Goniec

Register Login

Porsche będzie świętowało w Toronto

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

        Na początek przygoda motoryzacyjna z piątku. Człowiek pisze, ale sam tego nie robi... Pisałem, żeby wozić w samochodzie ciepłe ubranie, świeczkę i tak dalej. No, ale skoro nie wyjeżdża się poza miasto, to może to nie ma takiego sensu? Tymczasem ma. Przekonałem się o tym właśnie tydzień temu, kiedy nagle popsuła się pogoda, przyszedł marznący deszcz, zaczął padać obfity śnieg, na ulicach korki i biało.

        Byłem w Scarborough po drugiej stronie miasta, wsiadłem do samochodu, aby zacząć uciekać przed popołudniowym szczytem, kiedy ze zgrozą zauważyłem, że zapala się lampka akumulatora na czerwono, czyli – wiadomo – alternator przestał ładować. Po kilku chwilach, przy zwiększeniu obrotów, lampka zgasła, więc z duszą na ramieniu wjechałem na 401... Tam jednak po kilku minutach lampka z powrotem zaczęła się palić i już zwiększanie obrotów niczego nie zmieniało. Czyli miałem jakąś godzinę jazdy na akumulatorze. Kiedy wyobraziłem sobie, co będzie ,jak stanę na ekspresowych pasach podczas popołudniowego szczytu w piątek, szybko zjechałem z 401, która właśnie zaczynała się wypełniać.

        Przebijałem się przez miasto po Lawrence, a później Eglinton w coraz gęstszym śniegu. Oczywiście powyłączałem wszystko, co tylko było można, łącznie z nawiewem. Skutek był taki, że zaparowały mi szyby, bałem się jednak otworzyć okno, no bo mogłem już potem nie zamknąć. Jakoś radziłem sobie, przecierając szyby szmatą. Oszczędzałem hamulce, przerzucając pod światłami bieg na neutral, aby nie zapalały się światła z tyłu. 

        Tak klepiąc zdrowaśki, doturlałem się Eglintonem tuż przed kościół świętego Maksymiliana Kolbego. Tutaj zaczęły się dziać cuda. Czyli cała tablica rozdzielcza rozświetliła się jak choinka; że nie mam hamulców, ABS, kontroli przyczepności, poduszki powietrznej, wszystko po kolei zaczęło siadać, bo spadało napięcie. Ostatecznie pojawił się znaczek skrzyni biegów i ta przestała przerzucać. Mimo to świece nadal dostawały prąd i auto jakoś jechało. Dotarłem do domu. 

        Co by było, gdybym nie dojechał? Siedziałbym w zimnym samochodzie z wyłączonym silnikiem, czekając na pomoc drogową, która w sytuacji, jaka panowała, pewnie przyjechałaby za jakieś dwie godziny. A nie miałem nawet swetra. Zatem powtarzam jeszcze raz: warto w samochodzie mieć grube rękawice, sweter, może nawet jakiś koc. 

        Milowymi krokami nadchodzi nasza torontońska wystawa motoryzacyjna, a w tym tygodniu odbyła się wystawa w Detroit. Wiele nowych samochodów, w tym bardzo ciekawy truck Forda sto pięćdziesiąt – diesel. O tym w następnym numerze, a dzisiaj chciałbym jedynie zachęcić do wystawy tu na miejscu, gdzie między innymi będziemy oglądać ekspozycję poświęconą 70-leciu Porsche – firmy produkującej zabawki dla mężczyzn z pieniędzmi. Pierwszy samochód Porsche wyjechał na niemieckie odbudowane autostrady w 1948  roku, ale warto też pamiętać, że Ferdynand Porsche był jednym z głównych architektów motoryzacji  III Rzeszy, projektantem kultowego volkswagena,  co prawda skopiowanego ze skody, ale zawsze... Poza tym z jego biura wyszła seria bardzo udanych samochodów terenowych na potrzeby Wehrmachtu, na bazie tegoż volkswagena, w tym samochodów pływających. Jeden z nich zagrał nawet w polskim filmie „Pan Samochodzik”. 

        Warto więc zobaczyć, czym Porsche żyje dzisiaj, a żyje jak większość koncernów – prądem.

        Jednym z wynalazków jest szybkie ładowanie – na wypełnienie samochodowej baterii trzeba czekać jedynie około 20 min.

        Jest to tylko jedna z wielu atrakcji nadchodzącej wystawy, z której bogato ilustrowaną relację przedstawimy niebawem, o czym zapewnia 

Wasz Sobiesław

Zaloguj się by skomentować