Goniec

Register Login

ZGRABNY - Całkiem nowy hyundai kona

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

        Opowiadając o wystawie motoryzacyjnej, zapowiedziałem, że kona robi wrażenie i jest to auto, któremu poświęcę cały odcinek. Kona troszkę odstaje z tłumu. Podobnie jak kiedyś Honda wprowadziła CRV, który zmienił sposób patrzenia na SUV-y i wyznaczył pewnego rodzaju standard, tak chyba coś podobnego usiłuje zrobić Hyundai. Oczywiście, trudno tutaj o jakieś rewolucje, ścieżka jest utarta, a segment SUV i CUV zatłoczony. 

        Tak więc w salonach Hyundaia od kwietnia będą kony. Skąd taka nazwa? Ta akurat pochodzi od największej wyspy Hawajów, nie wiem, co to ma wspólnego z Hyundaiem, ale każda nazwa jest dobra, jeśli intryguje. Hyundai od 1999 roku, od santa fe, nazywa swoje modele od miejsc geograficznych. Zamykając sprawę nazwy, warto dodać, że jest to region, w którym uprawia się doskonałą kawę. Ponoć właśnie z tą nazwą związana jest kolorystyka samochodu, który na wystawie motoryzacyjnej był prezentowany w zielonkawo-kanarkowym kolorze. Mnie tam kolor nie przykuwa uwagi, ale dla mojej żony to główny wyznacznik tego, czy samochód jest pożądany czy niepożądany. Tu warto dodać, że jednym z głównych „targetów” kony są panie. 

        Podsumowując, można w skrócie powiedzieć, że jest to auto zbudowane na całkowicie nowej platformie (tak więc nie jest to żadna elantra +) ma ciekawą sylwetkę, no i sprawia radosne wrażenie. Do tego dochodzą: dobry system nagłaśniający, siedmiocalowy wyświetlacz, wtyki USB, oczywiście integracja w ramach Apple’a i Androida. To są wszystko standardy. Podstawowym silnikiem jest czterocylindrowy 147-konny dwulitrowy silnik benzynowy, ale jeśli chcemy trochę więcej mocy, to zmniejszy się litraż, ale dzięki turbo dostaniemy 175 KM. Te dwie wersje silników są dostępne z napędem na cztery koła. W tym wypadku dostajemy też lepsze niezależne zawieszenie wielopunktowe. Skrzynia biegów WYŁĄCZNIE automatyczna,  sześciobiegowa ze słabszym silnikiem, a siedmiobiegowa z podwójnym sprzęgłem z silniejszym. 

        Tutaj mógłbym troszkę pogrymasić, bo co ma zrobić ktoś, kto jednak lubi machać wajchą? Moim zdaniem, brak manuala to błąd, bo przecież Hyundai ma w ofercie wiele dobrych ręcznych skrzyń. 

        Moda na ręczne skrzynie nadal będzie trwała, dzięki młodzieży, która zawsze jest zainteresowana czymś innym, a skrzynie ręczne do takich niepowszednich urządzeń należą. Pozytywne jest to, że przynajmniej nie jest to transmisja bezbiegowa. Tak czy owak Hyundai podaje, że do 100 km/h można konę rozpędzić w 10 sekund przy silniku dwulitrowym i 7,7 s przy turbodoładowanym 1,6 l.

        Dobrą wiadomością jest też cena, bo kona zaczyna się od 20 000 dol., a to naprawdę niezbyt drogo jak na takiego subkompaktowego SUV-a. Jak to już jest w tradycji Hyundaia, firma usiłuje przebić konkurentów ceną i doposażeniem.

        Od konkurencji kona jest też trochę szersza, a to daje jej bardziej sportowy wygląd. Kabina obszerna, pasażerowie z tyłu mają dużo miejsca. Oczywiście, mamy do dyspozycji całą gamę gadżetów poprawiających bezpieczeństwo – ostrzeżenie przed kolizją, utrzymywanie się w pasie ruchu etc. Mimo wyglądu wskazującego na terenowe ambicje Kona przeznaczona jest dla mieszkańców miast, zwłaszcza tych młodszych, może kobiet, albo par, które prowadzą aktywny styl życia. Siedzenia  tylne składają się, tworząc praktycznie płaską podłogę, samochód jest wygodny, jeśli chodzi o wsiadanie i wysiadanie. Ale nie tylko: nad głową mamy wystarczająco dużo miejsca, żeby nasza czapka bejsbolowa nie wciskała się nam na uszy.

        Tak więc wszystko wskazuje na to, że będzie to sprzedawany po przystępnej cenie SUV, który wyróżni się z tłumu, a być może w kolejnych wersjach ustanowi swego rodzaju standard, 

co prognozuje Wasz Sobiesław 

Zaloguj się by skomentować