Goniec

Register Login

Jechać jak wszyscy - ciągła linia nie taka ważna?

Oceń ten artykuł
(5 głosów)

Człowiek uczy się całe życie. Niedawno pisałem na tych stronach o różnicach w przepisach drogowych między kanadyjskimi prowincjami, a uszła mi ważna sprawa – ciągła linia.

Otóż z niejakim zdziwieniem przeczytałem niedawno w "Globe and Mail", że na ciągłej w Ontario można wyprzedzać...

Zacznijmy po kolei. Chodzi o malowania linii na zwykłych drogach. Do tej pory, jak pijany latarni trzymałem się zasady, że zaczynam manewr wyprzedzania dopiero wówczas, kiedy mam obok linię przerywaną, i to nawet w takich sytuacjach, kiedy już od pewnego czasu widzę, że jest okazja i powinienem zjechać na lewy pas. Jakoś podświadomie wstrzymywała mnie ciągła linia. Teraz okazuje się, że niepotrzebnie.

W prowincji Ontario znaki linii na drodze mają jedynie charakter pomocniczy, a nie kategoryczny, i policja nie może dać mandatu za przekroczenie ciągłej linii (choć może za wiele innych rzeczy z tego wynikających).

Rzecznik ontaryjskiego Ministerstwa Komunikacji wyjaśnia, że ciągła linia ma jedynie funkcję ostrzegawczą. Ontario Highway Traffic Act, jest jedyną prowincyjną ustawą o ruchu drogowym, która nie zabrania explicite przekraczania nawet podwójnej ciągłej linii. Choć w danej sytuacji może nie być to dobry pomysł, z pewnością nie jest to nielegalne.

– Linia ciągła – mówi rzecznik Nichols – ostrzega jedynie kierowcę, że w tym miejscu jej przekraczanie nie jest bezpieczne, a więc że może występować kilka czynników – jak na przykład zbyt mała widoczność czy ukryte skrzyżowanie, którego jeszcze nie widzimy. Wyprzedzanie jest w Ontario nielegalne, jeśli mówi tak znak drogowy – zakaz wyprzedzania.

Abyśmy jednak nie byli zbyt rozpasani, ontaryjskie prawo ma jeden trik. Otóż niezależnie od tego, czy linia była ciągła, czy nie, możemy dostać mandat w oparciu o art. 148 wspomnianej ustawy, który zabrania wyprzedzania, "kiedy nie jest to bezpieczne".

Do tego dochodzi art. 149, który zabrania wyprzedzania i generalnie przekraczania linii środka jezdni, kiedy podjeżdżamy pod wzgórze, zakręt, most lub do tunelu, czy też gdy nie jesteśmy w stanie zobaczyć pojazdów jadących z przeciwka. Słowem, wszystko zależy od tego, na jakiego policjanta trafimy.

Tak się rzeczy mają w Ontario, wszędzie indziej, ciągła linia jest jak Cerber – nie wolno jej przekraczać i już!

Lato sprzyja wyprzedzaniu, zwłaszcza na dobrych ontaryjskich drogach. Zazwyczaj łamiemy przy tym przepisy, ponieważ ruch na drogach z ograniczeniem 80 km/h odbywa się z prędkością pod 100 km/h. Jeśli zatem ktoś jedzie 80, to musi się liczyć z tym, że co rusz ktoś będzie się go starał wyprzedzić. Taki mamy tutaj klimat.

Aby był bezpieczny, manewr wyprzedzania powinien być przeprowadzony w dobrych warunkach widoczności i jak najszybciej. Sam łapię się na tym, że po wyprzedzeniu, zjeżdżając z lewego pasa na prawy, mam na liczniku 120 km/h, czyli prędkość nadającą się na spory mandat. No ale inaczej nie można tego bezpiecznie zrobić!

Stąd prośba do wszystkich: kochani, używajmy podczas jeżdżenia zdrowego rozsądku i stosujmy się do głównego przepisu drogowego: keep the traffic flow, czyli mniej więcej – jedziemy tak jak wszyscy.

A gdy już jesteśmy przy bezpieczeństwie, to kolejna rada "wujka dobra rada"; latem łatwo jest zasnąć za kierownicą – i to nie nocą, ale na przykład o 4 po południu; po dniu spędzonym na plaży czy łódce. Bądźmy tego świadomi, i dbajmy o siebie oraz naszych kierowców – podstawa to nawodnienie siebie i schłodzenie kabiny auta. Nie żałujmy sobie klimatyzacji. Wiem, że wiele osób – mnie samego nie wyłączając – woli jeździć przy otwartych oknach, ale akurat w tym przypadku szum drogi i ciepłe powietrze o wiele szybciej męczą niż schłodzona klimatyzowana kabina.

Kolejna rzecz – róbmy sobie przerwy! I znów poradzę, by zatrzymywać się w pięknych okolicznościach przyrody, czyli w miejscach oznakowanych na odpoczynek, a nie w mcdonaldach i innych kawopojach.

Wychodki w takich picnic area co prawda pozostawiają czasem trochę do życzenia, ale głód zaspokoimy luksusowo, wożąc ze sobą mały palnik gazowy i jakiś polski "gorący kubek" czy inne jedzenie "instant". Do tego zgrzewka wody i mamy naprawdę miłą przerwę na łonie natury, nieporównywalną ze staniem w tasiemcowej kolejce po kawę.

O czym z własnego doświadczenia zapewnia
Wasz Sobiesław

Zaloguj się by skomentować