Goniec

Register Login

Owinięta wokół kierowcy...

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

    Mazda miata jest samochodem, o którym można opowiadać do znudzenia. W tej kategorii  samochodów, które po prostu przyjemnie się prowadzi nie ma lepszego. Przypomina mi się anegdota o pewnym pilocie z lat 30. ubiegłego wieku, (kiedy to lotnictwo pasażerskie dopiero raczkowało, a większość komercyjnych lotników woziła pocztę), który upomniany, że źle odnosi się do pasażerów stwierdził, I am in the business of flying planes...

    No właśnie, jeśli w ten sposób podchodzimy do jeżdżenia - jako po prostu li tylko jeżdżenia - czynności, która przynosi nam przyjemność, to mazda miata jest samochodem dla nas, dzisiaj już nie miata, tylko MX5. Czy samochód, który w latach 90. stał się kultowy, można jeszcze dopracować? Okazuje się, że tak.

    Jaka filozofia kryje się za tym niepozornym autem? Z pewnością nie amerykańska. Amerykanie lubią  na siłę, czyli wkładać w byle pudło potężne silniki, nic to, że wszystko razem daje nadsterowność, nic to, że gumy palą się przy lekkim naciśnięciu pedału gazu, a zakręty bez pisku opon, nie są warte wspomnienia, ważne że dymi, ryczy i pędzi.

    Filozofia miaty różni się od tego podejścia tym samym, czym myśliwiec zero różnił się od masywnego hellcata. Tom Macano - ojciec chrzestny japońskiego roadstera - myśli po niemiecku; świetne zawieszenie, świetne wyważenie, w miarę mocny silnik i dokładny układ kierowniczy. Drogowy orgazm - zwłaszcza na wiosnę i z odkrytym dachem - uzyskamy nadspodziewanie szybko. Zresztą biorąc rzecz na zdrowy rozum, musimy przyznać, że moc silnika nie jest równoznaczna z przyjemnością jeżdżenia. Ktoś próbował kiedyś czerpać przyjemność z poruszania się po GTA  lamborghini lub ferrari, gdzie na jedynce dochodzi się do 90 km na godz.? Pamiętam, jak się ludzie w gazetach śmiali z gościa, któremu odebrano ferrari za to, że jechał 90  w strefie 40 pod szkołą... No, po prostu, zaszalał.

    Podsumowując, o wiele większą przyjemność mamy z jazdy samochodem mniejszym, z małym silnikiem w górnych granicach jego mocy, niż 600-konną rakietą, która tak naprawdę nadaje się wyłącznie na tor.

    Po co to mówię; byśmy się nauczyli dostrzegać urok zdrowego rozsądku; w przypadku mazdy miata jest to oczywiście zdrowy rozsądek z odrobiną szaleństwa...

    Po tym przydługim wstępie przejdźmy jednak do konkretów: silnik nieco mniejszej mocy niż poprzednio, daje „tylko” 155 KM przy 6000 obr./min, ma 148 stopofuntów momentu obrotowego i napędza tylne koła. Nie są to wielkości, które porażają, choć w stosunku do poprzednich modeli wzrasta nieznacznie moment obrotowy. Przyspieszenie nie pozostawia nic do życzenia, sprzęgło lekkie, ładnie bierze, sześciobiegowa skrzynka biegów sportowo, na krótko, ułożona - sama radość.         

        Jak mówią znawcy, auto zostało zaprojektowane „wokół kierowcy”, a nie wokół silnika. Spalanie - 8,8 litra na sto w jeździe miejskiej i 6,9 na sto na autostradzie (to z ręczną przekładnią), Co ciekawe, automat na autostradzie jest nieco lepszy - 6,5 litra na sto.

    Kabina bardzo miło ułożona, pedały wygodne i przyjemne w użyciu w połączeniu ze standardowym przekładaniem biegów.

    Nowa mazda została odchudzona o 65 kg (waży ok. tony) m.in. za sprawą niewielkiego skrócenia. Co ciekawe, aby ograniczyć wagę, producent montuje też jedynie ręczne opuszczanie i zakładanie dachu. Auto jest  obniżone o centymetr, a pozycja kierowcy o dwa. Jeśli dodamy do tego lekkie cofnięcie i obniżenie silnika, mamy wytłumaczenie, dlaczego mazda klei się do drogi, a wysterowanie silnika z bezpośrednim wtryskiem i rozłożenie biegów sprawiają, że osiągi teoretyczne mają pokrycie w rzeczywistości. Auto reaguje bez żadnego ociągania we wszystkich zakresach „normalnych” prędkości.

    Niestety nie jest to zabawka tania, na dodatek, z uwagi na „kultową” famę, trzyma cenę. Model podstawowy GX zaczyna się od 31 900 dol., ale już na tym poziomie mamy światła LED cruise control, klimatyzację i odpalanie silnika na przycisk. Poprzednio trzeba było za takie luksusy dopłacać. GS to już 35300 dol., a w tym sportowe zawieszenie dziewięć głośników etc.  Wymienianie tych wszystkich elektronicznych gadżetów nie ma sensu, jest ich jeszcze więcej w górę modelowej tabeli. Co ciekawe, skórzane fotele - rzecz w kabrioletach dość praktyczna - pojawiają się dopiero w GT za 39200 dol. No, ale współczesny „skaj” to pokrycie bardzo dobrej jakości.

    Na koniec pytanie podstawowe, czy taki samochód kupiłbym sobie na wiosnę? Oczywiście, że tak, gdyby mnie było stać na trzy samochody w rodzinie. W normalnym zestawie 2 + 2, posiadanie nawet najprzyjemniejszego w prowadzeniu auta dwumiejscowego zmusza do zbyt wielu kompromisów. Kolega w Polsce, który sprowadził z Florydy dwumiejscowego  roadstera MG, woził córkę na leżąco za siedzeniami... Ludzie normalni tak się jednak nie zachowują, a na rynku jest dostatecznie dużo aut podobnych w smaku do mazdy miata, ale z miejscem dla pasażerów z tyłu, by ten świetny samochód pocałować z czułością na pożegnanie...

O czym z nostalgią donosi
Wasz Sobiesław

Zaloguj się by skomentować