Goniec

Register Login

Moja polska panda

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

        Pisałem już jakiś czas temu o pożyczaniu samochodu w Europie, tym razem będzie praktyka.

        Po pierwsze, zastanówmy się, czy my rzeczywiście potrzebujemy mieć samochód. W wielu polskich miastach działa sprawna komunikacja miejska, w tym ekspresy. Gdy zaś potrzebujemy dojechać do czegoś mniejszego, to praktycznie wszędzie możemy to zrobić busem.

        Jeśli jednak uznamy, że auto jest  nam niezbędne, to wówczas pozostaje do ustalenia kilka priorytetów, typu na jak długo i jakiej pojemności.

        W moim przypadku zdecydowałem się na coś absolutnie najmniejszego i był to fiat panda. Ceny rzeczywiście są przystępne, zwłaszcza jeśli robimy rezerwację zza oceanu. Niekoniecznie też musimy odbierać samochód na lotnisku, w wielu wypadkach możemy go mieć tam, gdzie chcemy.

        Sprawy formalne – to konieczność posiadania międzynarodowego prawa jazdy (tak, tak, proszę nie zapomnieć, bo wyrabia się u nas na miejscu, w Kanadzie), a także kwestia rozszerzonego ubezpieczenia. Tu proszę zobaczyć, czy czasem jakaś posiadana karta kredytowa nie daje nam tej możliwości. Warto zadzwonić i upewnić się, abyśmy wiedzieli dokładnie, co mamy w razie nieszczęśliwego zdarzenia robić.

        Kolejna historia to zaopatrzenie się w GPS. W moim przypadku był to kanadyjski smartfone z wyłączoną funkcją „data” i aplikacją HERE We Go. Sprawdzało się to znakomicie. Na dodatek, aplikacja ta pozwala na zładowanie mapy Polski na kartę SD telefonu i prócz głosowej nawigacji samochodowej oferuje nawigację per pedes, czyli komunikacją miejską – mówi, jakimi tramwajami i autobusami dojechać. Z Toronto wziąłem więc sobie zasilanie telefonu kablem z zapalniczki oraz uchwyt na szybę i cała Polska stanęła przede mną otworem. Jedna uwaga, trzeba uważać na ograniczenia prędkości, ponieważ nie wszystkie są wprogramowane w HERE i zdarzało się, że GPS sądził, iż jest 50 km/h, a było 70 km/h lub odwrotnie. To jednak drobiazg.

        Moja panda – co było niejakim zaskoczeniem – okazała się być samochodem 7-letnim z wysokim przebiegiem. Mimo to była czysta i zadbana. Mankamenty? No cóż, jest to typowy mały europejski samochód miejski, przy którym, aby normalnie dynamicznie jeździć, trzeba namachać się biegami – panda od 0 do 100 km/h rozpędza się w... 20 sekund. Nie są to osiągi pozwalające na bezpieczne wyprzedzanie w wielu sytuacjach. Ale jeśli damy sobie na uspokojenie i pogodzimy, że na polskiej autostradzie trudno będzie nam tym wozem przekroczyć maksymalną prędkość, to wszystko będzie OK. W klasie najtańszych samochodów taka jest bowiem reguła. Poza tym, do takiej pandy wejdą cztery osoby i trochę bagażu – nie ma co narzekać.

        Inna rzecz, uważajmy na fotoradary oraz przejrzyjmy choć raz polskie przepisy, aby wiedzieć, jak zachować się na wszechobecnych rondach oraz czy na czerwonym świetle można skręcać w prawo.

        Oczywiście, piszę tutaj o samochodzie z ręczną skrzynią biegów. Zakładam, że my, ludzie starej daty, to potrafimy, a naprawdę warto zachęcić juniora czy żonę, by umiejętność zmiany biegów posiedli w stopniu co najmniej dostatecznym. Ameryka przestaje być pępkiem świata, a „zwykłe” „standardy” to norma na wszystkich innych kontynentach. Jakoś tak się składa, że wypożyczalni samochodów namnożyło się nam w Polsce jak grzybów po deszczu i konkurencja jest spora. Proszę zresztą zobaczyć reklamy na stronach „Gońca”. Każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie. Oczywiście, odbierając auto, trzeba zrobić obchód, wskazując na wszystkie problematyczne elementy, jak otarcia czy odpryski. Całkiem niezłym rozwiązaniem jest sfilmowanie całego obchodu na komórkę, po to by nikt nam nie wmawiał później dziecka w brzuch. Standardowo też oddając auto, tankujemy do pełna, bo w przeciwnym razie doliczą nam za tankowanie nie tylko cenę samej benzyny.

        Podsumowując, wypożyczenie auta nie jest drogie, ale warto się zastanowić, czy potrzebny nam taki zawrót tylnego siedzenia, tym bardziej że jednak polskie jeżdżenie jest nieco inne od naszego, co dodatkowo powoduje stres. Jeśli więc chcemy odwiedzać kraj na luzie, a przy tym od czasu do czasu raczyć się wspaniałymi wiktuałami podlanymi równie wspaniałymi polskimi trunkami, to po co nam ten czterokołowy ból głowy.

O czym szczerze powiadamia
Wasz Sobiesław
       

Zaloguj się by skomentować