Goniec

Register Login

Demon prędkości

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

        W ubiegłym tygodniu, pisząc o samochodowych wojażach po Europie, wspomniałem o braku ograniczenia prędkości na niemieckich autobahnach. Okazuje się, że nie tylko w Niemczech można jeździć szybko, a – co ciekawe – w grupie krajów, gdzie na autostradach można nieco depnąć gazu, znajdują się również Polska i Bułgaria z limitem 140 km/h.

        Brak ograniczenia prędkości na drodze nie oznacza, że można jeździć z prędkością maksymalną samochodu. Nie wprowadzając limitu, prawodawca wierzył po prostu w ludzki zdrowy rozsądek i uznawał, że czegoś takiego jak bezpieczeństwa nie można zapewnić przepisami. Dlatego niemiecki kodeks drogowy stwierdza we wstępie, że prędkość powinna być dostosowana do warunków drogowych i możliwości zachowania  pełnej kontroli nad pojazdem, uwzględniając jego ładunek, charakterystykę etc. Podobna klauzula jest w amerykańskim prawie drogowym, określana jako „basic rule”.

        No person shall drive a vehicle upon a highway at a speed greater than is reasonable... and in no event at a speed which endangers the safety of persons or property. Przepis ten uzupełniają zapisane na znakach limity prędkości minimalnej i maksymalnej. Jeśli widoczność jest bliska zeru, to nikt o zdrowych zmysłach nie będzie uważał za dopuszczalny podany na znaku limit prędkości.

        Jak widać, jest to pozostałość z czasów, kiedy ludzie nie byli nieodpowiedzialni, infantylni i obwiniający wszystkich dookoła za własną głupotę.

        Wracając do niemieckich autostrad, na ponad połowie ich długości obowiązuje jedynie zalecany limit prędkości (Richtgeschwindigkeit), 15 proc. ma ograniczenia tymczasowe związane z warunkami drogowymi i natężeniem ruchu, a 33 proc. stałe ograniczenia. Tak przynajmniej wynikało z zestawienia za rok 2008. Z badań w Brandenburgii wynika, że średnia prędkość mierzona na odcinku bez ograniczeń wynosi 146 km/h.

        Prędkość nie jest ograniczona na znakach na niektórych wiejskich indyjskich drogach, a także w Australii na 336-kilometrowym odcinku Stuart Highway.

        W wielu krajach, jak w Austrii czy w Szwajcarii, prędkość na autostradach ograniczono w rezultacie kryzysu naftowego w 1973 roku, dla oszczędności paliwa. W Austrii pierwotnie do 100 km/h, a następnie od 130 km/h, również w USA i Kanadzie do 55 mil na godzinę

        Również w Austrii eksperymentowano ze zmiennym ograniczeniem prędkości –  czyli uzależnieniem ograniczenia od warunków drogowych. Limit był podnoszony do 160 km/h przy optymalnych warunkach. Eksperyment ten jednak zarzucono.

        Po raz pierwszy próby takie przeprowadzono w USA. Nie cieszyły się jednak powodzeniem, ponieważ drugą naturą kierowcy jest przyzwyczajenie i wielu z nas jeździ na pamięć.

        W wielu miejscowościach ograniczenie prędkości służy opodatkowaniu w postaci mandatów drogowych –  wpływy z nich pozwalają na dofinansowanie, czy wręcz utrzymywanie policji. W USA, na przykład na szosie wiodącej  z Kanady na Florydę, o wiele częściej karane są mandatami samochody z kanadyjską rejestracją, co każe przypuszczać, że zaniżone limity prędkości stanowią formę lokalnego myta, pozwalającego pobierać opłaty od zamiejscowych.

        Ograniczenie prędkości dawno już zatem przestało pełnić li tylko funkcję bezpieczeństwa drogowego i jest wypadkową wielu lokalnych interesów, również gospodarczych, bo jadąc wolniej, w większym stopniu zwracamy uwagę na przydrożne reklamy usług i towarów oraz częściej się zatrzymujemy.  Ograniczenia nie powinny nas jednak zwalniać ze zdrowego rozsądku, dlatego jeśli jedziemy sto na godzinę, bo takie jest ograniczenie, to nie blokujmy drogi i nie podkładajmy nogi tym, którzy chcą jechać szybciej – takie zachowanie jest tak samo niebezpieczne jak brawurowa jazda.

  O czym zapewnia Wasz Sobiesław

Zaloguj się by skomentować