Goniec

Register Login

Nie ma nic lepszego

Oceń ten artykuł
(1 Głos)

Wrzesień, październik to najlepsze miesiące na samochodowe wycieczki – zwłaszcza jeśli możemy otworzyć dach i łapać w nozdrza zapachy jesieni. 

Wiele jest aut godnych polecenia na takie spacery, ale chyba żaden nie wzbudza tylu zachwytów, nie obraca tak szybko głów i nie daje tyle frajdy na drodze co ford mustang. Nie, nie mówię tu o dzisiejszym wypasionym "bydlęciu", w którym błyszczą gadżety, lecz o jego "pradziadku" z 1965 roku.

Model zadebiutował co prawda w kwietniu 1964 roku, ale rocznik 65 był już w pełni dojrzały i można go śmiało polecić dzisiejszym kolekcjonerom. Bo też jest to auto kolekcjonerskie. Zresztą był to samochód kultowy już w momencie narodzin, a liczba chętnych do zakupy pierwszego modelu o 6 tys. przekroczyła liczbę wyprodukowanych samochodów. Na to auto czekało się niczym na małego fiata w peereleu.

Nie powinno więc nas dziwić, że mustang jest dzisiaj najpopularniejszym klasykiem. Niestety, wiąże się też z tym cena. Za naprawdę dobrze odrestaurowane cacko zapłacimy ponad 40 tys. dol. Jeśli jednak jesteśmy nieco sprawni w rękach, możemy za 10 tys. kupić coś, co przez jedną zimę nabierze blasku w garażu.

Części jest dużo, są łatwo dostępne i niedrogie, a samochód jest prosty w naprawie i w niczym nie przypomina dzisiejszych napakowanych elektroniką wozów.

Mustangi można było kupić w wersji kabriolet i coupe początkowo z silnikiem sześciocylindrowym o pojemności 2786 cm sześciennych, później z ekonomiczną ósemką o pojemności 4261 cm sześc. i dwukomorowym gaźnikiem albo ósemką o niskiej kompresji o pojemności prawie pięciu litrów, mechanicznymi popychaczami i czterokomorowym gaźnikiem. Do tego był wybór trzy- lub czterobiegowych skrzyni ręcznych lub trzybiegowy automatic Cruise-O-Matic.

Standardowo układ kierowniczy nie posiadał wspomagania, ale montowano je za dopłatą. W wersji podstawowej na wszystkich kołach mieliśmy hamulce bębnowe, ale można było jako opcję zamówić tarczowe na przód.

Zawieszenie, jak na dzisiejsze standardy, bardzo podstawowe.

Jeśli interesuje nas taka zabawka, najlepszym miejscem rozpoczęcia poszukiwań są kluby właścicieli, jak choćby Niagara Classic Mustang Club, możliwości – jak w przypadku każdego classica – jest bardzo wiele. Warto więc co najmniej przez kilka miesięcy interesować się zakupem, pytać, co i jak, zobaczyć, na czym polegają różnice cenowe. Tam też, w klubach, spotkamy wiele osób, które chętnie posłużą radą i pomocą. W klubach też często wiedzą w pierwszej kolejności, co i kiedy jest na rynku, a te najlepsze kąski rozchodzą się wśród swoich, zanim trafią na strony kijiji czy autotradera.

W każdym razie kabriolet w dobrym stanie, zdatny do jeżdżenia i niewymagający napraw chodzi w granicach 30-35 tys. dol., co w przypadku stanu idealnego wzrasta do 45 tys.

Oczywiście główną rzeczą,na którą zwracamy uwagę, jest rdza. Tylna część podłogi jest szczególnie narażona na rdzewienie. Ale nawet dużo rdzy nie oznacza, że samochód nie może zostać odrestaurowany; dzisiaj mamy technologie do odbudowania auta nawet wokół zachowanego numeru VIN i niczego więcej, ale wszystko to są koszty.

Silnik również można prosto odbudować, i wszyscy zalecają zachowanie oryginalnego motoru, a nie robienie przekładki z silnika w lepszym stanie – to później negatywnie odbija się na cenie auta, bo nie zgadzają się nabite numery. To samo dotyczy skrzyni biegów. Szczęśliwie mustang jest porządnie zbudowanym samochodem i wiele części żyje długo. Nie ma tam też żadnego szczególnego skomplikowania; hamulce, silnik, przekładnia, wszystko to jest proste, tak jak to w starej Ameryce bywało.

A reszta – jak już wspomniałem – jest do kupienia. Kolekcjonerów jest dużo i jest na to cały rynek części zamiennych, tapicerki nie wyłączając.

Jeśli więc mamy dobrą pracę i dużo wolnego czasu, lubimy stare samochody i przyjemność jazdy, jaką dają, mustang '65 to jest auto dla nas.

Na koniec zaś powiem, że jest to samochód, którym mimo ograniczeń sprzed 50 lat da się na drodze zaszaleć, bo 280 koni mechanicznych na to zdecydowanie pozwala.

A gdzie jeździć? O, proszę państwa, żyjemy w tak urokliwym zakątku świata, że wystarczy tylko zboczyć gdzieś na Niagara Escarpment, by dać się całkowicie oczarować jesieni. O czym z nieukrywaną mustangową zazdrością w oczach zapewnia

Wasz Sobiesław.

Zaloguj się by skomentować