Goniec

Switch to desktop Register Login

Przeszczep motoryzacyjny nie przyjął się

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

        Obiecywałem dwa tygodnie temu, że napiszę na temat instalacji przekładni do wycieraczek (wiper linkage), jaką zamówiłem wysyłkowo, i którą zamierzałem samodzielnie wymienić w moim BMW E 46. 

        Okazało się, że zamiast instalować nową przekładnię, naprawiłem starą. Ale po kolei...

        Zamówiona na e-bayu część przyszła tak, jak miała, czyli po 2 tygodniach; była dobrze zapakowana i w sumie w całkiem niezłym stanie. Jak już pisałem, zamawiałem część odzyskaną ze złomowanego samochodu, swego rodzaju „przeszczep motoryzacyjny”. 

        Mój samochód dawca to BMW z 2003 roku. Moje BMW jest z 2000. Tak więc uzyskiwałem część o 3 lata młodszą. Po dokładnym obejrzeniu okazało się, że ta nowa przekładnia ma wiele elementów plastikowych, tam gdzie moja stara ma elementy aluminiowe bądź mosiężne. 

        W piątek po południu zacząłem rozmontowywać dojście do przekładni wycieraczek, a jest to proces dość żmudny, przy którym można sobie dużo rzeczy uszkodzić. Już samo ściąganie ramion wycieraczek jest dosyć problematyczne, a to dlatego, że są one montowane na stożkowy wcisk, który trzeba w drugą stronę wycisnąć, a w przypadku starego samochodu często jest on zapieczony. Ale tu miałem już praktykę, wcześniej kupiłem sobie nową plastykową nakładkę na dół przedniej szyby, która po 18 latach była zniszczona przez promieniowanie ultrafioletowe i rozsypywała się w rękach; jest to o tyle ważne, że po wymianie woda z szyby nie przecieka do środka przedziału silnika. Tamten projekt akurat udał się znakomicie, nowa plastikowa nakładka pasowała jak ulał i wstrzeliła się wszystkimi spinkami.         

        Tak więc wymontowałem filtr kabinowy, ściągnąłem jego obudowę i usunąłem płytę ściany przeciwpożarowej firewall, w ten sposób uzyskując dostęp do przekładni wycieraczek, gdzie – przyznać trzeba – jest dosyć ciasno, operowanie kluczami jest utrudnione; w każdym razie udało mi się odkręcić wszystkie śruby mocujące i wyjąć starą część. Nowa weszła jako tako i tu zaczęły się problemy; lekko przychwyciłem ją nakrętkami na sworzniach wycieraczek, jedna strona dobrze się wkręciła, z drugiej strony nakrętka zaczęła się obracać swobodnie i nie dokręcała podkładki sworznia. 

        Okazało się, że kręci się wraz z całym gwintem, co było dosyć dziwne. Na dodatek, w żaden sposób nie mogłem jej wykręcić z powrotem.

        Biedziłem się kilka godzin, próbując różnych metod i ćwicząc w mnisiej cierpliwości. 

        Nic z tego. Ostatecznie brałem pod uwagę przecięcie nakrętki, ale nie miałem jak i czym podejść. 

        Pokonany, pojechałem w sobotę do Arka Wdowiaka, który ma zakład na Mattawa w Mississaudze zaraz obok sklepu Brandta przy Dundas. Arkowi zabrała cała rzecz 15 min i dostałem nakrętkę do ręki. 

        Wróciłem do domu i ponownie usiłowałem nakręcić inną nakrętkę na to samo. Ku mojemu przerażeniu sprawa się powtórzyła;  cała nakrętka wraz z gwintem zaczął się obracać i nie mogłem jej wykręcić. Na szczęście, była bardzo lekko nakręcona, wyjąłem więc ponownie całą przekładnię i przyjrzałem się  sworzniowi. Ku mojemu zaskoczeniu gwint był plastikowy, oblany wokół stalowego sworznia. Przy moich machinacjach cały ten gwint urwał się na dole i okręcał swobodnie. Nie można było w taki sposób nic dokręcić, ani nawet nakręcić. 

        Kto wymyślił coś takiego? Pewnikiem jacyś Chińczycy. W mojej starej przekładni z nalepką Made in Germany sworzeń miał mosiężny gwint.

        Popatrzyłem jeszcze raz na moją przełamaną starą przekładnię i postanowiłem ją skleić żywicą epoksydową. Co było robić. Wziąłem najlepsze podkładki z obydwu zestawów, zamontowałem wszystko raz jeszcze i na razie szczęśliwie  trzyma. 

        Piszę o tym dlatego, że ilustruje to, jak zmieniają się nasze samochody i jak zmieniają się części zamienne. Samochód po prostu ma wprojektowane to, aby co jakiś czas się psuł. Zakłada się, że nikt nie będzie takiej nakrętki wykręcał więcej niż raz w ciągu życia samochodu, po co więc mosiężny gwint, skoro plastikowy spełni taką samą rolę. Ta sama filozofia dotyczy wszystkich innych części. 

        Dlatego coraz częściej jeździmy samochodami jednorazowego użytku. 

        Podkreślam zawsze, że filozofia ta szkodzi środowisku naturalnemu o wiele bardziej niż najbardziej trujące wyziewy z rur wydechowych. 

        Jeśli bowiem samochód, zamiast być 20 – 30 lat na drodze, jest tam tylko 10, albo nawet 6 lat, no to trzeba go zastąpić i wyprodukować nowy, a w procesie produkcji powstaje najwięcej zanieczyszczeń, bo to są zanieczyszczenia przemysłowe emitowane przez kopalnie, stalownie, rafinerie produkujące plastyki, a ostatnio również zakłady produkcji baterii. Jak się to wszystko podliczy, to dopiero wtedy widać, ile oszczędności przynosi utrzymywanie starych samochodów na drogach, a nie traktowanie ich jak rękawiczek, które wymienia się ze względu na aktualną modę,

 o czym ze smutkiem pisze wasz Sobiesław 

        PS Do usuwania plam ze smaru na ubraniu doskonale nadaje się smalec lub masło – miejsce smarujemy, pozostawiamy na godzinę, a następnie zapieramy wodą z płynem do naczyń.

Zaloguj się by skomentować