Goniec

Switch to desktop Register Login

Kiedy leci ciepłe zamiast zimnego...

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

        No i wreszcie chyba mamy trochę lata. Temperatury podskoczyły powyżej 30° i siłą rzeczy ręka wędruje nam w kierunku naszej samochodowej klimatyzacji. Jeśli mamy auto nowe lub prawie nowe, powiedzmy takie do 6 lat, na to wiemy czego się spodziewać. Jeśli nasz samochód jest starszy to jest tutaj pewne zawahanie; co poleci? Zimne, czy zimnawe, czyli pytanie o to, jak nasza klimatyzacja przezimowała. Jeśli powietrze jest zimnawe, albo całkiem nijakie to wypada coś z tym zrobić. Wiele osób nie lubi klimatyzacji. Są jednak takie dni, kiedy bez niej trudno żyć. Generalna zasada jest taka że powyżej 30°C jednak warto ją włączyć. Jedzie się wtedy nie tylko przyjemniej, ale przede wszystkim, jazda jest mniej męcząca. Na długiej trasie w gorący dzień temperatura przyspiesza zmęczenie niemalże wykładniczo. 

        Jeśli więc nasza klimatyzacja nie działa tak jak trzeba,  to mamy dylemat, jechać do zakładu, czy próbować napić samemu. Jak ze wszystkim są tutaj dwie szkoły i chyba wszystko zależy od tego o jakim samochodzie mówimy. Jeśli nasze auto ma 10 lat i chcemy nim jeździć może jeszcze rok albo dwa to warto pojechać do Canadian Tire i zobaczyć co tam mają. Za 60,  70 kupimy sobie albo zestaw, lub za 30 20 dol. puszkę z gazem, którą nabije mynam klimatyzację. W zestawie dostaniemy jeszcze dodatkowo manometr, który pokaże,  jakie rzeczywiście jest ciśnienie w układzie klimatyzacyjnem. 

        Oczywiście tak nieprofesjonalnie zrobiona „naprawa” klimatyzacji a ma swoje złe strony. Jeżeli w systemie nadal gdzieś jest przeciek na to wcześniej czy później czasami w ciągu miesiąca dwóch to ciśnienie znów spadnie i znów będziemy mieli ten sam kłopot. No, ale może objedziemy w ten sposób całe lato 

        Profesjonalne naprawienie klimatyzacji może jednak zrobić nam niezłą dziurę w kieszeni, kosztować kilkaset dolarów, a nawet powyżej tysiąc dolarów. Tym bardziej, że w zakładzie na pewno w pierwszej kolejności będą chcieli wyeliminować jakiekolwiek możliwości nawet najmniejszego wycieku,  a my czasem z małym wyciekiem chcielibyśmy jeździć, zwłaszcza jeżeli nasze auto młode nie jest.  Gdy wyciek jest niewielki, a samochód bardzo stary, to raczej nie opłaca się tego wszystkiego naprawiać, a więc nabicie pozostaje całkiem dobrym sposobem ożywienia klimatyzacji w naszym staruszku, zwłaszcza po okresie zimowego leżakowania. Jeśli samochód jest w miarę nowy, ale skończyła się gwarancja, to warto z kolei jednak ten system sprawdzić i naprawić.                 

        Tak, jak powiedziałem,  wszystko zależy od tego, jaki jest nasz stosunek do samochodu. Naprawiony system z pewnością przetrwa dłużej niż kilka miesięcy czy rok. 

        Tu jeszcze mała uwaga, że gdyby przyszła nam ochota tymczasowo „dobić” sobie taki system, a dopiero później decydować się naprawę, to wielu mechaników ostrzega, że te doraźne związki tam wtryskiwane często zanieczyszczają układ klimatyzacji i później bywa z tym większy kłopot. Musimy sobie też zdawać sprawę, że klimatyzacja, klimatyzacji nierówna i różne były montowane, z różnymi gazami, w zależności od roku produkcji naszego samochodu. Zanim też zdecydujemy się pojechać do zakładu dobrze jest poszukać w You Tube filmików o tym jak sprawdzać klimatyzację,  gdzie patrzeć po to żeby zobaczyć czy na przykład pracuje kompresor. 

        Na koniec zaś rada z rodzaju ekstremalnych, jeśli już naprawdę nie możemy wytrzymać, klimatyzacja nie działa, a przed nami długa droga, kupmy sobie jakiś pojemnik, a następnie wrzućmy do niego 2 - 3 worki posolonego lodu. Jest to rozwiązanie doraźne ale warto je znać, żeby przeżyć do jesieni, zaś jazda z otwartymi oknami miewa swoje dobre strony. 

        O czym zawiadamia 

Wasz Sobiesław. 

Zaloguj się by skomentować