Goniec

Switch to desktop Register Login

Udanych wakacji! Szaleństwo? Tak, ale nie na drodze!

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

        Jeżdżenie w klapkach, boso, wykładanie przez pasażera nóg pod przednią szybę, wszystko to są uroki lata w samochodzie. Problem w tym, że uroki bardzo niebezpieczne.

        Tak, to prawda, że dzisiejsze samochody prawie same się prowadzą, że w mroki ludzkiej niepamięci odeszły złowrogie pojęcia typu „pięta-gaz” czy męcząca jazda standardem w wielokilometrowych korkach nad morze. Dzisiaj nawet standardy nie uciekają do tyłu przy ruszaniu pod górkę, a wiele samochodów w korkach o prędkości do 40 km/h jeździ samoczynnie.

        Tak czy owak, auto to duże i ciężkie urządzenie, które niejednemu może wyrządzić krzywdę.

        Nie trzymajmy nóg pod szybą, bo w razie eksplozji poduszki powietrznej (do jakiej może dojść nawet na dużym „bumpie”) połamie nam te nogi w kilku miejscach lub urwie; szanujmy samochodowe pedały, bo w niektórych sytuacjach będziemy je musieli z całych sił wcisnąć i noga w klapku, który może się ześlizgnąć, nie bardzo do tego się nadaje. Nie prowadźmy samochodu boso, bo w razie stłuczki czy wypadku będziemy musieli bawić się w fakira, chodząc po szkle, rozlanym oleju i rozrzuconych plastykowych i metalowych odłamkach.

        Lato, oprócz tego, że to czas najprzyjemniejszej jazdy, jest również okresem największej liczby śmiertelnych wypadków, między innymi dlatego, że upał, odwodnienie i zmęczenie wzroku prowadzą do błędnych decyzji. Nie lekceważmy tych czynników, bo czasem nie warto ryzykować życia własnego i rodziny nocnym powrotem po całodziennym brykaniu na słońcu.

        Inne uwagi?

        1. Zachowujmy się zgodnie z przepisami i korzystajmy z przysługującego pierwszeństwa, grzeczni wbrew przepisom, stanowią zagrożenie, ponieważ ich działania są nieprzewidywalne – masz pierwszeństwo – to jedź!

        2. Kierunkowskaz misiu, kierunkowskaz – jedno z najważniejszych „światełek” w samochodzie; sygnalizujmy swe zamiary na długo wcześniej – zwłaszcza zamiar zmiany pasa ruchu.

        3. Włączanie się do ruchu. Kocham ludzi, którzy rozpędzają się do zawrotnej prędkości 60 km/h, po to by wjechać na autostradę, gdzie większość samochodów ma na liczniku dwa razy tyle. Jest to szczególnie widowiskowe, gdy, na przykład, uda im się w ten sposób wjechać przed rozpędzoną cysternę z naczepą.

        Włączając się z taką prędkością, uniemożliwiają bezpieczny wjazd na autostradę wszystkim jadącym za nimi. A więc Panie, Panowie, gdy zrównamy się z kierunkiem pasów autostrady, to „rura”, pokazujemy, ile koni siedzi w motorze, i nie ważmy się wjeżdżać, gdy mamy mniej niż 100 na liczniku.

        4. Blokowanie lewego pasa – wyprzedziłeś, to zjeżdżaj! Nawet jeśli wydaje ci się, że 120 km/h to maksymalna prędkość, z jaką powinno się jechać. Lewy pas powinien być do wyprzedzania. Koniec, kropka. Od wyłapywania demonów szybkości jest policja. Blokowanie lewego pasa prowadzi do groźnych sytuacji i nie jest ważne, kto ponosi winę, ważne jest, aby ich unikać.

        Żyj i daj żyć innym. Widzisz, że ktoś się spieszy – daj mu jechać – może ma powody, może go coś boli, chce mu się sikać albo gna seksualne oszołomienie. W każdym z tych wypadków trzeba mu zrobić miejsce. Jeśli zaś rzeczywiście jedzie dużo za szybko, stwarzając zagrożenie – można z samochodu zadzwonić na policję. To jej sprawa.

        To samo dotyczy idiotów, którzy „siadają nam na tyłku” – przy pierwszej lepszej okazji dajmy im jechać.

        Wszystkie powyższe wskazówki, to nic innego jak zdrowy rozsądek w działaniu. Pan Bóg daje nam lato – korzystajmy z niego jak ludzie – do czego namawia

Wasz Sobiesław.
        Udanych wakacji!

Zaloguj się by skomentować