Goniec

Register Login

Lista złych typów

Oceń ten artykuł
(1 Głos)

Oczywiście, każdy z nas trafił w życiu na jakiegoś lemona. Zdarza się to nawet najlepszym markom. Nikt nie jest perfekcyjny i nie ma perfekcyjnych samochodów. Są jednak mniej lub bardziej udane modele. Słowem, są auta odwzajemniające miłość posiadacza i są takie, które warto jak najszybciej odesłać z domu.

Niedawno magazyn "Forbes", który specjalizuje się raczej w sprawach finansowych i ekonomicznych, opublikował zestawienie 15 aut, z którymi warto dać sobie spokój. Nowych aut, które mamy dziś na parkingach u dilerów. Lista zaczyna się od pozycji 15., na której jest smart for two. Tutaj mała uwaga, proszę się nie sugerować do końca. Jeśli komuś smart podoba się z powodów – nazwijmy je – pozamotoryzacyjnych, no to może powinien jednak spróbować. W przypadku najnowszego dwumiejscowego smarta, trudno zaprzeczyć, że łatwo się go parkuje. Ta czterokołowa motorynka – czego można się domyślać – nie wymaga też specjalnie wiele paliwa, jednak to, które żłopie, jest dosyć kosztowne, bo wysoko oktanowe. Smart for two szybko też traci na wartości, ma niezbyt udaną skrzynię biegów i silnik, przy którym są sytuacje, gdy gaz wciska się w podłogę.

Na pozycji czternastej znalazł się scion iQ, auto produkowane z myślą o młodzieży, która kocha gadżety. Producent reklamuje je jako pojazd dla trzech osób plus dziecko, ale z doświadczenia wynika, że wygodnie to raczej pojedzie nim jedna, no może maksymalnie dwie. Kabina jest głośna, przyspieszenie – OK, ale tylko z wiatrem, a wartość odsprzedażowa niska. W "Forbesie" twierdzą, że warto tego auta unikać. Dodajmy, że pozycja 14. i 15. to samochody słabo wypadające w kolizjach.

Trzynasty to nissan titan, duży pick-up, w zatłoczonym i zdominowanym przez "amerykany" segmencie, no bo w końcu to oni wymyślili forda F-150 czy rama. Niestety, titan ma dość niską wartość odsprzedażową i w porównaniu z pick-upami GMC, Chevroleta czy Forda wypada blado, co widać po wskazaniach Consumers Reports. Na dodatek, sprzedawany model od jakiegoś czasu wymaga odświeżenia.

Kolejną, dwunastą pozycję zajmuje produkowany na platformie titana SUV nissan armada. Przestronny i nadający się do holowania nawet pokaźnej łódki, nie grzeszy jednak dobrym zachowaniem na drodze, lubi pływać na zakrętach. Odstaje też od podobnych wozów pod kątem niezawodności i jakości, a to wszystko przy spalaniu w okolicach 20 litrów na sto.

Na miejscu 11. "Forbes" ocenia mitsubishi mirage, ofertę koncernu w zatłoczonym segmencie subkompakt, powszechnie krytykowaną za niedobór mocy – trzycylindrowy silnik 74-konny. Auto ma też jedne z niższych notowań Consumers Reports.

10. to ciekawie zaprojektowany niewielki pojazd elektryczny Mitsubishi – i-MiEV – znów bardzo niska moc – odpowiednik 62 KM – oraz zasięg na jednym ładowaniu wynoszący 100 km, odpychają od kupna. No bo nie jest to hybryda i po wyczerpaniu baterii możemy ten samochód podłączyć albo do prądu i poczekać kilka godzin, albo do pomocy drogowej i wrócić od razu. Jest to po prostu auto na godzinkę jazdy.

9. miejsce piastuje amerykańska landara lincoln MKT, zabierający na pokład 7 osób cross-over, produkowany z jedynie kosmetycznymi zmianami od 2009 roku. Sprzedawany jako pojazd luksusowy, nie dorasta do tego miana w bardzo wielu aspektach, a na dodatek wyposażany jest w system multimedialny MyLincoln Touch, trudny w obsłudze i rozpraszający kierowcę.

Podobnie opisać można pobratymca MKT, lincolna MKS. W tych cenach są lepsze samochody. Na miejsce siódme wiele osób zaprotestuje, bo "Forbes" umieścił na nim jeepa wranglera, samochód kultowy i posiadający wysoką wartość odsprzedażową. W tym rankingu auto dostało złe oceny za osiągi, jakość montażu oraz niezawodność. Nie zmienia to faktu, że wrangler unlimited jest jednym z najlepszych samochodów terenowych i jeśli ktoś rzeczywiście dużo jeździ poza asfaltem, to głośna kabina i mała wygoda jazdy nie będą przeszkadzały. Wranglera kupuje się też również nie dlatego jak jeździ, lecz na wygląd – buntownika bez powodu.

Miejsca 6. i 7. to również jeepy patriot i compass, których kabiny są tanio wykonane, a podstawowe jednostki napędowe słabiutkie (2-litrowa 160-konna czwórka). Tutaj też byłbym ostrożny z wyrokowaniem, bo znam takich, którzy lubią te modele. Prawdą jest jednak, że wśród terenówek są lepsze.

Na czwartym miejscu "Forbes" wkłada samochód sprzedający się w dość luźnym segmencie – fiata 500L Jest to czterodrzwiowy, wydłużony model 500 coupe, które uznać należy za całkiem niezłą alternatywę MINI coopera.

Tak na dobrą sprawę, nie wiadomo, dla kogo to ma być auto, no bo poważny hipster kupi sobie zwykłego fiata 500, a ten z rodziną ma do wyboru całą gamę lepszych małych cross-overów.

Na miejscu 3. umieszczono dodge'a journey, a na drugim cadillaca STS. Obydwa auta nie dorównują przeciętnej konkurencji, bo na przykład, w przypadku tego ostatniego, zwykły chevrolet impala oferuje porównywalny komfort i jakość za o wiele mniej pieniędzy. Obydwa te auta mają też wartość odsprzedaży poniżej średniej.

Frapuje natomiast obsada pierwszego miejsca aut, których warto unikać według "Forbesa", a mianowicie jest tam seria 7 BMW. Zdaniem autorów, ten sztandarowy luksusowy sedan bawarskiego koncernu w ciągu minionych kilku lat utracił pierwotny blask i po prostu nie ma już sportowego zęba, jakim fascynowały poprzednie modele. Na dodatek, do serii dodano hybrydę, która tak po prawdzie wcale nie jest szczególnie paliwooszczędna. Siódemka jest wyładowaną elektroniką wielką limuzyną, której wcale nie prowadzi się tak, jak tego oczekujemy po BMW, i ma fatalnie szybką deprecjację.

O czym donosi, cokolwiek zdziwiony Wasz Sobiesław

PS Przepraszam za pomylenie zdjęcia modelowego samochodu w tekście o nowej hondzie civic, na co słusznie zwrócił mi uwagę p. Sylwester Chyliński, sprzedawca z naszego zaprzyjaźnionego dealershipu.

Zaloguj się by skomentować