Goniec

Register Login

Lata lecą, świat się zmienia

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

        Muszę się przyznać, że do samochodów elektrycznych podchodzę jak do jeża. Wiem, że to przyszłość; wiem, że mają doskonałe przyspieszenia, ale jakoś ten brak warkotu motoru zraża mnie. 

        Co nie znaczy, że właśnie samochodom elektrycznym powinniśmy się w nowym roku przyjrzeć z dużą uwagą. I wcale nie dlatego, że coraz więcej tesli model 3 jeździ po naszych drogach. Samochód dzisiaj to raczej system komunikacji, a nie przedmiot.

        W dzisiejszych czasach samochód elektryczny ma sens jedynie jako „auto dojazdowe” w mieście, przy założeniu, że mamy w garażu drugi, benzynowy, albo też przy założeniu, że drugi benzynowy samochód do dłuższych wyjazdów pożyczamy w miarę potrzeby, co nie jest wcale takim głupim rozwiązaniem. Jeśli chodzi o jazdę długodystansową, to nawet tesla dostarczy nam dużo kłopotów i jednym z głównych problemów będzie to, gdzie się zatrzymać, żeby się podłączyć do kabla. W promieniu do 100-150 km od domu samochód elektryczny jest jednak rozsądnym i ciekawym rozwiązaniem. I to nie tylko latem, bo przecież latem możemy jeździć elektrycznym rowerem albo skuterem przy jeszcze większej przyjemności i oszczędności. 

        Co trzeba wiedzieć, kupując samochód elektryczny? Przede wszystkim to, że przy zakupie takiego auta dostaniemy nawet do 14 000 dol. rabatu. Dofinansowanie weźmiemy także przy montowaniu specjalnego gniazda do ładowania na „poziomie drugim”, gdzie używany jest prąd o napięciu 240 V podobny do tego, jaki stosowany jest na przykład w suszarkach do ubrań. 

        Generalnie mowa jest o trzech rodzajach ładowarek. Pierwsza to model podstawowy czyli podłączenie naszego auta do standardowego gniazdka, które ma napięcie 110 V, tam jednak naładowanie do pełna zabierze nam od 8 do 20 godz. Jest to rozwiązanie bardzo rozsądne jeśli przyjeżdżamy do domu po pracy, idziemy spać, zostawiamy samochód, żeby się przez nockę naładował tanim prądem, i rano wyjeżdżamy. 

        Poziom drugi ładowaczy zapewnia nam prąd o napięciu 240 V. I przy takiej fazie napełnimy nasze baterie w ciągu 4 do 6 godz. W stacjach ładowania ulicznego używa się zaś prądu o jeszcze większym napięciu – 480 V, który w ciągu 30 min naładować może baterie samochodu do 80 proc. ich pojemności. Tesla ma w Stanach Zjednoczonych sieć takich stacji, co teoretycznie pozwala nam podróżować, na przykład od wybrzeża do wybrzeża. Oczywiście jeśli mamy ze sobą dobrą książkę do czytania, w czasie kiedy nasz samochód będzie stał ładowany. Wracajmy więc lepiej do dojazdów do pracy. Przeciętnie nasz samochód stoi zaparkowany w domu 14 godz., a w pracy do 8 godz. i w pracy też w wielu miejscach możemy go doładować. To wszystko pozwala rozsądnie planować jazdy samochodem elektrycznym. 

        Niestety, nie wiedzieć czemu, są one dosyć drogie i nowy samochód to wydatek rzędu 31 000 dol., ale znów tutaj musimy wspomnieć o różnego rodzaju ulgach, upustach, rabatach, więc ten ostateczny koszt jest o wiele mniejszy, a wielu, jeżdżąc elektrycznie, może korzystać z wydzielonych pasów ruchu, więc nasze dojazdy są przez to szybsze i oszczędniejsze.

        No właśnie, ile to kosztuje? Przeciętnie mówi się, że wydatek roczny naładowania baterii samochodu elektrycznego to 300 dol. – dla porównania samochód spalinowy kosztować nas będzie od 1 do 2,5 tys. na zakup benzyny. Wspomniane ładowarki o podwyższonym napięciu możemy sobie zainstalować również we własnym domu, z tym że instalacji musi dokonać osoba posiadająca odpowiednią licencję i uprawnienia. 

        Wszyscy mówią o tesli, ale proszę przyjrzeć się nissanowi leaf, którego całkiem nowy model wjedzie na nasze drogi na początku 2018 r. To również całkowicie elektryczne auto, oferujące najnowsze technologie i zasięg do 241 km (nie wiem, skąd bierze się to 1 na końcu, powiedzmy, że 200 km z pewnością przejdzie). 

        Leaf ma 147 KM mocy i moment zamachowy 236 funto-stóp, co pozwala na dynamiczne przyspieszanie. Musimy pamiętać, że jeżeli jeździmy dynamicznie, to nie zajedziemy tak daleko jak przy spokojnej jeździe. Leaf był projektowaniu z myślą o 5 osobach, skrzynia biegów praktycznie nie istnieje, bo jest to stałe przełożenie. Cena ma się kształtować już od 36 000 dol., czyli nie ma to sensu, jeśli nie uwzględnia się rabatu oferowanego przez nas, podatników. 

        Nissan leaf, podobnie jak tesla, oferuje nowy rodzaj automatycznego wspomagania kierowcy, czyli praktycznie samodzielną jazdę autonomiczną. Model 2018 ma  pakiet baterii o powiększonej pojemności do 40 kWh, który fizycznie zajmuje tyle samo miejsca co poprzedni pakiet z 30 kWh. Nissan zapowiada również, że w przyszłym roku pojawi się kolejny pakiet o pojemności zwiększanej do 60 kWh, to zaś sprawili, że będzie miał zasięg zbliżony do chevroleta bolta, który obecnie reklamuje się z zasięgiem 380 km. Tesla model 3 zapowiada zasięg 350 do 500 km, no ale model 3 ma kosztować ponad 45 000 dol. Przy dobrej pogodzie i przeciętnym obciążeniu, po 30 min jazdy mieszanej z 4 osobami, zasięg samochodu spadł do 138 km, a naładowanie baterii do 53 proc. Podobnie jak samochody spalinowe, elektryczne również oferowane są w różnych opcjach.

        Co ciekawe, we wszystkich wersjach Nissan oferuje po raz pierwszy jeden pedał jako standardowe wyposażenie, czyli przyspiesza i hamuje się jednym pedałem. Kierowcy mówią, że na początku trudno się przyzwyczaić. A zatem w nadchodzących latach samochody elektryczne będą coraz częściej widywane na ulicy, a my powinniśmy się przyzwyczaić do tego, aby na nasze potrzeby komunikacyjne popatrzeć z otwartą głową i nie przywiązywać się do czegoś, co jeszcze kilkadziesiąt lat temu wzbudzało tyle uczuć, czyli naszego własnego samochodu...

        Szczęśliwego Nowego 2018 r. i Wesołych Świąt wszystkim Czytelnikom tej rubryki życzy 

        Wasz Sobiesław 

Zaloguj się by skomentować