Goniec

Register Login

Król szos w nowej wersji

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

        Przyznam szczerze, motocykle kocham miłością wielką, ale platoniczną. Z jednośladów na co dzień wybieram rower, a to z powodu konieczności wypacania nagromadzonych złogów tłuszczu. Nie znaczy to jednak, że na ludzi dosiadających motorów nie patrzę zazdrosnym okiem. Podobno motocykliści są lepszymi kierowcami; a trudno powiedzieć, czy dotyczy to również rowerzystów... Motocykliści widzą więcej, szybciej rozpoznają zagrożenia i są bardziej przewidujący niż kierowcy samochodów bez motocyklowego doświadczenia. Motocyklista skanuje otoczenie dużo uważniej, szybciej analizuje sytuację, zwraca uwagę na szczegóły, których nie zauważają zwykli kierowcy samochodów. Mit? Może, bo  w końcu wszystko zależy od człowieka.        

        A jeśli motory, to na pewno harleye. Jedni mówią, że przereklamowane i zbyt drogie, inni jednak tłumaczą, że harley to coś duchowego, czego nigdy nie zrozumieją czipowaci amatorzy japońskich, a jeszcze gorzej, chińskich podróbek. Harley ma tak ustabilizowaną markę, że z nikim nie ściga się na technologiczne nowinki, ale najnowszy moto-imperator, Harley-Davidson Road King – czyli prawdziwy król cruiserów, ma pod bakiem nową wersję dwucylindrowego silnika – ośmiozaworowy Milwaukee Eight w klasycznym układzie V.

        Co ciekawe, w trosce o doznania metafizyczne właścicieli producent, mimo możliwości całkowitego wyważenia i wyeliminowania wibracji, postanowił zrekompensować pierwotne drgania jedynie w 75 procentach, przez co przy 850 obrotach silnik klasycznie trzęsie jak stary harley. Decyzję taką podjęto po przeanalizowaniu opinii grupy testującej nowy model. Co jeszcze bardziej ciekawe i zastanawiające, silnik przy wyższych obrotach jest supergładziutki, a rączki, lusterka czy listwy płyną wręcz nad drogą nawet przy ponad 5 tysiącach obrotów. Długodystansowa jazda jest więc wygodna i niemęcząca, a przed światłami, na wolnych obrotach, mamy klasyczne masowanie pośladków stukającym miarowo Millwaukee-Eight.

        Harley rozwiązał również inny problem dużych motorów – oparzenia rurą wydechową; w kingu rura jest poprowadzona bliżej silnika i problem oparzelin zniknął. Głowica chłodzona jest powietrzem i olejem.

        Milwaukee po raz pierwszy stosuje cztery zawory na głowicę (stąd osiem w nazwie), przez co wzrasta moc przy wyższych obrotach i moment zamachowy. Cztery zawory znacznie poprawiają osiągi 2017 kinga, a jego 1746 cm sześc. silnik daje 91 KM mocy, co powoduje, że model 2017 nie ma kłopotu z szybkim „odejściem” na drodze od road kinga 2016.

        Różnice  w stosunku do poprzednich generacji na tym jednak się nie kończą – mniejsze tolerancje pasowania, lżejsze zawory –  przekładają się na mniejszy hałas samego silnika, a to z kolei pozwoliło inżynierom od wydechu dobrać piękną melodię brzmienia tego, co wydobywa się z rury, co zadowoli najbardziej wybrednych motocyklowych melomanów.

        A zatem, pierwsza od 18 lat nowa jednostka napędowa harleya niesie ze sobą to, czego harleyowcy od dawna oczekiwali – lepsze rozwiązanie problemu dystrybucji ciepła i większą moc na wysokich obrotach. Jak widać, nawet będąc stuprocentowym konserwatystą przywiązanym do tradycji, można poprawić coś, co i tak jest doskonałe.

        Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że nowy king jest bardziej nowoczesny od poprzedników; że zrywa z pewną kultową filozofią prostego wykonania i nagiej mocy, co może zniechęcać purystów.

        Road king 2017 jest do kupienia w kanadyjskich salonach już od 22 899 naszych dolarów, o czym informuje z głupim zazdrosnym uśmieszkiem na twarzy                 

  Wasz Sobiesław.

Zaloguj się by skomentować