Goniec

Switch to desktop Register Login

Motoryzacyjny patriotyzm

Oceń ten artykuł
(1 Głos)

    Świat się zmienia, również ten motoryzacyjny. Może to kwestia wieku, ale wydaje mi się, jakby te zmiany przyspieszały. Zmieniają się nie tylko samochody, zmienia się technologia i my – ludzie – się zmieniamy.

    Jedną z oznak takich zmian jest rola panien zatrudnianych na wystawach motoryzacyjnych. No bo czemu nie? Do tej pory te atrakcyjne stworzenia uważane były za optycznie przyjemną wisienkę na torcie nowego modelu. Okazuje się, że coraz częściej za powabną powłoką kryje się wyspecjalizowane narzędzie informacyjno-analityczne.

    Panie stojące przy samochodach szkolone są bowiem do tego, by

    a) inteligentnie informować o samochodzie oraz

    b) wypytywać potencjalnych klientów, co im się podoba, a  co nie, co chcieliby mieć w aucie, a co im doskwiera.

    Zanim więc Japończycy wymyślą podobnie powabne roboty do tej roli, ta wydawałoby się zupełnie zbyteczna samochodowa marionetka jest skutecznym narzędziem marketingowym i pijarowym.

    Zatem Panowie, więcej szacunku w kontaktach z wystawowym moto-bimbo, no i oczywiście proszę bez seksistowskich uwag, typu "ile ten samochód kosztuje razem z panią"...

•••

    Winien jestem wyjaśnienie. Otóż do redakcji zadzwonił pan Lucjan i zarzucił mi brak patriotyzmu. Piszę zbyt często o autach niemieckich, a tymczasem samochody produkowane na miejscu to są właśnie te, którymi powinniśmy jeździć; one przecież tworzą lokalnie miejsca pracy, napędzają gospodarkę.

    Odpowiadam: jestem patriotą i  kibicuję, ile mogę, panu Arkadiuszowi Kamińskiemu, który w Polsce z pasją walczy o uruchomienie produkcji syreny. Taką polską marką chciałbym jeździć.

    Przepraszam bardzo, czy są jakieś kanadyjskie marki? Nie widzę, nie słyszę. Są tylko amerykańskie samochody, produkowane w Kanadzie. Zatem, nasz jest tutaj wkład.

    Można równie dobrze argumentować, że dopóki nie pojawi się na rynku poważna polska marka, to nie pozostaje nam nic innego, jak kupować modele z polską zawartością. A tego jest trochę, bo Polska jest największym w Europie producentem części zamiennych. W kraju działa 900 producentów części motoryzacyjnych, z czego 300 stanowią firmy z kapitałem obcym, a reszta jest polska. Produkują głównie dla Niemców, ale nie tylko. Jest więc baza, by zacząć rozwijać rodzime marki; może uda się z syrenką, może uda się z żukiem opartym na starym volkswagenie transporterze. Od czegoś trzeba zacząć.

    A Kanada?

    W Kanadzie wielkie koncerny zachowują się bez sentymentów. Proszę zapytać wszystkich tych, których zwolniły z pracy. Nie ma przeproś – produkcja jest transferowana bez żadnych skrupułów do Meksyku; części kupuje się z Korei Południowej czy z Chin.

    Na dodatek, gangsterzy z wielkich korporacji wymuszają na władzach dofinansowanie w postaci pieniędzy podatników. Ot, jakieś tam 20 mln na zmianę osprzętu taśmy czy szkolenie załogi. Są to korporacyjne zapomogi, wymuszane przez polityczny nacisk, groźbę wyprowadzki i wyrzucenia kilkutysięcznej załogi.

    No taki jest świat, tak został skrojony,  proszę więc nie mieć do pretensji, że nie będę z miłością pisał o kanadyjskich modelach tylko dlatego, że są montowane w Kanadzie. Piszę o samochodach, które jakoś tam odstają z szeregu czy przyciągają oko. I nie mam absolutnie żadnych oporów przed kupowaniem, na przykład, starego audi czy bmw, bo w końcu samochód taki już został tu raz zapłacony i daję tylko zarobić Kanadyjczykowi, który akurat go w danej chwili odsprzedaje.

    Podsumowując, byłbym większym patriotą lokalnym, gdyby "patriotyczne" nastawienie miały również GM Chrysler czy Ford. Skoro zaś kierują się zyskiem i małymi kosztami własnymi, to nic nie przeszkadza, byśmy również kierowali się tego rodzaju filozofią prywatnie.

    Tak to rozumiem, panie Lucjanie.

    Patriotyzm zaś powinien dotyczyć marek, bo to właściciele marek spijają samą śmietankę. To oni, mówiąc za Marksem, dostają do kieszeni wartość dodatkową. Kanada, mimo tylu lat motoryzacji, żadnej marki nie wytworzyła.

    Może więc przyszedł czas, aby uczyniła to Polska, bo być może idzie w historii nasz czas, polski czas. Przynajmniej w tamtym zakątku Europy. Nie trzeba ograniczać marzeń.

    A zatem niech żyje syrena! I zapewniam, że gdy tylko będzie dostępna w wersji dla ludzi, a nie na rajdy, to kupuję to auto – z wielkim orłem na dachu.

    Do czego też Państwa namawiam

Sobiesław Kwaśnicki

Zaloguj się by skomentować