 2003–2010. Żmija napędzana jest dziesięciocylindrowym motorem o mocy 600 KM.

Przeciekający dach zwykle objawia się zapaszkiem w kabinie i na to warto zwrócić uwagę przy kupnie. Niestety, viper nie jest tanim samochodem i nawet za używane bydlę zapłacimy 40 tys. Czy warto? Tak, gdy ktoś lubi lotnicze przeciążenia! I proszę nie pytać, ile 600-konny silnik pali po mieście. Dla mnie osobiście jest to jednak męczenie zwierzęcia – śmiganie 50 km/h czymś, co dobrze czuje się powyżej 300 km/h.

Jest tych roadsterów wiele więcej, jest trochę "spokojniejszych" aut, w rodzaju beetle'a. Przedstawiłem Państwu kilka propozycji, na które sam mógłbym mieć ochotę. Są to auta budowane z myślą o przyjemności jazdy, a nie bezpieczeństwie pasażerów czy wożeniu dzieci. Do bagażnika też zwykle wchodzi niewiele więcej niż bagaż podręczny.

Za to nie będziemy w nich narzekać na brak mocy. I niech ta moc będzie z wami na to lato, czego szczerze życzy
Wasz Sobiesław.

Zaloguj się by skomentować