Goniec

Switch to desktop Register Login

Dla aut, które męczą się na drodze

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

Współczesne samochody są szybkie, producenci od dawna wiedzą, że moc silnika sprzedaje tak samo jak paliwooszczędność czy bezpieczeństwo. Wokół nas jeździ wiele aut kupowanych "wizerunkowo", dla podkreślenia charakteru i pozycji społecznej właściciela, a uzyskujących niezwykłe osiągi.

W prowincji Ontario maksymalna dopuszczalna prędkość na autostradzie wynosi 100 km/h, jeśli nie chcemy płacić mandatów, możemy ją "popchnąć" jedynie do 120 – 130 km/h. Potem zaczynają się nieprzyjemności. Najgorsze polegają na utracie samochodu na tydzień, zabraniu prawa jazdy i niebotycznych składkach ubezpieczeniowych. Takie kary mogą nas spotkać już wtedy, gdy przekroczymy prędkość o 50 km/h i pojedziemy, raptem, 150 km/h. No a 150 km/h to nawet zwykłe BMW gładko łyka na czwartym biegu, jęcząc błogo o piąty.

Jeśli więc mamy BMW, audi czy mercedesa, corvettę, albo nawet poczciwego mustanga GT (o wyższej półce w postaci maserati, ferrari czy lamborghini nawet nie wspominając), to co robić? Jak żyć?!

Odpowiedź jest prosta.

TOR.

Wokół Toronto jest ich kilka, a na niektórych, jak na Canadian Tire Racetrack w Bowmanville na wschód od Toronto, można również pojeździć prywatnie. Oczywiście jak zwykle bywa, "obowiązują pewne ograniczenia".

Jak mi wyjaśnił w rozmowie telefonicznej Gerry Bachmann z APEX Driving School, pierwsza sprawa to stan techniczny samochodu – opony nie mogą mieć więcej niż 5 lat i oczywiście muszą mieć odpowiedni rating prędkości.

Na torze jedziemy, ile fabryka dała, a niejedne M4 da się podciągnąć pod 300 km/h. Przy takiej prędkości opony to podstawa. Druga rzecz, to dobry poziom płynów, trzecia, trzeba mieć kask (można pożyczyć na miejscu).

Tor w Bowmanville, gdzie odbywają się wyścigi NASCAR, ma ponad 2,5 mili, jest zróżnicowany, gdy chodzi o nachylenia, i położony w przyjemnym otoczeniu.

APEX zaprasza na dzień na torze, co w przypadku osoby, która nigdy jeszcze nie jeździła w takich warunkach, kosztuje dosyć słono, bo 649 plus HST. W tej cenie dostaniemy godzinę nauki w klasie, następnie kursy jazdy w poślizgu, naukę hamowania, unikania wypadku, jazdę slalomem, lunch, napoje, no i oczywiście sesję na torze.

Jak mi wyjaśnił Gerry, chodzi również o to, by człowiek – z reguły napalony, rwący się do jazdy po torze – nieco do południa ochłonął i dojrzał do bezpiecznego prowadzenia samochodu przy dużej prędkości. Nauka jazdy po torze początkowo odbywa się za prowadzącym samochodem (follow the leader), no i oczywiście z instruktorem na siedzeniu pasażera.

Chodzi o to, byśmy potrafili poprawnie wchodzić i wychodzić z zakrętów, tak by ograniczyć możliwość utraty przyczepności. Tor sprowadza na ziemię nawet najbardziej szalonych entuzjastów "palonej gumy", bo 300 km/h to prędkość, przy której większość z nas ma doświadczenie zerowe i szybko nabiera pokory. Taką prędkość osiągniemy w corvette stingray czy BMW bez limitera.

APEX ma na zakrętach obserwatorów monitorujących poczynania kursantów.

Wspomniana cena dotyczy żółtodziobów, gdy jesteśmy średnio zaawansowani, płacimy 549 dol., a gdy średnio dobrze – 499 dol. Tyle samo, gdy czujemy się już prawdziwym kierowcą wyścigowym. We wszystkich tych wypadkach również mamy do dyspozycji trenera.

Tak więc jazda po torze do tanich przyjemności nie należy, ale mam kolegę (z którym łączy nas mechanik Marciello), twierdzącego, że kto raz spróbował, będzie wracał – kolega uzależniony jest od BMW M4 z 3-litrową szóstką z podwójnym turbem o mocy 430 KM i sześciobiegową ręczną skrzynką, którego prędkość jest elektronicznie ograniczona do 250 km/h (chyba że nielegalnie włożymy chip, który nam to ograniczenie zniesie).

APEX w ciągu letniego sezonu oferuje tylko kilka dni na taką jazdę prywatnymi samochodami. Jeśli zaś nasze codzienne auto do ścigania się nie nadaje, to na miejscu można pożyczyć coś mocniejszego. Cen nie będę podawał, by nie martwić niepotrzebnie żon, które chciałyby zrobić przyjemność mężowi.

Jeździć po torze można w słońcu i słocie, więc impreza nie zależy od pogody.

Co to daje – prócz przyjemności zawiadywania minitorpedą?

Uczy koncentracji, właściwej oceny sytuacji na drodze, opanowania, a co najważniejsze, pewności siebie, jakże obcej zadufaniu osób, które strach paraliżuje przy najmniejszym poślizgu.

Najbliższe terminy to 9 i 29 czerwca, a następnie 14 lipca.

Jazda po torze to coś dla pasjonatów. Oczywiście, za 1000 dol. to możemy polecieć na weekend do RFN, gdzie na autobahnie każdy może sobie porządzić, ale nie o samą prędkość tu chodzi.

Gdy nas zaś nie stać, to pozostają symulacyjne gry komputerowe. Też piknie.

O czym zapewnia
Wasz Sobiesław.

Zaloguj się by skomentować