Goniec

Switch to desktop Register Login

Starsze, przyjemniejsze i nie rozpraszające

Oceń ten artykuł
(17 głosów)

        OK – nigdy tego nie ukrywałem, że jestem zwolennikiem kupowania starych aut. Stare są jare – czyli generalnie rzecz biorąc, na rynku motoryzacyjnym postęp nie jest aż tak szalony, by samochód 6-letni bardzo różnił się od sprzedawanego dzisiaj w salonie. Znacznie różni się natomiast ceną. Fluktuacje cenowe modeli to bardzo pouczająca krzywa. Pewne jest jednak to, że największym kosztem posiadania samochodu jest tzw. deprecjacja, czyli ubytek jego wartości. W przeciwieństwie do nieruchomości, samochody tracą wartość, a najbardziej właśnie te nowe. Na dodatek kupując przechodzone auto, można mieć satysfakcję, gdy się coś naprawdę wartościowego upoluje. Ponadto w przypadku starszych samochodów mamy już informacje, jak się dany model zachowuje, z czym miał problemy i na co zwracać uwagę przy zakupie. Ponadto – last but not least – kupując prywatnie samochody z drugiej ręki, poznajemy ludzi. No bo jeśli rzeczywiście chcemy zrobić dobry deal – zakup prywatny jest najbardziej wskazany.

        Piszę o tych starszych samochodach bo mi na nie zeszła myśl, czytając informacje, że właśnie nasze kochane władze zarobiły miliony dolarów z mandatów dla kierowców używających nielegalnie różnych gadżetów podczas jazdy, a liczba rozproszonych kierowców wcale się nie zmniejsza.

        Pomijając sam fakt przepisów, paradoksalne jest to, że te starsze auta o wiele mniej nas właśnie rozpraszały, zmuszały do większej uwagi i samodzielności. Dzisiaj prowadzą nas jakieś radary, co chwila coś nam tam pika czy dzwoni, np. gdy wyjeżdżamy z pasa ruchu, a nawigacja mówi do nas nie zawsze najmądrzejszym głosem. Każdy kij ma dwa końce i te wszystkie gadżetowe wynalazki, które mają kierowcy pomagać, bardzo często po prostu go rozpraszają. Dawniej, żeby zrobić w samochodzie cieplej, przesuwaliśmy suwakiem albo przekręcaliśmy pokrętło na czerwony zakres, dzisiaj podkręcamy temperaturę i zastanawiamy się, czy ustawić na 22, czy może na 19  stopni.  To tylko jeden z wielu przykładów. Bo nie jest straszną rzeczą fakt trzymania telefonu przy uchu, lecz ogólnie rzecz biorąc, rozmawianie, denerwowanie się i odpływanie myślowe w trakcie jazdy. To, czy akurat następuje to podczas trzymania słuchawki, czy wydzierania się do zestawu „głośno mówiącego”, nie ma akurat znaczenia. Oczywiście pomijam tak ekstremalne sytuacje, jak tekstowanie podczas jazdy, bo to już graniczy z samobójstwem. Jestem nawet za tym, by tę funkcję telefoniczną w każdym samochodzie wyłączał jakiś zagłuszacz.

        Tak czy owak, tablice rozdzielcze samochodów rozjarzone niczym choinki niczemu dobremu nie służą (prócz napędzaniu sprzedaży), dostarczają za to mnóstwo niepotrzebnych informacji. To tyle w kwestii zakazywania rozpraszania się podczas jazdy.

        Jeśli zaś zdecydujemy się na stare auto, to mamy do wyboru cały kosmos, dlatego rzeczą rozsądną jest ograniczenie się do modelu i rocznika, który nam się podoba i którego zakres cenowy pokrywa się z kwotą, jaką chcemy przeznaczyć na zakup. Przy prywatnym kupnie mamy wiele możliwości sprawdzania ofert i choć nie zawsze dostaniemy auto w kolorze, który lubimy ,to jednak w ostatecznym rozrachunku będziemy jeździć samochodem lepszym i tańszym niż kupiony w salonie.

        Przykład?

        Volkswagen golf hatchback  2012 czterodrzwiowy – ok. 14 tys. dol., 2,5-litrowy pięciocylindrowy silnik, ręczna lub automatyczna przekładnia biegów – 6. pokolenie golfów – zrywny, super się prowadzi, przestronny. Nowy kosztuje ponad 25 tys.

        Inny hatchback:

        Ten sam rocznik co golf, mazda3 sport GS, też czterodrzwiowa – drugie pokolenie (roczniki 2009–2014), cena ok. 13 tys., oszczędna w mieście, 6-biegowa skrzynia ręczna lub automatyczna, 155-konny silnik z bezpośrednim wtryskiem. I znów fajnie się jeździ, dobrze wchodzi w zakręty, samochód zborny, przyjemny i wygodny. W tej grupie można też trafić na usportowioną mazdę speed3 – z 2,3-litrowym silnikiem o mocy 263 KM, ale to jest już zupełnie inna para kaloszy. Mazda ma też więcej niż przeciętną niezawodność, choć niektórzy narzekają, że jest głośna na autostradzie, co mi akurat nie przeszkadza.

        Tak czy owak, piękne samochody – być może z mniejszą zawartością elektronicznych wodotrysków, ale za to pozwalające skoncentrować się na tym, co w prowadzeniu istotne. Bo nie ma przecież większej przyjemności niż samochód, który niczym wierna suka wie, o co tak naprawdę chodzi nam na drodze.

        O czym z pewną satysfakcją zawiadamia
Wasz Sobiesław.

Zaloguj się by skomentować