Goniec

Switch to desktop Register Login

Jazda bez trzymanki

Oceń ten artykuł
(1 Głos)

"Przyszłość jest dzisiaj" – hasło to znajduje potwierdzenie w faktach na ulicy.

Nie tak dawno temu Ministerstwo Komunikacji Ontario podało informację, że od stycznia dopuszczono możliwość testowania samochodów "bezzałogowych" na prowincyjnych drogach, a tu czytam w gazetach, że takie auta jeżdżą już wokół nas. I to wcale nie na zasadzie jakichś wyszukanych eksperymentów prowadzonych przez powołane do tego zespoły R&D, lecz kierowane przez zwykłego Kowalskiego.

Poprzeczkę ponownie przesuwa Tesla, o której pisaliśmy niedawno na tych łamach.

Na początku października Tesla zaoferowała posiadaczom modeli S zbudowanym w tym roku upgrade oprogramowania – za 3000 dol. otrzymać można funkcję "autopilot". Nowe oprogramowanie pozwala złączyć do kupy programy: • automatycznej kontroli utrzymywania pojazdu w środku pasa (dostępne w wielu samochodach), • adaptacyjnego tempotaktu, czyli cruise control, • automatycznej zmiany pasa ruchu (hands-free lane changes), • 360-stopniowego systemu ostrzegania przed zderzeniem, oraz • automatycznego parkowania, w trakcie którego samochód sam szuka miejsca do zaparkowania, a następnie parkuje się sam bez udziału kierowcy.

System wykorzystuje zamontowane w samochodzie sensory oraz dane uzyskane z innych samochodów tesla i pozwala na samoczynną jazdę – zapewnia menedżer Tesla Canada, Martin Paquet, który opowiada, jak jego auto samodzielnie przejechało z Toronto do Montrealu przy dużym natężeniu ruchu.

Aby zmienić pas, kierowca włącza jedynie sygnał kierunkowskazu, a samochód patrzy, czy droga jest wolna, i wykonuje manewr. Co jakiś czas sygnał dźwiękowy przypomina kierowcy o konieczności dotknięcia kierownicy, i jeśli tego nie uczyni, samochód samodzielnie zatrzyma się na poboczu. Ma to być zabezpieczenie przed zaśnięciem i rozkojarzeniem.

Wielu nowych właścicieli bawi się jednak jak dzikie mopsy i wbrew ostrzeżeniom producenta używa autopilota nie tak, jak to założono – czytając w aucie gazety, książki, czy też myjąc zęby, a filmiki z tych "wyczynów" puszcza na YouTube.

Tesla zapewnia, że jej system jest zaprojektowany z myślą o jeździe po autostradzie. Oczywiście system ma ograniczenia, np. kiedy śnieg zasypie pasy malowane na jezdni – może się pogubić.

Czy to jest legalne?

Podobno tak. W Ministerstwie Komunikacji twierdzą, że poziom automatyzacji, jaki prezentuje Autopilot Tesli, jest wystarczająco uregulowany przez istniejące przepisy. Jest również oczywiste, że nadal kierowca jest odpowiedzialny za całość poczynań samochodu.

Niedawno jednak Volvo ogłosiło, że przyjmie odpowiedzialność za wypadki, które w niekwestionowany sposób będą zawinione przez awarię systemów samochodu. Czekają nas więc jeszcze ciekawe batalie sądowe, i tłumaczenia, "to nie ja, to samochód sam z siebie przekroczył dopuszczalną prędkość, jaką mu nastawiłem"...

Są to problemy, z którymi bardzo szybko przyjdzie się zmierzyć.

Problemy bardzo różnorodnej natury. No bo kto by przypuszczał, że programiści, opracowujący software motoryzacyjny kierujący autonomicznymi pojazdami, będą musieli rozstrzygać sprawy życia i śmierci?

Problem w tym, co się na przykład dzieje, kiedy nagle na jezdnię wchodzi w nieprzepisowy sposób grupa przedszkolaków. Czy nasz samochód ma wówczas uznać, że bezpieczeństwo nas samych i naszych pasażerów jest ważniejsze i bez zmrużenia – przepisowo rozjechać te dzieci (skoro gwałtowne hamowanie nic nie da), czy też powinien raczej narazić na szwank nasze cztery litery, gwałtownie skręcając w bok na ścianę wiaduktu czy słup oświetleniowy? Jako kierowcy decyzje takie podejmujemy podświadomie. Ale nasz automatyczny samochód nie ma podświadomości, tylko słupki komend programu. Co wybrać?

Czy samochód chronić ma nasze życie i zdrowie kosztem innych, nawet wówczas, kiedy zmuszamy go do nieprzepisowej na przykład przekraczania prędkości o 15 km/h jazdy?

To są już dzisiaj całkiem istotne zagadnienia, które nie powinny być rozstrzygane na poziomie jakiegoś Ziutka programisty, lecz powinny stać się przedmiotem debaty społecznej.

Jak mówię, są to w końcu sprawy życia i śmierci, o czym z pewnym niepokojem zawiadamia

Wasz Sobiesław

Zaloguj się by skomentować