Goniec

Register Login

Z kajakiem na dachu

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

        Mamy lato, czas wybrać się nad wodę z kajakiem lub canoe. Jak bezpiecznie przewozić taki sprzęt autem osobowym? 

        Po pierwsze, zdrowy rozsądek; nie układamy trzech kajaków jeden na drugim, nie przyczepiamy canoe z boku na drzwiach...

        Po drugie, dobrze jest zainstalować stelaż nad dachem, a nie wozić ciężkie łódki bezpośrednio na dachu, bo się poociera, a poza tym dach lubi być wypukły, i po trzecie, nie ściskajmy tego sznurkiem do bielizny lub jakimś kablem, lecz silnymi, lekko elastycznymi pasami, które mają mniejszą tendencją do poluzowywania się w rezultacie wibracji i wstrząsów.

        Wiele firm oferuje specjalistyczne stelaże do bezpiecznego przewozu dwóch kajaków czy canoe, wówczas wystarczy się stosować do instrukcji obsługi i montażu, inni potrafią samodzielnie budować takie uchwyty z rurek PCV. Są jednak osoby, które uważają, że taki transport może być lekko prowizoryczny – jednym z najczęściej obserwowanych sposobów jest ułożenie na dachu pociętych „makaronów” do pływania dla dzieci, popularnych noodles, położenie na tym kajaka czy canoe i podwiązanie z tyłu i z przodu. Sposób jest dobry, ale sprawdza się jedynie w przypadku lekkich łódek.

        Musimy też zdawać sobie sprawę, że siły, jakie będą działały nie tylko na dach naszego auta, różnią się zdecydowanie podczas autostradowej jazdy. Dlatego też na przykład warto w przypadku kajaków zamknąć dziurę kokpitu jakimś brezentem, by zwiększyć opływowość. Inna rzecz, to aby montować stelaże na dachu jak najdalej od siebie. Musimy też zdawać sobie sprawę, że wysoki ładunek na dachu znacznie zmienia areodynamikę naszego pojazdu. Co za tym idzie, jechać musimy wolniej i spokojniej. Wiatr to potężny żywioł i jeśli nie mamy stelażu, może nam nawet wgnieść dach. 

        Popatrzmy też na kształt wiezionego sprzętu, byśmy sobie czasem nie zafundowali skrzydła, na którym nasz samochód będzie chciał odlecieć. Rufę i dziób wiążemy z przodu i tyłu auta z prawej i lewej strony tak, by poprawić również stabilizację poprzeczną. Spinamy to wszystko elastycznymi pasami i sprawdzamy za każdym razem, gdy się zatrzymamy, czy nie ma jakiegoś poluzowania. 

        No i oczywiście nie zapominajmy, że mamy to coś na dachu – nie podjeżdżajmy z tym po kawę do drive-through Tima Hortonsa czy McDonalda. A przed załadunkiem sprawdźmy kajak, czy czasem w nim coś nie zostało, co mogłoby nam wypaść. Nie spieszmy się też przy załadunku i mocowaniu – pośpiech się nie opłaca. Ładunek musi być dobrze umocowany i sprawdzony, bo ryzyko jest w tym przypadku bardzo duże i nie sprowadza się wyłącznie do zniszczonego kajaka. 

        A jak nam wystaje coś za auto, warto przyczepić do tego czerwoną szmatę.

        Zatem zdrowy rozsądek, plus umiejętne wiązanie, plus ostrożna jazda. Dobrze mieć kogoś do pomocy przy ładowaniu, bo choć sami pewnie też to zrobimy, to jednak z drugą osobą będzie łatwiej i mniej nerwowo.

        A na koniec anegdotka; kiedyś byłem nad Huron i nie chciało mi się spuszczać powietrza z materaca, postanowiłem położyć go na dachu i przytrzymywać rękę.  Już przy 30 km/h materac uznał po prostu, że się wygłupiam, i odfrunął. Niech nam więc nie przychodzi do głowy lekkie wiązanie – wszystko, co na dachu, musi być mocno przymocowane. 

O czym zapewnia Wasz Sobiesław

Zaloguj się by skomentować